20.03.2023, 01:26 ✶
Wbrew temu, co można było o Moodym myśleć, lubił Beltane. Lubił zabawę i alkohol, lubił też kobiety i niejednokrotnie ścigał się tutaj, żeby zaimponować którejś z licznych wybranek. Najwyraźniej żaden rytuał nie pomógł mu w utrzymaniu którejkolwiek z nich na dłużej. Nawet magia płynąca od samych bogów nie potrafiła pomóc facetowi, przy którym można było poczuć się jedną z wielu, a przy tym i tak zostać zepchniętą na drugi plan, kiedy tylko Auror wciągnie się w wir pracy. Nucił sobie w rytm tych bębnów, słuchając tłumaczenia się straganiarza przyłapanego na sprzedawaniu niesprawdzonego szmelcu. Typ na szczęście zwijał już manatki, ale Moody i tak pociągnął go za kołnierz i spisał wszystkie jego dane. Jutro nie omieszka złożyć raportu ze wszystkimi uwagami prosto na biurko Bones'a. Dzisiaj z rękoma splecionymi na wysokości klatki piersiowej, stał nad nim i obserwował, jak ten pakuje wszystko do płóciennych toreb. Zaraz będzie miał przerwę. Nie napije się niczego poza wodą. Nie weźmie udziału w loteriach. Mógł zaimponować jakiejś pannie, która nie miała żadnego partnera, ale...
- Hm? - Odwrócił się w stronę Lyssy, w geście zdziwienia unosząc do góry brwi. Momentalnie ukuło go uczucie chłodu. Dziesięć lat temu, chwyciłby te kwiaty, wrzuciłby je na szczyt, zanim ta zdążyłaby oprzytomnieć, a później porwał ją do szalonego tańca. W teraźniejszości oceniał samego siebie za samą myśl, która nierozważnie przeszła mu z tyłu głowy. - Ale... - Widać po nim było, że coś jest nie tak. - Przyjmuję podziękowanie i mogę wspiąć się tam dla ciebie, jeżeli o to ci chodziło, ale nie mogę dopełnić z tobą tego czaru. - Była zbyt młoda, aby mógł dostrzec w niej kobietę. Nie pomagał tu też fakt, że przez filigranową urodę, Moody brał ją za jeszcze młodszą niż była w rzeczywistości.
- Hm? - Odwrócił się w stronę Lyssy, w geście zdziwienia unosząc do góry brwi. Momentalnie ukuło go uczucie chłodu. Dziesięć lat temu, chwyciłby te kwiaty, wrzuciłby je na szczyt, zanim ta zdążyłaby oprzytomnieć, a później porwał ją do szalonego tańca. W teraźniejszości oceniał samego siebie za samą myśl, która nierozważnie przeszła mu z tyłu głowy. - Ale... - Widać po nim było, że coś jest nie tak. - Przyjmuję podziękowanie i mogę wspiąć się tam dla ciebie, jeżeli o to ci chodziło, ale nie mogę dopełnić z tobą tego czaru. - Była zbyt młoda, aby mógł dostrzec w niej kobietę. Nie pomagał tu też fakt, że przez filigranową urodę, Moody brał ją za jeszcze młodszą niż była w rzeczywistości.
fear is the mind-killer.