20.03.2023, 21:14 ✶
- Zaraz znikniemy, Cal – obiecała, choć nie dało się ukryć dość lekkiego tonu. Zapewne z powodu rozbawienia – wszak właśnie urobiła Jamila i wysłała go na pale. Tyle że popełniła zasadniczy błąd.
Nie pamiętała, jak potężna jest magia Beltane.
- Wielkie dzięki – rzuciła, odbierając kwiatka – I tak, znikniemy, nie martw się o to – zapewniła raz jeszcze, szczerze przekonana, że to naprawdę tak będzie wyglądać. Trochę wspinania się na pal, trochę obserwowania, trochę śmiechów, a potem Jamila za wszarz i jak najdalej stąd. Byleby tylko go nie opętało.
- I jesteś pewien, że nikt się zaraz nie zjawi, żeby odzyskać tę „wygraną”? – zainteresowała się bliżej; jakoś nie brała za dobrą monetę zapewnień, że to w istocie „dobra wiadomość”. Nie w przypadku Jamila.
- No ale właśnie o to chodzi, co to za zabawa: magią? Zero wysiłku, zero współzawodnictwa... – zaczęła wyliczać i zapewne wyliczałaby alej, gdyby jednak nie zdecydował się odebrać wianka. Co będzie miał? Aż się prosiło rzucić, dość zaczepnie, „całusa!” - tyle że jednak poprzestała na wesołym uśmiechu.
Bo po co przekonywać już przekonanego?
Z zapałem obserwowała zmagania Jamila, z miłym zaskoczeniem odnotowała, że sobie poradził, i to od razu, a potem…
… potem to poczuła.
Cal? Kto to do cholery był Cal? Zapomniała o blondynie oraz jego marudzeniu i ze śmiechem na ustach po prostu pognała. Żeby złapać Jamila za dłoń i wciągnąć pośród innych tancerzy. Bez słów, ale one były potrzebne?
Błyszczące oczy, płomienie i rytm muzyki.
Magia Beltane pochłaniała i w zasadzie liczyło się tylko to.
Nie pamiętała, jak potężna jest magia Beltane.
- Wielkie dzięki – rzuciła, odbierając kwiatka – I tak, znikniemy, nie martw się o to – zapewniła raz jeszcze, szczerze przekonana, że to naprawdę tak będzie wyglądać. Trochę wspinania się na pal, trochę obserwowania, trochę śmiechów, a potem Jamila za wszarz i jak najdalej stąd. Byleby tylko go nie opętało.
- I jesteś pewien, że nikt się zaraz nie zjawi, żeby odzyskać tę „wygraną”? – zainteresowała się bliżej; jakoś nie brała za dobrą monetę zapewnień, że to w istocie „dobra wiadomość”. Nie w przypadku Jamila.
- No ale właśnie o to chodzi, co to za zabawa: magią? Zero wysiłku, zero współzawodnictwa... – zaczęła wyliczać i zapewne wyliczałaby alej, gdyby jednak nie zdecydował się odebrać wianka. Co będzie miał? Aż się prosiło rzucić, dość zaczepnie, „całusa!” - tyle że jednak poprzestała na wesołym uśmiechu.
Bo po co przekonywać już przekonanego?
Z zapałem obserwowała zmagania Jamila, z miłym zaskoczeniem odnotowała, że sobie poradził, i to od razu, a potem…
… potem to poczuła.
Cal? Kto to do cholery był Cal? Zapomniała o blondynie oraz jego marudzeniu i ze śmiechem na ustach po prostu pognała. Żeby złapać Jamila za dłoń i wciągnąć pośród innych tancerzy. Bez słów, ale one były potrzebne?
Błyszczące oczy, płomienie i rytm muzyki.
Magia Beltane pochłaniała i w zasadzie liczyło się tylko to.