NIepodobałopodobało mu się to. Nie potrafił jednoznacznie stwierdzić. Ale kiedy już znaleźli się przy sobie i ją złapał, kiedy się uśmiechnął i uniósł ją na chwilę, nim odstawił na ziemię, to spojrzał na nią wręcz z iskrą w czarnych oczach.
- To tylko dzięki pięknemu wiankowi. - Pochwalił od razu mrukliwym głosem. - Wyzwanie duże nie było. - Się znalazł skromniś. Ale Sauriel miał w zwyczaju niedocenienie samego siebie i wręcz umniejszanie swoim własnym osiągnięciom. Tutaj nie było inaczej. Zamiast ją puścić, odsunąć się od niej, to trzymał ręce na jej biodrach, gdzie wcześniej je położył, by ją unieść. I patrzył na nią. Na jej roześmianą i piękną twarz. Jak gorała życiem, słońcem i ciepłem. Jak była szczęśliwa. I miał ochotę ją stąd zabrać na koniec świata. - O wiele. - Z jakiegoś powodu, którego nie rozumiał, było o niebo lepiej. Dlatego zamiast ją zabierać pod pachę, albo przerzucać przez ramię jak worek kartofli, żeby z nią uciec... - Zatańczymy? - Pociągnął ją za sobą do tańca. Chociaż trochę. Troszeczkę. Czuł, jak iskry energii tańczą pod jego skórą i pozwalają zapomnieć o wszystkim, co złe. A on naprawdę chciał zapomnieć.
I zapomniał dziś nawet o tym, jak bardzo chciał uciec na zawsze.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.