21.03.2023, 01:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2023, 01:55 przez Alastor Moody.)
Nie widział już co prawda aur, ale miał w życiu na tyle dużo doświadczenia, aby wiedzieć, że gdzieś pomiędzy wierszami znalazła się tu przestrzeń na spore niedopowiedzenie. I to niedopowiedzenie nie pozwoliło mu podjąć wyboru innego niż ten, który tę zagubioną dziewczynę mógł w jakikolwiek sposób zabawić. Jedną z wad jego charakteru było przecież to, że nie potrafił odmawiać pomocy. Nawet jeżeli ktoś nie poprosił o nią bezpośrednio.
- I co ja mam z tobą zrobić? - Nie ukrywał już nawet zakłopotania, chociaż w jego głosie nie zabrakło szorstkości, jakiej w nim wcześniej było. Stało się to za sprawą zbliżającej się Mavelle, której obecność sprawiła, że poczuł się trochę jak dzieciak przyłapany na gorącym uczynku i nie był pewien, czy kiedykolwiek to z siebie zmyje. - Tak, ja jeszcze tutaj... - Próbował wyglądać przynajmniej odrobinę nonszalancko, ale przyszło mu to z gracją godną Lupina wspinającego się na pal. - Lysso, oto moja dobra koleżanka Mavelle Bones. Mavelle, oto Lyssa Mulciber. Pół godziny temu odczarowałem ją z klątwy, która zamieniła ją w kurczaka. - Zaprezentował jej również dowód wdzięczności Lyssy - ten wianek co go tak plotła z myślą o kimś, o kim raczej nie powinna myśleć w ten sposób. - Skoro go już przyjąłem, to nie wypada mi tego nie zrobić. - Jego decyzja nie miała oczywiście nic wspólnego z tym, że chciał wspiąć się na górę szybciej niż Longbottom. - Ale ten czar naprawdę na mnie nie zadziała. - Żadna naburmuszona mina ani podstęp nie miały szans równać się z tym, jak dobrym oklumentą był Moody. Nim wykonał krok w stronę pali, spojrzał na Mulciberównę uważnym wzrokiem. - Na pewno nie wolisz dać go komuś innemu? - Dał jej ostatnią szansę na to, żeby go zatrzymała. A może dał ją sobie?
- I co ja mam z tobą zrobić? - Nie ukrywał już nawet zakłopotania, chociaż w jego głosie nie zabrakło szorstkości, jakiej w nim wcześniej było. Stało się to za sprawą zbliżającej się Mavelle, której obecność sprawiła, że poczuł się trochę jak dzieciak przyłapany na gorącym uczynku i nie był pewien, czy kiedykolwiek to z siebie zmyje. - Tak, ja jeszcze tutaj... - Próbował wyglądać przynajmniej odrobinę nonszalancko, ale przyszło mu to z gracją godną Lupina wspinającego się na pal. - Lysso, oto moja dobra koleżanka Mavelle Bones. Mavelle, oto Lyssa Mulciber. Pół godziny temu odczarowałem ją z klątwy, która zamieniła ją w kurczaka. - Zaprezentował jej również dowód wdzięczności Lyssy - ten wianek co go tak plotła z myślą o kimś, o kim raczej nie powinna myśleć w ten sposób. - Skoro go już przyjąłem, to nie wypada mi tego nie zrobić. - Jego decyzja nie miała oczywiście nic wspólnego z tym, że chciał wspiąć się na górę szybciej niż Longbottom. - Ale ten czar naprawdę na mnie nie zadziała. - Żadna naburmuszona mina ani podstęp nie miały szans równać się z tym, jak dobrym oklumentą był Moody. Nim wykonał krok w stronę pali, spojrzał na Mulciberównę uważnym wzrokiem. - Na pewno nie wolisz dać go komuś innemu? - Dał jej ostatnią szansę na to, żeby go zatrzymała. A może dał ją sobie?
fear is the mind-killer.