21.03.2023, 02:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2023, 11:35 przez Alastor Moody.)
Alastor nie trzymał wianka mocno. Kiedy tylko dłoń dziewczyny chwyciła za splecione kwiaty, Auror puścił go i uniósł ręce do góry w obronnym geście. Jakkolwiek absurdalne to nie było, to tak chyba faktycznie było lepiej... Jego nastrój został jednak mocno naruszony, a on sam, chociaż jeszcze przed chwilą naprawdę chciał poczuć ten zew przygody, teraz powiedział tylko:
- Przyznam to raz, Mavelle. Raz w moim cholernym życiu - zazgrzytał zębami z zażenowania - ci bogowie muszą istnieć naprawdę, skoro nigdy nie zostałem ojcem, bo byłbym najgorszym ojcem na całym pierdolonym świecie. - Wydusiwszy to z siebie, wyciągnął wewnętrznej kieszeni munduru piersiówkę, z której upił duży łyk alkoholu. - Nie powinni mi dawać nawet bobasa do potrzymania, bo jeszcze pomylę go z kaflem.
Najgorszym elementem jego czarnowidztwa było to, że widział oczyma wyobraźni jak Lyssa wraca z tym wiankiem i daje mu go jeszcze raz.
- Przyznam to raz, Mavelle. Raz w moim cholernym życiu - zazgrzytał zębami z zażenowania - ci bogowie muszą istnieć naprawdę, skoro nigdy nie zostałem ojcem, bo byłbym najgorszym ojcem na całym pierdolonym świecie. - Wydusiwszy to z siebie, wyciągnął wewnętrznej kieszeni munduru piersiówkę, z której upił duży łyk alkoholu. - Nie powinni mi dawać nawet bobasa do potrzymania, bo jeszcze pomylę go z kaflem.
Najgorszym elementem jego czarnowidztwa było to, że widział oczyma wyobraźni jak Lyssa wraca z tym wiankiem i daje mu go jeszcze raz.
fear is the mind-killer.