27.10.2026, 21:34 ✶
Jak na ten rozgardiasz Woody patrzył, to mu się przypominały własne lata młodzieńcze, jak wykańczali z Tessą swój dom jako świeżo upieczone małżeństwo. Podczas Spalonej Nocy ten dom spłonął; ogień pochłonął wszystkie świadectwa i pamiątki wspólnego życia Longbottomów. Długo czarodziej po tej stracie bolał, odwiedzał ruiny, ale nie mógł w ruinach spędzić wieczności. Pamiątki wspólnego życia można było nazbierać nowe. I on, i jego pani mieli jeszcze przed sobą przynajmniej drugie tyle lat, ile już razem spędzili.
Jedną z tych pamiątek odświeżonej relacji byłych małżonków miały być kolczyki wyrobu Tristana, które Woody zamierzał Quintessie sprezentować.
Mężczyzna odczytał karteczkę, którą podsunął mu Tristan, po czym podniósł oczy na czarodzieja.
— I ty tu sam to wszystko? Robi wrażenie, tak trzymać — pochwalił, szczerze i z głębi serca kibicując projektom Warda. Oglądał szkice jego przybudówki, plany i marzenia, których Tristan nie porzucał mimo trudności i nawału pracy, jaki wciąż był przed nim. Oby Woody'emu było wkrótce dane odwiedzić dawnego znajomego w jego własnym warsztacie. — Jakby coś ci było trzeba, to służę, chociaż raczej siłą mięśni, niż czymkolwiek innym, bo majster to ze mnie pożal się Matko. Za to zawsze znajdę czas wpaść, i jak już spartolę ci temat, to mam kumpla złotą-rączkę, co go możemy na pomoc wołać. — Zaśmiał się grzmiąco stary.
Niestety, taka prawda. Orłem z tych ręcznych robótek to on nigdy nie był, ale coś tam umiał. Ile to już było, odkąd ostatnio coś na poważnie remontował? Ho-ho i jeszcze trochę. Dom to oni ze trzydzieści lat temu wykańczali z żoną, a i mieli wtedy profesjonalną ekipę do pomocy. A szkoda, że temat majsterkowania tak zaniedbany, bo by mu się w Rejwachu czasem przydało to czy owo poprawić. No ale cóż, takie życie, że nie można mieć wszystkiego.
Odkładając oglądane szkice, Woody ujrzał rozłożone na stole mugolskie gazety. Od razu przyciągnęły jego uwagę. Rzucił okiem na kilka egzotycznie brzmiących ogłoszeń. Poszukiwany monter TV. Dumny Woody Tarpaulin wiedział, co to TV, a jakże! TV było kolejnym przedmiotem, który działał na kable. Takie same kable, jakie jego Zenon czasem znosił do Rejwachu.
— Planujesz też po mugolskiej stronie prowadzić biznes? — zapytał zaciekawiony Tarp, stukając paluchem w gazetki.
Przeczytawszy ofertę picia, wyjrzał za okno, zastanawiając się, czy nie za wcześnie zacząć pić. Po czym się zorientował, że chyba nie to miał Tristan na myśli.
— A, dziękuję, czarnej kawy, jeśli masz — poprosił uprzejmie.
I gdy Ward dbał o ugoszczenie go, Woody siadł przy kuchennym stole i wyciągnął pudełeczko z perłami, o których wcześniej pisał Tristanowi. Perły były prawdziwe, ale hodowlane, nie dzikie. Na dzikie perły już go dawno stać nie było.
Jedną z tych pamiątek odświeżonej relacji byłych małżonków miały być kolczyki wyrobu Tristana, które Woody zamierzał Quintessie sprezentować.
Mężczyzna odczytał karteczkę, którą podsunął mu Tristan, po czym podniósł oczy na czarodzieja.
— I ty tu sam to wszystko? Robi wrażenie, tak trzymać — pochwalił, szczerze i z głębi serca kibicując projektom Warda. Oglądał szkice jego przybudówki, plany i marzenia, których Tristan nie porzucał mimo trudności i nawału pracy, jaki wciąż był przed nim. Oby Woody'emu było wkrótce dane odwiedzić dawnego znajomego w jego własnym warsztacie. — Jakby coś ci było trzeba, to służę, chociaż raczej siłą mięśni, niż czymkolwiek innym, bo majster to ze mnie pożal się Matko. Za to zawsze znajdę czas wpaść, i jak już spartolę ci temat, to mam kumpla złotą-rączkę, co go możemy na pomoc wołać. — Zaśmiał się grzmiąco stary.
Niestety, taka prawda. Orłem z tych ręcznych robótek to on nigdy nie był, ale coś tam umiał. Ile to już było, odkąd ostatnio coś na poważnie remontował? Ho-ho i jeszcze trochę. Dom to oni ze trzydzieści lat temu wykańczali z żoną, a i mieli wtedy profesjonalną ekipę do pomocy. A szkoda, że temat majsterkowania tak zaniedbany, bo by mu się w Rejwachu czasem przydało to czy owo poprawić. No ale cóż, takie życie, że nie można mieć wszystkiego.
Odkładając oglądane szkice, Woody ujrzał rozłożone na stole mugolskie gazety. Od razu przyciągnęły jego uwagę. Rzucił okiem na kilka egzotycznie brzmiących ogłoszeń. Poszukiwany monter TV. Dumny Woody Tarpaulin wiedział, co to TV, a jakże! TV było kolejnym przedmiotem, który działał na kable. Takie same kable, jakie jego Zenon czasem znosił do Rejwachu.
— Planujesz też po mugolskiej stronie prowadzić biznes? — zapytał zaciekawiony Tarp, stukając paluchem w gazetki.
Przeczytawszy ofertę picia, wyjrzał za okno, zastanawiając się, czy nie za wcześnie zacząć pić. Po czym się zorientował, że chyba nie to miał Tristan na myśli.
— A, dziękuję, czarnej kawy, jeśli masz — poprosił uprzejmie.
I gdy Ward dbał o ugoszczenie go, Woody siadł przy kuchennym stole i wyciągnął pudełeczko z perłami, o których wcześniej pisał Tristanowi. Perły były prawdziwe, ale hodowlane, nie dzikie. Na dzikie perły już go dawno stać nie było.
piw0 to moje paliwo