Zgoda, miała rację, niekoniecznie patrzył, co działo się wokół niego. I nie zwracał uwagi na to, jak bardzo innym wychodzi, a jak bardzo nie wychodzi. Przyzwyczaił się do tego, że był jednym z tych kolesi, którzy z bójek wychodzili z tarczą, a nie na niej, to i taki wysiłek fizyczny nie był czymś wybitnie wielkim. Może jednak mógł się bardziej postarać? Podejść do tego z większym poczuciem rywalizacji? Żeby osiągnąć więcej i wygrać. Taka niepewność i to, jak przekręcał głowę na boki była widoczna, że ona jedno, a on drugie myślał co do tego, czy to faktycznie uznać za jakieś osiągnięcie. Ale jej słowa sprawiały mu przyjemność - i to również widoczne było. Zresztą nie miało to najmniejszego znaczenia. Bo zaraz porwał ich taniec. Albo raczej to Sauriel porwał do tańca Viki. Mniej żywego niż wtedy, w jej domu, mniej może skocznego - ale to nie dlatego, że jego chęci były mniejsze, skąd! Wręcz przeciwnie! Tylko słońce... Słońce niestety nie sprzyjało. Potańczyli trochę, poprowadził Victorię, pozwolił jej wirować, ale w końcu musiał usiec do cienia. I przede wszystkim - zaraz musiał uciekać w ogóle.
- Świetnie się z tobą tańczy. - Myślał tak samo jak ona - że taniec to była jedna z niewielu rozrywek nudnych bankietów, których nie znosił. Przy czym tam zazwyczaj trzeba było w tańcu zachować klasę. A Sauriel lubił po prostu powirować z partnerką, a nie prowadzić ją w sztywnym walcu. - Myślałem, że to będzie bardzo spierdolony dzień... ale to kolejny dzień, który dla mnie uratowałaś. Dziękuję. - Nie przepadał za przepraszaniem i dziękowaniem. Ale tutaj było to w pełni zasłużone. I naprawdę miał to na myśli.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.