Coś się zmieniło, a wystarczyło tylko zrobić wianek i wejść na pal. Gdyby mugole wiedzieli, że to przepis na udany związek to inaczej by sobie życie układali. Tylko że to uczucie było przemijające. Co jednak nie przemijało to to, że widok Victorii... po prostu wywoływał uśmiech. Że nie była już obcym, niechcianym elementem jego życia, a te zaręczyny to nie było już najgorsze wydarzenie wpisane w jego biografię. Nie, to nie mogło się zmienić. Bo nie było sztucznie wepchniętym zastrzykiem endorfiny do żył. Albo raczej jakimś mistycznym zajściem w mózgu, bo procesy chemiczno-biologiczne w ciele wampira szwankowały. Nic dziwnego, że tak trudno było im zachować człowieczeństwo.
- Ale słodka narzeczona. - Uśmiechnął się i złapał ją za policzek, trochę pociągając, jak taka babcia, co chce ci zrobić puci-puci. Ale on to zrobił jedną ręką i nie porozciągał jej skóry na wszystkie strony świata, żeby to bolało. - Nie sądziłem, że złapię cię offguard. To znaczy - niekoniecznie służbowo. To nie pasuje do twojego kija w tyłku. - Uśmiechnął się złośliwie, ale ta złośliwość była przytłumiona przez zmęczenie słońcem. - Taa, czaje. Ja się chyba ulotnię do swojej jaskini. - Rozejrzał się po Beltane. Jeszcze trochę czasu zostało do zachodu. Ale z tym ulotnieniem się do jaskini kłamał. Tragizm tego, co miało nadejść, przekładało się na tragizm chwili. Fatum odwleczone w czasie. - Uważaj na siebie, co? - Powiedział poważnie, spoglądając znowu w jej oczy.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.