• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa

[Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#161
24.11.2022, 22:09  ✶  
Daisy uniosła aparat by zrobić zdjęcie zwycięzcy licytacji, Elliotowi Malfoyowi. Zmarszczyła brwi dochodząc do wniosku, że warto byłoby poprosić go by zapozował do zdjęcia razem z Erikiem Longbottomem. Zwycięzca licytacji i towar, który kupił. Warto byłoby się też dowiedzieć, czy kolacja, którą obydwaj mężczyźni zjedzą będzie – po prostu kurtuazyjnym spotkaniem dwójki przyjaciół (nuda), czy spotkaniem biznesowym (jeszcze większa nuda).
Po zrobieniu zdjęcia, znowu zwróciła pełną uwagę na Atreusa, wsłuchując się w jego słowa. Posłała mu krótki, niezbyt szeroki acz aprobujący uśmiech. Tak naprawdę tkwiły w niej teraz jakby dwie natury. Pierwsza, dziennikarska zgadzała się ze słowami mężczyzny. Tyle dziwnych rzeczy działo się na balu, że nie był to czas na to, by skupiała całą uwagę na znanej piosenkarce Faye Longbottom. Ale ta druga natura… ta druga najchętniej cisnęłaby aparat w kąt, złapała Atreusa za rękę i sama pociągnęłaby go w jej stronę.
Potrząsnęła głową, walcząc sama ze sobą o to by wygrała w niej dziennikarska rzetelność, ale nie mogła powstrzymać się przed zwróceniem wzroku w kierunku zmierzającej na scenę Faye. Wzroku, który wcale nie był uprzejmie zainteresowany występem wielkiej wokalistki, ale płonął osobliwym żarem. Przecież to nic złego, jeśli na krótki moment dam się pochłonąć jej występowi, pomyślała. Daisy słuchała śpiewającej, patrząc na nią tak, jakby wszystko zostało przygotowane tylko dla niej, jakby Fae – nawet nie zdająca sobie sprawy z jej istnienia, prowadziła z nią jakąś osobliwą grę miłosną, której zasady znały tylko we dwie.
Bo w dziwnym, pokręconym umyśle Daisy toczyły właśnie grę. Ona już wiedziała, że pasowały do siebie idealnie. Były jak dwie strony tej samej monety, jak dwie połówki jabłka, dwie komory jednego serca. Teraz jeszcze Faye musiała to zrozumieć, zaakceptować i odwzajemnić uczucia młodziutkiej dziennikarki.
Nie zdając sobie nawet sprawy z tego co robi, Daisy ruszyła w stronę sceny. Nie myślała o tym by zrobić śpiewającej zdjęcie do gazety, ale by sfotografować ją dla siebie. Zamknąć w kolejnej ruchomej fotografii a potem podziwiać, oprawioną w ramkę i stojącą przy łóżku. Jej Fa…
Krzyk. Zaklęcia. Zamieszanie. Daisy z trudem odwróciła wzrok w chwili, w której Nora Figg zdążyła przeobrazić się zupełnie w bobra a Alastor Moody rzucał się do splatania zaklęcia by ją odczarować. Zdumiona tym, co się działo, zaczęła pstrykać zdjęcia jak szalona. I przemienionej w bobra Norze, i Alastorowi, i Perseusowi Blackowi, i Brennie Longbottom. Gdzieś pomiędzy jedną a drugą klatką, czuła narastającą w niej wściekłość. Jak oni śmieli zniszczyć tak piękny występ?!
Ale największą, największą wściekłość poczuła na widok Florence Bulstrode, która – w czasie, gdy Daisy dokumentowała cały ten cyrk – zdążyła wejść na scenę i dotykała właśnie Faye. Zazdrość była brzydką cechą, ale natura obdarzyła nią pannę Lockhart wyjątkowo obficie.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#162
24.11.2022, 23:29  ✶  

Młody Longbottom nie musiał się specjalnie kryć z tym, że wpadł w niemały zachwyt, gdy rozpoczął się występ Faye. Nie miał pojęcia, czy była to magia, czy też efekt jej nadzwyczaj zjawiskowego głosu, nad którymi miłośnicy jej talentu muzycznego rozpływali się w niezliczonych dyskusjach i artykułach prasowych, jednak jedno było pewne; cokolwiek robiła, działało. I to bardzo dobrze.

Erik zdołał nawet zapomnieć o tym, że jeszcze chwilę wcześniej chciał nie tylko pogrozić, ale też być może zrobić realną krzywdę swojej siostrze. O, spałaby na dworze, to byłaby całkiem niezła kara. Na początek. Swoiste preludium do kolejnych potworności, jakie dla niej przygotował. Na Merlina, jak ona cudownie śpiewa, pomyślał i akurat, gdy utwór zaczął dobiegać końca, coś wyrwało go z zamyślenia.

Zmarszczył oczy, jak gdyby ktoś go wyrwał ze snu. Rozejrzał się to w jedną, to w drugą stronę, jak gdyby nie do końca wiedział, co się stało. Miał jednak świadomość tego, że właśnie znalazł się w samym środku wielkiego chaosu. Nora została zamieniona w bobra. Albo innego dziobaka. Ciężko było określić z takiej odległości.

Zanim zdołał wyrwać się do przodu, w stronę Perseusa, jego drewnianej laski oraz zdziczałej świnki morskiej zmierzał już Alastor Moody oraz Brenna. Młody detektyw cofnął się o parę kroków, co by nabrać lepszej perspektywy i ruszył na około, aby dostać się do tego całego zbiegowiska. Gdyby próbował przepchnąć się tą samą drogą co siostra, to raczej nie byłby to najlepszy pomysł, gdyż w ślad za nią ruszył niemały tłumek.

Tak, róbcie jeszcze więcej zdjęć, pomyślał z przekąsem, truchtem pokonując metry, gdy uderzył w niego kolejny flesz aparatu Daisy. Eh, ta to miała dopiero wyczucie czasu. Koniec końców Erikowi udało się dostać na miejsce stosunkowo szybko, akurat, gdy ujrzeć na własne oczy atak transmutowanej Nory na drewnianą laskę Perseusa Blacka. Wprawdzie nie musiał tego robić, aby lepiej widzieć, ale stanął na palcach, aby lepiej ocenić sytuację, a wtedy ktoś na niego wpadł.

— Ugh — Skrzywił się, chociaż w gruncie rzeczy nawet go to nie zabolało. Opuścił wzrok i zamrugał zaskoczony, gdy skrzyżował spojrzenie z parą niebieskich tęczówek. Cofnął się pół kroku, zdając sobie sprawę, że wpadł prosto na Elliotta. Przywołał na twarz nieco zestresowany uśmiech. — Nic się nie stało, dużo tu się dzisiaj dzieje. Poza tym mówiłem, że Cię później znajdę i...

Urwał, gdyż w tej chwili poczyniono próbę odczarowania Nory. Odetchnął z ulgą, wypuszczając powoli powietrze z płuc i kręcąc głową z niedowierzaniem, Takich atrakcji, to się nie spodziewał tej nocy. A to miało być takie spokojne przyjęcie. Aukcja, mała potańcówka, może jakiś papieros na tarasie, parę przemów i tyle. Bogowie mieli najwyraźniej inne plany wobec nich, gdyż zsyłali jedną niespodziankę za drugą.

Parsknął niekontrolowanym śmiechem na dźwięk żartu Elliotta o drewnianym interesie, jednak próbował go zamaskować atakiem kaszlu. Cóż, na pewno nie była to sytuacja standardowa, toteż nie dziwił się, że reakcje na to widowisko również nie należały do najzwyklejszych. Zaraz, czy ktoś tam leży?, zaczął się zastanawiać Erik, gdy zobaczył, że partner Nory leży nieprzytomny na ziemi. Co tutaj się w ogóle działo?

Otworzył zaskoczony usta, gdy do Theseusa dopadła nie jedna, nie dwie, a aż trzy osoby. Geraldine, William oraz Giovanni. To dopiero było szybkie. W sumie nie powinien się dziwić. Na przyjęciu bawili się nie tylko przedstawiciele Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, ale też całkiem spora liczba medyków ze szpitala św. Munga. Brakowało im tylko okolicznej drużyny strażackiej do tego zestawu. Na Merlina, oby tylko teraz nic nie stanęło w płomieniach. Nie powinien w ogóle tak myśleć.

— Wygląda, jakby była w lekkim szoku, ale chyba będzie żyć — stwierdził, taksując Norę uważnym wzrokiem. Huh, zupełnie, jakby był prawdziwym ekspertem. Z niemałym zaskoczeniem zauważył, że Elliott również ruszył do pomocy. Licytacja chyba naprawdę wyciągnęła na wierzch jego najlepsze instynkty. Najpierw obdarowanie schroniska i sierocińca tak hojną kwotą, teraz pomoc na własną rękę... Nie sposób było tego nie docenić.

Erik przeszedł te kilka kroków dzielących go od siostry.

— Zaraz zlecą się sępy, zasłoń ją jakoś, bo wyląduje na pierwszej stronie porannego wydania gazety — rzucił cicho, po czym wrócił na poprzednie miejsce, odwracając się jednak tyłem do zgromadzonych wokół Nory i Theseusa ludzi.

Że też ja mam takie dobre serce, pomyślał, przygotowując się na to, że będzie musiał się ponownie zmierzyć z gronem reporterów. Cóż, jeśli będzie musiał, to zasłoni Norę własnym ciałem i zajmie jej miejsce na okładce. Zmierzy się z tymi złaknionymi świeżej krwi dziennikarzami. Niech będzie, czego się nie robi dla swoich najbliższych. Ach, gdyby ktoś jeszcze zechciał mu teraz pomóc w tej bitwie...



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#163
25.11.2022, 10:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2022, 10:47 przez Nora Figg.)  

Eleonora, a racze jej bobrze wcielenie zaatakowało laskę Perseusa Blacka, udało jej się ją ugryźć nim ktokolwiek zdążył zareagować. Co działo się wtedy w jej głowie? Jakiś instynkt, coś wewnątrz tak bardzo pragnęło drewna, że nie potrafiła się temu oprzeć. Nie liczyło się nic więcej, w tej krótkiej chwili tylko ona i laska Perseusa. Nigdy w swoim życiu nie czuła czegoś takiego. Wiedziała, że coś jest nie tak, że nie jest sobą, później było tylko gorzej.

Dostała zaklęciem, nie miała zielonego pojęcia, kto przywrócił ją do normalności. Kiedy powróciła do swojej ludzkiej formy czuła w ustach dziwny posmak, podniosła głowę i dotarło do niej, że jest źle. Bardzo źle. Pierwsze przyszło zakłopotanie - tak naprawdę nie zdawała sobie sprawy, z tego co się przed chwilą wydarzyło. Powoli zaczęło do niej docierać. Ktoś przypadkiem musiał ją transmutować - tylko dlaczego właśnie ją, dlaczego to zawsze ona musiała znajdować się w takiej poniżającej sytuacji. Czuła, że wzrok wszystkich jest skierowany właśnie w jej kierunku. Gdyby tylko umiała się teleportować, zapewne już by to zrobiła. Najchętniej zniknęłaby i nie pokazywała się nikomu przez najbliższe kilka lat.

Wstyd, który ją ogarnął spowodował, że jej twarz oblała się rumieńcem. Ta okropna suknia, którą na siebie włożyła zaczęła ją kuć w każdy milimetr ciała. Po co właściwie tu przyszła? Mogła się domyślić, że to skończy się katastrofą, tylko upewniła się, że ona nie pasuje do tego świata. Bankiety, bale - nie powinna w ogóle brać pod uwagę, że jest inaczej. Odruchowo się wycofała, przesunęła do tyłu, jednak jeszcze nie podniosła, gdyby wstała, wtedy wszyscy by się w nią wpatrywali (jakby teraz tak nie było), a tego nie chciała. Podłoga powodowała, że czuła odrobinę bezpieczeństwa.

Pierwszą z osób, które zauważyła był Alastor, zupełnie zignorowała to grono bogaczy, którzy znajdowali się tuż przed nią, nie chciała na nich patrzeć, czuła tę pogardę, to było wystarczające. Figg najwyraźniej pełna była kompleksów. Moody chyba chciał jej pomóc, w końcu trzymał różdżkę w ręku, z tej odległości nie była w stanie zauważyć, że był pijany. Oczy jej się zaszkliły, wpatrywała się w niego wzrokiem błagającym o pomoc, jeszcze moment, chwila i pęknie. Dla Norki było to zbyt wiele. Dawno nie czuła takiego upokorzenia, objęła rękoma kolana i zaczęła się trząść. Nie miała zielonego pojęcia, co powinna teraz zrobić. Czuła się źle, najgorsze było to, że wszyscy na nią patrzyli, miała wrażenie, że całe ciało ją pali, jeszcze moment i spłonie ze wstydu.

Jeszcze bardziej skuliła się, kiedy zauważyła błysk aparatu Daisy. Nie miała pojęcia, jak wyjść z tego wszystkiego z twarzą, czuła, że już po niej, że będzie to ogromny skandal. Tylko tego brakowało jej do szczęścia. Uciekała wzrokiem, nie chciała zobaczyć rozczarowania Brenny i wszystkich innych, którzy się tutaj znajdowali, w końcu przez nią ten bal okazał się być katastrofą.

broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#164
25.11.2022, 22:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.11.2022, 01:15 przez Mavelle Bones.)  
- Och, znalazłeś je – ucieszyła się wyraźnie, gdy Patrick wrócił ze zdobyczami. I owszem, może muffinki nie pasowały do tego rodzaju przyjęcia, ale Brenna najwyraźniej wciąż pozostawała Brenną i jakoś nie byłaby chyba sobą, gdyby nie przemyciła mniej wyrafinowanego smakołyku. W każdym razie nie miała najmniejszych oporów przed tym, by zaraz zwinąć jedną muffinkę – nawet jeśli absolutnie, całkowicie nie pasowała do trunku, jaki właśnie sączyła.
  Wszak najlepiej pasowałaby do piwa, tego jednak nie dało się tu uświadczyć.
  - Irracjonalna to mało powiedziane – stwierdziła cicho. Cóż, stała przy Seraphinie Prewett, gdy ta tak bardzo podbiła stawkę, więc siłą rzeczy nie uszło to jej uwadze – zrobiła też całkiem niemałe oczy, gdy dotarło do niej, jakie kwota znalazła się na stole.
  Tyle że jeśli ktokolwiek myślał, iż jest ona wysoka, to bardzo, bardzo się pomylił, bowiem przerodziło się to w jakąś wojnę – bezkrwawą, na szczęście, choć zaczynała się nawet zastanawiać, czy przypadkiem zaraz nie pójdą różdżki w ruch; w końcu licytowali ci z niemałymi fortunami, więc zabawa mogła trwać długo, aż do utraty cierpliwości. Ewentualnie majątku, gdyby ktoś postanowił zagrać va bank, w co jednak mocno wątpiła. Bo chyba nikt z tu obecnych nie był tak szalony…? Prawda…?
  - … uau, ktoś tu miał dobry pomysł z tą kolacją – wymruczała cicho, z zainteresowaniem obserwując, jak kwoty stawały się coraz bardziej absurdalne. Do tego stopnia, iż w końcu zdecydowano się przerwać licytację – z jednej strony dobrze, z drugiej? Jakiś wewnętrzny chochlik bardzo, ale to bardzo chciał się przekonać, jaka suma okazałaby się zwycięską i jednocześnie na tyle zaporową, by na placu boju pozostała tylko ta jedna, jedna osoba. Cóż, niestety nie będzie jej dane zaspokoić ciekawość w tej materii, bo ostatecznie sprawę rozstrzygnął Los.
  - Pójdziemy się przewietrzyć? – zaproponowała, doszedłszy do wniosku, że przydałoby się zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. I może też wyjść po prostu z tłumu, w końcu to nie tak, że sala balowa Longbottomów świeciła pustkami. Choć skierowane głównie do Patricka, Seraphina również została nim objęta – w końcu po takiej licytacji, zakończonej przegraną, być może pragnęła odetchnąć, ochłonąć?
  Niezależnie od tego, czy kobieta wyraziła wolę towarzyszenia im czy nie, razem ze Stewardem wyśliznęła się na taras, gdzie mieli pozostać przez długą chwilę. Występ Faye dobiegał ich uszu, więc to nie tak, że urok wili nie dotknął ich w najmniejszym choćby stopniu. Wspierając się na barierkach tarasu, spoglądali na rozpościerające się przed nimi tereny; będąc przy tym bardzo błogo nieświadomym tego, co się zaczęło dziać za ich plecami, wewnątrz sali.
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#165
25.11.2022, 23:33  ✶  
Uniosła brew, gdy licytacja została przerwana. W zasadzie coś niedopuszczalnego, przynajmniej wedle filozofii wyznawanej przez ród Malfoyów; w końcu zdanie się na los nie pozwalało na dobitne zaznaczenie swojej przewagi nad innymi, nie dawało tego poczucia zwycięstwa, tej słodyczy, jaka za nim szła. Po prostu… decydował los, łut szczęścia, coś, co mogło sprawić, iż opcja z najmniejszymi szansami nagle okazywała się tą zwycięską.
  Ale dobrze, skoro ostatecznie posłuchała swego męża i odpuściła, to nie widziała zbytnio powodu, żeby siać teraz ferment i zgłaszać obiekcie; tu decyzja należała już do brata, czy przyjmie takie rozwiązanie czy też wolałby nadal rzucać coraz wyższe i wyższe kwoty, które niejednego mogłyby przyprawić o palpitacje serca. Inna sprawa, że jeśli chodziło o zgromadzonych w tym miejscu, to zapewne już nie robiły takiego wrażenia; w końcu jakkolwiek by nie patrzeć, głównie znaleźli się tu ci z zasobniejszymi skrytkami w Gringottcie.
  Pokręciła głową, gdy dobiegło ją pytanie Perseusa; w tej chwili nie bardzo odczuwała apetyt. Zresztą, od jakiegoś czasu generalnie bardziej jej się nie chciało niż chciało jeść, co generalnie sprawiało, iż posiłki stawały się przykrą koniecznością. Cóż, wypadałoby nie zemdleć na oddziale w trakcie udzielania pomocy, z powodu tego, iż organizm miał niewystarczającą ilość energii do funkcjonowania, prawda?
  - Jeśli chcesz, to oczywiście, częstuj się. Ja podziękuję – wyrzekła cicho, po czym pociągnęła łyk alkoholu. Cóż, w pewnym sensie to też było „jedzenie”, w formie płynnej. I tak, dobrze wiedziała, że tego się nie dało nazwać kolacją, ale tak na mocno upartego, naciągając wszelkie możliwe fakty…
  Pogratulowała bratu wygranej, po czym skupiła się na występie Faye. Kobieta śpiewała naprawdę pięknie i Eunice średnio zauważyła, jak bardzo jej uwaga została pochłonięta przez ten artystyczny występ. Przynajmniej do chwili, w której nie rozległ się okrzyk męża. Świnka morska? Jaka świnka morska?
  - Czyś ty widział kiedy świnkę? – fuknęła, wyciągając różdżkę z zamiarem… trudno powiedzieć, jakim dokładnie, bo cokolwiek planowała, cokolwiek przewijało się przez myśli, to najzwyczajniej w świecie nie zdążyła tego zrealizować. Zamiast stworzenia wgryzającego się w laskę Perseusza na podłodze znajdowała się… kobieta.
  Wyglądała na trochę zagubioną, a już na pewno na co najmniej oszołomioną. Stąd też po krótkiej chwili wahania zdecydowała się przykucnąć, wyciągając do niej dłoń, za którą ta mogła chwycić; wtedy Eunice planowała wstać i pociągnąć ją za sobą, żeby nie siedziała na podłodze.
  - W porządku? Nic ci nie jest? – spytała łagodnym tonem, jakby przemawiała go wystraszonego szczeniaczka. Czy coś.

396/2206
monkey business
Two sides of me can't agree
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
170 cm, gęste blond włosy, które nie są jej naturalnym kolorem i które rzadko bywają gładko uczesane to dwie rzeczy, które na pewno pierwsze rzucą się w oczy. Alice ma twarz pełną czy nawet pyzatą o regularnych, wyraźnych rysach. Jej oczy są szare, ciemne. Zwykle sprawia wrażenie osoby pogodnej i swobodnie czującej się w każdym miejscu. Ubrania nosi rożne, dopasowane do okazji - od tradycyjnych szat po ubrania mugoli.

Alice Selwyn
#166
25.11.2022, 23:34  ✶  
Alice poważnie się zastanowiła nad słowami kuzynki o ewentualnych genach odziedziczonych po wilach. Może by wyjaśniało to zamieszanie i popularność Longbottoma, których źródła jej samej nie wydawały się takie oczywiste. Niewątpliwie Erik był obiektywnie estetyczny i charyzmatyczny, ale ona sama pozostawała głęboko sceptyczna wobec porywów serca, nauczyła się na bogatym doświadczeniu swojego rodzeństwa i afer wokół teatru, że chwilowe fascynacje i poddanie się emocjom kończą się nieciekawie, lepiej jej było nie wchodzić do tej rzeki. Oczywiście istniało drugie wyjaśnienie sytuacji, że wszystkie trzy stanowiły mocną reprezentację nieczułych i starych panien, bo jakoś tak założyła, że wszystkie cierpią na tą samą przypadłość stanu cywilnego.
- To przez nasze wspólne rozczarowanie magicznym społeczeństwem, mamy odporność na takie sztuczki - zaśmiała się nad kieliszkiem, z którego już ponad połowa ubyła. Wygodniej byłoby, gdyby kelner stał gdzieś na orbicie Alice, niż jak będzie go przywoływać znowu. Nie miała planu się upić, ale kto kiedykolwiek miał robić coś takiego na oficjalnym przyjęciu z prasą, z drugiej strony nie miała problemu z utrzymaniem trzeźwości po kilku kieliszkach.
- Nie lubi - przytaknęła odnośnie uwagi na temat ich wspólnej kuzynki, - jednak lubi zmienne i nie kłóci się z losem, który zdecydowanie tym razem rozstrzygnął sprawę. - Nie zmieniało faktu, że może i Seraphina nie była pamiętliwa, ale pamiętała i może kiedyś przydarzyć panu Malfoyowi drobne złośliwości losu, jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja.
Skinęła Florence, gdy ta się oddaliła.
- Jeśli masz rywalizować z Vakelem Dolohowem, to prowadzisz salon wróżbiarski? - spojrzała z zaciekawieniem na Astorię. - Jestem beznadziejna z wróżbiarstwa, jedynie mi wyszło coś lepszego, gdy w sprawę były zaangażowane runy, zwykle widziałam marny koniec. - No też to widziałam, to było naciągane do granic, ale to szło wybronić zawsze.
- Och - cicho jej się wyrwało, gdy swój występ rozpoczęła Faye. Alice miała za sobą długie lata na oswojeniem się ze scenicznym czarem swojej kuzynki, ale nie dało się go zignorować, więc jej uwaga została całkowicie pochłonięta na moment.
- No, nie wierzę - odezwała się szeptem Alice, gdy ogólne zamieszanie rozlało się po sali.
Zdążyła dostrzec bobra, nie miała, jednak pojęcia, że to Norka, pewnie by już wyciągnęła różdżkę, ale to Brenna zdążyła odczarować biedną Figg. Do Fletchera nawet nie pchała się, bo z jej umiejętnościami mogła by go jedynie skutecznie dobić.
- Tam już jest dość ludzi. - Zresztą Alice to chętnie mogłaby zostać lożą szyderców, jej matka i ciotki byłyby zachwycone takim materiałem do plotkowania.
- Myślałam, że na parkiecie dojdzie do scen tragicznych, ale nie obstawiłam dobrze osób - z zawodem malującym się na jej twarzy, zwróciła się do Astorii.
- Oddałabym z dwie nogi* Erika Longbottoma, żeby być osobą odpowiedzialną za nagłówki do artykułów z relacją z balu. “Wejście bobra na parkiet” lub podpis zdjęcia “Erik Longbottom zwycięski i bohaterski” czy “Pięć powodów, dla których nie warto sięgać po różdżkę pod wpływem, czyli relacja balu charytatywnego”.

*jakieś dziesięć tysięcy galeonów
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#167
26.11.2022, 18:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.11.2022, 18:10 przez Theseus Fletcher.)  
W jednym momencie widział bobra cień, w drugim jego oczy zasnuła ciemność. Czy to bóbr właśnie? Wylądował na nim, skarcił go za poczynania, których sam przecież nie był przyczyną? Nie wiedział. Z ciemności wyłaniały się kształty, przyciszone głosy szumiały gdzieś w oddali, on zbliżał się do światła, które połyskiwało niewyraźnie na horyzoncie. Nic nie było dla niego zrozumiałe. W końcu poczuł się miło, jakby otulony kołdrą wspomnień, których nie mógł określić. Zapachem, który rozpoznawał, ale nie był w stanie dopasować do wydarzenia, osoby. Mógłby przysiąc, że czuje na sobie czyjeś dłonie, słyszy znany sobie, miły głos.

Wszystko to jednak po chwili prysnęło. Runęło w przepaść, a on w swoim śnie zaczął unosić się gdzieś w powietrzu. Po chwili jednak zaczął ogarniać go lęk, dziwna siła zawładnęła jego ciałem i rzuciła w tę samą przepaść.

Obudził się z wielkim bólem. Nie otwierał jeszcze oczu, dotykał rękoma na ślepo wokół, po podłodze. Wciągnął powietrze z wielkim trudem i westchnięciem, kaszlnął i kolejnym haustem próbował podnieść się z ziemi.

Czy Theseus spadł na twarz i uszkodził sobie nos?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie


Wszystko było z nim w miarę w porządku. Obyło się bez większych uszkodzeń. Zaczął dotykać się po twarzy, nos miał na miejscu. Otworzył oczy, widział. Dotykał się po głowie, bo czuł, że wszystko wiruje, a gdzieś w miejscu na razie jeszcze dla niego niezidentyfikowanym, ma guza wiekszego pewnie niż własna pięść.

- Muszę stąd wyjść. – powiedział niewyraźnym głosem, jakby zamiar miał zwymiotować. Wyglądał blado.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Astoria Trelawney
#168
26.11.2022, 21:20  ✶  

Podstawowa zasada nie mieszaj przepadła, gdy Alice wezwała gestem kelnera. Astoria, korzystając z okazji, odstawiła niemal już pusty kieliszek bąbelków i sięgnęła po wino o pięknej rubinowej barwie. Słuchała uwag towarzyszek i nie sposób było się z nimi nie zgodzić. Ktoś zrobił sobie bardziej osobisty pokaz siły z licytacji kolacji w uroczym towarzystwie.
— Może gdyby mojej klienteli nie stanowiły w większości wdowy szukające ukrytego majątku męża nieboszczyka — zażartowała, uśmiechając się tajemniczo. Wszak Dołohow sam w sobie był marką, a sięgnięcie, chociaż fragmentu cienia jego sławy wymagało czegoś więcej niż skrawek eleganckiej sukni.
— Nie zdziwię się, jeśli zobaczymy jakieś zamieszanie — mruknęła, pociągając łyk wina. — Tych pieniędzy starczy na kilka inwestycji charytatywnych. Pan Longbottom naprawdę mocno się poświęcił. — Dodała, przyglądając się całej śmietance towarzyskiej i licytowanemu okazowi, zalewając napływające ją współczucie kolejnym łykiem wytrawnego czerwonego. — Cóż najlepsze kąski osiągają niebotyczne kwoty — skomentowała informację o tuńczykach, sama też nie dodając już nic więcej, pozostawiając domysły za kurtyną milczenia. Wszak wszystkie wiedziały, że nie o jedzenie tu chodzi.
Kiedy Flo zniknęła w tłumie, uwaga czarnowłosej skupiła się całkiem na towarzyszącej jej jasnowłosej Alice. Uśmiechnęła się lekko, słuchając o runach i próbach wróżenia. Te nie zawsze wychodziły, los bywał tajemniczy, nawet dla jasnowidzów, dając niezrozumiałe podpowiedzi, znaki i trudne do interpretacji szyfry. Jednak nie przyznała się do tego głośno, cóż byłaby z niej za wróżbitka?
— Raczej salonik, bardzo malutki, tak jak wspomniałam, nie mam wiele klientów — kciukiem i palcem wskazującym zaakcentowała niewielki wymiar swojego przybytku. — Powiedzmy, że zaglądanie w szklaną kulę, parzenie herbatki i czytanie z kart tarota mam we krwi, ale konkurencja z taką personą nawet nie przeszła mi przez myśli. Jednak jeśli jesteś zainteresowana, to zapraszam. Zaglądam nie tylko w przyszłość. — szepnęła nieco konspiracyjne, a następnie zaśmiała się. — Mam kuzynkę, która ciągle widzi tylko marny koniec, wywróży ci ponuraka nawet ze świątecznego keksu. — Dodała żartobliwie.

Później jednak stało się coś magicznego, Astoria całą sobą skupiła się na piosenkarce stojącej na scenie. Wino w kieliszku delikatnie falowało pod wpływem lekkiego bujania się Trelawney. Przyjemne, niemal bezmyślne zrelaksowanie wpłynęło na jej ciało, ale z tego stanu wyrwał ją głos męski głos, krzyczący w dali, a później słowa Alice i zamieszanie, które zaskoczyłoby chyba nawet wcześniej wspomnianego przez kobiety wróżbitę.
— Na brodę Merlina. Czy to bóbr ? — Zapytała, stając lekko na palcach i obserwując tragikomiczną scenę. — Biedna kobieta — wyszeptała, zerkając ni to przerażona, ni rozbawiona na odczarowaną kobietę. — Może ktoś, źle wycelował zaklęcie. — Skwitowała, pociągając spory łyk wina i zerkając na jasnowłosą.

Jej powaga nie zdała się na długo, gdyż komentarz Selwyn sprawił, że zaśmiała się cicho. Wino podziałało naprawdę mocno rozluźniająco na jej ciało.
— Powiedz komu, a zapłacę nawet za dwie nogi i ręce, albo cztery nogi żeby to przeczytać — odparła, unosząc kieliszek lekko w górę. — Pisujesz coś ? Jeśli nie, powinnaś zacząć, bo te nagłówki nie powinny się zmarnować. — Zapytała zaciekawiona, obserwując kątem oka całe zamieszanie. Z jednej strony była naprawdę rozbawiona, lecz z drugiej mocno współczuła poszkodowanej i właściwie rodzeństwu Longbottomów, którzy zorganizowali cały ten bal w słusznej sprawie, a wszystko może zostać przysłonięte niefortunnym wypadkiem.



[Obrazek: tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif]
It's like I've lost myself in finding my way
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#169
27.11.2022, 00:40  ✶  
Dora zachichotała cicho, zasłaniając dłonią usta, na wspomnienia przywołane przez Fernah. Uwarzenie eliksiru upiększającego było tak na prawdę tylko wierzchołkiem góry lodowej jej licznych i natrętnych prób wytworzenia zamienników istniejących już eliksirów, które korzystałyby w swojej recepturze z nieco tańszych i łatwiej dostępnych składników. Większość tego typu prób kończyła się byciem zaledwie niesmacznym doświadczeniem, który powodował co najwyżej zgagę. Mniejsza ich cześć miała czasem efekty uboczne, jak wspomniany wcześniej dziób, który nijak miał się do upiększania Łupina. Najmniejszy procent natomiast, okazywał się sukcesem. Tego typu przypadki mogła jednak zliczyć zaledwie na palcach obu dłoni. A przynajmniej tak na szybko.
Uśmiechnęła się też zaraz łagodnie, na dalsze słowa Slughorn. Były one nad wyraz pokrzepiające i Crawley chyba nie spodziewała się, jak bardzo chciała je usłyszeć od kogoś nie bezpośrednio zamieszanego w jej życiowe dramaty. Wyciągnęła rękę do przyjaciółki i ścisnęła jej dłoń.
- Dziękuję - powiedziała, resztę dopowiadając spojrzeniem. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
Kiedy na scenie pojawiła się Faye, podobnie jak lwia cześć zgromadzonych na sali gości, zwróciła swoje spojrzenie w jej kierunku. Kobieta śpiewała roztaczając swoimi słowami niesamowity urok, którym niektórym pewnie już uderzał do głowy. Dora sama słuchała jak oczarowana, do momentu kiedy wśród gości nie zaczęły dziać się niepokojące rzeczy. Ktoś krzyczał, coś latało i snującą się nad ich głowami piosenka urwała się nagle. Ze swojego miejsca Crawley ciężko było wyłapać co właściwie działo się za stojącymi przed nią ludźmi, mimo ze usilnie próbowała wyciągnąć ku górze szyje czy stanąć na palcach. Usłyszała wzbijający się nad głowami głos Alastora, a potem i zaklęcie rzucone przez Brenne. Co tam u licha, się działo?
Spojrzała nieco zaniepokojona na Fernah, która przesunęła się przed nią, łapiąc odruchowo za różdżkę. Można by było pomyśleć, że życie doświadczyło Menodore wystarczająco by sama posiadała podobne odruchy, jednak wcale tak nie było. Ciężko czuć się zagrożonym we własnym domu i dopiero postawa przyjaciółki zasugerowała jej, ze chyba faktycznie było czego się bać. Ktoś jednak zawołał medyka, a wrzawa, mimo ze nie ucichła, nie przybrała tez na sile i targnęła ludźmi w panice. Powoli więc uniosła dłoń, kładąc ja wreszcie na barku Fernah i ściskając ją delikatnie i dając znać, ze chyba nie było czego się bać.
- Mój boże - wyszeptała początkowo cicho, zaraz odchrząkując i odzyskując pełnię głosu - Mam nadzieje, ze nikomu nic się nie stało... Może... może chcesz przejść do bocznej sali? Albo w ogóle wyjść na zewnątrz? Mam wrażenie... ze zrobiło się jakby duszno...


The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#170
27.11.2022, 00:52  ✶  
Ktoś krzyczał, ktoś biegł, zaklęcia gdzieś leciały. W takich chwilach wciąż było to dość przerażające, aby jednak znaleźć się w takiej sytuacji w której nawet nic nie widziała, a to było jeszcze dość bezpieczne otoczenie. Gdyby jednak była gdzieś na ulicy albo w bardziej wymagającej sytuacji, mogłaby w końcu skończyć martwa albo w sytuacji, w której ucierpiałoby jej zdrowie. Dlatego tak bardzo stała na scenie, o wiele bardziej przerażona niż zachwycona tym, co się stało, a gdy orkiestra już nie grała, najpewniej wpatrując się w to, co się działo, sami nie mieli pojęcia, co dzieje się z Faye która stała tyłem do nich.
Na całe szczęście byli tu jeszcze ludzie, którym nie trzeba było wspominać odnośnie ataku paniki aby umieli go rozpoznać, dlatego nie pozostała całkowicie sama – uprzejme słowa tuż obok niej i zwrócenie jej uwagi na, jak się okazało, rozmówczynię, sprawiły że na nowo wróciła do rzeczywistości. Wyciągając niepewnie dłoń pozwoliła jej sobie złapać czyjeś ramię i sprawiając, czy trzyma ją mocno. Odetchnęła lekko, wiedząc, że sytuacja nie była jakąś bójką a po prostu dziwacznym…zachowaniem ludzi? Wiele rzeczy zdarzało się na koncercie, ale chyba nikt nie krzyczał jeszcze o gryzoniach, dlatego chyba nawet nie wiedziała, czego powinna się spodziewać.
- Dziękuję, nie powiem, że wiele z tego rozumiem, ale przynajmniej wiem, że nie dzieje się coś gorszego. – Spojrzała gdzieś ponad ramieniem nieznajomej kobiety która na pewno pomogłaby każdemu w potrzebie skoro wpadł jej pomysł aby podejść do ślepej śpiewaczki która stała na scenie. Ściskając mocniej jej ramię, czekała aż Florence wybierze, gdzie mają odejść, bo nawet nie orientowała się dokładnie w kierunku.
- Dziękuję też za pomoc. Jeżeli to nie byłby problem, czy mogłabym poprosić o podprowadzenie mnie gdzieś pod ścianę, a także może o znalezienie kogoś z rodziny Longbottom? – Chciała się zapytać kogokolwiek, czy mogłaby odpocząć tutaj przez chwilę w jednym z pomieszczeń, ale nie chciała robić z tego całego dramatu. Ani też zacząć o to krzyczeć, jakby się jej należało. A jeżeli kobieta nie czułaby się na siłach, mogła poprosić kogoś innego.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Adelard Longbottom (481), Alastor Moody (3093), Alice Selwyn (2764), Astoria Trelawney (1891), Atreus Bulstrode (3450), Bard Beedle (4517), Brenna Longbottom (8047), Cameron Lupin (6155), Cedric Lupin (2390), Daisy Lockhart (3631), Dora Crawford (2815), Eden Lestrange (5094), Elaine Delacour (1953), Elliott Malfoy (5616), Erik Longbottom (8250), Eunice Malfoy (2520), Fernah Slughorn (1912), Florence Bulstrode (2902), Geraldine Greengrass-Yaxley (2257), Giovanni Urquart (1987), Heather Wood (5031), Ida Moody (1164), Loretta Lestrange (478), Martin Crouch (428), Mavelle Bones (3481), Nora Figg (3371), Patrick Steward (3021), Perseus Black (3050), Sacharissa Macmillan (296), Seraphina Prewett (2183), Theseus Fletcher (2961), William Lestrange (3688)


Strony (21): « Wstecz 1 … 15 16 17 18 19 … 21 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa