13.04.2023, 19:53 ✶
- Równie dobrze może stać tutaj dwa tygodnie, bo wtedy znalazł go Ravi, jak i dwieście lat – stwierdził Cathal. Wszystkie znane mu metody datowania wieku kamienia i rzeźby zawodziły w tym przypadku. Nie było mowy o jakimś stylu – bo była to skamieniała kobieta – czy śladach, wskazujących na wpływ czynników atmosferycznych, mogących ułatwić rozwiązanie zagadki.
Gdyby był sam, pewnie też spróbowałby rozbić posąg. Nie planował jednak robić tego na oczach Cynthii. Znał ją na to o wiele za słabo.
- Mam – przyznał ostrożnie, bo wprawdzie był pewien, że nie zapomni żadnego szczegółu kamiennej twarzy, ale niezbyt uśmiechało się mu bieganie do ministerstwa. Nie przepadał za tym miejscem. Za Departamentem Przestrzegania Prawa także. – Może wspomnij o tym Brygadzistom i któryś przyjdzie tu z aparatem? To będzie pewnie skuteczniejszei nie przerośnie ich… możliwości.
Tak, Cathal nie miał szczególnie wysokiego mniemania o BUMowcach. (Po prawdzie o aurorach mniemanie miał jeszcze niższe, ale to już wynikało z pewnej osobistej niechęci.)
- Kiedy właśnie to grobowiec miał być tą jedną. Propozycją zamiast kawy – stwierdził z wyraźnym rozbawieniem. Nie uciekał przed jej dłońmi, bo nie, nie był ani trochę nieśmiały, i ponad wszelką wątpliwość utwierdził się w przekonaniu, że Cynthia Flint do nieśmiałych też nie należała. Pytaniem pozostawało, jak często w ten sposób zaczepiała mężczyzn – ale znaleźć na nie odpowiedź mógł później. Nie zamierzał o to pytać, zwłaszcza, że przecież nie byłby pewien, czy mówi prawdę. Sam w końcu chwalił ją jako wyjątkowo utalentowaną aktorkę. Ujął jej rękę, gdy ta znalazła się przy szyi i przytrzymał może sekundę dłużej niż by należało, zanim puścił. – Nieśmiały? Ależ ja po prostu próbuję być dżentelmenem.
Rzucił ostatnie spojrzenie na posąg. Nic więcej nie mógł tu właściwie sprawdzić, nie było mowy o odczarowaniu jej… Zaspokoił swoją ciekawość, dostał parę odpowiedzi, a w wyniku tego pozostało jeszcze więcej pytań. Wiedział, że na pewno zapyta o takie klątwy Aletheę.
- Czarna magia. Tak, w obecnym klimacie politycznym można się tego spodziewać – mruknął, nieco tracąc dobry humor. Nie popierał ani śmierciożerców, ani Zakonu Feniksa. O tym pierwszym ugrupowaniu miał jak najgorsze mniemanie. O drugim nie wiedział, a gdyby było inaczej, zapewne uznałby ich za bandę idiotów.
Trochę pechowo, że wrócił do Anglii akurat teraz. Gdy zdawało się, że prawdziwa burza zaraz się rozpocznie.
- W takim razie jesteśmy umówieni na zwiedzanie pewnego grobowca – dodał. Czy mówił poważnie, czy też żartował? Trudno było to stwierdzić, ale wycieczka w las okazała się prawdziwa… a przynajmniej z żartu taką się stała. – Tymczasem sądzę, że powinniśmy wracać. Zanim twoje buty znowu staną się szpilkami, a twój ojciec postanowi cię znaleźć i mnie zamordować – skwitował, unosząc różdżkę, by ponownie rzucić lumos i oświetlić im drogę przez las.
Gdyby był sam, pewnie też spróbowałby rozbić posąg. Nie planował jednak robić tego na oczach Cynthii. Znał ją na to o wiele za słabo.
- Mam – przyznał ostrożnie, bo wprawdzie był pewien, że nie zapomni żadnego szczegółu kamiennej twarzy, ale niezbyt uśmiechało się mu bieganie do ministerstwa. Nie przepadał za tym miejscem. Za Departamentem Przestrzegania Prawa także. – Może wspomnij o tym Brygadzistom i któryś przyjdzie tu z aparatem? To będzie pewnie skuteczniejszei nie przerośnie ich… możliwości.
Tak, Cathal nie miał szczególnie wysokiego mniemania o BUMowcach. (Po prawdzie o aurorach mniemanie miał jeszcze niższe, ale to już wynikało z pewnej osobistej niechęci.)
- Kiedy właśnie to grobowiec miał być tą jedną. Propozycją zamiast kawy – stwierdził z wyraźnym rozbawieniem. Nie uciekał przed jej dłońmi, bo nie, nie był ani trochę nieśmiały, i ponad wszelką wątpliwość utwierdził się w przekonaniu, że Cynthia Flint do nieśmiałych też nie należała. Pytaniem pozostawało, jak często w ten sposób zaczepiała mężczyzn – ale znaleźć na nie odpowiedź mógł później. Nie zamierzał o to pytać, zwłaszcza, że przecież nie byłby pewien, czy mówi prawdę. Sam w końcu chwalił ją jako wyjątkowo utalentowaną aktorkę. Ujął jej rękę, gdy ta znalazła się przy szyi i przytrzymał może sekundę dłużej niż by należało, zanim puścił. – Nieśmiały? Ależ ja po prostu próbuję być dżentelmenem.
Rzucił ostatnie spojrzenie na posąg. Nic więcej nie mógł tu właściwie sprawdzić, nie było mowy o odczarowaniu jej… Zaspokoił swoją ciekawość, dostał parę odpowiedzi, a w wyniku tego pozostało jeszcze więcej pytań. Wiedział, że na pewno zapyta o takie klątwy Aletheę.
- Czarna magia. Tak, w obecnym klimacie politycznym można się tego spodziewać – mruknął, nieco tracąc dobry humor. Nie popierał ani śmierciożerców, ani Zakonu Feniksa. O tym pierwszym ugrupowaniu miał jak najgorsze mniemanie. O drugim nie wiedział, a gdyby było inaczej, zapewne uznałby ich za bandę idiotów.
Trochę pechowo, że wrócił do Anglii akurat teraz. Gdy zdawało się, że prawdziwa burza zaraz się rozpocznie.
- W takim razie jesteśmy umówieni na zwiedzanie pewnego grobowca – dodał. Czy mówił poważnie, czy też żartował? Trudno było to stwierdzić, ale wycieczka w las okazała się prawdziwa… a przynajmniej z żartu taką się stała. – Tymczasem sądzę, że powinniśmy wracać. Zanim twoje buty znowu staną się szpilkami, a twój ojciec postanowi cię znaleźć i mnie zamordować – skwitował, unosząc różdżkę, by ponownie rzucić lumos i oświetlić im drogę przez las.