13.06.2023, 21:26 ✶
- Mnie to nie, jestem elastyczna i mogę rozmawiać z Tobą o wszystkim, ale większość ludzi, których spotkałam ma naprawdę zaskakująco długą listę tematów tabu. - odpowiedziała na jego zdumienie, wzruszając delikatnie ramionami. Też tego zupełnie nie rozumiała, bo przecież można było i powinno się wręcz rozmawiać o wszystkim. - Cieszę się, że jesteście ludźmi otwartymi i odważnymi w takim razie. Szybko się zaaklimatyzuje!
Dodała z entuzjazmem, bo prawdę mówiąc, trochę obawiała się snobów lub sztywniaków, ewentualnie tego typu uczonych mędrców, którzy byli zwyczajnie nieznośni przez zadufanie w sobie i bycie przemądrzałym. Gdyby wiedziała, że trafiła do takiego worka osobliwości, nie mogłaby się doczekać jeszcze bardziej, chyba zwłaszcza Alethey, bo przecież Pandorę też nazywano chaosem.
- Zlecenia na mapy nieba mam zwykle nocne, dam radę wyskoczyć wieczorem i wrócić rano do pracy. Żadne moje zobowiązanie nie powinno kolidować z wykopaliskami, chyba że moi rodzice z czymś wyskoczą, ale uprzedzałam ich, że będę zajęta.
Zapewniła go jeszcze, chcąc chyba pokazać, jak poważnie traktowała możliwość zdobycia tutaj nowej specjalizacji oraz doświadczenia. Im więcej w życiu się próbowało, tym lepiej. Owszem, były dziedziny, których brunetka nie lubiła i z którymi radziła sobie dużo gorzej, więc poza zdobyciem ogólnej wiedzy, nie poświęcała im zupełnie uwagi, ale znajdowały się też takie, z których potrafiła zrobić jakiś kurs tylko dlatego, że coś ją zaintrygowało. Nawet jeśli zdaniem jej matki, powinna skupić się na zakładaniu rodziny i dzieciach, ona potrzebowała nowych bodźców i podróży. Tkwienie w miejscu, chwila, która miała skraść jej wolność oraz podciąć skrzydła wydawały się jej przerażające. Cathal od razu wydawał się jej czarodziejem światowym i zaznajomionym z innymi kulturami, chociaż faktycznie, w zupełnie inny sposób, niż Panda. Przyglądając się mu chwilę, stwierdziła z westchnieniem, że miała chyba swój konkretny typ — zawsze jej wzrok przyciągali blondyni o niebieskich oczach.
- Postaram się jutro znaleźć egzemplarz. Dziękuje za wskazówki, szefie. - uśmiechnęła się z odrobiną zadziorności, puszczając mu oczko. Sama nieprzywykła do nazywania kogokolwiek szefem i przez to zdawać się mogę, że Pandorze używanie tego słowa bardzo się spodobało. I też do niego pasowało. Błysku w oczach faktycznie nie umiała zinterpretować, ale nie wzbudził jej niepokoju lub nie przywołał dreszczu na karku, więc uznała, że musiał być czymś pozytywnym. Czyżby był trochę skąpy w emocjach? Słuchając go, myślała nad tym, jak brzmiał jego śmiech — nie, żeby go nie słuchała, bo Turczynka miała podzielność uwagi.
- Siedemset.. Czy to nie jest cudowne, że będziemy mogli się przekonać, jak ludzie tutaj żyli siedemset lat temu? - przyłożyła dłonie do policzków, jakby z nutą niedowierzania, wbijając w niego spojrzenie brązowych oczu. Nie zdawała chyba sobie sprawy, jak to było dawno i do jakiego okresu należała odnaleziona, zapomniana wioska. Jej głowa wyprostowała się, wprawiając w ruch brązowe pasma włosów i wbiła w nią spojrzenie z jakimś podziwem. - Nie mogę się doczekać. I tego, czego mogę się nauczyć i tego, co znajdziemy. Może są tam jakieś cudownie skomplikowane mechanizmy lub opisane zapomniane metody zaklinania! - sięgnęła po kubek, bo z tego ataku — kolejnego już — podekscytowania, zaschło jej w ustach. Dopiła kawę do końca, zwilżając usta z cichym mruknięciem zadowolenia, widocznie przez pozostawiony na nich smak. - To prawda, byłby Czarnoksiężnikiem. I pewnie zostawiłby mnóstwo złych pułapek, przeklętych przedmiotów i innych złych rzeczy, które byśmy napotkali.
Sama w to nie wierzyła, ale czasem wyobraźnia pomagała dostrzegać nowe horyzonty. Uśmiechnęła się pod nosem, spoglądając na bułeczki. Teoretycznie była pełna, ale praktycznie, chciała jakieś zjeść. Powinna? Nie myślała tak strategicznie, jak jej przełożony — temat niewolników i skrzatów pozostał poza zasięgiem jej umysłu.
- Chciałabym mieć taką pamięć. - wyznała z odrobiną zazdrości, podsuwając nogi pod siebie i obejmując je rękoma. Oparła o kolana brodę, sięgając ostatecznie po kawałek słodkiej bułki z cynamonem, odrywając kawałek i wrzucając sobie do ust. - A ja tak. Łatwiej nauczyć się zaklęć, niż zapamiętać to wszystko, co obejmują Twoje specjalizacje. Już nie jeden hmm bojowy? To dobre słowo? Czarodziej mi tak mówił. Dlatego jesteś niesamowity i cieszę się, że mogę z Tobą pracować. Masz intrygującą aurę i nie wydajesz się złym człowiekiem. A teraz te szachy!
Zakończyła swój słowotok pogodnie, posyłając mu pociągłe spojrzenie, a potem zjadła kolejny kawałek bułki. Było przyjemnie, wiosna rozkręcała się na dobre i brunetka dostrzegała całe jej piękno na horyzoncie, zwłaszcza od strony polan i lasów, gdzie kolorami budziło się życie.
- No niby tak, ale ja strasznie nie lubię się chwalić. - westchnęła bezradnie, bo z tym akurat nie mogła nic zrobić. Uniosła palec do ust, pozbywając się z nich odrobiny lukru, a potem stuknęła w zamyśleniu. Fletcher? Czy ona go kojarzyła? Na pewno nazwisko było jej znane, ale czy konkretnie Timothy?
- Zwykle pracuje sama przy nich, ale mam nadzieję, że się dogadamy. - stwierdziła szczerze, jak zwykle głosem pełnym entuzjazmu. Z nią ogólnie trudno było nie złapać dobrego kontaktu, raz, że była kobietą prostą w obsłudze, a dwa, zwyczajnie ludzi uwielbiała i doceniała drzemiący w nich talent oraz ich indywidualność. - Chcesz, żebym zaczęła z odkrytymi fragmentami muru wcześniej? Mogę sprawdzić ten, który tak potraktował tych mugoli.
W teorii. Pandora nie ufała pod tym względem nikomu, poza sobą. Wychodziła z założenia, że pułapki są niebezpieczne i często tak ukryte, że osoba bez doświadczenia, może je pominąć. Nawet jeśli Cathal by jej zabronił, pewnie i tak by to zrobiła, dla świętego spokoju. Nie mogłaby sobie poradzić, gdyby kogokolwiek naraziła, skoro ona za to odpowiadała — zgodnie ze swoją umową.
Dodała z entuzjazmem, bo prawdę mówiąc, trochę obawiała się snobów lub sztywniaków, ewentualnie tego typu uczonych mędrców, którzy byli zwyczajnie nieznośni przez zadufanie w sobie i bycie przemądrzałym. Gdyby wiedziała, że trafiła do takiego worka osobliwości, nie mogłaby się doczekać jeszcze bardziej, chyba zwłaszcza Alethey, bo przecież Pandorę też nazywano chaosem.
- Zlecenia na mapy nieba mam zwykle nocne, dam radę wyskoczyć wieczorem i wrócić rano do pracy. Żadne moje zobowiązanie nie powinno kolidować z wykopaliskami, chyba że moi rodzice z czymś wyskoczą, ale uprzedzałam ich, że będę zajęta.
Zapewniła go jeszcze, chcąc chyba pokazać, jak poważnie traktowała możliwość zdobycia tutaj nowej specjalizacji oraz doświadczenia. Im więcej w życiu się próbowało, tym lepiej. Owszem, były dziedziny, których brunetka nie lubiła i z którymi radziła sobie dużo gorzej, więc poza zdobyciem ogólnej wiedzy, nie poświęcała im zupełnie uwagi, ale znajdowały się też takie, z których potrafiła zrobić jakiś kurs tylko dlatego, że coś ją zaintrygowało. Nawet jeśli zdaniem jej matki, powinna skupić się na zakładaniu rodziny i dzieciach, ona potrzebowała nowych bodźców i podróży. Tkwienie w miejscu, chwila, która miała skraść jej wolność oraz podciąć skrzydła wydawały się jej przerażające. Cathal od razu wydawał się jej czarodziejem światowym i zaznajomionym z innymi kulturami, chociaż faktycznie, w zupełnie inny sposób, niż Panda. Przyglądając się mu chwilę, stwierdziła z westchnieniem, że miała chyba swój konkretny typ — zawsze jej wzrok przyciągali blondyni o niebieskich oczach.
- Postaram się jutro znaleźć egzemplarz. Dziękuje za wskazówki, szefie. - uśmiechnęła się z odrobiną zadziorności, puszczając mu oczko. Sama nieprzywykła do nazywania kogokolwiek szefem i przez to zdawać się mogę, że Pandorze używanie tego słowa bardzo się spodobało. I też do niego pasowało. Błysku w oczach faktycznie nie umiała zinterpretować, ale nie wzbudził jej niepokoju lub nie przywołał dreszczu na karku, więc uznała, że musiał być czymś pozytywnym. Czyżby był trochę skąpy w emocjach? Słuchając go, myślała nad tym, jak brzmiał jego śmiech — nie, żeby go nie słuchała, bo Turczynka miała podzielność uwagi.
- Siedemset.. Czy to nie jest cudowne, że będziemy mogli się przekonać, jak ludzie tutaj żyli siedemset lat temu? - przyłożyła dłonie do policzków, jakby z nutą niedowierzania, wbijając w niego spojrzenie brązowych oczu. Nie zdawała chyba sobie sprawy, jak to było dawno i do jakiego okresu należała odnaleziona, zapomniana wioska. Jej głowa wyprostowała się, wprawiając w ruch brązowe pasma włosów i wbiła w nią spojrzenie z jakimś podziwem. - Nie mogę się doczekać. I tego, czego mogę się nauczyć i tego, co znajdziemy. Może są tam jakieś cudownie skomplikowane mechanizmy lub opisane zapomniane metody zaklinania! - sięgnęła po kubek, bo z tego ataku — kolejnego już — podekscytowania, zaschło jej w ustach. Dopiła kawę do końca, zwilżając usta z cichym mruknięciem zadowolenia, widocznie przez pozostawiony na nich smak. - To prawda, byłby Czarnoksiężnikiem. I pewnie zostawiłby mnóstwo złych pułapek, przeklętych przedmiotów i innych złych rzeczy, które byśmy napotkali.
Sama w to nie wierzyła, ale czasem wyobraźnia pomagała dostrzegać nowe horyzonty. Uśmiechnęła się pod nosem, spoglądając na bułeczki. Teoretycznie była pełna, ale praktycznie, chciała jakieś zjeść. Powinna? Nie myślała tak strategicznie, jak jej przełożony — temat niewolników i skrzatów pozostał poza zasięgiem jej umysłu.
- Chciałabym mieć taką pamięć. - wyznała z odrobiną zazdrości, podsuwając nogi pod siebie i obejmując je rękoma. Oparła o kolana brodę, sięgając ostatecznie po kawałek słodkiej bułki z cynamonem, odrywając kawałek i wrzucając sobie do ust. - A ja tak. Łatwiej nauczyć się zaklęć, niż zapamiętać to wszystko, co obejmują Twoje specjalizacje. Już nie jeden hmm bojowy? To dobre słowo? Czarodziej mi tak mówił. Dlatego jesteś niesamowity i cieszę się, że mogę z Tobą pracować. Masz intrygującą aurę i nie wydajesz się złym człowiekiem. A teraz te szachy!
Zakończyła swój słowotok pogodnie, posyłając mu pociągłe spojrzenie, a potem zjadła kolejny kawałek bułki. Było przyjemnie, wiosna rozkręcała się na dobre i brunetka dostrzegała całe jej piękno na horyzoncie, zwłaszcza od strony polan i lasów, gdzie kolorami budziło się życie.
- No niby tak, ale ja strasznie nie lubię się chwalić. - westchnęła bezradnie, bo z tym akurat nie mogła nic zrobić. Uniosła palec do ust, pozbywając się z nich odrobiny lukru, a potem stuknęła w zamyśleniu. Fletcher? Czy ona go kojarzyła? Na pewno nazwisko było jej znane, ale czy konkretnie Timothy?
- Zwykle pracuje sama przy nich, ale mam nadzieję, że się dogadamy. - stwierdziła szczerze, jak zwykle głosem pełnym entuzjazmu. Z nią ogólnie trudno było nie złapać dobrego kontaktu, raz, że była kobietą prostą w obsłudze, a dwa, zwyczajnie ludzi uwielbiała i doceniała drzemiący w nich talent oraz ich indywidualność. - Chcesz, żebym zaczęła z odkrytymi fragmentami muru wcześniej? Mogę sprawdzić ten, który tak potraktował tych mugoli.
W teorii. Pandora nie ufała pod tym względem nikomu, poza sobą. Wychodziła z założenia, że pułapki są niebezpieczne i często tak ukryte, że osoba bez doświadczenia, może je pominąć. Nawet jeśli Cathal by jej zabronił, pewnie i tak by to zrobiła, dla świętego spokoju. Nie mogłaby sobie poradzić, gdyby kogokolwiek naraziła, skoro ona za to odpowiadała — zgodnie ze swoją umową.