Z tego marazmu, dosyć krótkiego, bo Ojciec był konkretny, wyrwała mnie ulga, którą poczułem na swojej głowie, na karku, wszędzie. Momentalnie zrobiło się lżej, a niepewnie uniesiona dłoń potwierdziła to, co widziałem w oczach zebranych. Kaktusa już nie było. Nawet zauważalnie odetchnąłem, ale nie na długo, bo Ojciec dalej tu był i domagał się przejrzenia szamponu, którym umyłem włosy. Spojrzałem niepewnie na Vesperę... Robiła sobie żarty, napędzała tę machinę oddania szamponu do badań, będąc prowodyrką całego zajścia. Nie rozumiałem tego. Mnie mogła robić w konia, ale Ojca? Życie już nie było jej miłym? Szczególnie, że śmiała wspominać o lawendach z moich snów. Przy Ojcu. Czyżby coś podejrzewała? Musiałem ją o to później wypytać.
Odchrząknąłem by odwrócić uwagę od jakichkolwiek oznak zmieszania, odruchowo poprawiając ręcznik i sięgając po różdżkę. Nie przepadałem by była jakoś daleko ode mnie, szczególnie przy tak doborowym towarzystwie. Rzucano dziś na mnie zaklęcia przy mojej bezbronności i na więcej nie zamierzałem nikomu pozwalać. Czy to siostrze, czy Ojcu, czy nawet Ministrowi Magii.
- Dziękuję, Ojcze - odezwałem się, skinąwszy w ramach uznania Chesterowi Rookwoodowi. Zaklęcie zostało rzucone precyzyjnie, bezbłędnie. Po prostu perfekcyjnie, czego nie zamierzałem mówić głośno. Wyprostowałem się zaraz, jakbym o tym na chwilę zapomniał i poprawiłem podbródek tak, by nieco był wyżej niż dotychczas. Dumnie, dumna postawa, choć byłem w samym ręczniku, niemalże nagi. - Preferuję by fakt zakupu tego szamponu nie wyszedł poza ściany tej posiadłości - zaproponowałem, chcąc zachować dyskrecję. Wręcz tego niemiłosiernie pragnąłem. Wiedziałem, że Vespera mi tego nie zapomni, ale jak rzeknie choćby słowo, na osobności, obiecałem sobie, że wyczaruję jej pole lawendy. Będzie ciągnęło się od jej głowy, przez plecy, po same stopy, a przy okazji może zrośnie się z glebą. Przy odrobinie szczęścia.
- Na twoim miejscu nie kontynuowałbym tej sagi szamponowej, Vespero - ostrzegłem, patrząc jej prosto w oczy. Próbowałem wyczytać w nich jakieś ukryte diabliki, które świadczyłyby o tym, że TO ONA ZA TYM STAŁA, aczkolwiek były ku temu niewielkie szanse. Wszyscy zostaliśmy wychowani na kłamców.
Jakby nie patrzeć, Ulysses również nie mówił nam wszystkiego. Zniknął szybciej niż można by się spodziewać.