14.08.2023, 23:38 ✶
Przyznałaby mu rację, im ród był szlachetniejszy, tym bardziej zakłamany. Musieli stanowić za wzór, być ideałem w społeczeństwie gnijącym od środka coraz bardziej i bardziej, gnającym za galeonami oraz nowoczesnością, która zdaniem obecnych głów rodzin, wcale nie była potrzebna. Cynthii też nie wszystko, co się z nią wiązało, odpowiadało. Musiała być jednak nieskazitelna, ojciec tego wymagał. Powściągliwa, maskującą inteligencję oraz bezczelność, udającą słodką i nieco głupiutką tak, aby nie wzbudzać podejrzeń lub zainteresowania. Stary William zawsze powtarzał, że była zbyt ambitna, zbyt pracowita i zbyt mało dziewczęca, jak na Londyńskie standardy dobrych panien na wydaniu. A przecież chciał, nie, on musiał znaleźć jej odpowiedniego męża, którego ród stanowiłby za nią równowartą wymianę. Tym właśnie były szlachetnie urodzone czarownice jak te krowy na targu. Nie mogła więc pokazać żadnej rasy, najmniejszej lodowej cegły swojego muru Augustusowi.
Gdyby oznajmił jej o mieszkaniu z Czarnoksiężnikiem, byłby to niewątpliwie plot twist dnia. Lepiej było jednak wiedzieć mniej. Ludzie coraz częściej wymagali deklaracji w sprawach polityki oraz poglądów, ale Cyna bardzo się przed tym broniła, skupiając na swoich celach i ambicjach. Cały ten chaos oraz bałagan jej przecież bezpośrednio nie dotyczył, nie obchodził. Wydawało się jej, że pogrążone w zamyśleniu obliczę Rookwooda, nieco się zmieniło, jakby posępniał, ale nie zapytała, upijając jedynie łyka ze swojej filiżanki. Przytaknęła, a gdy porcelana odsunęła się od maźniętych szminką ust, przekręciła głowę na bok, nieco zaskoczona jego prośbą o dyskrecję. Sprawdzał ją? Nie spodziewała się wielkiego sekretu, ale wrodzona ostrożność i znajomość ludzi sprawiła, że dokładnie wiedziała, jak na takie słowa reagować. Gdyby były prawdziwe, nigdy nie wróżyły nic dobrego. Niepewność do Rookwoodów pasowała tak bardzo, jak do niej haftowanie kwiecistych wzorów na chustkach.
- Wydaje mi się, że rodziny z wielkiej dwudziestki ósemki będą bezpieczne, przynajmniej na razie. Może będzie tak, że stłumią jego głos, jak wielu przed nim i nic takiego się nie stanie? Nie obawiaj się, Twoja rodzina jest przecież nienaganna pod względem kryteriów, o których mówił prorok, a którymi kierował się Czarnoksiężnik.
Próbowała go uspokoić, do barwy głosu dodała nawet nutę łagodności, która zupełnie zmieniła chłodne zazwyczaj oblicze jasnowłosej dziewczyny. Niezależnie do tytułu Królowej Lodu, który nadał jej Sauriel, umiała w razie potrzeby odpowiednio zmienić aurę. Nie podejrzewała, aby jego słowa były prawdą, ale wyraz jego twarzy i jego oczy.. Westchnęła bezgłośnie, zostawiając tę kontemplację na później. Miała przecież za mało informacji, a dwa — znów — to nie była jej sprawa. - Myślę, że wielu czarodziejów dzieli Twoje uczucia i to takich, których byśmy o to nie podejrzewali.
Dodała jeszcze, pozwalając sobie na delikatne wzruszenie ramion, jakby nie było niczego wstydliwego w tym, co jej powiedział. Nie miała pojęcia dlaczego, ale siedzący naprzeciw mężczyzna przez ułamek sekundy przywiódł jej na myśl Theona.
Czy bycie maszyną było czymś złym? W pędzącym świecie wydawało się to wskazane, zwłaszcza jeśli chciało się odnieść jakikolwiek sukces i zapracować na to, aby Cię zapamiętano. Nikt, jak koronerzy nie rozumiał istoty śmierci i tego, jak niespodziewanie przychodziła. Dla samej Cynthii kostucha nie była czymś złym i traumatycznym, przypominała raczej czekającą w cieniu oraz ciszy opiekunkę.
- Panna Black? Nie. Wydaje mi się, że widzi w Tobie potencjał, za to Luis oraz Aghata, cóż, nie wróżę im tu sukcesu. Ta ostatnia już dwa razy popełniła podstawowe błędy poznawcze, nie wspominając o tym, że zapomniała o zważaniu oraz podaniu danych serca ofiary. Upierała się, że to jedna z ofiar wyznawców.
Nie musiała mówić więcej, aby wiedział, że znów nawiązywała do tematu ich wcześniejszej rozmowy. Zresztą, nie tylko ich, większości pracowników Ministerstwa, jak i ludzi z magicznego świata. Nie sugerowała mu niczego, nie insynuowała, bo gdyby coś faktycznie było nie tak, jak powinno z jego pracą — z pewnością zostałby poinformowany lub też dostrzegłby to w zachowaniu Lycoris, lub Williama. Byli wrażliwi na potknięcia, a zwłaszcza na braki w podstawach. Czyż one nie stanowiły kwintesencji pracy ze zwłokami? Nie miała pojęcia o targającej nim aktualnie wątpliwości na temat wykonywanych przez niego obowiązków, wierząc, że ewentualne zmiany mimiki twarzy nawiązują raczej do Voldemorta.
Przytaknęła znów. Który to już raz, wprawiając w ruch jasne pasma przy okazji, niezbyt zadowolone z gwałtownego ruchu głowy właścicielki.
- Zwłoki są niczym niedoceniane dzieła sztuki. - rzuciła odważnie na podsumowanie, wciąż zafascynowana tajemnicami śmierci, zupełnie w ten sam sposób, co kilka lat temu, gdy udało się uzyskać tu posadę, bo zdobyciu odpowiednich kwalifikacji w Nowym Orleanie. Trochę nawet ponadto, bo tamtejsze wiedźmy były bardzo skore do dzielenia się wiedzą, gdy trafiły na właściwą osobę. Obserwował ją, ale Cynie zupełnie to nie przeszkadzało. Jej błękitne tęczówki odwzajemniły spojrzenie, chociaż niewiele można było w nich dostrzec. Zaraz, dlaczego Rookwood przypominał momentami Yaxleya? Na ułamek sekundy, ściągnęła brwi. Zachowanie, bo przecież nie wygląd. Kolejny łyk przymknęła na chwilę oczy.
- Niezbyt często są interesujące sprawy, a jak są, to zwykle wybierają najlepszych podwładnych albo sami je robią. - tu miała na myśli rzecz jasna pracowników najbardziej doświadczonych, bo chociaż William zaglądał tu pomagać, jego opinia bardzo była ceniona przez ministerstwo. Ciężko było na ciekawe morderstwo się załapać, ale nawet jeśli bezpośrednio nie prowadziła sesji, przeglądała później raporty oraz zdjęcia, aby się czegoś nauczyć. - Dobrze, że szukasz wyjątku i podważasz sam siebie. Lepiej być nadgorliwym, niż błędnie orzec przyczynę zgonu. Hmmm, tak. Lubię pracować z kimś, kto może mi pokazać coś nowego i poszerzyć horyzonty. Trzy.. Nie, prawie pięć lat, nie licząc półtora roku stażu. Od razu po Hogwarcie kontynuowałam naukę. - wyjaśniła, nie widząc powodu do robienia z tego sekretu, wszak była to informacja ogólnie dostępna. I chociaż zakładała pierwotnie pracę w Mungu, skończyła w kostnicy. Nigdy nie żałowała podejmowanych przez siebie decyzji, zwykle dokładnie je przemyślała. Nauka związana z leczeniem wciąż przydawała się jej w życiu, zwłaszcza pod kątem nekromancji. Idąc jego śladem, złapała za ciasteczko. - Dlaczego wybrałeś karierę w prosektorium, jeśli mogę? - zapytała z nutą ciekawości, zanim ugryzła słodką przekąskę. Nigdy go o to nie pytała, ale jego rodzina zdawała się wybierać bardziej bojową, zawierającą praktyczną magię, ścieżkę.
Gdyby oznajmił jej o mieszkaniu z Czarnoksiężnikiem, byłby to niewątpliwie plot twist dnia. Lepiej było jednak wiedzieć mniej. Ludzie coraz częściej wymagali deklaracji w sprawach polityki oraz poglądów, ale Cyna bardzo się przed tym broniła, skupiając na swoich celach i ambicjach. Cały ten chaos oraz bałagan jej przecież bezpośrednio nie dotyczył, nie obchodził. Wydawało się jej, że pogrążone w zamyśleniu obliczę Rookwooda, nieco się zmieniło, jakby posępniał, ale nie zapytała, upijając jedynie łyka ze swojej filiżanki. Przytaknęła, a gdy porcelana odsunęła się od maźniętych szminką ust, przekręciła głowę na bok, nieco zaskoczona jego prośbą o dyskrecję. Sprawdzał ją? Nie spodziewała się wielkiego sekretu, ale wrodzona ostrożność i znajomość ludzi sprawiła, że dokładnie wiedziała, jak na takie słowa reagować. Gdyby były prawdziwe, nigdy nie wróżyły nic dobrego. Niepewność do Rookwoodów pasowała tak bardzo, jak do niej haftowanie kwiecistych wzorów na chustkach.
- Wydaje mi się, że rodziny z wielkiej dwudziestki ósemki będą bezpieczne, przynajmniej na razie. Może będzie tak, że stłumią jego głos, jak wielu przed nim i nic takiego się nie stanie? Nie obawiaj się, Twoja rodzina jest przecież nienaganna pod względem kryteriów, o których mówił prorok, a którymi kierował się Czarnoksiężnik.
Próbowała go uspokoić, do barwy głosu dodała nawet nutę łagodności, która zupełnie zmieniła chłodne zazwyczaj oblicze jasnowłosej dziewczyny. Niezależnie do tytułu Królowej Lodu, który nadał jej Sauriel, umiała w razie potrzeby odpowiednio zmienić aurę. Nie podejrzewała, aby jego słowa były prawdą, ale wyraz jego twarzy i jego oczy.. Westchnęła bezgłośnie, zostawiając tę kontemplację na później. Miała przecież za mało informacji, a dwa — znów — to nie była jej sprawa. - Myślę, że wielu czarodziejów dzieli Twoje uczucia i to takich, których byśmy o to nie podejrzewali.
Dodała jeszcze, pozwalając sobie na delikatne wzruszenie ramion, jakby nie było niczego wstydliwego w tym, co jej powiedział. Nie miała pojęcia dlaczego, ale siedzący naprzeciw mężczyzna przez ułamek sekundy przywiódł jej na myśl Theona.
Czy bycie maszyną było czymś złym? W pędzącym świecie wydawało się to wskazane, zwłaszcza jeśli chciało się odnieść jakikolwiek sukces i zapracować na to, aby Cię zapamiętano. Nikt, jak koronerzy nie rozumiał istoty śmierci i tego, jak niespodziewanie przychodziła. Dla samej Cynthii kostucha nie była czymś złym i traumatycznym, przypominała raczej czekającą w cieniu oraz ciszy opiekunkę.
- Panna Black? Nie. Wydaje mi się, że widzi w Tobie potencjał, za to Luis oraz Aghata, cóż, nie wróżę im tu sukcesu. Ta ostatnia już dwa razy popełniła podstawowe błędy poznawcze, nie wspominając o tym, że zapomniała o zważaniu oraz podaniu danych serca ofiary. Upierała się, że to jedna z ofiar wyznawców.
Nie musiała mówić więcej, aby wiedział, że znów nawiązywała do tematu ich wcześniejszej rozmowy. Zresztą, nie tylko ich, większości pracowników Ministerstwa, jak i ludzi z magicznego świata. Nie sugerowała mu niczego, nie insynuowała, bo gdyby coś faktycznie było nie tak, jak powinno z jego pracą — z pewnością zostałby poinformowany lub też dostrzegłby to w zachowaniu Lycoris, lub Williama. Byli wrażliwi na potknięcia, a zwłaszcza na braki w podstawach. Czyż one nie stanowiły kwintesencji pracy ze zwłokami? Nie miała pojęcia o targającej nim aktualnie wątpliwości na temat wykonywanych przez niego obowiązków, wierząc, że ewentualne zmiany mimiki twarzy nawiązują raczej do Voldemorta.
Przytaknęła znów. Który to już raz, wprawiając w ruch jasne pasma przy okazji, niezbyt zadowolone z gwałtownego ruchu głowy właścicielki.
- Zwłoki są niczym niedoceniane dzieła sztuki. - rzuciła odważnie na podsumowanie, wciąż zafascynowana tajemnicami śmierci, zupełnie w ten sam sposób, co kilka lat temu, gdy udało się uzyskać tu posadę, bo zdobyciu odpowiednich kwalifikacji w Nowym Orleanie. Trochę nawet ponadto, bo tamtejsze wiedźmy były bardzo skore do dzielenia się wiedzą, gdy trafiły na właściwą osobę. Obserwował ją, ale Cynie zupełnie to nie przeszkadzało. Jej błękitne tęczówki odwzajemniły spojrzenie, chociaż niewiele można było w nich dostrzec. Zaraz, dlaczego Rookwood przypominał momentami Yaxleya? Na ułamek sekundy, ściągnęła brwi. Zachowanie, bo przecież nie wygląd. Kolejny łyk przymknęła na chwilę oczy.
- Niezbyt często są interesujące sprawy, a jak są, to zwykle wybierają najlepszych podwładnych albo sami je robią. - tu miała na myśli rzecz jasna pracowników najbardziej doświadczonych, bo chociaż William zaglądał tu pomagać, jego opinia bardzo była ceniona przez ministerstwo. Ciężko było na ciekawe morderstwo się załapać, ale nawet jeśli bezpośrednio nie prowadziła sesji, przeglądała później raporty oraz zdjęcia, aby się czegoś nauczyć. - Dobrze, że szukasz wyjątku i podważasz sam siebie. Lepiej być nadgorliwym, niż błędnie orzec przyczynę zgonu. Hmmm, tak. Lubię pracować z kimś, kto może mi pokazać coś nowego i poszerzyć horyzonty. Trzy.. Nie, prawie pięć lat, nie licząc półtora roku stażu. Od razu po Hogwarcie kontynuowałam naukę. - wyjaśniła, nie widząc powodu do robienia z tego sekretu, wszak była to informacja ogólnie dostępna. I chociaż zakładała pierwotnie pracę w Mungu, skończyła w kostnicy. Nigdy nie żałowała podejmowanych przez siebie decyzji, zwykle dokładnie je przemyślała. Nauka związana z leczeniem wciąż przydawała się jej w życiu, zwłaszcza pod kątem nekromancji. Idąc jego śladem, złapała za ciasteczko. - Dlaczego wybrałeś karierę w prosektorium, jeśli mogę? - zapytała z nutą ciekawości, zanim ugryzła słodką przekąskę. Nigdy go o to nie pytała, ale jego rodzina zdawała się wybierać bardziej bojową, zawierającą praktyczną magię, ścieżkę.