- Do ogólnej sieci fiuu na Pokątnej, panie - powiedziała cicho, kuląc się jeszcze bardziej. Henrietta nie była głupia - tam najłatwiej było zgubić trop. Nie udała się do żadnego sklepu, niczyjego domu. Próbowała zacierać za sobą ślady, korzystając z publicznych kominków, być może także będzie próbować mylić trop. Chociaż czy byłaby do tego zdolna? Czy kobieta mogłaby uknuć taki plan, taką intrygę, by Robert jej nie znalazł?
W pomieszczeniu znajdował się kosz na śmieci, lecz był opróżniony. Skrzaty, jak codziennie, wynosiły śmieci i pozbywały się ich wieczorem lub z samego rana. Być może nawet częściej. Teraz w środku było pusto.
- Selar nie wie, panie. Selar nic nie słyszała. Ale pani Henrietta trzymała listy w komodzie. Mówiła Selar, że nie wolno się do niej zbliżać, Selar słuchała - skrzatka spojrzała lękliwie na niewielką komódkę przy oknie. W środku były kolejne ubrania, lecz jedna niewielka szuflada była całkowicie pusta. To w niej musiały być listy, lecz Henrietta zadbała i o to - musiała je zniszczyć. Tylko jak? W kominku? Podarła je i wyrzuciła do kosza? Czy listy mogą być w śmieciach? Jeżeli była nieostrożna, to może… A może pozbyła się ich wcześniej?