• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[07-08.07.1972] W drodze do Londynu | Robert & Rodolphus

[07-08.07.1972] W drodze do Londynu | Robert & Rodolphus
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#11
03.03.2024, 20:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.03.2024, 20:20 przez Robert Mulciber.)  

Kobiety bywały lekkomyślne. Podejmowały decyzje, których nie dało się określić mianem rozsądnych. Robert niejednokrotnie miał okazje coś takiego zaobserwować. Z tego też względu nieszczególnie dziwiło go zachowanie Uny. Nie zastanawiał się nad tym bardziej intensywnie. Nie zaprzątał sobie tym zanadto głowy. Ostatecznie przecież... nawet jeśli było z nią coś nie w porządku, to czy byłaby w stanie wyrządzić im jakąś krzywdę? Wątpił w to. Tak prawdziwie wątpił.

Pozwolił sobie usiąść we wskazanym miejscu. Przy okazji rozejrzał się też po pomieszczeniu z pewną dozą ciekawości. W końcu o każdym człowieku bardzo dużo mówiło to czym się otaczał. A Una zdawała się otaczać książkami. Ciekawe czy na tych regałach znajdywało się coś wartego uwagi? Być może sprawdzi to później. O ile tylko nadąży się do tego odpowiednia okazja. 

- Za chwilę Człapek wróci z herbatą. Nam nie zaszkodzi w tym czasie chwila rozmowy, nieprawdaż? - kobieta odezwała się ponownie już po tym, jak wróciła na swoje miejsce. Usiadła, uważając przy tym na swoją sukienkę. Zgarniając materiał. Układając. Uśmiechnęła się do obydwu mężczyzn. Ten uśmiech był... był naprawdę hipnotyzujący. Zachęcający do tego, żeby poświęcić kobiecie całą swoją uwagę. - Ale! Panowie tak dobrze wychowani, a ja się nawet nie przedstawiłam. Una, Una Balfour. Mam nadzieje, że to niedopatrzenie zostanie mi wybaczone? Niezbyt często zdarza mi się mieć tutaj gości. Mało komu zdarza się zabłądzić w te okolice. Zwłaszcza ostatnimi czasy. Jeśli można zapytać, co konkretnie sprowadziło panów przed moje drzwi?

Po tych słowach sięgnęła po lapmkę wina, która przez cały ten czas stała na stoliku. Tym stoliku, przy którym znajdywał się fotel. Uniosła ją do ust. Przechyliła. Powolutku upiła dwa łyki. Nieduże. Odstawiła. Swoim towarzyszą na razie nie zamierzała niczego takiego oferować. Toć przecież dopiero co udało im się znaleźć schronienie! Co prawda wino potrafiło rozgrzać, ale w tym momencie bardziej odpowiednią dla nich opcją była herbata. Gorąca herbata, potrafiąca postawić człowieka na nogi.

Oczywistym było, że nie powinni mówić o Henriettcie. Opowiadać kobiecie tej historii. Coś jednak należało jej sprzedać. Wcisnąć jakiś kit. Spojrzał przelotnie na Rodolphusa. Oby był w stanie za nim nadążyć. Odpowiednio do tego się włączyć. 

- Interesy. Razem z panem Lestrange, zajmujemy się sprzedażą świec i kadzideł. - powiedział, tradycyjnie uznając, że najlepsze kłamstwo składa się w jakiejś części z prawdy. A on, Robert Mulciber, faktycznie zajmował się tymi nieszczęśliwymi świecami i kadzidłami. Z tego szajsu utrzymywała się obecnie cała jego rodzina. Mógł więc coś na ten temat powiedzieć, gdyby Una się tematem bardziej zainteresowała. Dopytywała o szczegóły. - Podróżowaliśmy właśnie do pobliskiej miejscowości. Na spotkanie z klientem.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#12
03.03.2024, 22:45  ✶  
Robert nie doceniał kobiet, w przeciwieństwie do Rodolphusa, który kobiety szanował. Doceniał, rozumiał że potrafią być niebezpieczne. Brał pod uwagę każdą możliwość w przypadku tej tu konkretnej, bo instynkt podpowiadał mu, że coś się tu nie zgadzało. Kontrolnie zerknął na Roberta, ale Mulciber nie wydawał się zbyt przejęty tym, jak bardzo nietypowa sytuacja to była. Paradoksalnie - wcale go to nie uspokoiło. Nie wątpił, że kobieta mogłaby im wyrządzić krzywdę, a nawet jeśli nie: to porządnie napsuć krwi.

Skinął głową w odpowiedzi na pytanie, chociaż szczerze wątpił, czy akurat on będzie dobrym towarzyszem do rozmów. Nie bardzo miał ochotę, zresztą nigdy nie był w to dobry. Nic nieznaczące rozmowy zawsze go wykańczały psychicznie. Gdy musiał udawać kogoś innego, jak ostatnio, czuł się potem tak wydrenowany z sił, że nie potrzebował eliksiru, by zasnąć. Nie bardzo chciał sobie pozwalać na taki stan tutaj, w obcym miejscu. Usiadł w odpowiedniej odległości od Roberta, darując sobie przypatrywanie się Unie. Była ładna, to prawda. Miała w sobie coś, co przyciągało wzrok i hipnotyzowało, ale wpatrywanie się tak intensywnie w obce osoby było zwyczajnie niegrzeczne. A w tym się zgadzał z Robertem, chociaż żaden z nich nie wypowiedział na ten temat ani słowa: byli gośćmi. Musieli się dostosować.
- Och, podróżujecie do Glenfinnan, to wiele tłumaczy - odezwała się, przeskakując spojrzeniem od Rodolphusa do Roberta. To on tutaj odpowiadał na pytania, wydawał się również bardziej rozmowny od swojego towarzysza, więc to na nim zawiesiła na chwilę wzrok. - Niestety, zboczyli panowie z drogi. Stąd do Glenfinnan są dwie godziny pieszo przy ładnej pogodzie. Dzisiejszego dnia nie jest możliwe, by tam dotrzeć. Szlak, który tam prowadzi, zapewne zmienił się w strugę deszczu i błota. Nalegam, żeby panowie zostali na noc a najlepiej na dwa dni, dopóki wszystko nie wyschnie. Człapek przygotuje państwu pokój gościnny.
Lestrange drgnął. Dwa dni? Tu? Oczywiście domyślał się, że wychodzenie dzisiaj z tego domu było zbyt ryzykowne, i że pewnie przyjdzie im się tu przespać, chociaż prawdę mówiąc on raczej spać nie będzie. Nie był przygotowany na wycieczkę z nocowaniem, nie wziął ze sobą eliksiru. Mógł czuwać nad bezpieczeństwem Roberta, gdy ten będzie nabierać sił. Ale dwa dni? Odchrząknął, zwracając tym samym na siebie uwagę blondynki.
- Byłoby nam niezmiernie miło, ale jutro powinniśmy stawić się w Glenfinnan w samo południe. Jesteśmy umówieni, a czas to pieniądz - odpowiedział uprzejmie, chociaż stanowczo. Nie podobał mu się jej wzrok. Una co prawda nie wyglądała na złą, ale... Zawiedzioną?
- Oczywiście, rozumiem. Ale nalegam. Mam jednak nadzieję, że pogoda jutro nam dopisze. Mówił pan, że zajmujecie się świecami i kadzidłami? Macie może przy sobie próbki? Kadzidła są fascynujące, potrafią uspokoić w kilka chwil. Ukoić niespokojne myśli, które wpadają samotnej kobiecie do głowy.
Lestrange na chwilę wstrzymał oddech. Ja pierdolę. Oczywiście, że na pewno tego nie mieli przy sobie. W końcu nie byli tu w żadnych interesach. Nie drgnął jednak, nawet nie spojrzał na Roberta. Ufał, że jakoś z tego wybrnie, bo on nie miał zielonego pojęcia o tym ich biznesie poza tym, co mu kiedyś powiedział Nick: że świeca mogłaby wysadzić mieszkanie. A kadzidła się tliły, a nie paliły. Ot, to była cała jego wiedza.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#13
04.03.2024, 11:27  ✶  

Dwie godziny drogi? Zaskoczyła go informacja o tym, jak bardzo zboczyli z drogi. Glenfinnan musiało więc znajdować się w przeciwnym kierunku od tego, na który się zdecydowali. No cóż. Pomyłki się zdarzają. Każdemu. Żaden człowiek nie był idealny, a on – Robert Mulciber – takiej potrzeby po prawdzie nie odczuwał. Wystarczało mu w zupełności to, że był dobry w tych kilku rzeczach, tych kilku dziedzinach, z których to korzystał regularnie.

Pozwolił, żeby Rodolphus odezwał się jako pierwszy. Nie wszedł mu w słowo. Sam jednak daleki był od zadowolenia na myśl o tym, że będą musieli w tym miejscu zatrzymać się na dłużej. O ile dłużej? Kiedy ta pogoda miała się zmienić? Poprawić? Kiedy miały ustąpić problemy z teleportacją?

- Dokładnie. To bardzo ważne… - chciał wesprzeć Rodolphusa, ale Una nadal się upierała przy swoim. Nalegała. A poza tym miała też do powiedzenia coś więcej. Zadała pytania. Takie, które zdecydowanie zbyt szybko mogły ich zdemaskować. Jeden niewłaściwy krok i ktoś nieznajomy zorientuje się, że najwyraźniej obydwaj coś ukrywali. Musiał improwizować. Musiał wesprzeć się wiedzą, którą na całe szczęście posiadał. To dawało im jakieś szanse. Nadzieje? – Dokładnie tak. Handlujemy przede wszystkim na południu, ale stopniowo staramy się otwierać również na inne części kraju. Niestety, tym razem nie mamy, że sobą żadnych próbek. Nasze spotkanie miało dotyczyć już tylko szczegółów umowy. Terminów dostaw. Nie wydawało się więc konieczne, żeby ciągnąć ze sobą torby pełne próbek. Mam nadzieje, że nie rozczarowaliśmy pani taką odpowiedzią?

Robert nie był w tym wszystkim szczególnie przekonujący. Trochę zbyt spięty. Niewprawny, kiedy przychodziło do sprzedawania bajek. Zbyt mało czasu spędzał wśród ludzi? Możliwe. Tyle dobrego, że przynajmniej próbował. I to próbowanie mu się nieoczekiwanie opłaciło. Kobieta bowiem zdawała się nie zwrócić na to uwagi. Nie zorientować się w tym, iż najwyraźniej ją okłamywał. Albo może nie interesowały jej te świece oraz kadzidła? Może był to tylko pretekst dla podtrzymania rozmowy? Nieistotne.

- Proszę mi mówić po imieniu, panie Robercie. Jestem Una. I nie, nie rozczarował mnie pan. Oczywiście to wielka szkoda, ale kto wie? Może w przyszłości będę miała więcej szczęścia. Dobre świece i kadzidła są zawsze w cenie. – zareagowała na słowa Mulcibera. – Mi również by się przydały. Pomagają otworzyć się na to, co nie zawsze jest widoczne. Nie pogniewałabym się za możliwość zakupu. Ale! To nie jest pora na rozmowy o interesach. Zwłaszcza, że panowie z pewnością dość zmęczeni?

Ah, ta troska. Biła od całej jej postaci. Una wydawała się w tym naprawdę autentyczna. Można było się nabrać. Można było uwierzyć w to, że faktycznie była aż tak sympatyczną, miłą kobietą. Nawet skrzat domowy zdawał się swoją panią darzyć wręcz uwielbieniem. Na każdym kroku podkreślał jaka to ona dobra, jaka miła. Cudowna kobieta? Aż chciało się zacząć zastanawiać nad tym, dlaczego ktoś taki na drodze Roberta nie pojawił się wcześniej?

- Oczywiście. Jeśli tylko będziesz tym zainteresowana, bardzo chętnie pojawię się tutaj ponownie. Tym razem z próbkami. – zaproponował. Dlaczego on to jej proponował? Dlaczego właśnie oferował się, że tutaj wróci? I na dokładkę nie był w stanie oderwać od niej spojrzenia. Nadal i nadal.

Dopiero pojawienie się skrzata domowego, ciche pyknięcie towarzyszące teleportacji, sprawiło że chwilowo oderwał uwagę od blondynki. Herbata. Właśnie. Przecież właśnie na herbatę czekali. Mieli się z jej pomocą rozgrzać.

- Człapek przygotował herbatę. Dobrą herbatę. Panowie podróżnicy się napiją. – skrzat wręczył obydwu czarodziejom po kubku. Ciepłym kubku, wypełnionym gorącym napojem. – Jeśli Człapek będzie do czegoś potrzebny, proszę wołać. Człapek jest tutaj po to, żeby służyć czarodziejom.

I zniknął. Ponownie zniknął. A oni wreszcie mogli napić się czegoś ciepłego.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#14
04.03.2024, 11:55  ✶  
Una była dość... Interesującą postacią. Ich bajeczka co prawda była dość logiczna, Robert błyskawicznie podchwycił temat i pociągnął go dalej, ale mimo wszystko ktoś mógłby wyłuskać pewne nieścisłości czy niedopatrzenia. Ale najwyraźniej kobieta albo miała to gdzieś, albo była głupia. Chociaż patrząc na liczbę książek, które miała w salonie i sposób, w jaki mówiła, to ta druga opcja nie wchodziła w grę.

Problem był jednak inny: Una naprawdę zdawała się być autentyczna. Troskliwa. Lestrange w ostatnim czasie niewiele takiej troski doświadczył. Czuł się z nią niekomfortowo, ale to była przecież oznaka tego, że mówiła prawdę, że była w tej całej swojej dobroci prawdziwa. Jej przyjemny dla ucha głos sprawiał, że mózg Rodolphusa powoli przestawał dostrzegać wszędzie zagrożenie. Oczywiście dopuszczał do siebie myśl, że ktoś tak piękny i uprzejmy nie przeżyłby sam w takim miejscu, lecz przecież do obrony miała skrzata, prawda? Te stworzenia wbrew pozorom dużo potrafiły. A być może tu wcale nie było żadnych zagrożeń? Chłopak rozluźnił się odrobinę, pozwalając sobie na oparcie pleców o oparcie kanapy. Utkwił wzrok w blondynce, lekko przekrzywiając głowę.

Widział w swoim życiu wiele osobowości, które do siebie przyciągały. Lestrange doceniał piękno fizyczne, chociaż to nie ono go najbardziej pociągało. To umysł sprawiał, że druga osoba stawała się dla niego atrakcyjna. A jeżeli szła z tym w parze uroda... Cóż. Tworzyło to obraz dość interesujący, a przynajmniej na tyle, by zwrócił uwagę Rodolphusa. Blondynka zdawała się mieć wszystkie cechy, które wystarczały do tego, by stracił czujność. Zjechał wzrokiem na jej usta, pamiętając wciąż o tym, by jednak trzymać fason. Bo przecież nie chciał sprawić, by uznała, że jest niekulturalny. Dlaczego? Przecież zawsze miał to głęboko... Wiadomo gdzie. Zwykle dbał o takie rzeczy, ale nigdy aż tak. Poczuł, że zaschło mu w gardle, lecz nie mógł oderwać od niej wzroku. Od ładnie wykrojonych ust, od jasnych blond włosów. Nieskazitelnej cery, przepięknych oczu, w których można się było zatracić. Mimo że jeszcze przed chwilą byli z Robertem przemoczeni i przemarznięci do szpiku kości, Lestrange nagle poczuł, że robi mu się gorąco.

I chyba tylko pojawienie się skrzata sprawiło, że nie poruszył ręką, by rozpiąć koszulę pod szyją. Zamrugał, jakby przez chwilę nie wiedział, gdzie się znajduje. Rozejrzał się po salonie. Ach tak, Una... Na samo brzmienie jej imienia uśmiechnął się kącikiem ust. Sięgnął po kubek, z lubością rozkoszując się ciepłem, rozpływającym się po dłoni. Kubek nie był ani zimny, ani gorący. Był w sam raz.
- Jeszcze raz dziękujemy za gościnę - odezwał się miękko, odrywając wzrok od parującego naparu. Wlepił spojrzenie w te niesamowite oczy kobiety. Jak ktoś tak piękny mógł chować się przed światem? Czy to właśnie przez to? Dla własnego bezpieczeństwa? Przecież żyli w takich a nie innych czasach, dla kobiety takiej jak Una świat był podwójnie niebezpiecznym miejscem. Takie osoby trzeba było chronić za wszelką cenę. Lestrange zerknął na Mulcibera. Czy powinien ją chronić także przed nim?
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#15
04.03.2024, 20:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 10:08 przez Robert Mulciber.)  

Im dłużej znajdywał się w pobliżu blondwłosej kobiety, tym swobodniej się czuł. Odprężony. Zrelaksowany. Mniej czujny niż zazwyczaj. Bo przecież tutaj nic mu nie groziło. Znaleźli razem z Rodolphusem schronienie, w którym mogli przeczekać burze. Odpocząć po tej średnio przyjemnej przygodzie, która przytrafiła im się, kiedy mieli już wracać do Londynu. Tylko czy na pewno musieli się z tym powrotem do Londynu śpieszyć? Przecież nikomu nie zrobi żadnej różnicy, jeśli zostaną tutaj dwa dni. Trochę dłużej niż pierwotnie planowali. Nieznacznie. Być może wcale nie musieli rezygnować z zaoferowanej im gościny?

- Ależ nie muszą panowie mi za nic dziękować! Miło jest mieć się do kogo odezwać. Wiem pan panie Rodolphusie, na tym odludziu czasami brakuje mi właśnie innych ludzi. Ich towarzystwa. - doskonale widziała, że to działało, że obydwaj, Robert i Rodolphus, nie byli obojętni na jej wdzięki. Na zdolności, z których ostrożnie starała się korzystać. Zwłaszcza ten młodszy. Potrzebował więcej czasu, ale teraz wprost nie mógł oderwać od niej swoich oczu. Ładne miał te oczy. Nietypowe. Podobały się Unie. Może nawet zachowałaby je sobie później na pamiątkę? Albo jego sobie zachowała? Rodolphusa? Starała się jednak nie dać tego po sobie poznać. Starała się zadbać o to, aby wydawać się im możliwie najbardziej autentyczną.

Może później będzie mogła być w tym wszystkim mniej subtelna?

- Nie wiem czy Rodolphus to dobry materiał na towarzysza dla kogoś, komu brakuje towarzystwa ludzi. - Robert musiał dorzucić swoich kilka knutów. Albo może sykli? Ot, po prostu się wtrącić. Nie podobało mu się to, jak dużo uwagi Una poświęciła Lestrange'owi. Spojrzał na niego przelotnie. Ostrzegawczo? Nie powinien wpychać się tam, gdzie nie było dla niego miejsca. Był przecież tylko durnym szczeniakiem. Dzieciakiem, który nie do końca chyba wiedział, co należało zrobić ze swoim życiem. - Ja jednak bardzo chętnie, Tobie Uno, dotrzymam towarzystwa. - zaoferował się, upijając zaraz po tym łyk gorącej herbaty. Lekko parzyła? Możliwe. Ale nawet to zdawało się takie przyjemne. Tak cudownie rozgrzewało od środka! - Dawno nie miałem okazji spotkać kobiety, która zrobiłaby na mnie tak piorunujące wrażenie.

Mówił szczerze. Był nią zachwycony. Piękna. Miła. Troskliwa. Oczytana. Zdawała się być tym ideałem, którego w rzeczywistości nie sposób było spotkać. Być może z tego względu, że tak naprawdę nie istniał? O kogoś takiego należało walczyć. Pozbyć się konkurencji. Zdobyć względy. Czy Rodolphus mógł stanowić konkurencje? Niby nigdy wcześniej tak o nim nie myślał, ale teraz... ah, te wątpliwości. Może powinien jednak mieć na niego oko? Dać mu do zrozumienia, gdzie znajdywało się akurat jego miejsce?

Ale nie teraz. Nie będą przecież skakać sobie do oczu przy tej cudownej kobiecie! To nie wypadało. Nie wypadało.

- Jeśli można zapytać, co ciekawego pani czytała, pani Uno? - wskazał na książkę. Na lekturę, którą przerwali swoim niespodziewanym pojawieniem się w tym salonie. Książka była gruba. W sztywnej okładce. Wiekowa? Możliwe. Z pewnością treść w niej zawarta musiała być prawdziwie interesująca. Może Una czytała literaturę naukową? Wyglądała na inteligentną kobietę. Naprawdę mądrą. A przecież on, Robert, nie zwykł się w tego typu tematach mylić. Wcale a wcale.


Rzut na percepcje, może w czymś się Robercik zorientuje
Rzut N 1d100 - 34
Akcja nieudana
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#16
04.03.2024, 20:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2024, 20:57 przez Rodolphus Lestrange.)  
Skłamałby, gdyby powiedział, że nie schlebiał mu fakt, że blondynka zwróciła na niego uwagę. Z wielu powodów, ale istniały dwa najważniejsze. Pierwszym było to, że była naprawdę piękna. Z każdą sekundą coraz bardziej mu się podobała. Ten przyjemny dla ucha głos, łagodne spojrzenie i usposobienie... Przez jego myśli przemknęła jedna ważna: czy naprawdę musiał podążać tą ścieżką, którą obrał lata temu? Która rzekomo była mu pisana? Czy nie mógłby po prostu odrąbać sobie ręki, żeby pozbyć się znaku, nie mógłby zostać tu na zawsze z Uną? A drugim powodem był fakt, że Robertowi najwyraźniej nie w smak było, że Una zwróciła uwagę akurat na niego. Uśmiechnął się lekko, słysząc że rzekomo nie jest dobrym materiałem na towarzystwo. Aż kusiło powiedzieć na głos, że przecież ostatnio nie narzekał na jego towarzystwo. Ba, wydawał się BARDZO zadowolony wtedy, w gabinecie. Nie protestował. Teraz nagle wzięło mu się na zazdrość?

Ale nie miał zamiaru odpowiadać na tę zaczepkę. Stary, a głupi - tak mógłby to skomentować, bo przecież on sam wcale nie musiał nic robić, żeby przyciągnąć wzrok blondynki. Wystarczyło tylko, że patrzył, a jej oczy same pochwycały jego wzrok. Jej usta same rozciągały się w uśmiechu. Mógł tutaj działać urok i zaklęcia, ale nie były one w stanie zmienić charakteru Lestrange'a - który był bardzo, ale to bardzo butny i pewny siebie. Tak jak Robert zastanawiał się, czy on nie stanowi dla niego konkurencji, tak Rodolphus doskonale wiedział, że Robert dla niego konkurencją był absolutnie żadną. Był młodszy, bogatszy, miał lepsze nazwisko i był przystojniejszy. Nie miał więc zamiaru się z nim kłócić, niech się stara.
- Myśl co chcesz, Robercie, nie będę cię wyprowadzać z błędu, pozwól że Una zadecyduje sama - odezwał się jednak, odrywając na chwilę wzrok od pięknych oczu kobiety. W jego własnych jednak błysnęła złość. Nadepnął mu na odcisk, bo chociaż i nie postrzegał go jako konkurenta, to natrętną muchę, która latała wokół nich i przeszkadzała, już tak. A przecież to ona powinna zadecydować.

Uśmiech, którym obdarzyła ich kobieta, wydawał się najpiękniejszy na świecie. Nieco zawstydzony, szczególnie w połączeniu z nieznacznym spuszczeniem wzroku. Jakby wcale tego nie planowała. Ach, gdyby tylko udało im się uwolnić spod tego uroku...Dostrzegliby jak bardzo obłudny i fałszywy był. Una bawiła się doskonale, słuchając tej wymiany zdań. Sprawy szły niezwykle powoli, ale ona to lubiła. Nie mogła ryzykować, że zaraz dwójka nieznajomych stanie przeciwko sobie na jej oczach, chociaż... być może to był jakiś sposób na nudę? Ale nie, ona miała zupełnie inne plany na ten wieczór.
- Studium możliwości odwrócenia faktycznych i metafizycznych skutków naturalnej śmierci, ze szczególnym uwzględnieniem reintegracji esencji i materii - odpowiedziała spokojnie Una, odstawiając kieliszek wina. Niemal pieszczotliwie pogładziła okładkę książki. Wyglądała na solidną, obciągniętą wytłaczaną skórą. Teraz już się takich nie robiło. Jej rogi były odrobinę wysłużone, ale wydawało się, że księga była w niemal doskonałym stanie. Gdy człowiek jest samotny i mieszka z dala od ludzi, zaczyna myśleć o niepokojących rzeczach, panie Robercie. Pojawiają się dziwne myśli, które ukoić może tylko nauka i logiczne wytłumaczenie.
Posłała Mulciberowi przeciągłe spojrzenie i... och, czy to nie uśmiech rozpromienił jej twarz? Najpiękniejszy uśmiech, jaki Robert widział kiedykolwiek. Żadna kobieta nie mogła się z nią równać. Te usta, miękko układające się w uśmiech, aż prosiły o pocałunek.
- To dość niespotykany wybór lektury - zauważył Rodolphus, odstawiając kubek z herbatą. Podobnie jak Robert, wydawał się być pod wrażeniem Uny. Nie tylko piękna, ale i oczytana. I to nie na pokaz: wydawała się szczerze zawstydzona komplementami. I umiała powiedzieć słowo reintegracja bez żadnego błędu i zająknięcia. Na Merlina, to był ideał. - Interesuje panią tematyka śmierci?
- Raczej jej zrozumienie i dotarcie do jej sedna, Rodolphusie - gładko przeszła na ty, posyłając drugiemu z mężczyzn dokładnie to samo spojrzenie, które przed chwilą posłała Robertowi. Gdyby mógł, Lestrange rozpłynąłby się w zaledwie sekundę. Nigdy nie czuł się tak wspaniale.

Rzut na percepcję
Rzut O 1d100 - 71
Sukces!


Rozproszenie
Rzut N 1d100 - 99
Sukces!
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#17
05.03.2024, 10:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 10:56 przez Robert Mulciber.)  

- Nie wątpię, że Una podejmie w tym przypadku najlepszą możliwą decyzje. – zareagował na słowa Rodolphusa. Dało się w jego głosie wychwycić odrobinę niechęci, którą nagle zdawał się żywić względem swojego rywala. Nie zdołał tego ukryć. Może nawet nie próbował? Chciał tym sposobem dać mu do zrozumienia, że nie podda się. Nie wycofa z tej walki. Znalazł bowiem tu, w tym domostwie, najprawdziwszy szkocki skarb. Taki, którego nie powinien nigdy wypuścić z własnych rąk.

Znów skupił się na niej. Znów podziwiał przepiękną kobietę, która znajdywała się przed nimi. Słuchał tego co mówiła. Jak mówiła. Ten głos? Ten przyjemny dla ucha głos, mógłby mu towarzyszyć do końca życia. A nawet dłużej. Unosząc do ust herbatę, przełknął kolejny łyk. Cudowny napój. I ten jego zapach. Czyżby Una lubowała się w tych bardziej wymyślnych smakach? Zdawało mu się, że wyczuwał delikatny zapach, który kojarzył mu się z whisky.

- Musisz mieć, Uno, szerokie znajomości w pewnych kręgach? O ile mnie pamięć nie myli, książka została uznana za zakazaną ledwie kilka tygodni po publikacji. – zauważył. Sam również chciał ją zdobyć, przed laty. Niestety starania te nie przyniosły pożądanych efektów. Wielka szkoda. – Mógłbym może ją zobaczyć?

Oddałby wiele, aby coś tak cennego znalazło się w jego rękach choćby na krótką chwilę. Nie śmiał prosić o nic więcej. Zakładał, że byłoby to nazbyt dużo. A ostatnim czego chciał, było zrażenie do siebie Uny. Zniechęcenie. Cały czas miał nadzieje na to, że te usta, te oczy – uśmiechać się będą właśnie do niego. Cieszyć go swoją obecnością co rano. Każdego kolejnego dnia. I nie, nie zaświtało mu nawet przez sekundę, że taka bliskość nie była wcześniej tym, czego mu brakowało. A nawet jeśli jakiś cichy głosik próbował bić na alarm? Świadomie go wówczas zignorował. Pewne rzeczy człowiek potrafił wszak odkryć nagle. Zupełnie niespodziewanie. Może to była jedna z nich?

- Ależ oczywiście, Robercie. Rozumiem, że dla panów nie jest to tematyka obca? – zadając pytanie, sięgnęła po książkę, a następnie podniosła się wraz z nią ze swojego fotela. Podeszła bliżej. Podała Robertowi egzemplarz w twardej oprawie. Pozwoliła przy tym, aby palce ich dłoni spotkały się. Niby przypadkowy fizyczny kontakt, mający wzmocnić efekt tego, co już wcześniej zdawało się działać bardzo dobrze.

Rodolphus, coraz bardziej świadomy, że znajdywali się obydwoje pod wpływem czaru, mógł teraz zauważyć, jak niewiele z tego, co wcześniej budziło jego podziw, było rzeczywiście prawdziwe. Znacznie od niego starsza, Una nie była żadnym ideałem, choć też urody nie można było jej odpuścić. Jak jednak zareaguje, skoro jego towarzysz wciąż zdawał się nad Uną rozpływać? Pogrążać bardziej w tym, co kobieta stworzyła. Tym co zdołała wykreować.

Skupił się na książce. Na podziwianiu okładki. Tłoczenia. Na nieśpiesznym kartkowaniu. Zapoznawaniu się ze stroną tytułową. Informacjami wydawniczymi. O autorze. Na spisie treści. Delikatnie przesuwał palcami po kolejnych stronach. Trafiło mu się prawdziwe cudo. Diament. Rzecz absolutnie bezcenna. 

- Nie chcieliby panowie zerknąć w przyszłość? – zapytała, wracając na swoje miejsce. Ot, niewinna propozycja. Kolejna. – Tak się składa, że w okolicy jestem znana z tego, iż udzielam odpowiedzi nawet na najbardziej skomplikowane pytania.

Rzut N 1d100 - 12
Akcja nieudana
percepcja Roberta
Rzut Z 1d100 - 88
Sukces!
percepcja Uny
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#18
05.03.2024, 19:26  ✶  
Robert był zazdrosny? To było... Niespotykane. Tak samo jak niespotykane było to, że aż tak zabiegał o uwagę kogokolwiek, a już w szczególności kobiety. Z reguły to inni starali się Mulciberowi przypodobać, a nie na odwrót. Coś tu było nie tak. Gdy Una wstała i zbliżyła się do Roberta, Rodolphus zaczął dostrzegać pewne mankamenty. Niepasujące do układanki elementy. Owszem, wciąż była piękna, nawet jeżeli była starsza (nie miał przecież żadnego problemu z różnicą wieku, jak już było wiadomo), ale... Nie była zachwycająca. Była śliczna, była zadbana, była pełna gracji i wdzięku. Była interesująca i naprawdę miała piękne oczy i uśmiech, ale żeby zaraz skakać Mulciberowi do gardła? Z powodu baby?

Lestrange zamrugał. Una nie odpowiadała na pytania, które jej zadawali. To znaczy inaczej: odpowiadała, ale tylko na te, które chciała. Omijała te niewygodne, lekko muskała palcami palce Roberta, gdy podawała mu książkę. Posyłała mu ten przepiękny uśmiech, wodziła spojrzeniem. Brakowało tylko, żeby oblizała usta. I wtedy zrozumiał - w końcu. Czar, pod wpływem którego się znajdował, prysnął jak bańka mydlana. W końcu mózg Rodolphusa zaczął działać tak, jak należy - na wysokich obrotach. Szkoda tylko, że nie było czasu na myślenie, tak samo jak na ostrzeżenie Roberta o tym, że to pułapka. Gdyby krzyknął, zwróciłby na siebie uwagę blondynki.

Lestrange bez ostrzeżenia wyszarpnął różdżkę - nie miał zamiaru tracić czasu na wstawanie, ostrzeganie, proszenie czy nawet na lepsze celowanie. Spróbował cisnąć w kobietę zaklęciem, by transmutować ją w karalucha. Jej zagrywki były tak samo obrzydliwe, jak te stworzenia. Pasowało.

Rzut na transmutację
Rzut Z 1d100 - 32
Akcja nieudana
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#19
05.03.2024, 20:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 20:31 przez Robert Mulciber.)  

Kompletnie nie zwracał uwagi na to, co działo się dookoła. Skupiony na książce oraz Unie, nie widział niczego więcej. Kobieta kradła niemalże całą jego uwagę. Niewielka ilość jaka mu pozostała, skupiona zaś była na książce. Cennej książce. Niezwykle wartościowej. Gdyby mógł, zacząłby tu i teraz robić notatki. Przepisywałby co ciekawsze fragmenty tej niezwykle interesującej pracy. Tyle tylko, że to byłoby niegrzeczne. Może później? Może poprosi Unę, żeby udostępniła mu tę książkę na noc? Przecież bez eliksiru i tak nie uda mu się zasnąć. Szanse na to były naprawdę znikome.

- Rzeczywiście, tematyka nie jest dla mnie obca. - przyznał się, bez żadnej refleksji, do czegoś co było przecież zabronione. Zakazane w całej Wielkiej Brytanii. Nie myślał w tym momencie o konsekwencjach. Przecież pytanie zadała mu Una. A Una nie była kimś, kogo należało się obawiać. Tak ładna. Tak dobra. Piękna. Miła. Niewinna? Nie wyglądała na kogoś, kto byłby w stanie skrzywdzić choćby muchę. Jawiła się prędzej niczym ten delikatny kwiat, którego należało chronić przed światem. Bo przecież krzywdę mógł mu zrobić byle podmuch wiatru.

Nie zdążył zareagować na pytanie dotyczące kart. Dotyczące spojrzenia w przyszłość. Przeszło mu jednak przez myśl, że może powinien? Może karty dałyby mu tą pewność. Potwierdziły, że to ona była tą jedyną. A że nigdy dotąd w takie rzeczy Robert nie wierzył? Teraz nie miało to znaczenia. Miał już się odezwać, przyjąć propozycje, kiedy Rodolphus nagle wyciągnął różdżkę, a Una... a Una ponownie poderwała się z fotela. Zdążyła wyczuć, że coś jest nie tak. Zauważyła w porę, że drugi z mężczyzn najwyraźniej zdołał się wyswobodzić spod jej uroku. Czaru.

Nie. To nie powinno było mieć miejsca! Czyżby była w tym wszystkim zbyt delikatna? Za bardzo ostrożna? Powinna bardziej skupić się na tym, żeby zapanować nad obydwoma mężczyznami? Nie potrzebowała różdżki, żeby spróbować się obronić. Owszem, była przydatna, ale spędzając tyle czasu w tym domu, w samotności, skupiała się na tym, żeby rozwijać swoje zdolności. Poszerzać je krok po kroku. Nie była pierwszą lepszą czarownicą!

Ale też nie chciała go przecież skrzywdzić. Nie chciała, prawda? Kiedy tylko zorientowała się, że zaklęcie się nie powiodło - czyżby był wciąż zbyt skołowany z powodu uroku? - zrezygnowała z prób obrony. Przeszła miast tego płynnie do ofensywy.

-  Ależ panie Rodolphusie, to naprawdę nie było konieczne! Wystraszył mnie pan! Zdrowo wystraszył. - starając się, aby jej czar na niego wpłynął, zaczęła mówić do niego w sposób wskazujący na to, że zrobił właśnie coś naprawdę ważnego. Uratował ją? Ich? - To była tylko komar, naprawdę nie trzeba było sięgać po różdżkę! Dziękuje jednak za pomoc. Naprawdę to doceniam. - uśmiechnęła się, prosto do niego, licząc na to, że ponownie się w tym zatopi. W tych ustach, tych oczach. Może nawet sam do niej podejdzie? Robert był zajęty książką, mogła na moment spuścić go z oka, skupiając się na młodszym z mężczyzn. Tym o pięknych oczach. Ah, te oczy! Mogłaby na nie patrzeć każdego dnia. Może nawet powinna zrezygnować z tego drugiego i skupić się wyłącznie na jednym? Te wszystkie wątpliwości. Dlaczego zawsze musiało być ich tak wiele. Z wahaniem zerknęła na pochylonego nad książką Roberta.

Kiedy swoją uwagę przeniósł on na Rodolphusa?

- Lestrange, nie wpada zachowywać się tak wobec kobiet. - upomniał go, wyraźnie niezadowolony z powodu tego, co właśnie się wydarzyło. Jak go rodzice wychowali? Pewnie byłoby im za niego teraz strasznie wstyd. Tak samo wstyd jak było jemu, Robertowi. Bo przecież to on go tutaj sprowadził. - Mój towarzysz jest czasami trochę... impulsywny, proszę mu to wybaczyć. Sam bardzo obawia się owadów.


Rzut PO 1d100 - 26
Akcja nieudana
Una próbuje zauroczyć Rodolphusa
Rzut N 1d100 - 74
Sukces!
Percepcja u Roberta
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#20
05.03.2024, 22:34  ✶  
Lestrange podniósł się i uniósł brew, gdy zaczęła mówić o komarze. Nie spojrzał nawet na Roberta, który dorzucił swoje trzy knuty. Że on się boi robali? Prychnąłby, ale średnio miał ochotę na takie uzewnętrznianie się.
- Jesteś pod wpływem uroku - powiedział tylko, nie patrząc na Mulcibera. Nie spuszczał wzroku z Uny. Wciąż trzymał wyciągniętą różdżkę przed sobą. Nie widział, by blondynka próbowała sięgać po swoją, więc... Nie atakował. Wpatrywał się w Unę i myślał. Była niebezpieczna. W każdej chwili mogła zrobić to samo. Ale nie atakowała. Tylko czy mógł jej ufać?

Nie.

Machnął różdżką, tym razem próbując transmutować ją w ślimaka. Jak w robaka się nie udało, to może w inne zwierzę poskutkuje. Mógłby spróbować jej transmutować usta w zamek błyskawiczny, ale coś czuł, że to nie rozwiązałoby sprawy. Miał tylko nadzieję, że Una rozproszyła się na tyle jego atakiem, że Robertowi wróci zdolność myślenia.

Rzut na transmutację
Rzut Z 1d100 - 4
Akcja nieudana
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Robert Mulciber (10538), Rodolphus Lestrange (10293)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa