Tutaj nie było miejsca na żadne być może. W oczach Penny był w tym momencie skończonym dupkiem, który zamiast normalnie porozmawiać, jak na dorosłych ludzi przystało, po prostu się do niej dopierdalał. Wylewał na nią jakieś swoje dziwne frustracje, nie mówiąc zarazem o jaką cholerę mu tak właściwie chodzi. Gdzie i z czym konkretnie miał problem? A ona, a Penny... naprawdę nie miała w tym momencie cierpliwości. Ani też chęci na użeranie się z kolejnym dupkiem. Na ten moment ten jeden Flis jej na serio wystarczył. Kolejne atrakcje nie były wskazane.
- Jeśli chciałeś o tym porozmawiać, to zabrałeś się za to w dość dziwny sposób. Ale wiesz co? Dzisiaj mam w głębokim poważaniu, że być może masz gorszy dzień, nie dopisuje Ci humor i inne takie. Ty mówisz spierdalaj, a ja chętnie spełnię Twoje życzenie. Pierdol się, Parkinson.
Obydwoje zachowywali się dokładnie tak, jak przystało na dwoje dorosłych ludzi, którymi nie oszukujmy się - tak naprawdę, to wciąż nie byli. Nawet jeśli starali się, to dało się zauważyć, że pod pewnymi względami zachowywali się niczym dzieciaki, które wciąż nie opuściły piaskownicy. I potrafiły się pobić o jedną, głupią łopatkę.
Po tym jak wypowiedziała te słowa, wyraźnie przy tym zdenerwowana, cała czerwona, a tak w ogóle to cholernie też bliska tego, żeby się popłakać, ale takiej satysfakcji dawać mu przecież nie zamierzała, wyprostowana, ruszyła po prostu przed siebie. Trochę na oślep i w ogóle nie zwracając uwagi na to, że aby dotrzeć do własnego mieszkania, powinna przecież wybrać przeciwny kierunek. Tylko czy faktycznie chciała znaleźć się w swoim mieszkaniu, własnym łóżku, z głową ukrytą w poduszce? Ciężko było to jednoznacznie stwierdzić. Sama nie była tego pewna.
Na ten moment po prostu chciała stąd uciec i znaleźć się możliwie najdalej od swojego sklepu, od Aidana, od tych wszystkich ludzi, którzy się przyglądali temu, co właśnie rozgrywało się w tej części Alei Horyzontalnej. Potrzebowała uciec od każdego i od wszystkiego. Dokładnie tak.