• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
lato 1972, 16 sierpnia // sososorry

lato 1972, 16 sierpnia // sososorry
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#11
16.12.2024, 16:03  ✶  
Jeżeli Dolohov był tą cytadelą wzniesioną na szczycie góry, ta cytadela musiała pragnąć być zbudowaną w głębi lasu w ponurej dolinie, ponieważ wpatrywał się w leżącego pod nim wróżbitę jak w obrazek.

- Bardzo dobrze, że tego nie cofasz, ale tak - to jedna ze ścieżek takich historii. - Zabrzmiał nieco melancholijnie. - Wszystkie dobre chwile stają się wspomnieniem zza kurtyny goryczy, a wspólne badania stają się reliktem przeszłości. - Doświadczył tego już raz i mógłby powiedzieć więcej, ale to nie była chwila na pełną szczerość. Niektóre fakty należało zgrabnie pominąć, tak? Bo teraz musiał liczyć się on i tylko on, nawet jeżeli sytuacja nie była prosta. - Nigdy nie chciałem dla nas takiego zakończenia. - Nie chciał też zakończenia, w którym Trelawney znajdował sobie kogoś innego, jakąś żonę... Ale przeżyłby to i to byłoby łatwe, o ta żona czekałaby na niego w domu, kiedy on by dniami i nocami przesiadywał tutaj. To on miałby nad nim kontrolę, a nie jakaś lafirynda - mogłaby się oszukiwać, ale Dolohov dołożyłby wszelkich starań aby jego serce pozostało tam, gdzie było jego miejsce - w Prawach Czasu. - Może dlatego doszukuję się w twoich słowach niepewności lub pośpiechu. Bo cokolwiek się stanie, nie chcę stracić ciszy, ją razem stworzyliśmy. - Widocznie zadrżał od jego dotyku. Bardzo subtelnie, dając twarzy pokryć się delikatnym i zalotnym uśmiechem. - Czytałeś kiedyś Pasternaka? On napisał coś, z czym nie do końca się zgadzam: „Nie można zmienić uczuć na zamówienie. Są jak wiatr - przychodzą i odchodzą bez pytania” i nie powtórzyłbym tego po nim gdyby nie dodał „ale to, jak radzimy sobie z nimi, pokazuje, kim jesteśmy”. - To nie był dokładny cytat słowo w słowo, ledwie parafraza jego myśli. - Nie wydaje mi się, żeby to było coś do rozważenia dzisiejszego wieczoru, ale jak zwykle nie mogę się zamknąć. - Ten uśmiech się pogłębił, a on poruszył barkiem, pozwalając krawędzi szlafroka opaść jeszcze niżej. Obnażył kolejną część swojego ciała i nie - nie był tym wzruszony ani zawstydzony. Być może było to coś, czego spodziewałeś się po kimś kąpiącym się regularnie w świetle reflektorów, ale wprawione oko dobrego obserwatora rozumiało, że było w tym coś więcej. Tu nie chodziło przyzwyczajenie, brak wstydu ani odwagę. Patrzył się na niego znacząco, zza kurtyny przydługich, nieułożonych włosów opadających mu na oczy i zapraszał do tej eksploracji, bo podobała mu się ciekawość. Przygryzł na moment wargę kiedy palce Trelawneya znalazły się pod satynowym materiałem. Wielu nie powiedziałoby w takiej chwili nic - i on też by nie musiał, bo cisza i spojrzenia pomiędzy nimi wystarczały we wzajemnym zrozumieniu, ale gdyby milczał, zdecydowanie nie byłby Vakelem Dolohovem.

- Porusza mnie to, jak na mnie patrzysz i dotykasz mnie... jakbyś sprawdzał, czy jestem prawdziwy. - Odzywał się nie po to, żeby dać tu jakiekolwiek zapewnienia, że to, co się działo było w porządku. On się tymi słowami bawił nawet bardziej niż dotykiem i brzmiał przy tym bardzo miękko. Jednocześnie tak zdecydowanie, jakby dokładnie wiedział, co robi i miał wiele czasu na przemyślenie własnych słów. - Chcesz sprawdzić, jak to jest mnie mieć, Peregrinie? - Poprawił ułożenie swojej nogi, strategicznie i bezwstydnie. Wolną ręką chwycił go za dłoń i zsunął ją niżej, praktycznie wkładając mu pomiędzy palce dokładnie ten kawałek wiązania, jaki należało pociągnąć, żeby zobaczyć go nago. - Jesteś wciąż całkowicie przekonany, że trafisz do domu? Ah, no tak, to ja miałem pociągnąć cię w to głębiej... - Zacisnął jego dłoń na materiale i zaczął odsuwać ją od siebie. Węzeł powoli puszczał, ale jego percepcja też. Robił się coraz senniejszy.


with all due respect, which is none
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#12
22.12.2024, 02:49  ✶  
I bez słów Dolohova Peregrinus doskonale wiedział, że nie mają gwarancji na długo i szczęśliwie. Wróżył temu fiasko już na etapie wyznania, toteż fakt, że znalazł się pod Vakelem i wciąż czuł na ustach widmo pocałunków sprzed chwili, już stanowił przekroczenie jego oczekiwań. W myśl znanej mądrości nastawiał się na najgorsze, więc dalej mogły go czekać jedynie pozytywne zaskoczenia.
— Też nie chcę tego tracić, stworzyliśmy sobie dobrą codzienność. Wiele bym dał, żeby wyjąć tę ciszę poza czas i funkcjonować w niej już zawsze. Niestety, możemy badać prawa czasu, ile chcemy, ale ich nie zmienimy. Za to czas zmienia wszystko. Nasza wczorajsza cisza nie była tą samą, którą dzieliliśmy rok temu. Będzie codziennie inna. Boję się, że jeśli spróbujemy ją przed tym schować i udamy, że stoi w miejscu, wyjdziemy na tym jeszcze gorzej. Ale jeśli myślisz, że to zły pomysł, możemy wrócić do bierności.
Otwierali tę nową odsłonę relacji od końca, jak na jasowidzów przystało. Rozmowa o tym, że wszystko może się rozsypać — choć mogła brzmieć przybijająco — paradoksalnie dostarczyła Peregrinusowi komfortu. Skonfronowanie razem ewentualności gorzkiego finału było warte dla niego więcej niż jakiekolwiek zapewnienia o przeznaczeniu i nieśmiertelnej miłości.
— Dobrze, że czujesz, że masz nad sobą kontrolę. Jeśli zobaczysz kiedyś koniec, pamiętaj o tym, co mi dziś powiedziałeś, Vasilij. Bo nawet jeśli wiatr zmieni kierunek, będziemy mogli to domknąć, jak tylko chcemy.
Może nawet uda nam zamknąć się i powrócić do bycia cicho, pomyślał, lecz wiedział, że to tylko kolejne pobożne życzenie. A tymczasem:
— To nie szkodzi, że się nie zamykasz. Lubię cię i słyszeć, i słuchać.
Lubił nie tylko słyszeć. Podobało mu się patrzenie na te uśmiechy i przygryzione wargi; podobało mu się, gdy poczuł, jak Dolohov zadrżał pod jego palcami. Z satysfakcją obserwował, że potrafi tak na niego zadziałać, mimo że dopiero go odkrywał. A może działał tak właśnie dlatego, że odkrywał go z tą głęboką fascynacją, prowadzony tam, gdzie Vakel go kierował. Mając ruchy ograniczone jego nogą, Trelawney eksplorować mógł jedynie głodnymi rękoma; próba obrócenia się pod nim i wzięcia czegoś więcej tak czy inaczej dostarczyłaby przecież Dolohovowi satysfakcji. Poddał się więc jego dłoni i pociągnął pasek szlafroka. Oderwał się mimowolnie od oczu mężczyzny, aby spojrzeć na ciało, które odsłonił, zsuwając materiał. Mimo że czuł na sobie wciąż ciężki wzrok Vakela, nie próbował ukrywać, że podoba mu się to, co widzi. Oczy Trelawneya przesunęły się więc po Dolohovie pierwsze, jakby otwarcie przed rękami takiej przestrzeni sprawiło, że te nie wiedziały, gdzie iść. W końcu, jak na metodycznego naukowca przystało, zaczął tam, gdzie wcześniej się zatrzymał. Tym razem nie wahał się przed przesunięciem palcami wzdłuż całego uda, minięciem wcześniejszych granic i dotarciem pod same żebra. Uczył się Vakela, wyczuwając twarde kości i lekko zagłębiając palce tam, gdzie ciało było miękkie.
— Bardziej zachwycam się niż sprawdzam. Gdybym sprawdził i odkrył, że nie jesteś prawdziwy, byłbym rozczarowany. — Oderwał się od jego sylwetki i na powrót odnalazł oczy, bez cienia wstydu. — Chcę cię mieć i żałuję, że muszę cię oddać, żeby jutro inni mogli się zachwycić. A przyszedłem przecież po to, żebyś zasnął i skuteczniej czarował publiczność. — Sięgnął jego włosów i wygładził je nieco, jakby chciał dopasować obraz wróżbity do tego, co obejrzą nazajutrz obce oczy. — Tymczasem zdaje się, że to utrudniam. Nie planowałem cię sabotować.
Uśmiechnął się po tych słowach i choć miało to być w jakiś sposób przepraszające, wcale nie widać było po nim skruchy. Ledwie kilka chwil temu chciał życzyć mu dobrego snu i ulotnić się błyskawicznie, a zdawało się, że wydarzyło się to w zupełnie innym świecie. Zmieniło się na przestrzeni minut wiele, również jego odpowiedź:
— Cóż, na pewno nie będę w stanie skupić się na tyle, żeby się teleportować. Zostałby spacer. Nie wycofujesz zaproszenia?


źródło?
objawiono mi to we śnie
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#13
01.01.2025, 19:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.01.2025, 19:37 przez Vakel Dolohov.)  
Napięcie rozchodzące się po jego ciele było wyraźne, zauważalne. Ciepło wymieszane z niepokojem. Wydawało mu się, że takie uczucie było już właściwie reliktem przeszłości - czymś młodzieńczym, daleko za nim, zamkniętym w szkatule wspomnień z czasów, kiedy jeszcze liczył na jakiekolwiek szczęście w sprawach sercowych. Najwyraźniej starość nie eliminowała tego typu emocji, człowiek wcale nie stawał się dojrzalszy, zwyczajnie doświadczenie i wiedza pozwalały mu na podejmowanie bardziej świadomych decyzji, ale oh... Jego serce zadrżało kiedy Peregrinus mówił o tej ciszy i oczarowanie było widoczne w jego oczach nawet mimo bycia niesamowicie wprawionym aktorem potrafiącym to sprytnie zamaskować. Odsłonił się. Pozwolił mu patrzeć na tę część siebie, która od zawsze lubiła go słuchać. Nie było nic, co działałoby na niego lepiej niż głęboka mądrość. Trelawney miał w sobie wszystko aby uznał go za atrakcyjnego i jeszcze więcej. Przystojny, oczytany, błyskotliwy, spostrzegawczy, utalentowany. Jednocześnie nie budował w nim nawet minimalnego poczucia zagrożenia. Wydawało mu się, że jest rozumiany. Że czegokolwiek by teraz nie powiedział, Peregrinus przyjąłby to i może by się rozeźlił, może by się zawiódł, sfrustrował, ale zrozumiałby i ostatecznie zaakceptował jego decyzję. Dolohov... Wiedział od dawna o tym jak czysty charakter miała ich relacja, ale dopiero teraz, odgarniając z jego czoła niesforny loczek, i wpatrując się w wyraz  twarzy wróżbity, dotarło do niego, że to durne powiedzenie - najciemniej jest pod latarnią - miało odbicie również w jego życiu. Bo jeżeli nie tym było to połączenie dusz, o którym rozpisywali się namiętnie... To czym?

Jego serce znów zabiło mocniej i nie miało to nic wspólnego z satynowym materiałem zsuwającym się z nagiego ciała. Nagość go nie przerażała. Badające spojrzenia również. Przerażała go i urzekała zarazem cudza bliskość. Ale tak sobie teraz myślał o różnicach pomiędzy tą przeszłością, która go goniła i przyszłością leżącą przed nim i docierała do niego dosyć istotna różnica. Jego przeszłość składała się z głębokiego niezrozumienia i potrzeby wzajemnego pouczania się, korekt w myśleniu. Jego przyszłość pachniała zgodą. Kończeniem swoich zdań, uzupełnianiem się nawzajem.

- Nigdy nie chciałem wywołać w tobie wrażenia, że to zły pomysł. - Pokręcił głową. - Nie myślę tak. Nie uważam tak. Po prostu wiem, że wymusiłem na tobie to wyznanie szybciej niż zdecydowałeś się na nie sam.

Zaśmiał się z tego sabotażu. Bardzo delikatnie. Po jego oczach widać było zmęczenie i zbliżającą się gotowość do zaśnięcia.

- Czułbym się nieco urażony, gdybyś teraz wrócił do domu - przyznał. - Ale nie mam siły opowiedzieć ci dzisiaj o rzeczach, które cię zapewne nurtują. Zresztą, to nie jest dobry pomysł zaczynać opowieści w stanie, kiedy zaczynają kleić mi się oczy. - Jego dłoń zawędrowała do jego szyi, żeby przesunąć po niej palcem, a później zawędrować w kierunku obojczyka. - Pomyśl o tym wszystkim i wybierz dzień, w którym zechcesz rozwiać swoje wątpliwości.

Chciałby zabrnąć dzisiaj gdzieś dalej, ale absolutnie nie miał na to siły. Zwyczajnie leżał tak i wykonywał swoje delikatne gesty. Ta scena miała być wstępem - delikatnym śladem na mapie zdarzeń, mającą zapewnić Trelawneya w tym, że to, co czuł nie było ułudą, a Dolohov faktycznie mógłby stać się kiedyś jego własnością, o ile tylko będzie wciąż patrzył na niego, jakby od tego czy jego szef był szczęśliwy, zależały losy całego świata.

Odszedł od niego. Nie było już jego obecności w tym łóżku, nie było jego dotyku, nie było nogi napierającej na krocze Peregrinusa, ale wciąż znajdował się w tym pomieszczeniu. Odwiesił swój szlafrok na oparcie fotela i wymienił go na koszulę nocną. Ręce, które zawiązywały sznurki piżamy, były spokojne, tak naturalne jakby to było najbardziej oczywiste na świecie, a jednak nie dało się nie powstrzymać myśli bycia częścią czegoś intymnego. Światło rzucające jego cień na okoliczną ścianę ukazywało dwa mankamenty jego urody. Szereg rozstępów na udach, już dawno wygojonych, świadectwo tego, że urósł zbyt szybko. I do tego... wgłębienia na plecach. Wyraźne, zapewne będące efektem sztucznego usunięcia blizn.

- Ale nie wpuszczę cię do mojego łóżka w tym swetrze. - Skinął głową w kierunku szafy. - I pewnie nie muszę tego mówić, ale wolałbym na tym etapie oszczędzić tejże rewelacji mojej córce.

Ciąg dalszy nastąpi.

Koniec sesji


with all due respect, which is none
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Peregrinus Trelawney (3390), Vakel Dolohov (3683)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa