24.02.2026, 20:45 ✶
Wolne palce podtrzymującej koszulkę dłoni Hannibala przesunęły się po skórze tuż pod mostkiem. Mimochodem - a może wcale nie. Chwilę później ubranie wróciło na swoje miejsce.
- Ja też - westchnął. Dyskusja z goblinami pozwoliła mu upuścić trochę pary i przekuć frustrację w konstruktywne… no, w każdym razie w jakieś, fizyczne, działanie, a to zawsze pomagało, ale nie wystarczyło. Pod skórą Hannibala znowu pełgał niepokój, który mógł skutecznie ugasić tylko strumień alkoholu albo okład z drugiego ciała. Albo jedno i drugie.
Znał wiele miejsc, gdzie można było dostać te rzeczy, ale podobnie jak wybór ulubionych lokali Olivera obejmował głównie podejrzane zakamarki Nokturnu, tak z kolei Hannibal w poszukiwaniu rozrywki trafiał najczęściej do mugolskiej części miasta. To nie były miejsca, w które czarodzieje chodziliby często i chętnie. I bardzo dobrze - póki tak pozostawało oferowały wytchnienie anonimowości.
- Kiedyś musisz mnie zabrać na jakiś pub crawl po Nokturnie. Tylko nie z tą twarzą - uśmiechnął się do McKinnona i machnął dłonią w stronę własnej facjaty. No właśnie. Anonimowość. Toaletka Selwynów mogła ją zapewnić w czarodziejskich dzielnicach jedynie na kilka godzin. Niczym Kopciuszek, pomyślał Selwyn. Romantycznie.
- Może to nie jest nasz wieczór na kombinowanie. Chodźmy do tej Fontanny, to te uciekające frytki? - zgodził się łatwo, czekając u wylotu uliczki, aż kumpel do niego dołączy - Też o nich słyszałem, a nie było okazji spróbować.
Nie potrzebował co prawda zniżek za łapanie uciekającego jedzenia, ale absurdalna, podlana trunkami rozrywka zawsze była w cenie. I może tam nikt nie będzie usiłował ich wciągać w polityczne dyskusje.
Ulica była cicha i noc też była - chwilowo - oszukańczo - z powrotem cicha.
Hannibal nie zamierzał dać się na to nabrać.
- Ja też - westchnął. Dyskusja z goblinami pozwoliła mu upuścić trochę pary i przekuć frustrację w konstruktywne… no, w każdym razie w jakieś, fizyczne, działanie, a to zawsze pomagało, ale nie wystarczyło. Pod skórą Hannibala znowu pełgał niepokój, który mógł skutecznie ugasić tylko strumień alkoholu albo okład z drugiego ciała. Albo jedno i drugie.
Znał wiele miejsc, gdzie można było dostać te rzeczy, ale podobnie jak wybór ulubionych lokali Olivera obejmował głównie podejrzane zakamarki Nokturnu, tak z kolei Hannibal w poszukiwaniu rozrywki trafiał najczęściej do mugolskiej części miasta. To nie były miejsca, w które czarodzieje chodziliby często i chętnie. I bardzo dobrze - póki tak pozostawało oferowały wytchnienie anonimowości.
- Kiedyś musisz mnie zabrać na jakiś pub crawl po Nokturnie. Tylko nie z tą twarzą - uśmiechnął się do McKinnona i machnął dłonią w stronę własnej facjaty. No właśnie. Anonimowość. Toaletka Selwynów mogła ją zapewnić w czarodziejskich dzielnicach jedynie na kilka godzin. Niczym Kopciuszek, pomyślał Selwyn. Romantycznie.
- Może to nie jest nasz wieczór na kombinowanie. Chodźmy do tej Fontanny, to te uciekające frytki? - zgodził się łatwo, czekając u wylotu uliczki, aż kumpel do niego dołączy - Też o nich słyszałem, a nie było okazji spróbować.
Nie potrzebował co prawda zniżek za łapanie uciekającego jedzenia, ale absurdalna, podlana trunkami rozrywka zawsze była w cenie. I może tam nikt nie będzie usiłował ich wciągać w polityczne dyskusje.
Ulica była cicha i noc też była - chwilowo - oszukańczo - z powrotem cicha.
Hannibal nie zamierzał dać się na to nabrać.
Koniec sesji