• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17/09/72] Taka cisza w ogrodzie

[17/09/72] Taka cisza w ogrodzie
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#11
06.12.2025, 21:51  ✶  
Helloise zdawała się dumać chwilę nad odpowiedzią Ceolsige. Myślała nad tymi smolistymi rękoma bardziej niż nad zaciekami. Te drugie interesowały ją mniej. Pierwsze miały kształt — kształty można było interpretować.
— Nie dziwne, że są uparte. Ich celem jest przemarszem ciężkich butów ustanowić dyktaturę strachu. — Słowa nie należały do niej. Usłyszała je od Alexandra kilka dni wcześniej i zostały z nią; stały się jej słowami. — Buty, bo — tu machnęła dłonią ku podłodze — u mnie to były ślady stóp. Ktoś mi powiedział, że klątwa miała zaszkodzić mi, zniszczyć mój dom — Helloise mówiła o tym nienaturalnie matowo i obojętnie, jakby nie do końca chciała zanurzać się w temat emocjonalnie. — Ja myślałam, że może czegoś chcą, skoro tak chodzą i chodzą.
Może i Burke nie myliła się do końca, unosząc brwi w geście sugerującym zdrożność polecenia. W kontaktach z Helloise tak już bywało, że czarownica niebezpiecznie zbliżała się do granicy cudzych stref komfortu. Balansowała niezyt ostrożnie gdzieś pomiędzy troskliwą otwartością a nieproszonym naruszaniem barier intymności. Gdy witała wcześniej Ceolsige, od razu pogłaskała jej ramiona; gdy teraz podawała jej zapachy, Burke mogła poczuć mimo zamkniętych powiek, jak nisko druga czarownica pochyla się nad nią, jak pojedyncze kosmyki jej włosów łaskoczą policzki koleżanki.
Nie bez powodu krążyła o niej opinia dziwaczki z lasu — i nie tylko przez wygłaszanie osobliwych poglądów, lecz i cały styl bycia, który niektórych przytłaczał.
Gdy Ceolsige otworzyła oczy, dojrzała, że słoiczek zapachu, jaki wybrała, pełen był gęstej mikstury o głębokim, czerwonym kolorze. Helloise wydawała się zadowolona z jej wyboru, może nawet dumna, lecz nie zdradziła powodów tego żadnym komentarzem.
— To zależy. Chciałabyś zabrać ze sobą klasyczny wieniec czy może coś, jak to niektórzy uważają, bardziej eleganckiego? Coraz więcej ostatnio ludzie interesują się darami w rzeźbionych szkatułkach. Proszą, żeby taką wypełnić ziołami, a do środka między nie włożyć świeczkę, eliksir, kadzidło. Wszystko to, co normalnie wplatam w stroik, oni chcą w puzdereczku, żeby zanieść Bogini jak prezent dla cioci na imieniny. Mówią, że to z klasą, nie tak wiejsko i jarmarcznie jak wianek.
Czarownica zabrała słoiczek i zagłębiła się w chatę w poszukiwaniu kolejnych elementów. Jej opinię dało się usłyszeć w tonie wypowiadanych słów: nieszczególnie przepadała za nowoczesną formułą darów, lecz nie zamierzała potępić jej wprost. Wciąż był to bowiem jakiś przejaw okazania wdzięczności bogom. Lepszy taki niż żaden.
Powróciła z dwoma przykładami szkatułki — były to zgrabne, polakierowane drewniane skrzyneczki rzeźbione w roślinne ornamenty. Oprócz tego postawiła również na podłodze obok Ceolsige dość duży kosz wiklinowy.
— Oprócz ziołowej bazy i świecy lubię dodać do wieńca figurkę. Symboliczny totemik. — W koszu znajdowały się kilkucentymetrowe rzeźby z jasnego drewna. Znaczna część przedstawiała motywy zwierzęce: jelenie łby z porożem, liski, wilczki, wiewiórki, miś, ptaki i czego tylko dusza zapragnie. Znalazło się także kilka losowych różności z innych tematów, między innymi potrójny księżyc będący symbolem Bogini czy kwiatowe płaskorzeźby. — W moim wieńcu będą wiewiórki. Coś do ciebie przemawia czy masz własną inwencję? — Bo były to oczywiście tylko inspiracje. Mogła z drewnianych dodatków Ceolsige równie dobrze zrezygnować zupełnie czy podpowiedzieć coś własnego wedle fantazji.


dotknij trawy
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#12
08.12.2025, 13:08  ✶  
Ceolsige z uwagą przyjrzała się twarzy Helloise, gdy ta z dumą prezentowała wybrany zapach. Temat klątw, choć fascynujący w swojej mrocznej naturze i potencjale zarobkowym, postanowiła na ten moment odłożyć na półkę pamięci, tuż obok informacji o cenach rzadkich składników. Tajemnica kryjąca sie za nimi była zbyt kusząco zajmująca by się nią teraz rozpraszać.

Zamiast tego skupiła się na słoiczku z gęstą, czerwoną miksturą. Uśmiechnęła się kącikiem ust, obserwując satysfakcję malującą się na twarzy wiedźmy. Było coś kojącego w patrzeniu na rzemieślnika pewnego swego fachu; przypominało jej to godziny spędzone w dzieciństwie na obserwowaniu ojca przy pracy.

Gdy jednak Helloise wspomniała o szkatułkach i "nowoczesnych" darach, na twarz Ceolsige wpłynął wyraz, który można by określić jedynie mianem uprzejmej, arystokratycznej drwiny.

— Puzderko? — powtórzyła, a słowo to w jej ustach miało coś z obelgi. — Moja droga, przyszłam do wiedźmy z Kniei po wieniec ofiarny, a nie do sklepu z pamiątkami po prezent na rodzinny obiad. — Pokręciła głową z rozbawieniem. — Nie mitrężylabym twojego czasu na półśrodki.

Jej dłoń powędrowała do kosza z figurkami. Długie, smukłe palce wyłowiły drewniany symbol potrójnego księżyca. Obracała go chwilę w świetle, doceniając precyzję wykonania.
— To jest doprawdy piękne — przyznała szczerze, odkładając symbol na bok, by sięgnąć po małą, drewnianą wiewiórkę. Uniosła ją na wysokość oczu Helloise, a potem przeniosła spojrzenie na rude włosy gospodyni. — Wiesz... te wiewiórki jakoś dziwnie do ciebie pasują. Ciągły ruch, zapasy, las... — rzuciła z przekornym błyskiem w oku. — Choć, prawdę mówiąc, podejrzewałabym cię raczej o lisy. Jest w tobie coś z ich przebiegłości.

Westchnęła cicho i odłożyła figurkę z powrotem do kosza. Atmosfera w kuchni zmieniła się nieznacznie, gdy Ceolsige zamilkła. Jej spojrzenie uciekło w stronę okna, błądząc gdzieś po widocznej w oddali ścianie lasu, jakby szukała tam słów.

— Lecąc tutaj, miałam w głowie inny obraz. Bardziej... statyczny — zaczęła powoli, a jej głos stał się niższy, bardziej nastrojowy. — Ale teraz, czując ten las i ten dym... widzę to inaczej.

Oderwała wzrok od szyby i spojrzała prosto w oczy Helloise. W jej spojżeniu było coś surowego. Wewnętrzna pewność wynikająca z nagłego oświecenia.
— Widzę ciemną polanę w głębi Kniei. Pośrodku stoi jedna świeczka, niewielka, dająca nikłe, blade światło. Jak księżyc w nowiu. — Wykonała dłonią powolny, kolisty ruch w powietrzu. — A wokół niej... koń. W pełnym galopie, z rozwianą grzywą. Pędzi dookoła tego światła, zziajany, zdyszany, na granicy sił. Pędzi na ślepo, szukając swojej krawędzi, swojego końca.

Opuściła dłoń, ale intensywność jej spojrzenia nie zmalała.
— Czy mogłabyś spleść i nasączyć ten wieniec tak... — zawiesiła głos, szukając odpowiedniego określenia technicznego — ...żeby ogień trawił go od zewnątrz do środka? Żeby płomienie zacieśniały krąg, goniąc ku centrum, aż zostanie tylko ta jedna świeca na sam koniec? - zapytała z dobrze maskowaną niepewnością, czy nadzieja nie byłaby płonna. Jakby to był kluczowy element, choć sama nie wiedziałą czemu teraz zagościł w niej ten pomysł.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#13
02.01.2026, 14:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2026, 15:02 przez Helloise Rowle.)  
Dobrze było usłyszeć, że Ceolsige nie na tyle pochłonięta była Nokturnem, aby zarzucić umiłowanie do tego, co tradycyjne. Helloise miała wiele litości dla londyńczyków w ogóle — życie wciśniętym pomiędzy kamienne mury klaustrofobicznych kamieniczek a brukową kostkę nie mogło być dla kondycji człowieka korzystne. Wobec mieszkańców Nokturnu czuła żal większy jeszcze, jako że dzielnica ta kojarzyła jej się szczególnie źle. Ucieszyła się więc odkryciem, że Burke nie była całkiem zdeprawowana.
— Niepotrzebnie zwątpiłam — rzuciła w roztargnieniu Helloise, która już zaczęła dobierać zioła do kompozycji wieńca dla Ceolsige.
Gdy czarownica — pochłonięta splataniem roślinnych pędów i gałązek na drewnianym szkielecie wieńca — usłyszała, że kojarzy się z przebiegłością lisa, uśmiechnęła się sama do siebie, nie podnosząc głowy znad dzieła. Prędzej posądziłaby o taki charakter właśnie obrotną paserkę. O sobie samej wolała myśleć, że żyje… autentycznie. Choć przyznać należało, że w ostatnich tygodniach po kątach chaty na kurzej stopie poupychanych było coraz więcej sekretów łączących leśną wiedźmę z zastępem Czarnego Pana, co mogło jej nadawać dwulicowości.
— Jakim ty jesteś wobec tego zwierzęciem? Tym koniem pędzącym ślepo?
Wizja opowiedziana przez Ceolsige była intrygująca. Ten ogień zbierający do środka, przyduszający w samym centrum siłą końskiego pędu, odcinający opcje ucieczki — tak agresywny ogień kojarzył się teraz tylko z przemocą Śmierciożerców. Helloise z zaciekawieniem więc wysłuchała dynamicznej wizji Burke, która widać wciąż czuła sympatię do niszczycielskiej mocy żywiołu, pomimo Spalonej Nocy. I dobrze.
— Interesująca wizja. Wyrazista, i osiągalna, oczywiście. Wybiorę dla twojej nocnej polany ciemniejsze z ziół, o głębszej zieleni. Domieszam do tego — uniosła flaszeczkę wybranego wcześniej przez Ceolsige zapachu — palną miksturę, po której podąży przez wieniec ogień. Lecz nim właściwy wieniec, pierw próba generalna.
Czarownica wstała nadspodziewanie energicznie z miejsca. Po raz pierwszy tego dnia w zmęczonej kobiecie zatliła się iskra prawdziwej fascynacji. Opisany przez Ceolsige wieniec nie był kolejnym nudnym dziełem, Burke dodała do niego element indywidualności i oryginalności, a wyzwanie przeniesienia tego nieszablonowego pomysłu na fizyczny dar od razu pobudziło Helloise.
Połączyła eliksiry — ten odpowiedzialny za wędrówkę ognia oraz ten, który miał zabarwić dym i dodać zapach. Pędzelkiem pociągnęła warstwą otrzymanej mikstury garść przypadkowych ziół — nałożona na liście mieszanka nadawała im delikatnego, czerwonego blasku widzianego jedynie pod odpowiednim kątem. Czarownica uprzątnęła kawałek kuchennego paleniska i rozłożyła na nim testową wiązankę, po czym — chwila prawdy — podpaliła ją.
Ogień objął pierwszy roślinny pierścień. Listki i łodyżki nie od razu się spopieliły — przez krótką, choć zauważalną chwilę płomienie tańczyły wśród nietkniętych ziół, oddzielone od rośliny warstwą eliksiru i dopiero gdy ta warstwa została strawiona, rośliny czerniały i obumierały. Ogień zaś wędrował głębiej — dynamicznie i agresywnie, choć nie w pędzie prawdziwie dorównującym końskiemu galopowi — zacieśniał kręgi, a spomiędzy strawionych przezeń pędów uwalniały się niteczki czerwonego, pachnącego dymu.
— Czy o czymś takim myślałaś?
I — zależnie od odpowiedzi — albo odtworzyła ów projekt na gotowym darze, albo naniosła stosowne poprawki. Powstał tym samym płonący wieniec z najsoczystszych ziół Doliny Godryka, wśród roślinnych splotów umieszczona została rzeźba konia w galopie i niewielki symbol potrójnego księżyca Bogini. Eliksiry prowadziły po wieńcu ogień w kręgach oraz uwalniały w żarze szkarłatny dym. W samym centrum oczekiwała zaś płomieni pojedyncza świeca.

Rzucam mechaniką daru na Mabon:
+15 za rzemiosło ◉◉◉○○, +5 za wykonywanie zawodu wyrobniczki, +20 za palny eliksir + kolorowy dym, +10 za wykonanie świecy, +20 za rzeźby, +30 z przewagi zielarstwo (III) za kompozycję ziołową
Czyli w sumie 100

Rzut 1d100+100 - 90 +100 = 190


dotknij trawy
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#14
02.01.2026, 20:57  ✶  
Sama nigdy nie czuła się wciśnięta między mury, niezależnie od tego, czy był to ciemny zaułek Nokturnu, gdzie stawiała pierwsze kroki, czy kamienne korytarze internatu w Hogwarcie. Świat zawsze stał przed nią otworem, szeroki i chłonny, a ona miała ten rzadki, nieoczywisty talent odnajdowania się w każdych okolicznościach. Niektórzy brali tę elastyczność za cyniczną maskę, lecz w gruncie rzeczy Burke była w tym boleśnie autentyczna – po prostu brała to, co dawał los, i przekuwała na własną korzyść.

Pytanie o zwierzęcy totem skwitowała jedynie pobłażliwym, niemal leniwym uśmiechem, jakby odpowiedź była zbyt oczywista, by ją werbalizować. — Być może — odparła niedbale, z nonszalancją kogoś, kto zna swoje auty. — Potrafię skakać wysoko, moja droga. I nie boję się kilku poparzeń, jeśli wyzwanie jest tego warte. — Wierzyła w to. Wierzyła, że poradzi sobie z chaosem obecnych czasów tak, jak radziła sobie zawsze. Czasem tylko, w głębi ducha, zastanawiała się, jaki przyjdzie jej zapłacić za to rachunek.

Nagły, energiczny ruch Helloise wyrwał ją z tych rozważań. Ceolsige odchyliła się instynktownie, biorąc szybki wdech, ale zaraz potem na jej twarz wypłynął wyraz głębokiego zadowolenia. Nie zwykła cynicznie manipulować specjalistami. Jej wizja, choć mroczna, była szczera, i najwyraźniej trafiła na podatny grunt.

Gdy Helloise zabrała się do eksperymentów, Ceolsige wstała z krzesła. Splotła dłonie za plecami i podeszła bliżej, poruszając się cicho i zwinnie, by nie wejść w drogę gospodyni, ale widzieć każdy jej ruch. Obserwowanie mistrza przy pracy było dodatkowym benefitem całej wyprawy. Ten moment, gdy rzemiosło staje się sztuką. Śledziła mieszanie eliksirów i nakładanie ich na zioła z zainteresowaniem, które miała od dziecka. Był to też jeden z powodów przynależności do klubu.

Moment kiedy ogień ostatecznie objął testowe zioła wyrwał ją z obserwacji. Ceolsige stanęła nieco z boku, patrząc jak płomienie liżą testową wiązankę. Ogień nie był chaotyczny; był tresowany, prowadzony niewidzialną ręką eliksiru. Zacieśniał krąg. I wtedy, przez ułamek sekundy, w plątaninie czerniejących gałązek i czerwonego dymu, Ceolsige coś dostrzegła. Zdesperowaną, wykrzywioną bólem twarz, poczerniałą od sadzy, otoczoną koroną płomieni.

Jej własna twarz stężała, wyraz uprzejmego zainteresowania pierzchł na moment, odsłaniając ponurą, niemal gniewny wyraz w ściągniętych brwiach i ustach.

Trwało to jednak tylko mgnienie oka. Obraz rozpłynął się w dymie, a Ceolsige szybko przeniosła wzrok na Helloise. Czerwony refleks ognia tańczący w oczach wiedźmy i na jej bladej cerze przywrócił Burke do rzeczywistości. Na twarz szybko powrócił wyraz zdecydowanie lepiej dopasowany do okoliczności odwiedzin i obecnego towarzystwa.

Kiedy padło pytanie o jej opinię Ceolsige powróciła spojrzeniem do żaru i płomienia. Milczała przez chwilę, utrzymując powagę godną sędziego wydającego wyrok. — Nie — powiedziała sztywno, krótko. Zawiesiła głos, pozwalając niepewności wisieć w powietrzu przez sekundę, po czym jej usta rozciągnęły się w szerokim, zadowolonym uśmiechu. Zadowolone spojrzenie skierowała na twarz wiedźmy. — Efekt jest znacznie lepszy, niż myślałam.

Kiedy jednak wiedźma ukończyła pracę i gotowy, płonący wieniec objawił się w pełnej krasie, z galopującym koniem miała wrażenie jakby już płonął, z dymem snującym się jak krew. Ceolsige patrzyła na niego z lekko otwartymi ustami. To było idealne odwzorowanie jej mrocznej wizji. Zbyt idealne. Wywoływało mieszankę ekscytacji i dziwnego, pełzającego po plecach niepokoju.

Wstała powoli.— Jest niepokojący... — szepnęła zafascynowana, nie mogąc oderwać wzroku od centrum, które jej umysł szybko wypełniał żarem. Szybko jednak pokręciła głową, przywołując się do porządku i spojrzała na Helloise z wdzięcznym, ciepłym uśmiechem. — Jest doskonały, Helloise. Przekroczyłaś moje, jak się obawiałam, zbyt śmiałe oczekiwania.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#15
18.01.2026, 22:09  ✶  
Helloise brakowało elastyczności, dzięki której Ceolsige tak dobrze poruszała się w świecie. Ona oczekiwała świata innego, napisanego według swojego nierealistycznego życzenia. Miała własne wizje, przekonania, wartości — ten zaś, kto nie pasował do nich, popełniał błąd. Nie była jednocześnie typem inkwizytorki, która miałaby siłę wymuszać swoją wolę na świecie. Obserwowała rzeczywistość zastaną i wzdychała nad nią, lecz niewiele czyniła poza pilnowaniem swojego zakątka. Teraz i ten przyczółek kniejowy straciła.
Gdy zapłonęły ognie próbnej wiązanki, czarownica nie dostrzegła zmian, jakie zachodziły na twarzy Ceolsige. Sama wpatrzona była bowiem w płomienie. Widziała jednak później ten początkowy moment zawieszenia, gdy przyszło do oceny finalnego dzieła i padło zaprzeczenie. Patrzyła po Ceolsige zaciekawiona tą odpowiedzią, a koleżanka nie kazała jej długo czekać na wyraz uznania. Helloise ukłoniła się lekko na jej pochwały — jak artysta schodzący ze sceny, doskonale świadom tego, że jego dzieło było dobre.
— Czysta przyjemność. — Helloise pozostawiła Burke, aby ta mogła lepiej przyjrzeć się wieńcowi. Wzięła się do porządkowania materiałów powyciąganych przy jego wykonywaniu i snuła w międzyczasie: — Jest niepokojący, bo niepokojąca była historia, którą mi opowiedziałaś. Wielu boi się szukać piękna w tym, co wykracza poza kanon. Zgromadzenie Whitecroft uczy nas, że świat trzeba brać z jego jasnymi i ciemnymi stronami. Tylko wtedy posiadasz całość. Cieszę się więc, że ci się podoba. O tej porze, przy tej okazji, gdy żegnamy światło i idziemy w zimę, w czas ciemny, taki wieniec ma szczególne prawa pojawić się na ołtarzu.
Gdy pogrążona w pracy Helloise odkładała jeden z koszy na jego miejsce, jej wzrok trafił na wciśnięty między flaszeczki eliksirów przepiśnik, z którego wystawała ulotka. Kobieta zastygła przy nim na chwilę w niezdecydowaniu, po czym powoli wysunęła broszurkę. Spojrzała badawczo na Ceolsige, jakby oceniała, na ile jej ufa.
I podjęła decyzję.
— Byłabym zapomniała w tym świątecznym zamieszaniu, że jest coś, o co chciałam cię zapytać. — Podeszła do kobiety i wyciągnęła do niej nieco nieufnie ulotkę. Bacznie przez cały czas obserwowała, jak Burke obchodzi się z jej broszurką, po której to na pierwszy rzut oka widać było, że często się ją przegląda. — Jest taki artefakt, o którym się czasem słyszy w moich… dziedzinach. Zapieczętowana księga, która trafiła dawno temu w ręce mugoli. Kolekcjonerów mugolskich. Nie mieli z niej pożytku, bo czarodziejska pieczęć zaszyfrowała treść. Przewodnik po dawnych ziołach, których dziś już nie umieją wyhodować. Tabele astrologiczne do zbiorów i warzenia tynktur. Formuły farmaceutyczne. Wszystko wiedza utracona. Dowiedziałam się, że można ją od paru lat oglądać w jakimś muzeum. Rzekomo, bo jeśli pytasz mnie o zdanie, nie wydaje mi się, żeby coś takiego uchowało się na widoku. Bezużyteczna kopia, to inna sprawa. Właściciel tej księgi długo mieszkał w Londynie, dlatego zastanawiałam się, czy może oryginał nie został tutaj. Nie trafił w czyjeś ręce. Nie wiem, jak namierza się takie przedmioty, to nie moja rzecz. Ale ty… może ty wiedziałabyś, gdzie się rozglądać?
Broszurka przedstawiała jedną z pozycji dostępnych w bibliotece mugolskiego uniwersytetu Yale — manuskrypt Wojnicza. W krótkiej notatce opisano tę tajemniczą średniowieczną księgę i dziwaczne rysunki, które mugoli pozostawiały w kropce. Przedstawione w ulotce ilustracje czarodziejom od razu zaś kojarzyły się z tym, co hodowano w cieplarniach Hogwartu.


dotknij trawy
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#16
25.01.2026, 17:31  ✶  
Ceolsige nie odpowiedziała na komentarz Helloise dotyczący dopasowania wieńca do mrocznych czasów i ołtarza. Nie było potrzeby psuć tej chwili zbędnymi słowami. Zaledwie skinęła głową, pozwalając, by na jej ustach zagościł nieodgadniony uśmiech. Przechyliła głowę w bok, wpatrując się w drewniane figurki wplecione w zioła, lecz przez moment jej spojrzenie zdawało się sięgać znacznie dalej. Patrzyła przez nie, jakby w splotach roślin i rzeźbionym drewnie szukała potwierdzenia dla tego, co przed chwilą ukazał jej ogień.

Była to krótka chwila słabości, którą szybko stłumiła.

Kiedy Helloise odezwała się ponownie, Ceolsige powoli przeniosła na nią wzrok. Jej spojrzenie, dotąd nieco nieobecne, w ułamku sekundy odzyskało typowy dla niej wyraz uprzejmego, niemal badawczego zainteresowania. Przelotnie zerknęła na podaną jej broszurkę, zanim ujęła ją w dłonie z wprawą kogoś, kto przez palce przepuścił setki cennych przedmiotów.

Skierowała się w stronę stolika, trzymając ulotkę w lewej dłoni. Kartki spoczywały na jej rozpostartych palcach, a kciuk leniwie wodził po krawędzi papieru, jakby badał jego fakturę. Zaszczyciła broszurkę jedynie pobieżną uwagą, skupiając całą koncentrację na słowach wiedźmy. W takich rozmowach Ceolsige przyjmowała swoją naturalną pozę – tajemniczą, beznamiętną, nastawioną wyłącznie na chłonięcie informacji. Nie przerywałą wypowiedzi, mimo że kilka pytań wydawało sie bardzo na miejscu do zadania.

Gdy Helloise skończyła mówić, Burke raz jeszcze zerknęła na ilustracje, które mugolskim naukowcom i kryptografom dostarczały materiałów na kolejne prace naukowe.

— Nie miałam jeszcze przyjemności natrafić na ten konkretny egzemplarz, a nawet na wzmianki o nim — zaczęła, uśmiechając się uprzejmie, lecz bez cienia zbędnych emocji. — Chętnie się jednak rozejrzę. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jest to jednak oryginalny wolumin. Jeśli to rzeczywiście zaszyfrowany oryginał, który zagubił się w zawierusze historii i wypłynął pośród mugoli, w naszym świecie mógł pozostać całkowicie niezidentyfikowany. — Przesunęła kciukiem po nazwisku odkrywcy. — Manuskrypt Wojnicza... nazwa pochodzi od ichniejszego odkrywcy, jak mniemam. Nie byłby to pierwszy skarb, który przegapiono, bo leżał na widoku u kogoś, kto nie miał pojęcia, na co patrzy. Mugole, szczęśliwie, potrafią być wyjątkowo ślepi na to, co mają pod samym nosem. Do naszej społeczności wieść o takim odkryciu w ogóle by nie dotarła.

Jej spojrzenie stało się teraz bardziej ostre, bardziej konkretne. Trochę jakby trybiki jej zaangażowanych teraz wyzwaniem myśli przebijały się do wyrazu jej twarzy.

— Wspomniałaś o Londynie — rzuciła, znów spoglądając na broszurkę, a potem prosto w oczy Helloise. — I o wcześniejszym właścicielu, który tam mieszkał. Czy znasz jego tożsamość? Nazwisko, choćby sprzed stulecia, mogłoby znacznie zawęzić krąg poszukiwań. Pozwalając chociażby na identyfikacje jak manuskrypt jest nazywany w oderwaniu od jego mugolskiego odkrywcy.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#17
04.03.2026, 23:16  ✶  
— Podobno jest ręcznie spisany. Jedyny w swoim rodzaju — westchnęła tęsknie Helloise, leniwie obchodząc dookoła studiującą ulotkę Ceolsige. Zaglądała jej przez ramię, przyglądała się tej zamyślonej twarzy. — Może tam leżeć i oryginał. Lecz to chyba nie wróży dobrze?
Cały pomysł i marzenie czarownicy oparte były o kruchą nadzieję, że jakimś cudem wolumin pozostał w Londynie, zakopany w czyjejś prywatnej kolekcji. Marzenie o rękopisie stawało się w jej perspektywie nierealne, gdy upragniona księga leżała tam daleko, za wielką wodą. Całe swoje dorosłe życie kobieta znała tylko ten las. Podróżowała niekiedy z rodziną jako dziecko, lecz żadnego nie miała wkładu w te wyjazdy, pełen bowiem ciężar planowania brał na siebie ojciec. Helloise nie była pewna, czy umiałaby w ogóle wydostać się z Wysp, a co dopiero przeprawić do Stanów, odnaleźć w wielkim mieście jakieś mugolskie muzeum… okraść je? Równie dobrze wiedźma spod Kniei mogłaby się wyprawiać na księżyc tropem Pana Twardowskiego.
— Mugole są ślepi, to prawda — powtórzyła za Burke głucho, nieobecnie. — Nie wiem niczego więcej niż to, co tam napisano. — Wzruszyła bezradnie ramionami. — Dostałam to od kogoś. To tutaj, tam z tyłu — obróciła palcem wskazującym, sugerując Ceolsige obrócenie strony — powiedzieli tu, że to ten mugol był z Londynu i tu żył, potem dopiero wywędrował… tam dalej. Niczego więcej nie mam. A chciałabym. Wiem, że wynajęcie twojej ciekawości kosztuje. — Skrzyżowała ręce za plecami z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
Nie miała pojęcia o tym, ile na rynku liczą sobie za podobne usługi. Zmartwienie o pieniądze stawiała mimo to na ostatnim miejscu. Jeśliby przedsięwzięcie okazało się realne… miała pomysł, do kogo mogła zwrócić się o wsparcie jej projektów.


dotknij trawy
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#18
08.03.2026, 22:51  ✶  
Ceolsige podążyła wzrokiem za ruchem wiedźmy. Kiedy weszła za jej plecy, płynie przesunęła spojrzenie ponownie na ulotkę. Tym samym ruchem obróciła głowę w bok łapiąc wzrok Helloise jak zaglądała jej przez ramię. Kącik ust drgnął jej w ekscytacji na potencjalną możliwość pozyskania czegoś z mugolskiego muzeum. Z jej perspektywy wróżyło to dość ekscytujące możliwości.

Leniwie obróciła ulotkę by przyjrzeć się dodatkowym informacjom. Rzeczywiście nie było ich wiele. Powoli uniosła wzrok ponownie na postać rudowłosej kobiety, stojącej przed nią, z nieodgadnionym wyrazem twarzy i rękoma za plecami. Uśmiechnęła się nieco do siebie poprawiając kosmyk włosów i odchylając nieco głowę by dłonią poprawić położenie warkocza.

— Moja ciekawość, droga Helloise, budzi się niezwykle łatwo przy takich perełkach — zaczęła miękko, kojąc niepokój czarownicy głosem gładkim jak jedwab. — To za efekty drążenia tej ciekawości mam odpowiedni cennik, nie za samo zainteresowanie. Jeśli ta księga rzeczywiście wciąż znajduje się w Londynie, namierzenie jej nie powinno wykraczać poza możliwości finansowe tak utalentowanej wiedźmy jak ty. - Widziała kunszt pracy Helloise. Była utalentowaną specjalistą, która z pewnością mogła liczyć na szczodrą zapłatę za wyroby.

- Podejmę temat, chociażby dla własnej ciekawości. Pozwolisz, że zweryfikuję wbrew szanse na to, czy rzeczywiście manuskrypt mógłby być w Londynie zanim przedstawię cenę? Nie zwykłam sprzedawać obietnic bez pokrycia. - Mimo swej treści pytanie brzmiało zupełnie szczerze. Jakby Ceolsige faktycznie brała pod uwagę opinię Helloise w tym temacie, pomimo tego, że manuskrypt zaciekawił ją na tyle, że i tak by się za nim rozejrzała.

— Aby jednak nie dublować wysiłków i nie tracić czasu na pukanie do drzwi, które już zostały otwarte... — zawiesiła głos, jakby od niechcenia, przesuwając palcem po krawędzi broszury. — Mogłabyś zdradzić, od kogo dostałaś te informacje? W moim fachu dyskrecja jest kluczowa, a wiedza o tym, kto sporządził tę ulotkę, pozwoli mi uniknąć niewygodnych pytań pod tym samym adresem. - Nie podejrzewała Helloise o jakieś ryzykowne kontakty, ale nie byłaby sobą gdyby nie zapytała. Zawodowy nawyk.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#19
Wczoraj, 12:44  ✶  
Uwaga o tym, ile pieniędzy trafiało do sakiewki Helloise, nie doczekała się komentarza innego niż lekki uśmiech i skinienie głową. Ceolsige nie musiała wiedzieć, że niekoniecznie tak było. Bynajmniej nie przez brak talentów, a biznesowego zmysłu, który umiałby te talenty wykorzystać. Wiedźma pieniędzy nie liczyła zbyt skrupulatnie, dopóki starczało jej na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Nie rozgłaszała się ze swoimi usługami, a dom, w którym należało jej szukać, stał na uboczu. Broniła się wyłącznie jakością wyrobów, a i te nieraz oddawała charytatywnie na rzecz inicjatyw bliskich jej sercu — Kowenowi czy Ostoi dla magicznych istot.
W razie kłopotów z większym wydatkiem sięgnąć mogła jednak innych rozwiązań. Urodziła się w zamożnej rodzinie i nie wszystkie więzi łączące ją z rodem zostały zerwane. Wiedziała, kogo pytać, gdy miała coś kosztownego na myśli.

Ach, jakąż przyjemnością było obserwować, jak Burke staje się z minuty na minutę coraz mocniej zaangażowana w temat i jak docieka go z różnych stron. Prawdziwa pasja zawsze większą miała wartość niż suchy interes. Ceolsige była bez wątpienia właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
— Nie spodziewam się od razu ani odpowiedzi, ani obietnic — uspokoiła ją Helloise. — To nie jest pilne. Nie kieruje mną potrzeba, a… ciekawość. — Marzenie.
Nie spodziewała się niczego, ponieważ nie miała pojęcia, gdzie należało kierować kroki podczas takich poszukiwań, gdzie szukać kolekcjonerów, jak zdobyć dostęp do archiwów podziemnych domów aukcyjnych. Była w tej kwestii skazana na zaufanie do fachowca.
— Zdaje się, że przywiózł ten papier do Anglii handlarz, który zaopatruje pewien sklep w Dolinie. — Helloise odwróciła się od drugiej czarownicy i przeszła kilka kroków po kuchni, jako że ruch pomagał jej w przymglonej głowie szukać właściwych wspomnień. — Zapiszę ci nazwę. Ten człowiek był tam, za wodą, w tym muzeum i widział księgę. Wyglądała według jego słów podejrzanie, ale on to nie ekspert od oceniania wiarygodności przedmiotów. — Wiedźma wróciła do Burke i spojrzała przeciągle na ulotkę w jej rękach. Znów się wahała, lecz po krótkiej chwili nadeszła decyzja: — Zatrzymaj ją.


dotknij trawy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ceolsige Burke (4093), Helloise Rowle (4760)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa