• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[26.09.1972 Anthony, Hannibal & Jonathan] Mi casa very grandioso, mi money numeroso

[26.09.1972 Anthony, Hannibal & Jonathan] Mi casa very grandioso, mi money numeroso
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#11
15.02.2026, 00:56  ✶  
W zmęczeniu nie był do końca świadomy mieszania języków. On, maluczki, niosący na swoich plecach potomków budowniczych wieży Babel, którzy zawczasu uciekli nim grom uderzył w wieżę. Morpheus pokazywał mu tę kartę w swojej talii przed laty i Anthony miał poczucie pewnej swoistej dumy, że jego ród miał swoją kartę i jednocześnie w pewnym sensie uniknął tej tragedii. Nie ojciec, nie rodzina, którą raczej unikał, traktując ich trochę jak nieokrzesanych i pół zdziczałych archeologów (w głębi serca im zazdrościł wolności, ale tego nigdy nie wypowiedziałby na głos). Chodziło o korzenie. Chodziło o prawdę. Chodziło o magię, która rozsupływała mu język, uwrażliwiała ucho, dawała dostęp do...

... do zapomnienia, do mówienia i myślenia w tej przestrzeni geograficznej, w którą podążą myśli. Teraz już się pilnował. Tak. Francuski. Nie. Teraz angielski. Byli w Anglii. Był Anglikiem.

– Och spokojnie spokojnie, 15% wystarczy w zupełności, ojciec nie byłby zadowolony z podobnej rozrzutności – zmiarkował co prędzej zapędy młodszego z Selwynów, który choć obracał się w mugolskim świecie, to nie na tyle, by wiedzieć, że przy tak śmiałych deklaracjach mogą się pojawić proporcjonalne problemy. Cena była już i tak wygórowana. – Panicz zapłaci 15% za specjalną opiekę Państwa i dopełnienie wszelkich formalności. To wasz szczęśliwy dzień – dodał z naciskiem, a jego uśmiech nie sięgał oczu. Wyczuwał strach. Wyczuwał niepokój. Wyczuwał głód pieniędzy.

Kto nie był ich głodny w czasie kryzysu?

Nie mógł winić Hannibala, dysponował pieniędzmi od urodzenia, więc pewnie nie znał do końca ich wartości. Możliwe też, że był dla niego bardzo pobłażliwy, że gdyby był jego ojcem o wiele mocniej zareagowałby na tę informację. Szczęśliwie dla wielu, wielu osób pełnił funkcję bogatego wujka. Prawie ojca, choć bez ciężaru oczekiwań. Bez lęku o wyrzuty skierowane w dobie kryzysu.

– Czy dobrze się czujesz? Często sięgasz palcami do skroni, boli Cię głowa? – zapytał odchodząc na bok, troskliwie przypatrując się przszłemu właścicielowi apartamentu. Może stąd ta irytacja? Było to dość prawdopodobne, w końcu gdy człowiek odczuwał ból, o wiele łatwiej przychodziło mu irytować się i odbierać zachowania otoczenia jako atak na siebie. Anthony na ten przykład odczuwał już kolejną dobę ból istnienia i bardzo dobrze mógł z Hannibalem empatyzować w materii cierpienia. – Mogę polecić Ci odpowiednich specjalistów do Twoich potrzeb, choć wiadomo, że w obecnej sytuacji kolejki są czymś z czym trzeba się liczyć. Na szczęście masz gdzie się podziać. – Dodał pojednawczo do Hannibala, żeby przypadkiem jego wtrętu dotyczącego ceny nie odebrał, jako ataku w siebie. Ostatecznie, razem z Selwynem pełnili funkcję doradczą, a ta wymagała zdecydowanych kroków, zwłaszcza jak młodzież taka była wyrywna do przepuszczania swojego czy ojcowskiego majątku.

Sapnął też cicho na tą kawę i rogaliki, posyłając Jonathanowi smętne spojrzenie zza sztucznych szkieł przydających całemu wizerunkowi miękkości i melancholii. Nie chciał iść. Nie chciał spędzać ze swoim zastępcą więcej czasu niż wymagały tego godziny biurowe. Zapewne dlatego zgadzał się na wszystkie możliwości widywania się poza pracą, takie jak ta. Pewnie dlatego.

Odruch. Nawyk. Głupie przyzwyczajenie.

Jeszcze przed chwilą młody Selwyn zaprosił ich obu, obu, pewnie w tym samym czasie w tym samym momencie, pewnie będzie tam znów dużo alkoholu, ba! sam z pewnością zaoferowałby kilka własnych butelek rocznika 47. A przecież nie mógł pić, nie po tym co wydarzyło się na Mabon, gdzie prawie się złamał, prawie został odkryty.

– To bardzo ładny apartament. Kilka odpowiednich zmian może uczynić go też funkcjonalnym. Szczęście, że pożary ominęły ten mały wycinek miasta. I nawet woń spalenizny nie dociera do tego piętra. Jako agencja opiekująca się tym miejscem... mieliście dużo szczęścia – pozwolił sobie kurtuazyjnie zauważyć w stronę mugola, który zachowywał się tak, jakby pana Boga swego (zapewne chrześcijańskiego) za pięty złapał. Och, tak łatwo było z nich czytać. Małe robaczki pętające się magom pod nogami. Gdy już wypełzał z magicznej enklawy lubił im się przypatrywać zwłaszcza przy pracy, choć akurat pod tym względem o wiele ciekawsze były dzieła ich rąk, dzieła rąk ich geniuszy, próbujący sięgnąć po nieosiągalne. Teraz jednak robił to z czysto merkantylnej potrzeby odciągnięcia sprzedawcy od kupującego, który przed momentem rzucił "dam dwa razy tyle", zamglenia obrazu i dopilnowania, by umowa została podpisana.
– Przyspieszmy formalności, w końcu i tak już na dziś skończona była wasza praca. – zasugerował słodko, o wiele łatwiej było mu przywołać tę zastraszającą maskę życzliwości, gdy wyobrażał sobie, że Jonathana nie ma w okolicy.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#12
21.02.2026, 15:37  ✶  

Entuzjazm Hannibala wobec zakupy nowego mieszkania, nawet jeśli szczęśliwie jego chęć zapłacenia podwójnej kwoty została szybko spacyfikowana przez Anthony'ego, sprawiała że Jonathan aż sam zapragnął kupić kolejną nieruchomość. Nie że koniecznie jej potrzebowal, ale czasami rozmyślał o domku, czy apartamencie zakupionym jedynie w celu urządzania przyjęć. Z francuskiego apartematu w końcu korzystał rzadko, kamienica w Londynie, chociaż chętnie pokazywał jej wnętrza i zapraszał gości, była jednak jego prywatną przestrzenią, a domek w Brighton zakupił jako miejsce wypoczynku samotnie lub z najbliższymi. Przydałoby się więc coś jeszcze. Coś co z swoim podstawowym założeniu miało zabawiać przybyszy. Najlepiej coś z ładnym ogrodem. I może basenem?

Niestety obawiał się, że obecnie na jego priorytetach znajdowały się inne wydatki, a on nie powinien obecnie chwalić się przed czarodziejskim społeczeństwem szkolenie zakupami nieruchomości, kiedy inni potracili domy.
– Myślę, że o kolejnych zabezpieczeniach najlepiej będzie porozmawiać, gdy zorientujemy się czy można podłączyć tutaj kominek, chociaż wątpię, aby był z tym problem – powiedział jeszcze, przyglądając się zdjęciom, a następnie uśmiechnął się szeroko, bo wyglądało na to że wszystko skończy się dzisiaj pomyślnie. – I tak. Wygłuszenie jest zdecydowanie konieczne. Nie chcemy przecież aby nachodzili cię sąsiedzi za każdym razem, gdy będziesz przygotowywać się do kolejnych występów.

Dopiero gdy Anthony to zauważył, Jonathan rzeczywiście dostrzegł, że jego kuzyn chyba nie był w najlepszym stanie. Nie wtrącał się jednak w rozmowę, przyglądając się tylko uważnie Hannibalowi w oczekiwaniu na to co powie dalej. Może to wyjaśniało jego... Lekko marudny stan, gdy rozmawiali wcześniej po włosku i jeszcze gdy Jonathan zasugerował, że mogli poczekać kilka minut na pracowników. Merlinie... Byle nie było to coś związanego ze Spaloną Nocą i jej skutkami ubocznymi. A może Hannibal po prostu był zmęczony. Zaraz...
Starszy Selwyn nagle skierował czujne spojrzenie na swojego wspólpracownika.
– Masz specjalistów konkretnie od bólów głowy, czy mówisz tak ogólnie? – spytał Shafiqa, a gdy niemal od razu przypomniał sobie, że na dobrą sprawę już nie powinni wypytywać siebie nawzajem o takie prywatne sprawy, szybko zmienił temat. – W każdym razie wam obu zdecydowanie przyda się coś słodkiego.  Znam doskonałą kawiarnię w okolicy. Hannibalu, pamiętasz tę jedną kuzynkę, która na zeszłorocznym Mabon zachwycała się tą jedną kawiarnią, gdzie kawę podają w kubkach w kształcie owiec? Myślałem, że zwariowała, ale udałem się tam raz i rzeczywiście mają wszystko doskonałe, a wystrój da się przebolec. W każdym razie jest niedaleko.

Pracownik odszedł od biurka, a gdy wrócił po chwili miał w dłoni nie tylko dodatkową paczkę ciastek dla swoich gości, ale i plik dokumentów, który podsunął Hannibalowi, zapewniając go co chwila, że jest w dobrych rękach, a jego potrzeby zostaną potraktowane przez agencję priorytetowo.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#13
22.02.2026, 20:15  ✶  

- Ojciec - prychnął - Błagam. Rodzina nie narzeka na brak pieniędzy. W tym i za moją sprawą - burknął, ale uznał zasadność shafiqowego głosu rozsądku - Dwadzieścia procent - oznajmił z westchnieniem agentowi, który prawdopodobnie i tak nie bardzo wierzył w to wcześniejsze “dwa razy więcej”, a z drugiej strony, sądząc po minie, był obecnie gotów uwierzyć we wszystko, co spłynie z ust podejrzanych klientów. A w każdym razie gorąco zapewniać, że święcie w to wierzy.

Czekając na przygotowanie dokumentów - już nawet te dwadzieścia procent sprawiło, że mugolski pracownik ze zdecydowanie większym zaangażowaniem zabrał się do pracy - Selwyn ponownie spojrzał na Anthony'ego. Leniwie, wykręcając jedynie odchyloną na oparcie głowę, jakby utrzymanie jej w pionie było zbyt wielkim wysiłkiem. Może było.
Czy dobrze się czujesz?
Pytanie z powrotem skierowało jego uwagę na własny stan. Niepotrzebnie. Niebezpiecznie, skoro spotkanie jeszcze się nie zakończyło.
Nie czuł się dobrze. Jasne, cieszył się, że kwestia mieszkania wreszcie zmierza do szczęśliwego końca, ale…
Oczywiście, że bolała go głowa. Poprzedniego wieczoru pił. I dwa dni wcześniej też. Ból promieniował zza oczu, przez czoło wzdłuż nosa. Skronie były ciężkie, jak wypchane mokrą watą - męcząco znajome ostatnimi czasy uczucie.
- Tak. To nic poważnego - starał się brzmieć lepiej, niż się czuł, gnany echem wyrzutów. Nikogo na widowni nie obchodzi, czy i co cię boli!
Przynajmniej miał gdzie się podziać, to prawda. Myśl o Brighton nieco poprawiła mu nastrój.

Oczy Anthony’ego były równie zmęczone, równie pełne cierpienia i Hannibal niejasno zdał sobie sprawę z niepokojącego uczucia déjà vu.
Mabon. Whiskey. Pusta szklanka Anthony’ego i spadłem wtedy na podłogę i lewitujące ciastka…
I…

Odwrócił głowę w stronę Jonathana, na tyle, na ile mógł to zrobić bez odrywania jej od oparcia. Kuzyn miał w sobie ten sam, co wtedy, podszyty napięciem spokój. Doskonalszy, bo trzeźwy, to prawda, ale trudno było oszukać drugiego Selwyna. Hannibal znał dokładnie te same sztuczki.
Coś wisiało w powietrzu pomiędzy dwójką przyjaciół. Dotychczasowych przyjaciół?

Agent nieruchomości, błogo nieświadomy rozterek gnębiących każdego czarodzieja z osobna, powrócił. Z młodszego z Selwynów wola walki uchodziła, jak powietrze z nieszczelnej opony, gdzieś pomiędzy pojawieniem się na horyzoncie końca tej farsy, krótką chwilą solidarności z obolałym na duszy Shafiqiem, a troską Jonathana o nakarmienie ich obu słodyczami i napojenie kawą. Zamrugał. Jeszcze chwila.
Pochylił się nad papierami, nie dotykając na razie długopisu.

- Wydaje się w porządku - oznajmił, przeczytawszy umowę i zaoferował ją swoim towarzyszom, zdając się na ich doświadczenie i biegłość w dokumentacji prawnej - Zechcecie zerknąć?
Nie dał rady wykrzesać z siebie uśmiechu, ale przynajmniej udało mu się zadać pytanie w miarę uprzejmie. Może nawet trochę przesadnie łagodnie, kompensując za odczuwaną irytację. Miniaturowe zwycięstwo - nieidealne, niesatysfakcjonujące. Powinien się kontrolować, nawet mimo bólu głowy. Zwłaszcza dlatego, że bolała.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#14
24.02.2026, 17:47  ✶  
Anthony był mistrzem opanowania, kłamania i publicznego udawania kogoś, kim wcale nie jest.

Anthony również musiał borykać się z dojmującą bezsennością i przekonaniem, że odpowiada za całe zło, które spopieliło londyńskie ulice.

Anthony był bardzo nieszczęśliwy, nawet tutaj na szczycie świata, przez okno obserwując z góry niespiesznie porządkowane pogorzelisko.

Nie zachowywał się inaczej niż zwykle, kiedy trapił go problem. Ale też nie uśmiechał się szczerze w stronę Jonathana, zawsze z wymuszeniem, zawsze ze smutkiem w oczach, podkreślonym grubymi oprawkami okularów.

Ostatecznie jednak był profesjonalistą.

- Tak, wszystko jest w porządku z dokumentami - odpowiedział młodzieńcowi, szybko ale dokładnie skanując rzędy zapisów. Prawo czarodziejskie, prawo mugolskie… oba oparte o te same założenia, prawidła.

- Ja chyba jednak nie mogę wieczorem. Jestem umówiony w sprawie nowych mebli do pokoju gościnnego matki. - Nie było to odległe od prawdy. Wysłał tam co prawda Lovegooda, ale nic nie szkodziło, aby zaopiekował się problemem osobiście. Byle tylko nie zasiąść do jednego stołu, przecież nie był aż takim masochistą, prawda?
- Ach tak bo ojciec wrócił po sabacie, ale matka zdecydowała się zostać w przekonaniu, że jej czujne oko i światła rada uporządkują moje życie osobiste. Cud, że jeszcze nie wystosowała ogłoszenia matrymonialnego, jaka to zapanowała ostatnio moda - uściślił, bardzo nie patrząc w stronę Jonathana, który tego nie wiedział, mimo że prawie codziennie spędzali ze sobą Bite Osiem A Nawet Czasem Niestety Więcej Godzin.

A przecież miał odejść. I czemu tego nie zrobił? Ach tak, bo Jonathan poprosił go, żeby został. Czy poszedłby z nimi na te przeklęte rogaliki i kawę, gdyby Jonathan go imiennie poprosił, tak jak to zrobił w Mabon? Shafiq mimowolnie zacisnął mocniej szczękę przeczuwając odpowiedź, nim mieliby okazję przekonać się tego na własnej skórze.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#15
09.04.2026, 14:45  ✶  

Jonathan sam nachylił się nad umową i chociaż doskonale wiedział, że potwierdzenie Anthony'ego wystarczy, aby mieć pewność, że wszystko było w porządku, sam dokładnie się jej przyjrzał a następnie skinął głową.
– Tak, wszystko brzmi całkowicie legalnie. Nie obudzisz się nagle z informacją, że oto oddałeś swoją duszę samozwańczym kultystom – powiedział całkiem wesoło po francusku, ale nie musiał długo czekać aby jego uśmieich spełz mu z twarzy. Ah... Anthony nie mógł. Myslał, że może pomimo wszystko... No nie ważne.
– Rozumiem. No nic, w takim razie będziesz musiał zdać się jedynie na historie moje i Hannibala na temat wybitnych ptysiów – powiedział zmuszając się do słabego uśmiechu. Nagle jednak przeszła mu jakakolwiek ochota na ciastka. A chwilę później strącił również apetyt, aby napić się chociaż dobrej kawy. Nie mówił mu tego. Nie mówił o matce i jej planach, aby wystawić Anthony'ego na rynek matrymonialny. Widzieli się codziennie, ale najwidoczniej ich kruche porozumienie nie zawierało w sobie rozmów na takie tematy. Jonathan nie miał pojęcia, czy powinien po prostu w milczeniu pogodzić się z tym że tak już miało być, czy po złości wymyślić na szybko informację na swój temat o której Anthony również powinien wiedzieć a nie wiedział.

A co jeśli Anthony uzna, że rzeczywiście powinien ponownie stanąć na ślubnym kobiercu? Czy w ogóle zaprosi go na swój ślun? Pewnie tak, ale pewnie nie pełniłby żadnej ważnej funkcji. Oczami wyobraźni zobaczył Anthony'ego wraz ze swoją wybranką, oboje odświętnie ubrani wokół czerwonych dekoracji, których zażyczyła by sobie przyszła pani Shafiq. I był też tam Jonathan, siedzący w jednym z tylnich rzędów, kolejna osoba w tłumie mało ważnych dla Anthony'ego gości, ktoś kogo wypadało zaprosić, ktoś kto nie wspierał pana młodego w żaden sposób przy organizacji wesela. Nigdy nid oczekiwał, że byłby świadkiem, to było zadanie dla Morpheusa, ale zawsze myślał, że będzie że będzie móc wspierać go w poskramianiu tego matrymonialnego chaosu, ale przecież był teraz jedynie jego zastępcą. Wypiłby więc na weselnego szampana, pogratulował młodej parze, a następnie wróciłby do domu. A potem kolejne lata mijałyby im na cichej pracy w biurza, a on o życiu małzeńskim Tony'ego wiedziałby tylko to, że, okazjonalnie chodzili na małżeńskie kolacje. A co gdyby pewnego dnia, kilka lat po ślubie, Anthony ogłosiłby ku zaskoczeniu Jonathana że spodziewa się dziecka? Tylko że dla wszystkich innych bliskich Anthony'ego nie byłoby to żadne zaskoczenie, bo już dawno by ich o tym pinformał. I minęłyby kolejne lata, dziecko Anthony’ego mówiłoby ciociu do Charlotte, wujku do Morpheusa i zapewne też Lazarusa, który stałby się dla Anthony'ego najbliższą osobą w biurze, a Jonathan byłby tylko jakimś obcym panem Selwynem, na którego pogrzeb, gdy już przydzie czas mlody Shafiw nawet nie pomyślałby, aby przyjść i nic dziwnego, bo przecież nie byłby już nikim ważnym dla jego rodziny. Anthony zapewne wysłałby natomiast wieniec. Chyba. Ale co gdyby był to wieniec z róż bo przez te wszystkie dekady jego szef zapomniałby, że…

Wziął głęboki oddech i rozluźnił zaciśniętą pięść. No trudno. Nie będzienic wiedzieć nic o jego życiu małżeńskim… Ani uczuciowym. Czy to ten kochanek przysłałby mu tak naprawdę ten wieniec nie chcąc aby Anthony zawracałby sobie głowę śmiercią jakiegoś znajomego?

Nie. Stop. Nie będzie teraz o tym myślał. Spróbował się rozluźnić i spojrzał na swoich towarzyszy.
– No dobrze, chyba wszystko już tutaj załatwiliśmy panowie. Hannibalu gratuluję nowego mieszkania. Chętnie pomogę ci z wystrojem wnętrz. Anthony… Przekaż swojej matce pozdrowienia.
A potem na całe szczęście ta część dnia została zakończona.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1875), Hannibal Selwyn (2001), Jonathan Selwyn (1833)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa