08.01.2026, 00:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2026, 00:30 przez Hestia Bletchley.)
Stali tak wtuleni i przez krótką chwilę Hestia powoli zaczeła oswajać się z myślą, że chyba rzeczywiście nie czekają już na nich żadne inne nieprzyjemności.
I wtedy coś nie tak zaczęło się dziać z tatą.
– Tato? – zapytała niepewnie, widząc niepokój ojca. Szybko wyswobodziła się z rodzinnego uścisku i rozejrzała dookoła, aby zobaczyć czy przypadkiem ktoś nie postanowił ich zaatakować, ale wszystko wydawało się o dziwo spokojne. Wszystko poza jej tatą.
Mój triumf to porządek świata, w którym nie musimy ukrywać naszej magii.
Zmarszczyła w pierwszej chwili próbując znaleźć kontekst dla czegoś co tego kontekstu nie miało. Co on miał na myśli? Jak to porządek świata w którym nie muszą ukrywać magii? Czyjej magii? Przecież... To nie miało sensu. I jeszcze ten głos... Niby należał do jej ojca, ale... Ale jakby nie. Jakby ktoś mówił za niego. Szybko zerknęła na matkę, jakby liczyła, że Jolene Bletchley miała odpowiedzi na wszystko jednocześnie próbując nie myśleć z narastającą paniką o wszystkich możliwych scenariuszach.
– Tato? – powtórzyła, zmuszając swój głos do większej pewności siebie. – Tato co się dzieje?
Ponownie spojrzała na dwie pozostałe członkinie jej rodziny, ale nikt inny nie wypowiadał nagle tak dziwnych słów, ale i tak coś musiało być nie tak. Co jeśli to nie był jej ojciec? Co coś go opętało? Czy byłaby w wstanie zareagować na czas, aby uratować ich wszystkich? Czy byłaby w stanie w ogóle zareagować?
Proszę cię tato. Powiedz coś. Coś normalnego. Proszę cię. Błagam – powtarzała sobie w myślach, wpatrując się w ojca.
I wtedy coś nie tak zaczęło się dziać z tatą.
– Tato? – zapytała niepewnie, widząc niepokój ojca. Szybko wyswobodziła się z rodzinnego uścisku i rozejrzała dookoła, aby zobaczyć czy przypadkiem ktoś nie postanowił ich zaatakować, ale wszystko wydawało się o dziwo spokojne. Wszystko poza jej tatą.
Mój triumf to porządek świata, w którym nie musimy ukrywać naszej magii.
Zmarszczyła w pierwszej chwili próbując znaleźć kontekst dla czegoś co tego kontekstu nie miało. Co on miał na myśli? Jak to porządek świata w którym nie muszą ukrywać magii? Czyjej magii? Przecież... To nie miało sensu. I jeszcze ten głos... Niby należał do jej ojca, ale... Ale jakby nie. Jakby ktoś mówił za niego. Szybko zerknęła na matkę, jakby liczyła, że Jolene Bletchley miała odpowiedzi na wszystko jednocześnie próbując nie myśleć z narastającą paniką o wszystkich możliwych scenariuszach.
– Tato? – powtórzyła, zmuszając swój głos do większej pewności siebie. – Tato co się dzieje?
Ponownie spojrzała na dwie pozostałe członkinie jej rodziny, ale nikt inny nie wypowiadał nagle tak dziwnych słów, ale i tak coś musiało być nie tak. Co jeśli to nie był jej ojciec? Co coś go opętało? Czy byłaby w wstanie zareagować na czas, aby uratować ich wszystkich? Czy byłaby w stanie w ogóle zareagować?
Proszę cię tato. Powiedz coś. Coś normalnego. Proszę cię. Błagam – powtarzała sobie w myślach, wpatrując się w ojca.