• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9
[25 kwietnia '72] Castiel & Fergus, sklepiki przy Pokątnej

[25 kwietnia '72] Castiel & Fergus, sklepiki przy Pokątnej
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#11
26.12.2022, 08:38  ✶  
Dlaczego ich to spotyka? Przecież to utrudnia życie choć jednocześnie ożywia ich dusze. Czemu nie mogłoby to być prostsze? Nie trafiło ich przyciąganie do żadnej kobiety a do siebie nawzajem. Wystarczył jeden pocałunek. Czy gdyby nie tamten zryw Fergusa to zmieniłoby się między nimi cokolwiek? Zastanawiał się czy jego umysł samodzielnie umiałby zrozumieć, że pozytywne zaskoczenie osobą Fergusa miało związek z przyciąganiem? W parze szły uczucia, nie był pewien które ale za to wiedział, że chce być blisko. Fergus odpowiadał, słyszał jego cichy głos i ciche wyznanie, rozwiewające wątpliwości. Stał tak blisko, że radość ewoluowała w jeszcze głębsze pragnienie pocałunku. Ponownie Fergus wydawał się czytać w myślach bo chwilę później czuł na twarzy jego usta. Wtłoczył do płuc powietrze ogrzane jego płucami, obiema dłońmi przycisnął go do siebie i w końcu, po tak długim czasie, wpił się w jego wargi z utęsknieniem. Ten pocałunek nie miał nic wspólnego z nieśmiałością. Lgnął do tej cienkiej skóry na jego wargach, do wilgotnego języka, którego smak musiał sobie przypomnieć, do gorących policzków i spiętego karku. Ręce same decydowały gdzie trafią. Jedna dłoń zatrzymała się na wysokości jego nerek, przyciskając jego ciało mocno do swojego. Druga za to naparła na potylicę aby też nie myślał się odsunąć po zbędny oddech. Pogłębił pocałunek już łapczywie. Wydusił z siebie jęk zachwytu gdy Fergus odpowiadał. Znów czuł, że żyje. Po raz kolejny jego ciało zaczynało się trząść za nim, drżąc z niespożytej energii. Przestał jasno myśleć, bo jednym pragnieniem było zmaltretowanie jego ust pocałunkami, które nawet na moment nie zwalniały. Uwalniał z siebie ukrytą energię i wyładowywał ją w namiętności, pokazując, że i jego krew wrze. Nie myśląc już jasno zacisnął palce na materiale jego koszulki i podwinął ją, ale tylko po to aby dłoń mogła się wkraść na gładkie i rozpalone plecy. Westchnął do jego ust i przesunął palcami, a i nawet paznokciami wzdłuż jego kręgosłupa, wciąż nie pozwalając mu się odsunąć. Zrobił pół kroku w jego stronę, jak niewyżyty. Nie słyszał nic, nie widział nic. Zmysł dotyku, zapachu i smaku zastępował teraz oczy duszy. Dopiero ścisk w płucach zmusił go do zatrzymania pocałunku i dotlenienia mózgu. Nie odsuwał się jednak od jego ust zbyt daleko, może szalone dwa cale, nie więcej.
- Czekałem na to.- usłyszał swój schrypnięty głos, wodząc rękoma po jego plecach a po chwili, gdy znalazła się między nimi zbędna przestrzeń, pomknął dłonią wzdłuż jego brzucha, mostka, gładząc skórę w tylko sobie znanej ścieżce. Nie odsuwał jego koszuli, zahaczonej o swój nadgarstek. Jak na swoją łapczywość był wciąż grzeczny. Nie zapominał gdzie się znajdują. Był przekonany, że oderwanie się teraz od niego graniczyć będzie z cudem. Stał więc w odpowiedniej odległości i dbał o szybkie unormowanie oddechu, aby nie tracić czasu na zbyt długie dotlenianie się.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#12
26.12.2022, 15:06  ✶  
Czy gdyby to było proste, w ogóle by ich pociągało? Może w tym leżała głębia problemu: to nie było łatwe, zwyczajne i akceptowalne. Mieli swoją własną tajemnicę, która sprawiała, że Fergus czuł jeszcze większe przyciąganie w kierunku Castiela. Dni tęsknoty za tym, co wydawało się jedynie snem, tylko potęgowały to uczucie. Ciągnęło go do niego jak Ikara do Słońca i chociaż w każdej chwili mógł się sparzyć, nie obchodziło go to. Upadłby do morza, byle tylko znów poczuć się choć przez chwilę wolnym.
Nie czytał mu w myślach, obaj pragnęli tego samego. Pochylając się do przodu, był zwyczajnie samolubny, byle tylko zaspokoić własne pragnienia. Cała niepewność z niego uleciała wraz z dotykiem Castiela. Jak mógł w ogóle wierzyć, że to jednostronne? Przez tyle dni obawiał się do niego zbliżyć z myślą o odrzuceniu, podczas gdy okazywało się, że jedynie zmarnowali ten czas na wyobrażanie sobie scenariuszy, które nigdy nie miały się spełnić? Czy spodziewał się, że będzie stał w tym biurze, całując drugiego mężczyznę? Dziś rano jeszcze nie, ale najwyraźniej los był gotowy płatać mu takie figle. Nie żeby miał coś przeciwko temu.
Drżał pod jego dotykiem, pod każdym przesunięciem palców po skórze pleców. Z braku tlenu, a może z zachłyśnięcia tą bliskością, kręciło mu się w głowie, ale za nic nie potrafił się odsunąć. Oddawał mu pocałunki, szukając wspomnień uprzedniego spotkania, ale nie było tak samo. Wtedy poznawali coś zupełnie nowego, teraz zabijali tęsknotę za tym, o czym wiedzieli już, że tego pragną. Nie patrząc na zobowiązania, na własny strach i rozsądek. Fergus nie chciał być rozsądny, w gruncie rzeczy nigdy nie był. Wplótł palce w jasne włosy Castiela, napierając na niego jeszcze bardziej, o ile istniała jeszcze taka możliwość. Dotykając jego ust własnymi, czuł jakby smakował żywego ognia, który rozpalał jego ciało i gotował krew w żyłach. Chciał tego więcej, bardziej. Kiedy świat na zewnątrz ograniczał się jedynie do dźwięku kropli uderzających o szybę, odbierało mu to lęk, który hamował go przed dowiedzeniem się, dokąd ich to zaprowadzi. Jego dłoń zawędrowała w dół pleców Castiela w celu pociągnięcia zbędnego materiału, którego chciał się pozbyć. Ale ten oderwał się od niego, szukając źródła tlenu. Wykorzystał ten moment, zabierając na moment ręce i zrzucając z pleców szatę, którą wciąż miał na sobie, a która zaczynała nie tylko go uwierać, ale też sprawiać, że było mu nieprzyjemnie gorąco. Opadła na podłogę tuż pod ich stopami.
- Nie gadaj tyle - powiedział z szerokim uśmiechem, łapiąc powietrze ciężkimi oddechami. Oczy błyszczały mu z emocji i pożądania. Objął dłońmi jego twarz i wciągnął go w kolejny pocałunek, nim Castiel zdążyłby zaprotestować. Nie żeby w ogóle miał jakiś wybór, ale nie sądził, by i Flint był temu przeciwny. Przestąpił krok do przodu, popychając drugiego mężczyznę, a potem kolejny, aż znaleźli się przy ścianie niedaleko drzwi, jedynej wolnej od wszechobecnych szaf i regałów. Nie istniała już żadna siła, która by go od Castiela odciągnęła. Wpił się w jego usta, przygryzając zębami dolną wargę, a dłońmi podciągając sweter w poszukiwaniu nagiej skóry. Im bardziej był pewien, że Flint też za nim tęsknił, tym bardziej do niego lgnął. Był jak ćma szukająca swojej latarni, wyjątkowo zachłanna i ogarnięta pożądaniem ćma. Jedna dłoń wędrowała po brzuchu i klatce piersiowej Castiela, badając każdy skrawek jego skóry, drugą próbował przedostać się na przyparte do ściany plecy, przyciągając go ku sobie. Usta Fergusa oderwały się od jego ust, kierując po policzku w kierunku szyi, aż zaczęły składać na niej drobne pocałunki. Sytuacja podobna do tej, w której Castiel ostatnim razem spanikował, odpychając go od siebie. Jego myśli wyłączyły się jednak, nie biorąc tego pod uwagę. To wręcz zabawne, jak bardzo ciągnęło go do tego mężczyzny, choć tak niewiele o nim wiedział. Może to ta nuta tajemnicy i niedopowiedzenia sprawiała, że aż w nim wrzało na samą myśl o dotyku, a kiedy do niego doszło, nie potrafił się powstrzymać. Pociągnął sweter Castiela w gore, potrzebując jednak jego pomocy i przyzwolenia, by się go pozbyć.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#13
26.12.2022, 18:08  ✶  
| mogą wystąpić treści 18+; czytasz na własną odpowiedzialność |

Niewątpliwie podobała mu się opadająca na podłogę szata. Jej szelest zakłócał panującą tu ciszę, przerwaną jedynie szeptem, oddechem czy przeżywaniem fizycznej bliskości. Za pocałunkami i dotykiem szły pragnienia, o których istnieniu wiedział jednak nigdy do takiego stopnia nie doświadczył na własnej skórze. Najwyraźniej był całe życie uśpiony skoro najprawdziwsze pożądanie obudził w nim drugi mężczyzna i to dopiero po zaatakowaniu pocałunkiem. Nie miał już wątpliwości, nie miał ochoty zastanawiać się nad tym co słuszne. Chcieli być samolubni i w tym egoizmie odnajdywali ukojenie dla drugiego. Co, oprócz wiecznego potępienia, hańby rodu, wydziedziczenia, stało na przeszkodzie ich bliskości? Im dłużej go całował, im bardziej dotyk Fergusa rozciągał się po jego ciele, tym rosło w nim niezachwiane przekonanie, że się nie zatrzymają. Panika? Nie istniała. Być może to mrowienie pod sercem oznaczało stres lecz był on skutecznie zagłuszany gorącym oddechem Olivandera. Usta Fergusa wędrowały wszędzie tam, gdzie nigdy nie sięgnął w jego życiu ludzki dotyk. Chłonął ten ogień, pozwalał mu w siebie wsiąkać i siebie rozbudzać. 
Nie wiedział jak on, ale jemu przyda się trochę tlenu żeby nie zemdleć od tego deficytu. Najwyraźniej Fergus żywił się już tylko testosteronem bo nie dał mu sposobności na wyrównanie oddechu. Cofnął się o ten krok ale bardziej z zaskoczenia, że Fergus miał w tych chudych ramionach tyle siły. Drugi krok był już nierejestrowany przez jego myśl, poczuł na plecach chłód ściany; zapanowała większa ciemność bowiem jedyne źródło światła zasłaniała jego sylwetka. Z jego gardła wydobyło się pełne satysfakcji westchnienie od wygłodniałych pocałunków. Umiał im sprostać, oj jakie to było proste. Ich usta do siebie pasowały idealnie, a smak jego języka był obłędny. Po jego ciele przeszedł elektryzujący dreszcz kiedy pod ubraniem poczuł jego ciekawskie ręce. Ostatnim razem tutaj przerwał, postawił granicę, poprosił o oddech. Teraz… zdjął z siebie sweter i to bez większej pomocy Fergusa. Nie potrzebował więcej zachęty. Miał jednak na sobie jeszcze cienki biały podkoszulek, który już zostawił bo nie miał czasu go z siebie zdejmować. Obawiał się skrycie, że zimna ściana ocuci go z zapału. Przeciągnął swoje ręce za plecy Fergusa, zatrzymując palce na jego pośladkach. Kiedy tylko tam dotarł, przycisnął go do swoich bioder, dając mu niemo znak, że go coraz bardziej pożąda i za moment nie będzie odwrotu. Trochę chaotycznie oddał mu pocałunek bo odkrył, że uwiera go nie tylko przód spodni ale ta cholerna różdżka wciśnięta w kieszeń. Wyciągnął ją i bez szczególnego pomyślunku skierował w kierunku drzwi, szepcząc do skóry na policzku Fergusa inkantację. Promień czaru trzasnął w zamek w drzwiach i go… stopił, zamykając ich tutaj na zdecydowanie dłużej niż planowali. Cóż, chciał tylko zamknąć drzwi na wypadek niespodziewanych wizyt a je uszkodził. Lekki zapach stopionego metalu poniósł się po ciasnej kanciapie. Oj. Roześmiał się przy jego twarzy, aż zatrząsł ramionami ze śmiechu.
- Spalasz nawet moje czary.- szepnął ze śmiechem i odłożył różdżkę obok jakiejś książki na półce. Nowa dewiza życiowa: nie całować i nie rozbierać Fergusa Olivnadera kiedy zamierzasz rzucać czary.
- Popsułem ci drzwi. Nikt tu nie wejdzie…- wpił się groźnie w jego usta, a ten pocałunek był nieskończoną obietnicą. Cały za nim drżał.
... i stąd nie wyjdzie. Ojej, niedobrze.- znów w jego gardle zrodził się śmiech. Zacisnął pięść na jego koszulce i oderwał się od ściany, zamieniając się z Fergusem miejscami. Nim jednak pozwolił mu dotknąć plecami ściany, zdjął z niego tę mugolską, niepasującą do niego koszulkę. Nim ta gdzieś opadła, usta Castiela przywarły do jego szyi. Jedną ręką trzymał go przy sobie, ogrzewając jego plecy, a druga łakomie powiodła do jego pachwin, zatrzymując się na kroczu. Odchylił się z rozgorączkowanym spojrzeniem i zajrzał mu do oczu, być może z niemym wyzwaniem. Uśmiechnął się kątem ust i z wypiekami na twarzy, zwygłodniałym wzrokiem pilnował jego źrenic w chwili kiedy rozmasował wybrzuszenie między jego nogami. Udowadniał tym samym, że jeśli go oswoić i pociągać to wychodził z niego całkiem temperamenty człowiek. Aż się palił do wyzwolenia w Fergusie grymasu przyjemności i nie mógł doczekać się aż ten popadnie w obłęd z pożądania. Miał nadzieję, że ujrzy jego twarz w tych odsłonach i przekona się czy tylko w złości nad sobą nie panuje.
- Co ty na to?- wyszeptał, nachylając się do jego ust po, miał nadzieję, satysfakcjonującą odpowiedź. Nie omieszkał przy tym zatrzymać palców na jego podbrzuszu, tuż przy linii spodni. Pytał choć nie był gotów na potencjalną odmowę. Tak się do niego teraz palił, że odmowa będzie trudna do przyswojenia.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#14
26.12.2022, 20:47  ✶  
+18?

Sweter opadł na podłogę, nie dając jednak Fergusowi oczekiwanej satysfakcji. Prychnął, wciąż czując pod palcami podkoszulek i szarpnął go dłońmi, starając się w ten sposób poinformować Castiela, że również był zbędną warstwą. Nie dane mu jednak było wprowadzić w życie planu pozbycia się go, bo dłonie Flinta przeniosły się na jego plecy i w dół, przyciągając do siebie. Zdążył zapomnieć, że cokolwiek mu nie grało, ogarnięty jeszcze większym pragnieniem zbliżenia. W tym momencie działał jedynie instynkt i zmysły, żadnych myśli, które mogłyby wywołać chęć odwrotu. Na to zresztą było już zdecydowanie zbyt późno, skoro Castiel dawał mu przyzwolenie na dotyk. A nawet odwdzięczał się tym samym. Całował go, oddając w każdy gest całego siebie, tak jakby kolejna szansa miała nigdy nie nastąpić.
Przerwę na oddech zrobił sobie tylko wtedy, kiedy Castiel rzucał zaklęcie z ustami na jego policzku, czując każdy ich ruch i ciepły oddech na swojej skórze.
- Mówił ci ktoś kiedyś, że przyciągasz katastrofy? - zapytał szeptem, marszcząc nos na swąd spalenizny, ale jednocześnie śmiejąc się wraz z nim, choć patrząc w przyszłość nie będzie miał powodu do radości. Ale kto by się tym teraz przejmował? Odrzucił w głąb umysłu sam pomysł zainteresowania się tymi przeklętymi drzwiami. Póki ich nie rozdzielały, w niczym tak naprawdę nie przeszkadzały, niezależnie od tego, czy działały. A skoro nie, to w tym momencie nawet lepiej dla nich.
Sam czuł się teraz jak jedna wielka katastrofa, rozpadając się pod dotykiem, o którym nie wiedział, że go pragnął. Uniósł ręce, pozwalając zdjąć z siebie koszulkę i przyparł do ściany. Jego dłoń przeniosła się na plecy mężczyzny, wędrując w dół i wsuwając palcami za pasek spodni. Zamknął oczy, odchylając przy tym głowę, by dać Castielowi lepszy dostęp do swojej szyi. Z jego gardła wydobył się jęk, nieznośnie głośny w cichym pomieszczeniu, gdy dłoń Flinta wylądowała na jego kroczu. Spojrzał na niego, czując zaproszenie do kontaktu wzrokowego w momencie, gdy blondyn oderwał usta od jego skóry. Drżał pod jego dotykiem, zupełnie nie zważając na chłód ściany, przenoszący się na jego nagie plecy. Pragnął tego, tym bardziej widząc pożądanie w błyszczących oczach Castiela. Jego twarz paliła z podekscytowania, krew rozgrzewała całe ciało, a spodnie zdawały się jedynie balastem dzielącym go od prawdziwej przyjemności. Aż się palił do tego dotyku, wiedząc, że nie będzie potrafił odmówić. I tak nie byłby w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa, oddychając ciężko i patrząc z oczekiwaniem na Castiela, który najwyraźniej nawet w tej swojej, jak on to nazwał, „lądowej” wersji okazywał się wcale nie być nudnym.
Skinął niewyraźnie głową i złapał za przód podkoszulki blondyna, teraz doceniając jej obecność. Pociągnął go w swoim kierunku, znów łącząc ich usta w pocałunku tak łapczywym, że tylko w tym jednym geście Castiel mógł odnaleźć swoją odpowiedź.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#15
27.12.2022, 00:40  ✶  
- Mnie katastrofy omijają. To tylko wypadek przy pracy bo jestem pochłonięty czym innym.- wyjaśnił na tyle trzeźwo na ile pozwalały mu okoliczności. Nie przyciągał kłopotów bo życie miał jednolite, nijakie, spokojne. Jedynym urozmaiceniem były artefakty nad którymi pracował. Czasami trafiało się coś ciekawego, co stanowiło wyzwanie. Usposobienie Flinta również było spokojne. Nie był łowcą przygód, nie odnajdywał adrenaliny w prostych czynnościach. Mówił prawdę, że czuł się nijaki, być może niewidzialny na tle swojej rodziny i znajomych. Mając przy sobie takiego Fergusa i przy tym świadomość jak bardzo jego zachowanie byłoby znienawidzone przez otoczenie… czuł, że żył. Czyżby receptą na przeżywanie pełną piersią było jedynie szaleństwo?
Możliwe, że tak bo kiedy posłał ręce niżej, w te rejony, które należy omijać wzrokiem to był dowód, że mu odbiło. Nie potrafił się uspokoić, a Fergus mu nie pomagał. Każdy pocałunek podsycał ogień i nie dawał możliwości innego wyjścia. Tracił przy nim dech a kanciapa wydawała się już parować od tego gorąca. Nie miał sposobności otrząśnięcia się z tego amoku i wcale nie chciał teraz wracać do rzeczywistości. Tak strasznie długo był sam, tak bardzo gnił w samotności, że gdy Fergus wyciągał do niego ręce to nie wahał się. Pozwolił sobie na więcej, nawet jeśli nazajutrz będzie sobą przerażony i prawdopodobnie zawstydzony. Wpatrywał się weń wyczekująco, odnajdując w ciemnych oczach to, czego szukał. Nie panował już nad żadnym z następnych pocałunków, przekierowując swoją uwagę na możliwości ulokowane w niższych sferach. Odpięcie guzika jego spodni było dziecinnie proste, przedmiot martwy nie miał odwagi sprawiać trudności drżącym z emocji palcom. Przywarł do jego nagiego tułowia całą długością brzucha, posyłając dłoń od razu pod cienki materiał jego bielizny. Stanowiło to jeszcze większy zapalnik, od którego zakręciło mu się w głowie. Być może dopiero teraz tak na zawsze uwierzył, że mężczyzna może go pożądać. To Fergus go chce i trzymał w dłoni tego namacalny dowód. To tak strasznie go ucieszyło, że na jego twarzy wykwitł pełen zadowolenia uśmiech, który miał się utrzymać na jego twarzy przez długi czas. W tym kącie między drzwiami a szafą był inny świat, jak wtedy na wąskiej łódce. Ciepła, ocierająca się o siebie skóra dwóch rozgrzanych ciał, stłumione między ustami oddechy, zmieszane ze sobą pomruki w chwili kiedy przesunął dłonią po jego męskości. Nie mógł złapać oddechu, musiał oprzeć czoło o zimną ścianę tuż przy głowie Fergusa. Objął go w pasie i próbował odnaleźć odpowiednie tempo ruchu dłoni, dostosowując je do najdrobniejszych zmian w oddechu Fergusa. Nie miał szans widzieć wyraz jego twarzy, zbyt przejęty innym poziomem bliskości. Zsunął nieznacznie z jego bioder spodnie i ledwie co na dwa cale bokserki, aby nie mieć przed sobą żadnego dodatkowego oporu. Przesunął lekko szorstkim policzkiem po jego skroni i zatrzymał usta tuż pod płatkiem jego ucha, czasami lekko zatrzymując go między zębami. Bez chwili przerwy przesuwał dłonią po jego przyrodzeniu, napierając na niego swoim ciałem. Raz przyspieszył, raz zwolnił do żółwiego tempa jakby sprawdzając różne kombinacje i natężenie gestów, aby jak najsprawniej doprowadzić organizm Fergusa do największej ekstazy. Oddychał przy tym głośno, głęboko, nierówno, raz schodząc blisko ust ale nie zostając tam zbyt długo. Podkoszulek nagrzał się od ich ciał, a on nie przerywał, a przyspieszał, mimo że spięty nadgarstek wolał o litość. Oj nie, żadnej litości. Napędzany testosteronem wziął sobie za cel wywołania na twarzy Fergusa obrazu błogości. Wbił paznokcie centymetr nad jego pośladkiem i nie przestawał swojej bezwstydnej śmiałości. Wyczekiwał tego charakterystycznego spięcia mięśni, zmiany oddechu i westchnienia. To był jego najważniejszy cel. Bez tej realizacji stąd nie wyjdzie i będzie męczył go tak długo aż się uda. To znaczy, że jest zakochany w jego ciele czy może obłąkany?
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#16
27.12.2022, 21:55  ✶  
Wywrócił oczami na to, że Castiel po raz kolejny brał zbyt dosłownie jego słowa. Jak miał się z nim droczyć i bawić metaforami, kiedy ten stąpał twardo po ziemi? Sama wizja rozwikłania tej łamigłówki wprawiała go w zachwyt. To uczenie się drugiej osoby, jak gdyby była książką, z której treścią trzeba się zapoznać. Powoli, delektując się każdą stronicą. I z pewnością nie mógł się zgodzić z tym, że Flint był nudny, biorąc pod uwagę to, ile masek nosił. Mógłby policzyć na palcach jednej ręki wszystkie te jego wcielenia, które do tej pory widział na oczy, a i tak za każdym razem pojawiało się nowe, coraz bardziej zaskakujące w swej prostocie. Jeśli Castiel chciał oszaleć, planował do niego dołączyć. O ile nie stracił już zmysłów w momencie, gdy po raz pierwszy zakochał się w jego oczach.
Mógłby zapomnieć, jak się oddycha. Kto chciałby być w tym momencie zwyczajny? To ta śmiałość była pociągająca, w tej właśnie postaci Castiel podobał mu się najbardziej. Nie skupiony na otaczającej ich rzeczywistości, a właśnie na nim, tak jakby Fergus był całym jego światem. Czy to samolubne? W tej chwili go to nie obchodziło. Łaknął dotyku, pocałunków na całym swoim ciele. I miał to otrzymać z nawiązką. Nie zamierzał mu pomagać, zbyt śmiały w swoich pragnieniach. Tworzyli swoje własne światy, małe rzeczywistości, a w tej istniały tylko usta i dłonie Castiela, które sprawiały, że przez jego ciało przechodził przyjemny dreszcz. Zupełnie ignorował zimną ścianę tuż za swoimi plecami. Była jedynie podporą, która powstrzymywała go przed rozpłynięciem się i upadkiem.
Wstrzymał na moment oddech, czując, jak dłoń wślizguje się pod materiał jego bielizny, podświadomie przygryzając usta, by z gardła nie wydobył się kolejny jęk. Nie wiedział, czemu się powstrzymywał, być może gdzieś z tyłu głowy, z czeluści umysłu szeptały pokłady wstydu, co oni właściwie robili. Szybko postawił jednak między nimi granicę, która tłumiła te głosy, pozwalając mu nacieszyć się chwilą przyjemności.
Oddychał szybko, nie panując nad swoimi płucami. Całe jego ciało reagowało w rytm dłoni Castiela, to czując zawód na zwolnienie, to ekscytację, gdy przyśpieszał. Bawił się z nim, podstępny. Myśli tliły mu się w głowie krótkimi sentencjami: za szybko, za bardzo, chcę tego, nie przestawaj. Zatracił gdzieś w tym wszystkim siebie, szukając jedynie cielesności, która na pozór dawała wyzwolenie. Ale nic nie mógł poradzić na to, że przy nim rzeczywiście czuł, jakby wszystko było dozwolone. Nie istniał wstyd, żadne oczekiwania, przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Tylko oni dwaj gdzieś pośrodku niczego, gdzie czas płynął w zupełnie innym tempie. Tym zgodnym z ruchem nadgarstka Castiela.
Łapał i wypuszczał powietrze ustami, co rusz tracąc dostęp do tlenu, gdy Flint zaczepiał go w pojedynczych pocałunkach. Uczepił się jego pleców, wbijając w nie paznokcie, jak gdyby szukał oparcia i potwierdzenia, że rzeczywiście tam był, wprowadzając go w odmęty pragnień, o których istnieniu nawet nie wiedział. Tlen wkradał się do jego płuc coraz płycej, zupełnie już nad tym nie panował; instynktowna czynność stała się zbyt trudna do zrealizowania. Ciepły oddech blondyna, gdy usta zbliżały się do ucha, wprawiał go w kolejne drżenie. Jakim cudem tak drobna zaczepka była aż tak przyjemna? Wdech, wydech, wdech, wydech. Pamiętaj o oddychaniu. Wdech i… Zatrzymał się w sobie, zaciskając dłonie na barkach Castiela, by utrzymać się w pionie. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa, ściskając mięśnie w skurczu przyjemności. Serce tłukło w piersi jak szalone, starając przebić się przez żebra, a krew w całym ciele wrzała. Opadł głową na ramię Flinta, szukając oparcia i tłumiąc jęk w jego skórę. Jeśli on był obłąkany, to czym w tym wszystkim był Fergus? Zahipnotyzowany bliskością, doprowadzony do stanu ekstazy i zawstydzony, gdy miał już opaść z sił. Bo kiedy było już po wszystkim, gdy oddech się normował, dłoń Castiela przestała się poruszać, a na bieliźnie i podbrzuszu czuł wilgoć nasienia, nie potrafił spojrzeć mu w oczy.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#17
28.12.2022, 09:01  ✶  
Gorące powietrze wsiąkło w jego skórę, znacząco podnosząc temperaturę ciała. Gdyby ktoś teraz rzucił na niego medycznym okiem to zawyrokowałby, że Flint jest chory. Z utęsknienia za tym uczuciem życia płynącego w krwiobiegu. Adrenalina buzowała w skroniach i wydostawała się różnego rodzaju oddechem. Zamknął w tej drobnej przestrzeni Fergusa i całkowicie uzależnił się od reakcji jego ciała. To przynosiło znacznie więcej satysfakcji niż rozbrajanie czarnomagicznego przedmiotu, który w razie błędu odgryzie ci palce. Tutaj ryzyka nie było bo już uzyskał przekonanie jak to obaj do siebie lgną. Może było to złe, niewłaściwe ale za to niesamowicie odprężające. Przycisnął go do siebie w żelaznym uścisku i napawał się spięciem jego mięśni, wstrzymanym oddechem i tym z trudem wyartykułowanym jękiem. Nie było między nimi żadnej przestrzeni, obejmował jego biodra ramieniem i go trzymał, akurat teraz potrzebując jeszcze więcej tego uczucia bliskości. Chciał czuć na sobie każde jego drgnięcie i dreszcz. Słyszał ich oddechy, swój własny wciąż ciężki, nienasycony. Zmęczenie jednak promieniowało od spiętego nadgarstka przez całe ciało, leniwie i powoli gasząc w nim ogień. Oparł policzek o jego potargane włosy i dał im kilka minut ciszy. Dopiero po chwili wcisnął rękę między jego plecy a ścianę i pogładził go od łopatek aż do lędźwi.
- Odpocznij.- szepnął drżącym głosem kiedy docierało do niego co mu zrobił. Musiał nastać ten moment odsunięcia się na kilka cali. Wciąż z trzęsącymi się rękoma wpuścił między nich inne powietrze, wyciągając z tylnej kieszeni spodni tradycyjną bawełnianą chusteczkę, której nigdy nie potrzebował a nosił z przyzwyczajenia. Wytarł dowód ich zuchwałości i zaraz to położył rękę u podstawy szyi Olivandera.
Odchrząknął i uśmiechnął się lekko przytomnie, zabierając jeszcze z jego ust te ostatnie gorące oddechy. Za wszelką cenę bronił się przed skrępowaniem czającym się za rogiem, choć w głównej mierze w mimice Fergusa. Wciąż czuł, że nogi się mogą pod nim ugiąć więc przytrzymał się Olivandera choćby opuszkami palców.
- Mów do mnie bo stracę pewność siebie.- poprosił, czając się spojrzeniem po jego policzkach. Nie chciał jej utracić bo nie wiedział kiedy ona powróci. Nad wszystko potrzebował teraz słyszeć głos Fergusa, nie mógł pozwolić mu milczeć.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#18
28.12.2022, 19:30  ✶  
Rozluźnił uścisk dłoni na jego plecach, obawiając się, że w całej tej utracie panowania nad sobą mógł zostawić na jego skórze zadrapania. Kiedy tętno opadło, a oddech zaczął się normować, zdawało mu się, że Castiel był jedynym źródłem ciepła w całym tym pomieszczeniu. Nic więc dziwnego, że przylgnął do niego, wodząc palcami po jego boku i wciąż przymykając oczy, by to dotyk mógł być głównym zmysłem. Na powrót miał świadomość deszczu bębniącego o szybę równym tempem. Myśli kotłowały mu się w głowie i chciał je wygłuszyć, skupiając się na swoim oddechu, ale i nad tym utracił kontrolę. Skupiały się tylko na jednym: że przepadł. Utracił rozsądek na rzecz tego mężczyzny; naprawdę podleciał do słońca i pozwolił sobie opaść prosto w odmęty morskiej toni. Uspokajał się pod wpływem dłoni głaszczącej go po plecach, uśmiechając lekko na dźwięk tembru jego głosu zawartego w zaledwie jednym słowie. Nie potrafił już patrzeć na niego z tej perspektywy czasu, co kiedyś. Teraz Castiel był jego, a on był Castiela. Przynajmniej w jego głowie układało się to w jakąś sensowną całość, choć i tak był pogubiony. We własnych uczuciach, odczuciach i pragnieniach. Potrafił jedynie stwierdzić, że chciał Casa w każdej postaci: lądowej, wodnej, oficjalnej i prywatnej. Ciekłej, stałej i lotnej.
- Tak jakby ci jej brakowało – mruknął cicho w odpowiedzi na jego stwierdzenie, wpatrując się w niego lekko nieobecnym spojrzeniem. Castiel był niewyraźny, z zamglonymi konturami rozświetlanymi słabą lampą tuż za jego plecami. W całym tym niedopowiedzeniu po prostu piękny. Uśmiechnął się na samą tę myśl, nie mogąc oderwać od niego oczu. – Co mam ci powiedzieć? Coś, cokolwiek… nie znam więcej synonimów. W ogóle istnieją? – mówił, nie do końca pewien, czy starał się zagadać jego, czy bardziej siebie, by ukryć to, jak pomimo zachwytu tym mężczyzną, czuł się zażenowany samym sobą. A zwłaszcza tym, jak łatwo mu się poddał, choć niczego nie żałował.
– O czym myślisz? – zapytał, łapiąc jego spojrzenie i starając się je utrzymać, mimo że kusiło go uciec wzrokiem. Niepewność brała jednak górę, bo skąd miał wiedzieć, co teraz? I czy Castiel czasem nie stwierdzi, że to jednak nie jest dla niego, że Fergus postradał zmysły… Że to hańba, wstyd i ujma na honorze. Ugh, zamknij się, powtarzał swojej głowie, gdy granice, które jej postawił puściły. Uczucie przyjemności przeplatało się ze strachem, jak wahadło zegara poruszające się w lewo i w prawo, tik tak, tik tak. Skupiał się na Castielu, na jego uśmiechu, na rzęsach kładących cień na policzkach. Tylko oni dwaj w tej małej przestrzeni. Nic poza tym. Nawet gdyby chciał uciec, to nie mógł, bo Flint rozwalił cholerne drzwi, a nie sądził, by był w stanie się teleportować w tym stanie. Ale nie chciał uciekać, nie po tym wszystkim. Nie w momencie, gdy ktoś w końcu go zauważył, a nie patrzył poprzez niego. A on mógłby patrzeć tylko na mężczyznę przed sobą i nie widzieć nic poza nim. Jak to się stało, że nagle zaczynał być jego światem?
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#19
28.12.2022, 22:43  ✶  
Musiał nieco ochłonąć i poruszyć się aby ocierający się materiał podkoszulka wysłał do jego mózgu informację, że coś go na plecach piecze. Nie przypisał tego do uścisku palców Fergusa. Zbyt zajęty był delektowaniem się jego zapachem i temperaturą ciała. Powoli stygł więc nie chciał przegapić ani sekundy gasnącego ognia. Cały czas czuł niedosyt, mrowił go koniuszek języka, coś w trzewiach uwierało ale im dłużej pozwalał powietrzu siebie schładzać, tym mniej stawało się to wyczuwalne. Tym gorliwiej łykał te ostatnie chwile ciepła, starając się nie wystraszyć własnym apetytem na jego ciało. Nie nasycił się, to było poniekąd przerażające. Nie podejrzewał siebie o tak gorącą krew. Musiał się otrzeźwić, aby tu nie sapnąć z żalu, że wszystko już minęło. Oparł czoło o jego skroń, jeszcze niezdolny tak do końca go puścić. Chyba się tym wystraszył.
- Działasz na mnie równie wybitnie jak woda.- wydusił z siebie, opierając teraz suche i nagrzane usta o jego kość policzkową. Mógłby tak zostać znacznie dłużej, uzależnić się od temperatury jego ciała. O zgrozo, dlaczego im dłużej przy nim był tym bardziej nie mógł się otrząsnąć?
- Nie wiem, Fergus. Jestem pod wrażeniem… nas. Jestem w szoku, że mi wciąż mało. Nie poznaję siebie. - podniósł jego spodnie na prawowite miejsce, a nawet grzecznie zapiął mu rozporek. Przesunął palcami wzdłuż jego pępka, przez mostek aż do obojczyka. Potrząsnął głową.
- Co ty ze mną robisz…- uśmiechnął się tak… inaczej, jakby był chłodną falą wody w zbyt upalny dzień. Zabrał rękę i umieścił ją w ciasnej kieszeni swoich spodni.
- Czuję się jak…- urwał kiedy jego wzrok padł na policzki Olivandera. Momentalnie się spiął bo wyczuł w ich kolorze, że coś jest nie tak.
- Dlaczego nie chcesz spojrzeć mi w oczy? Żałujesz?- zapytał a strach go zmroził na tyle, że po ogniu zostało ledwie parę iskier. Nie rozpoznał w nim wstydu a bardziej zakłopotanie, zażenowanie, być może wyrzuty sumienia. Otworzył się przed nim tak na oścież i świadomość, że Fergus mógł po fakcie żałować była ziszczeniem aktualnych koszmarów.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#20
29.12.2022, 18:39  ✶  
- Uważaj, bo na nieznanych wodach łatwo popłynąć z prądem – zażartował, choć nawet nie miał pewności, czy była to prawda. Nie znał się na tych wszystkich rzecznych i morskich tematach. Zazwyczaj wymyślał na bieżąco, bawiąc się słowotwórstwem: jak z tym zwodnikiem. Swoją drogą całkiem zmyślnie trafił, wabiony jasnym światłem, mamiony słodkim głosem. A teraz stał w objęciach tego swojego wyimaginowanego demona, ciesząc się na każde słowo, które wychodziło z jego ust. Chyba uśmiechał się całym ciałem, o ile coś takiego było rzeczywiście możliwe. Czuł ciepło na skórze w każdym miejscu, którego dotknął Castiel; jakby zostawiał za sobą iskry. A mimo to, pomimo wszystkich tych zdań, pełnego pożądania uśmiechu i uwodzicielskiego dotyku wciąż czuł dziwną niepewność, że to nie było prawdziwe. I że nie powinni, dlatego szybko się skończy. Ten strach był tak boleśnie nieznośny, że gdyby tylko mógł, zapakowałby go do worka i wepchnął głęboko do jeziora. Najlepiej przywiązany do tej kotwicy kwitnącej w rogu pokoju Flinta. Chyba ona najbardziej utkwiła mu w głowie, zaraz za morzem namalowanym nad ich głowami. Unosić się na morzu, pływać w odmętach nieba. Tak właśnie się czuł w jego towarzystwie, dowiadując o tym, że nawet z pozoru niemożliwe rzeczy mogły się ziścić. Dlaczego więc wciąż ogarniał go lęk? Podświadomość podsuwała trudne tematy?
- Nie – urwał mu szybko i stanowczo, by nie mógł zagłębić się w pomysł tego, że w ogóle spróbowałby żałować. Nie miał czego. Wręcz powinien mu dziękować za tę śmiałość.
Zakrył twarz dłońmi i jęknął w nie przeciągle, jeszcze bardziej zażenowany faktem, że Castiel wyczytał cokolwiek z wyrazu jego twarzy. Czuł się jak zawstydzony dzieciak i przez to jeszcze bardziej się tak zachowywał, nieprzywykły do tego, że ktokolwiek mógł patrzeć na niego w ten sposób. Spojrzał spomiędzy palców na niepewną minę Flinta, a żołądek wykręcił mu się na myśl, że przez jego głupie zachowanie mógł mu namieszać w głowie sprzecznymi sygnałami.
- To po prostu… coś nowego. I nie do końca wiem, co o tym myśleć – powiedział w końcu, odsuwając dłonie od twarzy i wyciągając je w kierunku Castiela, by przyciągnąć go siebie. Wtulił się w niego, wciskając nos w zagłębienie jego szyi i wdychając jego zapach. – Ale mi się to podoba. I ciągnie mnie do ciebie, tak cholernie mocno – wymruczał jeszcze, zaczepiając ustami skrawek jego skóry. Czuł pod wargami, jak przyspiesza mu tętno. – Wiesz, chyba zawsze cię trochę podziwiałem, nawet kiedy mnie nie zauważałeś.
Czy on mu się właśnie przyznał do tego na głos? Chociaż sam doszedł do tego wniosku o wiele za późno, lustrując swoje wspomnienia z zupełnie innej perspektywy w ciągu tych długich nocy, gdy nie nadchodził sen.
Co ty ze mną robisz? Co Castiel robił z nim! Przesunął dłoń z jego pleców na bok i zaraz potem na brzuch, wodząc palcami to w górę to w dół. Próbował przywrócić w sobie tę pewność siebie, którą miał wtedy w jeziorze i tutaj w tej kanciapie, gdy rzucił się na niego z pocałunkiem. Przyssał się do jego szyi, zostawiając po sobie zaczerwieniony, lekko wilgotny ślad. Za bardzo go kusiło, zbyt mocno chciał bliskości.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Castiel Flint (7497), Fergus Ollivander (8779)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa