04.02.2023, 21:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.02.2023, 21:54 przez Castiel Flint.)
- Badania nad likantropią. Zbieram jeszcze galeony na potrzebne akcesoria i będę mógł zająć się tym, co planuję od dwóch miesięcy. - odparł lekkim tonem, nie wprowadzając go teraz w szczegóły dotyczące oczywiście pobierania krwi od wściekłego wilkołaka pozbawionego eliksiru tojadowego. Nie chciał psuć atmosfery. Na chwilę świat się zatrzymał i zamknął w tych trzydziestu minutach. Próbował nacieszyć się chwilą lecz ta nieuchronnie ulatywała. Nie chciało mu się już rozmawiać o Malfoyach, o prawdopodobieństwach, o niczym co nie miało związku z ich relacją. Tylko w takich osobliwych spotkaniach gdzie nikogo wokół nie było mogli poruszać intymne sprawy. Z tego powodu pozwalał dłoniom błądzić pod jego koszulką, drapać jego plecy i całować. Mimo wszystko Fergus przyciągał uwagę do tych prozaicznych tematów. Ech, skoro mus to mus.
- To, co zawsze. Kapryśny artefakt prysnął magią mi w twarz. Musimy o tym mówić?- dopytał z lekkim zniecierpliwieniem i zacisnął palce na jego biodrze, mając ochotę na luźniejsze tematy na przykład…
- Możemy porozmawiać o planach związanych z randką na jachcie. Masz jakieś preferencje co chciałbyś tam ze mną robić?- zapytał cicho, a uśmiech czający się w kącikach ust zdradzał, że miałby parę gorących pomysłów. Mimo wszystko chciał poznać jego oczekiwania. Nie mógł się doczekać aż będą tam sami i to nieograniczoną ilość czasu.
Ten jednak postanowił łaskotać, co było dla Flinta niedopuszczalne. Zbyt wrażliwy na łaskotki dążył do ich zaniechania więc czym prędzej łapał jego rękę i zajmował gorącym pocałunkiem, aby odwieść go od pomysłu łaskotania. Udało mu się, poczuł to po jego odpowiedzi. Wydawało mu się, że go tym zaskoczył i jednocześnie ucieszył więc pogłębił pocałunek, zabierając mu oddech i miał nadzieję, racjonalność. Po chwili powróciła myśl związana z opuszczeniem szpitala zanim Bulstrode odkryje, że salka jest tymczasowo zamknięta. Uśmiechnął się szczęśliwie słysząc jego odwzajemnienie, zapisując sobie w pamięci wyraz jego twarzy. Nie miał pojęcia co się później stało lecz w pewnej chwili odkryli, że łóżko jednak jest jednoosobowe. Fergus mu spadł, a gdy próbował go chwycić został lekko pociągnięty i również zleciał na podłogę z tym, że na kolana i jedną rękę, tuż nad Fergusem. Miał go niemal pod sobą.
- Mógłbyś się przy mnie nie ranić i nie zabijać? Zacznę wierzyć w klątwę pecha.- poprosił z krzywą miną i pogładził go po kolanie. Nie powinien tego robić. Miał pomóc mu wstać, schować się pod kołdrę i grzecznie stąd wyjść. Zamiast tego wrócił do pocałunku… tak, na tej podłodze. Tym razem zacisnął zęby na jego dolnej wardze, wsunął wolną rękę w roztrzepane włosy i przycisnął wargami jego usta, całując go intensywnie i bez tchu. Przesunął dłoń po jego brzuchu i zatrzymał na pachwinie. Nie powstrzymał się aby przesunąć palce kilka cali dalej, na jego krocze. Czekał na pospieszny wdech związany z uzmysłowieniem sobie jak bardzo nieracjonalnie się teraz zachowuje. Non stop cieszył się, że może go teraz dotykać. Zachowywał się tak jakby musiał odrobić sobie te dni rozłąki i nieudane popołudniowe wyjście na obiad. Wtedy też, gdy tylko rozmasował to wrażliwe miejsce, oderwał się od jego warg, sprawdzając czy są dobrze unerwione od tego jak je teraz potraktował. Były.
- Opisz mi w liście w jaki sposób dokończymy to spotkanie na jachcie.- szepnął, próbując go skłonić do większej namiętności w słowach pisanych. Zaraz to bezczelnie się podniósł i pomógł mu wstać, a następnie przypilnował by leżał w łóżku. Nie siadał już obok niego ale uśmiechał się zawadiacko, zupełnie jak nie Castiel Flint.
- To była zemsta za łaskotki. Zbieram się już do wyjścia. Będę czekał na list. Najlepiej zacznij pisać go od razu.- podał mu z szafki pergamin i pióro, kładąc obie rzeczy na jego kolanach. Rozwiązał włosy i je poprawił aby nie wyglądać jakby właśnie skończył macać jednego z pacjentów.
- Do zobaczenia niebawem.- uśmiechnął się od ucha do ucha i z taką oto ucieszoną miną otworzył zasuwę w drzwiach i wyszedł, opuszczając szpital.
[opuszczam lokację]
- To, co zawsze. Kapryśny artefakt prysnął magią mi w twarz. Musimy o tym mówić?- dopytał z lekkim zniecierpliwieniem i zacisnął palce na jego biodrze, mając ochotę na luźniejsze tematy na przykład…
- Możemy porozmawiać o planach związanych z randką na jachcie. Masz jakieś preferencje co chciałbyś tam ze mną robić?- zapytał cicho, a uśmiech czający się w kącikach ust zdradzał, że miałby parę gorących pomysłów. Mimo wszystko chciał poznać jego oczekiwania. Nie mógł się doczekać aż będą tam sami i to nieograniczoną ilość czasu.
Ten jednak postanowił łaskotać, co było dla Flinta niedopuszczalne. Zbyt wrażliwy na łaskotki dążył do ich zaniechania więc czym prędzej łapał jego rękę i zajmował gorącym pocałunkiem, aby odwieść go od pomysłu łaskotania. Udało mu się, poczuł to po jego odpowiedzi. Wydawało mu się, że go tym zaskoczył i jednocześnie ucieszył więc pogłębił pocałunek, zabierając mu oddech i miał nadzieję, racjonalność. Po chwili powróciła myśl związana z opuszczeniem szpitala zanim Bulstrode odkryje, że salka jest tymczasowo zamknięta. Uśmiechnął się szczęśliwie słysząc jego odwzajemnienie, zapisując sobie w pamięci wyraz jego twarzy. Nie miał pojęcia co się później stało lecz w pewnej chwili odkryli, że łóżko jednak jest jednoosobowe. Fergus mu spadł, a gdy próbował go chwycić został lekko pociągnięty i również zleciał na podłogę z tym, że na kolana i jedną rękę, tuż nad Fergusem. Miał go niemal pod sobą.
- Mógłbyś się przy mnie nie ranić i nie zabijać? Zacznę wierzyć w klątwę pecha.- poprosił z krzywą miną i pogładził go po kolanie. Nie powinien tego robić. Miał pomóc mu wstać, schować się pod kołdrę i grzecznie stąd wyjść. Zamiast tego wrócił do pocałunku… tak, na tej podłodze. Tym razem zacisnął zęby na jego dolnej wardze, wsunął wolną rękę w roztrzepane włosy i przycisnął wargami jego usta, całując go intensywnie i bez tchu. Przesunął dłoń po jego brzuchu i zatrzymał na pachwinie. Nie powstrzymał się aby przesunąć palce kilka cali dalej, na jego krocze. Czekał na pospieszny wdech związany z uzmysłowieniem sobie jak bardzo nieracjonalnie się teraz zachowuje. Non stop cieszył się, że może go teraz dotykać. Zachowywał się tak jakby musiał odrobić sobie te dni rozłąki i nieudane popołudniowe wyjście na obiad. Wtedy też, gdy tylko rozmasował to wrażliwe miejsce, oderwał się od jego warg, sprawdzając czy są dobrze unerwione od tego jak je teraz potraktował. Były.
- Opisz mi w liście w jaki sposób dokończymy to spotkanie na jachcie.- szepnął, próbując go skłonić do większej namiętności w słowach pisanych. Zaraz to bezczelnie się podniósł i pomógł mu wstać, a następnie przypilnował by leżał w łóżku. Nie siadał już obok niego ale uśmiechał się zawadiacko, zupełnie jak nie Castiel Flint.
- To była zemsta za łaskotki. Zbieram się już do wyjścia. Będę czekał na list. Najlepiej zacznij pisać go od razu.- podał mu z szafki pergamin i pióro, kładąc obie rzeczy na jego kolanach. Rozwiązał włosy i je poprawił aby nie wyglądać jakby właśnie skończył macać jednego z pacjentów.
- Do zobaczenia niebawem.- uśmiechnął się od ucha do ucha i z taką oto ucieszoną miną otworzył zasuwę w drzwiach i wyszedł, opuszczając szpital.
[opuszczam lokację]