• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[ 03.05.1972 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach?

[ 03.05.1972 ] – Avelina & Cody | Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach?
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#11
03.02.2023, 15:31  ✶  

Avelina od zawsze była spokojna, nie wychylająca się, obserwująca uważnie otoczenie. Chciała wiedzieć wszystko, ale nie chciałaby ktokolwiek wiedział o niej cokolwiek. Dlatego była zadowolona, że nowo poznany Cody był typem osoby, która mówiła, bo ona sama wolała milczeć, słuchać. Upust słowom dawała tylko w listach, które nigdy nie zostaną wysłane. Jeśli chodzi o dobre samopoczucie to główna ulica, na której się znajdowali była przyjemniejszym miejscem niż ciemen uliczki, gdzie obcy mężczyzna ponaglał ją, aby szła szybciej. Nie wiadomo, dlaczego, bo przemieszczanie się takimi miejscami bardziej rozsądnie jest powoli, aby nie zrobić sobie krzywdy.

Fascynowało ją to ile ten chłopak miał energii. Poruszał się szybko, niespokojnie. Ona natomiast momentami musiała do niego podbiegać, ale to dobrze – dzięki temu rozgrzewała się.

— Ja w sumie nie wiem kim jestem. – odpowiedziała szczerze. – Bycie dobrym, a bycie złym. Niby dwie skrajności, ale nie można być jednym lub drugim, bo w każdym z nas jest trochę mroku, prawda? – zapytała obserwując jak zmienia swoją pozycję i idzie tyłem patrząc na nią.

Starała się być dobra, ponieważ nie chciała podłości na świecie, ale jednocześnie wiedziała, że nie można być skrajnie dobrym, ani skrajnie złym. Zawsze znajdzie się coś podstępnego, co zrobiło się w swoim życiu. Ktoś mógł uwarzyć truciznę i wmawiać sobie, że to nie jego wina, że ktoś od niej umrze. Ściąganie na lekcjach, niedoliczanie drobnych sum do rachunków w sklepie jako sprzedawca. Takie małe, drobne rzeczy powodują, że w sercach człowieka gości zło. Nie są to podłe uczynki jakie czynią ludziom Śmierciożercy, ale jednak każdy człowiek ma skłonność do czynienia zła.

Obserwowała jak bawił się niebieskim płomieniem na swojej dłoni z świetlikami w oczach. Lubiła ten kolor, lubiła niebieską poświatę tego zaklęcia. Lubiła też zaklęcie Lumos. Kojarzyło jej się dobrze. To jak wymykała się z dormitorium po ciszy nocnej, jak skradała się do kuchni, aby zjeść coś po godzinach, lub jak czytała po nocach jakieś książki i żeby nikomu nie przeszkadzać to oświetlała sobie litery słabym światłem różdżki.

— Ma mój ulubiony kolor. – odpowiedziała mimowolnie. Wzrok brązowych oczu cały czas skupiał się na płomieniu, a jej serce zalewała ciekawość czemu on to robi? Dlaczego wyczarował to zaklęcie? Co z nim zrobi? Popisuje się? Próbuje jej zaimponować?

Posłusznie wyciągnęła dłonie, aby zabrać od niego ten płomień patrząc przy tym mu w oczy. Fascynujący człowiek, nie mogła temu zaprzeczyć. Jej brak ufności jednak nie pozwalała się za bardzo spoufalać. Uśmiechnęła się na ten żart i mimowolnie przewróciła oczami.

— Widzę, że skromny z ciebie typ człowieka. – odpowiedziała skupiając się na trzymanym płomieniu. Pilnowała, aby nie zgasł ani nie spadł. Czasami była niezdarna. Wiatr nadal miotał jej ubraniem i kapturem. Wsunęła płomień do wyczarowanego przez mężczyznę słoika i patrzyła na niego pytająco. — Co planujesz? – zapytała obserwując jego ruchy bardzo uważnie. Przez ciekawość, która ją zżerała była bliżej niego niż wcześniej jakby to miało pomóc jej odgadnąć o co chodzi.

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#12
03.02.2023, 17:42  ✶  
- Więc jesteś pośrodku, jak ja ale jednak nie do końca. W sumie to dobrze. - wzruszył ramionami. Przez ostatnie dwa miesiące powtarzał sobie, że nie jest zły przez to czym się stał. Owszem, to kłopotliwe, nienaturalne ale dzięki temu mógł poznać jeszcze trochę życia. To w jego mniemaniu lepsze niż przedwczesna śmierć w wieku dwudziestu dwóch lat.
Zajął się zabawą Niebieskim Płomieniem bo gdy ręce i umysł były zajęte czymś pięknym to łatwiej było uciekać myślami przed tymi zachętami do czegoś złego. Wystarczyła chwila aby w jego głowie pojawiła się pomysł. Kilka sekund później wprowadzał go w życie. Chciał czerpać ile się da z dobrych chwil aby zrekompensować sobie martwe ciało.
- Noo, jest takie kojące. Fajnie się przy nim zasypia. - dodał jako ciekawostkę bowiem ten czar bardzo często opuszczał jego różdżkę. Bliskość z Aveliną była dla niego przyjemna, podobało mu się ożywienie w jej oczach gdy coś tworzył. Zmęczenie znikało z jej twarzy gdy czymś się interesowała.
- Dowartościowany.- sprostował, odpowiadając na jej uśmiech wyszczerzem zębów - normalnych, nie szpiczastych. Dla pewności zaraz je zasłonił ustami i przesunął po nich krańcem języka ale nie znalazł tych szpikulców chętnych do zatapiania się w czyimś gardle. Poczekał aż dziewczyna przełoży Płomień do słoika i zaraz zamknął go kamiennym okrągłym wieczkiem.
- Zobaczysz. - zerknął na nią znad romantycznego światła i puścił jej oczko. Przytknął kraniec różdżki do szkła i wypowiedział inkantację. Czar wsiąkł w szkło. W miejscu zetknięcia się różdżki wypłynęła cienka biała linia, tworząc zaraz to na szkle bardzo prosty szkic sylwetki konia. Ledwie skończył się na nim "rysować" a poruszył kopytami i ruszył galopem wokół słoika, biegnąc wokół po jego powierzchni, oświetlany Niebieskim Płomieniem płonącym wewnątrz. Przytrzymał różdżkę zębami i potarł kciukiem sylwetkę rysunku oceniając jej prostotę jako banalną. Nie jest to szczyt artystyczny ale był całkiem ładny… chyba.
- I co sądzisz?- zapytał przekładając różdżkę z powrotem do ręki. Obrócił słoik w palcach pokazując jej go w całej okazałości - użył do tego kombinacji trzech zaklęć.
- Mam nadzieję, że ci się podoba bo to dla ciebie. - wyszczerzył się i wysunął różdżkę ponad ich głowy. Zainkantował czar przyzwania patronusa, podpierając go wspomnieniem dnia gdzie leżał pod drzewem z Alice, Rheą, Charlim, Hether i paroma innymi osobami gdzie śmiali się w głos z jego żartu. Czasy szkoły, jaka sielanka! Z jego różdżki wydostał się lekko zamazany ale pełny czar przyjmujący kształt właśnie galopującego konia. Zatoczył wokół nich koło, rozświetlając na moment ulicę i prysł, zostawiając po sobie przez chwilę miłą dla oka smugę.
- Będziesz mogła teraz pamiętać sobie tego gościa z ciemnego zaułka, co cię ofukał, że nim idziesz. - stwierdził i wiedział, że to co czarował było dobre i miłe. Potwierdzał zatem swoje przekonanie, że bycie wampirem nie jest równoznaczne z przesiąknięciem złem. Złe istoty nie mogłyby użyć tego czaru.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#13
03.02.2023, 21:42  ✶  

Lubiła ten blask, nie bił za mocno po oczach, nie raził, ale też nie wprowadzał zbyt dużo ciepła. Był chłodnym, stonowanym kolorem i można było przy nim zasypiać. Wpatrywała się w płomień nie zwracając na wyszczerzone zęby towarzysza, więc też nie dostrzegła, że ten się dziwnie speszył swoim własnym uśmiechem. Nie było to teraz ważne. On tworzył magię, którą Avelina była otoczona od dziecka, a mimo to cieszyła się, kiedy ktoś tworzył dla niej coś nowego. Jego tajemniczość była zdecydowanie bardzo intrygująca. Ciemnowłosa dziewczyna lubiła tajemnice, sekrety. Lubiła poznawać, coś czego nie mogła znać. W pewnym sensie od zawsze lubiła wchodzić w miejsca nie dla niej stworzone, dowiadywać się o informacjach, które nie chciały spotkać światła dziennego.

Dlatego nie raz podsłuchiwała rozmowy w opuszczonych salach. Nie pytajcie, jak dowiadywała się o takich tajemniczych schadzkach. Nogi same wiodły ją do miejsc, w których nie mogła być. Nie powinna być.

Jej oczy uważnie śledziły poczynania mężczyzny. Gdy stworzył obraz konia na słoiku po jej ciele przebiegł przyjemny dreszcz podniecenia. Był to dla niej niesamowity widok. Rodzice często tworzyli dla niej magiczne rysunki, które oświetlały jej pokój, ale rzadko widywała takie cuda stworzone na ulicy z niczego.

— To jest niesamowite. Uwielbiam patrzeć, jak czarodzieje tworzą magiczne rzeczy. Jestem otoczona magią od dziecka, moi rodzice są czarodziejami, ale nadal cieszę się z takich rzeczy jak dziecko. – wyznała obserwując rozbieganego konika.

Nie zdążyła mu nawet podziękować, a uraczył ją widokiem swojego patronusa. Sama nigdy nie wyczarowała pełnej formy tego zaklęcia. Widok świetlistego konia połyskującego białoniebieskim światłem wywołał u niej uśmiech i ciepło na sercu. Było to dobre zaklęcia. Zaklęcie kojące i wywołujące dobre wspomnienia. Miała ochotę dotknąć tego światełka, ale szybko zniknęło pozostawiając po sobie mgliste wspomnienie tego dzieła.

— Wow. – szepnęła patrząc w miejsce, gdzie zniknął patronus. – I dziękuję. – odpowiedziała biorąc do ręki słoik i przyglądając się konikowi na jego szkle.

— Nikt dla mnie nigdy nie stworzył czegoś takiego. Chyba zaczynam się cieszyć, że się zgubiłam. – uśmiechnęła się odrywając na chwilę wzrok od słoika i przyglądając się mu z uwagą jakby chciała zapamiętać każdy skrawek jego twarzy. By trwał w jej pamięci właśnie tak jak teraz wyglądał. Majestatycznie intrygująco.

— Nigdy cię nie zapomnę. Dzisiejsze zakończenie paskudnego dnia było dla mnie bardzo przyjemne i oczyszczające. – usta uśmiechały się jej szeroko, a jej oczy niknęły pod grubymi rzęsami. Zaczęła nagle szperać w kieszeniach kurtki oddając mu na chwilę słoik z krótkim potrzymaj chwilę. Intensywnie czegoś szukała, aż w końcu wyjęła z kieszeni małą fiolkę z jakimś płynem. – Nie jest to żaden eliksir, ale jest to fiolka z olejkiem zapachowym. Spróbowałam odtworzyć zapach deszczu i starych książek. Lubię ten zapach. Nie jest idealny, ale to będzie pamiątka po mnie. Proszę. – wręczyła mu ją z uśmiechem ponownie przejmując słoik od chłopaka.

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#14
03.02.2023, 22:17  ✶  
Nie był uzdolnionym artystą. To po prostu sprytne zastosowanie trzech zaklęć, własna pomysłowość i udane czar patronusa dla wzmocnienia efektu. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że wymyślił to na bieżąco. Nie kopiował swoich pomysłów sprzed lat z czego był dumny. Lubił zapadać w pamięć, zwłaszcza kiedy mu się zmarło.
- No i prawidłowo. Też lubię otaczać się piękną magią, a jak jeszcze mam do tego ładne towarzystwo to już w ogóle, fantastycznie.- schował różdżkę z powrotem do rękawa, wsuwając ją gładko na swoje miejsce. Skinął głową aby ruszyli dalej bo "jest zimno" choć nie dostał nawet gęsiej skórki. Po prostu gdy widział ten wiatr w jej włosach to domyślał się, że musiała mieć lodowate ręce. Bądź co bądź był chłodny wieczór a ona stała obok wcale nie cieplejszego wampira.
- Następnym razem polecam zgubić się gdzieś w okolicach Alei Horyzontalnej. Zdecydowanie przyjemniejsza okolica od ciemnego zaułka. - podrapał się po rudej łepetynie, nie wiedząc jak odebrać jej intensywne spojrzenie. Cokolwiek oznaczało to mu się podobało i mógłby chcieć tego więcej.
- Jakie zakończenie dnia? Idziemy jeszcze do tej klubokawiarni, podobno mają super asortyment i gadającego kota. - obrócił się aby iść już obok niej w normalny sposób. Ach, sięgnął po ten jej kaptur i założył jej go z powrotem.
- O, dzięki. Fajne. Nie wiem do czego tego użyję ale fajnie takie coś mieć. - autentycznie ucieszył się z podarku. Nachylił się nad zamkniętą fiolką zastawiając się czy poczuje zapach. Coś tam nikłego dało się wyczuć. Schował fiolkę w kieszeni kurtki.
- Jeśli czary w słoiku się skończą to znajdź mnie, naprawię.- dodał, zerkając na jej ręce trzymające słoik.
- Na brodę Merlina, musi być ci mocno zimno. - zobaczył, że ma już zaróżowione z zimna palce. Wyciągnął z drugiej kieszeni parę skórzanych rękawiczek i wyciągnął je w jej stronę.
- Są do zwrotu bo to moje ulubione. Ale załóż bo zanim dotrzemy do klubokawiarni to zamienisz się w sopel lodu. - gotów był kolejny raz potrzymać słoik. Uprzejmość wobec kobiet przychodziła mu naturalnie. Ojciec nauczył go, że nie ważne czy kobieta jest wiedźmą czy zwyczajną skromną dzierlatką - należy się jej solidna dawka uprzejmości. Dotychczas wykorzystywał to w celach prowokowania uciech bardziej cielesnych… ale taka grzeczna forma też była satysfakcjonująca… póki co. Nie mógł zapomnieć, że martwe ciało nie pomagało w zalotach a znacząco je utrudniało.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#15
05.02.2023, 15:13  ✶  

Ruszyła dalej obserwując otoczenie. Pierwszy raz nie czuła bezsensownego strachu idąc w nocy tą uliczką. Gdyby nie spędziła tyle czasu na warzeniu eliksirów, gdyby nie była przemęczona nie spotkałaby tego mężczyzny, ponieważ przeniosłaby się pod dom i już dawno leżałaby w swoim łóżku. Teraz marzła, ale w towarzystwie intrygującej osoby. Wyglądał na kogoś kto często ratuje damy w opresji, ale nie mogła być tego pewna, prawda?

— Postaram się zapamiętać. – odpowiedziała mu na propozycję gubienia się na innej ulicy.

Zaczęła się zastanawiać czy iść do klubokawiarni i odebrać temu spotkaniu tajemniczość, czy zostawić tego mężczyznę samemu, aby zapamiętał ją bardziej. Nieuchwytną, tajemniczą Avelinę. Nigdy nie była dostępna, nigdy łatwo nie nawiązywała relacji. Była zawsze trudnym przypadkiem. Nie chciała, aby ludzie wkradali się za szybko do jej serca, ponieważ bała się przywiązywania i odpowiedzialności za takie relacje. Wtedy człowiek musi być ostrożny, opiekować się i być lojalnym, aby nie stracić takich osób, bo jeśli tak się stanie pozostanie bolesna pustka.

— Spokojnie, daję radę. – odpowiedziała, ale gdy je podał automatycznie wymieniła słoik za rękawiczki i zaczęła je zakładać. Przy okazji dostrzegła, że jej but się rozwiązał, więc przykucnęła odkładając ostrożnie rękawiczki na kolano, aby nie spadły i je zawiązała. Podniosła się i ubrała rękawiczki od niego.

— Nie chce jeszcze kończyć dnia, ale myślę, że twoja magia za bardzo skradła moje serce. – zaśmiała się cicho, ponieważ nie będzie mogła odpędzić się od widoku tego płomienia, patronusa i raczej nic już tego nie pobije. – Jeśli chodzi o klubokawiarnie to znam ją bardzo dobrze.  Należy do mojej kuzynki. – poinformowała go. – Znasz Nore? – zapytała z ciekawości. Skoro tyle wiedział o tym miejscu to zapewne już ją poznał.

To powodowało, że była bardziej skora do tego, aby iść z nim dalej. W końcu nie znała go, więc nie wiedziała co miał w głowie, co chciał zrobić i dlaczego ją zabierał ze sobą? Jaki miał w tym cel? Była obcą dziewczyną, którą mógł doprowadzić do ulicy głównej i zostawić. Stąd bez problemu trafi do domu. Nie musi jej zabierać do klubokawiarni.

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#16
05.02.2023, 15:25  ✶  
Miał całą noc przed sobą. Wiedział, że nie wróci do domu przed świtem. Nie zamierzał spędzić tego czasu nic nie robiąc. Zazwyczaj nie był typem nocnej mary więc musiał odnaleźć się w nowej sytuacji. Jeśli wiązało się to z kradzieżą czasu odpoczynku nowo poznanej osoby to nie miał z tym żadnych skrupułów. Odnosił wrażenie, że mógłby spędzić z Aveliną czas na kilka sposobów. Całkiem przyjemnie się z nią rozmawiało, nie była nudna i pomimo zmęczenia dzielnie drałowała swoim tempem przy jego dużych krokach, które to próbował skrócić i w jakiś sposób dostosować się do tego powolnego tempa. Podał jej rękawiczki bo tak nakazywało wychowanie, którego czasami słuchał… jeśli chodziło rzecz jasna o kobiety. Nie chciał aby jakąkolwiek piękność nękało zimno a skoro jego ciało obecnie nie było zbyt atrakcyjne termicznie to ratował się dzieleniem skrawkiem odzieży.
- Mówiąc magia masz na myśli mój urok osobisty czy tamtego patronusa?- zapytał, odwracając się do niej całym ciałem i uśmiechając się od ucha do ucha. Oczekiwał komplementu, rzecz jasna.
- Poza tym dlaczego niby skradła "za bardzo"? Za dużo mnie tej nocy? A jest przecież tak wcześnie. Jeszcze tyle rzeczy można dzisiaj zrobić.- przy tym gestykulował i próbował ją namówić aby jednak jeszcze się z nim poszwendała.
- Nie, jej nie znam ale wątpię aby bardziej ciekawsza niż ty. Chcesz wracać już do siebie czy chce ci się połazić z typem z ciemnego zaułka? O, może chcesz iść się napić korzennego piwa? Rozgrzeje cię raz dwa. - jeśli Avelina sobie pójdzie to nie będzie wiedział co ze sobą zrobić. Nie miał nowej pracy, Alice musiała już spać o tej porze, Rhea nie wpuści go do domu takiego nienajedzonego, a u Williama siedział ostatnio dwa dni. Potrzebował nowości i Avelina taką jest. Uzmysłowił sobie, że chce ją jeszcze pomęczyć i poznać bo bez tego powróci nuda i wieczne zamartwianie się kiedy napadnie go taki głód, że będzie musiał uciekać.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#17
05.02.2023, 16:22  ✶  

Jej tempo było idealne do jej wzrostu. Według niej nawet chodziła bardzo szybko, ale potem szybko uderzała ją rzeczywistość, gdy na swojej drodze spotykała tych wysokich mężczyzn. Chodzili za szybko, jakby biegali, a ona musiała za nimi pędzić. Jej mama miała niską znajomą, która miała wysokiego męża i kobieta tak się wyrobiła w szybkim chodzeniu, że czasami była jak teraz Cody. Jutro miała wstać rano do pracy, ale jakoś nie przejmowała się tym, że będzie zapewne roztargniona.

Avelina uważała za to odwrotnie. Była nudna jak flaki z olejem. Pracowała w sklepie, nos trzymała w kotłach z eliksirami, czytała mnóstwo ksiąg z zakresu alchemii i zielarstwa, w domu hodowała kilka kwiatów. Chodziła tylko wyznaczonymi ścieżkami, które wytarła wręcz swoimi krokami na Londyńskich ulicach. Jedyna szalona rzecz w jej życiu to jej stara sowa na emeryturze, która gubi listy. Jednak od jej dwudziestych piątych urodzin chciała coś w swoim życiu zmienić. Przestać się bać nowych rzeczy. Zacząć poznawać ludzi, ale wyszło jak wyszło. Dopiero okropna pogoda pomogła jej poznać kogoś intrygującego i ciekawego.

Słoik w końcu schowała do swojej torby, która była przewieszona przez szyję i ramię. Nie chciała, aby coś stało się temu przedmiotowi. Stał się zbyt cennym nabytkiem tej nocy. Jego pewność siebie była zachwycająca, więc gdy dostała pytanie o jego urok osobisty zatrzymała się gwałtownie, ułożyła ramkę z palców i przyjrzała się mu uważnie.

— Hmm… – zastanowiła się marszcząc przy tym nos i uśmiechając się zadziornie. – Myślę, że twój urok osobisty jest bardzo widoczny nawet bez magii. Uwierz to zwierciadło, które odnajduje uroki osobiste. – powiedziała to bardzo rzeczowym tonem, ale rozbawienie na jej twarzy ujmowało powadze jej słów.

— Nie jestem typem osoby, która chodzi po mieście z obcymi mężczyznami – wyjaśniła – ale myślę, że udało ci się mnie przekonać, że czasem warto złamać swoje „zasady” – zastanowiła się nad jego propozycją – piwo korzenne też brzmi dobrze i ciepło – zauważyła czując już jak na jej policzkach robi się gęsia skórka. Maj powinien być ciepły, a nie wietrzny.

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#18
05.02.2023, 16:51  ✶  
Widząc jak bierze sobie do serca jego żartobliwy ton aż chciało się zapomnieć o słabym początku tego spotkania. Pochylił się przed "lustrem" i stworzył na swej bladej twarzy pełen zamyślenia grymas, zerkając przy tym w ciemne oczy panny Aveliny. Wyszczerzył się i poprawił sobie przed nią włosy.
- Dobre widoki, bardzo dobre. - posłał jej wymowne spojrzenie aby wiedziała, że ma na myśli jej zacną i skromną osobę. Zastanawiał się czy ona zawsze była taka skupiona i cichutka. Z jakiejś przyczyny tego typu dziewczyny go przyciągały. Lubił ten moment gdyby udawało się je rozruszać i roześmiać w głos.
- Przecież nie jestem już obcy. - sięgnął po jej rękę i wcielając się chwilę w dżentelmena ucałował wierzch rękawiczki, którą to przed chwilą założyła.
- Cody Brandon, do usług. - puścił jej dłoń, rad, że nie mogła poczuć jaka robi się chłodna z powodu narastającego w gardle pieczenia.
- Skoro już jesteśmy znajomymi to możemy iść na piwo i dobrze się bawić. Co lubisz robić? Oprócz poznawania podejrzanych typów w zaułkach?- położył dłonie na jej wątłych ramionach i skierował jej kroki w boczną uliczkę - oddalającą ich od widocznej na horyzoncie klubokawiarni. Stanął lekko za nią i nachylił się blisko jej twarzy.
- Kolejny ciemny zaułek czeka. Trwa tylko pięć metrów i wyprowadzi nas przed Gospodę. Odważysz się, Avelino?- kusił, zerkając w zacieniony skrót. Powinien trzymać się od nich z daleka jednak skoro już nie żył to chyba ciężko byłoby go zabić, prawda? Najwyraźniej ciągnęło go tam, gdzie zginął. Nie miał za knuta instynktu samozachowawczego. To ten moment kiedy powinien profilaktycznie się od niej oddalić i zająć się gaszeniem pragnienia w postaci wyciskania krwi z woreczka kupionego ze szpitala.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#19
05.02.2023, 17:14  ✶  

Avelina nie uważała, aby początek tego spotkania był słaby. Uratował ją od strachu jaki człowiek czuje, gdy gubi drogę do domu, gdy przestaje panować nad instynktem i wpada w panikę, że już nigdy nie trafi do swojego ciepłego łóżka. Nikomu nie życzy tego uczucia zagubienia. Błądzenie po omacku po ciemnych uliczkach jest nieprzyjemne i dezorientujące, a Avelina nie lubiła tracić kontroli nad swoim życiem. Stąd też jej przywiązanie do utartych ścieżek, z których codziennie korzysta.

Uśmiech nie schodził z jej ust. Dziwnie czuła się będąc tak soczyście komplementowana, ale zaczynało się jej to podobać. To oznaczało, że nie była taka zła. Wiedziała, że brzydka nie jest, że ma urodę, którą niejedna dziewczyna by chciała, ale przez swój skryty charakter niewiele osób chciało z nią się zadawać. Dzisiaj otworzyła się na znajomość i bardzo jej się to podobało.

— Wiem – odpowiedziała krótko i pewnie.

Avelina zawsze mało mówiła, a jak już się odzywała starała się mówić mądrze i z sensem, ponieważ tracenie słów na głupie rzeczy były dla niej bezsensowne. Nie zmieniało to faktu, że lubiła otaczać się gadatliwymi osobami, bo wtedy dowiadywała się wielu ciekawych rzeczy. Z jej ust wydostał się cichy i stłumiony okrzyk zdumienia, gdy ucałował jej dłoń. To wywołało szerszy uśmiech, więc gdy ten się przedstawił skłoniła się delikatnie i odpowiedziała:

— Avelina Paxton, alchemiczka. – lubiła się tak przedstawiać. To pokazywało, że miała jakieś umiejętności, które były przydatne. Niby każdy uczy się wytwarzać eliksiry, ale nie każdy jest w stanie robić to perfekcyjnie. Trzeba wiele cierpliwości, aby niektóre z nich uwarzyć idealnie.

Gdy zaszedł ją od tyłu poczuła dziwny dreszcz na ramionach i karku. Zerknęła ukradkiem w kierunku klubokawiarni, gdzie mogła poczuć się pewnie i bezpiecznie dzięki znajomości tego miejsca, ale miała też poznać inne aspekty życia w Londynie. Miała szaleć, dlatego też spojrzała w kierunku bocznej ścieżki.

— Jestem wytwórcą eliksirów i… – zamilkła na chwilę jakby się nad czymś zastanawiała – pracuję w Miksturach Raven’a. – dodała podając mu miejsce, w którym będzie mógł ją kiedyś znaleźć jeśli będzie miał ochotę. – Dużo czytam i czasami gubię w ulicach Londynu. Lubię jeździć na wieś. – dodała jeszcze wpatrując się w ciemną uliczkę.

Odwróciła się do niego twarzą, kładąc dłonie na jego łokciach i spojrzała w jego oczy szukając jakiegoś podstępu, ale nic tam nie dostrzegła. Był blady i to nienaturalnie, ale Avelina nie miała instynktu, jeśli chodzi o mężczyzn, więc nawet się nad tym nie zastanawiała.

— Wejdę z tobą w ten zaułek. Zaufam, że poprowadzisz mnie do Gospody. Miałam już dawno zmienić moje życie, więc oddaje je dzisiaj w twoje ręce, drogi Cody. Masz dobre oczy. Musisz mi jednak obiecać, że poprowadzisz mnie z powrotem na główną ulicę skąd będę mogła udać się do mojego domu. – była to chyba jej najdłuższa wypowiedź jaką dzisiaj go uraczyła. Avelina nie należała do wylewnych osób, bo słowa były magią i trzeba je używać w jej mniemaniu z rozsądkiem.

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#20
05.02.2023, 17:46  ✶  
Zapisał w pamięci, że jest alchemiczką. Wcześniej coś już o tym wspominała ale chyba niedostatecznie słuchał. Uważał eliksiry za dosyć nudne ale tego nie musiała wiedzieć. Mógł udawać, że to bardzo interesujące… bo zaczynał zastanawiać się na ile będzie możliwe urozmaicić tę noc skoro zgadzała się z nim jeszcze poszlajać. Ta dziewczyna musiała mieć braki w instynkcie samozachowawczym. Stała blisko wampira, mówiła, że mu ufa, szła tam gdzie on chciał nie znając trasy… resztki krwi w ciele zawrzały, niosąc w sobie echo tych fizycznych emocji, które kiedyś go intensywnie obejmowały. Potrzebował krwi żeby poczuć reakcje swojego ciała jeszcze wyraźniej. Im więcej jej w sobie ma tym bardziej przypominał człowieka, tym więcej czuł tuż pod skórą. Chciał więcej aby czuć więcej. O dziwo, zamilkł. Ten gaduła, który lubił mówić od rzeczy, pleść głupoty, rozrzedzać plotki… słuchał jej i patrzył na dziewczynę, która w jego oczach mogłaby być jego pierwszą ofiarą. Wbrew temu nie czuł względem niej chęci agresji i nie chciał jej krzywdzić. Ona mówiła a jego usta robiły się lekko sine z głodu. Słowa które padały przywoływały w nim wampira. Dawała mu zaufanie choć nie powinna bo on sam sobie jeszcze nie ufał. Kątem oka zobaczył swoją dłoń, unoszącą się powoli blisko jej zziębniętego twarzy. Oparł chłodne palce na jej policzku, patrząc na nią z coraz większym głodem. Na moment przestał oddychać wszak do milczenia nie potrzebował tlenu. Trzymał resztki w płucach aby w razie czego móc coś powiedzieć. Drugą rękę oparł na jej ramieniu i powtarzał sobie, że to nie po to aby wepchnąć ją w ten zaułek i ugryźć. Nie, to nie ten plan. Nie pomyślał o tym ani razu; nieustannie to sobie wmawiał. Pieczenie w gardle narosło.
- Gdybyś wiedziała co teraz czuję...- zużył tlen, a skóra na jego policzkach robiła się coraz cieńsza, aż było można pod nią policzyć kilka pomniejszych siatek żył. Pochylał się w tym czasie do jej twarzy bo widział, że na jej spierzchnięte ustach jest cieniutki naskórek oddzielający go od mikrożyłek pełnych kropli krwi.
- Chodźmy zatem do zaułka. Co może się stać?- uśmiechnął się blisko jej twarzy, przesuwając dłoń z jej polika blisko łokcia. Zrobił krok przed siebie, skłaniając ją aby postawiła krok w tył. Kolejny raz. Następny. Uśmiechnął się do niej bladymi ustami, nie odrywał oczu od jej ciemnych tęczówek. Próbował ignorować pieczenie w gardle i jakoś mi się udawało choć już na wpół świadomie ciągnął dziewczynę w zaułek, nie mając pewności czy stamtąd wyjdą w takiej samej zgodzie jak teraz. Wpatrywał się w nią, chcąc by i ona wpatrywała się w niego. Wiedział, że już jej nie wypuści stąd tak łatwo. Był przekonany, że nawet gdyby stąd odeszła to by ją śledził. Chciał jej… ale nie był pewien na ile to wybudzone potrzeby fizyczne a na ile pragnienie jej krwi.
- Cały czas mi ufasz?- zapytał całkiem pogodnym tonem kiedy przeprowadził ją za pierwszą linię cieni, coraz bliżej ściany czyjejś kamienicy. Przesunął dłoń na jej nadgarstek i gdzieś wewnątrz siebie wołał aby uciekała. Wsunął dwa palce pod pożyczoną jej rękawiczkę, muskając chłodnymi opuszkami gorące wnętrze jej dłoni.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Avelina Paxton (5263), Cody Brandon (5387)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa