• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[07-08.07.1972] W drodze do Londynu | Robert & Rodolphus

[07-08.07.1972] W drodze do Londynu | Robert & Rodolphus
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#21
06.03.2024, 06:49  ✶  

Był pod wpływem... uroku? Aż zamrugał, nagle całkowicie zdezorientowany. Jakiego uroku? Przecież on, Robert Mulciber, nie stałby się ofiarą kobiety. Prawda? Nawet kobiety tak pięknej jak... zaraz! Spojrzenie przestudiowało raz jeszcze całą jej sylwetkę. sylwetkę blondwłosej bogini. Nadal pełna gracji, ale... ale tak piorunującego wrażenia już nie robiła. Nie była też w stanie utrzymać Mulcibera dłużej pod swoją kontrolą. Nie w momencie, kiedy próbowała ponownie zapanować nad Rodolphusem. Rodolphusem, który najwyraźniej starał się stawiać jej opór. Tylko dlaczego nic z tego nie wychodziło? Dlaczego to machnięcie różdżką nie pociągnęło za sobą żadnego efektu?

Upuścił książkę, ten jakże rzadki i cenny egzemplarz, prosto na podłogę. Poderwał się. Nadal skołowany, ale... ale rozumiejący wreszcie, że coś jest tutaj nie tak. Dobywając własnej różdżki, będąc przy tym nieco zbyt wolnym, nieco za bardzo niezgrabnym, zdołał wyciągnąć ją w kierunku kobiety. Tylko co dalej?

Naprawdę chcesz ją skrzywdzić? Ten szkocki klejnot? Tak wspaniałą kobietę? Echem, dosłownie echem, odbijało się w jego głowie to, co jeszcze chwilę temu o niej myślał; co chyba nie do końca jeszcze z niego zeszło. Spod uroku bowiem uwalniał się powoli. Ten stawał się słabszy z sekundy na sekundę. Pozwalał mu wreszcie myśleć trzeźwo.

Czy ona była dla nich zaskoczeniem?

Skupiona na Rodolphusie Una, zorientowała się, że sypało się z wolna szybko. Rozpadało na kawałki to, co wcześniej zdołała wykreować. Stworzyć. Cofnęła się. Lekko rozchyliła usta. Odsłoniła bielutkie zęby.

- To wcale nie było konieczne. Teraz... teraz nie zostawiacie mi wyboru. Nie chciałam niczego więcej jak waszego towarzystwa. Odrobiny uwagi. - raz jeszcze spróbowała rzucić swój urok. Objąć ich swoim czarem. Otumanić zdolnościami, które odziedziczyła po przodkach. Zwłaszcza po swojej matce.

W tym samym czasie jednak, wahający się do tej pory Robert, postanowił wreszcie zareagować. Tylko co mógł zrobić? Tak na szybko? Dla zapewnienia im bezpieczeństwa? W pierwszej kolejności po prostu spróbował objąć ich ochronną tarczą. Machnął w tym celu różdżką. Tylko czy będzie bardziej skuteczny niż do tej pory był Lestrange?


Rzut Z 1d100 - 23
Akcja nieudana
- rzut na rozproszenie, tarcza Roberta
Rzut PO 1d100 - 80
Sukces!
- próba zauroczenia przez Unę
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#22
06.03.2024, 07:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2024, 07:37 przez Rodolphus Lestrange.)  
rzut na rozproszenie
Rzut N 1d100 - 45
Slaby sukces...



Nie miał zamiaru wdawać się z nią w dyskusję. Takim jak one nie należało ufać. Cokolwiek wychodziło z ich ust, było kłamstwem i próbą manipulacji. A przynajmniej tak to w tech chwili postrzegał.

Czuł, jak Una zaczyna go przyciągać, czuł że mięknie. Że zaczyna się rozkojarzać tak, jak wtedy gdy ją pierwszy raz zobaczył. Ogromnie kusiło wypowiedzieć na głos "a nie mówiłem", bo przecież nie dalej jak kilka sekund temu prowadził rozważania z samym sobą, czy mógł tak po prostu puścić to w niepamięć. W teorii by mógł, ale do końca wizyty by się zastanawiał, czy Una nie próbuje ich otumanić jakimś urokiem.

Lestrange nie miał pojęcia, co w tej chwili robił Robert. Zauważył ruch z jego strony, ale nic się nie stało. Sam skręcił nadgarstek i po prostu spróbował wyczarować wokół Uny cienką linę, która obwiązałaby ją tak, by ta straciła równowagę i runęła z powrotem na fotel. Albo na ziemię, zależy jak leży. Opcje mu się kończyły, bo czuł, jak blondynka znowu próbuje wejść mu do głowy.

rzut na kształtowanie
Rzut N 1d100 - 27
Akcja nieudana
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#23
06.03.2024, 07:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2024, 12:10 przez Robert Mulciber.)  

Docierało do niego coraz więcej. Coraz więcej rozumiał. Trzeba było działać. Należało podjąć się próby obrony. Una miała problem z tym, aby zapanować jednocześnie nad nim i Rodolphusem. Straciła wcześniejszą przewagę wynikającą z zaskoczenia. Bo i teraz zaskoczyć ich nie była w stanie. Przynajmniej nie w ten sam sposób.

Kiedy blondynka szykowała się do ataku, ponownie spróbował postawić barierę, która odetnie ich od jej wpływu. Jej magii. Strumień jasnej energii wypłynął z różdżki, rozpływając się na boki. Otaczając ich. Udało się. Jeden sukces. Jeden krok do przodu. Należało jeszcze wykonać następne, tylko czy miał na to siły. Spoglądając kontrolnie na Rodolphusa, starał się podjąć decyzje odnośnie tego co dalej. Może należało jej odpłacić tym samym.

Dał Lestrange’owi znak, żeby był w pogotowiu. Czekał na odpowiednią okazje. On sam zamierzał spróbować ją nieco skonfundować. Zdezorientować. Kolejny raz machnął różdżką, tym razem jednak skuteczność podjętych działań… no cóż, nic nie wyszło. Nie udało się.

- Zaatakuj ją, nie wiem jak długo utrzyma się bariera! – ponaglił chłopaka. Sam musiał odetchnąć. Uspokoić myśli. Odzyskać równowagę. Nie wszystko bowiem mu wychodziło. Był zbyt rozbity, aby posłużyć się sztuką, którą przecież opanować zdołał niemalże do perfekcji!

Una tymczasem starała się przebić przez postawioną barierę. Nie odpuszczała. Piękną twarz kobiety wykrzywiał teraz szpecący wyraz złości. Nie pasował do niej. Szkodził. Odbierał uroku. Nie przejmowała się tym jednak. Za bardzo bolało ją to, że plan się nie udał. Nie tym razem. Dlaczego? Co poszło nie tak?

- Nie rób tego, nie słuchaj go, Rodolphusie. On chce mnie skrzywdzić. Nie pozwól mu na to. Nie pozwól, żeby nas rozdzielił! - większość uwagi skupiła na młodszym z mężczyzn. Tym, który od początku podobał jej się znacznie bardziej. Jeszcze nie tak dawno był podatny na jej urok. Może uda się jej ponownie przeciągnąć go na swoją stronę?


Robert się broni
Rzut Z 1d100 - 76
Sukces!


W przypadku sukcesu - będzie próbował urokami
Rzut PO 1d100 - 14
Akcja nieudana


Una nadal próbuje swojego czaru
Rzut PO 1d100 - 48
Sukces!
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#24
06.03.2024, 12:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2024, 12:30 przez Rodolphus Lestrange.)  
Nie wdawał się w pyskówki z kobietą. Wiedział, że z jakiegoś powodu był podatny na jej urok, bo po prostu to czuł. Być może wtedy to było zaskoczenie, ale w tej chwili nie tylko trudno mu było opanować swoje myśli, ale i skupić się na tyle, by rzucić jakiekolwiek zaklęcie. Jej słowa wchodziły do jego głowy jak jad, wprowadzony przez węża do krwioobiegu. Jeżeli pozwoli sobie na jakiekolwiek rozproszenie, to polegnie - był tego świadomy.

Nie dopuszczał do siebie blondynki - w żaden sposób. Ani psychiczny, ani fizyczny. W tym drugim pomagał mu Mulciber, jednak nic nie mógł poradzić na ten pierwszy sposób. Wydawało się jednak, że wykrzywiona w złości twarz Uny skutecznie odciągała uwagę Rodolphusa od jej osoby. Była brzydka, nie pasowała do obrazka, który pokazywała im wcześniej. A być może to słowa Roberta przywróciły go do pionu i pozwoliły w końcu zebrać myśli na tyle, by zacząć działać? Przecież miał go chronić. Mieli chronić siebie nawzajem. Musieli.

Lestrange zrobił krok w przód i posłał w Unę zaklęcie, które otoczyło ją magiczną energią. Ostatnie próby się nie udały, ale tym razem postać kobiety skurczyła się i gwałtownie wykrzywiła, podobnie jak jej twarz. Na ich oczach mleczny wir przybrał na sile, by w ciągu kilku uderzeń serca zmienić Unę w ślimaka.

Rodolphus nic do ślimaków nie miał - wcześniej ze złości chciał ją zmienić w karalucha, bo uważał że to byłaby największa kara dla kobiety, która przecież była piękna i tak dbała o to, jak postrzegali ją inni. Jednak głos rozsądku zwyciężył: karaluchy były szybkie, a zaklęcia nietrwałe. Ślimaki zaś były powolne i można je było zamknąć w słoiku. Pilnować, żeby nie uciekły, gdy oni będą zastanawiać się, co dalej.

Bo właśnie w tej chwili dotarło do Lestrange'a, że pokonanie Uny to był dopiero początek.
- Skrzat - syknął w kierunku Roberta. Przecież był tu jeszcze ten cholerny skrzat domowy, który ich wpuścił do środka.

Rzut na rozproszenie
Rzut N 1d100 - 57
Sukces!


Rzut na transmutację w przypadku powodzenia rozproszenia
Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#25
06.03.2024, 12:50  ✶  

Nie trzeba było długo czekać. Człapek pojawił się na miejscu, ledwie tylko Rodolphus przypomniał Robertowi o jego obecności. Z przerażeniem rozejrzał się po salonie. Spojrzenie wyłupiastych oczu na dłużej zatrzymał na ślimaku. Domyślił się? Wiedział? Miał zamiar ją bronić – tutaj, teraz? Tak wiele pytań! Jeszcze więcej wątpliwości!

- Człapek mówił panom podróżnikom, że jest tutaj po to, żeby służyć czarodziejom. – ten smutek dający się wychwycić w tonie głosu. To rozczarowane, pełne zawodu spojrzenie, jakie im po chwili posłał. – Człapek nie chce, ale Człapek musi. Panowie czarodzieje muszą zrozumieć Człapka. Panowie Czarodzieje powinni byli Człapka zawołać. Człapek miał pilnować pani Uny. Człapek nie wypełnił zadania. Zasługuje na karę.

Cóż za monolog! A do tego, podczas tych słów, stworzenie działało. Jak to domowy skrzat, potrafił wiele. Ich magia była wręcz nieobliczalna. Bez trudu zdołał przebić się przez barierę postawioną przez Roberta. Dał radę zarówno Mulcibera, jak i Lestrange’a związać przy pomocy wyczarowanej liny. Unę natomiast, biedną Unę, tymczasowo umieścił w wyczarowanym słoiku. Zapewne uznał, że tak będzie lepiej dla każdej ze stron.

- Panowie czarodzieje oddadzą Człapkowi różdżki. Człapek nie zrobi panom krzywdy. – zadeklarował, zbliżając się do nich. Człap, człap, człap. Mogli próbować walczyć, bronić się, ale związani? Tak niespodziewanie? Z zaskoczenia? – Człapek wezwie Pana. Pan zdecyduje co dalej.

A więc był tutaj jeszcze jakiś pan? Robiło się naprawdę interesująco. Robert aż zaniemówił. Na moment. Po to tylko, żeby za chwilę odmówić. Przecież swojej różdżki nie odda byle skrzatowi. Tak po prostu. Bez walki. Zwłaszcza, że skrzaty nawet nie miały prawa do tego, żeby posługiwać się różdżkami.

- Odmawiam. Nie zbliżaj się do mnie, paskudny… - nie dokończył. Starał się mocniej opleść różdżkę palcami. Starał się nie pozwolić, aby skrzat ją odebrał. Ale czy nie był przypadkiem na straconej pozycji? Gdyby tak udało mu się oswobodzić z tych lin...


Rzut T 1d100 - 84
Sukces!
próbuje nie stracić różdżki, af
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#26
06.03.2024, 13:04  ✶  
O skrzacie mowa. Gdy tylko przypomniał Robertowi o tym, że poza ich trójką w domu był jeszcze skrzat, ten zjawił się, jakby przywołany zaklęciem. To, co mówił, było zastanawiające. Miał pilnować Uny? Szkoda, że nie powiedział tego, kurwa, wcześniej. Teraz było już za późno na to, by przejść do rozmowy i tłumaczenia się. Mogliby próbować, ale coś mu podpowiadało, że skrzat nie będzie ich słuchać. Skoro był bezczelny w stosunku do kobiety, a teraz ich związał i mówił coś o swoim panu... Mleko się rozlało, nie było co płakać.

Ale też nie zamierzał stać jak ten idiota i pozwolić, by ta brudna larwa zabrała mu różdżkę. Nie miał prawa jej dotykać, tak samo jak nie miał prawa podnosić rękę na czarodzieja. Oczywiście to zależało od punktu siedzenia, bo gdyby to był jego skrzat i miałby go bronić, to by mu przyklasnął. Ot, hipokryzja - najwyraźniej wcale nie różnili się od siebie z Robertem. Lestrange syknął wściekle, a następnie przemienił się w węża przy pomocy animagii. Nie da się związać jak jakiś pierwszy lepszy przygłup. Być może nie był ostatnio sobą, być może jego działania były chaotyczne i nie do końca przemyślane, ale nie da się rozbroić jakiemuś podrzędnemu stworzeniu. Wyczarowane przez skrzata liny opadły, mieszając się z cienkim, czarnym ciałem węża, w którego przemienił się Rodolphus. W tej postaci odbił z kotłowiska lin, korzystając z niesamowitej wręcz prędkości, którą posiadały węże, gdy atakowały. On jednak nie zamierzał atakować, tylko wydostać się na tyle, by móc powrócić do swojej ludzkiej postaci - z tą różnicą, że nie byłby związany. Liczył, że skoro w tej chwili skrzat zajmował się Uną i przekładał ją do słoika, to zdąży.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#27
07.03.2024, 11:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.03.2024, 12:50 przez Robert Mulciber.)  
przechodzimy na 8 lipca 1972

Skrzat był czujny. Człapek był czujny i wszystko widział. Był w stanie zareagować. I to też zrobił. Widząc przemieniającego się Rodolphusa machnął ręką. Szybko. Bez namysłu. Zanim ten stracił przytomność, mógł jeszcze zarejestrować wypowiedziane: Człapek bardzo pana czarodzieja przeprasza. Albo może wcale nie mógł? W zasadzie nieistotne.

Robert, który walczył o zachowanie swojej różdżki, również nie miał wiele szczęścia. Potraktowany w podobny sposób, może ciut delikatniej, osunął się w nicość. Odpłynął. Na jak długo? Ciężko stwierdzić. Kiedy ponownie otworzył oczy, przez okno w pokoju zaglądało słońce. Wpadały przyjemne, ciepłe promienie. Przytłaczająca ilość światła, sprawiła że musiał zamknąć oczy. Przyzwyczaić się. Dopiero po chwili był w stanie rozejrzeć się po pokoju. Sypialni?

- Pan czarodziej się obudził, Człapek się bardzo cieszy. – znów ten sam głos. To samo stworzenie, które zdawało się na nich czekać. Ich pilnować? Bo było ich dwóch. On i Rodolphus, z wolna wracających do rzeczywistości. Odzyskujących świadomość. – I bardzo pana czarodzieja przeprasza. Obu panów. Człapek nie miał wyboru. Człapek musiał panów czarodziejów zaatakować, ale bardzo nie chciał. Człapek zabrał panów czarodziejów różdżki.

Różdżki? Na wpół przytomny zaczął sprawdzać czy faktycznie stracił różdżkę. Na Merlina! Czy to naprawdę się działo?! Pozwolili, żeby pokonało ich to parszywe stworzenie? A na dokładkę odebrało im różdżki? Toć to było przecież zakazane prawnie! Kontrolnie zerknął na Rodolphusa. Czy Lestrange był cały? Zdrowy? Przytomny? Richard byłby zachwycony widząc ich teraz takich. W jednym łóżku. Dobrze, że przynajmniej ubranych.

- Człapek przygotuje panom śniadanie. Proszę poczekać. Człapek bardzo dobrze gotuje. Pan Balfour niebawem przyjedzie. Panowie czarodzieje się nie denerwują. – nie dając im żadnych szans na określenie, co chcieliby zjeść na śniadanie, nie dając czasu na zadanie pytań, skrzat po prostu zniknął. Puff! Rozpłynął się w powietrzu. Zostawił ich tutaj całkiem samych. We dwóch. Bez jakichkolwiek wyjaśnień. Co dalej?



Rzut 1d100 - 8
parzysta liczba - Człapek zauważy działania Rodolphusa i zdąży jakoś zareagować
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#28
07.03.2024, 12:55  ✶  
Lestrange po prostu złożył się jak domem z kart, gdy stracił przytomność. Jebane skrzaty domowe. To, że w ogóle Człapek wpadł na pomysł, żeby zabrać im różdżki i w ogóle podnieść na nich rękę, był urągający. Zdążył tylko pomyśleć, że najchętniej widziałby to stworzenie z roztrzaskaną głową na podłodze, zanim nie otoczyła go ciemność. Cóż, przynajmniej nikt nie zarzuci mu, że nie próował, prawda?

Wciąż słyszał jego głos. Irytujący, wwiercający się w mózg. Rodolphus zmarszczył brwi i wykrzywił twarz w nieprzyjemnym grymasie, bo przecież jak spał to nie chciał słuchać durnych skrzatów. Co to w ogóle kurwa za pomysł, żeby... Spał? Lestrange otworzył gwałtownie oczy w chwili, gdy Robert na niego zerknął. Tak, odzyskał przytomność. I tak, był wkurwiony i zdezorientowany. Widać to było po jego twarzy, po tym jak wodził wzrokiem po pomieszczeniu, po tym jak zaciskał dłonie na pościeli. Pokonani przez Człapka - powinni im to na nagrobku wyryć.
- Zapierdolę go - warknął, ale przytomnie po tym, jak Człapek zniknął. Być może odrobinę się nie hamował, ale przecież nie wyskakiwał z łóżka jak oparzony i nie zaczynał się miotać po całej sypialni. Próbował się opanować, ale wybitnie mu to nie szło. Ta historia wdeptała jego ego w ziemię.

Łóżko nie należało do największych, ale akurat Rodolphusowi to nie przeszkadzało. Nie był typem osoby, która przytulała się podczas snu. Być może dotykał Roberta nieświadomie, ale przynajmniej skrzat nie zastał ich w jeszcze bardziej krępującej pozycji, niż teraz. Lestrange usiadł i spuścił nogi na ziemię. Bolała go głowa, czuł też ogromne pragnienie.
- Jesteś cały? - on nie był, ale tylko psychicznie. Fizycznie nic mu nie dolegało, poza tym bólem głowy. Zerknął na Mulcibera przelotnie. Chyba nie musiał mówić, że jeżeli wyjdą z tego cało, to NIGDY o tym nie wspomną NIKOMU, prawda?
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#29
07.03.2024, 13:16  ✶  

Potrzebował chwili. Jednej? Może dwóch? Ciężko było przejść nad tym do porządku dziennego. Zaakceptować wszystko, co wydarzyło się wczoraj. I co wracało do niego teraz. Dokładnie w tym momencie, kiedy odzyskiwał świadomość. Kiedy zaczynał orientować się w tym, co miało tutaj miejsce. Rodolphus był cały. On sam? Robert? W jego przypadku również jedynym co ucierpiało, była własna duma. Wymazanie ostatnich godzin z własnej pamięci nie mogło być najgorszym możliwym pomysłem. Może nawet powinien się nad tym zastanowić? Tak na poważnie.

- Słownictwo, Lestrange. – nawet w tych okolicznościach nie potrafił tego zignorować. Sam takich słów unikał. Starał się wypowiadać inaczej. Co nie znaczyło, że wcale się w nim nie gotowało. Bo tak nie było. Spokojny był często tylko na pozór. Utrzymywał maskę opanowania.

Kiwnął głową, również podnosząc się z łóżka. Był cały. Przynajmniej fizycznie. Możliwe, że przy okazji tego całego podnoszenia się, kompletnie nieświadomie doprowadził do jakiegoś dotyku, otarcia, kontaktu. Nie celowo. Nie zwracał nawet na to uwagi. Pogrążony we własnych myślał, starał się to wszystko uporządkować w swojej głowie. Należycie poukładać.

W jak wielkie problemy się wpakowali? Czy musieli się czegoś obawiać? Nie wiedział jak interpretować to, co miało tutaj miejsce. Jak rozumieć to, co mówił domowy skrzat. Czy on zniknął, żeby im przygotować śniadanie?

- To nigdy nie miało miejsca, rozumiesz Lestrange? – odwrócił się w jego kierunku. Oczekiwał odpowiedzi. Reakcji. Potwierdzenia, że rozumie; że się z nim zgadza. Bo przecież to… to było prawdziwie urągające. Wielcy, kurwa czarodzieje. I jeden niepozorny, domowy skrzat. Coś takiego nie zostałoby im prędko zapomniane. Ciągnęłoby się za nimi latami, sprawiając zapewne, że mało kto traktowałby ich teraz poważnie.

Co dalej, Mulciber, co dalej… rozglądał się pomieszczeniu. Jedno, odsłonięte okno. Łóżko dla dwóch osób, choć niezbyt duże. Szafa. Komoda. Stolik nocny. Jakiś fotel. Na jednej ze ścian obraz, ale to byłoby na tyle. Nikt nie starał się temu miejscu nadać duszy. Najpewniej był to pokój gościnny. Czy mogli go opuścić? Skupił spojrzenie na drzwiach. Chwilę się zastanawiał. Wreszcie się podniósł. Podszedł. Sprawdził. Zamknięte. Oczywiście, że były zamknięte, a oni dwaj – uwięzieni w tym pomieszczeniu. Czuł narastającą frustracje. Czuł, że ta typowa dla niego fasada z wolna się rozpada. Zaczął chodzić po pomieszczeniu. Krążyć. Czy cokolwiek do niego docierało?

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#30
07.03.2024, 13:34  ✶  
Pewnie w innym przypadku zwęszyłby okazję i zaatakował, skoro już dłoń Roberta otarła się o jego bok, ale to nie był czas i miejsce na żarty. Odpuścił i w odpowiedzi na upomnienie posłał mu wściekłe spojrzenie. TERAZ go pouczał? Twarz chłopaka wykrzywił grymas niezadowolenia, ale postanowił wspaniałomyślnie tego nie komentować. Z wolna wracała mu świadomość, zaczynał panować nad odruchami. Chociaż było ciężko, bo koszulę miał wygniecioną, nie miał różdżki i pokonał ich jebany skrzat domowy. Potężni śmierciożercy, dwaj wielcy czarodzieje kurwa mać. Robert nie odpowiedział mu na pytanie, więc wszystko było w porządku. Wróciło do normy. Chociaż... Chyba nie do końca.
- Oczywiście - powiedział, dłonią przejeżdżając po koszuli. Nic to nie dało, wciąż była pognieciona. Lestrange westchnął, a potem przeczesał czarne włosy. Robert zaczynał chodzić w kółko, jak zwierzę w klatce. Znał ten stan. Domyślał się, że w środku Mulcibera aż się gotuje ze złości. Chwilę patrzył na niego w milczeniu, obserwował jak sprawdzał okna, próbował otworzyć drzwi. Rodolphus westchnął głośno, przenosząc wzrok na widok za oknem. Przynajmniej pogoda się poprawiła.

Nie miał zamiaru rzucać durnymi frazesami w stylu "uspokój się" czy "to nic nie da". Robert sam się musiał przekonać, że byli tu uwięzieni. Zdani na łaskę jakiegoś czarodzieja, najpewniej męża Uny. Swoją drogą ciekawe co teraz robiła ich urocza przyjaciółka. Na wspomnienie tego, że przynajmniej zmienił ją w oślizgłego ślimaka, mimowolnie się uśmiechnął. Durna baba. Szkoda, że nie zdążył jej zdeptać.
- Robercie - powiedział, przenosząc wzrok z powrotem na Mulcibera. Nie zadał mu pytania, chciał tylko, żeby mężczyzna zwrócił na niego uwagę. Żeby przestał krążyć jak zamknięte na arenie zwierzę. Uniósł brwi, to było wystarczające do tego, by być może Mulciber przestał się ciskać. Coś ostatnio nerwowy był. To było do niego niepodobne. Wcisnął ręce w kieszenie spodni i stanął niedaleko okna, ponownie zaglądając w krajobraz za szybą. Pozostawało im czekać, ale nie czuł się w tej chwili dobrze. Zwykle milczenie mu nie przeszkadzało, ale teraz zdawało się wwiercać między nich i powodować dyskomfort. - Wyciągnę cię z tego choćby własnym kosztem.
Już w myślach słyszał odpowiedź. Poradzę sobie, Lestrange, nie potrzebuję niczyjej pomocy. Ale czy na pewno jej nie potrzebował? Rodolphus zerknął na drzwi, upewniając się, że nikt nie miał zamiaru tu wejść. Wolał być mimo wszystko przygotowany, nawet jeśli był w tej chwili bezbronny.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Robert Mulciber (10538), Rodolphus Lestrange (10293)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa