• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem

[10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#21
01.06.2024, 15:45  ✶  
Zgodnie z tym co zapamiętała Peppa, zagajnik jak najbardziej znajdował się na terenie, który oznaczył Owen Bagshot na mapie. Był w jego centrum, tak jak ośrodek, w którym przebywali. I być może fakt bycia w centrum, doskonale wyjaśniał, dlaczego to właśnie tutaj wszystko się rozgrywało.
Brygadzista posłał Ambrosii dziwne spojrzenie, gdy ta podnosiła czaszkę Robertsa. Chyba nie do końca dowierzał, że tym, którzy byli na łódce jeszcze można było pomóc. W jego oczach utonęli. Ale się nie odezwał, zapewne nie mając zielonego pojęcia, co się w takich sytuacjach mówiło.
Przyroda wracała do normalności. Już nie burzyła się pod ich butami, nie atakowała ich, nie szukała sposobu by opleść korzeniami lub pnączami. Pozostawała czujna, czuli to na swoich karkach, gdy szli przez Ośrodek Windermere, gdy mijali zamknięte w czasie domki letniskowe (cudownie ocalałe przy ataku, jakby zupełnie nie przeszkadzające rozlewającej się po okolicy magii).
Loretta tkwiła w umyśle Alexandra. Słyszał jej śmiech, gdy próbował pozbyć się jej ze swojej głowy. I wtedy nawiedziło go… trudno to było nazwać wizją, prędzej przeczuciem graniczącym z pewnością, że była dokładnie tym, co kaziło to miejsce i co z jakiegoś powodu uznało, że jeśli tylko mogło zdobyć sojusznika, to z całej czwórki byłby to akurat on.
Dobrze, nie zabijaj nikogo – rzuciła dziwnie ugodowym tonem. – Wystarczy, że zniszczysz to, co znajduje się pod wzgórzem. Czy tak dużo od ciebie wymagam?
Ambrosia i Morpheus czuli, że idą w dobrym kierunku. Razem z nimi ruszył zresztą także i brygadzista, którego udało się uratować Peppie. Minęli dwójkę pracowników Ministerstwa Magii, kobieta siedziała na ziemi, miała twarz zalaną krwią, mężczyzna (ze śladami po oparzeniach na ręku) podawał jej chusteczkę. Dla nich ta historia kończyła się w tym miejscu.
Wedle wizji, którą otrzymał Longbottom, jego mogła zakończyć się niewiele dalej. Zaczęli się wspinać na wzgórek ku zagajnikowi. Tu też rosła bujna roślinność, chyba nawet bujniejsza niż przy domkach letniskowych (i może dzięki temu, miejsce to wydawało się wyjątkowo mało uczęszczane). Świadomość bycia obserwowanym nie minęła, choć nieco zmieniła swój charakter. Alexander czuł się tak, jakby był na cenzurowanym, ale poczuł również, że cokolwiek próbowało nim manipulować, nie sięgało zagajnika. Ambrosia, jakby była witana z radością. Peppa, chyba najbardziej namacalnie odczuwała zmianę: wystarczyło by dotknęła kępki mijanej trawy, kory drzewa, gałęzi lub ziemi – a czuła wyraźne drżenie, jakby coś otwierało się przed nią w oczekiwaniu.
I wtedy dostrzegli wyłom w ziemi. Znajdował się mniej więcej trzydzieści metrów od nich. Ze strony, z której nadchodzili wyglądał jak dziura w ziemi, osuwisko – ale dość dziwne, bo o szarpanych krawędziach porośniętych trawą i bluszczem, o szerokości mniej więcej dwóch metrów. Na pewno powstało podczas wcześniejszego ataku, ale z jakiegoś powodu ziemia nie zasklepiła się tutaj na powrót.
Morpheusowi wydało się, że rozpoznał to miejsce. Może nie dokładnie tak wyglądało w jego wizji – ale był więcej niż pewien, docierające w głąb rozpadliny promienie słońca oświetlały w niej jego twarz. Wystarczyło tylko podejść lub puścić przodem kogoś innego, w nadziei, że przepowiednia zmieni swój bieg.

@Alexander Mulciber @Peppa Potter @Ambrosia Mckinnon @Morpheus Longbottom

Czas na odpis do 3.06, godz. 21.00
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#22
01.06.2024, 19:52  ✶  

Nie czuł się jak ktoś, kto zmierza właśnie po suchych stopniach szafotu, z dłońmi związanymi za plecami ani że kolejne kroki dudnią po uniesionych deskach, które za chwilę miały się zapaść, pozostawiając jego nogi wiszącymi, a krtań zmiażdżoną liną. W tym wypadku liną z roślinnych pnączy. Stąpał pewnie, ku niepewnemu przeznaczeniu, bowiem w przeciwieństwie do wielu tych, którym wróżył, nie wierzył w całkowitą predestynację. Wierzył, że można złapać motyla, którego ruch skrzydeł wywołuje huragan, delikatnie złożyć go do kwiatu rosiczki i pozwolić jej zacisnąć się na błękicie insekta, niosącego kataklizm.

— Chwilę wcześniej miałem wizję, ja i Leon, odnośnie jego śmierci. Myślę, że przestrogę. Ktoś stworzył coś ochronnego dookoła tej przestrzeni, jednakże ciemna aura wpływa na zwiększenie czujników do agresji — skonkludował, zatrzymując się w pobliżu usuwiska. — Sądzę, że Bagshot był na tropie tego, co polaryzuje to miejsce, wpływając na jednych uzdrawiająco, a na innych, niszcząco. Czy ktoś wie coś jeszcze i planuje podzielić się informacją? Bo ja wiem, że umarłem tutaj.

Wskazał kciukiem na głąb wyrwy. Wyglądał już trochę, jakby został naznaczony na ofiarę dla tego miejsca. Miał trochę krwi na twarzy i na koszuli, od pierwszej wizji, jaką obdarzyło go Windemere, która pięknie malowała się w czerwone kamelie na beżu odzienia, obecnie umorusanego błotem, z zapachem ognia i smugami sadzy na policzku.

Nie chciał umrzeć, tak bardzo nie chciał umrzeć. Był potrzebny Zakonowi, swojej rodzinie. To nawet nie o to chodziło, on po prostu nie chciał umrzeć.
[a]— Alexandrze, czy mógłbyś stworzyć pozoranta i zepchnąć go ze skarpy? — zapytał, mówiąc imię drugiego niewymownego z czułą miękkością, którą łatwo mogła rozpoznać Ambrozja. Słowo-prośba, zamknięte w jego imieniu, szemrzące żywym potokiem, który obmywa z grzechu. Chciał, by tamten stworzył na obraz i podobieństwo, istotę prawie z krwi i kości. Stwórzmy razem Wenus, lecz nie w wodzie, a w glebie. — Ambrosia ma już czaszkę. Panienka — tu zwrócił się do Peppy — Zdaje się być doskonała w transmutację. Ja zaś poszukam dalej, może uda nam się przeżyć i zakończyć ten obłęd.

Spojrzał na każdego z nich swoim przenikliwym, niemrugającym spojrzeniem, czwórkę, po jednym na każdy żywioł, każdą porę roku i westchnął, a wraz z oddechem, pragnął zlać się w jedno z przyszłością.

Rzut na Jasnowidzenie
Rzut PO 1d100 - 71
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 4
Akcja nieudana


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#23
03.06.2024, 01:04  ✶  
Patrząc na czaszkę brygadzisty w rękach jego słodkiej Ambrosii, która bardziej niż kiedykolwiek przypominała mu teraz Arcykapłankę, marzył tylko o tym, by uśpiony gniew korzeni rozgorzał na nowo - choćby na chwilę tylko - by pnącza wniknęły mu pod powieki, wpełzły do środka przez uszy, i rozchylone do krzyku usta, i rozsadziły mu głowę, gdzie każda myśl nosiła znamię śmiechu Loretty.

Szedł przed siebie, milczący uczestnik procesji pogrzebowej Morpheusa, której dostojeństwo zakłócał bezecny chichot jego żony, nie potrafiąc pozbyć się wrażenia, że to ona jest pasożytem drążącym serce Windermere. Drążącym jego własne serce. Powinien to sobie uświadomić wtedy, gdy po raz pierwszy usłyszał jej szept nad swym uchem - uchem, na które był niemal głuchy po bójce z Louvainem - szept był na przemian to słodki, to znów napastliwy, ale zawsze doskonale słyszalny. Zaplatając ramię wokół Ambrosii zerknął, czy młoda dziewczyna, której imienia nawet nie znał, wciąż szła obok nich. Będę was nawiedzać. Zimne, jasne ślepia Alexandra napotkały ciemne oczy Morpheusa. Spojrzenie Mulcibera złagodniało, karcąc starszego mężczyznę za to, że był takim sentymentalnym głupcem.

Longbottom, ze wszystkich ludzi, ty ostatni powróciłbyś na ten padół jako duch. Byłbyś za bardzo ciekawy tego, co jest dalej. Znam cię.
Nawet byś nie mrugnął.


- Jeszcze nie umarłeś. - Ambrosia dobrze znała ten ton. Widzę możliwości, mówił jej często, przyszłość nie jest utartym szlakiem, przyszłość to nasze francuskie bezdroże, wijące się leniwie w nieznane. Rzadko mógł mieć pewność, że coś się wydarzy, a kiedy już ją miał, zdawała mu się nieznośna, tak samo, jak nieznośne były natrętne namowy Loretty: trudno było znieść świadomość, że nieważne, co zrobi, nie zmieni to niczego perspektywie przyszłości. Zamierzał jednak umrzeć próbując, i ta myśl zmieniała wszystko, dla niego.

Spojrzał znacząco na Ambrosię.

- To, co jest pod tym wzgórzem - odezwał się cicho. - Nie możemy dopuścić, by to zostało zniszczone. - Nie dlatego, że byłoby to desekracją grobu Morpheusa: kurhanu, który usypało mu same Windermere.
Wszystko tchnęło symbolizmem: ziemia rozstępuje się jak na karcie Sądu Ostatecznego. Otwarty grób, zmartwychwstanie. I żywe trupy, których nigdy nie spotkali. Nie umrzesz, pomyślał.

Skupił się na tym, by wyczarować fantoma zgodnie z sugestią starszego niewymownego, przywołując żywioł ziemi. Ofiara dla bogów, do których tak często zwracał się Morpheus. Czy tak dużo od ciebie wymagam?, pytała wcześniej Loretta. Im bliżej zagajnika byli, tym bardziej jej głos tracił na mocy. Alexander wciąż się jednak bał, że odezwie się znowu, rozpraszając go, i kpiąc z wznoszonej przez niego inkantacji. Nie wiedział, jak będzie mógł spojrzeć jej w twarz, kiedy stąd wyjdzie.

Nie wiedział, czy w ogóle tego chciał.


na kształtowanie pozoranta
Rzut PO 1d100 - 34
Slaby sukces...

Rzut PO 1d100 - 35
Slaby sukces...


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#24
03.06.2024, 13:56  ✶  
Cokolwiek Peppa miała do powiedzenia, Ambrosia to zignorowana, już zanadto zajęta własnymi myślami, tak samo jak i przez fakt, że trochę ją to zirytowało. Teraz się gówniarze zebrało na rozmowy, tak jakby jeszcze przed chwilą nie deklarowała, że to nie czas na takie rozmowy. Może i coś było w tym co mówiła, ale do tej pory rośliny zdawały się zaledwie reagować na aktywne zagrożenie. Kiedy ktoś je złamał albo podpalił to dopiero wtedy zaczynały się ożywiać.

Kiedy Morpheus wspomniał o zejściu się, zerknęła na niego z ukosa. Chciała, żeby tak było naprawdę, bo nawet jeśli w Windermere przepełniało ją to słodkie uczucie miłości, jakaś jej cześć podchodziła do tego ze smutkiem - ta sama którą obudził Alexander słowami o barwie, która otulała ich nici. Fiolet był dobry. Chronił. Ale co jeśli też amplifikował? Skoro czerń zdawała się zaszczepiać i pobudzać najgorsze instynkty, to tylko logicznym było dojście do podobnych wniosków odnośnie fioletu. A podobało jej się to uczucie, bo przypominało jej o dawnych czasach i chciała tak bardzo uchwycić się go w pełni i zachować na stałe.
- A córkę Melinoe, żeby dzieci snów były zawsze ze sobą. Jedno zaklinające w sobie ukochane osoby, a drugie stojące na straży koszmarów - odpowiedziała i pewnym wyrachowaniem wspominając o roli Morfeusza jako posłańca snów. Jeśli Alexander już wcześniej widział czerwień zaszłej relacji, mogły tylko ją uwydatnić. - A teraz uspokój się, bo tu dzisiaj nie umrzesz - była w swych słowach nieco obcesowa, ale jej głos ocierał się we wprawiony sposób o ten, którego zdarzało się używać wróżbitom, na wpół wyrwanych z jakiejś wiekopomnej wizji. Nie posiadała trzeciego oka, ale była na tyle doświadczona w ludziach by wyuczyć się tego tonu na pamięć i używała go szczególnie, kiedy chciała żeby ktoś uciął temat.

Czasem ta pewność jasnowidzów zwyczajnie ją drażniła. Dostrzegali przyszłość, ale była to zaledwie jedna z wielu możliwości. Tak samo momentami odnosiła wrażenie, że przez swoje prekognitywne zdolności tak naprawdę zamykali się na los; widziałem to i to, więc tego przychodzi mi oczekiwać.

Pierdolenie. Pomyślała, zaglądając Robertsowi w puste, wybielone oczodoły i zieleniejące się w nich rośliny. Kiedy dotarli do rozpadliny, zbliżyła się do niej, przyklękując na jej krawędzi i zaglądając w dół. Może było tam coś widać, a nawet jeśli nie, to i tak miała swoje plany co do tej dziury.
- Millie?! Penny?! - zawołała ku dołowi. Spróbować nigdy nie zaszkodzi, a może rozpadlina była jakoś połączona z miejscem, gdzie wcześniej kobiety wpadły pod ziemię.

rzucam na percepcje tak na zaś, może coś zobaczę w tej dziurwie
Rzut Z 1d100 - 93
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 28
Akcja nieudana


she was a gentle
sort of horror
Świnkowa panienka
I’m sorry I said you cheated…even though you DID cheat!
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ślicznie ubrana dziewczyna o nieskazitelnym upięciu jasnych włosów i zadartym nosku. 169cm || przeciętna budowa ciała || bardzo jasne włosy || ciemnoniebieskie oczy

Peppa Potter
#25
04.06.2024, 08:39  ✶  

Jej towarzysze byli rozmowni — ale nie w taki sposób, jaki Peppa oczekiwała. Dla niej gadali jakieś bzdury. Jakieś wizje, potencjalne dzieci... Co ona tu właściwie robiła? Ta trójka znała się blisko, a ona i ten nieszczęsny brygadzista musieli się za nimi wlec, wsłuchując się w ich prywatne rozmowy.

W końcu padło nazwisko Bagshota i Peppa nadstawiła uszu. Czy teraz mogli przejść do dyskusji, która będzie dla niej bardziej zrozumiała?

— Widziałam mapę, na której Bagshot zaznaczył granicę terenu chronionego przez te dziwne moce. Cały ośrodek, szczególnie ten zagajnik, były w centrum — powiedziała.

Jednocześnie odsunęła od siebie gałąź mijanego krzewu. I poczuła to drżenie. Oddaliła się od krzewu, wpadając plecami na drzewo. Ono również drżało. Kucnęła i dotknęła trawy. Niezrozumiałe sensacje budowały strach w młodej czarownicy.

— Czemu... Czemu to wszystko się tak trzęsie? Może jednak nie powinniśmy tam iść?

Ale byli już niemal na miejscu. Peppa dostrzegła dziurę. I co teraz? Longbottom chciał stworzyć klona. By oszukać moce Windermere? Chociaż powoli miała go za dziwaka, zarumieniła się na pochwałę. Doskonała w transmutacji. Oczywiście, że była doskonała. Była córką Mildred Potter, nie istniała inna opcja poza doskonałością. Nawet jej brat, pomimo bycia (według Peppy) skończonym idiotą, posiadał wybitne zdolności transmutacyjne.

— Jak dokładniej mogłabym się panu przydać w takim razie? — spytała Morpheusa. Swojemu koledze dał konkretne zadanie, oczekiwała tego samego. Bez powodu by jej talentu nie wymieniał. Chociaż otaczał ją strach, była gotowa nawet skorzystać z metamorfomagii. A może dlatego okoliczne czary jej sprzyjały? Bo miała w sobie wewnętrzne zwierzę?

Peppa zwróciła uwagę na kobietę wołającą do szczeliny. Westchnęła lekko. Skierowała różdżkę w stronę dziury i przemieniła listki obrastającego ją bluszczu w świetliste kulki. Powinny rozjaśnić tajemnicze podziemia wystarczająco, by zobaczyć kształty w środku.


Transmutowanie listków w świecące kulki
Rzut PO 1d100 - 78
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 45
Sukces!
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#26
07.06.2024, 01:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 01:58 przez Norvel Twonk.)  

Morpheus, Peppa, Alexander, Ambrosia



W czasie, gdy podchodzili do osuwiska z Alexandrem działo się coś dziwnego. Przed oczami stanęła mu czerwieniejąca woda. Poczuł też jakby jego pas oplatało coś żywego, co nagle postanowiło odejść. Czy to była właśnie ta chwila, w której jego wizja się dopełniła? Coś się na pewno właśnie stało. Ktoś umarł. I ktoś przeżył, choć jego los ważył się wcześniej w cudzych rękach.
Peppa naprawdę była mistrzynią transmutacji. Zgodnie z jej życzeniem listki przemieniły się w świetliste kulki. Zbliżająca się do osuwiska Ambrosia zobaczyła, że niżej rzeczywiście znajdował się… grób? Kurhan? Dostrzegła kamienną płytę i leżący na niej szkielet, najpewniej kobiecy, bo oblekały go resztki prostej, lnianej sukienki. Wokół niego rozkwitały kwiaty. Zieleń wiła się dookoła, jakby mimo braku dostępu światła słonecznego, zdołała nie tylko jakoś przetrwać, ale też zakwitnąć. Cała wydrążona we wzgórzu komnata nagrobna skąpana była w zieleni i w kwiatach.
I zaledwie sekundę później, ledwie po tym jak z gardła McKinnon wyrwał się krzyk wołający Millie i Penny, straciła grunt pod nogami i runęła w dół.
Czasami losu nie da się tak łatwo oszukać. Nie wystarczy fałszywa ofiara złożona z pozoranta. Potrzeba prawdziwej. Jedyne, co można zrobić w takiej sytuacji to tylko wymienić jedną żywą ofiarę na inną żywą ofiarę. I Morpheus dokładnie to zrobił. Nieświadomie wymienił siebie na Ambrosię.
Usłyszeli łupnięcie, gdy ciało czarownicy uderzyło o ziemię. Runęła z wysokości kilku metrów w dół. Osuwisko w tym czasie zaczęło się powiększać, ziemia zapadała się, pokazując wszystkim to, co wcześniej dostrzegła tylko Ambrosia a wreszcie i samą Ambrosię. Leżała na plecach, w otoczeniu bujnej roślinności. Miała otwarte oczy. Promienie słoneczne tańczyły na jej twarzy. Wyglądała tak, jakby nie mogła nabrać powietrza w płuca. Znajdujące się dookoła niej kwiaty, pochylały się ku niej.
Poczucie niewłaściwości uderzyło Morpheusa w brzuch.
Chroń Trionę - Peppa usłyszała znajomy szept.

Ambrosia


Czułaś rozlewający się po ciele tępy ból. Brakowało ci tchu w piersiach. Całe twoje ciało, jakby należało i nie należało do ciebie. Nie mogłaś się poruszyć. Czułaś, że odpływasz. Obraz rozmazywał ci się przed oczami. Czy tak wyglądała śmierć? Kobieta, właściwie jej cień, bardziej wspomnienie niż cokolwiek innego, przykucnęła obok ciebie.
Usłyszałaś cichy szept. Cichy i melodyjny. Dochodzący z daleka, z bardzo, z bardzo daleka, jakby sprzed setek lat: Mlecz na chorą wątrobę. Melisa na ból brzucha.
Fioletowe dzwoneczki pochylały się nad twoją twarzą. Purpurowa naparstnica kołysała się u stóp. Białe róże, przecież nie miały prawa rosnąć w tym miejscu, owijały się dookoła rąk.
Pokrzywa na wzmocnienie. Rumianek na gardło.
Twój wzrok wracał do normalności. Tępy ból powoli znikał. Znowu mogłaś oddychać.
Szałwia na źle gojące się rany.
Morpheus się pomylił. Na tym właśnie polegała ulotność jasnowidzenia, że zsyłana wizja stawała się zrozumiała dopiero w chwili spełnienia się przepowiedni. Nie dostrzegł swojej śmierci. Dostrzegł upadek i ozdrowienie.

@Peppa Potter @Ambrosia McKinnon @Morpheus Longbottom @Alexander Mulciber

Czas na odpis do 10.06, godz. 21.00
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#27
07.06.2024, 02:38  ✶  
Trochę chyba była zbyt optymistyczna i w swojej chęci zlokalizowania zagubionych dziewczyn, jak i w samym fakcie że postanowiła się nad tą skarpą pochylić. Ziemia poddała się, zabierając ze sobą jej ciało. Cóż, przynajmniej miała ładną podróż w dół, bo transmutowane przez Peppę listki tak urokliwie teraz świeciły.

Upadła na plecy, czując jak impet wyciska z niej powietrze, a ból rozlewa się po całym ciele z paraliżującym wręcz efektem. Czy ona w ogóle jeszcze żyła? Jeśli tak to miała szczerą nadzieję, że nie skończy tak reszty życia. Czaszka Robertsa wysunęła się z jej dłoni i potoczyła gdzieś w bok, na miękką trawę. Szkoda, przynajmniej miałaby w swoim nieszczęściu towarzystwo.

Ciężko było jej powiedzieć czy bała się tego momentu. Samej śmierci chyba nie, ale tego co było po drugiej stronie? Limba? Tego już bardziej. Bezkresne obrazy nawiedzające ją w najmniej oczekiwanych momentach zawsze były jej zmorą. Ale teraz było całkiem ładnie. Zielono i słonecznie.

Nie była w stanie złapać oddechu, bo każda próba kończyła się nową falą bólu. Umysł dryfował powoli w nieznane, ale przynajmniej udało jej się jeszcze uchwycić dwóch rzeczy. Po pierwsze, było jej szkoda, że to miejsce przywitało ją tak chętnie, a teraz musiała tutaj zdechnąć. Po drugie, miała rację. Chciała to tryumfalnie wykrzyczeć Morpheusowi ze swojego dołka, ale nie dała rady. To nie on miał tu umrzeć i co najwyżej będzie to ona.

Nie ma za co.

Obraz zamazywał się, ale doszło do niej, że ktoś nad nią kuca. Alexander? Dobre sobie, był przecież zajęty swoją słodką Lorettą, niepomny na to jak ona go mocno kochała. Ale mimo tej świadomości nie czuła zawodu czy rozczarowania. Może właśnie to robiło z nią Windermere - sprawiało że ta jej miłość była bezrefleksyjna i niezdolna do poddania się, zupełnie tak jak kiedyś.
Pochylająca się nad nią kobieca sylwetka szeptała coś do niej. Głos miała przyjemny, wręcz kojący, ale nawet jeśli znajdowała się tuż obok, słowa docierały z bardzo daleka. Ale nie z miejsca, uświadomiła sobie w pewnym momencie, chodzi o czas.
Tylko czemu musiały to być jakieś wierszyki pomagające zapamiętać zawartość zielnika? W szkole nigdy nie była orłem z zielarstwa i mogła co najwyżej liczyć, że zjawa nie chciała jej tutaj trochę pooszukiwać. Jeśli natomiast mówiła prawdę, to by się jej przydała cała tona tej pokrzywy czy szałwii, bo czuła się jakby każda kość w jej ciele trzymała się właśnie na słowo honoru.

Przynajmniej ładnie tu było, bo pochylały się nad nią dzwoneczki, kołysała naparstnica, a białe róże wiły dookoła rąk. Miała tylko nadzieję, że specjalnie dla niej pozbawiły się cierni, bo nie chciała dodatkowo ich potem z siebie wyciągać. Ale kiedy tak rozmyślała nad tymi kwiatami, to zdała sobie sprawę że ból powoli mija, a oddech pogłębia. Jak słodko.

McKinnon poruszyła się, próbując wyswobodzić z kwiecistych więzów, ale bez przesadnej agresji. Chciała zwyczajnie wysunąć się z nich, nie niszcząc ich przy tym. Odwróciła też głowę, kierując ją w stronę ołtarza, na którym złożone były zwłoki kobiety. Zielarka Triona podpowiadał napis na kamieniu. Przynajmniej teraz wiedziała jak miała na imię.

Ambrosia usiadła, dając sobie nieco czasu, chwilowo nie chcąc wstawać. Może i potrafiła być hop do przodu, ale teraz wszystko zdawało się drżeć na samo wspomnienie upadku. Najwyraźniej to właśnie ta zielarka jeszcze chwilę wcześniej pokazała się jej, prowadząc do tego miejsca. Teraz natomiast, blondynka zwróciła twarz w kierunku zjawy, a jeśli jej nie było, odwróciła się w stronę jej ciała złożonego na ołtarzu.
- Triona? Słyszysz mnie? - a może jesteś tylko echem przeszłości? Duchem, który spogląda w moją stronę zza zasłony limbo?


she was a gentle
sort of horror
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#28
09.06.2024, 13:50  ✶  

Jest inaczej, gdy widzisz śmierć kogoś, kogo zupełnie nie znasz, kto pojawia się w myśli i znika, jak w przypadku mężczyzny, który wzniecił ogień. Kiedy jednak wizja staje się prawdą i dotyka kogoś, kto miał znaczenie, trójka mieczy stawała się całkowicie rzeczywistą kartą, przypiętą do piersi. Koniec końców był tylko człowiekiem.

— Rosie! — ilość imion, które wykrzykiwał, w ramach eksklamacji przerażenia, stawała się światem na ramionach Atlasa. Wiedział, że będzie ich jeszcze więcej. Spojrzał w dół. Otoczona przez zieleń była jak rozłożona dokładnie i delikatnie kruchość wszechświata, z tym że nie była wcale taka krucha.

Usiadł na brzegu zapadliny i postanowił zsunąć się do kobiety, do dwóch kobiet, szczątków i tej, która nosiła nadzieję oddechu w swoich płucach. Nawet jeżeli miało się dokonać to, czego się obawiał, zaciskając w pięści różdżkę, był gotów, aby zatrzymać słońce i sięgnąć do energii życiowych, złamać zasady stworzone ludzką ręką, aby ją uratować. 

Morpheus wyśmiewał miłość, głośno mówił o tym, że nie planuje kochać, że tylko pożąda, ale okłamywał sam siebie. Morpheus Longbottom był przepełniony miłością i drobinki niej, jak cukier puder, jak brokat, którego nie da się pozbyć, przylepiały się do tych, których kochał. Migotliwe iskierki tego, czego się wyrzekał, na Alexandrze, na Ambrosii. Nawet jeżeli nici mówiły o namiętnościach, gdzieś pod przeważającą czerwienią własnej świadomości kryła się jasność miłości szczerej i prostej, tej, która wiedzie na barykady i sześć stóp w głąb. Nawet jeśli żegnał cały mrok z siebie, kochał tak szeroko, że w jaskrawości cień nie był już rozmytą drogą, lecz ostrą linią południowego słońca. W całej jego jasności słońca tylko jeden stanowczy krok dzielił go od kompletnego mroku.

— Rosie, Rosie... — powtórzył, docierając do McKinnon, teraz ubrudzony też ziemią. Ambrosia była żywa. Bardzo żywa. Zgasił płomień magii w sobie i nachylił się, aby usłyszeć, co mówi. Triona? Kim była Triona?

Morpheus zaczął rozglądać się dookoła, szukając tej kobiety, przypomniał sobie zaraz o szczątkach i mocy byłej asystentki zerkania w Limbo.

— Rozmawiaj z nią. Sięgnij do niej. Ona leczy. Ona chyba leczy o miejsce.

Patrzył dookoła, znaleźli się pod ziemią, przy ołtarzu, czy były tam jakieś korytarze? Coś, co sugerowałoby, jak dostać się do Millie? Może ją również przywołały tajemnicze kości?



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#29
10.06.2024, 04:26  ✶  
Znów wizja czerwieniejącej otchłani jeziora zalała zmysły stojącego na skraju osuwiska Mulcibera. Obudził go krzyk - rzucił się do przodu, ale nie zdążył, jak gdyby coś przytrzymało go przez chwilę w pasie - i głuche łupnięcie: dwa uderzenia serca. Alexander patrzył na rozpościerającą się przed nimi rozpadlinę z taką niewysłowioną nienawiścią, że wcale nie zdziwiłby się, gdyby to jego spojrzenie rozerwało ziemię, która pochłonęła Ambrosię. Zsunął się nieelegancko po nasypie w dół, aż żwir chrzęścił pod butami, prosto do wygłodniałej paszczy kurhanu. Pomyśl, że to sen, padła desperacka modlitwa, i, tym razem, to rzeczywiście był tylko sen.

Patrzył niewidzącymi oczyma, jak Rosie wyswabadza się z uścisku kwiatów, i zaraz przypadł do boku kobiety, by pomóc jej się podnieść. Ujął z zaskakującą delikatnością dłoń ukochanej, pozwalając, by wsparła się na jego ramieniu uwalonym ziemią. Gdy powiódł spojrzeniem po wnętrzu nasypu, dostrzegł ołtarz i spoczywające na kamiennej płycie, ludzkie szczątki. Ona leczy. Ona chyba leczy to miejsce, mówił Morpheus, ale Alexamder - dobrze zaznajomiony z tym wyjątkowym wyrazem na twarzy Rosie, kiedy widziała - milczał, gładząc ramię kobiety uspokającym gestem, jakby wiedział, że w takiej sytuacji mógł po prostu być. Nie miał czasu, by się nad tym wszystkim zanadto roztkliwiać. Fiolet chronił, i ulegał wzmocnieniu, kiedy byli blisko: Alexander zamierzał warować u boku Ambrosii nie tylko przez wzgląd na jej bezpieczeństwo, ale i na to, co mogła zobaczyć ze zmysłami zamplifikowanymi przez ochronną moc Windermere.

Nigdy nie mógł jej pomóc z Limbo.

- Moja wizja się dokonała. Ktoś umarł, ktoś przeżył - powiedział, zadziwiająco opanowany. - Jezioro przyjęło równowartościową wymianę. - Cały sęk tkwił w tym, co pozostało niewypowiedziane. Morpheus nie potrzebował daru widzenia, by zrozumieć dylemat, który prędzej czy później dotykał każdego badacza tajemnic: ile będzie nas kosztować ingerencja w energię tego miejsca? To była jednak bardziej elegancka wersja niemego pytania Alexandra. Prawdziwa brzmiała natomiast: czy to miejsce zażąda czegoś w zamian za Ambrosię?

Alexander rozglądał się na boki, oceniał konstrukcję podziemnego mauzoleum i rozległość grobowca. Szukał wzrokiem inskrypcji na płycie ołtarza, próbując zidentyfikować jakieś znajome napisy czy magiczne runy. Próbował przypomnieć sobie, czy w pracy albo podczas osobistych studiów natrafił kiedykolwiek na podobne praktyki chtoniczne. Delikatnie przesunął dłonią po posadzcce porośniętej roślinnością, odsuwając łagodnie kwiaty, by dojrzeć, czy w kamieniu wyryto jakieś symbole, które mógł skryć zielony dywan. Wreszcie, skupił wzrok na truchle pochowanej tu kobiety.

Wcześniej, w wizji, mignęły mu przed oczami symbole wyryte w wapieniu, ale coś zdawało się przesłaniać Alexowi widok - jak gdyby wszystko, co udało mu się dostrzec, tkwiło skryte gdzieś na dnie - miał wrażenie, że wciąż były to przebłyski przeklętego jeziora, które tak przyciągało go do siebie swoją mroczną tonią. Musiało mścić się za to, że nakarmił je odwróconą Trójką mieczy ze swej talii. Teraz widział przecież wyraźnie: do nagrobnej komnaty docierały promienie słońca, a świetliki wyczarowane przez towarzyszącą im dziewczynę pomagały rozświetlić skąpane w zieloności wnętrze.

Wszystkie jego wcześniejsze przebłyski wydawały się dotyczyć jeziora, tylko nie głos... Głos Loretty. Albo raczej: głos czegoś, co udawało Lorettę. Czegoś, co - tak, jak jego żona - zdawało sobie sprawę z targających Alexem sprzeczności, i potencjału destrukcji, jaki w sobie nosił. Przez chwilę pożałował, że jednak nie rzucił się do tego jeziora. Tam mógłby poczuć smak krwi, a tutaj... Tutaj był bezradny jak dziecko we mgle. On potrafił tylko niszczyć, a wydawało mu się, że to miejsce wymagało od nich - od niego - czegoś kompletnie przeciwnego: chciało, by ktoś je odbudował.

Nic nie przyszłoby mu że słuchania szeptów Ambrosii. Alexander potrzebował działania.

- Cokolwiek polaryzuje Windermere - pociągnął myśl Morpheusa - chce zniszczyć to, co jest pod tym wzgórzem. Skoro jesteśmy w epicentrum strefy chronionej, może wykorzystajmy ten czas, żeby umocnić ruiny mauzoleum. Może wznieść kopułę oplecioną roślinami? Przyroda aż drży dookoła... Pewnie pomoże, gdyby odnowić stare linie mocy łączące ją z ołtarzem uzdrowicielki. Rosie - ani na moment nie opuścił jej boku odkąd otworzyła oczy - dowie się czego ona chce. Ofiary, rytuału...

Uzdrowicielka potrzebująca uzdrowienia.

- Słuchaj - rzucił bezceremonialnie w stronę... Jakkolwiek miała na imię ta dzierlatka, co się przypałętała tu razem z nimi. - Bagshot w swoich zapiskach zawarł coś na temat jakichś rytuałów uzdrawiających? Praktyk religijnych? Ofiar składanych przez lokalną ludność bogom, w podzięce za ratunek przed dżumą? Cokolwiek? - Młoda miała już odpowiedzi na swoje wcześniejsze pytania: skoro truchło kobiety potrafiło przywrócić do życia czarownicę, oddalenie widma epidemii dżumy nie było dla niej żadną sztuką. Równowaga energetyczna tego miejsca była teraz jednak ewidentnie zachwiana, skoro Windermere chorowało. Skoro nie mogli znaleźć przyczyny choroby i jej wyeliminować - starał się nie myśleć o głosie Loretty, o tym ciemnym tembrze, sączącym mu się leniwie do ucha - musieli przywrócić mu dawne siły, by zwalczyło chorobę.

na percepcję (4k), żeby ogarnąć wygląd miejscówy, inskrypcje i poszlaki
Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana

na wiedzę o świecie (3k), czy kiedyś w trakcie badań czegoś przydatnego się dowiedział
Rzut Z 1d100 - 3
Akcja nieudana


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Świnkowa panienka
I’m sorry I said you cheated…even though you DID cheat!
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ślicznie ubrana dziewczyna o nieskazitelnym upięciu jasnych włosów i zadartym nosku. 169cm || przeciętna budowa ciała || bardzo jasne włosy || ciemnoniebieskie oczy

Peppa Potter
#30
10.06.2024, 18:22  ✶  

Odpowiedzi nie uzyskała. Bo Ambrosia skupiła na sobie uwagę całej grupy spadając w przepaść. Peppa w pierwszej chwili przestraszyła się tak niespodziewanego zajścia, ale zaskoczenie szybko ustąpiło miejsca cynizmowi. Sama się tam pchała. Mężczyźni od razu rzucili się na ratunek, przez co panna Potter miała jeszcze mniejszą ochotę robić w tej sprawie cokolwiek.

Chroń Trionę.

— Kogo? — spytała, rozglądając się na boki, chociaż dobrze wiedziała, że tajemniczy głos tkwi tylko w jej głowie.

Zajrzała ostrożnie do dziury i dostrzegła truchło. Może to była Triona?

— Uhm... Wydaje mi się, że najlepiej będzie jak najszybciej odsunąć się od tego trupa i go nie ruszać — powiedziała coś, co pewnie każdy już pomyślał.

— Rytuały? Hm... Chwileczkę, mam przy sobie notatki, zaraz przejrzę...

Odsunęła się na bezpieczną odległość od krawędzi, kucnęła i szybko wyjęła z torebki notatki sporządzone w bibliotece. Starała się również przypomnieć, czy nie napotkała podczas poszukiwań haseł związanych z rytuałami, ofiarami i religią.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (5968), Ambrosia McKinnon (3553), Basilius Prewett (524), Isaac Bagshot (429), Millie Moody (562), Morpheus Longbottom (3315), Norvel Twonk (5020), Penny Weasley (565), Peppa Potter (2310)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa