Nachyliła się lekko do Sauriela, kiedy ją zagadał i była bardzo chętna do tego, żeby się podnieść i ulotnić i wtedy duchy ich przyłapały. W połowie wstawania. I usadziły. Każą słuchać to trzeba słuchać, bo ta dwójka była wyjątkowo namolna, atencyjna i upierdliwa, a chyba nikt z nich nie chciał, żeby się do domu za nimi włóczył duch i robił „blebleble” nad głową, kiedy właśnie się kładziesz spać. Zrozumiała jednak zaproszenie, żeby usiąść bliżej – więc usiadła i niemalże objęła dłońmi swoją butelkę z miodem, wznosząc niemy toast z Saurielem. Tamci się kłócili i opowiadali o swoim życiu, a oni… siedzieli i się gapili. I pili. Victoria jeszcze czasami chrupała ciasteczka, jakie jej przyniósł Rookwood.
Duchy po prostu zniknęły – tak nagle, jak się pojawiły. A Victoria nawet nie była pewna tego, co ostatnio słyszała. Czuła się trochę jak w Hogwarcie na lekcjach z historii magii, gdzie wykładał nauczyciel-duch. Chcesz się skupić, ale za cholerę nie możesz. Sama może nie była aż tak wstawiona, ale czuła, że szumi jej trochę w głowie.
- Co to w ogóle było… - wymamrotała, gapiąc się bez cienia inteligencji przed siebie na groby. Jej różdżka nadal oświetlała im mroki cmentarza. Zamrugała nieprzytomnie. - Daj mi zapalić – stwierdziła w końcu. Tak. Na początku patrzyła się na Sauriela krzywo kiedy wyciągał fajki, ale teraz wręcz poprosiła, żeby jej jedną użyczył. Nie przesłyszałeś się, wampirku. Nawet na niego nie spojrzała.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)