Poza tym wyspa była dość mała, miała najwyżej kilometr do dwóch wielkości. W większości składała się z pagórków i z wzniesień, ale musieliby ją obejść, żeby zobaczyć wszystko dokładniej. Było trochę skarłowaciałych drzewek i parę krzaczków z porzeczkami. Możliwe, że dawniej, może przed wiekami była sporo większa niż teraz. Może nawet łączyła się z lądem?
Ciemnowłosy selkie patrzył na Laurenta błagalnie. Odrobina energii, którą otrzymał musiała go trochę wzmocnić, bo gdy się odezwał, brzmiał trochę śmielej. Poruszył głową przecząco.
- Nic nie wiem o żywych trupach – odpowiedział. – Ale znam historyka, o którego pytasz. Jest tutaj od trzech tygodni. Dwukrotnie był na tej wyspie. Szukał jakichś śladów. Czasem odwiedza ruiny w lesie. Bywa w Carlisle i w Wigton. Wieczorami pali papierosy na molo. Nie wiem, gdzie jest, od wczorajszego poranka próbowałem powstrzymać Adrię przed przewrotem. – Westchnął, a potem jego oczy uciekło ku Perseusowi. I już nie patrzył na niego ufnie i błagalnie jak na Laurenta, ale nieufnie, jakby samo to, że Black był człowiekiem w oczach młodego selkie sprawiało, że nie był godzien zaufania.
Próbował się nawet poruszyć, ale był zbyt wyczerpany, by uciekać. Uchwycił się zimną ręką Prewetta. Może ze strachu przed tym, co robił magipsychiatra a może by skupić na sobie pełną uwagę drugiego selkie.
- Dziwię sobie, że to mówię, ale Owen nie jest teraz tak ważny, jak ważne jest to, co dzieje się w jeziorze. Ich naprawdę trzeba powstrzymać.
Magia Perseusa zadziałała. Widział jak krawienie w najpoważniejszej ranie ustało. Dla niego foka popiskiwała, jedna z jej płetw dotykała Laurenta.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)