• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [25.03.1972]Przyjęcie u Yaxleyów, wątek zbiorowy

[25.03.1972]Przyjęcie u Yaxleyów, wątek zbiorowy
Grave Digger
fire in my blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukły, wysoki mężczyzna o znudzonym spojrzeniu bladoniebieskich tęczówek, zazwyczaj taksuje obojętnie otoczenie. Nosi półdługie włosy w nieładzie, które często ii nieskutecznie przeczesuje palcami na tył głowy. Ubiera się bez zbędnego przepychu i elegancji, w wygodne czarodziejskie szaty. Na pierwszy rzut oka widać, że nie zależy mu na nienagannym wyglądzie.

Logan Borgin
#31
13.11.2022, 13:21  ✶  
Najpierw z Seraphine Anne, Theonem, panem Leroux, Seraphiną i Gerardem; na końcu zostaje tylko z ostatnią dwójką w oddaleniu od reszty.


Zapasowy plan Seraphiny trochę go zmartwił, ale Logan nie myślał o nim dłużej niż kilka uderzeń serca, zwłaszcza że towarzystwo zdawało się rozkręcać i żeby wszystko ogarnąć, musiał się skupić na kilku rozmowach prowadzonych równocześnie. Dlatego zanotował szczodry prezent, którym postanowiła się podzielić jego towarzyszka, dziwny spokój kuzyna, który myślami wydawał się być gdzieś daleko stąd, docinki ze strony wuja i maślane oczy wraz z przebrzydłymi słodkimi słówkami, które do zaoferowania miała Leroux.

Dresz spłynął mu wzdłuż kręgosłupa, kiedy kobieta pozwoliła sobie na tak bezczelne naruszenie jego prywatności, ale starał się nie dać po sobie poznać irytacji. Opinię reszty gości miał w głębokim poważaniu, ale przed starszyzną wolał starać się zachować pozory względnej normalności. Chociaż wuj Gerard najwyraźniej znał go zbyt dobrze, żeby wciąż mieć o nim dobre zdanie.

— Obawiam się, że moje umiejętności łowieckie nie mogą się równać się tym związanym z dzierżeniem różdżki — odpowiedział więc zwięźle blondynce, bez przesadnej skromności, może odrobinę zbyt suchym tonem, żeby brzmiał na naturalny.

Odwrócenie się w stronę jej ojca, który właśnie się do niego zwrócił, pomogło przy naturalnym zwiększeniu dystansu i przerwaniu tego śmiesznego przedstawienia. Udawania porozumienia, którego nie było i zapewne nigdy nie będzie między ich dwójką, niezależnie od okoliczności i faktu, że za kilka tygodni staną się rodziną.

Słowa pana Leroux były dość niespodziewane, aczkolwiek nie można powiedzieć, że go nie zainteresowały. Ciekawiło go, co też starszy mężczyzna słyszał o jego sklepie, chociaż oczywistym zdawał się fakt, że nie był tak po prostu zainteresowany zapomnianymi przez bogów antykami.

— Byłbym zaszczycony — odparł więc, i to o dziwo bez ironii, koncentrując spojrzenie na twarzy pana Leroux. Kiedy wspomniał o córce, Logan zerknął na kobietę, a w jego oczach błysnęła ciekawość, ale ostatecznie skierował się znów do jej ojca. — Szkoda marnować pański cenny czas na przyjęciu, pewnie wszyscy chcą zamienić z panem kilka słów. Ale z chęcią umówię się na spotkanie w najbliższym czasie i w spokojniejszych okolicznościach.

Choć przychodząc na imprezę do bliźniaków Logan nie spodziewał się kontaktów biznesowych, zawsze był zadowolony, kiedy jakiś udało mu się złapać. Choć z córką wolałby trzymać się na dystans — już wymienili się wystarczającą ilością doświadczeń w jego sklepie — to ta niechęć nie obejmowała wcale jej ojca.

Theon i Séraphine z panem Leroux skierowali się w stronę reszty gości, ale Logan zrezygnował z powrotu wprost do tej ciżby. Nie wybiła jeszcze dziesiąta, a on już miał dość zebranego towarzystwa; wytrzymał krótko nawet jak na swoje ograniczone możliwości.

— Wuju, będziesz brał udział w polowaniu? — zagadał zamiast tego Gerarda, który najwyraźniej też nie spieszył się w obranym przez resztę kierunku. Chyba pasował mu ten drink w dłoni bardziej niż przymus witania gości, którego ciężar z resztą wzięła na siebie ciotka. — Naprawdę uważam, że większość z nich nie powinna dostać broni w ręce — dodał, odprowadzając narzeczonych spojrzeniem w stronę zebranych gości i uśmiechnął się krzywo. Obejrzał się, żeby odnaleźć Seraphinę. — To co to za tajemniczy zapasowy plan? Umieram z ciekawości — rzucił w jej stronę teraz, kiedy zostali we trójkę i mogli mówić swobodniej. Nawet jeśli wcale nie liczył, że kobieta się nim podzieli.



some people are such treasures that you really
just wanna bury them
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#32
13.11.2022, 21:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.11.2022, 21:37 przez Theon Travers.)  
Theon, Seraphine Anne, Rene Leroux opuszczają Seraphine, Logana i Gerarda. Dołączają do Geraldine, Eden, Theseusa, Leandra, Loretty, Atreusa i Elaine. 

Theon doskonale wiedział co robi, kiedy zdecydował się zabrać z dłoni Séraphine Anne kieliszek z czerwonym winem. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, co czekało osoby, które zdecydują się sięgnąć po ten konkretny alkohol. I w zasadzie trochę też liczył na to, że nikt więcej na taki krok nie zdecyduje się przed powrotem z polowania. To mogłoby trochę skomplikować sprawy. Dyskretne upilnowanie dwóch ofiar tego, zdawać by się mogło, dość niewinnego psikusa, mogło być zadaniem trudnym do wykonania. Zwłaszcza, gdyby musiał zająć się tym sam, w pojedynkę.

Swoją drogą, byłby to całkiem prawdopodobny scenariusz.

Skupiony na swojej partnerce, nie do końca nadążał za wszystkim innym. Z pewną ulgą przyjął to, iż ojciec i pan Leroux, zamiast na nich, zdecydowali się skupić na Loganie i jego niewątpliwie interesującej towarzyszce. Mógł się odrobinę wycofać, po prostu wszystkiemu temu przyglądać. Ograniczyć się do potakiwania, gdyby jakieś słowa padły jednak w jego kierunku. I pewnie nawet nikt nie zwróciłby na to większej uwagi przy tym, jak bardzo gadatliwa okazała się towarzysząca mu przyszła panna młoda.

Zmarszczył brwi, kiedy blondynka zwróciła się do Logana w sposób wskazujący na to, że musiała się z kuzynem znać. Przez chwilę spoglądał na Borgina. Będzie musiał go o to kiedyś zapytać. Pewnie zrobi to przy najbliższej okazji, ale niekoniecznie jeszcze tego dnia. Nie widział powodów do pośpiechu, choć oczywiście na temat kobiety, którą ojciec zdecydował się wybrać mu na żonę, bardzo chętnie dowiedziałby się czegoś więcej.

- Na pewno chętnie skorzystamy z możliwości wypożyczenia abraksanów. - Na moment przeniósł uwagę na pannę Prewett. - Mi samemu bliżej raczej do Llywelyna ap Gruffydda. - Wtrąca, jakby zadowolony z tego, że ktoś w tym towarzystwie zdawał się doceniać piękno Walii. Sam może i na stałe nie zdecydował się tutaj zamieszkać, ale nie mógłby zaprzeczyć temu, że rodzinne strony zawsze będą dla niego pod pewnymi względami wyjątkowe. Kto zresztą wie czy identycznie jak ojciec, nie będzie chciał tutaj wrócić na stare lata? Nigdy nie wiadomo co komu przyniesie przyszłość.

Na wspomnienie Llywelyna ap Gruffydda, swoje wtrącić musiał oczywiście Gerard. Aż mu oczy zaświeciły i dla Theona było już pewnym, że teraz to się zacznie. Sam niejednokrotnie słuchał o tym za dzieciaka.

- W naszej rodzinie mówi się, że pochodzimy właśnie od Llywelyna ap Gruffydda. Ostatniego księcia niepodległej Walii. - Odezwał się, zapewnie chętny do tego, żeby w tym temacie powiedzieć więcej. Theon nie był w stanie zareagować, nie miał możliwości przekierować rozmowy na inne tory. Logan, Seraphina i pan Leroux, musieli poradzić sobie z tym sami. Chwilę po tym jak rozmowa zaczęła zmierzać właśnie w kierunku rodzinnych opowieści, Séraphine Anne dała mu znać, żeby nieco się pochylił i poprosiła, aby ruszyli przywitać pozostałych gości. Nawet jeśli nieszczególnie się do tego palił, protestować nie próbował. Po prostu ruszył razem z blondynką w kierunku pozostałych gości; w stronę miejsca, gdzie znajdywała się jego siostra oraz matka.

Niech bogowie go mają w opiece i inne takie. Cokolwiek.

W tym samym czasie, Rene i Logan na spokojnie mogli zająć się kwestią interesów, Seraphina natomiast - zapoznać się z historią, którą opowiedzieć jej zamierzał Gerard. Zrobi to, jeśli tylko nikt sprawnie nie odwróci od tego jego uwagi.

Zatrzymał się ten krok, może dwa, za Séraphine Anne i pozwolił, żeby to na jej barki spadło przywitanie pozostałych gości. Z ulgą zauważył, że efekt alkoholu znacząco osłabł. Może nawet całkowicie ustąpił? Kobieta zdawała się wracać do siebie. Jeden problem z głowy. Oby w jego miejscu nie pojawił się kolejny.

- Cóż, niektórzy nic tylko bujają głową w chmurach. - Udało im się jeszcze usłyszeć komentarz Jennifer na słowa Eden, która wyjaśniła co tym razem zatrzymało jej męża w domu. Następnie zaś wszystko już potoczyło się szybciej. Zrobił się większy chaos, wszyscy zaczęli się witać, przedstawiać. - Séraphine, nie było trzeba. - Na decyzje blondynki, dotyczącą oddanie Lorettcie marynarki, zareagowała Jennifer. Sama dopiero co sama zaoferowała dziewczynie, że znajdą jej bardziej odpowiedni strój. Została zignorowana. Nie zamierzała tego komentować, ale dało się przez moment zauważyć, że nie była z tego powodu zadowolona. Na pewno nie umknęło to uwadze jego syna. Czy zauważyli to również Geraldine oraz Leander? - Na pewno znaleźlibyśmy odpowiedni strój dla Loretty.

Po tym jak zwróciła na tą drobnostkę uwagę, Jennifer podeszła do Leandra, prosząc go, żeby się na chylił. Kiedy zaś syn to zrobił, poprosiła go, żeby za chwilę odeszli na bok.

Przyglądający się wszystkiemu z boku, Theon skinął głową, kiedy poproszony został przez Anne o przedstawienie gości. Widać jednak nie udało mu się tego uniknąć. Cóż. Bywa. Nie wszystkich znał, ale to drobny szczegół.

- Oczywiście, gdzie moje maniery. - Odezwał się, zauważając karcące spojrzenie, które zaraz po słowach Séraphine Anne, zostało mu posłane przez matkę. Widać nie była z niego zadowolona. Nie w pełni. Ale czy kiedykolwiek wyglądało to inaczej? Chyba jedynie w przypadku Leandra, który w jej oczach zdawał się być idealnym dzieckiem. Nieistotne, że od dawna było już dorosłym mężczyzną. - Moja matka, Jennifer, zaraz obok Geraldine, moja siostra jak już słusznie zauważyłaś. - Wskazuje na kolejne osoby. - Eden Lestrange, dobra znajoma Geraldine. - Przez gardło by mu nie przyszło określenie przyjaciółka. - Bez męża, który na pewno ma jej dosyć ma wiele spraw na głowie. - Całe szczęście zdołał powstrzymać się przed zbędnymi uszczypliwościami, za które zostałby wytargany za uszy. Niczym dzieciak jakim zdarzało mu się od czasu do czasu nadal bywać. - Dalej mamy Theodore, pracuje dla mojej siostry. - To nie tak, że celowo przekręca imię Theseusa, Theon nigdy nie poświęcał zbyt wiele uwagi przyjacielowi siostry. Nie pamiętał jak ma na imię, poza tym jednym szczegółem, że zaczynało się ono na literę T. Wybrał więc te, które zdawało się być najbliższe temu, co chodziło mu w tym przypadku po głowie. - Następnie Atreusa Bulstrode, z Twoją kuzynką? - O to ostatnie sam już bardziej dopytuje, choć też nie jest to na tyle istotne, żeby potrzebował od Séraphine Anne odpowiedzi. - I już na samym końcu, mój młodszy brat, Leander i jego narzeczona, Loretta Lestrange. - Odetchnął z ulgą. Nie lubił tego typu sytuacji. Zawsze coś musiało pójść nie tak jak powinno. Zawsze z czymś musiał namieszać. Całe szczęście więcej osób tutaj nie było. Szopka skończona.

A że zgromadzonym nie przedstawił Séraphine Anne i jej ojca? To już nieistotny szczegół, na który nie zwrócił uwagi, ale który zarazem nie umknął uwadze jego matki. Jennifer zabrała głos, kiedy jasnym się stało, że syn skończył prezentacje.

- A z moim synem, Theonem, jego narzeczona. Séraphine Anne Leroux i jej ojciec Rene Leroux. - Powiedziała, wskazując gestem na dziewczynę i jej ojca. - Ich rodzina zajmuje się produkcją najlepszego wina w całej Wielkiej Brytanii. Szczerze polecam złożyć wizytę w ich sklepie.

Oczywiście musiała powiedzieć coś więcej, wspomnieć o czymś, co powinno mieć znaczenie. Może nawet stanowić dla nich powód do dumy? Bądź co bądź przyszłą panią Yaxley nie miał zostać byle kto, a kobieta czystej krwi, z dobrego domu, bogata, a do tego mająca też głowę do interesów. Same plusy.


W tym samym czasie, na drugim końcu pomieszczenia, zapędy Gerarda w stosunku do przedstawienia Seraphinie całej historii rodziny Yaxley, zostały powstrzymane przez Logana. Całkiem skutecznie, ale czy celowo?

- Oh. Polowanie? - Gerard przeniósł spojrzenie na Borgina. - Podejrzewam, że po tym - unosi lekko ku górze swoją szklankę z brandy - raczej nie powinienem. Wy młodzi zresztą, powinniście dzisiaj bawić się w swoim gronie, a nam zostawić dopilnowanie, żeby wszystko było gotowe na później. - Oczywiście nie powiedział niczego o tym, że Jennifer by mu głowę ukręciła, gdyby zdecydował się wziąć udział w polowaniu i zostawił ją całkiem samą z dalszymi przygotowaniami. Przyjęcie miało trwać do późna, ktoś musiał przy tym pomagać. Nie żeby Gerard faktycznie pomagał, ale bezpiecznie było się mimo wszystko zanadto nie wychylać. - Za kilka godzin ma przyjechać zespół, trzeba będzie przygotować im miejsce na jakąś małą scenę... - Co prawda wstępnie było ono już wyznaczone, ale pracy z pewnością nie zabraknie, kiedy już muzycy zjawią się w posiadłości.

Stary Zabójca
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Trevor Yaxley
#33
14.11.2022, 02:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2022, 00:29 przez Trevor Yaxley.)  
To był zły pomysł. To był bardzo zły pomysł. Patrząc na to, że jego najbliższa rodzina wyrzekła się go to nawet tej dalszej nie powinien pokazywać się na oczy. Przynajmniej w teorii. Nie musiał być żadnym jasnowidzem aby wiedzieć, że na liście gości na urodzinowym przyjęciu kuzynostwa będą obecni jego rodzice. O ile jego ojciec nie zaniemógł poważniej, niż zwykle. Była na to mała szansa.
Biorąc pod uwagę bycie poszukiwanym za przestępstwo, którego nie popełnił to też nie powinien być w okolicy posiadłości należącej do jego dalszych krewnych. W końcu nie wiadomo, kto jeszcze będzie w gościach. A skoro już tutaj zawędrował to już nie było odwrotu. Zapewne i tak przybędzie ostatni. Dla obchodzących urodziny bratanicy i bratanka wiózł to, co było w stanie przetrwać całe tygodnie w podróży. Czyli alkoholu. Zachowanie tych dwóch butelek ognistej whisky wymagało od niego kierowania się resztkami własnej przyzwoitości i dowiezienia ich pełnych tego trunku zamiast ulegnięcia własnemu nałogowi i wypicia ich podczas wpatrywania się w żar rozpalonego wieczorem ogniska. Nie wypadało przychodzić z pustymi rękoma. O zaaranżowanych zaręczynach swojego kuzyna rzecz jasna nie wiedział. Omijały go takie informacje od trzech lat.
Ściągnął wodze pojedynczego, karego konia rasy Shire, zaprzęgniętego do krytego wozu, w którym przewoził cały swój dobytek. W tym olbrzymią klatkę z harpią wielką o imieniu Gwydion. Coraz bardziej zbliżał się do tej posiadłości, aż w końcu mógł pod nią zatrzymać konia jak i wóz. Jeśli zostanie przyjęty to zarówno on, jak i koń nazwany przez niego Abelardem będą mogli odpocząć po długiej podróży. Zdecydowanie dobrze zrobiłaby mu noc spędzona we wnętrzu domu, w wygodnym łóżku. O chwili rozrywki już nie mówiąc. Sam wierzchowiec trafiłby do stajni. Mógłby też wypuścić z klatki Gwydiona, pozwalając mu na rozprostowanie skrzydeł. Wolał jednak tak nie wybiegać daleko w przyszłość. Wszystko się okaże, gdy ktoś wyjdzie mu na naprzeciw. Zsiadając z tego wozu, tradycyjnie przydeptał sobie prawy brzeg postrzępionej peleryny.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#34
15.11.2022, 00:14  ✶  
Kocham.
Słodycz wyznania nie była w stanie zniwelować goryczy, jaka zdążyła się rozlać po podniebieniu. Nie zależało mu zresztą na miłości, nie rozumiał jej fenomenu i za nic w świecie nie był w stanie pojąć dlaczego istnieli ludzie gotowi poświęcić wszystko dla drugiej osoby całkowicie bezinteresownie. Dla Leandra liczył się tylko fakt posiadania — a on bardzo pragnął posiadać Lorettę na własność. Być obiektem jej pożądania i lęku, pierwszą myślą po przebudzeniu i ostatnią przed zaśnięciem, mieć na wyłączność jej ciało i duszę, aby całkowicie podporządkowała mu swoje życie.
— Gdybyś naprawdę mnie kochała, nie ubrałabyś się tak wyzywająco — odparł drżącym głosem, unikając kontaktu wzrokowego — Nie wystarczam ci, Lori? Nie wystarczam, że szukasz aprobaty innych mężczyzn?
Odsunął się od niej, udając zranionego, choć jedynym, co w tamtym momencie czuł, była pożoga trawiącego od środka gniewu. Przez moment rozważał nawet zepchnięcie dziewczęcia ze schodów; przez jakiś czas odgrywałby żałobę, a później znalazłby sobie nową narzeczoną. Roztropniejszą. Uleglejszą. Kiedy jednak jego spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Loretty, doszedł do wniosku, że żadna kobieta nie byłaby mu w stanie jej zastąpić. Nie lubił stagnacji, pragnął ciągłych wyzwań, a tym właśnie była ta mała wiedźma. Poza tym, miała jakieś zainteresowania, co z góry określało ją jako wartościowego człowieka, w przeciwieństwie do reszty kobiet w tym domu.

Czuł, że od ciągłego uśmiechania się boli go już twarz, ale nie przestawał robić dobrej miny do złej gry; nawet się nie zająknął, gdy Séraphine Anne pożyczyła Lorecie swe odzienie. Mogłaś nie ubierać się jak ladacznica — tymi słowami chciał skarcić narzeczoną, lecz nie przeszły mu one przez gardło. Rozmówi się z nią na osobności, gdy drzwi zamkną się za ostatnimi gości. Ukarze ją za to, w jaki sposób go potraktowała.
— Tak, mamo — pokiwał głową, zwracając się w stronę Jennifer — Jestem pewien, że gdzieś znajdzie się bardziej odpowiedni strój dla Loretty. Poprosisz skrzata?
Odszedł na moment, by zamienić słowo z rodzicielką, prędko jednak wrócił do Loretty. Nie chciał zostawiać jej samej, nie w towarzystwie nieznajomych kobiet i mężczyzn, którzy rzucali jej — w jego mniemaniu — pożądliwe spojrzenia. Należała do niego i to on będzie decydował, z kim dziewczyna będzie rozmawiać. Miał, na Merlina, wkrótce zostać jej mężem.
Propozycje, jaką Eden złożyła pannie Lestrange, odebrał jako personalny atak — jak inaczej wytłumaczyć to, że ta mała wiedźma patrzyła na niego, zupełnie tak, jakby go przejrzała? Chciał użyć daru jasnowidzenia, przekonać się, jakie miała wobec niego zamiary, jednak w całym tym zgiełku trudno było się skupić.
— Eden, masz coś między zębami. Zdaje mi się, że to... Och, wygląda na to, że to kawałki lokatora zalegającego z czynszem. Chodź, Loretto. Dajmy jej chwilę prywatności — rzucił beztrosko, zgarniając narzeczoną jak najdalej od przedstawicielki parasitus walletus, inwazyjnego gatunku z Wiltshire żerującego na wypłatach uczciwych czarodziejów. Lepiej trzymać się od takich z daleka; nie wiadomo czy nie byli nosicielami gorączki landlordowskiej, podstępnej choroby, która polegała na inwestowaniu w nieruchomości.
Byłoby zabawnie, jakby jakaś spłonęła w niewyjaśnionych okolicznościach.
— Może wyjdziemy do ogrodu? Tutaj jest zbyt tłoczno — zaproponował, choć i tak nie zamierzał brać pod uwagę opinii Loretty. Była mu to winna, za upokorzenie, na jakie go wystawiła swym ubiorem. Zatopił więc paznokcie w mlecznej skórze i zaciągnął ją na werandę, gdzie mieli chwilę prywatności. A przynajmniej tak mu się wydawało.
Two-face
dobra już nie cisnę,
bo się robi patetycznie
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
162 cm wzrostu, blond krótkie włosy zaczesane najczęściej w tył. Niebieskie, prawie turkusowe tęczówki oczu. Ubiór luźny, dresy pomieszane z marynarką, bądź na odwrót (szykowne spodnie z bluzą zakładaną przez głowę lub rozpinaną). Lubuje się w beżowych odcieniach, ale nie pogardzi czernią.

Séraphine Anne Leroux
#35
15.11.2022, 18:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.11.2022, 23:26 przez Séraphine Anne Leroux.)  

Nie zastanawiała się zbyt długo nad swoimi czynami, chociażby dlatego, że uważała je za jak najbardziej na miejscu. Możliwe, że to przez alkohol, miała takie postrzeganie świata. Odrobinę wstrząsnęło jej percepcją, aczkolwiek z każdą kolejną napływającą chwilą odczuwała spokój. Przybywał drobnymi falami, najpierw muskając dłonie, a następnie skroń i umysł Anne. Wciąż w myślach przeklinała swój pomysł wypicia przed śniadaniem odrobinki alkoholu, ale nie obwiniała siebie. Wino to kusiciel o pięknej, szkarłatnej barwie. 

Cieszyła się w duchu, że Theon przejął pałeczkę à propos przedstawiania swoich własnych gości. Na każdym zatrzymywała kilkusekundowe spojrzenie, posyłała drobny uśmiech, a na koniec robiła niewielki ukłon. Ot pochylenie się w stronę magów, co by okazać im odpowiedni szacunek.

Błękitne ślepia utrzymywały jednak się przez znacznie dłuższą chwilę na kobiecie, której to wręczyła swoją marynarkę. Na jej odpowiedź pokręciła głową, chichocząc cicho. Dźwięk jej własnego imienia sprawił, iż jedynie posłała dziewczynie tajemniczy, zalotny uśmiech.

- O mnie się nie martw. Wielokrotnie bywałam na polowaniach i jestem przyzwyczajona do porannych, chłodnych powiewu wiatru - słowa spokojnie, ciche, ale ciepłe. Przeciwieństwo w porównaniu do tematu, który stał się częścią ich krótkiej rozmowy. Zrobienie odpowiedniego pierwszego wrażenia było kluczowe. Na przykład by dobrze zapamiętać imię osoby, którą później będzie się upominać o zwrot odzienia. Pewnie nie natarczywie, bo nie taki był tego cel, aczkolwiek... Zdecydowanie będzie chciała porozmawiać z nią na osobności. Coś wyjątkowo nie pozwalało jej o niej zapomnieć.

Błysk oka był ledwie dostrzegalny, choć tym, co udało się to dostrzec pewnie pomyśleli o tym samym co Leroux. Tutaj działy się ciekawe rzeczy. Wszyscy grali jakąś rolę, choć niektórym zdarzało się z niej niefortunnie wypaść. Nie była też mowa o całkowity zadowoleniu. Czyżby chodziło o tak wczesną godzinę przyjęcia? Ukradkiem spojrzała na Jennifer dziękując jej serdecznym uśmiechem za przedstawienie. Pan Leroux uniósł jedynie szklankę, w połowie pełną. Anne odliczała minuty, aż mężczyzna padnie trupem na kanapie. Jakoś nie widziała go w roli łowcy, a na polowanie nigdy nie szedł. Intrygujące jednak było to, że mężczyzna wiedział, iż jego córka sama brała w czymś takim udział. Chyba będzie musiała sobie porozmawiać o jej kontrolowaniu i szpiegowaniu.

Atmosfera robiła się coraz to bardziej patetyczna, toteż spojrzała na Theona, niby to niezwykle podniecona kierując do niego swą wypowiedź:

- Zakładam, że jeszcze mamy trochę czasu przed śniadaniem - obróciła się do gości unosząc lekko podbródek - Kuzynko, czy zechcesz ze mną chwilę pomówić? Jestem niezwykle ciekawa Twojego towarzysza - czy jest Cię godzien, czy to jakiś kolejny głupek, który przykleił się na zbity ryj do Ciebie. Odeszła więc od swojego narzeczonego, puściła mu oczko i biorąc Elainę pod rękę spojrzała na Atreusa.

- Skąd się znacie? - spytała zainteresowana, co jakiś czas umykając wzrokiem za Lorettą. Nie mogła wybić jej osoby ze swych myśli. Może przez sukienkę? Owszem, była zjawiskowa, odkrywała tak wiele... Tak, to na pewno przez nią. Stała jednakże w jej wyobraźni zaraz obok Theona z jakiegoś powodu.

Z wielką chęcią dałaby sobie teraz w twarz.



– in a room full of liars –
[Obrazek: 18ca3672ab006376a626f6ed90cf3f654253e0a3.gif][Obrazek: 036328586c87320cddd53d74254b18ab9a9d6ca0.gif]
– all my demons reappear –
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#36
15.11.2022, 20:13  ✶  
Pierwsza część do wszystkich, którzy znajdują się w salonie. Druga część do Trevor Yaxley. Zapraszam do podchodzenia do szkatułki, informacja o partnerze trafi na PW każdego, kto wyjmie karteczkę.

Godzina 10



Minuty mijały jedna po drugiej. Wskazówki znajdującego się w salonie zegara, znajdywały się coraz bliżej godziny 10. Nadszedł moment, w którym należało wszystkich przywitać, przekazać kilka informacji, a także zaprosić do udziału w zaplanowanym polowaniu. Jennifer, rzecz jasna już po tym jak w ustronnym miejscu szepnęła Leandrowi to i owo do ucha, ruszyła w kierunku męża. Przeprosiła Logana i jego partnerkę, porywając Gerarda i dając mu do zrozumienia, że pora zabrać się za obowiązki organizacyjne. I prawdopodobnie tym właśnie by się zajęli, gdyby nie przekazana przez Eskela informacja o niespodziewanym gościu, która nieznacznie pokrzyżowała plany. Trzeba było jakoś to wszystko ogarnąć. Trzeba było coś wymyślić. Rzecz jasna - wymyślić coś na szybko.

- Logan, muszę poprosić Ciebie o drobną przysługę. - Nie trwało to długo. Ciemnowłosa kobieta upatrzyła ofiarę w osobie własnego bratanka. - Mam nadzieje, że Twoja partnerka mi wybaczy. Nie powinnam tak zawracać Tobie głowy, ale mamy na zewnątrz jeszcze jednego gościa, którym musimy się zająć. Trevor postanowił nas zaskoczyć niezapowiedzianą wizytą.

Nie traciła czasu na tłumaczenie dlaczego Trevorowi potrzebna była niańka, zakładając że coś niecoś Borgin powinien wiedzieć na temat tej sytuacji. Ostatecznie z Yaxleyami żył całkiem blisko, to i owo usłyszeć kiedyś musiał. Zresztą, to też nie tak, że sprawa krewniaka nie dotarła dalej, jak tylko do uszu członków jego rodziny. Bliższej czy dalszej. Nie było to możliwe w przypadku człowieka, który będąc wcześniej pracownikiem ministerstwa, obecnie poszukiwany był z racji na popełnione przestępstwa.

Niezależnie od otrzymanej odpowiedzi, Jennifer wróciła do zajmowania się swoimi sprawami, zaś Gerard - z całą pewnością nie wyglądający, jakby martwił się z powodu pojawienia się niezapowiedzianego gościa - ruszył w kierunku kominka, sprzed którego miał dobry widok na całe pomieszczenie. Dobre miejsce do tego, żeby wszystkich oficjalnie przywitać, podziękować za przybycie i dorzucić trochę różnego rodzaju bzdur. Po drodze szklankę z brandy zamienił na lampkę szampana. To właśnie przy pomocy tegoż naczynka, postarał się zwrócić na siebie uwagę zebranych, choć oczywiście wydany przez nie dźwięk, nie był szczególnie głośny.

- Bardzo się cieszę, że mogę was wszystkich dziś tutaj przywitać. Rodzinę, przyjaciół, współpracowników. - Zaczął. Goście, którzy na początku zajęci byli sobą, z każdym kolejnym słowem wypowiedzianym przez Gerarda, dostali wyraźny znak, że oto właśnie nadszedł ten moment, w którym swoją uwagę należało zwrócić na pana domu. - To wyjątkowy dzień dla moich dzieci. Geraldine Artemis, Theona Yaxleya, ale może postaram się tego nie przeciągać i nie będę was zanudzał mówieniem o tym, jak wiele znaczą dla mnie i dla mojej żony... - tutaj postarał się spojrzeniem odnaleźć Jennifer - ...po prostu wznieśmy toast za to, żeby kolejne lata były dla nich udane, żeby nie musieli mierzyć się z problemami, dopisywało im szczęście. Nie jestem dobry w tego rodzaju przemówieniach, dlatego zakończę standardowym sto lat. - Po tych słowach uniósł ku górze lampkę z szampanem. Do tego momentu goście mogli na spokojnie zaopatrzyć się w swoje własne, dzięki temu zyskując możliwość przyłączenia się do toastu, a następnie upicia z lampki łyka, może dwóch. Większe ilości alkoholu nie były wskazane, choć sam Gerard dobrym wychowaniem głowy sobie nie zawracał, wypijając z miejsca całą zawartość naczynia. - Skoro już zakończyliśmy oficjalną część, to teraz kilka słów na temat polowania. Do lasu wyruszymy za pół godziny do godziny. Pierw zachęcam do zjedzenia posiłku, przygotowania się do polowania. W szkatułce znajdującej się na kominku - tutaj odwrócił się, wskazując na wspomnianą, drewnianą szkatułkę - znajdziecie informacje o tym, kto podczas tej wyprawy będzie waszym partnerem. Eskel i Jaskier przygotowują właśnie bronie i podstawową amunicje, wszystko będzie na was czekało na zewnątrz, przed głównym wejściem. Mam nadzieje, że wszyscy poradzicie sobie arbaletem bądź zwykłą kuszą. I oczywiście, udanych łowów dla każdego. Oby na obiad trafił nam się dorodny jeleń bądź inna zwierzyna.

Po tych słowach, Gerard z ulgą ucieka pomiędzy ludzi, sięgając po wcześniej odłożoną na bok szklankę z brandy. Rozgląda się za Rene bądź... bądź kimkolwiek, kto byłby chętny dotrzymać mu towarzystwa.



W czasie, kiedy coraz więcej zaczynało się dziać wewnątrz posiadłości, przed głównym wejściem para skrzatów - Eskel i Jaskier - zajęta była wykładaniem broni i amunicji na sporych rozmiarów stole. Dla Trevora była to pierwsza wskazówka. Czyżby z okazji urodzin Yaxleyowie zaplanowali coś interesującego?

Kiedy Eskel zauważył pojawienie się kolejnego gościa, czego - nie oszukujmy się - przeoczyć się nie dało - przerwał dotychczasowe zajęcie. Pokazał Eskelowi, co zwróciło jego uwagę. Zaczęli żywo dyskutować. Gestykulować. Treor miał możliwość zarejestrować tylko niewielką część tej rozmowy.

- Musimy powiedzieć pani Jennifer! - Padło z ust pierwszego skrzata, który następnie oddelegował swojego towarzysza, żeby odnalazł panią domu. Zaskakującym w tym przypadku rzecz jasna nie było to, iż Jaskier miał szukać Jennifer, nie Gerarda. Z reguły to ciemnowłosa kobieta nosiła w tym związku spodnie. - Idź, szybko!

Podczas gdy Jaskier zniknął wewnątrz budynku, Eskel wrócił do wcześniejszego zajęcia, od czasu do czasu zerkając z pewną nerwowością na Trevora. W normalnych okolicznościach na pewno nie powitałby gościa w taki sposób, to pewne.


@Geraldine Yaxley @Séraphine Anne Leroux @Logan Borgin @Theseus Fletcher @Leander Yaxley @Loretta Lestrange @Elaine Delacour @Atreus Bulstrode @Eden Lestrange @Seraphina Prewett @Theon Yaxley @Trevor Yaxley
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#37
15.11.2022, 20:57  ✶  

Miękki wzrok zawiesiła na jego obliczu, które nagle, zupełnie bez opamiętania wydało jej się bliskie. Wiodła wzrokiem po kościach policzkowych, roziskrzonych matem oczach i wykrojonych na wzór antycznego popiersia wargach. Słodycz przekłamanej obietnicy wieczystości rozlała się po przestrzeni niczym lepki, gęsty sok, otulając przysięgą niekłamanej miłości ich sylwetki. On jednak wiedział, iż tego wyznania nie może potraktować z dosłownością równą prędkich haustów powietrza tudzież wbijania palców w mleczną barwę skóry, znacząc ją bladymi półksiężycami śladów rozgoryczonej agresji. Wszystko, cały zawoalowany sens był ukryty pod pierzyną braku dosłowności – a ubytek ten, znaczył krwistą linią ich związek kreślony na dwoje. Pożądała go przecież i żyła nieomal dla tych momentów, w których znaczył śladem pocałunku jej czoło, czy zamykał drobną posturę w uścisku długich ramion. Byli przecież dopasowani absurdalnie i absolutnie, w całej piekielnej kantyczce bliscy sobie tak okrutnie mocno, że wybrzmiewali gromkimi ariami szekspirowskimi.

I w gruncie rzeczy chciała przecież być jego, wyłącznie jego, umysł jednak płatał figle niesłychane, a ona sama z proscenium nie była w stanie odtrącić osoby Borgina; ich spotkanie jednak, godne i tragiczne, uświadomiło jej w całej swej krasie, że ten na przestrzeni mijających lat, bawił się jej zbudowanymi z kruchości emocjami. Wyprana kanwa umysłu nakazywała bezwzględne skupienie na osobie Leandra, choćby miała stłamsić buńczuczne uczucia. Uniosła więc dłoń powoli, niespiesznie, aby po chwili już sunąć kciukiem po linii jego kości jarzmowej. Jej czułość nie była machinalna czy odegraną; każdy okruch sentymentu, który wobec niego żywiła, momentalnie zaszklił się i rozjaśniał. Dopiero gdy otuliła go w pasie ramionami, ucho przystawiając do nieprzerwanie bijącego serca, zmarszczyła brwi na jego słowa.

Wiedziała przecież, że manipulował ją, ściągając własną teatralną grą zranionego chłopca na poły Hadesu i poczucia winy. Nauczyła się jednak go czytać na tyle, aby nie ugiąć bezradnie brwi i nie wyszeptać przeprosin.

– Czy absolutnie znaczenia dla ciebie nie ma, ani trochę, że właśnie wyznaję ci miłość? Na boga, Leandrze, gdybym tak łaknęła tej – urwała, przybierając teatralny ton – aprobaty – drobna kpina zgasła w jej głosie – nigdy bym ci nie powiedziała, że cię kocham. – Westchnęła ciężko, wypuszczając powietrze kłębiące się gdzieś na dnie płuc.

Odsunęła się od niego tylko po to, aby obrzuciwszy cherubowe oblicze, odgarnąć z jego czoła kosmyk włosów, niepozornie tańczących przy linii czoła. Nie było w tym zbytku nieoczekiwanego, chętnie obdarzała go czułością; równie chętnie jednak syczała ku niemu rosnącą fasadę słów nienawiści.


Uśmiech nie drżał kącikami ust nieprzejednanie, była przecież nieznośnie biegła w wyginaniu warg i rozszerzaniu ich w urokliwy grymas. Palce zamykając na ramieniu Leandra, odrobinę zbyt mocno wbijając palce w materiał odzienia, posyłała uśmiechy wyćwiczone na połach osjanicznej kurtuazji, którą karmiona była od dziecka. Umoczyła wargi w ciemnej, winnej cieczy, czując jak procentowy twór toruje sobie prędko drogę krtanią, aby zaszumieć delikatnie w głowie. Wzrok, początkowo uchodzący z zawartej głowy, umiejscowiony w osobie narzeczonego, z biegłością przeniosła na Anne, posyłając jej nader miły, przyjemny dla oka uśmiech. Coś przecież sprawiało, że nie mogła ściągnąć zeń migotliwego wzroku.

– Ach! Proszę wybaczyć, zamyśliłam się odrobinę – rzekła ku matce rodzeństwa. Nie kreśliło się to linią niespodziewanego faux pas tylko dlatego, że Loretta była Lorettą – tą rozmarzoną dziewczynką, pływającą gdzieś w obłokach pomimo przemijających lat. Prawdopodobnie tango tego czynnika, wraz z brakiem pragmatyzmu, czyniło z niej tak karczemnie dobrą artystkę. – Będę niezmiernie wdzięczna – odparła na koncepcję przebrania jej w nieco bardziej dopasowany do charakteru przyjęcia ubiór.

Czuła na ramionach ciężar marynarki – ten kładł się na drobnych barkach, spływając rękawami o wiele za nisko, aniżeli ubrania szyte jej na miarę – na próżno było doszukiwać się w tym niespodziewanego; mikra postura kobiety przyzwyczaiła ją nieodzownie do tego, iż większość szat sięgało jej solidnie za kostki. Już same koszule Leandra sięgały jej za kolana – uwielbiała wprost, jakim masywem złości ją obrzucał, gdy tylko je ubierała.

– Czy aby na pewno? – spytała miękko Anne. Coś w jej wnętrzu się rozlewało; coś czyniło pąs na bladej twarzy; coś sprawiało, że czuła się nieprzytomnie, a nogi zaczęły delikatnie drżeć. Diabeł jeden wie, co w pannie Leroux wznosiło w niej salwy tak płonnej reakcji. Porzuciła jednak dywagacje, kierując wzrok na Eden.

Istotnie, nie pozostała jej przed wyjściem należyta ilość czasu, aby skrzętnie szminkę zmyć, w kąciku ust więc rysował się niewielki cień po dawnym karmazynie – mogła się spodziewać, iż niebywała perfekcjonistka, za którą uważała sw oją bratową, dostrzeże ten niewinny mankament. Nie speszyła się nazbyt, jedynie skinęła ku niej głową, przystając na propozycję. Mogła mieć także wówczas odrobinę więcej spopielałych chwil, aby zamienić z nią parę słów prywatnie. Jej towarzystwo przecież od zawsze było jej niebywale miłe.

Nim jednak zdążyła odpowiedzieć na jej słowa, już gdy otwierała różane wargi, a głoski kłębiły się na dnie zaklętego gardła, usłyszała słowa Leandra.

Wiedziała, że jego pytanie nie ma absolutnie nic wspólnego z formą pytającą. Alkohol rozlewał się coraz śmielej po wnętrzu, czyniąc niespokojnie pośród myśli – prędka kalkulacja zastała jedynie szum unoszący się na scenie – postanowiła mu ulec, gdyż zastał ją widok okrutnej awantury, którą zapewnię by jej wyprawił bez skrupułów, a Loretta ostatnio była niebywale wdzięczna za święty spokój, którego fasadę z równą gorliwością mógłby jedynie on zburzyć.

– Wybacz, niebawem wrócę i chętnie skorzystam z twojej propozycji! Będziemy miały okazję wymienić parę słów na osobności – rzekła ku Eden, zachowując wszelkie pozory pogody ducha, choć wiedziała, że nad tą prędko pojawią się burzowe chmury.

Skierowała się wraz z Leandrem do wyjścia z sali, zmierzając ku skutemu ostatnimi oddechami zimy ogrodowi, jeszcze zanim padło przemówienie. Dopiero gdy mosiężne drzwi zamknęły się za nimi, spojrzała mu prosto w oczy, acz jej wnętrze opuściło jedynie zbolałe westchnięcie.

`
Gambit Królowej
I'm not calling you a liar, just don't lie to me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancka i wysublimowana panna, która zręcznie przemyka przez ulice, ubrana w biel, która stała się niemal jej symbolem (ewentualnie okraszona czerwonymi dodatkami). Czasami znajduje się w miejscach, gdzie przebywać kobietom z dobrego domu nie wypada, ale Prewettci nigdy nie mieli zbyt wielu poszanowania dla zasad i konwenansów. Przeciętnego wzrostu (160 cm) pachnąca drzewem sandałowym i lawendą. Długie, rude włosy chętnie spina w kunsztowne fryzury.

Seraphina Prewett
#38
16.11.2022, 13:20  ✶  
- Serdecznie zapraszam, praktycznie każdy nasz okaz jest przyzwyczajony do trudnych warunków i mało który z nich jest płochliwy. – Podejrzewała, że skoro abraksany mało kiedy natrafiały w naturze na coś większego od nich (chociaż takie istoty zdecydowanie były), nie miały jak wypracować tej zwykłej płochliwości.
- Czy są jakieś zapiski z których można by wywnioskować, jak okoliczna fauna zmieniła się od tego czasu? Może istniały gatunki zwierząt magicznych, które nie są już spotykane. – Nie tylko przez polowania, lecz na ogół przez zmieniający się świat. Jeżeli coś nie umiało się dopasować, natura decydowała się na eliminację tego, tak aby wszystko szło sprawnie.
- Nie umieraj jeszcze, skoro nie wzięłam nawet kuszy do ręki. – Jeżeli będzie możliwe złapać którąś z takich broni, to wolała zdecydowanie kuszę, łatwiejszą do obsługi zwłaszcza dla osoby niedoświadczonej, a posiadając korbkę albo magiczne ułatwienia dla naciągu, nie wymagała siły od niej, ale za to ułatwiały celowanie, a z jej sprawnym okiem…może nawet by zdołała coś upolować. Nie rozwijała jednak kolejnych słów i stwierdzeń, bo podeszła do nich kobieta, która poprosiła o towarzystwo Logana, na co panna Prewett jedynie poklepała towarzysza po ramieniu.
- Z chęcią go oddam. – Mrugnęła jeszcze, odwracając się w już bardziej w stronę, w którą zmierzał Gerard, chcąc usłyszeć, co miał do powiedzenia. Ostatecznie też złapała szampana, widząc, że szykuje się toast, chociaż przeczuwała, że nie będzie on zbyt długi. Może to i lepiej, przeciąganie sytuacji wcale nie wydawało się najciekawsze, gdy goście jedynie czekali na kolejne możliwości. Skinęła głową, już bardziej do samej siebie, gdy po toaście i upiciu łyku szampana, ciesząc się z możliwości kuszy.
Podeszła po zakończeniu przemowy w stronę szkatułki, sięgając ostrożnie po karteczkę ze swoim imieniem i zerkając na nią dopiero po oddaleniu się od kominka, zwijając ją i wkładając do ukrytej kieszeni, zaczepiając za pasek na którym wisiała różdżka. Dopiero wtedy skierowała się na poszukiwanie czegoś, co mogłoby nadawać się do zjedzenia na drobny, szybki i poręczny posiłek, bo z talerzem niekoniecznie chciała teraz zasiadać, na nowo ruszając w stronę Gerarda.
- Pozwalając sobie wrócić do rozmowy o Walii, o ile to oczywiście nie problem, czy pierwsze polowania zaczęły się wraz z czasami Llywelyna ap Gruffydda, czy jednak były to inne chwile? – Skoro kierowali swoje pochodzenie do niego, czy to też oznaczało pochodzenie ich tradycji łowieckich.
Grave Digger
fire in my blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukły, wysoki mężczyzna o znudzonym spojrzeniu bladoniebieskich tęczówek, zazwyczaj taksuje obojętnie otoczenie. Nosi półdługie włosy w nieładzie, które często ii nieskutecznie przeczesuje palcami na tył głowy. Ubiera się bez zbędnego przepychu i elegancji, w wygodne czarodziejskie szaty. Na pierwszy rzut oka widać, że nie zależy mu na nienagannym wyglądzie.

Logan Borgin
#39
19.11.2022, 16:38  ✶  

Uśmiechnął się krótko w odpowiedzi na słowa Gerarda.

Większość nie powinna i to nie była nawet kwestia alkoholu.

— Szkoda. Przydałbyś się tam — skwitował tylko, nie zagłębiając się w dyskusje z wujkiem ani tym bardziej próby przekonywania go; swoje zdanie wyraził przecież dość jasno. Z resztą Logan przypuszczał, że nawet gdyby chciał się wyrwać na polowanie w środku przyjęcia, ciotka nigdy by mu na to nie pozwoliła. A ona nie była kimś, z kim Logan chciałby zadzierać.

Jak na zawołanie, kiedy tylko o niej pomyślał, Jennifer pojawiła się obok nich zupełnie znikąd. Przełknął ślinę najdyskretniej jak tylko potrafił, po czym odwrócił się do krewniaczki. Ale nie potrafił ukryć grymasu, który przeciął jego twarz w reakcji na prośbę ciotki, kiedy dotarło do niego, o co tak właściwie go prosi. Imię Trevor najpierw trafiło w próżnię; przez kilkanaście sekund nie mógł pojąć dlaczego Jennifer prosi właśnie jego o przywitanie jakiegoś obcego faceta i co dokładnie znaczyło zajęcie się nim, bo akurat tę frazę Logan mógł zrozumieć bardzo opacznie.

Dopiero po kilku uderzeniach serca powiązał imię z osobą i historią, nawet jeśli nigdy nie widział go na oczy. Musiało chodzić o Trevora Yaxleya, czarną owcę rodziny, który — wnioskując z zapewne przesadzonych plotek krążących po rodzinie — był ścigany za przekręty w Ministerstwie. W takim razie Logan nie potrafił zrozumieć po co pojawiał się w samym środku przyjęcia gromadzącego również pracowników Ministerstwa Magii i zwalał się akurat na jego głowę jako dodatkowy problem, którego nie potrzebował. Logan zerknął w stronę kuzyna witającego gości.

Jeśli miałby to zrobić dla kogoś, to właśnie Theon byłby jedyną taką osobą. Wyręczenie go w tej zdecydowanie niewygodnej sytuacji było oczywiście przykrym obowiązkiem i budziło głęboką irytację Logana, ale i mimo to postanowił to zrobić.

— Zajmę się tym — odparł cicho Jennifer i zwrócił się w stronę Seraphiny, która pozbywała się go z przyjemnością. — Później ci to wynagrodzę — rzucił przekornie z brzydkim uśmiechem na ustach.

A następnie bez dalszego zwlekania ruszył w stronę głównego wejścia z dłońmi wciśniętymi w kieszenie szaty; miał nadzieję, że niezapowiedziany gość czeka na dziedzińcu. Wychodząc, dosłyszał jeszcze donośny głos Gerarda zaczynającego swoje przemówienie, ale po przekroczeniu progu hallu słowa rozmyły się i straciły znaczenie. Logan wyszedł na zewnątrz — chłód wczesnego poranka o tej porze rozproszyło już słońce, ale i tak wepchnął dłonie zaciśnięte w pięści głębiej w kieszenie. Z daleka dostrzegł wóz i stojącego przy nim mężczyznę. Wyminął skrzata kręcącego się nerwowo dookoła pokaźnego arsenału i przez chwilę przyglądał się broniom, wybierając już jedną z nich. Wreszcie stanął przed obcym.

Że też ciotka nie wysłała kogoś przynajmniej odrobinę bardziej obytego towarzysko.

— Trevor? — zapytał wprost, zawieszając beznamiętne spojrzenie na obcej twarzy. — Jennifer prosiła — żebym się tobą zajął — żebym cię przywitał w ich imieniu. Logan Borgin. — Przedstawił sprawę rzeczowo, ostatecznie wyciągając rękę w jego stronę na powitanie.

Co on właściwie miał z nim zrobić? Nie nadawał się na niańkę, a już szczególnie dla dorosłego faceta.



some people are such treasures that you really
just wanna bury them
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#40
19.11.2022, 17:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.11.2022, 17:10 przez Theseus Fletcher.)  
Wcale mu nie przeszkadzało bycie pomijanym. W duchu wiedział, że wcale a wcale o nim nie zapomnieli. Wręcz przeciwnie. Tak jak teraz był pewnie w myślach Borina (swoją drogą, ale przecież pod żadnym pozorem do przyznania, vice versa), tak myśleli o nim rodzice Geraldine, ich skrzaty i kto wie tam jeszcze. Miał to generalnie gdzieś. Najbardziej bowiem czekał na polowanie, o którym podczas ubierania się na elegancko, zapomniał.

Prawdę powiedziawszy, on sam nie skupiał się szczególnie na wszystkich ludziach, którzy byli tam wymieniani i przedstawiani. Czy czyniło go ponownie tym samym hipokrytą, o którym myślał, że jest – podczas balu? Być może. Do wszystkich, którzy chcieli się z nim poznać (lub nie), kiwał głową, podawał rękę, uśmiechał się jak trzeba.

– Może przez węch, może przez głośne szczekanie. – odparł wcześniej do Eden, chwytając jej rękę w szorstkim uścisku. Rozbawiła go i nie potrafił tego ukryć. Zresztą, nie było przecież powodu. W końcu naszczekał na kilka osób już wcześniej.

Chwilę później z myśli wyrwał go brat bliźniak Geraldine, który nie mógł powstrzymać się od uszczypliwości. Owszem, Yaxleyówna miała więcej pieniędzy od Theseusa, ale to nie czyniło z niego jej pracownika, a czy podnóżka, za którego pewnie go brał jej, Theon.

- Theseus. – wypluł z siebie cichym mruknięciem, które mogło zostać niezauważone.

Nie mieli za bardzo sposobności, by pozostać na uboczu, czyli tak jak lubił najbardziej, ale kiedy po toaście w końcu dostał dla siebie i Geraldine odrobinę prywatności, mógł się w końcu z pełną swobodą do niej zwrócić.

- Możemy wziąć trochę jedzenia do torby, na później? – zapytał szeptem, zakrywając jedno ucho swojej przyjaciółki. A potem parsknął śmiechem, nie miał tego na myśli. Chyba nie. – Wiesz coś więcej o tym jak zaplanowane jest to polowanie i czy mam duże szanse na utracenie butów w błocie? – zapytał.

Pociągnął ją do wspomnianej przez Gerarda szkatułki z listą par na polowanie. Nie miał żadnych oczekiwań wobec tego jak będzie wyglądać dalsza część dnia, ale miał nadzieję, że nie trafi na kogoś wyjątkowo upierdliwego.

- Loretta Lestrange. - przeczytał podnosząc głowę, jakby w poszukiwaniu wspomnianej osoby. A później, w poszukiwaniu pomocy, zerknął na Geraldine.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1004), Bard Beedle (5087), Eden Lestrange (1814), Elaine Delacour (914), Geraldine Greengrass-Yaxley (2629), Logan Borgin (3191), Loretta Lestrange (2477), Seraphina Prewett (2007), Séraphine Anne Leroux (3323), Theon Travers (4220), Theseus Fletcher (1359), Trevor Yaxley (722)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa