Przechodziło szybko - jeszcze szybciej niż po poprzednim napadzie. Natężenie było zdecydowanie mniejsze, a odpowiedź pojawiła się szybko w jego własnej głowie. Stres. Stres powodował nerwy. Nerwy prowadziły do gniewu. Gniew został wylany na Victorię. Niesprawiedliwie. Z jakiegoś powodu sama konieczność tłumaczenia sobie tego produkowała więcej negatywu, jakoś nie było satysfakcji w wypowiedzeniu tego. Czuł tak mocną ścianę, na którą musiał napierać, żeby to wykrztusić... to jakby musiał się obdzierać z całej męskości, jaką posiadał. Zniżać do jakiegoś poziomu cioty, który musiał usprawiedliwiać wszystko, co powiedział, albo co zrobił, bo nie miał żadnej siły, żeby utrzymać się na powierzchni. Ani tej psychicznej, ani tej fizycznej. Którąś musiałeś posiadać. Inaczej byłeś, kurwa, nikim. Nic nie znaczyłeś. Znikałeś, zadeptany przez szare masy pochłaniające ten świat. I tylko Victoria sprawiała, że to nie było aż takie żałosne. Jej reakcje - albo ich brak. To, że nie prychała, nie wzdychała, nie rzucała komentarzy, które niby miałyby pomóc, a w swojej istocie mogłyby tylko przeszkodzić całemu procesowi, jaki miał miejsce pod czarną kopułą włosów.
- Słodki. - Sceptycyzm został uhonorowany specjalnym miejscem w tym jednym słowie powtórzonym za Victorią. Za tym nie poszło skrzywienie - był za to uśmiech. Trochę zakłopotany, trochę niedowierzający, ale ten komentarz nie został przyjęty źle. Od niej? Nie mógłby... Oooj, mógłby! Wszystko zależało od chwili i momentu - teraz wylosowało się akurat tak. Całkiem dobrze, bo był od jakiegoś czasu ewidentnie skłonny do łapania nastroju akceptacji i zrozumienia. Albo przynajmniej chęci zrozumienia. I to nie była aż taka losowanka. To była świadoma decyzja wobec tego, że chciał się przed nią otworzyć i przyciągać ją bliżej swojego życia. - Tylko dla ciebie i tylko przed tobą. - Szukał w sobie jakiejś frustracji tym słowem. Oznak, że mu się nie podobało... ale dopóki to było między nimi - podobało mu się. Mógł być dla niej słodki, chociaż... to wcale nie brzmiało jak określenie, którym chciałby zostać mianowany na stałe.
- Gdybym mógł dostać zawału - to prawie go dostałem. - Jakby była jakakolwiek wątpliwość co do tego po jego minie, bo też - gdyby mógł to odetchnąłby z ulgą. Zamiast tego był tylko ten charakterystyczny ruch ręką, kiedy kładziesz ją na wysokości klatki piersiowej, jakby naprawdę się pojawiła jakaś ulga. Uczucia blakły, kiedy czerń zaczynała pochłaniać twoje życie. Ludzie tego do końca nie rozumieli. Nie potrafili pojąć, czym jest zaprzedanie swojej duszy diabłu - i nawet nie chodziło tutaj o wampiryzm. Ten Diabeł, ta Ciemność, ten Mrok - wszystko to, co najbardziej zakazane i przed czym najbardziej cię przestrzegają, stawał się w końcu jakże wielką i ważną ostoją. Blakły i bladły - ale przecież Sauriel sobie w tym wszystkim doskonale radził. Równie dobrze, co Victoria dobrze sobie radziła stając naprzeciwko zagrożeń swojego życia. - Jest ciebie ciekaw, to na pewno. Niekoniecznie mówi o tym wprost, ale nie mam wątpliwości. - O mało osób Joseph zagajał tak często, jak o Victorię. I to było trochę chore, bo z jednej strony Sauriel nie chciał mu niczego mówić, z drugiej... z drugiej to się robiło jakieś dziwne, bo niekiedy peplał aż za dużo. Prawie jakby ktoś mu wcisnął jakąś słabą wersję veritaserum do dzioba.
- O! - Pstryknął palcami i tym wskazującym, z uniesionym kciukiem, by ich ułożenie imitowało broń palną, wymierzył w Victorię. - I to jest dobry pomysł. Czasem ci się zdarza, no... - Uśmiechnął się pod nosem. Siedział trochę pochylony, zgarbiony, więc w zasadzie patrzył teraz na nią z dołu. - Dobra... chodź, zaprezentuję ci moją ruderę. RUDERĘ, bo wyjebałem te zabytkowe meble i urządzam się po swojemu. - Wstał, ale nie puścił jej dłoni. Butelka whiskey grzecznie uniosła się w powietrze i powędrowała za nimi.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.