Czy myślała, że może coś zmienić? Prawdę mówiąc, kiedy się tutaj udawała, to nie myślała w tych kategoriach. W głowie miała obraz kobiety, uczucie tak silne, ta chęć pomocy jej, ochronienia jej… przysłaniała wszelki zdrowy rozsądek. I zdawało się, że tym zdołała „zarazić” swoich towarzyszy. Ale to też nie był dobry moment na rozmyślanie na ten temat – jeśli Matka pozwoli, to pewnie prędzej czy później przyjdzie czas na refleksję o tak pamiętnym dniu i jeszcze bardziej zapadającym w pamięć zmierzchu; a teraz to już chyba nocy. Więc nie rozmyślała na temat, który poruszył Voldemort, ale wspomnienia i tak przelatywały jej przez myśli. Te, które jeszcze przed chwilą zdawały się ulatywać, nie istnieć. Teraz zaś pojawiły się też inne, dodatkowe. Nie miała prawa pamiętać siebie samej, tak malutkiej, a jednak widziała ten obraz i to nie z perspektywy własnych oczu. Nad tym jednak też się teraz nie skupiała, na tym, że w jej głowę wlatywało znacznie więcej wspomnień, niźli by sobie w ogóle życzyła. Cykl został odwrócony, a jakże, ale jak wiadomo, każda magia miała swoją cenę. Nie zostali pochłonięci – cykl się odwrócił i to… oni pochłaniali dusze? Czy było to złe? Być może. Ale Victoria nie zamierzała tego teraz oceniać, może nigdy się na to nie zdobędzie; nie była krystaliczna. Ale kiedy chcesz uratować siebie, to nagle okazuje się, że jesteś gotów zapłacić znacznie większą cenę, niż wcześniej myślałeś. Jak to: jak nieświadome czerpanie ze źródła, czego też wcale nie próbowała przerwać.
A może tylko to sprawi, że będą w stanie go w ogóle pokonać?
Nie zamierzała wdawać się w żadne dyskusje z Voldemortem, nie miało to większego sensu. Nie była głupia, widziała różnicę poziomu pomiędzy nim, a nimi.
Najzwyczajniej w świecie, w bezpośrednim starciu, nie mieli z nim żadnych szans. Co jednak mogli zrobić? Zdaje się, że już dostali instrukcję, wcześniej. Zamgloną, zawoalowaną. „możecie pomóc cyklowi krążyć, jeżeli zniszczycie to, co utrzymuje jego energię tam, gdzie nie powinno jej być”. Jedyne co tutaj do niczego nie pasowało, to ten zataczający koła dziwny kamień.
A przyłączyć się do niego? Victorii pasowało, że mugole nie mieszają się do ich świata. Nie chciała od nich niczego. Absolutnie niczego, prócz tego, by dali im spokój. Zabijać ich za to, że urodzili się mrówkami? Ale przecież nawet mrówki były potrzebne – i zdawała sobie z tego sprawę, a przecież mrówek się bała.
Widząc co robią jej towarzysze, wcale nie spróbowała zrzucić kolejnej rzeczy na krążący kamień. Skupiła się raczej na tym, by rozproszyć ewentualne zaklęcie rzucane przez Śmierciożercę bądź samego Voldemorta – czy to w ramach przeszkodzenia Patrickowi bądź Mavelle, czy jeśli chcieliby zaatakować ich trójkę.
Rozproszenie – na Louvaina bądź Voldemorta, jeśli rzucą zaklęcie na kamień/Patricka/Mavelle/Victorię
Akcja nieudana