• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[1946] And his shadow dances along | Vakel & Morpheus

[1946] And his shadow dances along | Vakel & Morpheus
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#51
08.10.2024, 07:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2024, 09:18 przez Vakel Dolohov.)  
Pierwszy raz od dłuższego czasu Vasilij musiał się nad czymś zastanowić. Czy to go przerażało? Nie, na pewno nie. Bo jego ogólnie niewiele rzeczy przerażało. Zauważyłby to już wcześniej, to nieprzyjemne uczucie, które kojarzył niestety z własnym ojcem i własnym domem. Strach. To na pewno nie był strach - to co czuł wobec tej myśli. Zobojętnienie? Być może. Ale tam było coś jeszcze.

- Nie. - Odparł wreszcie, odrobinę zażenowany tym ile zajęło mu dojście do prawdy, a i tak wyjaśnił ją dosyć pokrętnie. Głęboka charyzma nie była wszystkim, w mówieniu i opowiadaniu, przedstawianiu swoich tez potrzebował jeszcze nieco wprawy. - To nie jest tylko moja cecha... to cecha większości ludzi. - Kontynuował niezgrabnie, niby nieprzygotowany do tej wypowiedzi, ale przy takich osobach jak on ciężko było brać cokolwiek za pewnik. - Kiedy znasz się za dobrze, zaczynasz dostrzegać swoje wady, wtedy próbujesz je zmienić - przepoczwarzasz się - i przestajesz się znać. - A co za tym szło ciężko było znać samego siebie. Tak to postrzegał jako nastolatek, który codziennie budził się zupełnie innym człowiekiem.

Gorące wyznanie zdawało się nie wywołać w Vakelu reakcji tak silnej, jakiej się można było po nim spodziewać. Owszem, niby się wyłonił na jego policzkach delikatny rumieniec i nawet nie próbował go ukryć, ale tym co rozbłysło w jego oczach była głównie... ciekawość.

- I nie zapytasz mnie? - Uniósł w górę brwi, lekko zdumiony. - O to czy możesz to zrobić? - Gdzieś pomiędzy wierszami skryte było to ciche boisz się mnie? Tego co mógłbym powiedzieć? Nie powiedział tego, pozostawił tę rzecz w domyśle. - Ale przecież chcesz mnie dotykać. To po co to powstrzymujesz? - Odsunął swoją głowę, do tej pory wspartą o jego, ale zrobił to tylko po to żeby się w niego wpatrywać z tej bliskiej odległości i wyczekiwać reakcji.


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#52
10.10.2024, 21:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:06 przez Morpheus Longbottom.)  

— Co było ostatnią rzeczą, którą zmieniłeś w sobie? Albo którą chcesz zmienić? Tworzysz bardzo przekonującą fasadę monolitu, zadowolonego ze swojej formy — przyznał mu i zapytał, w ciekawości, zostawiając przestrzeń na odpowiedź. Jakby kolejna informacja mogła nasycić ten głód, bliskości i poznania, tej chęci, aby mieć wszystko, a nie tylko to, co przez szklaną kulę pokazuje światu Dolohov.

Wyprostował się, tak że teraz ich ramiona się stykały, zostawiając po sobie tylko ciepłe miejsce, zagniotkę na szacie i wątłą nić zapachu. Teraz mógł zetknąć ich skronie razem, ale zamiast tego przesunął grzbietem nosa po jego policzku.

— Chciałbym być kimś innym, kimś kogo składowe mają jakiś sens, ale może ty widzisz fragmenty, które pasują do siebie?— Morpheus, jak na siedemnastolatka, miał dość sporo samoświadomości. Świadomy nieuniknionego końca pachnącego hiacyntami, może przez lustro trafnej krytyki Shafiqa i ostrego spojrzenia ojca, widział, gdzie mu brakuje. Jaki chaos i niepewność, ukryte pod obojętnością, drzemią w nim, podsycane ciągłym żarem jego kosmogramu.

Czas, który został wyznaczony na ich razem zaczął się przesypywać, zarówno w przestrzeni tego dnia, jak i samego Hogwartu, a ostatecznie również ich życia. Kolejne ziarnka, wielobarwne, migotliwe kamyczki, kryształy kwarcu, kalcyt, argonity i migoczące miki. Odrzucenie teraz byłoby jak wygnanie na jasne, jałowe, kamienne pustkowia, gdzie zimne promienie bielą kości tych, których żałość zwiodła w te przestrzenie. Wbrew pozorom spodziewane, bo każde spojrzenie piękno błyszczy w stłumionym, wyblakłym świetle księżyca, ale słońce obnaża prawdę. I właśnie dlatego Apollo był bogiem profetów i słońca.

I pocałował swojego słonecznego boga, ujmując dłonią jego twarz, jakby podbijał w jego imieniu bramy Babilonu, aby zrzucić w otchłań posągi fałszywych idoli i umieścić na jego bramach symbol swojego oddania. Robił to z pasją jaką mają w sobie tylko młodzi ludzie, którzy myślą, że mogą mieć wszystko, którzy płoną zbyt szybko i zbyt mocno, tak jak on chciał podpalić świat i w swoich płomieniach go trawić. Fantazjował o tym zbyt długo czyli od momentu, gdy po raz pierwszy ich usta rozłączyły się, miał zbyt mało samozaparcia, aby przeciwstawiać się dłużej rozumowi. Znów było w nim coś barbarzyńskiego, iskrzącego, nadmiernie zachłannego. Cały jego umysł bił na alarm, a on odciął sznur tego dzwonu, wręczając go Vasilijowi.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#53
26.10.2024, 20:20  ✶  
Nie ucieszyła go ta opinia. Jeszcze... jeszcze gdyby powiedział: jawisz się w moich oczach jako doskonałość, Dolohov by ją zaakceptował jako coś, z czym dało się żyć, teraz jednak gryzła go jak irytująca koszula, którą sprezentowała mu ostatnio babcia, albo bardziej - była jak ten mały kamień w bucie przypominający o sobie co kilka kroków. Chłopak wyraźnie się zmarszczył, coś go w tym ubodło, bo zadowolenie z własnej formy nie kojarzyło mu się wcale z czymś dobrym - z siłą i stanowczością, lecz ze słabością właśnie. Z jego ojcem zawsze stawiającym na swoim, nieumiejącym dostrzec myśli postępu, kiedy jego syn tego właśnie porządał - postępu, rozwoju. Tym zresztą chciałby się kiedyś zajmować. Inspirowaniem do dążenia do doskonałości, będącej w rzeczywistości czymś nieosiągalnym. Doskonałość umykała z nawet najciaśniej zaciśniętych na niej rąk, bo...

- Zawsze istnieje coś nowego do odkrycia. Nie jesteśmy nawet w połowie tłumaczenia sobie tego, co nas otacza. Ale ostatnio... próbowałem nakierować moje myśli na większą otwartość w postrzeganiu innych. - Coś w jego spojrzeniu mówiło wyraźnie, że tymi innymi była jedna, konkretna osoba. I być może siedziała tuż obok... przymilał się do niego, a Dolohov nie wiedział jeszcze do końca co o tym myśleć. To było przyjemne. O wiele milsze mu niż kiedy robiły to dziewczyny, ciekawsze, odciągało to jego uwagę od dziesiątek innych rzeczy, jakie mógłby robić w zamian, do tego stopnia, aby nie potrafił wymyślić teraz na poczekaniu żadnego innego miejsca, w którym mógłby się znaleźć. Wsiąkał w tę relację, ale odczuwał ją inaczej. Byli z Morpheusem kompletnie innymi ludźmi, niewątpliwie - od Longbottoma bił żar. A on? W porównaniu z drugim chłopakiem wydawał się być... zimny. Samemu sobie. - Wydaje ci się, że ludzie muszą mieć sens? - Sens dostrzegał co najwyżej w źródłach zachowań, powodach myślenia w określony sposób.

Samo istnienie było tego sensu pozbawione.

To wszystko było tak bardzo złożone i... Dolohov wcale nie miał problemu z kontynuowaniem tej rozmowy, z chwilą ciszy, jaką mógłby poświęcić na zastanowienie się nad odpowiedzią mającą więcej esencji niż młodzieńcza niepewność i wtórowanie pytaniem na pytanie, ale Longbottom nie dawał na to czasu. Przypominał Vasilijowi rozżarzone węgle stykające się z nim - z chłodną wodą w ciemnym, smutnym i chłodnym Little Hangleton, gdzie takie zachowania były karane, a on został ukształtowany na człowieka duszącego wszystko w sobie, aż nie wybuchnie wraz z ogromem pary i hukiem słyszanym po drugiej stronie miasta.

Morpheus go nie pocałował. Pocałował dwa palce, które znalazły się pomiędzy nimi i odsunęły jego twarz.

- Miałeś mnie o to zapytać - powiedział z wyraźną nutą zadziorności. Jego mina nie wskazywała na to, żeby Longbottom zrobił coś złego, coś wbrew jego woli - Dolohov się nim zwyczajnie bawił. Nim i tym momentem. Sprawdzał jak to wszystko działa, testował wody, na które wypływał i najwyraźniej lubił się drażnić nie tylko z rozmówcą, ale i z samym sobą, bo nie udało mu się powstrzymać odruchu spojrzenia na jego usta, nawet jeżeli szybko od nich uciekł, próbując zachować pokerową twarz. O ile w ogóle dało się mówić o pokerowej twarzy, kiedy policzki miało się czerwone jak jesienne liście.


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#54
26.10.2024, 23:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:06 przez Morpheus Longbottom.)  

Zanim odpowiedział, padły nieudane pocałunki, trafił na skórę, ale nie tę, w którą celował. Jak persymona między zębami. Zamrugał, długie rzęsy dookoła ciemnych, zaskoczonych oczu, w których nie było iskierki złości sprzed tygodni, a czysty blask ciekawości. Kiedy wychowujesz się w stadzie małych wilków, kiedy wszystkie pociotki, kuzynostwo i odlegli krewni toczyli się w ogrodzie nocą, zdawało się czasami, że ich śmiech to zawodzenie wilków. Młode wilki za to były brawurowe i odważne. Później Morpheusowi przejdzie.

Morpheus miał ledwie siedemnaście lat i płonął ciepłem, energią i potrzebował swojej wody, swojego chłodu, który ugasi jego pożary. Nawet jeżeli Vakel był jednak wodą, to nie uspokajał go. Raczej byli jak rozgrzane kamienie, na które rozlewano aromatyzowany płyn, aby wydobyć z ciała pot. I nie czuł nawet jak mocno bije jego serce, chociaż gdyby Vakel przyjrzał się jego klatce piersiowej, ujrzałby, że ta podryga widocznie, poza oddechem inna wibracja, jakby organ miał wyskoczyć mu z piersi.

Zanim pomyślał, co robi, a może właśnie nie pozwalając sobie na zbędna analizę, gdy pocałunek zetknął się z rozbawionym opanowaniem, po prostu otworzył usta, które nadal stykały się z gładką skórą, pachnącą pergaminem, atramentem i mydłem i włożył je sobie do gardła, aż lekko się zakrztusił, wcześniej niż się tego spodziewał. Na szczęście nie obślinił Dolohova, już na początku ich rozmowy zaschło mu w ustach, chociaż nie wiedział, czy to nie jest po prostu jeden z symptomów, że ma zbyt wysoki cukier. Nie ufał reakcjom swojego ciała w zasięgu drugiego chłopaka.

Zanim zdążył napotkać wzrok Vasilija, schował czerwoną twarz w dłoni, próbując zignorować smak słodkiej datury na języku, niezgodną z tym, co powinien czuć na prawdę.

— Czasami łatwiej prosić o przebaczenie niż zgodę — burknał, wyraźnie zażenowany, zdenerwowany i podniecony tym, co się działo. W ideologii zakorzenionej w jego domu nie istniał podział na ciało i umysł, jego matka wierzyła, że słabe ciało tworzy słaby umysł. Nawet gdy opowiadała mu o tym, że nie musi być jak jego bracia, że jest wyjątkowy, nadal zachęcała go do treningów szermierczych, pakowała do jego kufra smukły florent, uczyła go, że należy wspasować się w wizję kalos kagatos i że charyzma zaprowadzić może to tylko dostatecznie daleko.

Wrócił na tory rozmowy, zażenowanie płonęło w nim ostrym światłem. Jak zaklęcie, bardzo jaskrawo, intensywnie wpatrując się w ścianę. Chłód kamienia pod plecami pomagał, przebijając się przez wełnę szaty i zabierając ciepło z polików. Kolano znów zaczynało podrygiwać.

— Wierzę, że nic nie ma znaczenia i właśnie dlatego wszystko ma znaczenie. Co do sensu, nie sądzę, aby ludzie generalnie mieli sens, będąc skonfliktowani w najdrobniejszych sprawach, pełni hipokryzji. Można mieć wewnętrzną spójność, ale nigdy nie będziemy wolni od wpływu otoczenia. Tak myślę. Ciągła presja, w celu stworzenia diamentów.

Uśmiechnij się, wyprostuj, w końcu jesteś synem swojego ojca. I synem swojej matki. W ostatnim czasie myślał głównie o niej, patrzył na nią z obawą, czy nie przynosi jej zawodu. Miał być w końcu wyjątkowy. I tak bardzo nie był.

— Czego ty chcesz. W tym momencie? — zapytał, twarde słowa, miękkie intencje, w końcu kierując wzrok na Dolohova. Ostre spojrzenie. Nie jasnowidział. Chciał usłyszeć to z jego ust, nie we własnej głowie.

god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#55
04.11.2024, 23:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2024, 18:47 przez Vakel Dolohov.)  
Oczy Dolohova poruszały się nieznacznie. Chłopak uważnie obserwował i analizował sytuację, w której się znalazł. Na coś komuś nie pozwolił - jaka mogła być jego reakcja? Osoby krążące wokół niego jak wokół królowej pszczół zawsze pytały o zgodę. Jego rodziny zgoda nie obchodziła - to on musiał dostosowywać się do cudzej woli, nie odwrotnie. Teraz powiedział nie i... nic. Rozmowa toczyła się dalej, słowa płynęły. Burknięcie, zaczerwienienia. Jednocześnie nic się nie stało i stało się wszystko.

Nie spodziewał się tego, co Morpheus zamierzał zrobić z jego ręką. Mimo młodzieńczej ciekawości i iskier, jakie pomiędzy nimi skakały, przynajmniej częściowo uznał to za obrzydliwe.

- Jesteś dziwny - stwierdził, zupełnie jakby nie była to oczywistość. Longbottom był cholernie dziwny i zapewne większość uczniów, jakich znał, wstałaby teraz i postanowiła odejść, a później rozpuściła o nim obrzydliwe plotki. Ale Dolohov też był dziwny. Dziwny i pieruńsko samotny. - Przepraszanie mnie nie przychodziło ci z łatwością. - Spostrzeżenie, jakie z siebie wydobył, kiedy wycierał dłonie w spodnie od szkolnego mundurka, było z jego strony próbą precyzyjnego uszczypnięcia. - Mówienie proszę, jest większym ciężarem? - Nie wydawał się rozbawiony, chociaż zapewne był to żart.

Sens odbierało mu skonfliktowanie? Hipokryzja? Nie do końca to rozumiał, być może musiał to przetrawić.

- Mówić, słuchać. Umyć ręce. Zrozumieć, dlaczego zamiast się do mnie przytulić wolisz lizać moją rękę, chociaż gdybym wsadził to wspomnienie do myślodsiewni, to pewnie Dippet musiałby usunąć cię ze stanowiska prefekta.


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#56
05.11.2024, 18:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:06 przez Morpheus Longbottom.)  

Grunt mu się sypał spod stóp. Dziwność była czymś, co mu pozostawało, gdy odjął wszystkie rzeczy, w których uważał, że był najgorszy. Najgorszy w tym sensie, że był w nich dobry, ale nie najlepszy. Próbował być znawcą poezji i opowieści, lecz tutaj na głowę bił go prefekt naczelny. Chciał być czarujący i sympatyczny i spośród psiej braci Longbottomów był francuskim pieskiem kanapowym, ale tutaj prym wiodł niesamowicie czarujący Jonathan Selwyn. W murach Warowni był małym geniuszem swojej matki, ale takich jak on w wieży Krukonów było na pęczki. W końcu był jasnowidzem i był w tym wyjątkowy przez całe dwa lata, gdy korytarze Hogwartu podbiła śliczna gwiazda, Vasilij Dolohov. Pozostało mu być dziwnym.

— Ciężko nie być, gdy twoja matka mówi ci, że widziała, jak umierasz jako ledwie młodzieniec, głosem bogów. Każde zdarzenie wydaje mi się pośpieszne bo może być ostatnią okazją — Już mówił o tym z Shafiq'iem, gdy brzask witał świat swoim blaskiem, ale Antoniusz nie rozumiał wagi przepowiedni, nie rozumiał co to znaczy widzieć świat w wielu czasoprzestrzeniach. Shafiq odnosił się z desperackim zaprzeczeniem do prawdopodobnej śmierci Morpheusa, gdy ten brał ją za pewnik. — Tak. Ciężko mi przepraszać i prosić. Tobie nie? — Oczywiście że myślał o swojej talii, ukrytej w połach jego szaty, w której jedna karta z zagiętym rogiem wzbudzała w nim bardzo wiele uczuć, wszystkie gorące. — Chodźmy, dostaniemy wilka, a ty musisz umyć ręce. Większość w naszym wieku jest dość obrzydliwa, a ty persymonę wyplułeś. Widzę związek.

I chociaż ich cienie nadal były złączone, on podniósł się i wyciągnął w stronę Dolohova rękę, zabierając ze sobą swój ciężar i ciepło. Nadal był cały czerwony, ale jakby próbował racjonalizować swoje odczucia i swoje emocje, układać je w szufladach i teraz spychał je głęboko w dół, bo nie zostały odebrane tak, jak chciał.

— Czy mogę cię przytulić?— To nie było takie trudne i jednocześnie bardzo, bardzo trudne. Dumny syn dumnego ojca nie miał w zwyczaju prosić. Dumny syn swojej matki uważał, że wszystko mu się należy, bo jest specjalny. Może po prostu mówiła na około, że jest dziwny.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#57
05.11.2024, 19:19  ✶  
- Takie przepowiednie zwykle wpędzają ludzi w to, że uważają na każdy swój ruch i próbują oszukać własne przeznaczenie - zauważył. Cieszenie się życiem i każdą chwilą wydawało mu się rozsądniejsze, milsze duszy i bliższe umiłowaniu samego siebie, tylko... dlaczego to musiało wiązać się z pakowaniem mu różnych rzeczy do ust? I właściwie to chciał z tego zażartować - zapytać co jeszcze zamierzał wcisnąć mu pomiędzy wargi, ale jego umysł działał zbyt sprawnie na takie potknięcie nawet w wieku nastoletnim. Szybko ugryzł się w język i podziękował samemu sobie, że zaczerwienił się wcześniej i nie musiał odpowiadać na pytanie, dlaczego rumieniec zalał jego policzki po tym, jak przez moment wpatrywał się w Morpheusa w milczeniu. Mówienie o takich rzeczach było... trudne. Dolohov zdawał sobie sprawę i celowo podpuszczał go do wylewności i robienia rzeczy, na które najwyraźniej miał odwagę. No jasne - to przecież był Longbottom. Cóż, wystarczyło powiedzieć, że pytanie, jakie mu teraz zadano, było bardzo trafne. Oczywiście, że nie przychodziło mu to z łatwością, ale przyznawać się do tego tak otwarcie...? Albo do tego, że nie miał pojęcia co to znaczy dostać wilka, bo nikt się nim nigdy nie przejmował na tyle, żeby mu to powiedzieć, więc jutro będzie przeszukiwał książki w szkolnej bibliotece w poszukiwaniu odpowiedzi na to, co w ogóle to znaczyło? To obdzierało boga z jego boskości. Nagle stawał się paskudnie i irytująco ludzki.

- Zdecydowanie nie jestem większością - powiedział nieco chłodno, ale to akurat nie było wywyższanie się, on po prostu mocno odcinał się od wszystkiego, co wyrywało go z jego strefy komfortu. Na przykład teraz, kiedy się podniósł, wcale nie ukrywał jakim ciężarem było dla niego otrzepywanie spodni z tego, co zdążyło się do nich przykleić podczas tych ledwie kilku minut. Wyraźnie chciał, żeby były idealne, ale to było niemożliwe, jak nie ta garść piasku, to jakaś odstająca nitka, to przekonanie, że każdy myślał podobnie. - Ale i tak sądzę, że większość wyplułaby owoc podany im brudnymi palcami. - I nawet jeżeli w przekonaniu Morpheusa jego dłonie nie były brudne, najwyraźniej i tak były takie, jeżeli segregowało się świat w kategorie Dolohova. Jedyne słuszne.

- Tak. Tylko żadnych palców moich ustach. - Sam się jeszcze nie domyślił, że dzisiaj wieczorem narracja w jego głowie się zmieni. Pewnym rzeczom trzeba było dać czas. - To dziwne, że muszę powiedzieć to na głos.


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#58
05.11.2024, 20:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:05 przez Morpheus Longbottom.)  

— Zdecydowanie nie jesteś taki jak wszyscy.

Nie mógł nie przyznać mu racji, ale mądry ten, nad którym taka nie wisiała. Morpheus był jak metronom, zafiksowany na własnej śmierci i jednocześnie żyjący w obawie, że jeżeli czegoś nie zrobi w danym momencie, umrze na schodach świątyni Apolla, jego krew niczym posoka ofiarnego zwierzęcia. W końcu pierwotnie bóstwo lecznicze, słoneczne i profetyczne, jednocześnie solarne i chtoniczne, w swoim korzeniu bardzo gwałtowne, z greckiego ἀπόλλυμι, niszczę, zabijam, było bóstwem nagłej śmierci. Żył tą przepowiednią w dwojaki sposób, jednocześnie czując na karku oddech śmierci, jej zimne dłonie, spędzające go w niemoc i beznadzieję, z drugiej strony w woli łapania się życia, czerpania z niego garściami. Wychodził z tego niespójny archetyp szaleńca. Élan vital.

Ponieważ Morpheus również był nastoletnim chłopcem, rozumiejącym wieloznaczności wypowiedzi podszytych kontekstem seksualnum, postanowił nie odpowiadać na stwierdzenie o owocach, że nie ma problemu z połykaniem. Pozostawił swoją fiksację związaną z wkładaniem różnych rzeczy do ust głęboko w środku. Poza oczywistym, Morpheus nie brzydził się owoców zerwanych prosto z gałęzi, podanych mu przez obce dłonie, nie brzydził się psów, które podbiegały i próbowały go polizać po dłoniach, w poszukiwaniu resztek z obiadu.

— Zapamiętam — stwierdził, nieco żartobliwie, przyglądając się, jak Vakel pedantycznie pozbywa się pyłków korytarza ze swojego ubrania, samemu po prostu się otrzepując, bez takiego pietyzmu, a kiedy tamten uznał już, że to koniec, Longbottom po prostu otworzył swoje ramiona, pozostawiając w gestii Vasilija, co z nimi zrobić. Wydawał mu się dziwny niedźwiedzi uścisk podobny do tych, którymi często zgniatał go Jeremiah, nie na miejscu, a objęcie bokiem nieadekwatne do faktu, że trzymał w ustach palce Vasilija jeszcze przed chwilą. Postawił się w bierności, aby Vasilij mógł wybrać za niego, ile siebie chciał przyłożyć do niego i na jak długo, a on będzie pilnował swoich palców. To był dobry plan.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#59
11.11.2024, 15:39  ✶  
Nie był taki jak wszyscy.

Morpheus też nie był taki jak wszyscy.

Morpheus był dziwakiem. Morpheus był najgorętszym dziwakiem, jakiego Dolohov miał okazję poznać. Bo to nie powinno tak działać, tak? Nie powinien czuć się tak piekielnie niezręcznie, kiedy robili te rzeczy. Miłość, bliskość - stawiane na piedestale, uważane za tak istotne w ludzkim życiu. Coś, do czego powinno się dążyć, coś zakodowanego w naszych genach. Wszystko w ich ciałach powinno ciągnąć ich w swoje objęcia, powinni pewnie wiedzieć, jak to robić, ale Dolohov się tego podejmował i czar nieco pryskał -  okazywało się, że trzymanie na kimś głowy nie było proste. Morpheus był ciężki. Morpheus robił bardzo losowe rzeczy, których nie potrafił zrozumieć mimo głębokiej jak diabli chęci do tego. Czuł to. Głębokie napięcie w klatce piersiowej i podbrzuszu. Ten chłopak nawiedzał jego myśli i nie dawał mu spać. To było takie oczywiste, tak łatwe w odczytaniu - dlaczego nie było łatwe w podejmowaniu decyzji?

Miał wrażenie, że za 20 lat, nawet jeżeli tę scenę przykryje płachta czasu, a emocje rozbiegną się na boki (niedoczekanie!), ta niezręczność w tym wspomnieniu zostanie. Najwyraźniej bliskości też trzeba było się nauczyć, żeby była tak idealna, jak w książkach. Duża porcja życia okazywała się grą związaną z byciem uwikłanym w te wszystkie konstrukty społeczne. Nie do końca docierał do niego, że mogliby zwyczajnie kontynuować rozmowę o socjologii lub gwiazdach, bo przecież...

Tym razem szukał czegoś innego.

W charakterystyczny sposób przeczesał palcami włosy, pozwalając jeszcze-nie-idealnie-ułożonej grzywce opaść na lewe oko i nie obdarował Longbottoma uśmiechem. Zamiast tego ofiarował mu swoją obecność, zbliżenie się na krok, splecenie tych brudnych, paskudnych palców za jego szyją i pozwolenie na to, aby ich ciała zetknęły się ze sobą w nowy sposób.

On chyba też był dziwakiem.

Bo to wszystko było takie dziwne - siedzieć przy sobie tylko chwilę, trwać przy sobie kilka sekund. Czy nie powinni zawiesić się w tym na dłużej, czy nie powinni wiedzieć, co robią, czy nie powinni grać tego w rytm jednej melodii - szereg głębokich wątpliwości i takie dziwne spostrzeżenie na końcu, że chyba go to nie obchodziło.

- Jest taki wiersz - powiedział nagle, spoglądając na niego zapewne zbyt intensywnie jak na ludzkie granice komfortu. - Nie żałuję, nie wzywam, nie płaczę. Wszystko minie jak jabłonny dym. Zwiędnięte liście zołotyje. Nie będę już młodym. - Ściągnął usta w wąską linię i na krótki moment przymknął oczy, ale tylko na krótki - ledwie sekundę lub dwie, choć w tej sytuacji mogły wydawać się wiecznością. - Nie wydaje mi się, żeby musiało wisieć nad tobą fatum, żeby dostrzegać w tym sens. - Zorientował się podczas jego trwania, że się przypadkiem obnażył z wybiegania myślami w daleką przyszłość i tego iloma wątpliwościami była ona podsiana.

Przestał splatać te palce, ale jego lewa ręka pozostała na miejscu. Prawa zaś przesunęła się wzdłuż przekrzywionego kołnierza i poprawiła go. Dopiero wtedy, kiedy znów wlepił wzrok w jego oczy, kąciki jego ust uniosły się w górę. Delikatnie. Tak delikatnie, jak delikatnym chłopakiem był Dolohov.

- Jak przeżyjesz, to napiszesz kiedyś taki o mnie? - Wydawało mu się, że Morpheusowi o wiele lepiej przychodziła poezja niż szczerość. Utwierdził go w tym otrzymany list.


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#60
16.11.2024, 11:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:05 przez Morpheus Longbottom.)  

W całości były trzy prawdy.

Pierwszą prawdą było to, że wszystkie opowieści romantyczne, od zamierzchłych czasów, wierszy małżeńskich starożytnych egipcjan, przez greckie poematy, opowieści o herosach, o Achillesie i Patroclusie, po średniowieczne romanse Tristana i Izoldę, po renesansowe listy Abelarda i Hellisé, były kłamstwem. Przez wieki poznania emocji ludzkich, nic nigdy nie brzmiało tak, jak szelest szat, miękkiej kaszmirowej i merynosowej wełny, gdy zetknęły się ze sobą, jak głos, który deklamował dla niego wiersz. Mnogość odczuć mieszała w nim, jego biedne serce nie mogło nadążyć.

Drugą prawdą było to, że nawet nieruchome dłonie Morpheusa zdawały się zachłanne. Spoczęły bezpiecznie, jedna na łopatce Dolohova, druga niżej, bliżej talii. Prawie jak Kupid i Psyche, w objęciu, które dzieli światło. Tylko te palce, niemal szpony, jakby nieświadomie chciał wniknąć pod skórę Vasilija, wejść w przestrzeń między jego żebrmi i tam zasnąć na wieczność, targany siłą budzących się w nim pragnień, kwitnące między żebrami hiacyntami. Pewnie Vasilij nawet nie poczuł tego odmiennego nacisku od płaskiej dłoni, a może poczuł tę desperację.

Trzecią prawdą było to, że nie znał dalszej części tego wiersza. Piętnem śmierci wszyscyśmy znaczeni; // Cicho liści miedź skapuje z klonów... // Błogosławię mądry ład jesieni - // Przekwitnienia czas i porę zgonu. Tak typowe to było, myśleć o sobie za dwadzieścia lat, jako starym i niedołężnym. Jesień życia. Morpheus nigdy nie napisał żadnego wiersza, chłonął je jednak, czytał kolejne tomy, chcąc poznać myśli filozoficzne przeszłych żyć. Jesień już na zawsze miała zaznaczać czas przełomów, czas śmierci dla nich. A Śmierć w kartach przychodzi do każdego, od króla po żebraka. Śmierć była nagłą zmianą, niekoniecznie chcianą, niekoniecznie dobrą, niekoniecznie też złą. Jesień dla Morpheusa znaczyła, że mieli przynajmniej kilka miesięcy, skoro jego przepowiednię naznaczyły hiacynty, a hiacynty kwitną tylko wiosną. Ostrze kosy nie miało na niego spaść jeszcze przez jakiś czas.

— Jeżeli dożyję, napiszę. Prawdopodobnie będzie to najgorszy wiersz, jaki wydadzą drukiem, a ty będziesz musiał się wstydzić, że został tobie zadedykowany.

I chociaż nigdy nie poświęcał dłuższej myśli temu, kim będzie na starość, bo nie sądził, aby dożył dorosłości nawet, spodziewał się raczej kreatury trzymanej w piwnicy Warowni, szalonej pytii, która bełkocze, chyba że mówi głosem bogów. Albo to, szaleństwo, albo dystyngowany ślepiec, jak Tejrezjasz.

— Więc. Widzimy się wieczorem? Na Mabon? Gdzie chcesz iść? — zapytał, wodząc wzrokiem za dłonią, która poprawiła mu kołnierzyk. Nic nie było łatwe. Ani bycie zwykłym nastolatkiem ani poważnym wróżbitą, a już na pewno nie trwanie pomiędzy oczekiwaniami rodziny, własnymi emocjami i przeznaczeniem, które zawsze kpiło z planów.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (472), Morpheus Longbottom (13230), Vakel Dolohov (14131)


Strony (7): « Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa