• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4
[4.04.1972] "Jestem zazdrosna, ale nie jestem zazdrosna"

[4.04.1972] "Jestem zazdrosna, ale nie jestem zazdrosna"
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#1
31.03.2023, 18:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2024, 14:55 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange - Piszę, więc jestem, Otwarty na nowe doznania

Sauriel myślał. Czasem mu się to zdarzało, choć nie było to zbyt częste. Tak teraz myślał nad tym, jak wyglądała ta podróż. Męcząca. Bardzo męcząca. Dla obu stron, choć to Victoria przeżywała swoją traumę, że zaraz zginie kiedy lecieli. Przynajmniej już wiedział, że jej zachowanie nie było wywołane gadającym koniem ani burzą. Stało się oczywiste, że ma lęk wysokości. A przynajmniej że boi się latać. Jego trauma nawet nie była traumą, no bo come on - umrzeć w słoneczku? Słodko. Przynajmniej spektakularnie. Zastanawiał się, czy to bolało. Ale po pierwszym napięciu mięśni nawet to zastanowienie odpływało. Ale co było istotne to to, że wymyślił, że na złe samopoczucie zawsze się da poradzić. To Victorii, nie to swoje.

Co działo się w tym domu, idąc za tą wspaniałą myślą, przechodzi ludzkie pojęcie.

Wszystkie skrzaty stały na baczności, powołane do obrony domu przed Saurielem. A konkretniej kuchni. Zdradzać niespodzianki jednak przed la grande finale nie będę. Zamieszanie było, na szczęście ten dom był tak w pizde ponury, że to, że dzieciak, jakim był Sauriel, narobił trochę zamieszania - nikt się nie przejął. Albo ignorowali naczelnego pawiana Rookwoodów, albo mieli dość, albo zresztą cokolwiek. Nie przeszkadzali i nie robili potem awantur, a to miłe. Zważywszy na poziom dymu. W tym domu zawsze najlepiej było (i najmilej) kiedy ci nikt nie przeszkadzał. Niczego więcej nie można było oczekiwać.

Wysiłek Sauriela nie ograniczył się do próby podpalenia rezydencji Roowkoodów! Nawet zorganizował herbatę, wielce zadowolony. Tak i stoliczek był zastawiony, a w pokoju panował teraz też zadziwiający porządek. W jego mniemaniu - wyglądało to przekomicznie. Porcelanowa zastawa w tym miejscu pełnym dziwnych rzeczy, które naznosił ze swoich przygód, mugolskich piosenek i gitar. Miał dobry nastrój. I miał razem z tym nadzieję, że swoim dobrym nastrojem zarazi Victorię. Jakoś nie skupił się na tym... co ona tam? Sumienie? Sumienie ją gryzło. Jak teraz tak pomyślał to żałował, że nie dopisał, że on może ją ugryźć zamiast sumienia. Turbośmieszność. W końcu własne żarciki bawią najbardziej. W jednej z filiżanek już była... "herbata". W tej jego. Była to whisky, nie herbata. Ale kolor prawie ten sam. Na stole leżała też bombonierka - śliczna, miętowo zielona z niebieską wstążką, rozchylona. W środku były trufle ulepione w kocie łapki, kocie główki albo po prostu kociaki. Było ich kilka. Całe koty nawet wyginały się, albo lizały swoje łapki. Zaczarowane. A na środku stolika stał mały talerzyk i cokolwiek pod nim było, okrągłego, było zakryte serwetką. Super-tajemnica. Skrzaty zostały poinstruowane, żeby przyprowadzić Victorię prosto do jego pokoju.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#2
31.03.2023, 22:01  ✶  

Dziwna sprawa, ale jakoś Victoria od zawsze uważała, że Sauriel jednak używa mózgu i myśli częściej niż raz na jakiś czas. Ba, wręcz uważała, że myśli prawie cały czas! Może dlatego tak się czasami na niego denerwowała, że sprawia jej przykrość; z różnego powodu. Bo sprawiał. Co jakiś czas. Na początku częściej i uważała, że wtedy robił to całkowicie celowo. Teraz rzadziej, ale się zdarzało… Ostatnio znowu było większe natężenie. Najpierw na tym cholernym cmentarzu, potem w trakcie ich małej wycieczki krajoznawczej… A najgorsze było to, że powód, dla którego taką jej to sprawiało przykrość, kompletnie jej uwłaczał i nie dość, że złościła się na Sauriela, to jeszcze na siebie.

Ale wiedziała też, że tak złość jest absurdalna i do niczego nie prowadzi. I właśnie dlatego uznała, że będzie tą mądrzejszą, bo jakoś nie liczyła, że Sauriel się zreflektuje i przeprosi za swoje chujowe zachowanie, w którym zobaczyła ich wspólną przyszłość i poczuła jakiś taki ból w klatce piersiowej i smutek, że musi w ogóle na to patrzeć, i jakie to jest kurwa niesprawiedliwe. Miała też takie niejasne wrażenie, że Sauriel nawet nie zauważył, że robił coś źle, albo po prostu coś, czego może nie powinien, albo po prostu nie wypada przy tej jednej osobie… Wiedziała za to, że sama zachowała się dziecinnie, nie odzywając się do niego prawie i po powrocie do Londynu teleportując się w ogóle bez słowa pożegnania. I chociaż była na niego zła, i było jej najzwyczajniej smutno, chciała się chociaż częściowo wytłumaczyć. Żeby chociaż… Wyjaśnić czemu tak dziwacznie zachowywała się w tym cholernym powozie – co też wcale pozytywnie nie wpływało na to, by chciała w ogóle z nim gadać i mu mówić, że jest beznadziejny, albo co ona ma w sobie tak, że dla niej nie może być taki miły? Więc było tylko gorzej. I dlatego tak ją gryzło to sumienie – bo winna mu była wyjaśnienie… przynajmniej częściowe. Zdziwiła się jednak, że Sauriel napisał jej, że sam chciał się z nią spotkać, ba, wręcz wprosić się do niej. Miała taką cichą nadzieję, że… może jednak się zreflektował. Że może przeanalizował sprawę i skumał, że… chyba jednak flirty z innymi laskami (nawet jeśli okazywało się, że nawet nie istniały, bo były jakimś figlem duchów, poltergeistów czy czegoś cholera wie czego) na oczach przyszłej narzeczonej to jednak nie jest najlepszy pomysł… z kilku powodów, ale nie był. Miała taką cichą nadzieję, tak… Ale nie chciała jej w sobie podsycać.

Tym niemniej z lekką ulgą przyjęła, że Sauriel chce się zobaczyć i że nawet zaprosił ją do siebie (a nie na jakąś wycieczkę na wysoką wieżę na przykład), zaś informacja o tym, że ich sowy się chyba ten-tego sprawiła, że nawet nie odpisała mu z poprawką jego błędów w liście (a i tak miała poczucie, że były celowe), bo w miarę czytania miała ochotę tak zrobić. Ale nie zrobiła. Tylko się trochę zirytowała – tym razem na swoją zdradziecką sowę. Tak czy siak umówili się i Victoria zjawiła się u Rookwoodów. Nie w mundurze i spodniach, a w sukience – bo naprawdę lubiła sukienki. I to takie krótsze, do kolan albo i przed kolana. I wolała te bardziej obcisłe, a nie falbaniaste ciężkie ciuchy. I tak też była ubrana dzisiaj – czarna sukienka kończąca się lekko nad kolanami, nad biustem odcięta i dekolt był przykryty prześwitującą koronką. A kiedy przyszła, to skrzat szybko się nią zainteresował i od razu zaprowadził do „jaskini” Sauriela. Była tam raz, ale zadała sobie trud, by zapamiętać to jego królestwo. Teraz zaś było… dziwnie uprzątnięte. Ale ładnie. Victoria lubiła porządek. Ale i tak zrobiła duże oczy jak po środku tego wszystkiego zobaczyła stolik zastawiony porcelaną (brakowało tylko tego, by była to porcelana w kotki) i Sauriela pijącego herbatkę z filiżanki.

Taa, herbatkę. Ale nie wiedziała jeszcze, że to herbatka z prądem.

- Eee… Dobry wieczór? – wyrwało jej się i to „eeee” było nie do przesłyszenia, kiedy rozejrzała się po ścianach, a potem zatrzymała wzrok na Saurielu. I stoliku.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#3
01.04.2023, 12:59  ✶  

Jeśli o myślenie chodzi to Sauriel właśnie myślał nad tym, czy kochał przesadyzm. Przemalowanie. Kontrasty. Kiedy stał teraz przy sofie ze splecionymi rękoma na klatce piersiowej i podziwiał własne dzieło sztuki, jakim zastawa była i cała ta kreacja, absurdalna, jaką sobie wymyślił docierał do wniosku, że tak. Chyba lubił przemalowanie. Sztukę, która wygłupiała, ale jednocześnie była tak mocnym akcentem współczesnej mentalności, że gryzło to w oczy postawione w odpowiednim kontraście. Dokładnie tak, jak miało to miejsce tutaj. Choć w zasadzie wcale nie miał tutaj intencji nadawania temu wszystkiemu charakteru żartu. Nad czym nie musiał się zastanawiać, bo dobrze to wiedział, to fakt, że o wiele łatwiej przychodziło mu spotykać się z problemami używając do tego żartu, albo przynajmniej rozpinając żartem atmosferę. I tylko atmosferę. Oczywiscie mógł się wysilić i po prostu czekać z grobowym nastrojem i pełną powagą. Ale do tego musiałby nie mieć dobrego nastroju i jeszcze nie mieć złego. Znalezienie takiej równowagi w czarnowłosym było nie lada wyzwaniem.

- No dobry wieczór. - Przywitał się nieco nawet zbyt energicznie jak na niego i od razu wskazał wolne miejsce na sofie przed filiżanką, która jeszcze nie była napełniona. - Wygląda to turbo groteskowo, no nie? - Zapytał, spoglądając na stół z uśmiechem, ale na jego twarzy widać było mieszaninę zdziwienia z zadowoleniem, bo sam nie był pewien, czy z groteski jest zadowolony, ale na pewno był zadowolony ze swojego wkładu w przygotowanie tego małego tete-a-tete. A ile frajdy mu to sprawiło! - To jest projekt leczenia twojej traumy po-lotniczej, zafunduję ci tu nową i zapomnisz o starej, nie ma za co. - Trochę pogestykulował przy tym, samemu w końcu siadając i bawiąc się jednym z pierścionków na palcu. Założył nogę na nogę i oparł się nonszalancko o podłokietnik sofy. - Co prawda miało to wyglądać bardziej poważnie, ale jak na to patrzę to już wiem, że muszę sobie zafundować jakąś absurdalną porcelanę. Nie wiem, w tęczowe jednorożce, albo puchate kotki. Proszę, słodycze dla ciebie. - Podsunął bombonierkę w jej stronę. - Sowie nie dawałem. - Zabrzmiało to mało przekonująco, zwłaszcza że uśmiechnął się lisio do tych słów.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#4
01.04.2023, 16:32  ✶  

Spodziewała się różnych rzeczy, ale… na pewno nie żartu. Nie tego przerysowania, które zastała, bo ono naprawdę było widoczne. Nie była tu częstym gościem, ale zdążyła trochę poznać Sauriela, zresztą ostatnio jak tutaj była to Rookwood był w paskudnym humorze i okazywał to całym sobą, a ten pokój tylko to odzwierciedlał. Dzisiaj było za to zupełnie na odwrót. Sama jednak nie miała tendencji do uciekania w żarty kiedy sytuacja była… taka. Właśnie taka. Zresztą wcale nie było jej do śmiechu.

Spojrzała za to na niego podejrzliwie, kiedy przywitał się tak… energicznie. Sauriel zwykle był zblazowany, do niczego mu się nie spieszyło, ociągał się i w ogóle. A w tym momencie miała wrażenie, że patrzy na męską wersję Brenny – a to naprawdę było osiągnięcie, w sensie zostać do Brenny porównanym!

- Nie spodziewałam się tutaj zobaczyć porcelany – przyznała, po czym przeniosła uważne spojrzenie na Sauriela, chcąc się upewnić, czy aby na pewno wszystko z nim jest w porządku. Wyglądał dobrze, normalnie. Wyglądał na dziwnie radosnego i prawdę mówiąc było mu z tym do twarzy. - Słucham? – zapytała jakby nie zrozumiała, ale zrozumiała doskonale. Trauma po-lotnicza? A co to niby miało znaczyć? I czemu miałaby się nabawić nowej…? Zmarszczyła brwi. Nie, Sauriel zdecydowanie nie miał pojęcia dlaczego była w takim a nie innym nastroju wtedy. - Nie chcę żadnej traumy – dodała całkiem bez sensu, bo to było dość oczywiste, że normalni ludzie nie chcą mieć żadnej traumy. W końcu jednak usiadła tam gdzie Sauriel jej wskazał jej filiżankę, którą wzięła do ręki i przyjrzała się, czy to nie jest jakieś oszustwo i żart. Nie był.

- Powinna być różowa, będzie ci pasować do podusi. Najlepiej taka wściekle różowa, ale za to talerzyki pod filiżanki powinny być białe w koty – bo, jak wiadomo, kontrast był ważny. A Victoria nie miała żadnego problemu, żeby sobie taką idealną porcelanową zastawę do pokoju Sauriela wyobrazić. I gdyby była trochę lepsza w transmutację…to już by mu takie zrobiła. Kolejny powód, by się z transmutacją podciągnąć. Zdziwiona odsunęła wieczko bombonierki i dopiero teraz lekki uśmiech, choć widoczny z perspektywy Sauriela, zagościł na jej twarzy. - To najsłodsze czekoladki jakie w życiu widziałam – powiedziała po prostu i nawet wzięła pudełko w ręce, by już mając je na kolanach przyjrzeć się czekoladkom. Absolutnie urocze. - Nie, sowie dawała druga sowa – mruknęła pod nosem i znowu ściągnęła brwi w irytacji. Nie na Sauriela – na własną sowę! O ile to co jej napisał to była prawda. Głupie ptaszysko.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#5
01.04.2023, 23:19  ✶  

- No popatrz, to tak jak ja. - Była to przesada, bo przecież Sauriel jednak pijał czasami... no dobra, w sumie jak o tym pomyślał, a myśleć chciał, że to naprawdę przesada, to odkrył, że chyba tutaj nie wnosił porcelany. Do swojego pokoju, zanim się przeniósł, jak najbardziej - jednak pijało się herbatę czy kawę. Ale teraz? Teraz nawet jak miał na herbatę ochotę to raczej nie pił jej w domu. W tym miejscu wszystko smakowało gorzej. - Nie zawsze trzeba wybierać dziwne miejsce, żeby było i tak dziwnie. - Uśmiechnął się pod nosem, bo wiedział, że nie o to Victorii chodziło w liście. Miała jednak rację, że jakby dała mu okazję to by poszukał kolejnego dziwacznego miejsca na przechadzkę. Na cmentarz przynajmniej mogła mieć pewność, że jej nie zabierze. To była jego trauma od tamtych duchów. Jak sobie to przypominał to od razu miał efekt placebo bólu głowy. Witki opadały. Chociaż było nawet śmiesznie.

- Ciekawe, ile by ta porcelana wytrzymała zanim Chester by ją wypierdolił w kosmos. - Jakże elegancko Sauriel złapał swoją filiżankę i pociągnął z niej już całkowicie nieeleganckiego łyka. - Brat mojego ojca. - Wyjaśnił, żeby nie pozostała wątpliwość, o kim mówi. Jak można się było domyśleć po krótkich wstawkach o patologii panującej wśród Rookwoodów - nie miał z Chesterem najlepszej na świecie relacji. - Prawda? Ale pokarzę ci coś jeszcze bardziej uroczego. - Odstawił swoją filiżankę i sięgnął po serwetkę przykrywającą tajemniczą rzecz. Ściągnął ją szybkim ruchem. - Tadaaam! - A pod serwetką był... węgielek. Coś, co miało być zdecydowanie babeczką, ale stało się spalonym... ani to do końca nie wyrośniętym ani nie wiadomo czym. Babeczka-niewypał. - Zostawiłem tylko jedną jako trofeum, żebyś się mogła pośmiać z moich wielkich zdolności kuchennych. Nie będę cię zmuszał do jedzenia tego. - Powiedział ze śmiechem na ustach.

Na całe szczęście traumy Vicotoria chcieć nie musiała, nie chcieć też nie musiała. Nie była ona planowana. Wydawało mu się, że humor kobiety już się poprawił. Chociaż trochę się rozchmurzyła. I całe szczęście, bo więcej atrakcji w rękawie nie miał.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
02.04.2023, 12:12  ✶  

Skoro nie miał potrzeby, ani z kim te herbatę tutaj pić, to nic dziwnego, że porcelany do swojej piwnicy nie wnosił. Jakoś priorytety potrafiły się zadziwiająco zmienić po tak drastycznym wywróceniu własnego człowieczeństwa i jakoś Victorii trudno było sobie wyobrazić Sauriela urządzającego spotkania przy herbatce tu. I zresztą to potwierdził – że tego nie robił.

- Nie jest dziwnie. Po prostu mnie zaskoczyłeś – dziwnie to się dopiero mogło zrobić, ale miała nadzieję, że tak nie będzie. Prawdę mówiąc to nawet nie wiedziała co ma mu powiedzieć, skoro sam nie połapał się w czym był problem, a poza tym miał tak dobry humor, co jak na Sauriela było wręcz nowością.

- Wiem kto to Chester – odparła mu i zapatrzyła się na niego przez moment. TO też dało jej do myślenia. Bo jak ona mogła nie wiedzieć kim Chester jest? - Pracuję z nim – przypomniała mu przy okazji i zawiesiła spojrzenie na Sauriela, przy okazji unosząc brwi kiedy tak zrobił TAKIEGO łyka, że zastanowiła się czy on w ogóle pije herbatę z tej filiżanki. - …ile wiesz o mojej rodzinie? I o swojej zresztą przy okazji też? Pytam o to na ile znasz swoich własnych dziadków i pradziadków – zapytała, ale powiodła wzrokiem za ręką Sauriela kiedy odsłaniał serwetkę. Nastąpiła krótka chwila ciszy, w której Victoria łączyła wątki, a potem parsknęła i zasłoniła sobie usta dłonią. - Próbowałeś piec? – upewniła się patrząc na węgielek, nim przeniosła spojrzenie na Sauriela, a sama poruszyła się na kanapie, by odwrócić się do wampira i łatwiej na niego spoglądać. - Nie mów, że to z mojego powodu – trochę trudno jej było w to uwierzyć. I… co on wymyślił? Co mu się wytentegowało w głowie, że sam też chciał się spotkać i teraz tak się dwoił i troił, żeby… co właściwie?

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#7
02.04.2023, 13:53  ✶  

Potrzeba matką wynalazków i potrzeba matką staranności. Naprawdę. Kiedy ci na czymś zależy zaczynasz się automatycznie starać, chyba że stres zżera cię do tego stopnia, że ręce ci się trzęsą, nie możesz się skupić, czy różne tego typu pierdolniki. Zdarzało się. Czy Saurielowi? A i owszem. Kiedyś bardziej, dzisiaj... dziś nie wiedział, czy jest coś, na czym mu zależało ze szczerego serca, by doprowadzać go do takich głupot. Nie potrafił tego znaleźć. Na pewno za to zależało mu, żeby rodzina dała mu święty spokój, a i do tego się nie przykładał szczególnie dobrze. To przez ten charakterek. Nie potrafił trzymać języka za zębami i za dużo biedy sobie przez to ciągle pytał.

- Taki był mój zamiar. Zaskoczyć. Pozytywnie. A konkretniej to sprawić ci odrobinę przyjemności. - Na tyle, na ile był w stanie, a nie uważał się za jakąś szczególnie kreatywną osobę ani w czarach, ani w wymyślaniu... no takich właśnie rzeczy. Więc stawiał na prostotę i na to, co wydawało mu się, że druga strona lubi. I że jemu na pewno byłoby miło, gdyby ktoś zrobił coś takiego z myślą o nim. Niby kompletnie proste, niby wcale wielkiego wysiłku w tym nie było. Bo co za problem - no przecież zestaw porcelany, herbata i pralinki? Żaden. Kompletna norma odwiedzin, gościn, wszystkich innych towarzyskich spotkań w gronie małym albo prywatnym. W gości w końcu z pustymi rękoma przyjść nie wypadało itepe, itede. Praliny mogły zostać wymienione na bukiet albo cokolwiek innego.

- Wiesz kto to... ano tak. Ay. Faktycznie. - No tak, rzeczywiście, przecież dziwne by było, jakby nie znała Chestera - z pracy, się znaczy. Uśmiechnął się tutaj gorzko, krzywo? Na pewno nie był to uśmiech pozytywny, wyrażał wręcz jakiś żal związany z osobą omawianą. Urazę. Ale Sauriel nie dogadywał się dobrze ze swoją rodziną. Ogólnie niedobrze się dogadywał z ludźmi, co dopiero z rodziną. - Eeee... nooo... byli? Są? Jakieś tam drzewo genealogiczne? - Ta mina wyrażała teraz wszystko. Czyli: wszystko to, czego o swojej rodzinie nie wiem, bo chuja na to kładę. Dokładnie takie "wszystko". Pewnie, że ojciec i matka tłukli mu... próbowali mu to tłuc, ale wyjątkowo była to taka historia, na którą Sauriel kładł dłonie na uszy i zaczynał głośno nucić randomowe rzeczy. Wyjątkowo - bo Sauriel potrafił najmniejsze rzeczy z historii świata wyławiać. Ale o swojej rodzinie wiedział tyle, co nic.

- No jak próbowałem... no zobacz tylko! Przecież to dzieło! - Wskazał na babeczkę niemal z oburzeniem i nawet tyknął ją palcem, trochę zakołysała się. Potem w nią postukał i trochę węgielka poleciało na talerzyk. - No, węgiel jest podobno zdrowy, czy coś..? Więc to dla zdrowotności. - Skinął całkowicie poważnie głową, ale uśmiechał się przy tym żarcie. - Ja to nazywam nie próbą a wręcz czynem popełnionym. Skrzat bardziej uważa to za zbrodnię popełnioną, ale wiem, że tego nie przyzna. - Sauriel naprawdę lubił skrzaty domowe. Były takie łagodne i wzbudzały w nim pragnienie, by je bronić, chronić i... spędzać z nimi czas. - No przecież dla siebie nie piekłem. Nie jadam. Pierwsza partia nawet nie trafiła do piekarnika, przy trzeciej już mi cierpliwości nie starczyło i skrzaty mnie wywaliły z kuchni, miały mnie dość. - Pokazał kły w uśmiechu. - Jeszcze cię zaskoczę i się nauczę. O ile mnie do kuchni wpuszczą.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#8
03.04.2023, 17:23  ✶  
Zaskoczyło ją, że Sauriel chciał jej sprawić przyjemność – bo niby dlaczego? Chciała z nim pogadać, wyjaśnić… przynajmniej jedną sprawę, bo drugiej jeszcze nie przetrawiła i sobie nie ułożyła w głowie. Jasne, Sauriel miał czasami gest, zwłaszcza od momentu, gdy dogadali się, że może przestaną sobie robić na złość, bo to absolutnie do niczego dobrego ich nie zaprowadzi, ale tak naprawdę to byli gdzieś dopiero na początku długiej drogi poznawania się i wiele było jeszcze przed nimi. Wiele zdziwień na pewno – jak dzisiaj. Victoria jeszcze nie określiła, czy to dzisiejsze było pozytywne czy negatywne… chyba po połowie tak naprawdę.
  Tak prawdę powiedziawszy to wcale nie uważała, że byli sobie winni przynoszenia w gości prezentów, kiedy spotykali się sam na sam bez tej całej głupawej otoczki ich rodziny. Zresztą to też stanowiło pewien problem – bo facet przyniesie kobiecie kwiaty, albo te czekoladki, co stało się pewnym zwyczajem Sauriela, ale co ona miałaby przynosić jemu? Nie był w końcu człowiekiem… sam twierdził, że ludzie jedzenie wyrzyguje… choć nie była jeszcze pewna czy to czynnik psychologiczny czy naprawdę mu szkodziło. Więc co miała przynosić, biorąc pod uwagę że pewnie mu zaszkodzi? A jakoś… nie chciała wcale pogłębiać jego nałogu związanego z piciem alkoholu, zwłaszcza whisky – bo nie pił od czasu do czasu tylko… prawie ciągle.
  A potem westchnęła ciężko, odstawiła filiżankę na stolik, pomasowala sobie skronie i zrobiła głosne "huuum", jakby zastanawiała się co powinna z nim zrobić, potem odchyliła głowę do tyłu, pozwalając by te ciemne, prawie czarne, choć odrobinkę im brakowało, włosy spłynęły z ramion do tyłu, na jej plecy.
  - No dobra. To skup się. Nie wierzę, że ja ci to muszę mówić… – to ostatnie zdanie powiedziała już ciszej, jakby bardziej mamrotała do siebie, a nie do Rookwooda. - Nasi starzy to kuzyni. Znaczy Eryk i Isabella, jakbyś się zastanawiał czemu tak dobrze się dogadują. To pewnie jakiś tam gen sprawowania kontroli nad ludźmi, musiał gdzieś się kręcić po tej linii – sarknęła skrzywiona. Tak jak Sauriel miał problem ze swoim ojcem, tam Victoria miała ze swoją matką. - Mamy wspólną prababcie i pradziadka z linii Parkinsonów, no to tyle w sumie – na tym etapie względem siebie było jakąś tam piątą wodą po kisielu, ale nie powinno to nazbyt dziwić. Czystej krwi inaczej by przecież nie zachowano. Tak poza tym to jej druga część rodziny miała swoje korzenie we Francji, więc pula genów znacznie się tutaj mieszała. - Więc Chestera znam nie tylko z pracy. Ale żeby była jasność, to waszą część rodziny znam bardzo słabo i mętnie. Matka bardziej trzymała się z Parkinsonami i swoim bratem – a nie ze swoimi kuzynami, co też gdzieś tam dziwić wcale nie powinno. Ale tak. Chester był w jaaakis tam sposób częścią rodziny – dalekiej bo dalekiej ale jednak. Tak samo jak Eryk. I Sauriel. Paradoksalne było to, że z tej części rodziny najlepiej znała Ulyssesa, z którym kilka lat pracowała, no i Sauriela. A to znaczyło jak bardzo ich nie znała.
  Patrzyła trochę niepewne na zwęgloną babeczkę, potem zerkneła na Sauriela, potem znowu na babeczkę…
  - Nie podejrzewałam cię o zacięcie kulinarne, ale z drugiej strony każdy ma jakieś hobby, a to jest naprawdę całkiem urocze. I całkiem pasujące do twojej mrocznej mości, Saurielu – znaczy ostatnie o co można by podejrzewać tego wampira to zamiłowanie do gotowania i pieczenia, ALE to nie było nic złego. Jedni lubią kwiaty, jak Victoria, jedni lubią tanie romansidła, jedni lubią gotować, a jeszcze inni grać na instrumencie. Albo obijać komuś mordę dla sportu.
  Nie tak?
  - Dziękuję – mimo wszystko była zaskoczona jego gestem, choćby właśnie dlatego, że sam nie jadał. Ale się wysilił. Co prawda w zupełnie pomylonym geście poprawienia jej nastroju, bo zupełnie nie trafił, ale… ach. Doceniala intencje i starania, naprawdę. I chyba dlatego uśmiechnęła się do niego nie sztucznie, nie wymuszenie, ale naprawdę… całkowicie szczerze, bo to faktycznie chwytało za serce, że zależało mu na tyle, że poświęcał swój czas w kuchni, a już wiedziała, że wcześniej tego nie robił, skoro aż tak spalił te babeczki. – Aż żal jeść te kotki. Takie są fajne – ugryzła się w język, bo znowu chciała powiedzieć, że coś jest uroczego. I znowu zerknęła na bombonierkę i na te gustowne kocie czekoladki. - Chcesz mi powiedzieć, że skrzaty będą mieć na tyle odwagi, żeby cię do kuchni nie wpuścić?
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#9
04.04.2023, 16:24  ✶  

Skupienie. Tak, gdyby Sauriel się skupiał na tym, co próbował przekazać mu ojciec i gdyby skupił się mocniej na tym, jak spowinowacona jest jego rodzina, odebrałby to narzeczeństwo inaczej. Gdyby, albo może. Byli tu i teraz, gdzie Victoria poleciła skupienie, a on, no co, skupił się. Skoro zamierzała mu opowiadać, bo temat się zaczął, to na ten moment nawet było to ciekawe. Kiedy nie wmuszali w ciebie czegoś i kiedy nie trzeba było walczyć o swój kawałek podłogi.

- Gen kontroli? - Sauriel uśmiechnął się półgębkiem, bo był pewien, że coś takiego nie istnieje. Ale to prawda, że ludzie lubili mówić, że to a to po mamie, to a to po tacie. I faktycznie, łatwo było dziedziczyć cechy po rodzicach. Charakteru czy wyglądu. Więc może? Gdzieś tam był wspólny dziadek i babka, którzy byli control freakami i potem już zrujnowali całe pokolenia. Tylko od czego się to zaczęło? Najpierw była jajko czy kura?

Sauriel nie przejął się tymi nowinami, zrobił tylko dziwną minę, nawet bardzo się nie zdziwił, trochę whatever, trochę "co za zbieg okoliczności". Gdzie zbiegiem okoliczności to nie było, to jasne. To były inne czasy i inne zasady. Inna mentalność. Łączenie rodzin było normą. Tych bliższych jak i tych dalszych. Więc po czarnowłosy spłynęło to jak po kaczce. Ale była to jakaś ciekawostka.

- Ja też nie mam... no nie socjalizuje się za bardzo z rodziną. - Chciał powiedzieć, że też nie ma zainteresowania w Rookwoodach, ale Victoria niczego takiego nie powiedziała, więc sugerowanie tego było jakieś takie nie ten tego. Tak więc tak - czasem myślał. Nawet nad tym, co powie. Nawet jeśli był leniwą pulpą myśleniową.

- Kulinarnego zacięcia nie mam na pewno, proszę nie oczekiwać powtórki. - Sauriel nie lubił być przesadnie miły, ani w ogóle nie przepadał za byciem miłym w nadmiarze, bo ludzie potem zaczynali oczekiwać, że będzie taki ciągle. Nie będzie. I nie zamierzał. Nie chciał wychodzić naprzeciwko niczyich oczekiwań. - Ay, w chuj. - Uśmiechnął się pod nosem.

- Żal, ale aż samego mnie kusiło żeby opierdolić kilka. - BO wyglądają tak apetycznie. Ale jednocześnie są takie śliczne, że fakt - żal było ich pożerać. - O, to by było ciekawe. Poniosła mnie wyobraźnia. Zdecydowanie. - Prychnął, wyobrażając sobie teraz skrzaty, które dzielnie własną piersią blokują drogę któremuś z Rookwoodów. Otóż nie. - Nie ma sprawy. Cieszę się, że ci poprawiło humor. To o czym chciałaś pogadać?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#10
05.04.2023, 00:20  ✶  

- To sarkazm – o tym genie nie mówiła poważnie, tylko właśnie ironicznie, bo nikt tak nie potrafił jej podkurwić jak jej matka. I z nikim nie miała takich spięć jak z Isabelle. Z tego co zrozumiała, to podobną relację miał Sauriel z ojcem – tylko jeszcze bardziej napiętą, jeszcze bardziej chorą i toksyczną. Dlatego prześmiewczo powiedziała o tym genie, bo oboje, i Isabella i Eryk dawali jej ten sam vibe. Może miało to coś wspólnego z jakimś przodkiem, ale prawdopodobnie było po prostu związane z wychowaniem.

Tu nie chodziło o to, by się przejął tą informacją, albo żeby nim wstrząsnęła. Nie. Chodziło o uświadomienie mu, że ma pojęcie o jego rodzinie, bo są też poniekąd jej własną rodziną – dalszą, ale gdzieś tam na jakichś spotkaniach rodzinnych Parkinsonów spotkali się kilka razy. Wiedziała więc kto mieszkał w tym wielkim domu, znała ich z imienia, ale tylko nielicznych znała trochę lepiej.

- To już zauważyłam – uśmiechnęła się do niego lekko. Właśnie dlatego bardzo skrótowo mu powiedziała, gdzie ta jego rodzina sięga. Ale wiedziała, że Sauriel nie jest towarzyskim typem, zwłaszcza jeśli chodziło o spędzanie czasu z rodziną, za którą się nie przepadało i dobrze wychodziło tak naprawdę tylko na zdjęciach… - A z drugą częcią twojej rodziny? Znaczy z Mulciberami? – zapytała z ciekawości właściwie, nie miała nic złego na myśl. Ona sama… Chyba bliżej jej było do Parkinsonów niż do Lestrange’ów prawdę mówiąc. Nie żeby nie socjalizowała się z rodziną od strony ojca i nazwiska jakie nosiła – bo oczywiście znała swoje kuzynostwo, ale zwyczajnie większy kontakt miała z rodziną matki. Może to przez bibliotekę…

- Ale… - Victoria się zgubiła i było to widać po jej minie, że nie nadąża za Saurielem. - Ale przecież sam powiedziałeś, że mnie zaskoczysz i się  nauczysz – a jej słowa nie miały być… niemiłe czy naciskające na strunę. Raczej może bardziej chciała, by były dla niego jakąś zachętą do tego, żeby się sprawdzać w czymś innym. A on zabrzmiał teraz jakoś tak ostro. - Zdecyduj się – nie miała pojęcia co jest grane, bo Sauriel nie komunikował się wprost, tylko skakał z humoru w humor i jak się go nie znało, to pewnie trudno było wyłapać co znowu było nie tak. I tak – nie lubił, jeśli ktoś miał wobec niego oczekiwania. Tylko problem polegał na tym, że oczekiwań nie miało się co najwyżej do obcych sobie ludzi, a nie tych bliskich. Victoria zaś miała być teoretycznie tym najbliższym człowiekiem… więc oczekiwać (heh), że nie będzie miała żadnych oczekiwań, było oczekiwaniem naiwnym. Bo jasne było, że jakieś będzie miała – i już jakieś miała! I tak samo była gotowa na to, że Sauriel też jakieś oczekiwania będzie względem niej miał. Tylko… to chyba nie był jeszcze etap na rozmowę o wzajemnych oczekiwaniach wobec siebie.

- To chcesz? – tak, pamiętała, że było mu źle po ludzkim żarciu, ale jednocześnie, że mógł je jeść. Podsunęła mu więc bombonierkę niemalże pod nos, bo skoro go kusiło, a się powstrzymywał, żeby jej te czekoladki sprezentować, to kim by ona była, by mu ich odmówić? Tak czy tak ostatecznie sama sięgnęła w końcu po kocią łapeczkę i uśmiechnięta jak dziecko, wpakowała ją sobie do pysia. Za to kiedy Sauriel powiedział swoje, to na moment zamarła jak statua, nim przygryzła usta, mamlając jeszcze przez moment czekoladkę. – To nie tak, że miałam zły humor – kłamstwo. Miała fatalny humor podczas ich wycieczki, do tego stopnia, że bez słowa pożegnania teleportowała się do domu, zostawiając Sauriela samego w Londynie i nie mówiąc mu, gdzie znika. Można się było domyślić gdzie – ale mimo wszystko. - Chciałam przeprosić. Powinnam ci była powiedzieć wcześniej, ale wtedy pewnie zacząłbyś wydziwiać, a to był obiektywnie najlepszy sposób, żeby się przemieścić z Londynu – zaczęła od dupy strony w sumie, ale prawda była taka, że nie przywykła do rozmawiania o słabościach. Wiedziała jednak, że zachowała się chujowo. Sauriel zachował się chujowiej, ale to w sumie nie sprawiało, że musiała się zniżać do jego poziomu, bo by ją przecież pokonał doświadczeniem. - Pewnie się zorientowałeś, ale no. Mam lęk wysokości. Naprawdę źle znoszę latanie. Naprawdę źle.


Rzucam na charyzmę czy będzie brzmiała jakkolwiek przekonująco z tą swoją ściemą:
Rzut O 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (5291), Victoria Lestrange (6732)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa