13.03.2023, 00:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 22:12 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Jesień rozgościła się na dobre w Hogwarcie. Trawa na błoniach pożółkła, drzewa zaczynały gubić liście, sklepienie w Wielkiej Sali niemal zawsze było zachmurzone, a w Pokoju Wspólnym Slytherinu było coraz chłodniej i ciemniej. Położony pod jeziorem, z kamiennymi ścianami i oknami, przez które nawet gdy słońce było w pełni wpadało niewiele światła – wszak musiało przebić się przez wodę – w listopadzie stawał się zimnym miejscem, pełnym zielonego światła. Ogień płonący w wielkim kominku chronił ich przed zamarznięciem, ale nawet Cathal, który ładnych parę lat spędził daleko na wschodzie, uważał, że jest trochę za zimno.
- Nieodmiennie zastanawia mnie, kto uznał, że Ślizgoni nie potrzebują innego światła niż dzienne ani ciepła. Czy oni mają nas za prawdziwe węże? – powiedział chłopak, gdy wędrowali korytarzem. Właściwie nie wyszli z Pokoju Wspólnego, a z wieży, gdzie odbywały się lekcje, i uwaga była trochę oderwana od tematu rozmowy, bo ot Cathal spojrzał w stronę okna, zobaczył jezioro i ciąg skojarzeń zaprowadził go do komnat położonych pod jeziorem. Choroba Milforda sprawiała, że niekiedy wygłaszał właśnie takie uwagi, czasem zadziwiając rozmówców, choć i tak w wieku siedemnastu lat panował nad nią nieco lepiej niż wtedy, gdy miał lat piętnaście.
Wracali właśnie po lekcjach, które wszyscy skończyli w tym samym skrzydle. Zapewne większość szóstoklasistów czy siódmoklasistów nie pozwoliłoby przyłączyć się do takiego spaceru pierwszakowi, w dodatku uchodzącego za dziwaka, Shafiq miał jednak wobec Ulyssesa więcej zrozumienia niż inne nastolatki. Głównie dlatego, że sam też bywał dziwakiem i doskonale rozumiał, jak czasem trudno zachowywać się „normalnie”, gdy twój umysł bombardują bodźce.
Cathal zwolnił nieco kroku, gdy tuż przed nimi rozbrzmiało jakieś… wycie. Tylko tak dało się to nazwać: ktoś wył. Nie krzyczał, nie płakał, a wył. Zanim Shafiq zdążył się zastanowić, co powinien z tym zrobić i czy to dobry pomysł, aby zaglądać do damskiej łazienki (nie wpadł od razu na to, że może powiedzieć Lecie, aby to zrobiła), przez drzwi pomieszczenia przeniknął duch.
A potem przemknął też przez nich, całą trójkę. Cathal wzdrygnął się, kiedy przeszedł go nagły chłód. Zapłakany duch obrócił się ku nim i teraz Shafiq mógł się przyjrzeć dziewczynie: na oko może czternastoletniej, w okularach, przygarbionej nawet po śmierci. Po jej policzkach spływały srebrzyste łzy.
– Zrobiliście to specjalnie?! Przeszliście przeze mnie?! – krzyknęła piskliwym głosem. – Wy zrujnowaliście moją łazienkę, tak?! To wy?! Wy wszystko popsuliście! To wy… wy zostawiliście ten napis na drzwiach kabiny!!!
Cathal, skonfundowany, spojrzał najpierw na ducha, a potem na Letę, jakby spodziewał się, że ona zdoła to wyjaśnić. Nie spotkał dotąd Marty: zasadniczo to był dopiero trzeci rok, który spędzał w Hogwarcie, w dodatku raczej nie miał w zwyczaju pakować się do damskich toalet.
– Nie bywam w damskich łazienkach – oznajmił więc w końcu po prostu.