04.04.2023, 21:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.11.2024, 23:17 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - Piszę więc jestem - Lyssa Mulciber
Obudziła się w złym humorze. Zmęczona, skonsternowana, ale i też wyraźnie zmartwiona. Chłodne powietrze przedpołudnia zakradało się do pokoju i otrzeźwiało. No właśnie... chłodne powietrze. Lyssa spojrzała w kierunku okna, którego ramy otwarte były na oścież, a zasłony poruszały się lekko pod wpływem wiatru. Przez moment leżała tak, wpatrując się przez nie w miejski krajobraz, który znajdował się po drugiej stronie, by wreszcie odrzucić kołdrę i szybkim krokiem podejść do okiennic i zamknąć je szczelnie. Przycisnęła je ręką, zaciągnęła nawet mocniej klamkę, potem ciągnąc za nią i chcąc upewnić się, że to nie otworzy się znowu, mimo że na pewno zostało zamknięte. Poprzedniego dnia machnęła na nie różdżką, ale może to w tym tkwił problem?
Zmarszczyła brwi, sięgając do dziwnego snu, z którego nie tak dawno się wybudziła. Nie wiedziała co było dziwniejsze, same słowa mężczyzny, czy cała jego prezencja; jego ubranie, nie mówiąc już o myśliwskiej strzelbie, którą trzymał w dłoniach. W całej swojej niecodzienności jednak, nie wyglądał na kogoś, kogo powinna się bać. Bardziej alarmujące były jego słowa...
Ubrała się i wyszła z pokoju, swoje kroki kierując najpierw do kuchni, gdzie naparzyła sobie lawendowej herbaty, zagryzając co chwila wargi przez gonitwę myśli i roztrząsanie tego, co właściwie działo się poprzedniego dnia. Przywoływała każdy moment, każdy detal, z dokładnością odtwarzając w głowie poszczególne etapy od opuszczenia mieszkania, aż do jego powrotu i pójścia spać. Im dłużej jednak nad tym myślała, tym bardziej zdawała się być przekonana, że nie powinna zatrzymywać tego tylko dla siebie. W końcu jej ojciec był tym Dolohovem. Może jej prześladowca miał więcej wspólnego z nim samym, niż z nią?
Weszła do gabinetu, wiedziała jednak, że go tam nie zastanie. Wyjechał nagle i wciąż czekali na jego powrót. Ona i Trelawney - jej spojrzenie padło na jego sylwetkę. Na moment zawahała się. Mężczyzna nie był jej ojcem, ale z drugiej strony... czasem odnosiła wrażenie, że był tym elementem, który łączył Dolohova z ziemią. A w tej sytuacji mogło się to wydawać o wiele bardziej pomocne.
- Dzień dobry - przywitała się z nim, zamykając za sobą drzwi i zajmując miejsce siedzące. Próbowała się do niego na dobry początek uśmiechnąć, ale minę miała nietęgą, więc zaraz po tym dmuchnęła ostrożnie w parujący kubek i upiła mały łyczek herbaty. - Jakieś ciekawe plany na dzisiaj? - podobno rozmowy wypadało zaczynać od uprzejmości, więc Lyssa nie zamierzała sobie tego odpuścić, przynajmniej do momentu kiedy nie poukłada sobie w głowie chociaż odrobinę tego, co chciała właściwie powiedzieć.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.