Dlatego, że była to po prostu rozmowa Sauriel nie warczał i w ogóle to brnęło do przodu. Żadne urazy nie zostały przyjęte, a temat przesunął się gładko.
- Łoh. - Zaimponowała mu. Nie sądził, że jest też uzdolniona w tym kierunku, najwyraźniej Victoria była kobietą wielu talentów. Nieprzesadnie skromną, a na pewno nie fałszywie, ale też nie pyszniącą się swoimi możliwościami. Nabrała na wartości w jego oczach. I to nie tej pieniężnej! Sauriel nie miał pierdolca na punkcie pieniądza, ale były rzeczy, do których był przyzwyczajony. Które chciał mieć dla siebie samego, a co nie będzie oddawane w ręce rodziny czy na rzecz Śmierciożerców. Nie był funduszem charytatywnym, a czasem się tak czuł. I kiedy możesz normalnie funkcjonować tylko nocą to twoje możliwości też były mocno ograniczone. Miło było kupić sobie, na co masz ochotę czy pójść do knajpy nie licząc ostatnich galeonów. Nie wzdychając, że znowu trzeba coś zrobić, żeby te pieniądze w kieszeni mieć. - Kobieta wielu talentów! A ja myślałem, że ty taka ustatkowana i jednokierunkowa. - Zabrzmiało jak obraza kiedy to wypowiedział, ale nie miał na myśli niczego złego. Bo to, że człowiek jest ukierunkowany wcale nie było złe. - Hah... bez jaj, pasowałabyś! W tej śmiesznej sukience i koronie... - Poruszył rękoma nad własną głowę, żeby zrobić sobie coś al'a czapkę. Widział to. Jej powagę i jej dociekliwość. Choć nie miał pojęcia o jej sprawiedliwości to nie miał romantycznych wizji tego, że Wizengamot zawsze sprawiedliwością się kieruje.
Sauriel nie wiedziałby, co by zrobił z tą wolnością i swobodą. Był tak przyzwyczajony do tego, że musi o swój kąt walczyć i do tego, że mówią mu, co robić, że chyba by nie wiedział nawet, w którą stronę się obrócić, gdyby to wszystko zniknęło. Ale to nie to oferowała Victoria. To było po prostu trochę więcej możliwości. Możliwość wyciągnięcia dłoni z chociaż części gówna, w których je maczał. Gdyby go skuli mieliby wystarczająco paragrafów, żeby go udupić. A nawet nie musieliby pokazywać jego tatuażu na przedramieniu.
- Że mam mniej hamulców, niż sądziłem. - I jeszcze mniej poczucia własnej wartości, niż sądził. - Ale nie chciałbym, żeby osoba, którą tak często będę widywał, patrzyła na mnie jak na dziwkę. - Z tym, że to było takie... spojrzenie trochę z ukosa. Bo Victoria tak czy siak miała swoje potrzeby, jak każdy dorosły człowiek. Sauriel nie wiedział, z której strony to "ugryźć". I nawet nie chciał teraz próbować. - Ale jakbyś poczuła potrzebę to się nie krępuj. - Dziwne to było. Dziwne było w ogóle wysuwać tę propozycję, ale Sauriel traktował Victorię nieco już jakby się zaręczyli, choć wcale pierścionka nie było. Może właśnie w tym tkwiła obecna magia? Pierścionek był taki... uwiązujący. Nie ważne, jak ładny będzie. I tak Saurielowi nie będzie się podobał. Ta propozycja była jego obosieczną ciekawością. Ciekaw, żeby się przekonać, jakby to miało wyglądać. I jednocześnie - czy ciekawość nie zabiła kota? To była kolejna rzecz, która mogła wiele zmienić. Był przede wszystkim ciekaw, jakie to teraz byłoby uczucie - czuć delikatny i czuły dotyk na swojej zmęczonej skórze.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.