08.04.2023, 19:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 22:14 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Musieli wyglądać dość dziwnie, gdy za pomocą kominka przemieścili się do punktu Fiuu w jednej z podlondyńskich miejscowości. Przynajmniej w oczach podpitego mugola, którego minęli po drodze do lasu. On, w eleganckim stroju i płaszczu, nieco przybrudzonym sadzą, ona w sukience, swoim okryciu (Shafiq zadbał, aby skrzat je dostarczył) i w kaloszach, absolutnie do tego stroju nie pasujących. Stroje te zresztą nie pasowały też do leśnej ścieżki i lasu, w który się zagłębili. Otaczały im ciemności, tym większe, że po niebie przesuwały się chmury, co rusz przysłaniając księżyc i gwiazdy. Gdy Cathal był pewny, że znikli już między drzewami i nie dostrzeże ich żaden mugol, wyciągnął różdżkę i oświetlił drogę lumos. Drugie ramię zaoferował Cynthii, może już trochę z przyzwyczajenia, może chcąc jej pomóc w nocnej wędrówce pośród leśnych chaszczy.
Zasadniczo, ten spacer był skrajnie głupi i nieodpowiedzialny. Trudno powiedzieć, ze strony którego z nich bardziej – jej, bo weszła do podlondyńskiego lasu w środku nocy, z obcym mężczyzną, nie mówiąc nikomu, dokąd i z kim się wybiera, czy z jego, bo był starszy i w teorii powinien być mądrzejszy.
Cathal jednak był tym człowiekiem, który wpakował się do podobno przeklętej świątyni, a w egipiskiej piramidzie został porwany przez ruchomą podłogę. Mały spacer po lesie przy takich rzeczach nie był niczym niezwykłym.
- No proszę, Ravi jednak nie okazał się wierutnym kłamcą. Dobrze, bo przy okazji i ja nie wyszedłem na mitomana. Gdybyś niczego nie znaleźli, prawdopodobnie pozostałoby mi spalić się ze wstydu – stwierdził Shafiq, kiedy drzewa zaczęły się przerzedzać i ich oczom ukazała się polana. Świeża trawa dopiero zaczynała ją porastać. Tu i ówdzie pomiędzy nią dało się wciąż dostrzec zbutwiałe liście, pamiątki po zeszłorocznej jesieni. W jednym krańcu polany leżało obalone drzewo, pokryte mchem. W drugim natomiast… Chmury, z dużym wyczuciem dramatyzmu, przesunęły się, odsłaniając księżyc, a jego blade światło padło prosto na posąg dziewczyny, zastygłej w biegu. Jedną dłoń wyciągała przed siebie, jakby chcąc czegoś sięgnąć, druga pozostawała lekko ugięta w łokciu. Prawa stopa oparta na ziemi, lewa noga uniesiona, oba kolana lekko ugięte. Kamienne ubrania i włosy, poruszane przez pęd.
Właściwie, z daleka, przez chwilę wydawało się, że to żadna rzeźba, żaden kamień – tylko zwykła dziewczyna, która z jakichś powodów znieruchomiała podczas biegu.
Cathal ruszył w jej stronę, zafascynowany. Z bliska dało się już dostrzec, że owszem, to kamienny posąg, ale bez wątpienia dzieło mistrza. Rysy twarzy, wykrzywionej w przerażeniu, oddano z precyzją, jakiej nie powstydziłby się sam Michał Anioł.
- Zdaje się, że zaraz ożyje i ruszy do biegu.