To nie tak, że nie chciała się do niego odzywać, że nie chciała z nim rozmawiać. Avelina musiała mieć zawsze dobre odpowiedzi, nie lubiła popełniać błędów, a rozmowy z ludźmi były nieprzewidywalne. Nigdy nie wiadomo było, czy kogoś nie urazi, czy komuś nie zrobi krzywdy słowami, a słowa miały moc, więc używała ich jak najmniej. Wolała żyć wycofana, z dala od ludzi, obserwować. Ożywała dopiero jak spotykała się z przyjaciółmi, a miała ich niewielu. Z Rookwoodem musiała szczególnie uważać na słowa, bo mógł jej zrobić dużo krzywdy. Był starszy, był prefektem i był Ślizgonem. Połączenie bardzo wybuchowe. Zauważyła już to wtedy w łazience, gdy manipulował i drwił z Marty, czego duch nie był w stanie zauważyć.
Gdy Rookwood w końcu też wyznał swoje marzenie spojrzała na niego z ciekawością. Sama nie potrafiła się pojedynkować. Nie lubiła tego robić, zawsze stresowała się, gdy stawała przed przeciwnikiem. Nie była w tym zbyt dobra i wolała takich starć unikać.
– To bardzo ciekawe – wyznała w końcu – i ambitne. W szkole magii Uagadou, która znajduje się w Ugandzie w Afryce uczą tej umiejętności. Są dzięki temu naprawdę potężni – dodała od siebie ciekawostkę. W domu jeszcze nim zaczęła się uczyć w tej szkole czytała o innych szkołach i to była w sumie chyba jedyna ciekawostka na temat tej szkoły, którą zapamiętała.