• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[16 maja 1972] You're loosing your memory now

[16 maja 1972] You're loosing your memory now
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
28.07.2023, 00:32  ✶  

Słodkie. Takie słodkie, kochane i urocze. Czy ona zdawała sobie naprawdę sprawę, jakie to było kurwa miłe? Jakie ludzko miłe? Sauriel nie był pewien, czym była przyjaźń. Mówił, że ma przyjaciół - Fergusa na przykład. Ale na ich ostatnim spotkaniu wręcz mu wyrzucił, że Fergus był zawsze tak zajęty sobą, że nie widział, co się dookoła dzieje. No i co? Mylił się? Teraz zniknął, bo wyjechał... gdzieś tam. Bez słowa. I okej, w sumie nie miał do niego żalu jako takiego. Odwdzięczył się za to, jak sam Sauriel zniknął. A z drugiej strony było mu szkoda. Bo chyba miał maleńką nadzieję, że ten kontakt, który był dla niego ważny, uda się odnowić. Victoria się pojawiła i jakoś tak... łatwiej było mu zdecydować o powrocie do ludzi. Ale to pojawienie się Fergusa, zupełnie przypadkowe, przypieczętowała ten melanż.

- Znudzi ci się powtarzanie mi tego kiedyś? Tego zaraz obok przekonywania mnie, że wcale nie jestem takim śmieciem? - Uśmiechnął się i to z sympatią. Nawet jeśli się tutaj spiął, bo temat wcale nie był prosty, nawet jeśli przeszedł po nim opór i zapieranie się to mimo wszystko to zeszło. Jak fala, co uderzy raz o kruche skały, zabierze je ze sobą. Jest potem cięższa, bardziej mętna. Ale już spokojniejsza. Sauriel był na tyle teraz "sobą", albo po prostu - na tyle otwarty, że jego uśmiech nie był ani wymuszony ani ciężki. Nosił w sobie jarzmo tego spięcia, oczywiście, że tak, ale był w pełni autentyczny. Bo to czuł - sympatię. To ciepło to musiało być to. I chyba wdzięczność? Chyba to? Ciekawe, czy tak samo by śpiewała, jakby wiedziała? Nie był pewien, o jakiej osobie mówi. On miał w głowie kilka. Tak, Czarny Pan należał do takiego woreczka, w którym siedzieli wytypowani przez niego jegomoście. Ale nie pytał. Nie chciał tego wiedzieć. Bo niestety się domyślał i nie podobało mu się to, jak blisko był tej osoby, która dla niej była stracona. A był... zbyt blisko. Dzieliła go tylko jedna osoba. To w jego domu gościł. To on był jednym z pierwszych, którzy stali przy jego boku. Chcianie? Oczywiście, że nie. Gdyby nie ten popierdoleniec nie byłoby tylu śmierci, cierpienia, jego własne życie byłoby lepsze. No i... w czym niby czarodzieje "czystej krwi" byli lepsi? Sauriel szukał odpowiedzi na to pytanie przez całe swoje życie, pojony tym poglądem przez ojca. I tylko przekonywał się, że nie są lepsi. Są gorsi.

- Próbuję. Zacząłem próbować... no dobra, nie zacząłem, ale myślałem, żeby zacząć. - Dał za wygraną, no niech jej będzie! Nie był szczery z tym próbowaniem, ale próbował to on się przemóc, żeby spróbować, o! Tak najlepiej by to było ująć i tak brzmiało to zgodnie z prawdą. Ale już się nie bawił w takie dziwaczne okrążanie tematu. Sam nie lubił, kiedy ludzie krążyli i nie potrafili się wysłowić. A przynajmniej zazwyczaj go to wkurwiało. - Leczy się. To nie problem. - Chociaż wtedy to było przerażające. Myśl, że możesz stać się zabawką w rękach jakiegoś nekromanty, bo ktoś chciał coś osiągnąć. Ktoś! Własny ojciec. Natomiast do niczego nie doszło. Sauriel był "safe and sound". Niemalże. - Cukier? Woah. - Dobra, tu go bardzo zaskoczyła. I bardzo zaciekawiła. - Woah! - Powtórzył, mając drugą rundę zdziwienia, kiedy do niego dotarło. Wręcz widać było, jak jego mózg ruszył galopem do przodu i właśnie przewijały się setki kartek, żeby wpisać odpowiednie równanie, którego brakowało tam od wieków! Uzupełniona kolekcja, brawo! W końcu na szczęście opadł z powrotem, ale ciągle zaintrygowany. - No i co? To nie jest głupie, tylko ciekawe. - Jak kwiatki. Kwiatki były kurwa ciekawe! Jak one, jebańce, robiły cukier... - Jeśli ogórki mają kwiatki, zanim staną się ogórkami to czy ogórki też mają cukier? - Ja pierdole kurwa mać exe... no to zmieniało cały przemysł ogórkowy... No dobra, może przemysł nie, ale cały świat Sauriela się zmienił. Żaden kwiatek już nie będzie taki sam.

- Jak byliśmy w tym nawiedzonym domu... też myślałem, żeby nie chować się przed słońcem. Ale nie mogłem cię zostawić. Jakbyś wróciła sama do domu. - Przymknął oczy w uśmiechu.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
28.07.2023, 09:00  ✶  
Fergus myślał, że Sauriel umarł – i miał rację, ale nawet nie szukał jego grobu, by przyjść i wypić whisky ze starym przyjacielem, chociaż w samotności. Tak. Sauriel odsunął się od ludzi, ale miał na to kurewsko dobry powód i kiedy powiedział o tym Victorii – ta zrozumiała to od razu. Jego życie wywróciło się do góry nogami, trzeba było nauczyć się funkcjonowac w nim na nowo, tym razem jako młody, nieopierzony wampir. Trauma zeiazana z przemiana – śmiercią i obudzeniem się, te wszystkie emocje, które rozsadzała czaszkę… brunetka nie była empatką, ale to umiała sobie świetnie wyobrazić, wcale nie trzeba było próbować postawić się na drugim miejscu i odczuwać to samo. Wystarczyło trochę ruszyć głową i pomyśleć, jakie konsekwencje dla drugiej osoby ma taką przemiana w wampira. Sama nie sądziła, że ma taki dobry wpływ na Sauriela, że jej pojawienie się w jego życiu, niemal z hukiem, sprawiło że pomału zaczął wychodzić do ludzi. Bo przecież ich początki znajomości były takie a nie inne – burzliwe i wrogie, pełne złych emocji.
  - Nie – tego nie powiedziała z taką wielką stanowczością, a z lekkością, jakby to było oczywiste, że jej się nie znudzi. Zamierzała mu to powtarzać tak długo, aż do niego dotrzeć – albo sam w to uwierzy.
  Victoria uważała nie tyle że czarodzieje czystej krwi są lepsi – tylko że lepiej rozumieją ten świat. Nie od czarodziej półkrwi, bo tym nic nie brakowało, byli tak samo od urodzenia w tym świecie, chodziło o mugoli. I mugolaków, którzy zwiedzeni między jednym a drugim niekiedy nie umieli się zdecydować gdzie chcą żyć i sprowadzali na świat magii i świat mugoli katastrofę – która później trzeba było tuszować i sprzątać.
  - To zacznij. Pomalutku. Możemy zacząć od. Tych wszystkich czekoladek, które mi przynosisz – czasami próbował, to fakt, ale Victoria myślała o mniejszych kawałkach dla niego, żeby się pomalutku przyzwyczajał, zwłaszcza psychicznie – że od tego nie zwymiotuje. - Co z tego, że się leczy. Jesteś żyjącą i czującą istotą, a nikomu nie jest to potrzebne do życia – to krojenie go. I tak, z rozmysłem nazwała go żyjącą osobą.
  - Głupi bywa mój ciąg myślowy. Czasami jest naprawdę absurdalny – a na wierzch wychodził ledwie wierzchołek tego wszystkiego, malutki czubeczek – tworząc z nią niezbyt gadatliwą czarownice na pierwszy, drugi a nawet trzeci rzut oka. - Chodzi o to że go produkują dla siebie jakby. Nie chodzi o to, że z ogórków można robić cukier, bo nie można – jak mówiła: to było tylko uproszczenie i nie chciała tutaj robić żadnego skomplikowanego wykładu. - Zadziwiające, że wiesz, że ogórki mają kwiatki – to ja naprawdę zaskoczyło, bo Sauriel nie przejawiał zainteresowania roślinami, a nawet jeśli czasami o coś zapytał i mu się opowiadało, to za chwilę i tak zapominał. I zrobiła nawet taką minę, taką w stylu "not nad, not nad". Zaimponował jej.
  - Nie rób tak więcej – powiedziała to bardzo łagodnie. Była wtedy na niego zła, ale absolutnie nie życzyła mu drugiej śmierci. I przede wszystkim… nie chciała żeby odchodził. Naprawdę go lubiła i wcale nie uważała, że jego życie nie ma znaczenia – tego pozytywnego. - Nie chcę żebyś odchodził – dodała jeszcze i uśmiechnęła się do niego. Było w tym coś egoistycznego, choć nie chciała tego przed sobą przyznać. Natomiast i oprócz tego po prostu nie chciała, by go zabrakło.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
28.07.2023, 12:36  ✶  

Nie do końca tak, że nie szukał. Coś tam szukał. Sam jednak Fergus tłumaczył się, że nie szukał dostatecznie głęboko, długo, mocno. Nadzieja upadała, a wraz z nadzieją siła do tego, żeby iść dalej. Drążyć, poszukiwać. Sauriel nie chciał rozmyślać o tym, czy to zweryfikowało ich przyjaźń, a jeśli tak - jak bardzo. Wbił sobie do głowy takie przeświadczenie, że nawet w przyjaźni nigdy nie było niczego za darmo. Że dawał za dużo, dostawał za mało. Patrzył na to wszystkie z perspektywy czasu i nie rozumiał, dlaczego to wszystko było takie dla niego biedne, niepełne. Przecież się starał. No co, nie starał? I może nie był najlepszą nadal osobą pod słońcem, miał wiele trudności, ale w gruncie rzeczy chciał pomocy. Wszyscy byli jednak za bardzo zajęci swoim życiem i zwierzaniem się z niego, żeby mieć czas popracować nad nim. Potrzebował tej pracy. Potrzebował kogoś, kto pomógłby mu wyjść ze swojej bezpiecznej przestrzeni i w końcu jakoś zacząć... żyć inaczej. Może sam fakt zwierzenia się by coś zmienił? Teraz pozostawało mu tylko dywagowanie. Choć nie, TERAZ, konkretnie w tym punkcie, to już po prostu nie miało znaczenia. Stało się - tyle. Mleko rozlane, nie można było go wypić. Żadna przecież strata - można napełnić nowe.

Kobiety go często irytowały. To jest - jasne, uwielbiał kobiece towarzystwo. Kobiece wdzięki, ruchy, uśmiechy. Kokieterię. Lubił kiedy się rumieniły i kiedy kwitły wręcz w oczach. Kiedy były szczęśliwe. Ale potem przychodziły typowo kobiece zagrywki i Sauriel tracił cierpliwość. I nie wiedział - reagować na to, czy olewać? Niech się tam sama buczy, skoro ma mieć humorki? W końcu wteedy i on miał swoje humorki, to i nie dziwne, że nie miał do tego cierpliwości! Tworzyła się istna mieszanka wybuchowa! Był obrażony, że ktoś manifestował swoje obrażenie - w zasadzie trochę tak to wyglądało. I przede wszystkim nie lubił kobiecego marudzenia, że ona chce to, a zaraz chce tamto. I ona to nie wie, czego chce, a przede wszystkim to się domyśl. Podobało mu się, że Victoria wiedziała, czego chce. I że nawet jak mu się wydawało, że to się klasyczki kobiece zaczynały, to ona w gruncie rzeczy logicznie układała sobie w głowie rzeczy. Podobało mu się, że go tym zaskakiwała. I pokonywała. Tak jak z tym, że się oburzył, że ona NIE WIE! Oczywiście by tego nie przyznał na głos, że w sumie to mu się spodobało, jak mu to wyjaśniła, przecież trzeba było się unieść jakąś tam... dumą.

- Mam ci wyjadać czekoladki? - Uniósł brew. No to po co je kupował, halo! - Próbuję cię utuczyć, żebyś była grubciem, nie śmiałbym ich podbierać. - Uśmiechnął się półgębkiem, zadowolony ze swojej zaczepki. Nieprawdziwej zresztą. - Zróbmy czekoladki. - Wypalił. Podobała mu się zabawa z pieczeniem babeczek. Była... no zabawne to było. Chociaż wtedy więcej patrzył, niż cokolwiek pomagał. No dobra, w sumie nie pomagał. - Wiem, wiem... żartuje, bo co mi pozostało, Viki? Regularnie słyszę "jego leczyć nie trzeba, zagoi się". Mam nad tym płakać? - Wzruszył ramionami leniwie z lekkim uśmiechem. Fakt, w takich momentach czasami zbierało mu się na użalanie nad sobą samym, ale w zasadzie to co miał zrobić? Protestować? Błagać? - Mam jeszcze odrobinę własnej godności. - Na tyle, żeby jednak nad tym nie rozpaczać i nie poddawać się prowokacji, gdy ta się pojawiała.

- A. Aha. Myślałem, że z kwiatków się robi cukier. - No i ostudziła jego zapał, już myślał nad zostaniem magnatem cukierniczym. - Widziałem ogórki, wiem, że mają kwiatki. I że wykluwają się z takich ogórkowych małych jajeczek. - Pokazał tutaj palcami jakich małych. - Jak te wszystkie wasze kwiatki. - Oczywiście chodziło mu o nasiona, ale w jego głowę wbiło się określenie "malutkie jajeczka".

- Śmieszna sprawa, bo mnie prawie martwi to, że coraz rzadziej o tym myślę. Że mam coraz bardziej wyjebane. Moralność, Viki... umiera we mnie moralność. Przestaje... czuć. Mija czas, a ja coraz mniej czuję. Muszę wracać do wspomnień, żeby sięgnąć po skojarzenie, jak można się czuć w danej chwili. I że powinienem mieć wyrzuty sumienia. - Może nie powinien jej tego mówić. Tak, wydawało mu się, że nie powinien. Z drugiej strony - w zasadzie komu, jak nie jej? Może w końcu zobaczy, że to zaprzeczanie z jej strony nie było dobrym pomysłem. Może to zweryfikuje.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
28.07.2023, 19:58  ✶  

Akurat z ich dwójki… Victoria powiedziałaby, że jak typowa, stereotypowa baba, to zachowuje się Sauriel ze swoimi humorkami, za którymi trzeba było nadążyć i to szybko, inaczej łatwo było się zgubić gdzieś po drodze. To z nim trzeba było się domyślać co jest nie tak, co się powiedziało, zrobiło, że nagle ton i atmosfera rozmowy zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Całkowicie wygodnie było pominąć własne wady, jak to, że Victoria obrażona potrafiła się naprawdę zaprzeć jak osioł i nie odzywać, żeby tylko coś udowodnić – swoją rację głównie i to, że się ją uraziło w jakiś obrazowy sposób. Ja swoją obronę: raczej ostrzegała, że tak zrobi jeśli coś tam. Ale bywało, że tego nie robiła, bo nie spodziewała się pokazu braku szacunku do niej, czy czegokolwiek innego, co potrafiło zapiec ją do żywego. Wychodziła jednak z założenia, że ludziom trzeba tłumaczyć rzeczy bo w większości się nie domyślą. Przyjęła do wiadomości jeszcze w czasach szkolnych, że jej sposób myślenia może wydawać się innym pokrętny, że dryfuje gdzieś w zupełnie inne kierunki, że większość ludzi nie rozumuje tak logicznie jak ona, więc nauczyła się też, że czasami trzeba coś komuś po prostu wyjaśnić. Założyć, że zaszedł inny proces myślowy. Nie robiła tak z każdym, nie starała się uzdrowić świata, ale jednostki, które gdzieś wślizgnęły się do jej życia na stałe, które były dla niej ważniejsze – im tłumaczyła. Zazwyczaj. Chyba, że sama nie znała przyczyny swojej irytacji – albo znała ją, tylko nie chciała jej przed sobą przyznać, bo tak też się działo…

- No gdzie. Częstować się – inaczej zaintonowała tę część zdania, chcąc podkreślić o co chodzi. I tak, częstował się. Ale może naprawdę trzeba było mniejszymi kawałkami… pomału przyzwyczajać delikatną psychikę? - W towarzystwie milej się je – powiedziała po prostu, zupełnie jakby mówiła o pogodzie. Odkąd zrozumiała dlaczego Sauriel na spotkaniach w restauracjach zamawia, ale nic nie je, to przestała zwracać na to uwagę i sama się absolutnie nie hamowała. Ale tak po prawdzie to tutaj chciała mu też sprawić pewną przyjemność, a zgadywała, że ta blokada w umyśle mu utrudnia to (nie)życie. - Zróbmy? – nie zdziwiły ją czekoladki, nie. Zdziwiło ją „zróbmy”. Zdumiała się wyraźnie, przekrzywiła głowę to w jedną to w drugą stronę… Nie była z niej żadna kucharka. Jasne, umiała w eliksiry, była dobra w wykonywania kolejnych kroków przepisów… gdyby zdobyć przepis na czekoladki to może by podołała… - No dobrze, czemu nie? – zapowiedział jej też przecież, że nauczy się piec… pamiętała ten węgielek jaki jej zaprezentował miesiąc temu. - Ale będziesz musiał zdobyć przepis na czekoladki. Bez niego za dużo nie zrobimy oprócz bałaganu w kuchni – znał przecież cukiernika. Może się z nim podzieli jakimś patentem…? Victoria zupełnie zapomniała, że Sauriel chciał ją zabrać do kawiarni Nory.

- Właściwie… to się robi. Miód – stwierdziła, słysząc jak Sauriel wyraźnie oklapł, bo jego wizja na cukier z kwiatków okazała się nieprawdziwa. No… Nie do końca. - Pszczoły potrzebują nektaru z kwiatów. Nie z pomidorów, z kwiatów. I w ulach robią miód. Potem w zależności jakie kwiaty zapylały, miód może mieć nieco inny smak – bardzo to się Sauriel nie pomylił. No i rzecz jasna wchodziły w grę również drzewa z kwiatami na gałęziach… Jak lipa. Akacja. - Sauriel, to są nasiona, a nie jajka. Jajka to składają węże. Albo kury. Ogórki się sieje, a nie wykluwa. To nawet nie jest w kształcie jajek – zmarszczyła brwi, bo zupełnie nie miała pojęcia skąd mu się tu wzięły OGÓRKOWE MAŁE JAJECZKA. To był taki bystry facet, tak inteligentny, że to naprawdę jej się podobało… A potem gadał o małych jajeczkach ogórków. Czar na szczęście nie pryskał.

- Nie dziwi mnie to – nie, nie zobaczyła i nie zweryfikowała po tej wypowiedzi wszystkiego, co myślała na jego temat. Właściwie… to wszystko układało się w spójną całość. Nie była rzecz jasna magimedykiem, nie była psychiatrą – ale była całkiem niezłym analitykiem i obserwatorem. - W sensie… Wiem, że miałeś i masz nadal bardzo złą sytuację w domu i relację z tymi, którzy powinni cię chronić, a nigdy tego nie robili – zaczęła ostrożnie, nie chcąc powiedzieć czegoś niedelikatnie. - Po tym syfie, który przeżyłeś i nadal przeżywasz… Nie wyłączenie odczuwania byłoby jak proszenie się o guza. Mam na myśli… To taki mechanizm obronny – bo jednak… każdy chciał żyć. Każdy o to do któregoś momentu walczył. - Więc mnie to nie dziwi. Po jakimś czasie to codzienność, a rzeczy, które są niepotrzebne po prostu się zapomina, żeby zostawić miejsce na te istotne – nie była żadnym ekspertem. Nie była też przesadnie empatyczna… To po prostu wydawało jej się bardzo logicznym, pragmatycznym działaniem. Czy robiło to z niego kogoś złego? Nie. Raczej potrzebującego. Raczej kogoś, komu trzeba było przypomnieć, że ten świat to nie tylko suma krzywd. - I w drugą stronę myślę że to też może działać.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
28.07.2023, 20:52  ✶  

Dokładnie tak było. Uparciuch Sauriel nie lubił widzieć takich swoich wad, tak i ze swoimi humorkami wypadał na babę. Chociaż te humorki to akurat nie było coś, co miał od zawsze. To się zaczęło po prostu pogłębiać, pogłębiać... i dotarło właśnie do tego punktu. Jak choroba. Gorączka, którą masz i z którą będzie coraz gorzej, jeśli czegoś z nią nie zrobisz. Jakby na to nie patrzeć to większość rzeczy w życiu tak miała. Szczególnie te, które zbierały się i zbierały, potęgowały i namnażały. Do jednego problemiku dochodziłd rugi, do drugiego spotęgowany pierwszy, potem trzeci się pojawiał... wszystko wtedy rosło. Sauriel wiedział, że te humorki ma. I wiedział też, że jest mało cierpliwy. Drażliwy. Raz żarciki na jeden temat są okej, drugi raz ma gorszy humor, jest bardziej przewrażliwiony i już okej nie są i nagle się na nie złości, wkurza i bogowie wiedzą, co jeszcze. Wyciągnęli jednak ze swoich historii odwrotne doznania, bo Sauriel nie nauczył się tłumaczyć. Nabrał za to przekonania, że niemal zawsze usłyszy to samo, więc nie warto się wysilać. Produkować. Gadanie ma sens tylko tam, gdzie tego potrzebujesz, a akurat wylewanie swoich żali nie było czymś niezbędnym do funkcjonowania. Lepiej nauczyć się klepać prawo przed przedstawicielami władz - to było potrzebne i przydatne. W gruncie rzeczy jednak wiedział, że po prostu starał się niedostatecznie. Albo nie spotkał odpowiednich osób. Jedna Avelina, której wyspowiadał się przypadkowo, biorąc ją za kota, wiosny nie czyniła, a i nie wiedział, że to w ogóle nie było zwierzę, tylko człek, co za kota potrafi się podawać. Zajebista umiejętność. Szkoda tylko, że był taką nogą z transmutacji.

- Popieram. - Wszystko wyglądało lepiej w towarzystwie i smakowało lepiej. Tylko nie zawsze towarzystwo naprawdę było towarzystwem. Czasami twoja ulubiona pizzunia stawała się zwykłym kapciem, kiedy próbowałeś ją zjeść przy nieodpowiednich osobach. W konsekwencji nie jadłeś wcale. Na szczęście Victoria to była taka osoba, przy której akurat się jeść chciało. TO ta odpowiednia osoba, która naprawdę mogła pomóc, jeśli był kłopot. Zrobił bezgłośne "YES" i ruch ręką mówiący o wielkim zwycięstwie tego wieczoru. Całkiem nieźle. Od dramatów i pojebanych wspomnień, od ducha dziecka poprzez robienie czekoladek i do jajeczek ogórków. - Spotkamy się razem z Norą to wydębimy. O ile chcesz się z nią spotkać. W sensie w jej kawiarni. - No bo może jednak nie chciała? - Fergus, hmm... chciałem ci przedstawić Fergusa, ale on... gdzieś wyjechał. Tak... nagle. - Bardziej w stylu Sauriela byłoby powiedzenie: wyjebał w pizdu i chuj wie, kiedy wróci. Ale wyjechał nagle. Gdzieś na jakiś różdżkowe pierdolniki, przynajmniej tak powiedział jego kuzyn. Może to nawet nie była prawda, nie wiedział. Fakt faktem, że napisał do niego list, a odpowiedzi nie było po dziś dzień.

Słuchał z uwagą o tym miodzie i pokiwał mądrze głową. Niesamowite. I też robił duże oczy wskazujące na to, że jego życie naprawdę ulegało tutaj kompletnej... mutacji wręcz! W kwiatach cukier! Nie, nie cukier. MIÓD! I w ogórkach też! Znaczy w kwiatkach ogórków! Sauriel był na tyle mądrym chłopcem, żeby załapać pewne prawdy życiowe, chociaż natura była dla niego czarną magią. Co, skąd i dlaczego było fascynujące. I niektóre rzeczy ciężko mu było przetrawić. Ale prychnął na to stwierdzenie o jajkach.

- Ay, wiem, że to są nasiona... hahaha... twoja mina... hahaha! - Roześmiał się - tak całkowicie szczerze, czysto, wesoło, kładąc dłoń na brzuchu. Udało mu się te głupoty pierdolić Stanleyowi, ale nie sądził, że Viki też tak na to zareaguje. To znaczy - on sobie to tak tłumaczył, że to takie... ogórkowe jajka. Bo to miało sens! Ale tak, wiedział, że jajka to kury sładają. Albo kriożercze gęsi. A ogórki składać jajek nie mogą, bo nie były zwierzętami. Natomiast jakoś... no jakoś nawet nie spodziewał się, że tak zareaguje na to Viki! Warto było. Robienie z siebie debila, jak widać, miało przeurocze efekty. - Aaach... - Oparł głowę na pięści, spoglądając z rozbawieniem na Victorię, przeuroczą i przezabawną istotkę. - Ay, Kwiatuszku. Wiem. Fjanie by było mieć szansę na drugie życie. Wiesz, z czystą kartą. Naprawdę myślałem, że mogę zostać rycerzem i pomagać ludziom. A zobacz, kim jestem. - Rozłożył ramiona, bo w zasadzie jego aparycja mówiła bardzo wiele. Nowe życie, szansa, żeby stać się kimś lepszym. Tak... po prostu.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
28.07.2023, 22:35  ✶  

- Nie sądziłam, że tak chętnie będziesz się pchał do kuchni i to sam – no… kuchnia to nie było jego środowisko naturalne, ale jej też nie. To było królestwo skrzatów domowych, a nie czarodziejów, których było stać na życie w wielkiej posiadłości. Szkoda było jej czasu na stanie nad garami, skoro można go było spożytkować na coś znacznie bardziej frapującego. Jak opieka nad kwiatami. Eliksiry. Kolejne książki. - Sama tam nie pójdę – mogli tam iść jeśli tylko Sauriel miał ochotę, teraz Victorii zaczęło świtać coś, że była już o tym mowa. Ale Beltane zrobiło swoje… Zamieszanie i zawierucha po wszystko popsuła, nie było czasu na takie rzeczy jak wyjście – dzisiaj był pierwszy raz, zupełnie spontanicznie. Wizyta u Cynthii to była jednak zupełnie inna kategoria. - Słuchaj, ja jej nie znam. Nie będę nic od niej wyciągać… - to była jego znajoma, nie jej. A w takich chwilach, gdy kogoś nie znała i nie spotykała się w sprawach biznesowych, to była jednak wycofana. Chłodna. I nie próbowała przekraczać jakiejkolwiek strefy komfortu. - Cynthia chyba coś mówiła jak rozmawialiście? Że może gdzieś z jej bliźniakiem? – podsunęła Saurielowi. - W ogóle nie tak prędko połapałam się, że o tego samego Fergusa chodzi. Cyna mi to uświadomiła, że się znacie z jego powodu – tyle razy słyszała to imię z obu stron, a nie połączyła kropek. - Może wydarzenia Beltane go przytłoczyły – zasugerowała. A jeśli na przykład wypłynął z Castielem, to nic dziwnego, że sowa nie mogła go złapać.

- Nie byłam pewna… Jesteś taki oczytany, a zauważyłam już, że rośliny to zupełnie nie twoje rejony – w zasadzie… to był komplement. Może trochę niezręczny i nieudolny, ale był.

Przyglądała się przez moment w ciszy Saurielowi. „Kwiatuszku”. Chyba faktycznie widział… odczuwał jej wspomnienia. Jej ojciec czasami się tak do niej zwracał – i zwykle to na nią działało. Miał jej pełną uwagę. Teraz też podziałało, bo jej wzrok drgnął, a ona spojrzała chyba jeszcze bardziej miękko na wampira.

- Masz szansę. Tylko od ciebie zależy jak je wykorzystasz – on naprawdę miał szansę. Umarł i się obudził – w nowym, gorszym świecie. Trudniejszym. Ale miał szansę. Większość kończyła tę opowieść po słownie „umarł”. - Zawsze możesz zacząć – uśmiechnęła się leciutko, delikatnie. To prawda, to jak wyglądał krzyczało o tym, kim był. Ale nikt nie mówił, że pozory nie mogą mylić. Nikt nie mówił, że nie można tego odrobinę zmienić… I o odrobinę zmieniać co jakiś czas. - Chociaż pomału. Bo rzucanie się na głęboką wodę może wywołać szok i odwrotny skutek – a w rezultacie się sparzyć. Ale skoro chciał… wystarczyło więc chyba po prostu zrobić gdzieś krok? - Potrzebujesz, żeby cię popchnąć? Czy po prostu żeby cię ktoś łapał, gdybyś się potknął?

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#17
28.07.2023, 23:11  ✶  

Z tym chętnym pchaniem się do kuchni to... chciał powiedzieć sam, że przesada, ale właściwie to właśnie to zrobił. Wepchnął się do kuchni. Sam. Z ewidentną chęcią. Zrobił prawie minę suprised pikachu, co szybko przerodziło się w chmurność - ściągnięte brwi. Jak to była..? Ta mina, która sprawia, że wyglądasz groźnie... dla innych na pewno. Dla Victorii co najwyżej zabawnie. A był to zwyczajny wynik problemu, o ile to problemem można nazwać, zderzenia się przeciwieństw: chcem i nie chcem. I nagle szok, że w którymś momencie coś się nie zgadzało. Czyli wychodziliśmy ze strefy kompletnego obnażenia i wchodziliśmy do strefy pod tytułem: jestem groźny, poważny i zły.

- Chodziło mi raczej, że przy okazji spotkania po prostu do niej zagadam. - Ależ to dziwnie zabrzmiało, że faktycznie miałaby od obcej osoby wyciągać przepisy... w zasadzie to dopiero dziwnie zabrzmiało w jej ustach. Bo jak to już powiedział, przetrawił, przełożył na siebie to nie wydawało mu się to wcale dziwne. Natomiast prawidła losu były takie, że twój znajomy - ty załatwiaj. I tyle. Tak było bardzo prosto. Na szczęście Nora nie miała mu za złe tego, że kolejny raz zniknął bez żadnego pożegnania, cześć czy nara. Och, rany... zdecydowanie za bardzo się przejął wtedy Salemem. To było w pewien sposób mocno definiujące też jego podejście w następnych miesiącach do pewnych rzeczy. W tym negatywnym kierunku. Jak to już wiele razy było powiedziane - perspektywa potrafiła zmieniać niesamowicie pogląd na pewne sprawy i tematy. Jakby wszystko stawało się czystsze, klarowniejsze. Chociaż przecież wiele szczegółów właśnie umykało.

- Ay. Z Cynthią, powiedzmy, stykaliśmy się ze sobą ze względu na Fergusa. W szkole. Przyjaźniliśmy się z nim. Ja byłem tym diabełkiem na jego ramieniu, a ona tym aniołkiem. Ten chłopak coś ma w sobie takiego, że się chce o niego dbać. Zresztą... ja dbam o osoby, które lubię. - Nie było się tutaj czego wstydzić. Sauriel akurat zawsze powtarzał, że jeśli o coś jest sens walczyć, jeśli coś się liczy, to ludzie, którym możesz spojrzeć prosto w oczy, wyzwać od chujów, pokłócić się z nimi, a potem poklepiecie się po ramionach i będzie dobrze. Przedstawione w klasycznym podejściu Sauriela, ale przecież chodziło tu właśnie o to - przyjaźń. To, że możesz liczyć na czyjąś pomoc, czy chociażby możesz się z kimś pośmiać. Czarnowłosy był bardzo lojalny. - Byłem u niego, spotkałem jego kuzyna, może go kojarzysz. Chłopak jest ślepy, Dellian ma na imię. Może też przez Cynthię. Poelciał, popłynął, aportował się, nie ważne. Nie ma go. Jak wróci to może będzie okazja się spotkać. - A co do Nory to obiecał jej najlepsze wypieki pod słońcem. - Myślisz, że to dobry pomysł, żeby kupić Norze kurę? Kura znosi jajka, z jajek są wypieki... to ma sens, nie? - Tak trochę chciał zadośćuczynić, bo w zasadzie to na pewno pozostawił niesmak, mimo tego, że ona tak uprzejmie dała mu szansę i go zaprosiła.

- Nie są moje, nie są... - Przyznał i lekko machnął ręką. - Mam ograniczoną pojemność mózgu. Ale żebyś widziała Stanleya... przeczytał w jakimś magazynie, że potrzebne są łopatki do doniczek. Chciał zasadzić 16 doniczek, więc wiesz, co zrobił? Kupił 16 łopatek. Bo mu napisali, że do doniczki potrzebna jest łopatka, więc dla niego to było oczywiste, że jedna łopatka na jedną doniczkę. - Uwielbiał Stanleya. Gość był... absolutnie pokręcony. Jego pomysły były pokręcone. Na razie ogórki trzymał jako niespodziankę, zamierzał pokazać Victorii w swoim czasie jako niespodziankę! Żeby mogła skisnąć ze śmiechu z tych abominacji, bo inaczej się tego nie dało nazwać. To znaczy - dało. Stanley je uparcie nazywał ogórkami.

Zawsze możesz zacząć... od czego? Od czego zacząć? Czy w ogóle chciał? Nie. Staranie się tylko powodowało większe problemy, ból, rozterki moralne. Zapadła cisza, a on wpatrywał się z kamiennym wyrazem twarzy, bardzo intensywnie, w Victorię. Jakby jego oczy zaraz miały pochłonąć ją i całe otoczenie. Ale nic się nie działo.

- Nie mogę, Viki. Nawet jeśli się zmienię, jeśli ty mi wybaczysz, jeśli się uda... to świat mi nie wybaczy. Prawo mi nie wybaczy. Czeka mnie tylko Azkaban. Wolę zdechnąć, niż trafić do Azkabanu. - Prawie szeptał.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
28.07.2023, 23:59  ✶  

Nie było się o co złościć – to było słodkie, że tak chętnie chciał coś z nią porobić wspólnie, gdzie oboje się niezbyt na tym znali (Victoria nieco lepiej, jednak gotowanie i pieczenie nie mogło być aż tak bardzo odległe od sztuki alchemii). Nie odebrała jednak jego zmarszczenia brwi jako groźne – ogólnie… nie bała się tych jego spojrzeń, mruknięć, prychnięć i tak dalej. Nie bała się go nawet wtedy, gdy pchnął ją na ścianę, raczej po prostu zirytował. Nie tak łatwo było jednak przestraszyć wyszkolonego aurora, prawda? Cóż by to był za auror…

- Ach… No tak, to jasne – chciała z nim pójść. Rzadko to on ją gdzieś zapraszał, w miejsce, które wybrał całkiem sam, bo chciał z nią spędzić czas. Właściwie to… Victoria dopiero teraz zorientowała się, że od czasu zaręczyn, od czasu Beltane, ich rodzice przestali ich wysyłać na przymusowe spotkania-randki, przestali ich umawiać do restauracji i nie wypychali z domu każąc siedzieć naprzeciwko siebie. Dopiero teraz to do niej dotarło. Powód był raczej bardzo prosty – oni i tak bez ich pomocy się spotykali, choćby tylko na chwilę więc… chyba zgodnie uznano, że najwyraźniej poradzą sobie sami. I że radzą sobie najwyraźniej całkiem nieźle bez ich pomocy.

- Wiem o tym – nie musiał jej mówić jakie jest podłoże ich znajomości, doskonale je znała. Kiedy już się zorientowała – to wszystko stało się jasne. - Cynthia aniołkiem – ni to parsknęła ni to prychnęła pod nosem. Cynthia nie była ani aniołkiem ani diabełkiem, to zupełnie tak jak Victoria, choć Flintówna pewnie powiedziałaby o Tori, że jest tą grzeczniejszą. Cóż… To zależy względem czego. - Nie, nie kojarzę jego rodziny za bardzo. No prócz tego, że sprzedają różdżki i że moja też jest od nich – czasami… zdarzało się do nich chodzić rozpytać o różdżki, które się pozyskało w trakcie pracy… Ale tego na głos mówić nie planowała. Nie była to zresztą żadna fizyka kwantowa, można się było domyślić takich praktyk. - Czekaj, ślepy? A to może ten chłopak z BUMu. Jest tam jakiś ślepy młody czarodziej – a no umówmy się, nie było ich tak wielu. A potem leciuteńko spojrzała na niego z powątpiewaniem. - Kurę. Jesteś pewien, że chcesz do jej kawiarni przyjść z gdaczącą i szamoczącą się kurą pod pachą, która ze strachu narobi ci na kurkę i spodnie? – spytała, patrząc na niego sceptycznie. - Słuchaj no… A będzie miała ją gdzie trzymać? Może najpierw wybadaj, czy ma na to warunki – taki prezent… Victoria na przykład by nie mrugnęła, znalazłoby się lokum dla kury, jakkolwiek dziwacznym by nie była prezentem. Ale to była ona. Nie każdy miał takie możliwości i mógł to być jednak dla kogoś problem.

Jej reakcją na szesnaście łopatek i szesnaście doniczek było uniesienie brwi.

- To on myślał, że te łopatki są jednorazowe? Gdzie on był na lekcjach zielarstwa? – aż trudno było uwierzyć w taką bzdurę. Mogła tylko wybałuszać oczy i zastanawiać się… gdzie została któraś klepka z głowy.

Ta rozmowa przybrała zupełnie nieoczekiwany obrót. Victoria chciała przekazać Saurielowi, że nie jest stracony, że każdy (no prawie) ma prawo do drugiej szansy, bo ludzie robili okropne rzeczy, również zatracając swoją wrażliwą stronę, by nie ucierpieć i był to mechanizm ochronny. Ale na pewno nie spodziewała się tego, co powiedział później.

To brzmiało tak… ostatecznie.

Victoria zamrugała i zaraz wzięła się w garść.

- Do Azkabanu trafiają tylko ci, którym się coś udowodni. Tylko ci, na których coś wypłynie – powiedziała po krótkiej chwili. - Wystarczy przypilnować, by tajemnice i brudy pozostały tam, gdzie ich miejsce – nie powinna tego mówić jako przedstawiciel prawa. Ale w tym momencie nie była w pracy, to była jej prywatna opinia. Już mówiła to Saurielowi – o rodzinę się dba, a nie wsadza za kraty… I jeśli zrobił coś złego… coś okropnego… To nie zamierzała dopuścić, żeby coś mu się stało. Ona też była lojalna. A Rookwood… Cóż… Nie był jej rodziną – jeszcze. - Masz przed sobą całe życie. Nie dokładaj sobie sam pęt, które nie pozwolą ci rozwinąć skrzydeł – mógł z jej radą zrobić co tylko chciał.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#19
29.07.2023, 10:21  ✶  

Jedno z miejsc, w które zabrał ją całkiem sam, choć w zasadzie po to, żeby uniknąć kolejnego spotkania w restauracji, które go w sumie męczyły zwyczajnie, było takim tam... malutkim niewypałem! Chociaż Sauriel wspominał to właściwie dobrze, bo z uśmiechem. Dobrze, bo było to zabawne. Wtedy nie, wtedy było dopiero męczące! Ale hej - przynajmniej jest o czym opowiadać, prawda? I tak samo może i nie mieli samych wesołych przygód razem z Victorią, ale jednocześnie coś się działo! Jak dotąd wychodzili z tego bez szwanku i te przygody ich zbliżały. Bez większego szwanku, warto dodać. Bo z samym faktem, że karoseria ich wozu została zarysowana to, hmm... ludzie zawsze się zmieniają? Tak, zostańmy przy tym, że zmiany były po prostu konieczne i pozwalały im... dojrzewać. Spotkanie z Norą było przewidziane na jak najbardziej statyczne. Bo w kawiarni! W jej własnej kawiarence, konkretniej rzecz ujmując.

- Zdziwiłabyś się. To serio tak wyglądało. Ona mu tłukła do głowy, że "Fergus, ale poważna paca!". Z drugiej strony ja do niego: "Fergus, ale bądź, kim chcesz!". - Oczywiście to było bardzo duże spłycenie i przede wszystkim - uproszczenie tematu. Ale jakoś tak się składało, że zawsze jak się spotykali to było to samo... - To taki już niemal żart. Że zawsze, jak się spotykamy, to żeby omówić jak wychowywać Fergusa. - Pokręcił lekko głową. Nie, nie mieli super relacji z Cynthią. Żywili wobec siebie szacunek, W JAKIŚ SPOSÓB się lubili, ale żeby mówić, że lubili się faktycznie..? Sauriel miał wrażenie, że gdyby musieli mieć ze sobą stały kontakt, bezpośredni, to uniwersum by wybuchło wokół nich. Jej lód, jego ogień - niby to i to parzy. Tylko na zupełnie inne sposoby. - Nie pod pachą, sprzedają je w takich klatkach... nie pytaj, skąd wiem. - Bo akurat z tego, że Smierciożercy kazali mu sprowadzić zwierzęta z zoo, a że był to niewypał, to patrzył na gęsi i kury na targu to... kurwa, z tego by się już nie umiał wytłumaczyć! Już łatwiej się wytłumaczyć z morderstwa! No ale rzeczywiście, nawet tak pokiwał głową twierdząco, że może lepiej wypytać? Z drugiej strony - chciał jej zrobić niespodziankę. Może matka by się ucieszyła z kury? Mógłby oczywiście pomyśleć o czymś bardziej... przydatnym i neutralnym, bo na pewno nie brakowało rzeczy, które cukiernikowi by się przydały. Ale kura brzmiała też zabawnie. I zupełnie abstrakcyjnie. Cokolwiek potem miałoby się dziać, albo nie dziać, z tym kurczakiem.

- Głównie był wtedy zajęty wsadzaniem twarzy w cycki kobiet. - Tutaj już się trochę zapomniał z tym gryzieniem języka i nawet tego nie zauważył. I w zasadzie to nie, tak się Stanley nie zachowywał. Po prostu z niewiastami flirtował. Saurielowi za czasów Hogwartu takie flirty nie do końca były w głowie. Chociaż akurat na zajęciach z zielarstwa przysypiał głównie. - Nie jestem od niego wiele lepszy, więc... gość jest naprawdę specyficzny. Ale bardzo go lubię. - Słabość do Mulciberów potwierdzona. Każdy z nich miał nierówno pod sufitem i Sauriel się nie mógł ani nasłuchać, ani napatrzeć.

To było wręcz złe słyszeć coś takiego z ust Victorii. Nigdy nie chciał wplątywać w swoje pojebane życie ludzi, których lubił. Wręcz przeciwnie - po to między innymi urywał znajomości, żeby ich przed tym uchronić. Ale byli tutaj, w punkcie, który był zupełnie przełomowy w jego szalonej egzystencji. W jedną albo drugą stronę. Bo już powoli robiło się "za późno". W końcu dotrze do punktu, w którym naprawdę nie będzie możliwości zawrócenia.

- Zastanowię się. - Wydusił z siebie w końcu. Może źle robił, może właśnie takie decyzje powinny zostać podjęte pod wpływem chwili, żeby potem nie szukać znowu punktów zaczepienia mówiących o tym, że można się wycofać? Żeby samemu sobie nie wmawiać, że nie, nie, zły pomysł, lepiej już zostać na starych śmieciach? I tak musiał to przemyśleć. Czy w ogóle mu jeszcze na tyle zależy, żeby zacząć robić kroki w tył. Wszystko, co zrobił, czy... w ogóle była szansa na to, żeby to NIE WYSZŁO? Niby kto by go ochronił, gdyby zaczął sypać? Victoria? Nie sądził. Przecież Ministerstwo też było zinfiltrowane, żeby wręcz nie powiedzieć - w niektórych częściach prawie przejęte. Aurorzy jednak nadal walczyli.

- Wracaj lepiej do domu, bo twoja matka mi jaja ukręci. - Sauriel podniósł się z kanapy. - Dobrej nocy.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
29.07.2023, 11:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.07.2023, 12:14 przez Victoria Lestrange.)  

Malutki niewypał… Tamto spotkanie było całkiem… Było dziwne. Najpierw duchy, które ciężko było znieść na trzeźwo, później… Później Sauriel trochę pojechał po bandzie, proponował jej „dotykanie ust” bo takie mięciutkie, zasugerował, że przecież jej poprzedni narzeczony na pewno to robił i jeszcze paplał o (nie) dotykaniu jej piersi i że nie patrzy na nią jak na obiekt seksualny. Może we wspomnieniach Sauriela tamto spotkanie było dobrze zapisane, ale Victoria pamiętała głównie końcówkę, gdzie ją obraził i dała mu w twarz.

- Nie, to mnie akurat nie dziwi. Ale Cynthia to żaden aniołek – „Fergus, ale bądź, kim chcesz!” – czy to nie to, co Victoria powiedziała Saurielowi? Że ona ma pieniądze i po ślubie będą też jego, że może robić to co chce w ramach zawodowych, bo pieniądze nie będą żadnym problemem. Uważała, że Sauriel powinien skorzystać z własnej rady, którą sprzedawał… przyjacielowi. - I jak wam to wychowanie wyszło? Ulotnił się – kiepscy z nich byli rodzice chyba – może głównie dlatego, że dziecko było w tym samym wieku co oni i miało swój własny rozum. A poza tym, kiedy rodzic ma z dzieckiem relację tak bardzo przyjacielską, że mogą się sobie zwierzać ze wszystkiego, to coś przestawało grać. Nie było się już tylko figurą wychowawczą. - No ale nadal to żywe stworzenie. Naprawdę upewnij się, że to nie będzie dla niej żaden kłopot… - nie zamierzała pytać skąd wie, bo Sauriel wiedział różne randomowe rzeczy i często były całkowicie absurdalne.

Victoria skrzywiła się wyraźnie.

- Sauriel, zielarstwo jest obowiązkowe od pierwszego do piątego roku – cokolwiek miał na myśli, ona wzięła to akurat z małym przymrużeniem oka i było to absolutnie obrzydliwe. Na bogów, to jeszcze dzieci! A po dalszym stwierdzeniu Sauriela skrzywiła się jeszcze bardziej. Próbowała się od tego zdystansować, ale zdecydowanie to było daleko poza jej strefą komfortu.

Tu nie było co „nie wplątywać”, bo została wplątana i to nie przez niego, a przez swoją rodzinę, która postanowiła, by została częścią rodziny Rookwood. A jak to jest – przychodzisz ze swoim bagażem, ale i ta druga strona dorzuca od siebie. Sauriel mógł więc nie chcieć jej wplątywać w swoje bagno, ale to nie zależało w tym wypadku od niego, nie tak do końca, bo decyzję podjął ktoś wyżej. Zostali wystawieni na szachownicę, ale teraz od nich zależało jakie ruchy wykonają.

- Cokolwiek postanowisz… Możesz na mnie liczyć – no chyba że zacznie się znowu dystansować, to wtedy trudno było o to, by pomóc komuś iść. Victoria jednak uważała, może błędnie, że w jakiś sposób mu na tym zależało – bo inaczej by o tym nie mówił. Sądziła też, że może mieć to jakiś związek z tym, że Brenna zapytała go, czy chce złożyć zawiadomienie o własnej śmierci – że coś to ruszyło w jego głowie, że to nie jest tak, że „tak po prostu jest”, tylko, że można coś z tym zrobić.

- Moja matka ci nic nie zrobi, wręcz myślę, że jest jej na rękę, że spędzam z tobą czas. A poza tym nie mam trzynaście lat, nie muszę wracać do domu przed 21 – parsknęła, ale już zaczynała rozumieć jak to działa – mechanizm ochronny. Sauriel potrzebował przestrzeni dla siebie i wolał się w ten sposób wycofać, by pobyć trochę sam i pomyśleć. Nie zamierzała go tutaj trzymać na siłę. - Dobrej nocy - odparła i też wstała. Nie zamierzała tutaj zostawać na noc.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (6910), Victoria Lestrange (6633)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa