29.07.2023, 17:31 ✶
W lesie nieopodal Londynu natrafiasz na naprawdę dziwną... rzecz? Czy to na pewno rzecz? Czy to na pewno posąg? Jeżeli tak, to najlepsza rzeźba, jaką kiedykolwiek widziałeś. Skamieniała postać wyglądająca tak, jakby przed czymś uciekała. W jej oczach widać prawdziwe przerażenie. Postać uderzona ostrą rzeczą krwawi, ale nie daje się w żaden sposób przesunąć z miejsca na stałe. Najwyraźniej będzie tkwiła w tym lesie przez wieczność.
Las często skrywał wiele ciekawych rzeczy.
Tyle że najczęściej sprowadzało się to do odkrycia ładnej roślinki, młodych zwierząt, ptaków, które widziało się pierwszy raz w życiu, grzybów i tak dalej, i tak dalej, wymieniać można było długo. W końcu w takich gęstwinach naprawdę kryło się sporo rzeczy, również i takich, co nieszczególnie chciały ujrzeć światło dnia.
I o ile dla Mavelle las jako taki nie był czymś obcym – bo przecież dość często zapuszczała się w gęstwiny na spacery, zwłaszcza ze czworonogiem u boku, tak w tym przypadku, daleko była od przechadzek w celach odprężenia się, odetchnięcia od wszystkiego czy też najzwyczajniej w świecie – w celach przebieżki i utrzymania formy.
Zwłaszcza że zazwyczaj nie zapuszczała się do podlondyńskich lasów, a przynajmniej nie ostatnimi czasy, chyba że… służbowo. Tak. I tak też właśnie było tym razem; dotarło do biura zgłoszenie, że ktoś widział coś wybitnie podejrzanego w lesie. A raczej kogoś. Że niby to był jeden z poszukiwanych przez Ministerstwo gagatków – cóż, niektórym może łatwiej było ukryć się w ostępach aniżeli w miejskiej dżungli, zwłaszcza że w lasach nie było tylu tłumów, co na londyńskich ulicach. I owszem, nie każdy miał odwagę, żeby zbadać dokładniej sprawę – oczywiście nie należało mieć tego za złe. Bo właśnie od tego były ministerialne służby, prawda? Od sprawdzania i łapania; zwykli czarodzieje mieli swoje życie, którym mieli jak najbardziej prawo spokojnie żyć, a nie wplątywać się w mało bezpieczne sprawy.
Stąd też trafiła tutaj, próbując natknąć się na trop, i to całkiem dosłownie – nos Bonesów słynął ze swojej czułości, niczym u psów. Z tą różnicą, iż z członkiem rodu Bones zdecydowanie łatwiej było się porozumieć niż z czworonogiem, choćby był najprzyjaźniejszym psem na świecie. Mimo wszystko, futrzasty język mocno różnił się od tego używanego przez ludzi, więc… to nie było jednak takie proste, jak się mogłoby wydawać.
Szła spokojnie, z różdżką w dłoni, starając się mieć oczy szeroko otwarte, a najlepiej to mieć je najzwyczajniej w świecie dookoła głowy. I węszyła. Jak na razie, nie natrafiała na żadne wonie, które nie wpisywałyby się w to, co zwykle wyczuwa się w lesie, czyli przeważnie igliwie, a w przypadku Bones również i takie subtelności, jak zwierzyna czy charakterystyczne wonie roślin.
Cisza. Spokój. Ani widu, ani słychu delikwenta, ale za to w końcu natrafiła na… rzeźbę?
- Ki pieron... – mruknęła pod nosem, zaciskając mocniej palce na różdżce. Zaczęła obchodzić ten dziwaczny posąg. I nie, nie znała się na sztuce rzeźbiarstwa, ale coś podpowiadało, że aż takie szczegóły nie powinny być możliwe. Chyba że twórca posągu był największym mistrzem, jakiego znał świat (tylko… co do cholery robił w środku lasu, kiedy powinien być na widoku?!) lub…
… może to nie posąg?
Cofnęła się o parę kroków i machnęła różdżką. Bez większego przekonania, ale lepiej dmuchać na zimne i po prostu sprawdzić.
Rozproszenie
Rzut Z 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!