1959
Marta Warren wleciała do Wielkiej Sali w towarzystwie Prawie Bezgłowego Nicka i całej reszty duchów, które rezydowały w Hogwarcie. Lubiła początek roku szkolnego. Uwielbiała ten moment, kiedy frunęła z dzikim piskiem nad stołem Ravenclawu, kiedy wyciągała ręce ku pierwszorocznym, kiedy jej półprzezroczyste palce przenikały przez ich ciała sprawiając, że wzdrygali się przerażeni i skonfundowani nieprzyjemnym uczuciem lodu, które przenikało ich na wskroś.
Tu nawet nie chodziło o złośliwość, ale o to, że przez ten jeden dzień w roku Marta naprawdę czuła się częścią Hogwartu. Nierozerwalnym elementem większej grupy, który miał swoje miejsce i zadanie do wykonania. Nawet Irytek bywał tego dnia mniej złośliwy i podły niż zazwyczaj a jeśli kogoś Marta nie znosiła tak bardzo jak podłej Oliwii Hornby to tylko był to właśnie Irytek.
Uniosła się nad stołem Ravenclawu, posyłając zaskoczonym jedenastolatkom swoją najbardziej popisową minę a potem pofrunęła ku stołom kolejnych domów, by znowu wykonać ten sam numer. Całość nie trwała długo, była tylko elementem popisów większego pokazu stworzonego przez duchy Hogwartu i może tylko właśnie przez to, była w pełni akceptowana przez dyrektora Hogwartu i całe grono pedagogiczne.
- To Marta. Jęcząca Marta! – zapiszczała siedząca obok Sauriela jedenastolatka, gdy Warren przefrunęła obok nich a jej półprzezroczyste palce przeniknęły na kilka sekund przez ich ciała. – Siostra mi mówiła, że umarła w toalecie.
Duch obrócił się momentalnie w ich stronę. Nawet jako zjawa, Marta miała na sobie półprzezroczysty szkolny mundurek. Na jej nieciekawej twarzy gościły okulary w grubych oprawkach. Była trochę przysadzista i miała proste włosy. Posłała im osobliwe spojrzenie. Zadrgała jej dolna warga. Nie, tego wieczoru wcale nie chciała płakać. Tego wieczoru niemal wszystko w jej zachowaniu było elementem większej gry, tu akurat nastawionej na to, by jeden ze starszych uczniów krzyknął:
- Marto, daj spokój, ona nie wie co mówi!
Co miało powstrzymać ją przed atakiem płaczu. Obróciła głowę w jego stronę, tracąc zainteresowanie jedenastoletnim Saurielem. Uniosła się w powietrzu a potem popisowo zanurkowała wprost do dzbanka z sokiem dyniowym. Krople napoju wyprysnęły, ale Marta była zadowolona. Przeniknęła przez stół, podłogę, wreszcie znowu pojawiła się w innym miejscu w Wielkiej Sali. Chwilę jeszcze krążyła tuż nad sklepieniem. Wyminęła się z Grubym Mnichem, uniknęła bliższego spotkania z Krwawym Baronem i pozdrowiła z Prawie Bezgłowym Nickiem.
Trochę się popisywała. Lubiła jak chłopcy zwracali na nią uwagę. Nawet jeśli tylko ze strachu przed atakiem histerii, który mogła dostać. Sama lubiła na nich patrzeć. Czasem aż za bardzo. Ale o tym Sauriel miał się przekonać dopiero za kilka lat.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)