• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[07.05.72, Gabinet Luster] Odbicia w odbiciach

[07.05.72, Gabinet Luster] Odbicia w odbiciach
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#11
13.07.2023, 21:02  ✶  
Nie zamierzał dawać jej wskazówek, przynajmniej nie świadomie. Na każde lustro, przynajmniej do tej pory, patrzył w podobny sposób, każde podobnie przedstawiał - o ile w ogóle o nim wspominał.
- Wtedy zawsze będziemy mieli do czego dążyć. Ale być może masz rację, bo człowiek, który chce wszystkiego, zapewne przez większość życia będzie gorzko rozczarowany.
Dłoń Cathala była spora, silna, pokryta tu i ówdzie zgrubieniami, świadczącymi o tym, że praca fizyczna nie jest mu całkowicie obca. Zbyt wiele czasu spędził w miejscach z dala od cywilizacji, za często włóczył się po jaskiniach, górach czy grobowcach, aby jego dłonie pozostały nietknięte, jak u kogoś, kto większość życia spędził za biurkiem. Trzymał jej chłodną rękę pewnym, choć nie nazbyt mocnym chwytem, by nie nabić przypadkiem siniaków na jasnej skórze.
To nie tak, że niczego się nie bał ani że nic nie mogło go wzruszyć - choć nie był ani do strachu ani do wzruszeń specjalnie skory. Był przy tym człowiekiem pewnym swego, wiedział, jakie lustra znajdują się w Gabinecie, a znając siebie całkiem nieźle, spodziewał się, co może w nich zobaczyć. Jego umysł i pamięć nie działały jak u innych, żaden z wydobytych przez magię zwierciadeł widoków nie zdawał się mu więc szokujący - nie przypominał zapomnianych szczegółów, nie budził dawno pogrzebanych emocji, bo to wszystko stale mieszkało w głowie Cathala.
- Miałem jakieś piętnaście lat - wyjaśnił, może i tym trochę rozbawiony, kiedy cicho skomentowała jego reakcje, a może brak reakcji. - Widoki się zmieniły.
Ale owszem, wiedział, czego się spodziewać, zdecydowanie lepiej od niej, skoro kiedyś już tu był. To pewnie także grało swoją rolę w spokoju, z jakim przyjmował kolejne widoki. Nie krył zresztą tego - wskazywał niektóre co ciekawsze lustra, a niekiedy informował, co mogli w nich zobaczyć. Po alejkach poruszał się bez wahania, pewnie, jakby doskonale znał drogę, choć tworzyły prawdziwy labirynt i goście często potrzebowali magii, aby znaleźć stąd drogę powrotną.
I faktem było, choć tego nie mówił głośno, że bardziej od tego, co ujrzy w lustrach interesowało go, jak zareaguje Cynthia na widoki. Ani razu nie spytał jednak, co widzi - obserwował jedynie jej twarz, gesty, w tonie wypowiadanych zdań, w chwilach ciszy, słuchał słów, które nie zostały wymówione.
- Zdaje mi się, że wielu ludzi wątpi w teraźniejszość. Nie każdy miał luksus wyboru, a czasem nawet jeżeli go ktoś podejmuje, ten jest niemożliwie trudny. Można powiedzieć, że ja miałem szczęście.
Było tego w jego życiu całkiem sporo. Choćby przysługa, jaką zrobił mu ojczym, umierając odpowiednio wcześnie. Albo pewne wsparcie rodziny ojca, które umożliwiło mu podążenie dokładnie tą drogą, której pragną – archeologa i historyka. Gdyby nie oni, musiałby przyjąć jakąś nudną posadę w Ministerstwie, może nie na zawsze, ale na dość długo, aby zaoszczędzić, zdobyć doświadczenie i móc walczyć o robienie tego, co chciał. Dar magii Shafiqów, płynącej w jego żyłach, umożliwiającej odnalezienie się w niemal każdym miejscu na ziemi.
Charakter robił tu swoje, ale Cathal nie miał złudzeń: to nie tak, że wszystko zawdzięczał jedynie sobie. Szczęście też odegrało w jego życiu sporą rolę.
– Nie nazwałbym tego harmonią – stwierdził w zamyśleniu, gdy przeniósł wzrok z walącego się korytarza na Flintównę, która również zdecydowała się spojrzeć w lustro mimo jego ostrzeżeń. Gdyby wiedział, że na jej oczach zginęła matka, pewnie odgadłby wcześniej, co pokaże lustro – może nawet w ogóle by przed nim Cynthii nie postawił. I może dlatego, że dostrzegł to lekkie zaciśnięcie szczęki – a nie wątpił, że kobieta bardzo nie chciała pokazywać jakiejkolwiek relacji – nie powiedział, czym by to nazwał. Zamiast tego nieco mocniej ścisnął jej rękę i pociągnął lekko, chcąc by minęli to zwierciadło, by oderwać ją od widoku wspomnienia, które uważała za najgorsze.
Uważała, bo w lustrze zawsze widziałeś po prostu siebie, i zdaniem Cathala każde z tych zwierciadeł pokazywało fragment ich samych, nawet jeżeli tym fragmentem nie była twarz.
– Na lewo stąd jest Monitor Wrogów. Na prawo lustro, pokazujące dość… intrygujące miejsce – stwierdził po prostu, pozwalając, by sama wybrała kierunek ich marszu. Oba wybory i tak ostatecznie prowadziły do serca lustrzanego labiryntu, ku słynnemu Lustru Pragień.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#12
18.07.2023, 22:19  ✶  
Cathal zupełnie jej nie pomagał, żadna większa emocja nie zatańczyła na jego twarzy, nie wywołała iskier w spojrzeniu, przez co Cynthii trudno było wyciągać wnioski. Kto by pomyślał, że Pan archeolog będzie lepiej kontrolował emocje, niż ona? Trzeba przyznać, że zupełnie nie spodziewała się wszystkich tych wydarzeń, które miały podczas ich spotkania nadejść. Z decyzją na temat jego ulubionego lustra zamierzała jednak wstrzymać się do samego końca, jak już obejdą wszystko i na bazie własnych doświadczeń, będzie próbowała zgadnąć, wydało się jej to najrozsądniejsze.
- Rozczarowany, ale i będzie tęsknił, nie doceniając tego, co już ma w dłoniach. Zauważyłeś, jak częsty, pospolity wręcz zrobił się z tego problem? Łatwo w chciwości stracić równowagę.
Nawiązywała do magicznego społeczeństwa, ale intuicja jej podpowiadała, że magiczne również się z tym borykało, tylko nie miała wiedzy, czy doświadczenia, aby o tym mówić. Miała wrażenie, że w ostatnich latach wszystko dookoła bardzo się zmieniło, nie tylko za sprawą podsycającego bunt Czarnoksiężnika, który pragnął uwspółcześnienie zatrzymać. Jego dłonie były doświadczone, a blondynka miała wrażenie, że nie tylko pracą lub też wiekiem, ale namaszczone w pewien sposób tym, przez co przeszedł. Jej palce z łatwością tonęły pomiędzy jego palcami, otulone ciepłą i przyjemną aurą, która od nich biła. Niepokojąca była maleńka myśl, która tliła się w umyśle Cynthii o tym, że mogłaby się do tego przyzwyczaić lub co gorsza, mogłaby za tym tęsknić, gdyby tkwili złączeni w uścisku dłoni częściej. W milczeniu zerknęła na jego twarz, przyglądając się tysięczny raz chyba profilowi, bo za każdym razem, gdy odkrywał przed nią kolejną ze swoich kart, rysował się jej na nowo. Dziś był cwanym lisem, ostatnio był mądrą sową, a czym będzie na kolejnym ich spotkaniu? Złapała się na tym, że kolejny raz uznała, że ono po prostu się odbędzie, jakby nie było innej możliwości. Jej myśli kolejny raz powędrowały do przyjaciółki, której słowa odbiły się echem, sprawiając, że bezgłośnie przełknęła powietrze.
Nie sądziła, nie mogłaby uwierzyć, że pamięć, którą Shafiq mógł się szczycić, była również pewną formą klątwy, kary. Bo jaki człowiek chciał pamiętać obrazy przykre, traumatyczne? Oglądać po zamknięciu powiek demony, które zwykle mózg starał się wymazać, zasłonić wydarzeniami dobrymi?
- Zmieniły się, a Ty wciąż tkwisz, jak ten posąg w lesie. - odparła z westchnięciem, zastanawiając się nad tymi lustrami. Nie wyglądał na masochistę, który lubiłby oglądać rzeczy straszne, ale jeśli nie zareagował w żaden sposób? Za chwile Flintówna będzie skłonna uwierzyć, że miał więcej twarzy, niż ona, a to było sztuką i wyzwaniem, bo przecież ona nad tym skrupulatnie pracowała, a on chyba miał tak zupełnie nieświadomy. Może nie tylko ona powinna próbować w teatrze?
Dała mu się prowadzić, wyjątkowo pozwoliła przejąć pełną kontrolę w tym labiryncie zwierciadeł, słuchając o ich kolejnych, zaskakujących właściwościach. Miała wrażenie, że pokazują całe jestestwo przeglądającej się osoby, włącznie z przeszłością i przyszłością, alternatywnymi ścieżkami, które mogła wybrać. Niezwykłe doświadczenie, chociaż ktoś taki, jak ona, nie mógł nazwać go do końca komfortowym. Obraz matki nachalnie przemykał jej przed oczami, przypominała sobie coraz więcej szczegółów, coraz więcej związanych z nią rzeczy, jak brzmienie głosu lub fakt, że zawsze miała ciepłe dłonie. Owszem, miała podzielność uwagi, ale zagrzebane wspomnienia, które wyciągnął po tylu latach, krzyczały głośno i sprawiały, że czasem nie reagowała w sposób, w jaki by chciała, co znów budziło w niej obawy o tym, że mężczyzna pomyśli, że ta go ignoruje lub co gorsza, nie słucha.
Labirynt był prawdziwym potrzaskiem, a towarzyszący jej człowiek dość bezkarnie pozbawiał ją kolejnych warstw, próbując dotrzeć gdzieś, gdzie nikogo nie było lub był tak dawno, że już nie pamiętała. Wiele wysiłku kosztowało ją trzymanie fasonu — jakiegokolwiek właściwie, zachowywanie twarzy obojętnej, chłodnej i w tym wszystkim łagodnej, przyprawionej niewinnością, która ostatnimi laty sprawdzała się najlepiej, zarówno w towarzystwie, jak i w pracy.
- Twoje wybory również były trudne, czy od początku wiedziałeś, dokąd chcesz dotrzeć? - nie powstrzymała pytania, posyłając mu krótkie spojrzenie, próbując widocznie coś sobie w głowie na jego temat znów ustalić, zakodować. Był stanowczy, wiedział, czego chciał — a przynajmniej tak odbierała jego zachowanie, jednocześnie zdając sobie sprawę, że takie osoby w pewien sposób miały właśnie te wybory najgorsze, bo cena niezależności oraz wolności była wysoka, a wymiana musiała być równowarta. Nie chciałaby jednak, aby tlił się w nim jakiś żal, być może tęsknota, nie życzyłaby tego nikomu, kogo w jakikolwiek sposób obdarzyła nicią sympatii. - Jak byś więc to nazwał? Jeśli mogę zapytać.
Nie chciała pokazać mu, jak była uparta, a niestety, niczym osioł, co również starała się maskować. Musiała się więc zreflektować odpowiednim dodatkiem słownym, niż spojrzenie zatonęło w szklanej tafli, która okazała się jeszcze gorsza, niż poprzednia. Tego nie pamiętała zupełnie, mając wrażenie, że widzi to po raz pierwszy, a jednocześnie nieprzyjemne deja vu rozniosło się po jej pulsującej głowie, uwalniającej kolejne fragmenty, które obraz w lustrze sugerował. Łatwiej było wymazać istnienie tej kobiety niż żyć z tym obrazem. Prawda była taka, że gdy umarła tak wcześnie, to Cynthia musiała dorosnąć, aby zająć się bratem, pomagać ojcu. Tamtego dnia coś w niej umarło razem z nią. Wtedy już zainteresowała się trupami? Nie, wmawiała sobie, że chce być uzdrowicielką, aby nie dopuścić do śmierci osób, na których jej zależało, ale przecież tak naprawdę to chciała zaprzyjaźnić się z kostuchą, aby kres nie był tak szary i ciemny. Nie bała się śmierci teraz, ale czy nie było w jej życiu okresu — zaraz na początku problemów ze snem, gdy śniła o umieraniu i budziła się z krzykiem, bo jako dziecko, nie umiała sobie z nim poradzić i wytłumaczyć, że taki poniekąd był cel istnienia? Aby umrzeć? Podróż życia była przecież krótka. Zaciśniętych szczęk nie zauważyła, nie słyszała też, jak szybko bije jej serce i pulsuje głowa, jakby zwilgotniały jej trochę oczy. Przecież nie płakała. I pewnie wpatrywałaby się w szkarłatną ciecz na jasnym materiale, gdyby nie zacisnął swojej dłoni, nie zmusił jej poniekąd do zrobienia kroku.
Przeniosła spojrzenie na jego palce, usiłując się pozbierać i odzyskać kontrolę, wrócić do rzeczywistości. Owszem, jej twarz niezbyt wiele wyrażała, ale było to przez zdobytą na przestrzeni lat wprawę, a nie dlatego, że sobie radziła. Jego głos przerwał wyjątkowo paskudną ciszę, a ona obdarzyła go spojrzeniem, wydając z siebie mruknięcie zastanowienia. Potrzebowała kupić trochę czasu, musiała znaleźć sposób na odzyskanie równowagi, przekierowanie własnych myśli, odnalezienie innych bodźców, zanim utonie w na nowo odkrytej przeszłości.
- Powinniśmy..- zaczęła w końcu, czując suchość w ustach, przystając na chwilę. Spojrzała w lewo, a potem w prawo, a potem znów na Shafiqa, ściągając odrobinę brwi. On był jej rozwiązaniem. Musiała skupić na nim swoją uwagę, na niego przelać każdy bodziec, aby mogła odzyskać równowagę oraz kontrolę, przynajmniej na razie, bo potem będzie musiała znów to jakoś zamknąć. Nie pamiętała, jaka była z tym całym bagażem, umiała tylko funkcjonować bez niego. Westchnęła więc jej wzrok nieco złagodniał i niewiele myśląc, pociągnęła jego rękę do siebie, zmuszając tym samym przez nagły ruch, aby nieco się nachylił. Musiała go wykorzystać, czy może po prostu chciała to zrobić? Trudno powiedzieć, ale wspięła się na palce, a wolną dłonią przesunęła po jego policzku, pozwalając sobie dwoma palcami musnąć skórę na szyi. O dziwo pocałowała go dość delikatnie, chociaż przemawiała w tym akcie bardziej stanowczość, niż niepewność, bo przecież doskonale wiedziała, co robi, nie była nieśmiałym podlotkiem. Miał miękkie i ciepłe usta, podobnie, jak dłonie, a zapach jego skóry wymieszanej z perfumami wdarła się jej do nozdrzy, na czym przez chwilę skupiła. Wszystko wewnątrz cicho, wszystko zdawało się wracać na swoje miejsce. Pocałunek nie był długi i nachalny, stanowił jakby przedsmak tego wszystkiego, co usta mogły sobie przecież ofiarować. Odsunęła się na kilka milimetrów, unosząc powieki, aby z bliska przyjrzeć się wyrazowi jego twarzy, jego oczom, oddechem musnąć wilgotne od pocałunku wargi. - Powinniśmy iść w prawo, skoro jest intrygujące. - stwierdziła, jak gdyby nigdy nic, opadając na nogi, a obcas z cichym stuknięciem przywarł do posadzki. Zerknęła w prawy korytarz, zastanawiając się, co miał na myśli w związku z tym, że było intrygujące, skoro to miejsce całe takie było?
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#13
18.07.2023, 23:45  ✶  
- Powiedzmy że… niewiele widoków mnie tu zaskakuje – odparł Cathal. Czy naprawdę w jej oczach był jak posąg w lesie? Sam nie był pewny, czy jest aż tak nieporuszony. Wynikało ze splotu wiele rzeczy: znajomości luster, znajomości samego siebie, upartego charakteru, skłonności do stawiania czoła przeciwnościom oraz choroby przekazanej w genach, jego przekleństwa i błogosławieństwa zarazem.
Wiedział, co zobaczy w większości luster. Nie wiedział za to – nie domyślał się nawet – jak bardzo zetknięcie z nimi porusza Cynthię. Tak, miał nadzieję zajrzeć pod jej maski, liczył, że trochę ją zaskoczy, że wytrącona z równowagi pokaże więcej niż by chciała – i się nie rozczarował. Ale nie zdawał sobie sprawy z burzy, jaka trwała w duchu Flintówny, a gdyby wiedział, jak mocno nią to wstrząsnęło może nawet poczułby ukłucie wyrzutów sumienia.
Ale tylko ukłucie, dokuczliwe podobnie jak ukąszenie komara, nie bardziej. Bo wyrzuty sumienia rzadko zaprzątały mu głowę, a oni jednak wciąż znali się trochę zbyt krótko.
- Nie zawsze były całkowicie oczywiste, ale zwykle sprowadzały się do podjęcia decyzji między równie kuszącymi opcjami – stwierdził z namysłem. Jego obaj ojcowie zginęli, gdy był dzieckiem, matka zmarła niedługo po ukończeniu przez niego Hogwartu. Nie był może bogaty, ale nie był też biedny. Nie miał bardzo szerokiego grona znajomości, ale byli ludzie, do których mógł się zwrócić. Całe dorosłe życie towarzyszył mu ten komfort: pewnej poduszki, gdyby coś poszło nie tak, przy jednoczesnym braku konieczności nadmiernego oglądania się na innych. A jednocześnie miał pewne umiejętności i wizję własnej przyszłości, i to wszystko sprawiało, że jego najtrudniejszymi wyborami było zdecydowanie, czy zostać w Peru, i czy wybrać Turcję czy Walię. – Może raczej: pogodzeniem?
Cynthia zdołała ostatecznie go zaskoczyć. Ale nie zamierzał na to narzekać.
Pochylił się posłusznie, kiedy sięgnęła ku jego szyi, objął ją ramieniem, kiedy go pocałowała pośród dziesiątek magicznych luster. Przez chwilę coś błysnęło w jego oczach i miał ochotę nie pozwolić, aby odsunęła się tak łatwo, skoro sama wykonała pierwszy ruch – a może wcale nie pierwszy, tylko kolejny już z całej sekwencji – i pocałować ją znowu, znacznie nachalniej niż zrobiła to ona. Puścił ją jednak, wyprostował się i gdy przemówił, zrobił to tak, jakby nic się nie stało. Może kierowała nim myśl, że Cynthia całowała go, aby odzyskać panowanie nad sytuacją, aby wytrącić go z równowagi w małej zemście za to, że to miejsce wstrząsnęło nieco nią – bo owszem, taka myśl przyszła mu do głowy.
Może dalej o tę swego rodzaju grę, że pozwalał jej samej przesuwać granice, ciekaw, do czego się posunie.
Może bo uznał, że taki pozorowany brak reakcji najmniej wpisze się w tę inną rozgrywkę, jaką bez wątpienia toczyła nie tylko z nim, ale też wcześniej z innymi mężczyznami.
Może wszystkie trzy po trochu – i jeszcze więcej.
– Sama się przekonaj – odparł po prostu na zadane pytanie, skręcając na prawo. Ciekaw, czy Flintówna odgadnie, co takiego pokazuje ta tafla szkła i jakie ma przesłanie. Wskazał lustro, o którym mówił: zwierciadło, które pokazywało nie twarz tego, kto przed nim stawał, nie jakieś wspomnienie czy innych ludzi, a miejsce, w którym pragnęło się znaleźć. Może niekoniecznie w tej chwili – raczej to, które się kochało najbardziej albo o którym się marzyło. Nie musiało nawet istnieć naprawdę. Mogło być zaledwie wyobrażeniem.
Uśmiechnął się półgębkiem, przelotnie, kiedy – bodaj pierwszy raz – zobaczył niemal dokładnie to samo, co przed laty. Widoki, zmieniające się jak w kalejdoskopie, liczne miejsca, to wszystko, do czego tęsknił. Był tam Egipt, w którym był niedawno, była Turcja, do której chętnie by pojechał, była Walia, gdzie miał się znaleźć. Pustynie i morza, lasy i sawanny, stare ruiny, podziemia. Były i inne krajobrazy, znikające nim zdołał się im przyjrzeć.
Cathal pod tym względem był przecież zachłanny. Chciał całego świata. Każde z tych miejsc mógłby pokochać. Każde było prawdziwe, bo nie interesowało go to, co wymarzył, a to, co może zobaczyć. I ta zachłanność to była jego radość, ale czasem też gorycz, bo przecież nie mógł znaleźć się wszędzie na raz.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#14
19.07.2023, 22:55  ✶  
Cynthia miała wrażenie, że Cathala nie jest w ogóle łatwo zaskoczyć. Był inteligentnym i oczytanym człowiekiem, jego życie musiało być pełne rozmaitych doświadczeń, które sprawiły, że spojrzenie jasnych tęczówek zawsze miał pełne jakiegoś głęboko zakorzenionego rozsądku z rozwagą, doprawione nutą uroczej figlarności. Czy nazwałaby go jednak mężczyzną uroczym? Nie. Charyzmatycznym. Jego sposób bycia były dla blondynki czymś nowym, a im głębiej brnęła w ich dziwną grę pozorów, im bardziej roztrzaskiwał noszone przez nią maski, próbując uzewnętrznić to, co od lat tkwiło pod grubą taflą lodu — tym bardziej była zmieszana. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie błąkał się w jej myślach, podobnie zresztą, jak Louvain, jednak w zupełnie innych barwach. Obydwaj byli skrajnie różni, mieli inne rzeczy do zaoferowania i ją samą zaskakiwało to, co tak naprawdę bardziej ją przyciągało. Może to kwestia rozsądku, może buntu, a może po prostu sposobu, w jaki ją postrzegał?
Nie chciałaby współczucia czy litości, była przecież silną i niezależną kobietą. Owszem, trochę uszkodzoną, osobliwą przez wybraną przez siebie profesję, nauczoną żyć samej, ale radziła sobie w otaczających ich świecie całkiem przyzwoicie. Ojciec pomimo wielu potknięć dobrze ją wychował, a ona sama po prostu dopracowała wszystko tak, aby żyć, jak najbardziej efektywnie. Widok w lustrze owszem wprawił jej wnętrze w drżenie i wywołał chaos, ale nie było przecież tak, że sobie z tym nie poradzi. Mógł być jednak całkiem zadowolony, bo przez ułamek sekundy, kilka chwil raptem, była zupełnym przeciwieństwem tego, co pokazywała codziennie, a osób mniej niż u palców jednej ręki ją taką widziało. Zaimponował jej swoim cwanym planem, jednocześnie zasiewając ziarenko niepewności. Bo dla Cynthii nie miało zupełnie znaczenie, ile lub jak mocno się znali, aby nierozsądny nawet splot myśli przemknął przez jej głowę.
- A pomiędzy kuszącymi opcjami, wybrałeś pewnie rozsądniejszą. - stwierdziła bardziej, niż zapytała, znów przenosząc spojrzenie na jego twarz, chociaż dłuższy czas błądziło gdzieś w zamyśleniu, pomiędzy odbiciem w zwierciadle, ramami, a podłogą. Zachowanie neutralnego tonu na szczęście wciąż było łatwe, umiała ukryć gdzieś to drobne drżenie. - Pogodzeniem.. Nie chcesz więcej?
Nawiązała do rozmowy o chciwości, splątując ją z życiem i jego wyborami. Czy wystarczało mu, to co miał? Shafiqa trudno było zapytać o coś wprost, a raczej nigdy nie myślała nad tym, aby co zrobić. Nie sądziła, że to wszystko zabrnie tak daleko, bo na początku przecież wcale jej nie interesował, ot po prostu był odskocznią i dobrze się bawiła. A teraz co? Teraz łapała się na ciekawości, pojedynczych pytaniach, na które nie było innego sposobu, jak proste słowa, które wymagały równie szybkich i łatwych odpowiedzi.
Pocałowała go dlatego, że potrzebowała odzyskać równowagę? Dlatego, że chciała? Czy może dlatego, że była po prostu ciekawa, co zrobi Cathal? Czując na własnych ustach miękkie wargi blondyna, jego oddech rozbijający się gdzieś z jej własnym i rękę, którą objął ją ramieniem — nie umiała znaleźć dobrej odpowiedzi. I zaskoczyło ją to na tyle, że maleńka iskra przemknęła przez jej ciało, odnajdując ujście w czubkach palców, które z nutą pieszczoty przemknęły po linii jego szczęki oraz po policzku.
Zwilżyła usta, unosząc powieki i przyglądając się jeszcze przez moment oddalającej się twarzy, poczuła, jak kąciki ust drgają ku górze w bardzo subtelnym, ale jednocześnie i odrobinę chciwym uśmiechu. Odnalazła ciemniejsze od jej własnych tęczówki, wpatrując się w nie sposób, który jawnie rzucał wyzwanie, sugerował, że przecież następny ruch i następne przesunięcie granicy jest w jego dłoniach. Swoją drogą, czy jej sylwetka nie pasowała do jego własnych?
Cathal mógłby się odrobinę zdziwić, bo Cynthia owszem, czasem flirtowała z innymi, poświęcała im uwagę w ramach drogi prowadzącej do celu, zdarzyło się nawet, że pozwalała się pocałować — prawda była jednak taka, że nigdy nie wychodziła z inicjatywą w tych gestach. Pozwalała na nie, ale ich nie lubiła. Wyłączała się wtedy, zupełnie odpływała myślami, pilnując jednak zachowania granic. Bo nie była kobietą łatwą, nie sypiała z mężczyznami, aby wspinać się po szczeblach kariery lub złapać przedstawiciela jakiegoś dobrego rodu na dzieciaka. To było poniżej jej dumy, bo to przecież Flintówna trzymała kontrolę i wszystko wychodziło zawsze tak, jak chciała. Shafiq był pierwszym przypadkiem takiej "gry", którym się zainteresowała na tyle, aby wychodziła z inicjatywą i nie zamierzała tego przerywać.
Wzruszyła ramionami na jego słowa, co było jednoznaczne z przytaknięciem. Jej kciuk przesunął po jego dłoni, gdy stanęli przed lustrem, chociaż zdawała się nie być tego świadoma. Stłumiła westchnięcie, które miało ją przygotować na to, co znajdzie się w tafli, ale nim zdążyła w nią zerknąć, zrobił to on. I chyba pierwszy raz odkąd przyszli do gabinetu, jego twarz i oczy, jego całe ciało — zdawało się zareagować! Jasne tęczówki rozbłysły chyba podekscytowaniem, niewypowiedzianą tęsknotą, które przypomniały jej oczy nastolatka, który tęsknił do swojej pierwszej miłości. Nie był tu uśmiech szeroki, ale miała okazję przyglądać mu się tyle razy, że była pewna jego obecności. To było jego ulubione lustro?
- A więc tak wyglądasz, gdy czegoś chcesz lub za czymś tęsknisz? - zapytała cicho, nie chcąc wyrwać go z transu, przesuwających się obrazów. Wyprostowała głowę, nie mogło być tak źle, jak przy tamtych. - To całkiem nowa, warta zapamiętania twarz Cathala Shafiqa. - dodała jeszcze, ciszej niż poprzednio, wbijając spojrzenie w lustro.
Nie miała ukochanego miejsca, nie przywiązywała do tego uwagi, bo wiedziała, że to bez żadnego znaczenia. Ojciec kazał jej nie marnować czasu, który miała, zwłaszcza przed tym, jak będzie musiała wypełnić narzucone przez społeczeństwo obowiązki. Widok znów ją zaskoczył — błękitna woda rozbijała się o skały, fale miały białe grzbiety i cały horyzont zdawał się tonąć w mieszance wszystkich odcieniu różu oraz pomarańczy. Nie trwało długo, gdy barwy zatańczyły figlarnie, zmieniając się w intensywny granat, obsypany setkom srebrnych punkcików, migoczących leniwie i odbijających się w wodzie. Na niebie przemknęły wiązki zieleni oraz turkusu, wiatr zakołysał pokrytymi wrzosem polami. Gdzie to było? Miejsce z książki? Miejsce z jej głowy? Nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek tak była, a jednak obraz sprawił, że jej twarz odrobinę złagodniała, nabrała naturalności, odrzucając maskę chłodu oraz powagi. - Dokąd przeniosło Cię lustro? - zapytała, nie odwracając jednak głowy w jego stronę.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#15
20.07.2023, 13:24  ✶  
- To już kwestia punktu widzenia – odparł Cathal, być może celowo wymijająco. Było wiele decyzji. I czasem wybierał te rozsądniejsze, a czasem po prostu te, których najbardziej chciał. Walia ponad Turcję była tym rozsądniejszym wyborem. Egipt ponad Peru – tym, którego bardziej pragnął. Ale w wielu sprawach można by się sprzeczać, czy decyzja, jaką podjął, była dyktowana rozsądkiem… czy czymś innym.
Jego Cynthia interesowała, czy może raczej – intrygowała – od pierwszego spotkania. Nie było to zainteresowanie wielkie, ale istniało i zostało wywołane jej doskonałą grą. Najpierw chciał tylko przekonać się, czy zdoła zmusić ją do wyrażenia prawdziwej opinii, sprawdzić, co kryło się za grą aktorką przed wrogiem Leacha. Potem próby sprawdzenia, co jest maską, a co nie, go bawiły – poza tym spotkania z Flitnówną były interesujące, a Cathal nie przepadał za nudą.
Teraz? Być może zaczął ją lubić. „Być może”, nie dlatego, że źle czuł się w jej towarzystwie, bo dalej nie miał pojęcia, czy wiedział cokolwiek prawdziwego o Cynthii Flint, i czy osoba, którą polubił, w ogóle istniała, czy nie była tylko jego wyobrażeniem. Pociągała go też, bo była piękną i świadomą swego kobietą, ale samo pociąganie fizyczne dla Cala znaczyło mniej niż zainteresowanie czy sympatia – bo to pierwsze zwykle utrzymywało się krótko i przestawało być ekscytujące po kilku spotkaniach. Sympatia mogła rozwinąć się, a mogła ulotnić, podobnie jak zainteresowanie, w zależności od tego, co o niej odkryje.
- Pogodzenie ze sobą i z przeszłością niekoniecznie oznacza brak chciwości – wyjaśnił. Bo tym były dla niego te wszystkie odbicia, strachy, marzenia i wspomnienia. Częścią osób, które przed nimi stawały. Częścią jego samego. Nie mówił o pogodzeniu z losem – ten bardzo lubił brać we własne ręce.
Pewnie faktycznie zdziwiłoby go, gdyby dowiedział się więcej o Cynthii i jej relacjach z mężczyznami. Nie, nie miał jej za kogoś, kto skacze z łóżka do łóżka – nawet jeżeli leżałoby to w jej charakterze (i czego, pewnie jako jeden z niewielu mężczyzn z rodów z czystej krwi by zapewne nie potępił, bo niezbyt interesowały go pozory), to przecież widział wyraźnie, że dbała o opinię swoją i swojej rodziny. Gdyby postępowała w ten sposób, zaczęłyby prędzej czy później chodzić plotki, a ona na pewno nie była głupia i by się ich spodziewała. Ale zakładał, że raczej nie był pierwszą, drugą ani nawet trzecią osobą, wobec której zachowywała się w ten sposób.
– Raczej… kiedy oglądam coś, co mi się podoba – powiedział, kiedy spytała, czy tak wygląda, kiedy za czymś tęskni. Czy tęsknił do tych wszystkich rzeczy? Może. To była głęboko zakorzeniona w nim tęsknota, pragnienie kogoś, kto był ciekawy świata, miejsc, historii, tajemnic. Same widoki nie wzbudzały jednak ani tęsknoty ani nostalgii. Może raczej… pewną formę radości.
Zwrócił na moment na nią wzrok, patrząc, jak zareagowała na obrazy. A gdy zadała swoje pytanie, znów się przelotnie uśmiechnął. Mógł odpowiedzieć znów wymijająco, ale w tym przypadku nie było to coś, co chciał albo powinien kryć.
Zresztą, prawdziwa odpowiedź też mogła wydawać się odrobinę niejasna.
– Wszędzie – stwierdził. Co chyba dobrze wpisywało się w tę ich rozmowę o zachłanności i o tym, co się dzieje, gdy chcesz zbyt wiele.
Może czasem chciał. Ale potrafił też cieszyć się chwilą i tym, co miał w rękach – nawet jeżeli myślą często wybiegał w przyszłość.
A potem pociągnął Cynthię dalej. Ku sercu lustrzanego labiryntu. Miejscu, gdzie kryło się to lustro, które pokazywało największe pragnienia duszy, nieraz takie, których człowiek sobie sam nie uświadamiał. Może do pewnego stopnia tego lustra nawet Shafiq był ciekawy, co w nim zobaczy. Mógł parę rzeczy podejrzewać, ale nie miał pewności, a raczej wątpił, by zobaczył to samo, co widział jako nastolatek.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#16
23.07.2023, 22:30  ✶  
Nie chciał jej powiedzieć, nie umiał? Nie drążyła jednak, przyjmując taką odpowiedź ze spokojem, być może przez nadmiar bodźców, które mężczyzna jej dostarczył podczas trwającego spotkania. Trzeba mu oddać, że umie podtrzymać zainteresowanie, zachowaniem swojej tajemniczości. Zasiewał maleńką iskrę, która stopniowo rosła i sprawiała, że Cynthia chciała wiedzieć więcej, co wcześniej nigdy nie przyszłoby do głowy. Mieli jednak dużo czasu, aby uzyskała odpowiedzi na nurtujące ją pytania, nie dziś.
Prawdopodobnie postrzegał ją inaczej niż cała reszta świata. I w zupełnie innym celu spędzał z nią czas, co było w tym wszystkim najlepsze. Miała wrażenie, że chciał dostrzec w niej człowieka, a nie porcelanową lalkę, produkt doskonały do sprzedaży na rynku matrymonialnym, jak i na ścieżce kariery. Nie sądziła, że znajdzie się ktoś na tyle odważny lub też na tyle ciekawy, aby w ogóle próbować szukać prawdziwej twarzy, którą schowała tak dawno. Powolnie kiełkowała w niej jednak myśl o tym, że dobrze było, że był to właśnie Shafiq, który w pewien sposób został jej odskocznią. Zupełnie, jakby cały świat i wszystkie trupy zostały poza gabinetem. Gra, którą toczyli, była pełna niewiadomych, nie tylko z jego strony, ale również jej, chociaż zdawać się mogło, że obydwoje unikali mówienia o tym głośno. Pewne wskazówki kryły się w ich spojrzeniach czy też w gestach, ale tylko wprawny obserwator by mógł to dostrzec.
- Ludzie potrzebują zwykle całego życia, aby pogodzić się ze sobą i zaakceptować to, co utracili. - odpowiedziała jedynie na jego słowa, pozwalając sobie na subtelny uśmiech, celowo zawieszając na dłuższy moment wzrok na jego ustach, zanim powróciła do niebieskich, ciemnych oczu mężczyzny. Zawsze starała się patrzeć mu w oczy, gdy rozmawiali. Nie wierzyła we wróżbiarstwo lub inne brednie, ale stwierdzenie, że te są zwierciadłem duszy, trafiło do niej i zakorzeniło się głęboko, gdy była małą dziewczynką. Zdaje się, że nawet jej matka tak powtarzała, zawsze przyglądając się twarzy ojca, odważnie odwzajemniając jego nieco władcze spojrzenie. I pomyśleć, że obraz ten przemknął jej przez głowę przez lustro, które jej pokazał, bo dawno o tym zapomniała. I pachniała chyba ziołami.
Kolejne detale sprawiały, że rozpalał się w jej wnętrzu jakiś dziwny ogień, nostalgia? Tęsknota? Emocje, których tak skrupulatnie unikała, nie chcąc pozwolić, aby takie drobiazgi przejęły kontrolę nad jej codziennością. Cathal również zdawał się jej bliski pod tym względem.
Może kiedyś przyjdzie dzień, że zdradzi mi ten swój mały sekret i powie, że w istocie, był pierwszą osobą, z którą tworzyła tego typu relację, pozwalając sobie, na podróż w nieznane? Z Louvainem było przecież całkiem inaczej, ich przyjaźń zaczęła się, bo jej potrzebował, a z czasem zmienił w swoją powierniczkę, któremu zwykle szła na rękę, dostosowywała się i pozwalała, aby spotkania przebiegały tak, jak sobie tego czarodziej życzył. Miała nad nimi kontrolę w sposób niewidoczny, pozwalając mu myśleć, że jest odwrotnie. Tutaj jednak dość często przejmowała inicjatywę.
- Myślę, że mogłabym wywołać znacznie lepszy efekt niż te lustra, jeśli chodzi o uśmieszek. - skwitowała z delikatnym wzruszeniem ramion, maleńką nutą kokieterii, chociaż mógł też wyczuć odrobinę żartu w jej głosie, co nie zdarzało się często. A więc Cathal pragnął świata, skoro lustro obrazujące miejsce było tym, na które zareagował najlepiej. Podsunął jej tym samym pewien pomysł, ale również będzie musiał zaczekać na inną okazję.
Odwróciła twarz w jego stronę, czując jego wzrok, dostrzegając znów uśmiech.
- A więc cały świat, niech będzie. - odparła, jakby właśnie oficjalnie rozszerzyła ich pole do manewru spotkań. Byli czarodziejami, podróże nie były większym problemem, jeśli nie kominek lub teleportacja, zawsze były magiczne statki, pojazdy, nieszczęsne, latające konie lub świstokliki. Na chwilę jeszcze spojrzała w lustro, ale krajobraz dostrzeżony wcześniej się nie zmienił, wciąż wszystko tonęło w intensywnych kolorach wiosny z granatowym niebem, którego mieszkańcy odbijali się w tafli wody. Pociągnął ją znów w sposób stanowczy i pewny, nie oponowała, chyba już przyzwyczajona do splecionych palców i ciepła jego dłoni. Skupiła na nim wzrok, dorównując mu kroku. - Wyglądasz, jakbyś wiedział, co zobaczysz w lustrze pragnień. - stwierdziła bardziej, niż zapytała, poprawiając splecione ze sobą palce. Problem tkwił w tym, że Cynthia Flint nie miała pojęcia, czego tak naprawdę pragnęła i był to powód do kolejnego dreszczu niepewności w związku ze zwierciadłem. Prawdopodobnie dostrzeże tam coś, o czym sama nie wie i czego się zupełnie nie spodziewała. - Co widziałeś, gdy byłeś tu kilka lat temu? - chciała wiedzieć, pytanie wyrwało się jej samo. Korytarz nieco się zmienił, zniknęły ramy i szkło ze ścian, wszystko stało się mniej chaotyczne.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#17
26.07.2023, 12:08  ✶  
- Naprawdę? Mam wrażenie, że to u jego schyłku najtrudniej pogodzić się z tym, jak ono się potoczyło i co się utraciło.
Nawet ci, którzy wiedli szczęśliwe życie, w jego oczach przynajmniej musieli pod koniec życia wiele utracić i rozpaczać nad tym, że te dobre lata już nie wrócą. Że czeka ich koniec – koniec wszystkiego, bo Cathal chyba niezbyt wierzył w Limbo, a nawet duchy, krążące po ziemi czy przywoływane przez wywoływaczy, zdawały się mu zaledwie odciskiem. Niby czarodziejskie portrety, były dla niego jak ślad, odciśnięty nawet nie przez same osoby, a przez ich magię i wspomnienia.
Oczy Cathala były jasnoniebieskie, chociaż – może ze względu na dość „ciepły” typ urody – rzadko zdawały się zimne. Czy były zwierciadłem duszy? Czasem zdawało się, że widać w nich rozbawienie, ale to było właściwie wszystko. Shafiq nie był typem bezemocjonalnym, niezbyt też trudził się, aby ewentualne emocje kryć, ale nie był też jedną z osób często ulegających emocjom.
Może byłby więc zaskoczony, że udało mu się wzbudzić w Cynthii takie, o których od dawna nie pamiętała – lub udawała, że nie pamięta.
- Będę więc czekać niecierpliwie, aby się przekonać, panno Flint – zapewnił. Czy mu się podobała? Oczywiście. Potrafiła go też niekiedy rozbawić. Chociaż, przynajmniej na razie, przegrywała jeszcze ze światem – bo Cathal może nie tyle pragnął całego, ile chciałby znaleźć się we wszystkich tych miejscach i nie tęsknił do jednego bardziej niż do innych. Tak samo, jak zapewne on w tej chwili na dłuższą metę musiałby przegrać z nieumarłymi, nawet jeżeli odniósł małe zwycięstwo tego dnia, okazując się od nich ciekawszym.
Z drugiej strony, on też był tutaj, a nie w Walii, chociaż wykopaliska już się rozpoczęły, prace trwały, a jutro miał wprowadzić na nie kolejnych specjalistów.
- Dlaczego się ograniczać tylko do jego kawałka? – zakpił, chociaż nie miał pojęcia, do czego w tej chwili pije Cynthia i że właśnie postanowiła rozszerzyć pole ich spotkań nie tylko z terenów Wielkiej Brytanii (bo poza Anglię już wyszli – wszak Hogsmeade leżało w Szkocji).
– Mogę podejrzewać – przyznał. Nie był całkowicie pewien, do głowy przychodziły mu przynajmniej trzy rzeczy, może nawet cztery. Świadomie nie potrafiłby zdecydować, której pragnie najbardziej… ale czy po trochu nie o to chodziło z Ain Eingarp? Człowiek czasem sam w pełni nie rozumiał, o czym marzy bądź spychał te marzenia tak głęboko, że ich sobie nie uświadamiał. – Widziałem pragnienia chłopca, którym byłem. Tego, że ten widok się zmienił, jestem pewien – odparł wymijająco. To był widok nazbyt osobisty, aby z kimkolwiek się nim dzielił. Nie wspomniał o nim nigdy ani Alethei, z którą przyjaźnił się i pracował od lat, ani Ulyssesowi, który był mu niemal bratem.
Zwierciadło było duże: srebrzysta tafla przerastała nie tylko Cynthię, ale też wysokiego Shafiqa. Taflę otaczała wspaniała, zdobiona rama, lekko zaokrąglona od góry, a na tej wyryto napis:
„AIN EINGARP ACRESO GEWTEL AZ RAWTĄ WTE IN MAJ IBDO”.
Cathal poprowadził ku niemu Cynthię, spojrzał na własne odbicie. Był tam tylko on. Może by go to zaskoczyło, gdyby widok zaraz się nie zmienił, a raczej… nie dostrzegł drobnego szczegółu. Cienia. W lustrze cień Shafiqa był postacią Slytherina, i ten cień odpełzł powoli, znikł. I znów pojawił się cień, ale tym razem należący do Shafiqa, zwykły cień, przedstawiający swego właściciela.
Cathal z lustra zostawał sam. Pierwszy raz w życiu.
A Cathal sprzed lustra… nie, nie był zaskoczony tym widokiem, bo chociaż nie spodziewał się dokładnie takiej formy, to była jedna z tych rzeczy, których mógł oczekiwać. Spokój od głosów w głowie. Koniec lęku przed widmem szaleństwa, które stało się udziałem tak wielu Gauntów, w tym jego matki. Zdaniem wielu było efektem upartego poślubiania najbliższych kuzynów, i pewnie po części tak, ale Cathal wiedział, że głosy w głowie też miały w tym swój udział.
Mógłby przysiąc, że ktoś, coś, zaśmiał się w jego głowie.
Nie potrzebował głosu przodka, by wiedzieć: to jedno marzenie nigdy się nie spełni.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#18
30.07.2023, 00:55  ✶  
Cynthia wydała z siebie cichutkie mruknięcie zamyślenia nad wypowiedzianymi przez Cathala słowami, zastygając w chwilowym bezruchu z subtelnie rozchylonymi wargami i spojrzeniem wbitym gdzieś w ramę lustra. Chociaż jej praca opierała się głównie na zwłokach, czasem miała styczność z rodzinami ofiar, głównie przy identyfikacjach, bo sam Auror nie mógł pokazać ciała. Reagowano różnie, wiele rzeczy mówiono i wiele emocji mogła dostrzec na wykrzywionej w grymasie bólu twarzy. Spoglądając na nich wszystkich, nawet na pracowników Ministerstwa, kelnerów w kawiarence, gdzie często bywała, czy na pracowników portu lub załogę statku ojca widziała ten brak pogodzenia się z miejscem, w którym tkwili. Niewiele osób odznaczało się radością, która mogła świadczyć o zadowoleniu z codzienności i dokonanych wyborów.
- Myślę, że tak naprawdę i w głębi serca, nie mogą się pogodzić od momentu, w którym wybrali to, co powinni, a nie to, co chcieli. Chociaż to kwestia bardzo indywidualna i też pewnie masz racje.
Odpowiedziała w końcu, uznając, że nie jednej odpowiedzi, złotej myśli, która mogłaby ten problem rozwiązać. Ludzie ze strachu przed porażką nie umieli się cieszyć życiem i Cyna nie była pewna, czy też taka nie była. Trudno stwierdzić, bo jej pojęcie "łapania chwil" i chwili pełnych szczęścia, dawno uległo zniekształceniu lub uśpieniu. Żyła tak, jak tego oczekiwano i była przyzwyczajona, spełniając po drodze własne ambicje. Ni mniej, ni więcej. Cathal z kolei zdawał się mężczyzną, który umiał docenić i wyciągnąć z ulotnej chwili wszystko, co mógł, przez co pewnie był znacznie szczęśliwy i żył dokładnie tak, jak chciał.
Jego oczy przypominały spokojne, głębokie wody. Dostrzegała w nich powagę, rozsądek, ale i tę chłopięcą iskrę, która dodawała mu jakiegoś uroku. Fakt, że był od niej starszy, również zdawał się działać na jego korzyść. Jej oczy na chwilę jeszcze powędrowały w stronę jego ust, po czym przeniosła wzrok gdzieś w przestrzeń przed sobą, stwierdzając, że nie powinna się nad tym wszystkim tyle zastanawiać, bo na tym polegała przecież ich gra. Tworząca się relacja. Flintówna nie zdawała sobie sprawy, że właśnie w tej prostocie kryła się odpowiedź, którą próbowała znaleźć, już podczas rozmowy z Tori podczas jej urodzin.
- Dobrze oczekiwać nieoczekiwanego, Panie Shafiq. - odparła niewinnie, pozwalając sobie na dodanie do spojrzenia, jak i wyrazu twarzy, odrobiny słodyczy. Mógł więc oczekiwać nieoczekiwanego, wybranie odpowiedniego momentu było przecież kluczowe w celu uzyskania upragnionego uśmieszku, zwłaszcza, że nie dodała przecież czym oraz w jaki sposób mogłaby go wywołać, pozwalając sobie tutaj na nutę kokieteryjnego sekretu.
Cynthia bardzo nie lubiła przegrywać, ale cały świat mógł być rywalem nie do pokonania, nawet jeśli bardzo by się postarała, więc może lepiej, że pozostawił ją nieświadomą. Łatwiej było wygrać z nieumarłymi, niż ze wszystkim dookoła, gdy otaczająca nas przestrzeń była tak różnorodna. Dzisiejszego popołudnia jednak obydwoje chcieli uciec od codzienności i jej zagadek, wybierając siebie. I nawet ona nie znalazłaby żadnego logicznego argumentu, aby temu zaprzeczyć.
- Nie warto. - odparła krótko, mając już w głowie zalążki kilku pomysłów, wszak wachlarz możliwości był całkiem nowy, gdy mogła wykorzystać cały świat, którego Shafiq poniekąd pragnął.
Lustro wzbudzało w niej odrobinę niepewności, bo naprawdę, nie mogła znaleźć niczego, co pasowałoby do tematu dotyczącego jej największego pragnienia. Co, jeśli takowych nie miała? Skupiła więc uwagę na Cathalu, obdarzając go pytaniem, trzymając się blisko i wciąż trzymając jego ciepłą dłoń, która w dzisiejszym dniu, podczas przebywania w gabinecie zaczarowanych zwierciadeł, została jakąś bezpieczną przystanią, źródłem poczucia stabilności. Co było dziwne i trochę nienaturalne, bo przecież była niezależna i doskonale sobie radziła w każdej sytuacji.
- Minęło kilka lat, pewnie już osiągnąłeś, zdobyłeś to, czego tamten chłopiec pragnął. - przyznała cicho, doskonale rozumiejąc jego pewność dotyczącą zmian. Człowiek zmieniał się ciągle, dojrzewał, jego myśli się przekształcały, podobnie jak sposób bycia, więc i pragnienia ulegały zmianom. Nie było w tym nic złego, tak już po prostu było. Ona pewnie też dostrzegłaby zupełnie inne rzeczy, jak nastolatka w czasach Hogwartu, niż zobaczy, teraz gdy błękitne ślepia zdecydują się już zerknąć w taflę.
Powietrze dookoła tego lustra, być może przez zmianę otoczenia, wydawało się gęstsze, jakby cięższe, chociaż pragnienia były postrzegane jako coś dobrego. Jak wiele ludzi zostawiło tu swoje zdziwienie lub rozczarowanie? Nie naciskała, nie dopytywała, bo widząc twarz stojącego obok mężczyzny, wiedziała, że odpowiedzi i tak by nie uzyskała, była to sfera najbardziej prywatna, nic więc dziwnego. Zerknęła na ramę zwierciadła, nie bezpośrednio w nie i stłumiła westchnięcie.
Nie miała pojęcia, że skrywał w sobie tak wiele lęku przed jutrem, że ciążyła na nim tak paskudna klątwa. Bo kto lubił słyszeć głosy w swojej własnej głowie? Jego twarz nie zdradziła jej niczego, gdy zerknęła. Nie było uśmieszku, nie było pragnienia podsyconego błyskiem w oczach. I było to trochę przerażające, jakby Cathal stracił nadzieję, że jego marzenie się spełni? Nie zapytała jednak o to. Nie wiedziała, dlaczego to zrobiła, ale jej palce mocniej się zacisnęły na jego palcach, kciuk przesunął pewnie po fragmencie wierzchu dłoni. Wyprostowała głowę, podnosząc wzrok bezpośrednio na szkło, dostrzegając swoją sylwetkę — co ją zdziwiło, całkiem uśmiechniętą i względnie zadowoloną, jakby znalazła spokój lub szczęście. Ściągnęła brwi w zamyśleniu, przyglądając się zwiewnej sukience w pastelowym kolorze, kamieniu połyskującym na palcu i trzymanej w ręku książce prawiącej o tym, dlaczego nekromancja nie była tak zła, za jaką ją uważano. Nie tkwiła jednak sama, ktoś ubrany w koszule stał za jej plecami. Czy to nie było zbyt proste pragnienie? Czy to lustro na pewno działało?
- I ono naprawdę pokazuje zawsze to, czego pragnie spoglądająca w nie osoba? - dopytała, nie odrywając wzroku od szyby, robiąc pół kroku w tył.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#19
30.07.2023, 20:28  ✶  
- Zawsze czekam na nieoczekiwane – odpowiedział Cathal. Szczerze? Był w końcu człowiekiem, który przekopywał grobowce i czołgał się w korytarzach pod piramidami, by sprawdzić, co w nich znajdziecie. A może tylko w kolejnej prowokacji, elemencie tej małej gierki? W każdym razie, gdy na nią spojrzał, nie uśmiechnął się absolutnie celowo.
W końcu chciała wywołać uśmieszek, prawda?
Tak naprawdę nie wiedziałby, czy Cynthia mogłaby wygrać z całym światem. I czy w ogóle musiała? Jeżeli pragnęłaby mu ten świat odebrać – na pewno nie miałaby ku temu szans. Jeśli tylko stać się jego częścią – może wszystko mogłoby wyglądać inaczej? Ale Cathal w tej chwili nad tym się nawet nie zastawiał. Analizował jej reakcje, miny i słowa, bawił się wyciąganiem pewnych rzeczy spod masek, zgadywaniem, kim jest Cynthia Flint. Nie rozmyślał jednak o tym, jaka jest natura ich krótkiej przecież relacji ani dokąd ta ich poprowadzi. Raczej pozwalał jej biec swoim torem, na razie nie zastanawiając się zbytnio nad przyszłością, czy może: nie sięgając myślą dalej niż do kolejnego spotkania, bo przecież ustalili, że takie nastąpi.
- Cieszę się, że się zgadzamy – dorzucił jeszcze na jej „nie warto”. Nieświadom, co dokładnie chodzi po głowie Flintówny. Chociaż gdyby podejrzewał, prawdopodobnie odpowiedziałby dokładnie to samo. Może nawet wtedy zrobiłby to celowo.
Za to kiedy powiedziała, że prawdopodobnie osiągnął już to, czego pragnął, milczał przez chwilę. Zastanawiał się. Nie tyle nad samą odpowiedzią, czy nad tym, czy jej w ogóle udzielać, ile nad tym, jak ubrać ją w słowa, aby wyjaśnienie było pełne.
- Niektórzy nazywają Ain Eingarp przeklętym lustrem, a byli tacy, których doprowadziło do szaleństwa. Bo to, w nim widzimy, zdaje się zadziwiająco prawdziwe, ale spora część marzeń z lustra ma wspólną cechę. - odparł w końcu Cathal, każde kolejne słowo wypowiadając powoli. – Nie mogą się spełnić.
Marzenie nastoletniego chłopca się nie ziściło, bo było niemożliwością. Zmieniło się, bo i Shafiq się zmienił.
Marzenie dorosłego było zupełnie inne, a zarazem równie niemożliwe jak tamto. Nie łudził się, że kiedykolwiek się spełni. Zawsze będzie mu towarzyszył cień Slytherina i widmo szaleństwa. Obłędu, który – choć starannie ukryto to przed światem – stał się udziałem najpierw jego dziadka, a potem jego matki.
Nie patrzył długo na tego samotnego Cathala ze zwierciadła. Znów skupił spojrzenie na Cynthii, jego wzrok pobiegł ku niej tak, jak biegł przy każdym innym lustrze, jakby to w jej twarzy szukał odbicia tego, co ona ujrzy w zwierciadle. Ten widok tutaj nie zdawał się nią wstrząsać ani przyciągać, sądząc po tym, co powiedziała… raczej ją zaskoczył, choć na pewno nie na tyle, aby łatwo to ukazała.
Przyjął jej mocniejszy uścisk, też przesunął opuszkami palców po jej ręku – może w mimowolnym, a może w pełni świadomym geście?
– To lustro nie pokazuje przyszłości ani prawdy innej niż ta, którą nosimy w duszy, ale nigdy nie kłamie, a Bletcheyowie nigdy nie postawiliby tutaj podróbki – wyjaśnił, na moment znów kierując spojrzenie na Zwierciadło Pragnień, na samego siebie, uwolnionego od rodzinnego przekleństwa. – Pokazuje te największe, najskrytsze pragnienia, wielu więc jest zaskoczonych tym, co widzi. – Nawet on, chociaż miał przynajmniej kilka pragnień, nie był pewny, które z nich zobaczy… a kiedy spojrzał w taflę, nagle wydało mu się takie oczywiste. – Rozumiem, że nie tego się spodziewałaś?
Wciąż trzymał ją za rękę, kiwnął więc ku lustru drugą dłonią. Nie pytał jednak, co zobaczyła. To było osobiste: może nawet najbardziej osobiste ze wszystkich widoków każdego lustra. On nie chciał odpowiadać nawet na pytanie, co zobaczył jako nastolatek, nie zapytałyby więc o to, co ujrzała teraz. Chociaż owszem, był tego ciekawy, nawet bardzo… to sam mając wiele tajemnic, potrafił uszanować cudze.
Poza tym Ain Eingarp zaglądało prosto w ludzkie dusze. Tym, co w tej się kryje, rzadko chciało się dzielić pochopnie.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#20
01.08.2023, 21:34  ✶  
Robił zupełnie inaczej, niż Cynthia sobie tego życzyła i to chyba podsycało iskrę w ich relacji. Cathal był jednocześnie sam w sobie tym nieoczekiwanym, a jednocześnie tak pewnym i stabilnym. Nachodzące ją myśli były dziwne, trudne do ułożenia i blondynka doszła do wniosku, że zastanowi się nad tym głębiej innym razem. Jego słowa, jego reakcja sprawiły jednak, że zadarła odrobinę podbródek, odchylając głowę tak, aby na niego spojrzeć i unieść na kilka sekund brwi, podczas gdy ich spojrzenia się spotkały. Ona w przeciwieństwie do niego uśmiechnęła się pewnie i odrobinę zalotnie, jakby chciała przekazać mu, że jeszcze mu pokaże. Być może wywarcie na nim takiej reakcji, jaką miała na myśli wymagało więcej zachodu, niż przypuszczała, ale było warto próbować, skoro już sięgnęła po takie karty do swojej talii. Interesujące, nigdy nie była zepchnięta do rogu lub też raczej sprowokowana do tego, aby używać wszystkich ze swoich wielu sztuczek.
Nie chciała psuć tego, co z głupiej rozmowy o polityce powstało. Faktem było, że Cathal był relacją najbardziej niespodziewaną i niekontrolowaną, nieprzemyślaną w jej życiu. Próbowała się o nim dowiedzieć jak najwięcej, różne myśli przychodziły jej do głowy, jednak nie chciała zamykać tego w żadną ramę, pozostawiając umysł otwarty na każdą możliwość. Dokąd dojdą? Czy spotkania z nią nadal będą dla niego an tyle ciekawe, że przełoży nawet i dobę swoje podróże po świecie? Czy on sprawi, że zamiast brać nadgodzin w kostnicy lub tkwić nad tomiskami, pójdzie się z nim spotkać? Nie umiała odpowiedzieć konkretnie i pewnie, ale wiedziała, że zawsze tliło się w niej jakieś małe podekscytowanie, nuta ciekawości, być może nawet można było powiedzieć, że nie mogła doczekać się kolejnego czasu, który dla siebie przeznaczyli. Nie polegało to tylko na grze, zabawie, mniej lub niewinnym flircie, ale miała wrażenie — zwłaszcza dziś, że wydobywał z niej rzeczy, których nie pamiętała lub nie miała, zmuszał do myślenia nad tym, czemu pozwalała zawsze uciec, tłumacząc wszystko brakiem czasu.
Nie miał pojęcia, na co się pisał, pozwalając jej wybierać z całego świata.
Czyżby zadała trudne pytanie? Ciężko byłoby uwierzyć, że w tak młodym wieku miałby już w dłoniach wszystko, czego pragnęło jego serce, jednak zdarzały się i takie przypadki wśród ludzi. Sama nie była pewna, czy warto zazdrościć, czy może współczuć, że cele na całe życie spełnili ledwo na jego półmetku? Przesunęła w zamyśleniu wzrokiem po jego twarzy, jednak w żaden sposób mężczyzny nie poganiając, o ile w ogóle zamierzał jej coś odpowiedzieć.
- Nie mogą się spełnić.. - powtórzyła pod nosem, jakby dodało to jej jakieś otuchy. Z drugiej strony co, jeśli zobaczy obraz czegoś, do czego jej serce będzie gnało? I wtedy musiałaby tkwić ze świadomością, że marzenie to zostanie jedynie sennym, niespełnionym? - Czyżby obraz zafascynował ich na tyle, że nie mogli oderwać oczu od tafli, tracąc kontakt z rzeczywistością? Łudzili się, że od samego patrzenia, pragnienie stanie się namacalne..
Trudno było stwierdzić, czy mówiła do siebie, czy do niego, jednak szept wydobywający się spomiędzy warg nie był aż tak cichy, aczkolwiek dopilnowała, aby nie rozniósł się echem. Czyli jego marzenie też zmieniło się, bo wiedział, że się nie spełni i jego serce przestało je gonić? Wolną dłonią przesunęła po jasnym warkoczu, zgarniając jedno pasmo za ucho, poruszając tkwiącym tam kolczykiem.
Patrząc w lustro była nieco mniej zaskoczona, niż przy po przednich, ale takiego widoku się zwyczajnie nie spodziewała. Czyżby obraz rodziny w tafli był związkiem z istniejącej podobno miłości, a nie rozsądku? Dlatego się tak uśmiechała? Czy może była to kwestia trzymanej przez niej księgi? Poczuła też odrobinę ulgi, że pragnienie okazało się dość zwykłe, przeciętne i normalne, jakby Cyna zakładała z góry, że dostrzeże coś dziwnego. Wargi drgnęły jej ku górze, gdy poczuła krótką i drobną pieszczotę jego palców na swojej skórze, jednak nie obdarzyła go spojrzeniem, przez co zdawać się mogło, że dotyczył on tego, co widziała.
- Wiadomo, jak zostało stworzone? Nie przypominam sobie żadnego zaklęcia, żadnej legendy w książkach na jego temat. - zapytała z nutą zainteresowania w głosie, uznając, że jeśli ktoś miałby na to odpowiedź, to właśnie Shafiq. Milczała chwilę, zanim odpowiedziała na jego słowa, jakby nie mogła zdecydować. Drgnęła nagle, robiąc kilka kroków do przodu, sprawiając, że stukot obcasów rozniósł się echem po chłodnej i ciemnej komnacie zwierciadła pragnień. Stanęła naprzeciw niego, figlarnie trzymając przechyloną głowę, wlepiając w niego jasne ślepia. Nie puściła jego dłoni pomimo swojego nagłego manewru, przez który straciła kontakt ze szkłem, a jej uwaga całkiem skupiła się na mężczyźnie. - Nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Myślałam, że będzie przypominało kalejdoskop, nie mogąc się zdecydować lub też nie umiejąc żadnego znaleźć. Muszę jednak przyznać, że trochę mi ulżyło. - wzruszyła delikatnie ramionami. Brzmiała dość szczerze, nie miała powodu, aby go okłamywać, ale też nie powiedziała przecież, czego świadkiem były jej oczy. A może powinna trochę się z nim podroczyć? Wydała z siebie ciche mruknięcie, stukając palcem w usta, jakby wymownie, ale wciąż okraszając to nutą słodyczy. - Nie wydaje mi się jednak Cathalu, aby to pragnienie było nieosiągalne. Może nie całość tego, co przedstawiało zwierciadło, ale jakaś część..
Kolejne słowa cisnęły się jej na usta, jednak powstrzymała je bezgłośnym westchnięciem, zerkając jeszcze raz przez ramię na lustro, ale nie zagłębiała się na tyle, aby dostrzec własne odbicie. - Powiedziałabym na początku, że to jest Twoje ulubione, ale nie wydajesz się osobą zatracającą w nadziei na coś, co się nie spełni. Uznałbyś to za nudę i marnowanie czasu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (7930), Cynthia Flint (10952)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa