Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz TajemnicRozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka
I przyszedł kot doktór: «Jak się masz koteczku!»
«Źle bardzo…» i łapkę wyciągnął do niego.
Wziął za puls pan doktór poważnie chorego,
I dziwy mu śpiewa: «zanadto się jadło,
Co gorsza, nie myszki, lecz szynki i sadło;
Źle bardzo… gorączka! źle bardzo koteczku!
Oj długo ty, długo poleżysz w łóżeczku,
I nic jeść nie będziesz, kleiczek i basta:
Broń Boże kiełbaski, słoninki lub ciasta!
«A myszki nie można? zapyta koteczek,
Lub z ptaszka małego choć parę udeczek?»
«Broń Boże! pijawki i dyeta ścisła!
Od tego pomyślność w leczeniu zawisła.»
I leżał koteczek; kiełbaski i kiszki
Nietknięte, zdaleka pachniały mu myszki.
Patrzcie, jak złe łakomstwo! kotek przebrał miarę;
Musiał więc nieboraczek srogą ponieść karę:
Tak się i z wami, dziateczki, stać może;
Od łakomstwa strzeż was Boże!
Umówienie się do lekarza brzmiało poważnie. Co prawda nie szli w sprawach leczenia, ale i tak brzmiało poważnie. Tym bardziej, kiedy kazali ci się zgłosić do Munga. Ostatnio, kiedy tam był, to niedługo po tym jak został zmieniony w wampira, żeby dobrać się do środków znieczulających w ramach desperacji. Żeby nie czuć. I żeby uspokoić swój głód, który ciągle palił żywym ogniem. To było jeednak dawno temu i nieprawda, jak to mawiają. Dzisiaj się pięknie kontrolował i był bardzo grzecznym Rookwoodem. A przynajmniej starał się być. Nawet, biorąc pod uwagę, że mieli być w miejscu publicznym, ubrał się jak człowiek. W koszulę, kamizelkę, proste, czarne spodnie. Dzięki temu wyglądał nawet jak człowiek. A wszystko po to, żeby nie narobić problemów... i nie było to tak do końca altruistyczne, jak mogło się wydawać, bo chociaż ukierunkowane na to, żeby nie narobić Victorii problemów, to też nie chciał robić problemów sobie. Z ojcem. Żeby znowu go nie wkurwić za to, że jego syn robi złą renomę Rookwoodom. Jedna taka Brenna chyba powiedziałaby, że w zasadzie to robi lepszą...
Spotkał się z nią już w szpitalu, wychodząc z kominka. Poczekał na nią chwilę, choć jego czasowość bywała wątpliwa. Niby miał na wszystko czas, a potem wychodziło, że tego czasu jest za mało. Tym razem jednak był na czas, bo sam nie lubił zazwyczaj na kogoś czekać. No i jak było wspomniane - sprawa była poważna. Nawet bez żartów! Sauriel był przez to lekko pobudzony, co na jego zwyczajową flegmatyczność było sporą zmianą. I tak zarówno denerwował się, bo chciał, żeby czarownica popstrykała palcem i było po sprawie jak i cieszył, że jest na to szansa, a potem jeszcze do kotła dorzucamy, że wkurwiał, że tak naprawdę może z tego wyjść wielkie nic. Chyba można zrozumieć, dlaczego teego wieczoru Rookwood stał wyprostowany jak strzała i czarnymi oczami wyjątkowo żywo rzucał na boki. I z wyjątkowym skrzywieniem na wszystkich spoglądał przy okazji. Generalnie wyglądał w tej poczekalni jak klasyczny panicz czystej krwi z bogatego domu, który uważa, że wszyscy są gorsi od niego. Nie wspominając, że przy tym i tak wyglądał jak szef mafii, który przyszedł tutaj sprawdzić, czy z jego narzeczoną wszystko okej. Albo zbadać prostatę. Nie wiem, z czym Ojciec Chrzestny chodzi do lekarza.
- Dobry wieczór. - Przywitał się nawet ładnie, kiedy Victoria się pokazała i nawet na moment jego skrzywienie przestało być takie... krzywiące. - Dobrze, że jesteś, wszystkie babcie się na mnie gapią. - Dodał już cieszej, podchodząc do Victorii. A potem obrócił się w kierunku jednej babci i spiorunował ją spojrzeniem, na co ona (urażona!) wzrok teatralnie odwróciła. - Nie dało się umówić w... gdzieś indziej? Kurwa, tylu porządnych ludzi w jednym miejscu nie widziałem od... od dawna. Świąt rodzinnych bym zbiorem normalnych ludzi nie nazwał.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.