• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
[9.06.1972] Pan Kotek był chory i leżał w łóżeczku

[9.06.1972] Pan Kotek był chory i leżał w łóżeczku
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#1
10.08.2023, 21:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2025, 22:53 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange (Otwarty na nowe doznania).
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz TajemnicRozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka

Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku,
I przyszedł kot doktór: «Jak się masz koteczku!»
«Źle bardzo…» i łapkę wyciągnął do niego.
Wziął za puls pan doktór poważnie chorego,
I dziwy mu śpiewa: «zanadto się jadło,
Co gorsza, nie myszki, lecz szynki i sadło;
Źle bardzo… gorączka! źle bardzo koteczku!
Oj długo ty, długo poleżysz w łóżeczku,
I nic jeść nie będziesz, kleiczek i basta:
Broń Boże kiełbaski, słoninki lub ciasta!
«A myszki nie można? zapyta koteczek,
Lub z ptaszka małego choć parę udeczek?»
«Broń Boże! pijawki i dyeta ścisła!
Od tego pomyślność w leczeniu zawisła.»
I leżał koteczek; kiełbaski i kiszki
Nietknięte, zdaleka pachniały mu myszki.
Patrzcie, jak złe łakomstwo! kotek przebrał miarę;
Musiał więc nieboraczek srogą ponieść karę:
Tak się i z wami, dziateczki, stać może;
Od łakomstwa strzeż was Boże!

Umówienie się do lekarza brzmiało poważnie. Co prawda nie szli w sprawach leczenia, ale i tak brzmiało poważnie. Tym bardziej, kiedy kazali ci się zgłosić do Munga. Ostatnio, kiedy tam był, to niedługo po tym jak został zmieniony w wampira, żeby dobrać się do środków znieczulających w ramach desperacji. Żeby nie czuć. I żeby uspokoić swój głód, który ciągle palił żywym ogniem. To było jeednak dawno temu i nieprawda, jak to mawiają. Dzisiaj się pięknie kontrolował i był bardzo grzecznym Rookwoodem. A przynajmniej starał się być. Nawet, biorąc pod uwagę, że mieli być w miejscu publicznym, ubrał się jak człowiek. W koszulę, kamizelkę, proste, czarne spodnie. Dzięki temu wyglądał nawet jak człowiek. A wszystko po to, żeby nie narobić problemów... i nie było to tak do końca altruistyczne, jak mogło się wydawać, bo chociaż ukierunkowane na to, żeby nie narobić Victorii problemów, to też nie chciał robić problemów sobie. Z ojcem. Żeby znowu go nie wkurwić za to, że jego syn robi złą renomę Rookwoodom. Jedna taka Brenna chyba powiedziałaby, że w zasadzie to robi lepszą...

Spotkał się z nią już w szpitalu, wychodząc z kominka. Poczekał na nią chwilę, choć jego czasowość bywała wątpliwa. Niby miał na wszystko czas, a potem wychodziło, że tego czasu jest za mało. Tym razem jednak był na czas, bo sam nie lubił zazwyczaj na kogoś czekać. No i jak było wspomniane - sprawa była poważna. Nawet bez żartów! Sauriel był przez to lekko pobudzony, co na jego zwyczajową flegmatyczność było sporą zmianą. I tak zarówno denerwował się, bo chciał, żeby czarownica popstrykała palcem i było po sprawie jak i cieszył, że jest na to szansa, a potem jeszcze do kotła dorzucamy, że wkurwiał, że tak naprawdę może z tego wyjść wielkie nic. Chyba można zrozumieć, dlaczego teego wieczoru Rookwood stał wyprostowany jak strzała i czarnymi oczami wyjątkowo żywo rzucał na boki. I z wyjątkowym skrzywieniem na wszystkich spoglądał przy okazji. Generalnie wyglądał w tej poczekalni jak klasyczny panicz czystej krwi z bogatego domu, który uważa, że wszyscy są gorsi od niego. Nie wspominając, że przy tym i tak wyglądał jak szef mafii, który przyszedł tutaj sprawdzić, czy z jego narzeczoną wszystko okej. Albo zbadać prostatę. Nie wiem, z czym Ojciec Chrzestny chodzi do lekarza.

- Dobry wieczór. - Przywitał się nawet ładnie, kiedy Victoria się pokazała i nawet na moment jego skrzywienie przestało być takie... krzywiące. - Dobrze, że jesteś, wszystkie babcie się na mnie gapią. - Dodał już cieszej, podchodząc do Victorii. A potem obrócił się w kierunku jednej babci i spiorunował ją spojrzeniem, na co ona (urażona!) wzrok teatralnie odwróciła. - Nie dało się umówić w... gdzieś indziej? Kurwa, tylu porządnych ludzi w jednym miejscu nie widziałem od... od dawna. Świąt rodzinnych bym zbiorem normalnych ludzi nie nazwał.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#2
10.08.2023, 22:37  ✶  

Kazała Saurielowi zarezerwować sobie CAŁY dziewiąty czerwca, bo nie miała pojęcia, na którą uda im się dobić do lekarza i ile to potrwa. Potem kazała mu się stawić na odpowiednią godzinę, znaczy wieczorem, żeby mogli umówić na dzisiaj, na teraz, wizytę u pani Bulstrode, skoro miała akurat tego wieczoru nocny dyżur. Nie spodziewała się, że spotkają tutaj o tej godzinie wiele ludzi, ale – różnie to bywało. Florence ostrzegła ją, że w jeśli będzie nagły wypadek to wizyta może zostać przesunięta na późną godzinę… Victoria to rozumiała, naprawdę. Wychowała się w rodzinie lekarzy, jej babcia była dyrektorem szpitala, wujkowie i ojciec też tutaj pracowali, no naprawdę wiedziała z czym to się je. I nie zamierzała być specjalnie traktowana ze względu na swoje urodzenie i wpływy, chciała to załatwić najnormalniej jak się da.

- Cześć – przywitała się z Saurielem zupełnie normalnie, uśmiechając się lekko i pociągnęła go za sobą do recepcji, żeby umówić się na dzisiaj na wizytę do konkretnego magimedyka, zupełnie ignorując, że się tutaj Sauriel bił z jakąś babcią na spojrzenia. Victoria pojawiła się na czas, ani sekundę spóźniona, jak w zegarku i ubrana była jak zwykle schludnie i elegancko, w ciemną sukienkę do kolan, zgrabne buciki na obcasie, torebkę… Miała też rozpuszczone włosy. Pokierowana pod odpowiedni gabinecik szła pierwsza, zupełnie jakby była u siebie i wiedziała dokładnie gdzie idzie. Tam przycupnęła sobie na jednym z krzesełek, chociaż najpierw zapytała czy inne osoby tutaj też są do pani Bulstrode umówione. - Nie, nie dało się – odparła mu spokojnie, kiedy już usiadła, zakładając nogę na nogę. - To najszybciej jak się dało – i w porządnym miejscu z renomą. Do medyczki polecanej przez kolegę z pracy, a nie do jakiegoś… Do znachora z wiochy, co to jakieś kuglarskie sztuczki próbowałby im wcisnąć.

Babcie nadal się na Sauriela gapiły. A potem zaczęły gapić się też na Victorię i była gotowa przysiąc, czy nie szeptają między sobą przypadkiem o tym, czy Victoria nie jest przypadkiem tą typiarą o której pisali w gazetach. Lestrange uśmiechała się tylko miło, albo zupełnie ignorowała ciekawskie spojrzenia. Na szczęście to nie trwało przesadnie długo, bo wraz z przesuwaniem się kolejki, czarownice traciły członków tymczasowego zebrania plotkarskiego. Aż w końcu przyszła ich kolej i mogli wejść do gabinetu.

- Dobry wieczór – rzuciła na przywitanie do medyczki.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#3
11.08.2023, 11:21  ✶  
Gabinet klątwołamaczki, jak wszystkie inne, nie był zbyt duży. W przeciwieństwie do wszystkich innych, był jednak tak czysty, że jeśli faktycznie istniało na świecie jakieś miejsce, w którym dało się jeść z podłogi, to temu niewiele do tego brakowało – pomijając już zwykłe sprzątanie, to Florence regularnie między pacjentami rzucała na podłogę chłoszczyć… Papiery na biurku były poukładane perfekcyjnie równo, podobnie jak przybory do pisania. Biurko i krzesła zdawały się w dużo lepszym stanie niż w innych częściach szpitala… bo Florence przyniosła tu własne meble, gdy postanowiła je wymienić na nowsze. Nawet ściany, na korytarzach przybrudzone, tutaj pomalowano stosunkowo niedawno – kolejna rzecz, o którą Bulstrode zadbała sama, bo zabrudzenia na białej farbie doprowadzały ją do szału.
Gdyby ktoś otworzył szafki, znalazłby w nich fiolki podręcznych eliksirów, sprzęt medyczny i akta, oczywiście każde w odpowiedniej szafce, i wszystkie poukładane idealnie równo.
Sama Florence siedziała za biurkiem. Szata uzdrowicielki była – jak wszystkie szaty pracowników Munga – dość paskudna. Ta jej od innych różniła się co najwyżej tym, że nie była wymięta. Ani odrobinę. Kasztanowe włosy ściągnięto w bardzo ciasny kok, odsłaniający bladą, odrobinę piegowatą twarz kobiety wyglądającej na mniej więcej tyle lat, ile miała – czyli coś koło trzydziestki.
- Panna Lestrange. Pan Rookwood – przywitała ich, unosząc na pacjentów spojrzenie bladoniebieskich oczu. Tak, wiedziała, że Lestrangowie są w świętym Mungu bardzo wpływowi. I nie, nic jej to nie obchodziło. Była na etapie, na którym próby zmuszenia jej do kierowania się nazwiskiem pacjentów, skończyłyby się tym, że zatrzasnęłaby za sobą drzwi kliniki i założyła prywatną praktykę. Być może wyświadczyłaby pannie Lestrange przysługę wizyty domowej, ale oczywiście policzyłaby za to to stosowną opłatę, jak w dziewięćdziesięciu procent przypadków, gdy się tych rzadkich wizyt podejmowała.
– Proszę siadać – powiedziała i uniosła różdżkę. Przed jej biurkiem do tej pory stało jedno krzesło, a drugie obok leżanki skrytej za parawanem – teraz przysunęło się, ustawiając obok tego pierwszego. – Przyznaję, że mnie pani zaintrygowała, panno Lestrange. Wspólne wizyty raczej nie są czymś typowym w mojej pracy, chyba że jedna z osób z jakichś powodów nie może opowiedzieć o objawach. Z czym państwo do mnie przychodzą?
Przeniosła wzrok z Victorii na Sauriela. Spojrzenie i wyraz twarzy miała doskonale neutralne, nie zdradzające ewentualnych uprzedzeń. (Chociaż te miała. A raczej miała je „Florence Bulstrode”. Florence zawsze uważała, że to, co umarło, powinno umarłym pozostać i wzdrygała się na myśl o egzystencji opartej na pochłanianiu cudzej krwi i energii. Ale jako uzdrowicielka uważała też, że do nich prawa nie ma. Także „Magomedyczka Bulstrode” podchodziła do Rookwooda jak do kolejnego pacjenta.)
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#4
11.08.2023, 14:20  ✶  

Dziwna sprawa, ale Sauriel miał takie poczucie, że tutaj nie pasuje. Czemu? Ja nie wiem. Może dlatego, że trupy nie wymagały leczenia. A przynajmniej tak powtarzały co poniektóre osoby z jego otoczenia, co niekoniecznie kończyło się miło dla niego samego. Na pewno jednak nie groziła mu grypa czy inne dziwne choroby, które ludzi dotykały, albo przynajmniej nie groziły mu w stopniu śmiertelnym. Może mógł je przenosić? Nie sprawdzał, a jak wiadomo - co wampir to reguła, więc ciężko było się połapać, jak prezentowała się rzeczywistość ogółu. Siedzący tutaj ludzie robili na nim tylko takie wrażenie, że był niezadowolony z samego faktu ich bytności. Mogliby sobie pójść do domu, bo co one tu robiły, te głupie baby, po godzinach... plotkujące i wścibskie, jak to zazwyczaj. Ale jednak z nich nawet się miło do niego uśmiechnęła i chyba gotowa była powiedzieć, żeby sobie usiadł, bo blado wygląda. Na szczęście odpowiednio szybko się odwrócił, żeby oszczędzić i sobie i wszystkim wokół cyrku jego durnych odzywek, przed którymi może by się powstrzymał, a może nie. I znów - po co sprawdzać? Prawie był pod wrażeniem samego siebie i tego, jaką odpowiedzialnością się popisywał. Niemalże klasą!

Grzecznie tuptał za Victorią i pozwalał jej załatwiać formalności. Nie to, żeby sam nie ogarnął, bo to nie był problem. Ale skoro Victoria tutaj była i mogła robić za tę milszą część ich dwójki to proszę bardzo - niech zgarnia fanfary, bo on wcale nie był do nich chętny. Szczególnie, że z tym spotkaniem miał związanych trochę swoich nadziei. Głównie nadzieję na to, że pozbędzie się tej dręczącej go klątwy i będzie mógł spokojnie funkcjonować. I tak, Victoria też się pozbędzie tego przekleństwa. Kiedy usiadła to stanął obok niej jak jakiś ochroniarz w pierwszym momencie, spoglądając po korytarzu jakby jakiś czarnoksiężnik miał na nich wyskoczyć zza rogu. Znów dziwna sprawa - nie wyskakiwał. A zaraz oparł się plecami o ścianę i złożył ręce na klatce piersiowej.

- I dobrze. Lepiej szybciej niż później. - Czy jak to tam to powiedzonko leciało, bo on zazwyczaj mówił, że lepiej późno niż później. W tym wypadku udało się naprawdę szybko. Nie dopytywał, co to za klątwołamaczka. Troszkę tutaj prężył swoje zaufanie do Victorii i pewność, że przecież do żadnej wróżki Aidy by ich nie zapisała. Nie musiałby się prężyć, gdyby to usłyszał, ale z drugiej strony nie chciał pytać. Ile to miało sensu - oceńcie sami.

- Ja pukam, ty mówisz. - Oznajmił, kiedy nadeszła ich kolejka po oczekiwaniu, krzywieniu się i patrzeniu na te plotkujące, okropne istoty zwane dalej ludźmi. Trudno. Nie będzie tutaj robił przedstawień, po prostu zamknął swoją jadaczkę. A kiedy mogli wejść to pierwszy już był przy drzwiach, zapukał i rzeczywiście drzwi otworzył przed Victorią. Jak prawdziwy dżentelmen. Żeby czasem nie dać jej dojść do głosu, że jednak inaczej widziała ich podział zadań! - Dobry wieczór. - Powtórzył już drugi raz tego wieczoru, szczyt jego zdolności bycia uprzejmym. Usiadł i spojrzał na Victorię z takim "no mów." Bo Sauriel miał wrażenie, że jak zacznie mówić i mieszać te wszystkie pojęcia ze sobą to dogadanie się będzie ociupinkę utrudnione. Nie wspominając, że mógł się trochę zirytować w trakcie i mogło to wyjść mniej przyjemnie, niż początkowo sam zakładał.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#5
11.08.2023, 14:46  ✶  

Pasował jak najbardziej! Tym bardziej, że nie wyglądał jak zwykle, tylko ubrał się dość elegancko jak na niego, nie przypominał już jakiegoś oprycha czy zbuntowanego chłopaka. Victoria zawsze przechodziła zdumienie, kiedy widziała Sauriela w takim wydaniu. A jeśli ubierał garniak i przylizał włosy by je, niepokorne, ujarzmić, to już w ogóle inny człowiek! Ale Rookwood był przystojny, nie ukrywała nawet przed nim, że jej się podoba, i tak naprawdę dobrze wyglądał w każdym wydaniu. Kiedy jednak stwierdził, że ona ma gadać, to zmierzyła go wzrokiem, z uniesionymi brwiami. Serio? Głównie to on narzekał (nie to, że jej to nie przeszkadzało) i głównie to jemu zależało, by coś z tym zrobić (nie to, że jej nie, ale jak było już między nimi mówione: o dziwo to był jej najmniejszy problem z całej listy kłopotów), a teraz zwalał wszystko na nią. Na umówienie się do klątwołamacza (no zgoda, ona przynajmniej jakiegoś kojarzyła), a teraz na… mówienie. Przynajmniej był tutaj z nią i w razie czego mógł ją wspomóc. Nie skomentowała tego jakoś bardziej, po prostu zmierzyła go spojrzeniem, jakże wymownym, była bliska zacmokania, ale ostatecznie… Wzruszyła ramionami. Może to lepiej… Sauriel był wybuchowy i hop do przodu. Najpierw gadał, potem dopiero myślał nad tym, co powiedział i często okazywało się, że lepiej gdyby jednak pomyślał…

No a chwilę później faktycznie zrobił co zapowiedział, że zrobi, czyli zapukał, Victoria była bliska wywrócenia oczami, ale weszła pierwsza do środka, i usiadła, na wskazanym przez Florence krześle.

Rzuciła Saurielowi krótkie spojrzenie, kiedy on spojrzał z tym swoim „NO MÓW” – nie musiała umieć czytać w myślach, żeby wiedziała co chciał jej przekazać, więc Lestrange szybko przeniosła wzrok na medyczkę.

- Tak naprawdę to nie wiemy czy skierowaliśmy się do odpowiedniej osoby, ale być może jeśli nie, to pani będzie w stanie pokierować nas gdzieś dalej. Chodzi o… cóż. Pewnie już pani czytała artykuł w Proroku, sprzed dwóch dni, o tym co się wydarzyło w związku z rytuałem na Beltane… - ale jeśli nie, to Victoria mogła to bardzo skrótowo streścić. - Chodzi o to, że my też wzięliśmy w tym udział. I bardzo, ale to bardzo utrudnia nam to życie, mi zwłaszcza. Czuję każde zagrożenie jakie grozi Saurielowi, choćby to było to, że za późno skrywa się przed słońcem. Ze względu na to, że prowadzi głównie nocny tryb życia, a ja wtedy śpię, to wybudza mnie to, nie mogę spać, a ja i bez tego mam problem zasnąć. I w drugą stronę… Jestem aurorem, to z założenia nie jest bezpieczna praca – ale to Florence na pewno wiedziała. W końcu jej brat pracował razem z Victorią… Dwaj bracia właściwie. - Sauriel odczuwa to samo co ja, czyli że coś mi grozi i… To jest naprawdę okropne uczucie. Wcześniej myślałam, że to być może coś związanego z Limbo i nie szukałam na to żadnego sposobu, by to przerwać. Ale skoro to nie to, to może… - zakończyła dość kulawo… Oczywiście to nie było tylko to. Było jeszcze przyciąganie… to że naprawdę chciała spędzać jak najwięcej czasu z Saurielem, chociaż nie było to możliwe. Ale Victoria wolała zacząć od nieco prostszych rzeczy.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#6
11.08.2023, 18:43  ✶  
Gdy powitaniom stało się za dość, Sauriel i Victoria wymienili spojrzenia. Gdyby Rookwood wcześniej nie powiedział „dobry wieczór”, może Florence nawet uznałaby, że to faktycznie ten przypadek, gdy z jakiegoś powodu pacjent nie może wyjaśnić, co mu dolega… Kiedy Lestrange wyjaśniała, Bulstrode nie przerywała. Wsłuchiwała się w słowa Victorii, po prostu przypatrując się jej – dokładnie z tą samą miną, jaką ich przywitała.
W innych okolicznościach mogłaby uznać historię za dziwaczną. Może za fascynujący przypadek magii, może za bujdę. Ale sama Florence też splotła wianek podczas Beltane i nie tak dawno temu miała okazję doświadczyć podobnych efektów ubocznych. Artykuł w gazecie potwierdził tylko to, co przeczuwała już wcześniej: podczas sabatu doszło do jakiejś… anomalii.
I nie byłaby klątwołamaczką, gdyby natychmiast nie zaczęła szukać sposobu po pierwsze na dokładniejsze poznanie tej więzi, po drugie na jej złamanie.
Można było powiedzieć, że Victoria i Sauriel mieli swojego rodzaju szczęście.
– Sprawa jest mi znana – powiedziała, kiedy aurorka skończyła swoją opowieść. Nie wnikała w przyczyny, dla których chcieli pozbyć się skutków Beltane: ostatecznie to była ich prywatna sprawa. [b]– Z dużym prawdopodobieństwem działania Voldemorta w jakiś sposób zakłóciły naturalny porządek rzeczy i zmieniły rytuał. Dotąd nigdy nie miał takich skutków.
Oczywiście, mogło być też tak, że Macmillanowie postanowili spłatać wszystkim figla albo bogini miała swój cel w odmienieniu rytuału ku jej czci, ale w oczach Florence odpowiedzialnym raczej był Voldemort. Jego działania w Limbo odcisnęły swoje piętno na świecie na wiele sposobów: jak sądziła, to był jeden z nich.
– Prawdopodobnie rytuał stworzył więź pomiędzy jego uczestnikami. – Zatrzymała spojrzenie na Saurielu. Głównie bo… do tej pory zakładała, że więź dotyczyła dusz. Ale wampiry podobno były tych pozbawione i to oznaczałoby raczej więź umysłów. A może jednak nie? Może jedynie straciły energię, a cała reszta, częste spaczenie, wcale nie wynikało z braku duszy, a ludzkich wyborów? – Czysto teoretycznie, powinnam być w stanie złamać taką więź, na podobieństwo na przykład miłosnej klątwy. Badałam ten temat, ale nie miałam jeszcze okazji podjąć próby przełamania.
Chciała upewnić się, że jest to bezpieczne. Bo spróbować na pewno zamierzała: chociaż jakaś jej część wcale nie chciała łamać tej więzi, to rozum podpowiadał, że ani ona, ani Patrick nie powinni pozwalać, aby magia Beltane wpływała na ich umysły i wolną wolę. A poza tym podejrzewała, że mogą znaleźć się inne pary, wcale niepewne, czy chcą tego typu połączenia… i cóż, jedna znalazła się dość szybko.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#7
11.08.2023, 19:34  ✶  

Co było śmieszne to to, że Rookwood poradziłby sobie bardziej śpiewająco, gdyby tutaj Victorii nie było. Ludzie zachowywali się dziwnie, kiedy zmieniali towarzystwo, albo kiedy byli pozostawieni samym sobie. Sam ze sobą Sauriel był w zasadzie całkiem poważnym człowiekiem. Na tyle, na ile Śmierciożerca hodujący ogórki może być poważny. Czyli pewnie całkiem mocno. Musiałby wtedy mówić sam. Umówić się sam. Wszystko zrobić SAM. Do tego był całkowicie przyzwyczajony. Ale jakoś obecność Victorii zmieniała dosłownie wszystko. Chyba na gorsze, skoro robił się taki niepozbierany? Zależy, która strona patrzyła, pod jakim kątem. Bo dla czarnowłosego było w sumie o wiele lepiej. Przede wszystkim - raźnie. Może i był przez to bardziej... hm, jakby to ująć -był bardziej rozkojarzony, ale w zasadzie czuł się lepiej. To chyba było całkiem ludzkie, nie? Dzielenie chwil z drugą osobą, włączając w to odpowiedzialność za pewne akty i czyny?

- Są też inne niedogodności, ale tak. Ta głównie jest... przeszkadzająca. - Postarał się dobrać odpowiednie słowa do tego zdania, żeby zabrzmiało ono w miarę możliwości zgrabnie. Bo jak chciał, to przecież potrafił. Trzeba było tylko chcieć. I uf, jak dobrze, że Victoria to tak profesjonalnie opisała! Odpowiedzialna osoba przydzielona do odpowiedniego zadania, Sauriel aż sam sobie uścisnął dłoń w pogratulowaniu takiego podziału zadań. Oczywiście tak mentalnie, nie tak fizycznie.

Kiedy osoba profesjonalna mówiła to samo, co mówiła Victoria, jakoś Sauriel był bardziej przekonany do tego, co do czego był niepewny. Choć nie dało się odmówić logiki w wyjaśnieniach Victorii i jej argumentach co do tego, że działania Voldemorta zniszczyły bardzo dużo w tamtym święcie. Szczególnie, że właśnie - jakoś do tej pory nikt nigdy nie płakał z powodu takiego ekscesu. Nie brzmiało to do końca jak błogosławieństwo. Dla Sauriela było właśnie tym - klątwą. Chociaż to akurat przez szkody, jakie powodowało. Głównie w zasadzie Victorii, chociaż on sam zaczął być niemal tykającą bombą przez ten miesiąc. Rzadko się naprawdę rozluźniał. Ciągle coś przeszkadzało, ciągle z czymś walczył, a jeszcze pozostawało to, co działo się z Victorią. Przesypiał niemal całe dni, żeby właśnie nie włóczyć się nawet w pochmurne dni. Bo tak, to było niebezpieczne dla niego. Ale do tej pory i tak się tak przemieszczał, bo co miał zrobić? Niewiele firm i zakładów, z jakiegoś powodu, chciało funkcjonować nocą.

- Zdecydowanie jest to jakiegoś rodzaju więź. - Jakiegoś. Uniósł jedną brew pytającą, kiedy kobieta tak się na nim zatrzymała na dłuższy moment spojrzeniem. - Zapewniam, że dotyczą mnie wszystkie prawidła więzi i innych zasad magii świata żywych. - Co, wampira nie można związać? Można! I fizycznie i duchowo i... i wszystko. Jego dusza miała się całkowicie w porządku. Tylko ciało... ciało było martwe. - Czysto teoretycznie. - Powtórzył za nią trochę pytająco. Bo teoria tutaj nie do końca wystarczyła. Rozumiał, że temat mógł być świeży, ale kiedy powiedziała, że temat jest jej znajomy to brzmiało tak, jakby... był naprawdę znajomy. Jednak stwierdzenie o teorii sugerowało, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie przełamała. Skrzywił się trochę z niezadowolenia rozczarowaniem, chociaż przecież nie miał oczekiwać fajerwerków. Był świadom, że właśnie taka może być odpowiedź, a jednocześnie wręcz pojawił się promyk nadziei. Tylko ten promyk nadziei brzmiał jakoś tak... niebezpiecznie. Lepszy rydz niż nic?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#8
11.08.2023, 19:58  ✶  

„Raźniej” – to dobre słowo. Zdecydowanie było im razem raźniej w tym wszystkim. Druga osoba obok dodawała otuchy i w pewnym sensie też siły, bo nie siedzieli z tym zupełnie sami. Co za to było uderzające to to, że oni, choć tak się wzbraniali przed relacją jaką wybrali im rodzice, to że w sumie to… Całkiem nieźle się w tym odnajdowali, głównie nieświadomie. Bo zachowywali się jak… No na pewno nie jak obcy sobie ludzie, nie jak kumple, chyba nawet nie jak przyjaciele. Jakoś tak Victoria rozczytywała te znaki, jakie Sauriel jej wysyłał, jakby znali się od wielu lat, a to była codzienność. A on polegał na niej, że zrobi co trzeba, jakby zawsze robiła.

Skoro sprawa była znana Florence to tym lepiej, bo nie trzeba było się produkować w czym rzecz. Właściwie na to Victoria liczyła, ale i tak opisała kobiecie główne „objawy”, z jakimi się mierzyli i musieli sobie radzić każdego dnia. Było to tym trudniejsze ze względu na zawód Victorii i przez naturę Sauriela, mieszanka iście wybuchowa pod tym względem.

- Tak, też tak myśleliśmy – no nie, ona tak myślała, niekoniecznie Sauriel, ale na pewno o tym rozmawiali i takie stwierdzenie, że to przypadkowe działania Voldemorta, doprowadziły do namieszania w rytuale. Ale tak jak Victoria mówiła – z początku sądziła, że to ma związek z tym, że była w Limbo; tego Florence nie musiała też tłumaczyć, była pewna, bo widziała ich stan w namiocie, a poza tym przecież jej własny brat był jednym z Zimnych.

Bycie wampirem nie było zakazane, dlatego też Victoria napisała Florence wprost z kim przyjdzie, to mogło mieć znaczenie dla klątwołamania – Victoria nie znała się na tym aż tak, by móc stwierdzić to sama.

- Takie przełamywanie miłosnych klątw jest niebezpieczne? Jeśli potrzebowałaby pani nas zbadać, to chyba nie będzie problemu – spojrzała przy tym na Sauriela by się upewnić, czy nie będzie mu to przeszkadzać. To dlatego chcieli przyjść razem: gdyby byli potrzebni oboje. No i lepiej było tak, niż bawić się później w przekazywanie informacji, a sprawa dotyczyła ich obojga w ten sam sposób.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#9
12.08.2023, 18:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2023, 18:06 przez Florence Bulstrode.)  
- Owszem, „teoretycznie” – potwierdziła Florence, wciąż tym samym tonem. – Jeżeli wcześniej jakiś klątwołamacz miał do czynienia z identycznym rytuałem, to nie zachowały się o nim zapiski. Spotkaliśmy się z czymś zupełnie nowym, może odrobinę podobnych do pewnych klątw, ale wciąż nowym. Nikt nie miał okazji nabrać doświadczenia praktycznego.
Sauriel zapewne miał nadzieję na więcej, ale problem polegał na tym, że to „więcej” po prostu nie istniało. W noc Beltane na Polanie Ognisk doszło do rzeczy bez precedensu, a więź, która powstała pomiędzy uczestnikami rytuału, nie była wcale najbardziej dziwaczną pośród nich.
W gruncie rzeczy i tak mieli szczęście, że skończyło się tylko na tym. Śmiertelnicy dotąd nie przełamywali zasłony między światami.
– Nie jest niebezpieczne, jeżeli zajmuje się tym doświadczony klątwołamacz – odparła Victorii. W rękach partacza w końcu każda magia mogła być niebezpieczna. Ale jeżeli szło o łamanie klątw, to pewność siebie Florence zahaczała już o grzeszną pychę. – Nie sądzę, aby próba przełamania tej więzi miała skończyć się katastrofą. Ale nie mogę zagwarantować rezultatów, dopóki nie spróbuję.
Oznaczało to nie mniej, nie więcej niż: Florence była pewna, że nie zabije Sauriela, Victorii ani siebie, próbując przerwać łączącą ich więź, jednak nie potrafiła obiecać, że sama próba będzie udana. Pewność siebie pewnością, ale ostatecznie szło tutaj o prawa ludzkie, boskie i zatarte granice pomiędzy światami. Wchodzili na niezbadane grunty. I Florence była więcej niż chętna spróbować – ambicja nie pozwalała jej takiej próby nie podjąć – ale też nie zamierzała przyrzekać rezultatów.
Przyznawała to niechętnie, ale istniało ryzyko, że po prostu poniesie porażkę.
– Oczywiście, nie można też zagwarantować całkowitego braku skutków ubocznych – podjęła rzeczowo. – Nie spotkałam się dotąd z ich wystąpieniem, ale to nowa sytuacja. Skoro ta magia tworzy swego rodzaju więź, jej pozbawienie może na przykład wiązać się z czasowym uczuciem przygnębienia czy straty.
Szansę na to Florence oceniała na jakieś pięć procent, ale pięć procent to było znacznie więcej niż zero, znów więc czuła się w obowiązku o tym wspomnieć. Sama była w końcu „ofiarą” tego rytuału. I emocje, jakie odczuwała na jego skutek, zdawały się jej własnymi. Podejrzewała więc, że wyzbycie się ich mogło wywołać trochę taki efekt… jakby zakończyło się właśnie prawdziwy związek.
Miała jednak wielką nadzieję, że się myli.
– Jeśli twierdzą państwo, że odprawili rytuał, badanie nie jest konieczne. Pozwoliłoby mi tylko ustalić, że więź istnieje.
Wszak ledwo przeczytała ten artykuł, zaczęła od przebadania samej siebie. A zaraz potem popytała w szpitalu i pośród kolegów i koleżanek z pracy znalazła kolejne „obiekty” do testów. Zbadanie Victorii oraz Sauriela raczej nie dostarczyłoby jej więcej wiedzy niż zdobyła wczoraj i przedwczoraj.
Decyzja natomiast, czy chcą stać się niejako królikami doświadczalnymi i podjąć próbę zerwania więzi… należała do nich. Sądząc po artykule, wiele osób postanowiło nie tylko pozbyć się więzi, ale też małżeństwa. Z kolei niektórzy zapewne cieszyli się z tych nowych emocji i chętnie spędzali czas z drugą osobą.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#10
12.08.2023, 18:58  ✶  

- Jasne. - Rozumiał w pełni. Rzadki przypadek, a przynajmniej - "pierwsze razy" na Beltane '72iego. Piękne będą wspomnienia wysmarowane w postaci artykułów w gazetach, nie ma co. Było coś niepokojącego w tym, że Voldemort był w stanie sięgnąć tak daleko i tak głęboko, by wpływać na tak starą i pierwotną magię, że dla Sauriela była ona w ogóle jakimś bajdurzeniem. Nie wierzył w nią, po prostu. Te kręgi czarownic, które czciły siły natury i inny odklejeńcy oddający się medytacjom w lasach - pustelnicy od siedmiu boleści, co najedli się za dużo grzybów. Ale przypadek Victorii sprawiał, całe Beltane w zasadzie sprawiało, że Sauriel zaczął trochę wątpić we własne przekonania. Chociaż bardzo niechętnie. I nie do końca chciał to zaakceptować. Tym nie mniej inaczej dla niego to wyglądało kiedy rozmawiał sobie z Victorią na ten temat w zaciszu domowym, a inaczej kiedy wypowiadała się na ten temat specjalistka.

Skinął lekko głową w kierunku Victorii dając znać, że problemu żadnego nie będzie. W zasadzie myślał, że to będzie konieczne, ale kobieta ewidentnie była tematem zainteresowana i już z nim obeznana. Nie wiedział tylko, że była tak dobrze rozeznana, bo sama padła jego... "ofiarą". To chyba dobre słowo. Ale w zasadzie - nic go to nie obchodziło. W końcu nie byli tutaj na prywatne pogawędki.

- Jak nie jest niebezpieczne to tyle mi wystarczy. Sama ta więź jest niebezpieczna. - I powiedziałby ktoś, że Sauriel teraz demonizował. Ale nie. On sobie bez snu radził. Tylko mu trochę siadało na głowę, więcej jadł. Ale Victoria bez snu funkcjonować nie mogła. A on też chciał dalej żyć swoim życiem i nie zastanawiać się nad tym, czy Victoria będzie na drugi dzień cała sina z niewyspania. - Co za odmiana. - Mruknął zanim dobrze pomyślał, z cynizmem, na ten komentarz dotyczący poczucia straty i tak dalej. Rzeczywiście, brzmiało w zasadzie logiczne. Ta więź wypełniała ich emocje i głowy od końca Beltane. Jej brak mógł być dość dziwny, a na pewno odczuwalny. Bo coś zmieniał, coś zabierał. Cieszyło go to, że kobieta była konkretna w swoich słowach, bez zbędnego pierdu pierdu i uśmiechów. Nie lubił takich ludzi, kiedy przychodził do nich w interesach to chciał robić interesy, a nie pierdolić trzy po trzy o kawie i o tym, jak to wnuki mchem obrosły. - Istnieje. - Zapewnił Florence. - Czy rytuał jest do odprawienia na miejscu czy czegoś wymaga od nas? - Rytuały były w końcu rzeczami złożonymi, tyle Sauriel wiedział. Niektóre wymagały kręgu z ośmiu kamieni, a inne stołu w kuchni i pokrojenia ofiary. Tutaj chyba to ostatnie odpadało, chociaż Sauriel nie miałby nic przeciwko.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1704), Sauriel Rookwood (2630), Victoria Lestrange (1656)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa