• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[19 maja 1972] Czas najwyższy || Stanley, Sauriel & Victoria

[19 maja 1972] Czas najwyższy || Stanley, Sauriel & Victoria
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
18.08.2023, 16:00  ✶  

Tutaj można się było burzyć. No bo jak to, zaręczony a nie podzielił się nowinami ze Stanleyem? Znaczy - nowinami, że poderwał super dziunię i postanowił się jej oświadczyć. Kto jak kto, ale Stanley najlepiej wiedział, że Sauriel był od lat w związku, ale bynajmniej nie z żadną kobietą. I nawet nie z whiskey. Tylko ze swoją gitarą. Szanse na to, że z kimkolwiek by ją zdradził były poniżej minimum. A tu proszę bardzo! Victoria mu spadła z nieba i tak sobie już została.

- Pod kontrolą? Kontrolujesz? - Stanley bardzo chciał, ze swoją manią, żeby wszystko było idealnie i na miejscu. To wymagało kontrolowania, nie da się ukryć. Natomiast jak to wychodziło było widać przy poprzednim sadzeniu nasion. Stanley zrobił dwa, a Sauriel czternaście w tym czasie. Więc teraz mówił to z pełną powagą, ale robił sobie podśmiechujki z przyjaciela. Bo już widział, jak tego wieczoru WSZYSTKO będzie pod kontrolą. A raczej - nie widział. Ale to nie ważne. Było miło! To było dla niego najważniejsze.

Spojrzał na Victorię z takim "serio?" wymalowanym na twarzy, kiedy powiedziała o tej cytrynie i wódce. Zmrużył oczy, ściągnął brwi. Ewidentnie coś mu tutaj śmierdziało i nie był to alkohol. Ani Stanley. Bo on sobie palnął tak o z tym alkoholem, właściwie to jedyne co go mogło ewentualnie martwić to to, że Stanley je podleje a te sobie zemrą. No tego by mu chyba nie wybaczył. Także gotów był się wycofywać ze swoich słów, żeby nie zamienić tej cudnej przyjaźni w nienawiść aż po grób. Okazało się, że Victoria tutaj wyniosła ogórki do rangi NADwarzyw. No bo come on, warzywa podlewane whiskey? To brzmiało jak... jak..! Jak strata pieniędzy. Tak, to w zasadzie brzmiało jak strata pieniędzy.

- No kurwa. - No ja nie ściągnę? Ja nie dam rady? Co prawda ogórki to był w sumie tylko pretekst. To znaczy... nie to, żeby nie zależało mu na ogóreczkach tak jak Stanleyowi (a nie zależało), ale uznał, że to na tyle świetna zabawa, że musi po prostu podzielić się tym z Victorią. Dobra, macie rację, chciał też pomóc Stanleyowi, no chciał! Chociaż wydawało mu się, że pewnie mężczyzna to przestrzegał tych wszystkich zasad podlewania tych ogórków, w jakiej temperaturze miały przebywać, naświetlenia i wszystkich innych pierdół bardziej niż ksiądz dekalogu. Nic dziwnego, że wyrosły ogórasy (na razie chyba nie ogry). - A to... czymś się podlewa specjalnym ogóraski? - Znaczy - oprócz wody. I oprócz tego, że będą je podlewać whiskey. Podsunął grzecznie swoją szklaneczkę Stanleyowi. To pytanie już, rzeecz jasna, skierował do Victorii. W przeciwieństwie do następnego...

- Czy ogórek to kwiat cięty? - I tutaj już z jakiegoś powodu spojrzał nie na Victorię, tylko na Stanleya, jakby to on miał znać tę odpowiedź. - Teraz ma kwiatki, to jest kwiatem? - Chyba nie, w tamtej wielkiej, magicznej księdze, która była całkowicie normalną księgą, ale dla takich dwóch tłuków, którzy o roślinach wiedzieli tyle, co nic, to nawet była całkiem magiczna.

- Bo bez pracy nie ma pracy, ay. - Zawtórował mądrym powiedzonkiem, stuknął się po wiejsku ze Stanleyem, chlusnął sobie do gardła na raz i odbił się od stołu, żeby podejść do Victorii i zobaczyć, jak tam te oględziny idą. Złapał też łopatę, wyjął ją z ziemi i spojrzał sam na te warzywiska.

- I jak, Pani Inspektor? Bedzie? - Ujdą czy nie ujdą? Bogowie, oby uszły! Bo przecież Stanley by posiwiał... Sauriel uśmiechnął się paskudnie i tylko brakowało mu teraz różków i ogonka. O jakby powiedziała, że wszystko do kosza, ohoho... Tak lekko tyknął Victorię, żeby nawiązać z nią porozumienie wzrokowe. No kto tutaj mógł wkręcić pana Mulcibera Borgina lepiej niż ona?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
18.08.2023, 19:12  ✶  

Cóż tu miało grać czy też nie… Pochodzili z rodzin czystej krwi, dość normalnym zabiegiem było, że to rodzice wybierali przyszłą żonę czy męża dla swojego dziecka – o nazwisku, które będzie im pasować i przyniesie dlań odpowiednie profity. To nie było żadne tabu, ani tajemnica, że to samo przydarzyło się Saurielowi i Victorii. Szczęściem w nieszczęściu było natomiast to, że panna Lestrange była tak wyrozumiała i cierpliwa do Sauriela (powiedzmy… bo na początku i on miał okazję poczuć, że Victoria traci cierpliwość), że nie miała ochoty go udusić, ani nic mu zrobić. Była na tyle cierpliwa, że zaczęli się ze sobą dogadywać i… Jakoś sobie ta relacja szła do przodu, mocno ściśnięta przez pewien cholerny rytuał… Więc kiedy się ich tutaj widziało, to można było się pomylić – bo to nie była ani ich decyzja, ani „nasza wspólna decyzja” podjęta jednoosobowo. Ale nie było też żadnej tragedii czy rozpaczania.

Pozwoliła panom wymienić kilka zdań, które ją gdzieś tam… ominęły sobie, kiedy tak dopasowywała się do sytuacji, czując znajome palenie pod językiem – od alkoholu, bo wody Stanley przecież nie nalał. Victoria opierała się teraz o stolik, gdy już odłożyła na wpół opróżniony kieliszek, czy cokolwiek tam do picia dostała.

- Nie, niczym specjalnym, tylko wodą. Tylko, to ważne! Absolutnie trzeba tego przestrzegać. Podlewamy tylko z samego rana, nim na dobre wstanie słońce, i wieczorem, gdy już zacznie zachodzić, albo później. Nigdy, przenigdy w środku dnia, a już na pewno nie, kiedy słońce mocno świeci! – kącik ust jej drgnął, bo przypomniała sobie absurdalną rozmowę jaką odbyła z Saurielem dotyczącą porównania wampirów do kwiatków. - Może tego nie być w podręczniku przy ogórkach, bo to bardzo ogólna zasada postępowania z roślinami. Jak się podlewa w dzień, to niestety można poparzyć rośline – były od tego odstępstwa, ale już widziała z jakimi tłukami ma do czynienia, więc wolała zasadę uprościć maksymalnie. - I absolutnie to nie może być zimna woda. Zrozumieli? – spojrzała to na jednego, to na drugiego… Tak, podlewanie roślin było ważne, tym bardziej, ze akurat byli przy tym temacie.

Kucała przy grządce, oświetlając sobie scenę różdżką, przyglądała się uklepanej ziemi, liściom, kwiatom, łodygom… Nawet dotknęła gleby, później rośliny, jednym uchem tylko słuchając co tam panowie wyczyniają… a wyglądało na to, że już zabierali się za kolejną szklaneczkę alkoholu. Chwilę później nastąpiło tyknięcie. Victoria zadarła mocno głowę w górę, spoglądając na Sauriela – ten uśmiechał się iście paskudnie. Sama zmarszczyła brwi, patrząc mu w twarz, próbując rozczytać intencje… bo chyba alkohol mu już do głowy nie uderzył? Tak, zdecydowanie oczyma wyobraźni widziała teraz różki i ogonek zakończony serduszkiem, ten machał na boki z podekscytowania.

- Robiłeś coś wcześniej z ziemią? – odwróciła się, wciąż kucając, do Stanleya. - Przekopałeś ją? Użyłeś kompostu? Czy po prostu przesadzasz ogórki z doniczek do ziemi? – zapytała miast odpowiedzieć Saurielowi. Pani Inspektor musiała się najpierw dowiedzieć pewnych rzeczy. Póki co ogórki wyglądały w porządku, ale czy ziemia była odpowiednio zadbana i nadawała się do przesadzenia warzyw?

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#13
19.08.2023, 19:53  ✶  

Kiwnął głową na zgodę do Sauriela zupełnie jakby chciał powiedzieć - "wszystko pod kontrolą". Tutaj nie było mowy o jakichś niedopatrzeniach. Sama śmietanka Najwyższej Akademii Rolniczej Wielkiej Brytanii się tutaj zebrała, a Stanley to chyba był dyrektorem tejże placówki. Borgin nie miał pojęcia o tym co mieli robić dokładnie tak jak dyrektorzy czy kierownictwo większości placówek, co od razu dawało mu +20 punktów w momencie rekrutacji na takie stanowisko.

Słowa Rookwooda sprawiły, że prowodyr tego spotkania otworzył usta w zdziwieniu i wydał z siebie bezgłośne - o kurwa. No Sauriel to mu teraz zaimponował jak nikt inny - ta jego wiedza, ta jego dbałość o szczegóły, te kocie ruchy. No po prostu człowiek renesansu - Ty sprytna bestio - powiedział pod nosem, kiwając głową oraz unosząc palec do góry. To dało mu bardzo dużo do myślenia. Skoro ogórki były kwiatami to czy można było komuś wręczyć kilo ogórków jako prezent ślubny? W sensie, że jako taki ogórkowy bukiet? Bo jeżeli tak... to przyszli państwo Rookwood powinni się spodziewać takiego prezentu... I powinni być wdzięczni tylko i wyłącznie przyszłemu panu Młodemu, który stworzył tego przyrodniczego potwora zwanego ogrodniczym Stanleyem Borginem.

Słysząc słowotok, wręcz atak Victorii, od razu sięgnął po zeszyt aby jak na (nie) pilnego studenta przystało, zanotować to i owo. Czy rośliny były wampirami skoro nie można było ich podlewać kiedy słońce było w zenicie? Żadne wydanie "Działkowca" nie wspominało o czymś takim ale wszystko wskazywało, że tak właśnie mogło być. W końcu to były słowa wypowiedziane przez ekspertkę, która pozwoliła im spożywać alkohol do pracy... albo nie i panowie sami sobie przerobili jej słowa? Nie był już pewien ale dalej skrzętnie notował wszystkie za i przeciw podlewania kiedy słońce mocno świeciło - Trzeba poparzyć roślinę... Zapamiętać - powtórzył sobie pod nosem aby dokładnie to zanotować. Nic nie mogło mu uciec. Wszystko było ważne - Żadnej zimnej wody. Zrozumiane. Napisze to z wykrzyknikiem - oznajmił, wyciągając język na usta jakby był wielkim artystom.

Po chwili dołączył do reszty wspólników. Oczywiście podążył do nich wraz ze swoim kajecikiem aby dalej prowadzić notatki z pola bitwy - Tak. Przekopałem dlatego siedziałem tu dzisiaj do rana - oznajmił z pełnią dumy w głosie ale mina mu szybko zrzedła - Kompo... co? - przeniósł wzrok na Sauriela jakby poszukiwał wsparcia lub tłumacza. Był w niezłym szoku, że Victoria potrafiła tak biegle zmieniać języki. Z takim talentem to nie dziwił się, że ten kurs Aurorski poszedł jej tak prosto. Stanley nie rozumiał co to za język. Francuski? Pomyślał, poklepując się po brodzie - Umm... Ekhheemm... - odchrząknął, kupując sobie trochę czasu - Nie wiem - wzruszył ramionami - To pole zostało zarekwirowane na poczet naszej sprawy. Na co dzień działa tutaj moja ciotka. Niestety nie ma jej tutaj dzisiaj z nami, więc może być ciężko odpowiedzieć na to pytanie - wyjaśnił, przyglądając się dwójce współpracowników z wielkim zainteresowaniem. Sam najchętniej by to już zakopał pod ziemią, podlał i poszedł się nachlać, wszak jutro miał wolne od służby.

- Jak rozpoznać czy został użyty ten cały kompost...? - machnął ręką w akcie gestykulacji by pokazać całe poletko. Może istniała jakaś metoda aby to sprawdzić? Jeżeli tak, była to kolejna część wiedzy tajemnej, której miał okazję dzisiaj pojąć. Stanley czuł się jak za czasów Hogwartu kiedy to po raz pierwszy obcował z nekromancją, z tą różnicą, że teraz obcował z podstawą sadzenia roślin.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#14
20.08.2023, 14:48  ✶  
[Obrazek: smart.gif]

Sauriel popukał się palcem w skroń z uśmiechem, kiedy Stanley określił go sprytną bestią. Ale bez Stanleya nie byłby nawet w połowie tak sprytny, jak był teraz. Tutaj łączyły się połówki komórek mózgowych, dzięki czemu powstawała jedna, cała. I czasami nawet działała. Tylko trzeba było ją podlać alkoholem, wtedy łatwiej się przyjmowało dziwaczne pierdoletto obu panów. Czego jednak Sauriel nie przewidział w swoich figlach to to, że Stanley naprawdę może wpaść na pomysł zatargania komuś ogórków na ślub. Na przykład - jego własny. Choć, szczerze mówiąc, Sauriel by się cieszył. Tylko nie byłby pewien, czy jego panna młoda też byłaby tak bardzo ucieszona. Miała okazję teraz poznać Stanleya bliżej i pewnie do czasu ślubu będzie jeszcze kilka takich okazji.

Uważał, że miał szczęście. Właściwie to już jakiś czas temu przestał myśleć, że miał w życiu pecha. Czasami tylko brały go chwile słabości, ale poza tym? Miał dom. Miał wspaniałą przyjaciółkę za swoją narzeczoną. Miał takiego Stanleya, bez którego życie byłoby kurewsko smutne, miał znajomych, na których w zasadzie mógł polegać, tylko może niepotrzebnie kazał na siebie tyle czekać, odcinając się od nich. Czasami człowiek docenia najbardziej rzeczy dopiero, jak je straci. Sauriel stracił wiele, naprawdę bardzo wiele. I potrafił teraz docenić małe pierdoły rzucane mu jak ochłapy z pańskiego stołu. Pytanie było większe i ważniejsze: jakim cudem osoby tak uporządkowane jak Victoria i Stanley wytrzymywali z takim osobnikiem, jakim był Sauriel. Może nie był ucieleśnieniem chaosu, ale do uporządkowania było mu sporo daleko. I nie, nie chodzi o porządek w pokoju, ten był całkowicie znośny. Tymczasem okazywało się, że nie tylko wytrzymywali, ale też dobrze się w swoim towarzystwie bawili.

Sauriel patrzył na Victorię, kiedy ta dawała instrukcję jak cielak pozbawiony inteligencji. W zasadzie to nie to, że nie słuchał, bo słuchał. Zawsze ciekawiły go rzeczy nowe, choociaż z dziedziny natury tak średnio. Musiały być naprawdę fascynujące. Jak to z miodem z kwiatów. Albo te bzdurki, które już jej zdążył naopowiadać. W każdym razie trochę jednym uchem wchodziło, drugim wychodziło. Przecież Stanley sięgnął po notatnik, no ktoś taki jak on na pewno nie pozwoli Victorii słowom pójść w przepaść, zmarnować się. Nie kiedy to dotyczyło jego bezcennych ogórasków! Jego rola tutaj była fizyczna, on nie miał pełnić funkcji umysłowych. To i doskonale się do tego przystosowywał. Ameba, tylko z rączkami i nóżkami. Gotowa do rycia w ogórkach jak dzik w żołędziach.

- Hm? - Zapytał inteligentnie, włączając się, kiedy Victoria zapytała, czy zrozumieli. - Mam już kopać? - Dopytał jeszcze inteligentniej, spoglądając na łopatę, to na całe poletko, nie do końca słuchając (jak słychać), że to dopiero była instrukcja podlewania. Ale potem przyszło francuskie słowo kompost. I teraz Sauriel patrzył na Victorię podejrzliwie, mrużąc oczy i słuchając, jakie mądrości teraz padną. On by to wszystko wywalił do ziemi i niech rośnie. Ale to złamałoby serca Stanleya. Więc tego nie robił. Chociaż... - Może to taka arena. - Ten kompostownik. - Wywalasz wszystkie ogórki i sprawdzasz, który wygra walkę. Najsilniejszy przetrwa i urodzi najlepsze ogóraski. - Nie, nie myślał tak, palnął to tak o, jak to on potrafił, pieprznąć jakąś bzdurę, która mu przyjdzie do głowy. I zazwyczaj w obecności Stanleya zapominał, jak wiele ten potrafił brać na serio. A on tak sobie tutaj stał i tak... no kurcze, w gardle mu usychało. Ale no nic. Trzeba dzielnie wytrzymać. Przynajmniej się nie chwiał, bo wypili na dwie nóżki.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#15
20.08.2023, 16:14  ✶  

Przez moment poczuła się znowu tak, jakby była w szkole. Dumna pani prefekt spoglądająca na dwóch uczniów, którzy w głowie nie mieli nauki, tylko psoty. Którzy kątem zerkali przez ramiona kolegów czy koleżanek, by zobaczyć co piszą i ze skupieniem godnym przygryzienia wyciągniętego bokiem języka, odpisać kilka zdań. Zdania te były rzecz jasna pozbawione kluczowych elementów, jak jakiegoś „nie”, albo przecinka w dobrym miejscu i potem wychodzi „jedzcie dzieci” zamiast „jedzcie, dzieci”. Nikt nie musiał Victorii tłumaczyć, że ma przed sobą dwóch bałwanów – stali przy stoliku, bardziej zainteresowani zawartością butelek i szklanek niż tym, co się do nich mówiło. Vidziała to w pełnym niezrozumienia wzroku Sauriela – taka inteligentna bestia, a tutaj… inteligencji nie stwierdzono. A Stanley? Stanley właśnie zapisywał co drugie słowo.

Victoria zmrużyła te swoje duże oczy, upodabniając się przy tym na moment do jakiejś żmijki. Albo kobry królewskiej. Względnie do jakiegoś kota, który właśnie coś przekminiał, ale nie tak intensywnie, że potrzeba było do tego oczu otwartych na spodki i wielkich obliczeń matematycznych.

- Pokaż mi te notatki – zażądała, wyciągając rękę do Stanleya po zeszyt, bo miała jakieś takie dziwne przeczucie, że ma tam zapisany stek bzdur i całkowite przeciwieństwo tego, co właśnie im powiedziała.

Victoria spojrzała na Sauriela wymownie i nawet trochę ostro – nie, nie miał zaczynać kopać. Ten też dawał popis, widać było, że nie słuchał ani trochę.

- Sam jesteś arena – odpowiedziała Saurielowi może nawet trochę obrażona. Obaj nie mieli (hehe) z-i-e-l-o-n-e-g-o pojęcia o roślinach, sadzeniu, zielarstwie – o czymkolwiek! I się za to zabierali od dupy strony, dosłownie, nie znając nawet podstaw. PODSTAW! Victoria złapała dwoma palcami nasadę nosa i przymknęła powieki, licząc w myślach do dziesięciu. - Kompost – powtórzyła raz jeszcze, żeby to słowo jakoś ułożyło się w głowach jednego i drugiego bałwana. - Nawóz powstały z resztek roślinnych – a nie… zwierzęcych odchodów. - Rośliny potrzebują do tego odpowiedniej gleby, a nie byle czego – westchnęła. - No trzeba odkopać kawałek i zobaczyć co jest w środku – skoro Stanley tego nie wiedział… Ale skoro zakopywał ogórki i niczego nie zauważył… a może nie wiedział, że ma cokolwiek zauważyć? - Bez nawozu to niewiele będzie z tych ogóreczków – dodała jeszcze, żeby panowie mieli pojęcie jak ważne to było i że trzeba się skupić, a nie myśleć o niebieskich migdałach.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#16
21.08.2023, 23:05  ✶  

Stanley poczuł stres. Rozkaz, no bo trzeba było go tak nazwać, aż go zjeżył, przypomniał o ciemnych czasach Hogwartu i tych przeklętych zajęciach z pszyrki - Ekhhem... To konieczne? - zapytał chociaż znał odpowiedź - Proszę - wręczył je Victorii. Notatki po za pomyłką o poparzeniu roślin, kilkudziesięciu skreśleń i komentarzach autora odnośnie tego, że Victoria za bardzo się denerwuje, a to trzeba na spokojnie..., to wszystko było w porządku. Cała reszta była dokładnie tak jak zaleciła im kierowniczka robót, co było trochę zaskakujące.

Słysząc wersję wydarzeń z areną, Borgin otworzył usta z zaskoczenia, zupełnie jakby chciał powiedzieć "o kurwa". Sauriel kupił tymi słowami Stanleya. Sprzedany, przyklepane, amen. Już nie było odwrotu - chciał już zobaczyć ten pojedynek. W tym właśnie momencie zrozumiał dlaczego Rookwood kazał mu się patrzeć po godzinę dziennie. W ten sposób chciał przygotować Borgina do tego aby był w stanie wytrzymać srogie godziny przyglądania się, by przypadkiem nie umknął mu ani kawałek tego pojedynku. Mało brakowało, a rozpłakałby się ze szczęścia, będąc wdzięcznym Merlinowi za takiego przyjaciela. Zawsze chciał takiego mieć i właśnie się okazało, że Sauriel takim był.

Nie było chyba drugiej osoby, która tak zaimponowała niedoszłemu Mulciberowi, na przestrzeni ostatniego miesiąca jak stojący tutaj z nimi wampirek. Tyle rzeczy ile się od niego dowiedział to głowa mała. I to dosłownie, Staszek nie był w stanie zapamiętać tego wszystkiego. Na całe szczęście część miał zanotowaną, część zapomniał. Ale o nic się nie martwił! Wiedział, że z takim druhem jak Sauriel, nic mu nie straszne, a ten mu w razie czego, powtórzy to wszystko raz jeszcze. Ot tak w końcu działała magiczna moc przyjaźni!

- A! No przecież - uderzył się pustą dłonią w jeszcze bardziej pustą głowę - Było o tym w szkole. Pamiętam - nie pamiętał ale robił dobrą minę do złej gry... Albo złą minę do złej gry, wszak nie był już pewien, chociaż Victoria miała już wyrobione - słuszne - zdanie o tej dwójce - O nie, nie. Tak to mi nie mów Victoria. Tak to nie do mnie tak bo mi przykro będzie - przyznał na słowa Le - szkoda, że już nie Rookwood - strange. Niewiele będzie z tych ogóreczków Zamarł. Czuł, że to jest jakaś przepowiednia. Czy znajdująca się z nimi pani Auror była ogrókowowidzącą? Może była jakąś wiedźmą, która potrafiła rzucać uroki na pola i przynosić tym samym nieurodzaj? Bo jeżeli tak, to powinni ją wykorzystać w atakach na tych wszystkich szkodników czyli ogrodnik oszukistów, co okłamywali swoich konsumentów.

- Trzeba to rozkopać Sauriel. Nie zostawimy tej sprawy tak - oznajmił przyjacielowi, zachęcając go dłonią aby podszedł z badawczym sprzętem do poletka - Zaraz to sprawdzimy... Znaczy rozkopiemy, a ekspert zerknie - dodał wraz ze sprostowaniem. No bo co ich dwójka mogła dostrzec? Nic. Dla nich to była po prostu ziemia... I nic więcej - Widzisz coś tam? - zapytał Rookwooda, niecierpliwiąc się na to jaki będzie werdykt.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#17
22.08.2023, 16:31  ✶  

O. O...o-oOoo! Zaczyna się! Sauriel aż nawet zaczął uważać, kiedy usłyszał magiczne słowo klucz "pokaż to!", a potem zobaczył wystartowanie Victorii do Stanleya to już wiedział, że coś tu się będzie działo. Że coś tu się będzie mocno tentegowało! Chociaż nie wiedział jeszcze, co. Przecież Stanley był chyba dobry w notowaniu i słuchaniu. Prawda? ... bo był, prawda? Więc trochę z niezrozumieniem wyrwał się z tego stanu zupełnego niemyślenia, który niektórzy mężczyźni nazywali black boxem i począł śledzić rozjuszoną kocicę, która miała pod sobą dwóch tłuków do roboty, zamiast dwóch doświadczonych ogrodników. No ale jakby byli doświadczeni to Victoria by została zaproszona na whiskey i ogórki. A nie na ogórki i whiskey. Kolejność tutaj była bardzo istotna! Na szczęście Sauriel był równie ambitny w swoich notowaniach co Stanley i czasami patrzył na to, co on kurwa napisał i ni chuja nie miał pojęcia. Niekiedy były to takie skrawki, że naprawdę mogło wyjść "jedzcie dzieci" z "jedzcie, dzieci". To było bardzo w jego stylu. Najgorsze było to, że akurat w jego wypadku miałoby to aż za dużo sensu. Spokojnie jednak! Jeśli były istoty, co do których Sauriel był bardziej spokojny to właśnie dzieci. Zresztą akurat kobiety też bił mniej chętnie (?) od mężczyzn! Tylko jak się nawinęły. Albo jak... to chyba czas skończyć się pogrążać i wrócić do ogórków.

- Nie jestem! - Bogowie, Victorio! Nie mów tak, bo przecież Mulciber gotów wysypać te ogórki na głowę Sauriela i sprawdzić, czy się ze sobą pobiją! Wtedy jedyną areną byłby ten ogródek, jakby Sauriel z tą łopatą latał dookoła niego za Stanleyem. Z kondycją Stanleya wiadome było, że długo nie pociągnąłby ucieczki. Ale z drugiej strony z jego sprytem pewnie by jeszcze Sauriela zrobił w bambuko! - Czyli jednak kopać! To co mówisz, że nie. - Niezdecydowane te kobiety były, masakra... Sauriel się wyprostował, wyciągnął łopatę z ziemi i oczywiście nie odszedł kroków kilka w bok, no zaczął kopać tam, gdzie stał. Bo czemu miałby gdzie indziej, skoro tutaj już był? Ziemia jak ziemia, nie? Po dwóch wbiciach jednak łopaty i szybkiej ocenie bliskości jego kopania do ogórków... zmienił zdanie i się przesunął kilka kroków. Spojrzał na to rozkopane pole. I był sprytny - poszedł w miejsce, gdzie już Stanley kopać zaczął. Taki to z niego cwaniak był. Czasem, jak zostało już zapisane, coś tam w tej głowie jednak zaskakiwało.

- Słyszysz? Rozpłacze się Stanley. - Starał się ukryć ucieszoną mordę na słowa przyjaciela, że mu przykro będzie, ale powiedział to z takim wyrzutem, jakby naprawdę się tym przejął. Znaczy... no niby przejąąąął... ale bardziej to było zabawne, niż ruszało jego OGROMNE pokłady empatii. Sauriel był tym kumplem, który najpierw cię wyśmiał, jak się wyjebałeś, a potem pomagał wstać. Chyba że sytuacja była poważna. W oczach Stanleya, rzecz jasna, ta konkretna sprawa poważna była. Chyba Sauriel podchodził do tego po prostu z mniejszym zacięciem przez bycie wampirem. Tak, na pewno przez to. Nie doceniał potęgi ogóra. - Ty no weź tutaj tą dupę i mi poświeć. - Zawołał Stanleya, jak ten stwierdził, że "rozkopieMY"... a potem stał obok Victorii i jak prawdziwy pracownik drogowy - kontrolował, czy dobrze jest kopane. W końcu każda praca potrzebowała koordynatora. Szefem była Victoria, każdy szef potrzebował zastępcy... i tak dalej. Jak Stanley podszedł z różdżką to wrócił do kopania... - Kurwa, Stanley! komu świecisz, mi czy sobie? - Obruszył się gdzieś w trakcie. I... no kopał. Bo w zasadzie nie wiedział ni chuja, jak głęboko, więc gotów był i kopać 6 stóp pod ziemię! Akurat na czyjąś trumnę, choć to akurat ogórki mieli chować, a nie zwłoki.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
26.08.2023, 20:59  ✶  

Oczywiście, że to było konieczne. Gdyby nie było, to nie żądałaby pokazania notatek! Zamiast odpowiedzi słownej, Borgin został spiorunowany wzrokiem. Wzięła więc je do rąk i zaczęła oglądać, czytając uważnie… starając się przynajmniej odcyfrować Stanleyowskie hieroglify. Nie było nawet tak źle. Bazgroły Sauriela była w stanie odczytać, to i z Borginem sobie poradziła. Musiała co prawda pokręcić trochę głową, albo zeszytem, ale się udało. Nawet…. Były nawet solidne, nie licząc tego że chyba połowa notatek to były skreślenia. W końcu dotarła do tych najświeższych.

- Źle napisałeś. Chodzi o to, żeby ich NIE poparzyć – przypomniała i za pomocą różdżki mu skreśliła to co źle i dopisała drukowanymi literami to co dobrze. Cmoknęła jeszcze kilka razy i zeszyt wrócił do właściciela. - Mój drogi, trzeba naprawdę wiele, żebym zaczęła się denerwować – Victoria była wszak oazą spokoju. Kwiatem lotosu na niczym nie zmąconej tafli jeziora (tak, bez przekleństw!). Właściwie to Sauriel… Heh. Ten miał talent do tego, by ją z równowagi wyprowadzać, biorąc pod uwagę to, co właśnie powiedziała, bo mu się to udało tak… ze dwa razy. Raz, jak przestała się do niego odzywać, wyszła ze spotkania nawet przed północą i sylwestrową noc spędziła z dala od towarzystwa wampira, i drugi raz – jak pchnął ją na ścianę.

- No było. Pierwsze albo drugie zajęcia zielarstwa, pierwszy rok nauki – potwierdziła, skrzywiona nieco. Podstawy podstaw. Sam początek nauki, na której bazowało wszystko, co z roślinami związane. - Słuchaj no, Borgin. Będę ci mówić prawdę, bo rośliny nie zasługują na to, żeby ci ściemniać. To trzeba zrobić porządnie. Po-rzą-dnie – przesylabowała nawet, żeby dotarło, do jednego i drugiego. Ale nie mogła się obejść wrażeniu, ze Sauriel to po prostu tutaj wewnętrznie kisnął. - Nie mówię ci tego złośliwie tylko z troski. Jesteśmy na etapie, że wszystko można jeszcze naprawić i będzie idealnie. Rozumiesz? – nie była to żadna przepowiednia, bo z Victorii to była wróżbitka żadna. Znała się na tym tyle co na Quidditchu, czyli jakoś tak… no mało. Stek bzdur i bajania, tyle. No chyba, ze trafił się jakiś faktycznie prawdziwy wróżbita… Takiemu Dolohovovi akurat wierzył, że widzi jakieś tam symbole. Czy inne znaki. - Chwila, chwila, panowie. Po malutku. Tutaj kawałek tylko proszę rozkopać – wskazała palcem kawałek poletka, z dala od posadzonych już tam ogóreczków. I pilnowała, żeby Sauriel za dużo jednak nie wykopał. - Stop – powiedziała też, żeby nie było żadnych wątpliwości, kiedy należy przestać. I kiedy Sauriel przestał, to kucnęła przy ziemi i przysunęła swoją różdżkę, by móc zobaczyć dokładnie. Potem nawet dźgnęła ziemię kilka razy różdżką, a ostatecznie wzięła ją do ręki, by zobaczyć w dłoniach jak się sprawa ma. - No. Nie ma źle. Ta twoja ciotka ma pojęcie o roślinach. Tu wszystko jest przygotowane. No dobrze, to możecie kopać dalej, żeby resztę ogórków z doniczek przesadzić – stwierdziła i wyprostowała się, klaszcząc dłońmi, by pozbyć się resztek ziemi.- To wy kopcie, a ja się napiję – przecież ona nie będzie kopać. Wiadomo już kto tu jest kierownikiem imprezy, a kto robotnikiem.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#19
30.08.2023, 19:24  ✶  

Victoria od razu zakłada najgorsze - że Borgin źle zapisał. Może się pomylił? Może omsknęła mu się ręka? A może po prostu był tłukiem w kwestii roślin? Wszystkie te odpowiedzi były poprawne i wysoko punktowane w tej edycji Familiady. Gdzieś to już słyszałem... Pomyślał, kiwając głową na zgodę na słowa doktor Lestrange, która wypowiadała się jak psorka od pszyrki, zwracając Stanleyowi uwagę, że ten jest co najmniej specjalnej troski w dziedzinie szeroko pojętej nauki. I to nie tak, że ten się nie starał! Starał się bardzo... ale się za bardzo nie zmęczyć. Z tych właśnie zajęć, gdzie toczył boje z doniczkami, atlasami i roślinami, wyniósł jedną, bardzo ważną lekcję, a nawet przysłowie - "czy się stoi, czy się leży, nędzny się należy" i zgodnie z nim przebył całą swoją edukację w Hogwarcie.

- Porządnie... - powtórzył po ich mistrzyni, a następnie zamienił się w słuch - Wiadomo, że z troski o ogóreczki - wtórował jej - Nie płacz Sauriel. Nic straconego. Będzie dobrze - pocieszał swojego ogórzego (i nie tylko!) przyjaciela. Wiedział przecież, że w Rookwoodzie drzemią te OGROMNE pokłady empatii, tak samo w tym gruncie miały zaraz drzemać OGROMNE pokłady ogórków. Na całe szczęście plan mieli prosty i całkiem sprytny - rozkopać pole. Dobrze, że jednak Victoria nie zostawiła ich z tym zadaniem samych, wszak zapewne przekopaliby to całe poletko w poszukiwaniu skarbów, których tutaj nie było.

- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - odparł, podchodząc z różdżką aby przy pomocy lumos trochę poświecić. Niestety był zbyt zajęty słuchaniem kierownika robót, niż prawidłowym świeceniem, za co został od razu reprymendę - Kurwa, świecę przecież! Nie mogę robić tylu rzeczy naraz - odparł we własnej obronie. Stanley musiał przecież słuchać, trzymać różdżkę, coś tam myśleć... I przy okazji nie zapomnieć oddychać i mrugać. Bardzo dużo rzeczy do roboty jak na jedną lekcję nauk przyrodniczych.

Borgin niestety nie zaznał w życiu tego legendarnego bojowego zadania, które polegało na świeceniu staremu, który chciał swoje dziecko czegoś nauczyć, a kończyło się wiadomo jak. Właśnie z winy Robercika, młodszy specjalista ds. oświetlenia, nie potrafił poprawnie wykonywać swojego polecenia. Gdyby tylko przeszedł przyśpieszony kurs to na pewno poszłoby mu lepiej. Był o tym święcie przekonany!

- No coś tam ma. Zajmuje się tą działką lepiej, niż własnymi dziećmi - przyznał ze wzruszeniem ramion, pozbawiając Sauriela na moment światła. Szybko się jednak zorientował, że to właśnie zrobił i podłożył mu różdżkę nad głowę, zupełnie jakby chciał z niego zrobić najjaśniejszą gwiazdkę na choince - Dobrze, dobrze. Będzie zrobione - zapewnił wyższe kierownictwo niczym wprawiony robotnik, który nie dotrzymywał terminów wykonania. Jest w porządku... Jest dobrze... Dobrze robimy... Dobrze wszystko jest w porządku Zgodził się sam ze sobą w głowie, aż przetarł ręce, nie przerywając jednak świecenia.

Kiedy Lestrange odeszła aby napić się alkoholu, Borgin nie omieszkał zwrócić się do wspólnika - Dawaj raz, dwa to kopiemy i idziemy świętować. Nie mamy chwili do stracenia - zapewnił go, łapiąc za doniczkę aby zautomatyzować pracę - Ty będziesz rozkopywać, ja wrzucam rozsady, zakopujesz, podlewamy i voila! - zaprezentował mu swój pomysł na milion galeonów... albo chociaż na szybszą przerwę. Mieli już wprawę w pracy na akord - w końcu zrobili te 16 doniczek w mgnieniu oka ostatnim razem i tym samym teraz nie mogło pójść im jakoś specjalnie długo. Jak pomyślał, tak też zrobił. Raz za razem zaczął przygotowywać kolejne ogóreczki do wsadzenia w ziemię.

Po tym co powiedział do Rookwooda można było przyjąć, że całkiem nieźle pojął wykład Victorii dotyczący podstaw sadzenia roślin. W końcu zaimplementował w nim podlewanie ogórków w nocy, tak aby się nie spaliły czy nie uciekły - wszak nie mogły widzieć w ciemności, co znaczyło, że byli na wygranej pozycji w tym nierównym boju. Wszystko jednak wskazywało, że bój z zielonymi stworkami to nie jedyna potyczka tegóż dnia, druga miała się zaraz zacząć pod dachem, gdzie czekały na nich trunki alkoholowe, czyli nagroda za ciężką pracę.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#20
01.09.2023, 09:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2023, 09:25 przez Sauriel Rookwood.)  

Wszyscy mówili, że Victoria byłaby wspaniałą sędziną, a to nie była prawda. To znaczy była, ale teraz Sauriel miał o wiele bardziej wyraźną wizję jej przyszłości. Ona była po prostu doskonałym nauczycielem. Mogłaby uczyć nawet nie w Hogwarcie, a dzieciaki jeszcze w powijakach! Tłumaczyłaby, jak to się stawia literkę "a", a czemu Ala ma kota, a kot ma Alę. Stanleya potrafiła uczyć, a to przecież prawie jak dziecko.

- Pomiędzy "rozpłacze się" a "Stanley" nie było przecinka. - Chyba źle to zaakcentował. Dobrze to zaakcentował? Smirkał sobie pod nosem, kiedy kumpel go pocieszał, żeby nie płakał, bo będzie dobrze. - Dzięki, bracie. Bez ciebie jak bez ogórków. - Położył łapsko na ramieniu Stanleya i je ścisnął. Spokojnie, nie tak, żeby je złamać! Tak po przyjacielsku, w ramach podziękowania za okazane wsparcie. O tak, Sauriel był absolutnym fanem tego przedsięwzięcia ogórkowego, bo w żadnej innej sytuacji nie miał okazji aż tak przebeczkować wewnętrznie, jak podczas słuchania - i patrzenia - na to, co wyrabia tutaj Stanley. Można by rzec, że czarnowłosy wcale niczego nie ułatwiał, że mógł się wykazać większą inicjatywą i większym zacięciem, że mógł być bardziej... pomocny. Tak. Mógł być? Mógł bardziej poważnie podejść do tematu, ale wtedy chyba nie byłby sobą. Najbardziej kisł z tego, jak ważne wydawało się to dla Stanleya, jak był zajęty, zacięty, jak skupiał się mentalnie, że Sauriel prawie widział, jak para mu uszami leci. W zasadzie jemu też leciała, jak przeglądał książkę i pojawiły się pewne wątpliwości, szczególnie natury słownej jak i obrazkowej. Dla przykładu ogórek, ogr i cukinia. No niby powiesz, że nic je nie łączy. A JEDNAK... wprawny śledczy mógł znaleźć powiązania między tymi podejrzanymi. Nic dziwnego, że Victoria miała do tego gościa dużo cierpliwości, Stanley w całej swojej nieporadności przynajmniej widać było, że bardzo chce i bardzo się stara.

- Sprawiedliwy podział obowiązków. - Ocenił. Gdyby nie było tutaj Victorii to Sauriel by ściągnął koszulkę, żeby jej nie pobrudzić. Ale była. I nie problemem była wstydliwość, tylko raczej to, co miał na przedramieniu. - Chuja tam świecisz... no patrz gdzie trzymasz tę pałkę! - W której nie ma kości. - Weź wyczaruj coś... nie wiem, weź tu coś zorganizuj, żeby jaśniej było. A nie będziesz chodził z tym patykiem. - No taki dobry z transmutacji i co? Nie umie zrobić kilku jakichś... pochodni, co sobie będą stały na bokach działki i im oświetlały? O zasadach BHP dotyczących ewentualnych pożarów ich jeszcze nie uczyli. - Nosz kurwa zamienię cię w precla. - Sauriel puścił łopatę i zamachnął się jakby miał co najmniej Stanleyowi przyjebać. Ale nie! Po prostu złapał jego rękę i ją ustawił w jednej pozycji. - Tak ma być! Widać od razu, że nie miałeś starego. - No, zdecydowanie jakby dostawał to bojowe zadanie poszłoby mu lepiej. Na szczęście Sauriel przychodził na ratunek! Postanowił oddać kawałek dzieciństwa Stanleyowi, żeby potem ten mógł się pochwalić przed kolegami, co potrafi. Albo przed koleżankami bardziej. Jak on wyrywał w ogóle te wszystkie laski?

Zgodnie z zaleceniem kierownika - tak się też stało. Sauriel dzielnie poprzekopywał ziemię, żeby Stanley mógł wrzucić te rozsady, jak to je nazywał (bardzo profesjonalnie, totalnie imponował Saurielowi), ale nie było mowy o tym, żeby nie uzupełniał zapasu energii. Trzeba siebie samego nawodnić, nawadniając ogórki, bo przecież jak to tak? Wampir też człowiek, też potrzebuje płynów, żeby żyć! Co prawda nie takich, ale potrzebuje. Sprawdzał, czy Stanley robi to jak zawsze - od linijki! Bo jak tak to pewnie Sauriel się dołączył, żeby wspomóc biednego przyjaciela, by to wszystko nie zajęło mu następnego roku! To się mogła napatrzeć Victoria, jak dwóch facetów, hobbistycznie, postanowiło zająć się sadzeniem ogórków. Dwóch Śmierciożerców, z czego jeden w przerwie od brutalnych morderstw miał chodzić na działkę pełną warzyw i pieprzyć głupoty o walkach ogórków, nasionach w postaci jajeczek i uciekających sadzonkach.

- No... takiej randki ci żaden inny nie zapewni. - Powiedział z szerokim uśmiechem do Victorii, kiedy już robota była skończona. I może gdyby był człowiekiem to byłby właśnie brudny, zmęczony i spocony. A tak był tylko brudny. I głodny. - Dobra robota, towarzysze! - Tak, Sauriel naprawdę podziwiał Stalina. - Takich dwóch, jak nas trzech, to nie ma ani jednego. - I za to wypiję.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (4214), Stanley Andrew Borgin (4079), Victoria Lestrange (3320)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa