• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Czarodzieje Kroniki Przyjęci do gry v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 8 Dalej »
Lorraine Malfoy

Lorraine Malfoy
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Właścicielka zakładu pogrzebowego
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#1
30.08.2023, 10:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2026, 17:11 przez Eutierria.)  

Lorraine Malfoy

Urodzenie: 12 listopada 1947 rok, skorpion, numerologiczna 8.
Stan cywilny: Panna.
Nazwisko panieńskie: Malfoy.
Krew: Czysta krew (półwila).
Zamieszkanie: Londyn, ulica Śmiertelnego Nokturnu.
Pochodzenie: Miejsce akcji tragedii: Anglia, obrzeża Londynu. Choć biologiczną matką dziewczyny w rzeczywistości była wila, zauroczona słodkim zepsuciem żyjącego ponad stan zubożałego artystokraty, Armanda Malfoya, jej samobójcza śmierć spowodowała, że słowo "matka" w życiu Lorraine zawsze przynależało wyłącznie do jej macochy, Mirandy Malfoy (de domo Greengrass). Miranda, pozbawiona możliwości posiadania własnego potomstwa, wychowywała mężowską latorośl jakby ta była córką z prawego łoża, zawsze stanowczo dementując plotki o jej prawdziwym pochodzeniu.
Ze względu na liczne długi Armanda, rodzina była zmuszona sprzedać rezydencję pod stolicą, długo tułając się po tanich hotelach i okupując pokoje gościnne bardziej zamożnych członków rodziny, póki finalnie nie osiedli w starej chacie w Little Hangleton. Na krótko po ukończeniu szkoły, co zbiegło się w czasie z nagłą śmiercią przybranej matki, Lorraine uciekła do Londynu i próbuje tu znaleźć swoje miejsce, samotna, ale i po raz pierwszy w życiu - wolna. Obecnie próbuje wiązać koniec z końcem, pracując w biurze zakładu pogrzebowego, na boku zaś - prowadzi cichy handel "towarami luksusowymi", jakimi są informacje, nie wahając się przy tym działać poza granicami prawa.
Kształtowanie: ◉○○○○
Rozproszenie: ◉○○○○
Transmutacja: ○○○○○
Zauroczenie: ◉◉◉◉○
Nekromancja: ◉◉○○○
Translokacja: ◉○○○○
Percepcja: ◉◉○○○
Aktywność fizyczna: ◉○○○○
Charyzma: ◉◉◉◉○
Rzemiosło: ◉○○○○
Wiedza przyrodnicza: ◉◉◉○○
Wiedza o świecie: ◉◉◉○○
Poziom spaczenia: III - Dla Lorraine, kołysanej do snu odgłosami Śmiertelnego Nokturnu (krzykami mordowanych sierot, wrzaskiem narkomanów na delirce i jękami prostytutek za ścianą), świadomość, że posługuje się czarną magią do niecnych celów, nie jest czymś, co mogłoby zakłócać nocny odpoczynek.

Różdżka: Bez, włos z głowy wili, 12 cali, sztywna.
Zwierzę totemiczne: Wąż.
Aura: Czerwona aura z delikatną domieszką szarozielonego.

O zdolnościach: Lorraine zawsze miała problemy z bardziej abstrakcyjnymi dziedzinami magii, operującymi na niewyobrażalnych dla niej konceptach nicości i absolutu. Potrzebowała ogromnego skupienia - rzadko możliwego do osiągnięcia w czasie lekcji - by rzucać czary w efektywny sposób, co napawało ją wstydem i irytacją, zaś tłumiona wściekłość z powodu własnej słabości tylko pogarszała sprawę. Jedynym przedmiotem sprawiającym jej przyjemność były eliksiry. Dopiero na wyższych latach edukacji, kiedy poznała "magię kontaktową" - magię, która działa na umysł, myśli i emocje innych ludzi (a w bardziej pospolitym języku, kiedy nauczyła się kilku przydatnych uroków) - poczuła się, jakby odkryła drzemiący gdzieś głęboko potencjał.
Malfoy zawsze wierzyła, że jej największym atutem są zdolności interpersonalne, charyzma i wdzięk, a już zwieńczeniem manipulacyjnych sztuczek jej arcykobietkowego repertuaru - umiejętność legilimencji. Wnikanie do ludzkich umysłów w gruncie rzeczy niczym nie różni się od uwodzenia; to tylko swawolna walka o dominację. O wiele trudniejszą sztuką jest oklumencja, której Lorraine nie potrafiła nigdy opanować. W przyszłości, pragnie zgłębiać tę dziedzinę magii, aby obwarować swój umysł - skarbiec cennych informacji - przed niepowołanymi gośćmi.


PRZEWAGI:
Blondynom się nie podskakuje 0: Nazwisko Malfoy wciąż budzi respekt pośród nokturńskiej gawiedzi, a i imię samej Lorraine jest dobrze znane w annałach Nokturnu, ponieważ zajmuje się szeroko pojętym handlem informacjami, zawiadując podziemną siatką szpiegowską tworzoną przez informatorów zwanych "pająkami".

Popularność 0: Szlachetnie urodzona, doskonale obyta towarzysko panna o intrygującej urodzie. Lorraine - obdarzona wdziękiem i erudycją przez tych samych bogów, którzy poskąpili jej rodzinie statusu i majętności - potrafi po mistrzowsku manipulować swoim wizerunkiem, co zawdzięcza dogłębnej znajomości psychologii i wrodzonej charyzmie. Zubożała arystokratka celowo pokazuje się na salonach tylko w otoczeniu kuzynostwa, na każdym kroku podkreślając swoją przynależność do dumnego rodu Malfoy: powszechnie znana na Nokturnie i Podziemnych Ścieżkach dzięki swojej działalności infobrokerskiej, w innych kręgach stara się unikać zbędnego rozgłosu, co powoduje, że w towarzystwie jej imię jest wspominane głównie w kontekście rozlicznych koligacji rodzinnych, a ona sama - kojarzona jest tylko dzięki swemu talentowi muzycznemu i dokonań artystycznych w tej dziedzinie. Lorraine, jako prominentnej postaci przestępczego półświatka, jest to jak najbardziej na rękę.

Ulubieniec tłumu 2: Lorraine wydaje się świadomą każdego dwuznacznego spojrzenia, każdego niewypowiedzianego słowa. Lubi ślizgać się w rozmowie na granicy flirtu i sugestywnej aluzji, często skrywając swoje prawdziwe intencje za zasłoną nader rozpraszającego wilowego wdzięku. Jest coś w jej ruchach, w ciężkim spojrzeniu, intonacji wypowiadanych słów, w hipnotyzującym uśmiechu, co sprawia, że ludzie są bardziej podatnymi na jej sugestie.

Legilimencja 3: Legilimencja, choć prawnie zakazana, stała się dla Malfoy wyjątkową bronią, niezwykle przydatną w budowaniu jej imperium szeptów. Podstaw tej sztuki nauczyła Lorraine mentorka i przybrana matka, Miranda, uzdolniona w dziedzinie magii umysłu. Teraz dziewczyna posiłkuje się czarnoksięskimi manuskryptami z biblioteki dziadków, a także własnym, wcale niemałym doświadczeniem. Malfoy jest ostrożna, subtelna; wspomaga się eliksirami miłosnymi, specyfikami modyfikującymi pamięć, urokami, kłamstwem, kokieterią - i, jeżeli jest to ostateczność, własnym ciałem - aby przełamać naturalne bariery instynktu samozachowawczego swoich ofiar, i w jak najmniej inwazyjny sposób dotrzeć do konkretnych wspomnień i myśli.

Kłamstwo 1: Kłamstwo to najlepsza zabawa, jaką może mieć dziewczyna bez rozbierania się, czy coś.

Znajomość półświatka 2: Armand Malfoy, znany w magicznym podziemiu jako Orfeusz, od wielu lat taplał się się w ściekach czarodziejskiego świata, oscylując między pospolitym łajdaczeniem się, a załatwianiem za kulisami prawa ciemnych sprawek na korzyść rodu Malfoy. Zawsze miał talent w zjednywaniu sobie odpowiednich ludzi, wychodząc obronną ręką z najgorszych tarapatów dzięki szerokiej siatce znajomości, w którą z czasem wciągnął także swoją jedyną córkę. Zajmując się szeroko pojętym handlem informacjami, Lorraine chętnie korzystała z wpływów ojca aż do wiosny 1972 roku, kiedy to oboje silnie poróżnili się ze sobą podczas rodzinnej kłótni. Przez wszystkie lata swojej bytności na Nokturnie i Podziemnych Ścieżkach, młoda Malfoy zdążyła jednak stać się integralną częścią przestępczego półświatka: zawarła wiele ważnych znajomości, zbudowała własne sojusze, a choć odczuwa brak części utraconych kontaktów i korzyści z protekcji Armanda, duma nie pozwala jej zwrócić się do ojca o pomoc. Lorraine pragnie stać się jedną z kluczowych postaci magicznego podziemia i sukcesywnie dąży do poszerzania swoich wpływów w półświatku.

Muzyka 1: Miranda Malfoy zawsze pyszniła się swoim talentem muzycznym, szczególnie upodobawszy sobie fortepian. Naturalnym jest, że chcąc wychować przybraną córkę na elegancką, klasycznie wyedukowaną damę, wymagała od niej także znajomości gry na ulubionym instrumencie. Lorraine niegdyś nienawidziła tych lekcji, ponieważ Miranda perfekcjonistycznie wytykała każdy błąd, nigdy nie oferując pochwał ani nie okazując choćby śladu satysfakcji wobec postępów przybranej córki, dla której muzyka szybko stała się całym życiem. Kiedy zadłużona posiadłość rodziny Malfoy została zlicytowana, fortepian skonfiskowano: Lorraine - ćwicząc na starej, drewnianej planszy z klawiszami wyrysowanymi ręką Mirandy - rekompensowała sobie jednak utratę instrumentu podwójną zaciekłością w ćwiczeniach. Teraz śmiało może nazwać się utalentowanym muzykiem, a każdą wolną chwilę poświęca grze. Od niedawna powróciła także do tworzenia autorskich kompozycji, które to próby zarzuciła po śmierci macochy: choć jakość szkiców skreślonych po latach twórczej blokady nie jest w żaden sposób imponująca, to zajęcie przynosi Lorraine wiele radości i satysfakcji.

Niezwykła uroda 1: Jest piękna. Tak piękna, że aż przerażająca. Jest bowiem coś nienaturalnego w tym jej pięknie, coś niesłychanie niepokojącego, może dlatego, że powiła ją pełnokrwista wila. Nie sposób oderwać od niej oczu... Nie sposób ich także nie zmrużyć, gdy się na nią patrzy.

Występowanie 1: Wrodzona charyzma, przesadna wręcz skłonność do teatralności i pewność siebie zakrawająca o arogancję - Lorraine, nawykła do nieustannej gry pozorów z całym światem i z samą sobą, zawsze gra, nawet wtedy, kiedy nikt na nią nie patrzy. Urodzona aktorka, nie ma problemu z wystąpieniami publicznymi, chętnie pławiąc się w blasku atencji, nieważne, czy jest akurat na scenie, czy poza nią: jako półwila potrafi przyciągnąć do siebie ludzi, ale doskonale wie też, co powiedzieć i jak się zachować, by podbić ich serca.


ZAWADY:
Tęsknota za wodą 2: Przedziwny jest to zew, przedziwną tęsknota, o której przypomina Lorraine nawet szum krwi w uszach. Już w dzieciństwie wyobrażała sobie swój umysł jako nurt porywistego strumienia, wtedy, gdy pozwoliła macosze zagłębiać się w jego odmętach za pomocą legilimencji. Myśli musiały płynąć, niepowstrzymane, bo zatrzymać się, znaczyłoby umrzeć. Musiała być więc jak woda. Zawsze w ruchu. Widać to nawet w jej postawie, w delikatnym drżeniu rąk, w tym, jak szybko reaguje na najdrobniejsze choćby zmiany w swym otoczeniu, niczym wzburzona nagle tafla wody, po której rozchodzą się drobne zmarszczki fal. W żyłach Lorraine płynie tęsknota starsza od niej samej. Uwodzenie, mówi o tym półwila, bo woda ją uwodzi, woda przyzywa, śpiewem zapraszając do tego, aby stały się jednością. Tęsknoty tej nie potrafi ukoić spacer brzegiem smrodliwych nokturńskich kanałów. Tamtejsza woda jest przecież martwą. Tamtejsza woda nie śpiewa. Gdy Lorraine czuje, że nie może już dłużej znieść ciszy, opuszcza więc Londyn, aby zanurzyć się w odmętach zapomnianego jeziorka w lesie należącym do licznych włości rodziny Malfoy.

Księżniczka 1: Nie dość, że cierpi na bezsenność, nie potrafi zasnąć w innym miejscu niż własne łóżko... Czy raczej własna wanna. Jedyną znośną alternatywą dla stęsknionej za wodą półwili pozostaje zaklęta trumna wypełniona wodą, w której udaje jej się czasem ukołysać do snu. Lorraine wyobraża sobie wtedy, że jest w łódce unoszącej się na powierzchni jeziora.

Uczulenie: czerniec czerwony 1: Odkryła, że jest uczulona przypadkiem, podczas bezpłatnej akcji promującej zdrowie organizowanej przez Akademię św. Munga, na której urządzono pokazową prezentację warzenia i degustacji eliksirów leczniczych. Po spróbowaniu jednego z nich, Lorraine dostała silnych duszności, a gardło i twarz spuchły jej tak, że nie mogła oddychać, a co dopiero mówić. Na szczęście, na miejscu było wielu magomedyków, którzy szybko udzielili jej specjalistycznej pomocy, odkrywając, że winnym całego zamieszania jest wyciąg z jagód czerńca czerwonego.

Wysoka stawka 1: Malfoy, choć nie wskazuje na to jej niewinna fizjognomia, jest chorobliwie ambitna, a do raz postawionego celu gotowa jest dążyć po trupach. Dobrze rozumie, że na tym świecie nic nie ma za darmo, i żarliwie modli się do bogów o przychylność fortuny - panny równie kapryśnej, co i ona sama. Na szali ambicji jest gotowa postawić wszystko, choć prawda jest taka, że Lorraine nie ma za wiele do stracenia, może poza wolnością - ale czym jest wolność, kiedy Malfoy nie ma możliwości żyć na takim poziomie, jakiego pragnie?

Bezsenność 2: Nokturn nigdy nie śpi - Lorraine też nie. Kobieta nie ma powodu, by obawiać się ciemności spowijającej Podziemne Ścieżki: ta już dawno temu zatruła jej serce, zmuszając je do wybijania tego samego, mrocznego rytmu, z jakim toczy się życie całego Nokturnu. To światło budzącego się dnia - i wyjście poza bezpieczne cienie londyńskich podziemi prawdziwej natury zajęcia, jakim para się Lorraine, handlująca brudnymi sekretami innych ludzi - przeraża ją najbardziej. Malfoy najwięcej pracuje nocami - wtedy spotyka się z klientami, porównuje dane wywiadowcze, przegląda dokumenty - ale kiedy przychodzi ranek, mimo potwornego zmęczenia, zwyczajnie nie jest w stanie zasnąć. Kiedy w zakładzie pogrzebowym rozlega się dźwięk dzwonka u drzwi, Lorraine, wyrwana z czegoś na kształt czujnego półsnu, sztywnieje, i szybko przeciera podkrążone oczy. Bo co, jeżeli to akurat dzisiaj na jej progu pojawi się patrol Brygady Uderzeniowej...?

Słabo zbudowany, niedowaga 2: Malfoy cierpi na bliżej nieokreślone zaburzenia odżywania, co silnie odbija się na jej zdrowiu i samopoczuciu i w dużym stopniu wpływa na codzienne życie. Być może to efekt odebranego wychowania, może to nerwica natręctw i chorobliwy perfekcjonizm jej przybranej matki dały o sobie znać - a Lorrie zawsze chciała sprostać jej wyśrubowanym wymaganiom. Być może to wina tych dni, kiedy była głodna, ale w domu nie było już nic nadającego się do jedzenia. Być może to próba kontroli własnego, zmieniającego się ciała. Poprzeczka jest zawieszona wysoko, gdy uroda to jedyne, co posiadasz. Lorraine nie nazywa tego, nie mówi o tym, nie myśli o tym, ale... Zawsze możesz być chudsza, przemyka jej przez głowę, kiedy patrzy w lustro, zawsze możesz być piękniejsza, zawsze możesz być bardziej idealna.

Primadonna 1: Gdyby nie nazwisko, Lorraine Malfoy nie byłaby warta złamanego knuta, nie przeszkadza jej to jednak posiadać ego dorównującego rozmiarami największej ze skrytek w banku Gringotta. Nie jest tajemnicą, że dorastała w biedzie. Rozrzutny tryb życia ojca Lorraine sprawił, że rodzina przez lata ledwo wiązała koniec z końcem, pomieszkując w rozpadającym się domu w Little Hangleton (dokąd przenieśli się po sprzedaniu zadłużonej rezydencji w stolicy), w wiecznie nakręcającej się spirali przemocy, która zmuszała Mirandę Malfoy do tułania się z przybraną córką po krewnych. Zdana na ich łaskę i niełaskę, Lorraine wykształciła w sobie chorobliwą potrzebę bycia niezależną, dlatego nie potrafi przyjąć pomocy ofiarowanej - choćby bezinteresownie - od tych, którzy nie dzielą z nią nazwiska Malfoy: oznaczałoby to przyznanie do słabości, a słabość, wierzy Lorraine, łatwo wykorzystać, często ulegając paranoi, że każdy, kto nie należy do rodziny, jest jej wrogiem. Słysząc pogardliwe szepty za swoimi plecami, powtarza jak mantrę to, co wtłaczano jej do głowy od najwcześniejszych lat dziecinnych: przekonanie, że sam fakt bycia Malfoy, czyni ją lepszą od innych. Duma Lorraine jest testamentem godności jej macochy, tarczą przeciwko drwinom rodziny i innych wysoko urodzonych, a choć nierzadko naraża się na śmieszność zadzierając dumnie nosa, robi to, bo duma jest jedynym dziedzictwem, jakie jej pozostało.

Zazdrosny: Maeve Chang 1: Lorraine, nawykła do przesadnej racjonalizacji swych uczuć, długo nie potrafiła zrozumieć, czym właściwie jest zazdrość. Nie sądziła, że będzie jej dane poznać smak tego uczucia: konsekwentnie odsuwała je od siebie, wstydliwie tłumiąc targające nią namiętności - tak jak niedyś tłumiła swoje wile instynkty. Zazdrość, w mniemaniu Lorraine, była występkiem przeciwko miłości. Zazdrość była wykładnikiem moralnego zepsucia i świadectwem słabości ducha - zazdrość była czymś niskim - czymś grzesznym... Tyle że Lorraine Malfoy nie znała słodszego grzechu nad ten, który połączył ją z Maeve Chang. Intensywność uczuć, jakie Maeve wzbudziła w jej sercu, szybko sprawiła, że Lorraine kompletnie straciła dla niej głowę: kocha ją tak nieprzytomnie, że wybaczyłaby jej każdą zdradę - obwiniałaby się za kobiety, wściekała za mężczyzn, ale nigdy nie jej frustracja nie byłaby wycelowana w Maeve - Maeve mogłaby być przecież każdym i mieć każdego. Lęk przed utratą jej względów jest tak silnie wpisany w psychikę półwili, że ta patrzy podejrzliwie na wszystkich, którzy próbują zanadto zbliżyć się do Maeve. Czasem wystarczy, aby imię ukochanej padło z ust innych niż jej własne, aby całkowicie wytrącić Lorraine z równowagi. Może dlatego tak długo wzdragała się przed przyznaniem, że zależy jej na Maeve bardziej niż na kimkolwiek innym - bała się, że zazdrość, którą tak skrzętnie ukrywała, uczyni ją w oczach ukochanej kimś wstrętnym, że zepsuje to, co jest między nimi - bała się, że zbruka miłość, która pierwszy raz w jej życiu nie idzie w parze z okrucieństwem: miłość łagodną, cierpliwą i wyrozumiałą... Jak tu nie być zazdrosnym?
Edukacja: Absolwentka Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, wychowanka Slytherinu (1959 - 1966). W szkole udzielała się w szkolnym chórze, gdzie śpiewała i przygrywała na pianinie, należała też do Klubu Ślimaka ze względu na nazwisko i smykałkę do eliksirów. Poza tym nigdy nie była uzdolniona akademicko - dobre oceny były wynikiem bezsennych nocy, łez wylanych nad książkami i bardzo, bardzo wielu godzin zakuwania na pamięć, a wszystko to podsycane chorobliwą ambicją, aby osiągnąć sukces i stworzyć dla siebie inne, lepsze życie. Taki sam cel miały również nieformalne nauki, które odebrała w dzieciństwie od przybranej matki, aspirującej do powrotu do wyższych sfer: Lorraine zna zasady etykiety, świetnie tańczy, dba o dykcję, ma doskonałe maniery i interesuje się światem na tyle, by móc konwersować na poziomie. Ceni sobie to "dworskie" wychowanie na równi z tym, czego zdążyła nauczyć ją ulica wiesz co się liczy szacunek ludzi ulicy. Po ukończeniu szkoły podjęła kilka darmowych kursów w zakresie eliksirowarstwa. Obecnie skupia się na samodzielnym doskonaleniu umiejętności, jaką jest legilimencja.

Doświadczenie: W trakcie nauki w Hogwarcie, a także przez jakiś czas po skończeniu szkoły, pracowała jako korepetytorka - dawała lekcje gry na fortepianie dzieciom z bogatych domów.

Aktualne miejsce pracy: Od czasu ukończenia Hogwartu prowadzi wszystkie sprawy biurowe w małym zakładzie pogrzebowym na ulicy Śmiertelnego Nokturnu... co stało się doskonałą przykrywką i punktem zaczepienia dla bardziej nieoficjalnej, podziemnej działalności, jaką jest pozyskiwanie i handel informacjami poufnymi - Lorraine sprzedaje sekrety temu, kto zaoferuje najwięcej.

Cechy szczególne: Brak.

Rozpoznawalność: IV - Lorraine ma szerokie znajomości w bardzo różnych kręgach, począwszy od artystokratycznych rodów czystej krwi - przez plasujących się gdzieś pomiędzy wiernych wyznawców lokalnego kowenu i przedstawicieli artystycznej cyganerii z towarzystwa Muza - a skończywszy na najgorszych szumowinach londyńskich kanałów. Chociaż pragnie wierzyć, że wdzięcznie lawiruje między tymi skrajnościami - między światem gminu i światem elit - godząc w sobie przynależność do tych dwóch, zgoła odmiennych światów, tak jak godzi dziką naturę kierowanej zwierzęcym popędem wili z manierą kobiety o szlachetnym rodowodzie... Nie czuje się tak do końca częścią żadnego z nich. W towarzystwie odprowadzają ją nieprzychylne spojrzenia, a za plecami słyszy kpiące szepty, wyrażające to, co nie może paść wprost w rozmowach, w których uczestniczy - choć i w nich często pojawiają się zawoalowane aluzje do Nokturnu, jak i do niecodziennego zajęcia, jakim się trudni - nie jesteś jedną z nas, mówią fałszywe uśmiechy na twarzach wysoko urodzonych, i nigdy nie będziesz. Lorraine bardzo zależy na zachowaniu nienagannej reputacji, tak, aby przypadkiem nie zagrozić wizerunkowi rodziny, dlatego przywdziewa w takich sytuacjach zbroję uprzejmości, skrywając urazę za maską niewzruszonego opanowania, nieważne, jak bardzo dotykają ją krzywdzące przytyki. Podobnie rzecz ma się w podziemiu, w którego annałach nigdy nie zdobędzie takiego zaufania jak ktoś, kto się tam urodził - na pewno nie trwając przy wartościach, w jakich się wychowała - nie ze swoimi wielkopańskimi aspiracjami, których wciąż nie potrafi porzucić, mimo że jej nienawiść do Nokturnu równać może się tylko miłości, jaką żywi do tego miejsca. Miejsca, które od lat nazywa przecież domem.

Wskazówki dla Mistrza Gry


Dobra Matko, siło kobiet, pomóż córkom przetrwać trwogę.

Zakład pogrzebowy Necronomicon

Zakład pogrzebowy Necronomicon, założony w 1907 roku przez Alhazreda Malika, mieści się w samym sercu Nokturnu, we wnętrzu wiekowego budynku przesiąkniętego magią, która przez lata zdążyła zdeformować jego fundamenty, czyniąc okoliczne zabudowania – wzniesione jeszcze za panowania króla Karola II, a może nawet i wcześniej – podobnymi do zwalistego cielska mitycznego monstrum. Stary, spękany tynk, niby płaty łuszczącej się skóry odchodzi od krzywych, wygiętych w łuk żeber ścian, które zdobi poczerniały szyld – szczerzący się w uśmiechu złożonym z nadpsutych zębisk i przegniłych dziąseł – zapraszając do wnętrza Necronomiconu jak do rozwartej w pośmiertnym stężeniu paszczy potwora.

Znaczną część głównej sali zakładu pogrzebowego zajmuje masyw ciemnego kontuaru, którego starannie wypolerowany blat odbija nikłe światło świec płonących w zaśniedziałych lichtarzach. Tutaj właśnie przyjmowani są interesanci, tuż po tym, jak uda im się przejść przez nieustannie zmieniający swą wysokość próg. Spowite w ciemnościach sklepienie zaczarowano tak, by zarys poznaczonego pęknięciami i zaciekami nierównego sufitu ginął w pomroku iluzji bezgwiezdnej nocy. Zakurzone witryny sklepowe przyozdobione materiałem kiru, nie wpuszczają zbyt wiele światła do dusznego wnętrza skąpanego w ciemności, z której wyłania się kunsztownie wykonany sarkofag, kilka ornamentalnych modelów urn i makabrycznie wręcz realistyczny portret trumienny. Dzieło długo nie pozwala oderwać od siebie wzroku, budząc przestrach i podziw wobec kunsztu artysty, który w swoim dziele zaklął śmierć i życie wieczne. Wonne opary kadzideł, wypełniające wnętrze Necronomiconu, wcale skutecznie tuszują nieprzyjemne zapachy dochodzące tu z ulicy, nie są jednak w stanie zatuszować wszechobecnego odoru śmierci – omdlewająco słodkiej kompozycji, której subtelnie gnilne nuty przytłacza ciężki zapach wiązanek pogrzebowych i intensywna woń impregnowanego drewna prezentowanych trumien, tylko po to, by po dłuższym czasie odkryć duszę bukietu zapachowego – popiół. Popiół, wszędzie popiół, "pulvis es et in pulverem reverteris", mówi zresztą cytat na okładce księgi kondolencyjnej o mosiężnych okuciach, do której mogą wpisać się wszyscy odwiedzający zakład pogrzebowy, zdjąwszy uprzednio łańcuch, przytwierdzający ją do kamiennego postumentu tuż przy wejściu. Spojrzenia interesantów mimowolnie prześlizgują się po białych piórach wypchanej synogarlicy, która zajmuje honorowe miejsce nad hebanowym kontuarem: zawieszona na ścianie naprzeciwko wejścia, rozpościera nad Necronomiconem swe rozwarte niby do lotu opiekuńcze skrzydła – jedyny jasny punkt pośród wszechogarniających ciemności – a jej paciorkowate oczka wydają się zerkać w stronę ciężkich, drewnianych drzwi, za którymi kryje się serce zakładu pogrzebowego – kaplica.

Strzeliste wnętrze ciemnej kaplicy wypełniają szepty, będące częścią zaprawy, której użyto, aby wznieść mury zakładu: nie tylko szepty uwięzione są we wnętrzu surowych ścian, dzięki iluzji wznoszących się wysoko ponad ołtarzem – olbrzymim, kamiennym i mrocznym – coś o wiele starszego czai się w ciemnościach... Ołtarz płonie jednak światłem tysięcy świec. Jego powierzchnia zdaje się być niemal całkowicie pochłonięta przez liczne warstwy zastygłego wosku, który spływa w dół rzęsistymi strugami, perląc się niczym zeschnięte łzy – jak gdyby to sam kamień płakał w milczeniu. U szczytu długiego postumentu ołtarza, wznosi się ponadto posąg bogini. Rzeźba wygląda na starą, a skruszały kamień nosi na sobie stygmaty czasu. Matka – piękna i niedosięgła – z twarzą chłodną niczym marmur, z którego została wyciosana. Wizja artysty znacząco odbiega od ogólnie przyjętego kanonu przedstawień bogini, tchnących matczynym ciepłem: rzeźbę sprowadził do Anglii lata temu założyciel Necronomiconu, Alhazred, z jednej ze swych licznych podróży, a dekorując wnętrze zakładu pogrzebowego, machnął ręką na to, że wywodzi się z zupełnie obcego kręgu kulturowego, skoro spełniała swoją funkcję. Na podwyższeniu, tuż u stóp posągu bogini, spoczywają mary, na których – na prośbę bliskich – wystawiane są ciała zmarłych, oczekujących na pojednanie z bogami. To właśnie tutaj, w otoczeniu duszących oparów kadzidła i mirry, składane są ofiary i modły do Matki, adorowanej w otoczeniu świec – zarówno tych nowych, jarzących się żywym płomieniem, jak i tych dawno już zgasłych – ustawianych tu przez pokolenia w akcie zawierzenia duszy zmarłych jej opiece.

Wśród istotnych pomieszczeń Necronomiconu można wymienić także: kostnicę – wyposażoną w chłodnię i podstawowy sprzęt prosektoryjny – salę krematoryjną z przestarzałym piecem do palenia zwłok oraz znajdujący się na najwyższym piętrze gabinet założyciela zakładu, w którym rezyduje obecnie jego współwłaścicielka, Lorraine Malfoy, zastępując przebywającego na obczyźnie Alhazreda Malika. Podczas eksploracji klaustrofobicznego wnętrza, nie sposób nie dostrzec nienaturalnych różnic w poziomach tego wielokondygnacyjnego budynku: poszczególne pomieszczenia zakładu łączą ze sobą chwiejne półpiętra, podesty i zbite z losowych desek schody, a niepewne stopnie pojawiają się w najbardziej przypadkowych miejscach, kiedy zaczyna się kluczyć wśród labiryntu wąskich korytarzyków Necronomiconu. Choć to zjawisko to jest typowe dla chimerycznych zabudowań Nokturnu, tutaj sprawia wyjątkowo makabryczne wrażenie – nigdy nie wiadomo, czy jest się nad, czy pod powierzchnią ziemi. Czyni to zakład pogrzebowy podobnym do grobowca, po którym hula, zawodząc żałośnie, zimny wiatr, niosący za sobą echo zapomnianych pieśni katakumb... Pytanie brzmi: czy da się wyjść stąd żywym?
Umiejscowienie: Ulica Śmiertelnego Nokturnu
Poziom: 0
Zabezpieczenia: Matczyna troska.
Ulepszenia: –
Cechy: –


Yes, I am a master
Little love caster
Czarodziejska legenda
Only the dead have seen the end of war.
wiek
∞
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Celtycka bogini magii, podziemi, wojny, płodności i zniszczenia. Łączona również z przeznaczeniem i przepowiedniami, zwłaszcza tymi mówiącymi o zagładzie, śmierci i wygranej w bitwie. Przedstawiana jest zwykle w zbroi i rynsztunku. Pojawia się wszędzie, gdzie jest wojna. Krąży nad polem bitwy pod postacią kruka lub wrony. Podżega wojowników do walki i może pomóc w zwycięstwie nad ich wrogami. Morrígan zachęca wojowników do odważnych czynów, wzbudza strach w ich wrogach i jest przedstawiana jako piorąca zakrwawione ubrania tych, którym przeznaczona jest śmierć. Najczęściej jest postrzegana jako bogini bitwy i wojny, a także jako manifestacja bogini ziemi i suwerenności, głównie reprezentująca rolę bogini jako strażniczki terytorium i jego mieszkańców.

Morrigan
#2
15.09.2023, 20:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.07.2026, 18:21 przez Król Likaon.)  

Skrytka bankowa


Łącznie zdobytychDo wykorzystania
PD PD

[+]Bonusy
brak

[+]Przedmioty
Krokus z górskiej łąki (Kwiat ten nigdy nie zwiędnie, zaś noszony jako ozdoba dodaje pewności siebie i śmiałości w działaniu. Prezent od Dziewicy.)
Veritaserum (3/3) (Eliksir prawdy, osoba poddana jego wpływowi odpowiada na pytania szczerze i wyjaławia pełną prawdę. Należy pamiętać, że ofiara mówi to co uważa za prawdę, a oklumencja ogranicza działanie eliksiru. Uwarzony prawidłowo jest bezwonny, przezroczysty. Korzystanie z niego bez zgody drugiej osoby jest nielegalne. (Skład: jagody czerńca czerwonego, kwiat księżycowej rosy, liście pokrzyku wilczej jagody, liście tentakuli jadowitej, sproszkowany róg jednorożca)
Eliksir chroniący przed ogniem (2/3) (Eliksir ochronny pozwala na przejście przez ogień bez poparzeń. Po wypiciu odczuwany jest chłód. Chroni przed większością magicznych płomieni. (Skład: krew salamandry, ropa z czyrakobulwy, poranna rosa)
Tajemnicza gruda węgla (Ciepła, przyjemna w dotyku gruda węgla, z pewnością magiczna. Cały czas pulsuje miękkim, czerwonym światłem. Można ogrzać się nią nawet w najzimniejszą noc, ale trzeba być uważnym: zbyt mocne ściśnięcie jej sprawi, że pęknie, a wokół rozsypią się iskry wzniecające gwałtowny pożar.)
Mikstura chroniąca przed zimnem (2/2) (Wypicie porcji tejże mikstury rozgrzewa ciało i pomaga wytrwać nawet w najcięższych warunkach przez okres do dziesięciu godzin. Czarodziej, który ją spożył staje się tak gorący, że na zimnie jego ciało paruje. Jest w stanie ogrzać innych, ale trzeba zbierać z niego szron utrudniający widzenie. Bezpieczny dla mięsożerców, nie zawiera alergenów.)
Wesoły grzaniec (Mała butelka zimowego napoju alkoholowego, która w magiczny sposób poprawia nastrój. Picie go sprawia, że zapomina się o problemach. Pomaga w zaśnięciu. Bezpieczny dla wegetarian, nie zawiera alergenów.)
Runa ochronna (Dùn Reòta) (Szkocka runa dùn, którą wiesza się przy wejściu do lokalu, który chcemy ochronić. W chwili, kiedy do środka będzie chciał dostać się ktoś niechciany, należy zacisnąć rękę na amulecie. Dom lub mieszkanie zostanie pokryte warstwą lodu, przez którą przez dobę nie przedrze się żadne zaklęcie, człowiek ani energia. Jednokrotnego użycia.)
Porcja potrawki z elfa (2/2) (sprawia, że postać do końca dnia przestaje odczuwać lęk - niweluje opisy zawad, niezjadliwa dla wegetarian, termin ważności do końca roku 1972)
Porcja kiszonej dziwkapusty (2/2) (sprawia, że postać do końca dnia czuje się częścią społeczności i tryska charyzmą - niweluje opisy zawad, niezjadliwa dla mięsożerców, termin ważności do końca roku 1972)
Świąteczny pudding (sprawia, że postać zaczyna odczuwać świąteczny nastrój i niekontrolowanie kolęduje, polany brandy zaczyna płonąć, termin ważności do końca roku 1972)
Tajemnicze jajo z kalendarza adwentowego (po otrzymaniu go rzuć do końca kwartału zimowego 1972 kością Jajo z kalendarza)

Lato 1972


Stworzona dla światła, Lorraine Malfoy kroczy pośród cieni, rozdarta między pragnieniem niezależności, a wielkimi aspiracjami, które wymagają od niej poświęcenia swoich ideałów: lato przeznaczyła staraniom, aby utrzymać kruchy balans między ciemnością reprezentowaną przez Nokturn, będący dla Lorraine uosobieniem wolności, a bijącym po oczach blichtrem wyższych sfer.

[+]Dokonania fabularne
Lorraine poświęciła ten kwartał umacnianiu swojej pozycji w hierarchii nokturńskiego półświatka poprzez odnawianie starych sojuszy i nawiązywanie nowych. W czerwcu rozpoczęła oficjalną współpracę z Saurielem Rookwoodem i Stanleyem Borginem, w lipcu wsparła działania Oka Prewettów i podjęła się większej ilości prywatnych zleceń, zaś w sierpniu – skupiła się na legalnej działalności Necronomiconu i pracy artystycznej. Lato upłynęło jej pod znakiem romansu z Maeve Chang, która szybko podbiła jej serce, obok rodziny Lorraine stając się jedną z najważniejszych – jeśli nie najważniejszą – osób w jej życiu, mimo licznych przeciwności, na jakie wystawiona była ich relacja. Równie często, co w podziemiach, gościła na salonach, biorąc udział we wszystkich najważniejszych wydarzeniach towarzyskich sezonu, w których zawsze uczestniczyła u boku rodziny, z premedycją przypominając o swojej przynależności do rodu Malfoy. Zubożała arystokratka usprawiedliwiała swoją sytuację materialną rozmiłowaniem w ascetyźmie, właściwym osobom bogobojnym i obdarzonym wielką wrażliwością artystyczną, chętnie podkreślając znaczenie religii w swoim życiu: udział w sabacie z okazji Lithy Lorraine przypłaciła jednak kryzysem wiary po widzeniu Dziewicy – jednego z trzech wcieleń bogini Matki. Choć długo zmagała się z problemami natury duchowej, regularnie uczestniczyła w nabożeństwach kowenu i modliła się o nawrócenie, aby ostatecznie pogodzić się ze swoją boginią w trakcie obchodów Lammas, przeżywszy Eutierrię w zaciszu kaplicy Necronomiconu. Kiedy oczy czarodziejskiego świata zwrócone były w stronę Windermere, Lorraine wpadła w intensywny rytm prób przed zaplanowanym pod koniec sierpnia koncertem Muzy, żyjąc i oddychając dziełami ukochanego Ravela, którego interpretowała w duecie z Celine Delacour podczas wieczorku hazardowego w posiadłości Agnes Delacour, a także podczas występu solowego na wydarzeniu "Sen Nocy Letniej", zorganizowanym z ramienia Towarzystwa Muza. Fortepian zawsze był dla niej bowiem czymś więcej niż tylko instrumentem. Fortepian był dla Lorraine symbolem utraconego statusu, życia, które mogła mieć – życia, które wciąż może mieć, jeżeli tylko wystarczająco się o to postara. Uświadomiwszy sobie, że nie chce porzucić marzeń o życiu pośród elit, wielką wagę przywiązywała do podtrzymywania odpowiednich stosunków towarzyskich z członkami socjety, raz z powodzeniem jednając sobie względy, raz – prowokując drwiny. Nie potrafi odwrócić się bowiem od nie mniej ważnych znajomości z półświatka, dbając o swoją pozycję na Nokturnie i Podziemnych Ścieżkach, które pozostają jej – wreszcie nie waha się, aby to przyznać – prawdziwym domem.

[+]Rozliczenia
  • Lorraine doskonale wie, jak zadbać o swój wizerunek. Wie, jak to wygląda, gdy na oczach wszystkich ujmuje pod ramię starszą kuzynkę, tylko po to, żeby poufale szepnąć jej na ucho coś, co sprawi, że jej oblicze rozświetli uśmiech – zaszczyt, który nie przypadł w udziale wielu. Wie, jakie wrażenie wywiera na słuchaczach, gdy wyprostowana zasiada przy fortepianie, odziana od stóp do głów w niewinną biel, wyniośle ignorując publiczność. Wie też, jaki przekaz wysyła swoją postawą, gdy w kowenowej bożnicy klęka pokornie przed figurą Matki, składając ręce do modlitwy. Zawsze była osobą charyzmatyczną, co zresztą skrzętnie wykorzystywała w życiu codziennym, z biegiem lat, stając się coraz bardziej świadomą wpływu, jaki potrafi wywrzeć na ludzi wokół siebie – posługując się nie tylko sprytem czy elokwencją, ale i urokiem wil (rozwój umiejętności charyzma IV).
  • Lorraine ćwiczyła się w magii praktycznej, rzucając więcej skutecznych zaklęć. Zawsze miała problemy z odpowiednim skupieniem mocy magicznej, nawet proste czary potrafią więc sprawiać jej ogromną trudność, co napawa ją wstydem: swoje ostatnie sukcesy na polu magii kształtowania uważa raczej za dzieło przypadku, niż za rzeczywisty postęp umiejętności magicznych w tej dziedzinie (rozwój umiejętności kształtowanie I).
  • Legilimencja to obsesja Lorraine, bez której praktykowania nie wyobraża sobie życia, a magia zauroczenia to coś, z czego korzysta każdego dnia. To także jedyna dziedziną magii, do której przejawia talent, i do której rozwoju aktywnie dąży: nie dość, że stanowi fundament jej działalności zawodowej (zarówno jawnej jak i niejawnej), ale zwyczajnie sprawia Lorraine wiele przyjemności. Z tego powodu chętnie wykorzystuje magię zauroczenia na coraz to nowe sposoby w codziennym życiu: zaklina za pomocą wymyślnych uroków prezenty dla rodziny i przyjaciół, ćwiczy się w legilimencji, badając granice wytrzymałości umysłów, zgodziła się także na udzielanie lekcji magii zauroczenia swojemu wieloletniemu przyjacielowi, Anthony'emu Shafiqowi (gra pod przyszły rozwój umiejętności zauroczenie).
  • Choć Lorraine pozostaje prominentną postacią przestępczego półświatka, planuje rozszerzyć swoje wpływy na Nokturnie: za kulisami dążyła do przejęcia całkowitej kontroli nad przepływem informacji w dzielnicy przy pomocy zorganizowanej siatki szpiegowskiej, początkowo próbując uniezależnić się od wpływów ojca, Armanda Malfoya, znanego na Podziemnych Ścieżkach pod imieniem Orfeusz, z czasem zaś – dążąc do pojednania z nim, za namową swojego brata stryjecznego, Baldwina Malfoya. Ze względu na związek z Maeve naturalnie dąży do utrzymania sojuszu z Changami, współpracuje także z Madame Fontaine i innymi ważnymi postaciami z półświatka przestępczego (gra w celu zdobycia przewagi Znajomość półświatka III i nawiązania nowych kontaktów na Nokturnie).
  • Nawet gwałtowne porywy Lorraine wydają się nosić znamiona wyrachowania, a wszystkie jej działania cechuje chora precyzja, wynikająca z ogromnej potrzeby kontroli: świadoma każdego znaczącego gestu i spojrzenia, ślizgająca się na granicy dwuznaczności, obsesyjnie analizuje zachowanie zarówno swoje jak i innych, dbając o to, aby nie pokazać nic więcej, ponad to, co stosowne, tak, jak radzi jej wielki przyjaciel i nauczyciel, Anthony Shafiq. Doprowadzona do ostateczności, wciąż potrafi zareagować gwałtownie, dając upust swej porywczości, stara się jednak trzymać swoje emocje na wodzy i coraz częściej jej to wychodzi. Lorraine ma wielką potrzebę samokontroli, przejawia także tendencje do przesadnej racjonalizacji, co pozwala jej zdystansować się emocjonalnie od sytuacji, w której się znajduje, zaś w warunkach silnego stresu – zachować opanowanie (usunięcie zawady Porywczy).
  • Choć wiąże się to z koniecznością zmierzenia się z własnymi lękami i wstydem, Maeve pozwala Lorraine doświadczyć miłości w sposób, jakiego ta wcześniej nie znała. Dlaczego uczucie do Maeve Chang jest tak wyjątkowe? Być może dlatego, że jest to pierwszy raz, kiedy Lorraine nie boi się, że zostanie wykorzystana. Być może dlatego, że jest to jej pierwszy związek z kobietą – pierwszy zdrowy związek, w którym jest w stanie wyzwolić się z toksycznych wzorców, jakie z powodu rozlicznych traum powielała w dotychczasowych relacjach – być może dlatego, że słowa "kocham cię", jakie padają z ust Maeve, zawsze podparte są czynami? Lorraine, przyzwyczajona do tłumienia swoich emocji i racjonalizacji uczuć, zawsze postrzegała zazdrość jako coś grzesznego i moralnie niskiego, jednak jej miłość do Maeve – której pozostaje bezgranicznie oddana – sprawia, że zaczyna odczuwać zazdrość wobec każdego, kto próbuje zbliżyć się do kobiety: choć boi się przyznać do swej zazdrości, obawiając się, że może tym zniszczyć ich relację, nie potrafi się od niej uwolnić. Lorraine jest osobą, która żyje przyszłością, lęka się więc utraty względów Maeve, ponieważ nie potrafi wyobrazić sobie życia bez niej (dodanie zawady Zazdrosny).
  • W kwartale letnim Necronomicon zaczął prosperować bardziej prężnie: Lorraine, która zawsze z wielkim poświęceniem oddawała się swojej pracy, otrzymała wiele lukratywnych zleceń, pozwalających jej na podreperowanie finansów, zarówno państwowych (zlecenie z Biura Koronera Ministerstwa Magii w sprawie trupów z Kniei Godryka), jak i prywatnych (organizacja pogrzebu Roberta Mulcibera). Ponadto, rozwinęła także swoją podziemną działalność: nawiązała korzystną współpracę z Saurielem Rookwoodem, który obiecał zapewnić jej protekcję (razem z nim i kilkoma innymi przedstawicielami półświatka współtworząc zorganizowaną organizację przestępczą), zrealizowała więcej niż kiedykolwiek zleceń dla bardziej zamożnych mocodawców, otrzymując stosowną gratyfikację (zbierała informacje na temat Urlicha Greybacka dla Roberta Mulcibera, zorganizowała mu także kryjówkę w posiadłości "Zmarzłoć"), nawiązała współpracę z "Okiem". Otrzymała ponadto wsparcie finansowe od rodziny w postaci mecenatu Eden Malfoy po wydarzeniu "Sen Nocy Letniej" organizowanego z ramienia towarzystwa "Muza", gdzie kuzynka została jej patronką (usunięcie zawady Biedak).
  • Miłość do muzyki, która u Lorraine nosi znamiona obsesji, sprawia, że półwiła cały swój wolny czas poświęca grze na instrumencie. Umiejętności doskonaliła podczas samotnych ćwiczeń, ale i w bardziej niezobowiązujących okolicznościach: przygrywała swoje ulubione piosenki na randkach z Maeve, spotykała się także ze swoim byłym uczniem – Oleandrem Crouchem, z którym oboje od lat wspierają się w artystycznych dążeniach, z sentymentem oddając się wspólnemu muzykowaniu – bardziej wstydliwym uniesieniom ulegając natomiast przy kompozycjach Umbriela Degenhardta. Zarówno spontanicznie zaimprowizowany koncert na wieczorku hazardowym Agnes Delacour, jak i występ podczas wydarzenia "Sen Nocy Letniej", organizowanego z ramienia Muzy, wypadły doskonale. Lorraine odzyskała ponadto inspirację do samodzielnego tworzenia, pogodziwszy się z boginią po ciężkim kryzysie wiary: choć skreślone po latach szkice nie mają żadnej wartości artystycznej, komponowanie sprawia Lorraine dużo radości (gra pod rozwój profesjonalnej kariery muzycznej, gdyby kariera przestępcza jednak nie wypaliła).

ŹródłoZmiany w PD
15.09.23 - Utworzenie Karty Postaci1000
15.09.23 - Początkowe wydatki-1000
13.10.23 - Pociąg do Hogwartu40
05.11.23 - Obowiązek obywatelski - głosowanie w plebiscycie z okazji urodzin forum10
26.12.23 - Przygoda się rozpoczęła, Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego. Order Bułki Kajzerki, W poszukiwaniu straconego czasu I-II80
05.06.24 - Wykonywanie zawodu (czerwiec 1972)15
16.06.24 - Krąg ognisk / Prawdziwe przeznaczenie Stonehenge60
24.06.24 - Widowisko Randkowe30
26.07.24 - Wykonywanie zawodu (lipiec 1972)15
29.09.24 - Jęcząca Marta30
29.09.24 - Nastał czas ciemności30
6.10.24 - To ja go tnę, Król bankietów, Piszę więc jestem, Skala szarości I-IV150
14.10.24 - Jeden wieczór pod Londynem15
19.10.24 - Czarne Wesele30
20.10.24 - Rachunek Sumienia40
8.11.24 - Eutierria20
23.11.24 - Sen Nocy Letniej40
25.11.24 - Niech matka ma nas w swojej opiece45
20.01.25 - Rozliczenie Lata 1972200
20.01.25 - Rozliczenie Lata 1972 - wydatki-850
10.03.26 - Wykonywanie zawodu (sierpień 1972)15
— Link do spisu sesji —

Jesień 1972


Kwartał w trakcie

[+]Dokonania fabularne

[+]Rozliczenia

ŹródłoZmiany w PD
27.01.24 - Secrets of the Quill 202430
11.03.25 - Spam lat siedemdziesiątych150
11.05.25 - Obowiązek obywatelski - głosowanie w plebiscycie z okazji urodzin forum10
3.09.25 - Miesiąc równości (prompty)20
20.09.25 - Przystanek czarnoksiężników150
23.10.25 - Anam Cara20
22.11.25 - Ziewnięcie to bezgłośny krzyk150
01.12.25 - Pierwsza gwiazdka nad SoLem50
02.12.25 - Secrets of the Quill 202530
13.12.25 - Pierwsze ataki śmierciożerców30
26.02.26 - Obniżenie wagi przewag (zmiana w mechanice gry)100
01.03.26 - Kalendarz adwentowy 202540
15.03.26 - Przypudrowany nosek10
16.03.26 - Niezależni10
25.04.26 - Zaczepiony10
10.05.26 - Mocny detergent30
14.07.26 - Otwarty na nowe doznania100
— Link do spisu sesji —
Czarodziejska legenda
Only the dead have seen the end of war.
wiek
∞
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Celtycka bogini magii, podziemi, wojny, płodności i zniszczenia. Łączona również z przeznaczeniem i przepowiedniami, zwłaszcza tymi mówiącymi o zagładzie, śmierci i wygranej w bitwie. Przedstawiana jest zwykle w zbroi i rynsztunku. Pojawia się wszędzie, gdzie jest wojna. Krąży nad polem bitwy pod postacią kruka lub wrony. Podżega wojowników do walki i może pomóc w zwycięstwie nad ich wrogami. Morrígan zachęca wojowników do odważnych czynów, wzbudza strach w ich wrogach i jest przedstawiana jako piorąca zakrwawione ubrania tych, którym przeznaczona jest śmierć. Najczęściej jest postrzegana jako bogini bitwy i wojny, a także jako manifestacja bogini ziemi i suwerenności, głównie reprezentująca rolę bogini jako strażniczki terytorium i jego mieszkańców.

Morrigan
#3
15.09.2023, 20:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.07.2026, 18:21 przez Król Likaon.)  

zebrane odznaki

Pociąg do Hogwartu
Obowiązek obywatelski II
Izba pamięci - Pierwszy plebiscyt SoL
Przygoda się rozpoczęła
Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego
Order Bułki Kajzerki
W poszukiwaniu straconego czasu II
Krąg ognisk / Prawdziwe przeznaczenie Stonehenge
Widz Widowiska Randkowego
Jęcząca Marta
Nastał czas ciemności
To ja go tnę
Król bankietów
Skala szarości IV
Piszę, więc jestem
Jeden wieczór pod Londynem
Czarne Wesele
Wiosenne Porządki - Rachunek Sumienia
Eutierria
Sen Nocy Letniej
Niech matka ma nas w swojej opiece
Secrets of the Quill II
Spam lat siedemdziesiątych
Izba pamięci - Drugi plebiscyt SoLa
Miesiąc Równości (prompty)
Przystanek czarnoksiężników
Anam Cara - Baldwin Malfoy
Ziewnięcie to bezgłośny krzyk
Pierwsze ataki śmierciożerców
Kalendarz adwentowy 2025
Izba pamięci - Trzeci plebiscyt SoLa
Przypudrowany nosek
Niezależni
Zaczepiony
Mocny detergent
Otwarty na nowe doznania
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Właścicielka zakładu pogrzebowego
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#4
15.09.2023, 20:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2026, 15:24 przez Lorraine Malfoy.)  




Maiden.
Mother.
Crone.


[Obrazek: imgproxy.php?id=fl3Bjxn.png]
Lorraine Malfoy


Listen, as though I am the voice of goddess, or an angel, talking to you.
I promise I'll be very gentle.

Bogom nie szło nawet liczyć jak wiele godzin spędził nad jej płótnem. Nie wystarczało już przeniesienie pięknej postaci Lorraine na obraz czy nawet wplecenie weń nici wspomnień, by tchnąć życie. Nie. Niedosyt wciąż pozostawał. Głód poznania tego co znajdowało się za woalem istnienia.
Musiał zacząć od fizyczności — więc z każdym kolejnym pociągnięciem pędzla czynił ją bliższą Bogini. Dziewica zmieniała się w Matkę, a ta w Staruchę. Matka rodziła dziecko, dziecko stawało się Dziewicą. Obdarte z szat czystości godziło się z gwałtem na boskim ciele i naturze zachodząc w ciążę, rodząc w krwawym połogu. Ciało wiotczało od tego aktu, a Starucha umierała widząc jak wabiące spojrzenie ciało Dziewicy dojrzewa. Niekończący się cykl wyrwanej przemocą niewinności.
Ale na tym nie kończyła się fizyczność — po śmierci następował rozkład. Więc Baldwin nakładał warstwy farby, pozwalając swojej muzie gnić, toczoną przez pieczołowicie namalowane robactwo.
Setki szkiców, rysunków, prób i błędów — wszystko dla chwili tego uniesienia, gdy naćpany od oparów farb, werniksu i terpentyny, prowadził ciało aż do momentu, gdy jedyną rzeczą, która ostała się na płótnie, stawała się pojedyncza kość. Mielił ją — a z jej bieli powstawał nowy podkład. I znów malował swoją Dziewicę, tak niewinną i nieświadomą aktu, który przyjdzie jej przetrwać.
Baldwin Malfoy
[+]Ewangelia według Lorraine
Wiara była przedziwną rzeczą. Dla Lorraine zawsze wydawała się czymś przyrodzonym, czymś, co towarzyszyło jej zanim jeszcze dostała imię; zanim jeszcze jej istnienie było w ogóle wiadomym. Wiara była tym, co ukształtowało ją cudownie w łonie matki, tym, co natchnęło lędźwia ojca. Wiara była ciałem, była też myślą, jaka za tym ciałem stała. Nie istniał więc czas, kiedy nie wierzyła.
Nie umiała tego wyjaśnić.
Wiele razy zanurzała się legilimencją w cudzych wspomnieniach, szukając tego, które było pierwszym. Oto postawiła sobie za cel odkryć wzór, objaśnić genezę: wydestylować boski pierwiastek, z którym wedle przypowieści winien rodzić się człowiek. Wydobywała na wierzch wspomnienia wykrzywionych bólem twarzy matek. Dłoni ojców, pochylających się nad kołyskami. Wspomnienia bogactw i biedy, miękkich pościeli obok zatęchłej bielizny, wspomnienia głodu i dostatku. Nieważne, jak przywitał je świat, dziecko wydawało w końcu swój pierwszy krzyk. Wreszcie zrozumiała: każde z nich chciało do matki.
Wtedy dopiero zarzuciła swe poszukiwania. Być może od samego początku powinno być to dla niej czymś oczywistym. Tajemnice wiary zawsze przypominały Lorraine lekko uchylone drzwi. Zbliżała się do nich po to tylko, żeby zatrzymać się tuż na progu.
Wiedziała, że za drzwiami zobaczyłaby swoją matkę. Za nią zaś zobaczyłaby matkę swej matki. Cały świat rodzący się w krzykach rodzących matek, każda z nich rozdarta i rozdzierana. Na samym zaś końcu czekałaby pramatka. Nawet ona krzyczałaby jednak za swoją matką.
Lorraine nie miała matki. Wiary uczyła się więc na kolanach ojca, który z natury był człowiekiem bezbożnym. Bluźnierczą była jego wiara, jeżeli wiarą można było w ogóle nazwać przekonania, jakie żywił: tak jak Armand wierzył bowiem, że ludzie są bliscy bogom, tak Lorraine wierzyła, że bogowie są bliscy ludziom.
Nie widziała w tym żadnej sprzeczności. Tak samo jak i w tym, że drzwi do tajemnicy pozostawiła uchylonymi.
[+]Kolekcja świętych obrazków
Lorraine Malfoy napisał(a):Nie bez powodu powtarzała przecież w myślach, że jest wilą, nie kobietą. Pozostawała odseparowaną od tej śmiesznej walki między pierwiastkami męskiego i żeńskiego. Wychowana została bowiem przez człowieka, który miał się za boga poezji. Może i był bogiem. W końcu umarł i zmartwychwstał. Nie kwestionowała tego, bo była jego dzieckiem, jego dziedziczką. Boskość musiała więc po nim odziedziczyć tak samo jak odziedziczyła nazwisko. Odziedziczyła po nim przekonanie, że zawsze będzie lepszą, nieważne, że była córką, nie synem, bo to nigdy dla Armanda nie miało znaczenia. Wzrastała w poczuciu wyższości, które jednak nie oddaliło jej od ludzi, lecz do nich przybliżyło. Tak jak bowiem Armand uważał, że ludzie są bliscy bogom, tak Lorraine uważała, że bogowie są bliscy ludziom. Kochała więc jak bogini. Kochała kobiety, kochała mężczyzn. Kochała miłością beznadziejną, pozbawioną złudzeń, a jednak mile łechtaną obietnicami bez pokrycia. Kochała miłością wybaczającą, ale i pełną pogardy wobec dysproporcji, okrutną i nieskończenie czułą zarazem. Taką była właśnie miłość wili. W swej niestałości przypominała płynącą wodę. Przypominała ją także w stałości, bo nie sposób było przecież zmienić jej biegu. Nawet gdy próbowano, rzeka lojalnie powracała do swego koryta. A gdy nie mogła wrócić, wylewała swą miłość na ziemię, która nie mogła wytrzymać jej naporu. Kochała świat równie posesywnie jak bogini kocha owoce swego łona.

Lorraine Malfoy napisał(a):"Czujesz się lepsza, oceniasz innych z moralnego piedestału, który naprawdę budujesz na kłamstwach. Na bzdurach zaczerpniętych z mugolskich religii…"

— Ja jestem lepsza. — Było coś rozbrajającego w sposobie, w jakim to przyznała, a zrobiła to bez żadnego zastanowienia. Oczy jej błyszczały wesołością, gdy odsłoniła zęby w uśmiechu. […] Bardziej skupiła się na bluźnierczym wspomnieniu mugolskich bogów, które było jej obrzydliwym. Wyraz samozadowolenia malujący się na jej twarzy przybladł wówczas, jak gdyby usłyszała dysonansową nutę w ulubionej piosence. Nie mówiła o grzechu w rozumieniu mugolskiej religii. Grzechem był występek przeciwko naturze, taką, jaką ją stworzyła Matka w swej mądrości. Nie odezwała się słowem, zachowała jednak przeniewierstwo przyjaciela w pamięci.


Lorraine Malfoy napisał(a):— Zawsze zaczynasz od końca… — sprzeciwiła się szeptem Lorraine, podnosząc głowę, aby wreszcie spojrzeć mu w oczy. Spojrzenie miała przenikliwe, ale niepozbawione czułości. Przez chwilę wyglądała tak, jak gdyby próbowała się uśmiechnąć. Nie udało jej się. — …A ból jest przecież początkiem wszystkiego. […] Matka powija w bólach dziecko, Dziewicę, która w bólu traci swe dziewictwo. Ból odbiera piękno, dając w zamian mądrość. Starucha ma już tylko ból. W boleściach wydaje ostatnie tchnienie, które staje się pierwszym tchnieniem świata. — Nie do takich wyznań przywykł. Nie były to prawdy wiary, którą mógł zgłębiać w kowenie. Prędzej brzmiały jak bluźnierstwa, ale Lorraine wypowiadała je z powagą, jak gdyby niczego w życiu nie była tak pewna, jak tego, że ból, który wciąż promieniował od niedoleczonego barku, jest boskim objawieniem. — Czasem ból jest po prostu bólem. Czasem trzeba go poczuć. Nawet bogowie czują ból. A ty… Ty jesteś tylko człowiekiem.
[+]Rozsypane paciorki różańca
♦ W lustrze Ain Eingarp widzę fortepian: ten sam, który moja rodzina zmuszona była sprzedać, by uregulować długi. Nikt przy nim nie siedzi, ale eleganckie klawisze wykonane z kości słoniowej uginają się pod dotykiem palców niewidzialnego pianisty, wprawiając w ruch smyczki. Nie muszę słyszeć muzyki, by rozpoznać prostą kołysankę, którą kiedyś skomponował dla mnie ojciec.
♦ Bogin przyjmuje przy mnie formę zapamiętale tańczącej wili, dziwnie podobnej do mnie. Ta wila jest moją matką. Moją prawdziwą matką. Wygląda jak gdyby tańczyła, ale to jej ciało targane wiatrem zwiesza się z gałęzi drzewa, na którym powiesiła się na krótko po moich narodzinach. Dopiero kiedy nieruchomieje, dostrzegam jej zakrwawione łono. Jesteśmy podobne. Tak podobne, że nie jestem pewna, czy to nie moje ciało zwisa z jabłoni. Nie chcę umrzeć tak samotnie jak ona. Nie chcę umrzeć i zostawić mojego dziecka samotnym. Nie chcę nigdy więcej samotności.
♦ Amortencja pachnie mi domem. Oparami farb i werniksu, pokrytymi intensywną mieszanką perfum, sama nie wiem, czy męskich, czy damskich. Czuję kubańskie cygara, które kojarzą mi się z Otto, i jego silnymi ramionami. Ponad to wszystko najsilniej przebija się jednak dusząca woń kowenowych kadzideł i… Palonego opium. Zapach, który ogarnia mnie za każdym razem, kiedy zanurzam twarz we włosach Maeve.
♦ Moje ulubione zaklęcie to legilimens. Jest coś szalenie uzależniającego w nurzaniu się w odmętach ludzkich umysłów: gdzieś pomiędzy misternymi strukturami pamięci i chaotycznymi splotami cudzych myśli odnajduję sens życia.
♦ Mój patronus przyjmuje formę węża — kobry królewskiej.
♦ Wróżbiarstwo to dla mnie niewinna obsesja: pół mieszkania zajebane wycinkami z horoskopów i taliami tarota, najgorzej. Chcę wierzyć, że los mi sprzyja, bo sprawami doczesnymi potrafię zająć się na własną rękę.
♦ Czarna magia? Cóż, prawdziwe czarnoksięstwo mieszka na mych wargach i języku. Zawsze wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała zagłębić się w mroczne arkana tej sztuki, jeżeli chcę osiągnąć prawdziwą wielkość. Czarna magia jest dla mnie wyłącznie narzędziem w drodze do celu, a nie celem samym w sobie.
♦ Za swoje największe osiągnięcie uważam moje Imperium Sekretów; rozbudowaną siatkę szpiegowską i misterną sieć przepływu tajnych informacji, która rozciąga się przez cały Nokturn na resztę magicznego Londynu, niczym oblepione pajęczynami gniazdo akromantuli z kilkorgiem par wszystkowidzących oczu… Wciąż jednak aspiruję do czegoś więcej.
♦ Stoję po stronie mojej rodziny. Zaczynam rozumieć, że nie wszyscy jej członkowie muszą nosić nazwisko Malfoy.
♦ Moje serce w całości należy do nich.
[+]Kartki wyrwane z modlitewnika
Jego spojrzenie zdawało się zapadać w niej jak w słodkim trzęsawisku z obrzydliwego lukru. Wprowadzała go w dziwny nastrój, wartki strumień jego myśli zamieniała w ospałą rzekę srebrzystego miodu, z którego ciężko było cokolwiek odłowić. Gdy spędzał z nią zbyt dużo czasu, zaczynał czuć się jak dzieciak posadzony przed workiem cukierków. Smakował wciąż i wciąż jej obecność, mimo że czuł się pełen i miał dość. Słodycz zapychała zmysły, nie dopuszczała niczego innego. Oblepiała przełyk i zęby, od pewnego momentu myślał tylko o tym, aby się jej pozbyć, a jednak nie przestawał.
Peregrinus Trelawney

Kiedy mówiła taka przejęta, brzmiało to niczym jakieś kazanie. Jakby wszyscy Śmierciożercy zostali złapani, a Lorraine była tą, która miała udzielić im ostatniego namaszczenia przed sądem ostatecznym. Jakby miała ich uświadomić o wszelkim złu, które dokonali w swoim życiu. Jakby miało to cokolwiek zmienić w ich żywotach, które w większości były już spisane na stratę.

Stanley Andrew Borgin

Bardziej niż tańczące pod zasłoną woalek panie z dobrego domu podobała mu się teraz ona — ktoś na kogo wcześniej nie zwróciłby aż takiej uwagi — wtedy bardziej niż uniesienia interesowała go po prostu kariera. Dziś, kiedy tu siedział, postać o tak iście arystokratycznej urodzie, a jednocześnie duszą zszarganą byciem potworem zdolnym do pożerania cudzych serc, wydawała mu się o wiele bliższa. Tylko Lorraine wciąż ukrywała swąd spalenizny pod grubą warstwą eleganckich perfum. Pozowana dama — niegotowa na to, co on już chwycił i nie zamierzał tego puszczać. Ach, podobało mu się to określenie. Pozowana dama.
Umbriel Degenhardt

Ale umysł wypełniała jej tylko i wyłącznie słodka piosenka, której melodia ciągnęła ją gdzieś dalej i dalej, w objęcia skrytej między falami istoty. Kojarzyła jej się w tym momencie Lorraine. Jej przyjemna, upijająca aura, którą potrafiła roztaczać dookoła siebie, kiedy korzystała z wilego uroku. Jej dotyk, tak samo jak ten kryjącej się w toni syreny, zachęcał do pozostania w jej objęciach na dłużej, na zawsze, a jej pocałunki pozwalały zachłysnąć się trwającą w tym momencie chwilą.

Ambrosia McKinnon

Nad nim pochylała się ta dziwna istota. Białe włosy, obłąkańcza mieszanka słów, które zlewały się mężczyźnie w dziwną pieśń, zaśpiew upiorzycy. W szarych oczach Othella zagościła trwoga. Były takie momenty, gdy bywał ludzki, aż nazbyt, żeby mu się to podobało. Teraz lękał się, jak przy sennym paraliżu. Taki słaby… Lorraine mogła uczynić z nim cokolwiek chciała. Niewysławialnie się tego bał.

Othello Fawley
[+]Trumienka zakopana w lesie
— Stworzeni na obraz bogów — powtórzył za nią czarodziej w tonie lekkim co prawda i wskazującym na jego niezbyt wielkie zaangażowanie w religię, lecz w żadnym razie nie kpiącym. — Spotkania z bogami opisują jako wielkie złączenie. Dusze wzlatujące ku słońcu, które zatopione w jego świetle same stają się światłem, kropla włączona do oceanu boga. A ty z tego złączenia z boginią wynosisz pretensję. I jakże to ludzkie. Pomyślałaś, że bogini mogła okazać i inne ludzkie ułomności? Jak kłamstwo? — Być może zakrawało to na bluźnierstwo, nazywać Boginię Matkę kłamczuchą, lecz w zuchwalsze już sposoby zdarzało się Peregrinusowi Trelawneyowi podważać jej autorytet całokształtem swoich prac. — Jeśli wierzyć, że to bogini była pierwszą przyczyną, początkiem świata, musiał też istnieć i moment, gdy była samą i samotną. Samotność nie przechodzi łatwo przez gardło. — Bawił się tak chwilę ideą, lecz nie przywiązał do niej nadto. Oddał ją Lorraine, aby zrobiła z nią, co tylko zechce.
— Czujesz się tutaj samotny ze mną? — spytała nagle Lorraine, nie podnosząc jednak oczu znad ścieżki, jak gdyby samo spojrzenie na Peregrinusa miało na nią sprowadzić gniew bogów. — Tak jak w tamtym lesie? W lesie z zaświatów?
— Jesteś wierząca, więc pozwól, że opowiem ci to w ten sposób — zaczął w końcu, ważąc każde słowo. — Czasem gdy się spotykamy, zastanawiam się, czy aby nie ślę słów do ciebie w pustkę. Jak gdy modlisz się i wątpisz, czy to ona słyszy cię, czy to cały wszechświat słucha i porywa litanie, zanim do niej dotrą. Lecz w tych momentach, gdy już poczuję twoją obecność… Kropla włączona do twojego oceanu? Trudno wtedy uwierzyć, że nasze obecności nie były kiedyś jedną. — Spojrzał na nią, aby na własne oczy obejrzeć tę obecność ewidentną, choć nieuchwytną. Spacerującą z nim po lesie białogłową ikonę Bogini z kowenowej kaplicy. Bliską reprezentację czegoś, co pozostawało daleko nieuchwytne. Pojawiającą się niespodziewanie wśród najgłębszych zakamarków jego duszy.

Trwali w tym tańcu od lat.
Podejrzewał, że w swojej łaskawości Bogowie dbali, by rodzili się i umierali wspólnie, wcielenie za wcieleniem, dusza za duszą. Bez niej nie istniała ta rodzina. Nie istniał nawet on. Pamiętał czasy, gdy była Dziewicą, tak doskonałą w swojej czystości. Wiedział, że doczeka czasów, aż stanie się Staruchą, a jej drżące palce z trudem będą wystukiwać Nokturny Chopina na zdezelowanym pianinie w nędznym zaułku Podziemnych Ścieżek. Uczynił ją Matką, bo nikt inny nie miał na tyle odwagi, by to zrobić, choć dziecko, które jej ofiarował było równie martwe co ona.
Baldwin Malfoy





A gdy cię zapomni to, co ziemskie,
do cichej ziemi powiedz: Płynę.
Do bystrej wody powiedz: Jestem.


Tancerka wpierw, która nagle swoje ciało trwożne
zatrzymała jak gdyby wlano spiż w jej istnienie dziewczęce,
smutna i zasłuchana — kiedy z woli przemożnej
wtargnęła muzyka w jej przemienione serce.
Już bliska była choroba. Już owładnięta jej cieniem
krew napierała mroczna, lecz podejrzliwie i z drżeniem
ku naturalnej wiośnie parła popędem samym,
wciąż hamowana ciemnością, upadkiem, dławionym porywem,
świeciła ziemskim blaskiem. Aż biciem serca straszliwym
weszła w otwarte bez nadziei drzwi.

— Sonety do Orfeusza, Rainer Maria Rilke

— OFICJALNY SPOT REKLAMOWY NECRONOMICONU —
— ZACZEPKI —
— NPCS —
— LORE RODZINY LORRAINE —
— LORE NOKTURNU —
— PORTRET AUTORSTWA DESMONDA MALFOYA —


They see her as the Earth Figure, a demi-goddess whose special charge is to protect the tribes through her powers of violence. She is Reverend Mother to their Reverend Mothers. To pilgrims who seek her out with demands that she restore virility or make the barren fruitful, she is a form of antimentat. She feeds on that proof that the analytic has limits. She represents ultimate tension. She is the virgin-harlot, she is vulgar, witty, knowledgeable to a depth that terrifies, cruel when she is most kind, unthinking while she thinks, and when she seeks to build, she is as destructive as a coriolis storm.
— Dune Messiah, Frank Herbert



Frida
POSTAĆ AUTORSTWA: BALDWIN MALFOY
Lalka — to przemożna potrzeba, a zarazem jeden z najbardziej uroczych instynktów małych dziewczynek. Troszczyć się o kogoś, okrywać, stroić, ubierać, rozbierać, ubierać na nowo, pouczać, łajać nieco, kołysać, pieścić, usypiać, wyobrażać sobie, że coś jest kimś — w tym zawiera się cała przyszłość kobiety. Tak marząc i szczebiocąc, robiąc wyprawki i pieluszki, szyjąc sukieneczki, staniczki i kaftaniki, dziecko staje się dziewczynką, dziewczynka staje się młodą dziewczyną, młoda dziewczyna — kobietą. Ostatnia lalka zamienia się w pierwsze dziecko. Równie trudno sobie wyobrazić małą dziewczynkę bez lalki, jak kobietę bez dziecka: obie są prawie równie nieszczęśliwe.
— Nędznicy, Victor Hugo



Orfeusz
POETA PODZIEMI
He never sleeps, he says. He says he’ll never die. He bows to the fiddlers and sashays backwards and throws back his head and laughs deep in his throat and he is a great favorite, the judge. He wafts his hat and the lunar dome of his skull passes palely under the lamps and he swings about and takes possession of one of the fiddles and he pirouettes and makes a pass, two passes, dancing and fiddling at once. His feet are light and nimble. He never sleeps. He says that he will never die. He dances in light and in shadow and he is a great favorite. He never sleeps, the judge. He is dancing, dancing. He says that he will never die.
— Blood Meridian, Cormac McCarthy

Godność króla żebraków wymagała, aby jadał na złotym talerzu, nawet kiedy nie miał co włożyć do gęby. Nie był królem, choć nosił swoje splugawione nazwisko niczym koronę. Nie był królem, choć miał swój orszak, który razem z nim śmiał się i płakał. Nie, Armand Malfoy był kimś więcej niż królem. Całe światy rodziły się i ginęły na skinięcie jego pióra. Wszystko, co istniało, było zależne od jego tchnienia, od słów, jakie wybrał, aby to opisać, przyoblekając kość w ciało, przemieniając złoto w proch. Wszystko, co istniało, istniało tylko dlatego, bo taka była jego wola. Złota misa była trybularzem, w którym składał ofiarę całopalną dla jedynego boga, jakiego znał.

Dla samego siebie.

Orfeusz był wolnym, ponieważ wyrzekł się świata, w którym wszystko musiało mieć przypisaną wartość. Wybór poety, tak o tym mówił. Wielu wierzyło, że wystarczyło sypnąć mu galeonami pod stopy, aby mieć go na własność. Wierzyli, że sprzedałby każdego, jeżeli tylko taki naszedłby go kaprys. Próżna zachcianka próżnego człowieka, który życie spędzał na próżnowaniu. Łatwiej było nazwać go hedonistą, bo odnajdywał piękno w podłości swego położenia. Nie interesowały go jednak przyziemne przyjemności — nie w sposób, w jaki myśleli o tym inni.

Orfeusz był najbardziej rozpasanym z ascetów. Znał zarówno dostatek jak i biedę, posmakował wielkości, a potem splunął nią, aby przepłukać usta deszczówką z brudnej rynny.

Dawno już zdusił w sobie instynkt uczynienia swojego życia bardziej komfortowym. Nie dlatego, że nie rozumiał potrzeby posiadania domu, do którego można byłoby wracać. Rozumiał aż nazbyt dobrze. Potężna była to potrzeba, przeciwstawiał się jej jednak całym sobą, dlatego nikt nie miał nad nim kontroli. Nie miał niczego wartościowego, więc nikt nie mógł mu niczego zabrać, niczego narzucić. Nikt nie zmusiłby go do podporządkowania. A cywilizacja potrzebowała porządku, podporządkowania określonym wartościom: Armand Malfoy mianował się tej cywilizacji wrogiem, uosabiał bowiem popęd do chaosu, którego człowiek cywilizowany nie potrafiłby zaakceptować. Udowadniał to sobie niszcząc piękne misy wysadzane szmaragdami. Udowadniał to sobie, gdy palił najtańszy tytoń, nosił zapuszczone ubrania. Pisał na skrawkach papieru, nie na drogich pergaminach, a pisząc, zasiadał przy kulawym stole, który chwiał się przy każdym ruchu.

Najbardziej chyba tęsknił za książkami, a jednak nie zawahałby się ani chwili przed ogołoceniem z reszty kartek tych, które posiadał, gdyby zabrakło mu bibułek do skręcania papierosów.
[+]Fresk fałszywej bogini









Z wzrokiem utkwionym we fresku, wyciągnęła rękę ku naściennemu malowidłu, po czym postąpiła krok do przodu. I kolejny. I kolejny. Nie wiedzieć kiedy, znalazła się tuż przy ścianie. Nie wiedzieć kiedy, jej palce gładziły powierzchnię pochlapaną tynkiem — i farbą, pomyślała, gdy wodziła powoli wzdłuż konturów fresku — i krwią. Było coś sensualnego w jej gestach, w sposobie, w jakim przylgnęła do zimnej ściany, ocierając się o nią jak stęskniony pieszczot kot. Gdzie jesteś?, zdawała się szeptać rozpaczliwie, chociaż z jej drżących ust nie padło choćby słowo, gdy sunęła dłońmi wzdłuż smug tynku, szukając Baldwina pośród chropawych impastów pozostawionych przez jego palce. Żadne westchnienie nie uleciało spomiędzy rozchylonych lekko warg. Oddychała ciężko, coraz ciężej, a jej pierś unosiła się gwałtownie, jak gdyby Lorraine nie wiedziała, czy śmiać się, czy szlochać. Pozostawała jej jedynie niema skarga. Gdzie jesteś?
Dlaczego jej to zrobił? Jak mógł jej to zrobić?
W bogini nie było nic z Lorraine. To jej twarz zawsze dawał przedstawieniom bogini, jej oczy — jej wspomnienia próbował zaklinać w swych płótnach, jak wezwania litanii wznoszone w jej intencji — zawsze w jej intencji. Dlaczego, pytała, tak samo dramatycznie, jak i on pytał w listach, dlaczego mi to zrobiłeś? Czym ci zawiniłam?
Odpowiadało jej milczenie, a milczenie było przecież najbardziej bluźnierczym z aktów, na jakie mogli sobie pozwolić. Bluźnierstwo. Bluźniercza bogini na bluźnierczym ołtarzu. Dla ciebie wszystko jest bluźnierstwem, czyż nie, Baldwinie?
W bogini nie było nic z Lorraine, ale w bogini nie było też nic z Baldwina. Widok kubistycznej kompozycji, modernistycznej kpiny wobec malarstwa klasycznego, które Baldwin kochał przecież najbardziej, kłuł ją w serce. To nie był jego styl.
To nie był Baldwin.

Gdzie jesteś, chciała zapłakać, bo chociaż patrzyła na obraz Baldwina, nie znajdowała w nim siebie. A co gorsza, nie znajdowała w nim jego. Gdzie jesteś, powtarzała. Przesunęła paznokciami po ścianie, jak gdyby chciała zdrapać z niej farbę zmieszaną z krwią, która była jej tak droga, warstwa po warstwie, zgrzytnęła zębami. Warstwa po warstwie, dopóki nie zdarłaby wszystkiego z tej ściany, łamiąc przy tym paznokcie. Dopóki nie odsłoniłaby zaklętego w dziele Baldwina. Pierwociny jego duszy, którą rozmazał na ścianie domu Anthony'ego. Potem pomazałaby fresk fałszywej bogini swymi własnymi pokrwawionymi palcami, gubiąc połamane paznokcie. Bo Lorraine chciała cierpieć i chciała krwawić.
Chciała, aby jej krew mogła zmieszać się z krwią Baldwina.









Nie było w niej zawahania, gdy przytuliła się policzkiem do chropowatej powierzchni ściany, przymykając oczy, w których widać było dzikość. Cała w tej chwili była dzika, dzika i przepyszna, jak gdyby na widok dzieła Baldwina pozbyła się wszelkich zahamowań. Uderzyć głową w ścianę. Rozciąć skórę na czole, a może roztrzaskać czaszkę, aby popłynęła gorąca krew. Uderz, pomyślała nieprzytomnie, no dalej, uderz. Oderwała na chwilę czoło od ściany, jak gdyby próbowała ocenić, jaka odległość byłaby wystarczająca. Jak mocno powinna wyrżnąć w ceglany mur, aby rozbić głowę.
Zamiast tego powoli oparła się czołem o ścianę.
We fresku Baldwina było wszystko, co stłumiła w sobie Lorraine w trakcie rozmowy z Anthonym. Wszystko, co przemilczała. Nic dziwnego, że widok własnej, wywleczonej na wierzch duszy ją przeraził. Jak wiele zamknąć można było milczeniu? Nic. Wszystko.
Gdyby Anthony stanął twarzą w twarz z własną duszą, czy zdołałby ją w ogóle rozpoznać? "Kiedy pierwszy raz ją zobaczyłem wraz z unoszącym się wkoło zapachem krwi, wzbudziła we mnie niepokój […] teraz zaś, za każdym razem gdy odwiedzam jej pokój, czuję spokój, którego brakuje mi poza nim", przyznał cicho Anthony, zupełnie jakby nie chciał przeszkadzać świeżo narodzonej bogini.
— Gdybyś widział te ściany tak, jak ja je widzę — wyszeptała Lorraine, na chwilę odwracając ku niemu twarz — było coś upiornego w tej twarzy, w pustych oczach, tak bezbrzeżnie smutnych, a może tak bezbrzeżnie obojętnych — było coś upiornego w tym szepcie, w tym głosie, tak obcym, tak odległym. — Nie czułbyś spokoju.
Bogini z fresku nie kpiła bowiem Lorraine. Kpiła z Anthony'ego. Z fałszu, jaki w nim tkwił, bo jak wiele można było rzeczy powiedzieć o Baldwinie, tak tego, że nie żył swoją prawdą, nie można mu było nigdy zarzucić. "Nie schowasz się przede mną", szeptał zdradziecki fresk, w który wlał to, co widziała, wchodząc do wnętrza jego głowy.
Kochała ten fresk. Tak samo kochała martwą synogarlicę, którą posłał jej ojciec. Nie bez powodu wypchała ją, po czym postawiła dumnie na widoku, tak, aby wszyscy odwiedzający Necronomicon mogli ją podziwiać. Dowód ojcowskiej miłości, oprawiony dłońmi córki. "Spójrzcie na me dzieło, o potężni…" I podziwiajcie. Czy istniało bowiem doskonalsze dzieło? Nie, przemknęło jej przez głowę, jeszcze nie. Wciąż na klęczkach przesunęła się dalej, aby móc sięgnąć w stronę zasłony. Jednej z dwóch zasłon, które stanowiły swoiste obramowanie wymalowanego na ścianie fresku. Pociągnęła mocno za drogocenny materiał. Nic się nie stało, co zresztą było do przewidzenia: sięgnęła więc po różdżkę, schowaną w rękawie sukni.
Zasłony opadły na ziemię.
Na twarzy Lorraine, której pierś wznosiła się i opadała w delikatnej zadyszce, odmalował się wyraz delikatnej satysfakcji. Szkoda, że Anthony nie słyszał wystąpienia Baldwina na Muzie. Być może wtedy spojrzałby na fresk inaczej.
"Spójrzcie na me dzieła, o potężni, i… Rozpaczajcie."
— Nie będzie żadnych obietnic — wyszeptała. — Nie będzie żadnych przysiąg. Nie ma większej przysięgi ponad krew na tej ścianie. To też i moja krew, Anthony. Baldwin… — Trzymała sztywno swoją bolejącą głowę, jak gdyby była dumna ze swego bólu. Jak gdyby chciała powiedzieć: ja — ja jedna umiem kochać go tak, jak na to zasługuje — ja, nie ty. Ja jedna go rozumiem. — Nigdy nie zamalujesz jego fresku. Nigdy go nie zakryjesz. — Nie wiedziała nawet, kiedy osunęła się na ziemię, kiedy jej kolana oparły się o zimną podłogę, jak wtedy, gdy klęczała w kowenie. — Nie zniszczysz go. Nigdy.
[+]Kropielnica na wodę święconą







Nie kroczyła.
Płynęła.
Ciało pozbawione ciężaru woli zdawało się przecież tak lekkim. Nie należało już do niej. Może nigdy nie należało do niej.
Nie była świadomą tego, co robi. Świadomość przypominała poszum wody, bijącej gdzieś w oddali. Lorraine była wodą poddającą się biernie nurtowi obcego wpływu. Nie bystrym strumieniem, lecz wspomnieniem strumienia, który wylał, stając się rozlewiskiem. Stopy jej bezgłośnie sunęły po stopniach, kiedy spływała leniwą kaskadą wzdłuż schodów. Ręce podtrzymywały rozlewające się na boki fałdy sukni o konserwatywnym kroju. Nie dało się jednak złapać wody. Zbyt łatwo przeciekała przez palce.

— Woda… — Jak wiele tęsknoty wydawało się mieścić się w tym jednym słowie, gdy obróciła je w ustach. Słodycz wina na języku zastąpił słony posmak morskiej wody. W Londynie nie ma wody, chciała powiedzieć Lorraine. Nie ma ziemi, bo zalano ją betonem. Nie ma powietrza. Zatrute zostało tak samo jak woda. I tak nigdy nie było jej tutaj wystarczająco, aby ukoić bezmiar wilej tęsknoty. Tęsknota wylewała się więc z wanny na podłogę. Zawodziła w rynsztokach, gdzie mieszała się z odchodami metropolii. Spływała zanieczyszczonymi kanałami do miejskich doków. Tutejsza woda dawno już zapomniała o tym, czym jest wolność. Nie śpiewała. Nie tańczyła. Była martwa, choć postępowała wciąż dalej, jak niekończący się kondukt pogrzebowy. Tamiza była ściekiem Londynu, angielskim odpowiednikiem greckiego Kokytos, spływającym popiołem. Nic już tutaj nie ma poza popiołem, chciała powiedzieć Lorraine. Nawet ognie zgasły. Tylko oczy półwili wciąż lśniły płomieniem świec stawianych na ołtarzu bogini podziemia. Była jej kapłanką, czuwającą u brzegów Lete, aby pomóc przeprawić się duszom przez porywistą toń. A może była samą boginią, gotową otulić wodami zapomnienia jak włosami spływającymi kaskadą na wątłe ramiona. Gdzie się kończyło jedno wspomnienie, tam powinno zaczynać się drugie. Ale te zbyt często przenikały się ze sobą w wypaczonej przez legilimencję pamięci Lorraine, która zamiast się nad tym zastanowić, po prostu… Wsłuchała się w odgłos płynącej wody.

— A gdy cię zapomni to, co ziemskie, do niewzruszonej ziemi powiedz: płynę. Do bystrej wody powiedz: jestem — odpowiedziała lekkim tonem, jak gdyby wiersz, który cytowała, nie był ciężki od znaczeń. To była przecież jej modlitwa. Być może jedyna, jaka wciąż się liczyła. Jej umysł musiał przypominać nurt porywistego strumienia, gdy pozwoliła zagłębiać się w nim legilimencją macosze. Zawsze w ruchu. Zawsze w ruchu. Myśli musiały płynąć, niepowstrzymane, bo zatrzymać się, znaczyłoby poddać się bez reszty wpływowi legilimencji. Musiała być jak woda. To nie było takie znowu trudne, odkąd przeczytała, że wile są z wodą szczególnie związane. Więc była wodą. Spróbuj schwytać wodę w ręce. Jeszcze nikomu się nie udało.
Prawie nikomu.
"Ja jestem Ozymandias", szeptał Baldwin, zanurzywszy palce w strugach jej włosów, spływających na ramiona lśniącą taflą. "Ty jesteś Nefertari." Nie rozpłynęła się pod jego dotykiem. Nie uciekła. Pozwoliła się zatrzymać w miejscu, które oboje od dawna nazywali przecież domem. Z Baldwinem czuła się bezpieczna. Może dlatego nie widać było po niej teraz żadnej obawy. Jakże wiele musiała jednak przejść, by móc powiedzieć po prostu: "jestem".
— Odgłos płynącej wody jest dla mnie tym, czym dla innych trzaskanie ognia w kominku. Nie miałam nigdy problemów z zasypianiem w przestrzeni dormitorium Slytherinu, pośród szemrzących zamkowych lochów odnajdywałam bowiem potrzebny mi spokój. Tylko za tym tęsknię na Nokturnie… Choć nocami słychać tam czasem pijackie szanty niosące się odległym echem po wodach kanału. — Uśmiechnęła się delikatnie. — Nie, szum wody mi nie przeszkadza. Nie jest ani kierunkowskazem, ani przestrogą. Jest niczym puls. — Jej smukłe palce, oparte o drewniany podłokietnik, zaczęły wystukiwać rytm z precyzją wskazówki metronomu. Stuk stuk. Stuk stuk. W takim samym, spokojnym metrum musiało bić serce w jej piersi. Nieprzerwanie wpatrywała się przy tym w twarz mężczyzny, jak gdyby chciała w ten sposób podzielić się z nim swoim spokojem. Stuk stuk. Stuk stuk.
[+]Psalmy pośród ruin









Niespiesznie powiodła palcami po klawiszach wyrysowanych ręką Mirandy. Po atrapie pianina, na której nauczyła się wygrywać melodie, choć bez odpowiedniego zaklęcia, spod klawiszy nie mogły popłynąć dźwięki. Muzyka, którą grała, grała tylko w jej głowie. Rozbrzmiewała w przestrzeniach umysłu Lorraine, zagłuszając to, czego półwila słyszeć nie chciała. Zagłuszając odgłosy miejsca, które kiedyś nazywała domem.
Nie odwróciła się, gdy usłyszała skrzypienie rozeschłych desek podłogi uginających się pod naporem czyichś kroków. Nie musiała. Znała te kroki — znała je, chociaż nigdy nie przynależały do tego domu — ale dom nie zawsze był tylko miejscem.
— Tego jeszcze nie słyszałeś — odezwała się w końcu. Choć muzyka nieco przycichła, palce półwili wciąż przebiegały po drewnianych klawiszach, wygrywając wciąż na nowo tchnącą smutkiem melodię.
Nie odwróciła się.
— Formalnie to wciąż madrygał. Bardziej melodyjny niż recytatyw, bardziej mówiony niż aria. A jednak czuć tutaj wczesnobarokową świeżość operowej formy, której Monteverdi jest ojcem, a Jacopo Peri — matką. — Ani na chwilę nie przerwała gry. — Il lamento della ninfa, nazwał go. Lament nimfy. "Miłości, miłości", zawodzi nimfa, "tyle mi zadałeś bólu". Ale to nie jest już próba przywrócenia starogreckiej monodeklamacji, ideału reprezentowanego przez klasyczny teatr. Chór rodem z antycznej tragedii, który opłakuje jej niedolę, choć trzyma się ściśle określonego metrum, rozbrzmiewa renesansową polifonią głosów. A śpiew nimfy jest w stylu recitativo arioso. Ciągnie dźwięki, jak gdyby mówiła i płakała jednocześnie. Jej ból nie mieści się w pięciolinii. Jej ból jest barokowy. — Uśmiechnęła się niemal, pozwalając wybrzmieć frazie w ciszy spowijającej ruiny. — "Pozwól mi umrzeć, żeby więcej nie cierpiała" — zanuciła cicho, zanim przetłumaczyła tekst madrygału na angielski — "albo kochaj mnie. A jeśli nie kochasz, zamilcz, proszę, i kochaj mnie, kochaj w milczeniu. Tak między gniewnymi łzami wznosiła głos do nieba." — Wygrawszy ostatnie nuty tetrachordu lamentacyjnego, płynnie przeszła do innej melodii, pozwalając palcom delikatnie oprzeć się o klawisze, gdy przeszła w bardziej modalną, statyczną harmonikę. — Mając w pamięci Lament Orfeusza z opery L'Orfeo, którą Monteverdi napisał blisko trzydzieści lat wcześniej — ciągnęła — Lament Nimfy, z jego silnie ekspresyjną melodyką, opartą na dysonansach i chromatyce, zdaje mi się… Zdaje mi się dalece smutniejszym. Dalece bardziej gniewnym. Lubię myśleć, Baldwinie, że ta nimfa to Eurydyka. Bo czy ktoś pochylił się kiedyś nad bólem Eurydyki?
[+]Wężowe sploty gobelinu






Lorraine Malfoy stała pośrodku niewielkiej sali sytuowanej na piętrze gospody Danse macabre, wpatrując się w zaczarowany gobelin, który pokrywał ścianę naprzeciwko okna. Przyglądała mu się z takim samym skupieniem, z jakim przyglądała mu się lata temu, choć wtedy robiła to z wysokości ramion ojca: Armand Malfoy wziął córkę na ręce, aby ta mogła przyjrzeć się misternym zagięciom draperii, historii tętniącej w splocie nadgryzionej przez mole tkaniny, w ściegach, w których splatały się ze sobą czasy minione, i te, które dopiero miały nadejść. Gobelin rozciągał się na ścianie jak pajęczyna, w której trwali zaplątani królowie i chłopi, święci i grzesznicy, dzieci i starcy. Szkielet w koronie obejmował w pasie drżącego mnicha, wycieńczonego od wyrzeczeń pustelniczego życia. Dziewczyna w ciężkiej szacie wyszywanej złotogłowiem całowała nagą czaszkę młodzieńca odzianego w łachmany. Bose stopy dzieci deptały po szkarłatnych trenach królowych, które przyciskały je do swych gnijących łon. Nitki czerni i karmazynu przenikały się wzajemnie, tworząc obraz korowodu, który nigdy się nie kończył.

Danse macabre, wyjaśnił wtedy ojciec, którego głos zdawał się wnikać pomiędzy sploty materiału, budząc do życia zatarte przez czas detale haftu, taniec śmierci. Ciało za ciałem, kość w kość, ramię w ramię. Orszak nigdy się nie zatrzymuje. Wszyscy obracają się w kręgu złączonym krwią, bo śmierć, tak jak rewolucja, wprowadza swój ład: ulice spływają krwią tak samo błękitną, jak i czerwoną. Wszyscy wirują w rytm martwego mazura. Śmierć prowadzi, przywodząc do wspólnego korowodu królów i żebraków. Koronowane głowy i bose stopy spotykają się w prochu. Wszyscy rozpadają się i stwarzają w tym samym prochu. Orszak nigdy się nie zatrzymuje.

Trochę jak w tańcu wil?, spytała Lorraine, obejmując ojca za szyję.

Trochę tak, odpowiedział poważnie Armand.

Drgnęła, poruszywszy się w jego ramionach na widok węża, wypełzłego niespodzianie z otchłani oczodołów kościanego wodzireja, który prowadził w tańcu księżniczkę o równie pustych oczach. Wyhaftowany na tkaninie gobelinu wąż zaczął kąsać szyję kobiety, owinąwszy się wokół niej niczym kunsztowna kolia. Nic nie robił sobie z bezgłośnego protestu księżniczki, której bezkrwiste wargi rozchyliły się w niemej skardze. Jej szkieletowy partner uśmiechał się, szeroko — bez ust i bez cienia litości. Lorraine uśmiechnęła się, sunąc palcem po lśniących łuskach węża, wijącego się w syczącym, serpentynowym splocie wokół szyi kobiety, a Armand odwzajemnił jej uśmiech. Śmierć także się uśmiechała, jednako do wszystkich, a jej oczy nie różniły się niczym od oczu ojca spoglądających w stronę ukochanej córki.

Lorraine Malfoy miała oczy swojego ojca.

Dobrze wiedziała, że świat nie jest sprawiedliwy, a jednak, wpatrując się w puste oczy śmierci utrwalonej w gobelinie, Lorraine czuła ten sam spokój, jaki ogarniał ją w kaplicy zakładu pogrzebowego. Świat mógł nie być sprawiedliwy, ale śmierć już tak. Gobelin pulsował w półmroku, szepcząc cicho w zagięciach materiału, w zmęczonych splotach, które pamiętały więcej niż jakiekolwiek ludzkie oczy. Nucąc ponurą pieśń, której nuty odbijały się w wyszytych na gobelinie kręgach krwi. Pieśń, której rytm wyznaczał łoskot opadających pod gilotyną głów. Koronowane głowy i bose stopy spotykają się w prochu, powtarzała w myślach słowa ojca. Księżniczki – wciąż jeszcze czuła niesmak na wspomnienie tytułu, jakim zwrócił się do niej Rodolphus — i prostytutki. Królowie i żebracy. Bogacze i poeci. Aurorzy i Śmierciożercy. Wszyscy rozpadamy się i stwarzamy w tym samym prochu.

Wyciągnęła rękę, aby popieścić węża, który wciąż wił się wokół szyi księżniczki uwięzionej pośród splotów gobelinu. Teraz nie potrzebowała pomocy ojca, aby dosięgnąć jego połyskliwych łusek. Gad nastawił łeb, wyraźnie zadowolony z jej pieszczoty. Lorraine uśmiechnęła się lekko. Uśmiechać wydawał się także wąż, który wysuwał swój rozdwojony język, wyszyty za pomocą cienkiej, czerwonej nitki.
[+]Opowieści z czasów podboju










— Od opowieści o wojnie wywodzi swój początek nasz ród — powtórzyła Lorraine. — Od opowieści o podboju, którego skutki widoczne są nie tylko w naszym prawie, architekturze i heraldyce, ale i w języku, jakim się posługujemy. Podboju Anglii przez Normandię dokonanego przez króla Wilhelma Zdobywcę… Choć wprzódy znany był pod innym imieniem. Był Wilhelmem Bękartem, normandzkim książątkiem, szukającym żołnierzy, gotowych poprzeć jego sprawę. Wielki nasz przodek zaciągnął się w służbę księcia, choć nie był żołnierzem. Armand Malfoy był… Nikim. Przybył znikąd. Nie nosił niczyich barw. Nikomu nie przysięgał. Nikt nie znał jego imienia. A jednak okazał się potężniejszym niż cała armia księcia razem wzięta. To on przeprowadził jego statki przez wodę. To on przepowiedział kurs komety, zwiastującej pogrom. To on spętał wolę przeciwników księcia, doprowadzając do druzgocącego zwycięstwa. — Lorraine opowiadała starannie wyuczoną legendę tak, jak gdyby sama była jej uczestniczką. Wreszcie zmuszona była jednak wziąć głęboki oddech, zanim podjęła opowieść dalej. — Potężny był to czarodziej. To po nim otrzymał imię mój tata. Po tym, który ustanowił nasz ród na angielskiej ziemi. Po zakończeniu kampanii wojennej, wielki nasz przodek wyróżniony został przez samego Wilhelma Zdobywcę. Z królewskiego nadania przypadł mu majątek ziemski w Wiltshire, gdzie wzniósł swój dom, Malfoy Manor. Nie chciał rezydencji na królewskim dworze. Król był dla niego tylko narzędziem. Niczym więcej. Ostatecznie liczyła się bowiem tylko rodzina. Tylko jej wpływy. Na przestrzeni wieków traktowaliśmy więc kolejnych władców jako narzędzia. Nie zawsze wiedzieliśmy, jak się nimi posługiwać, nie wszyscy nasi przodkowie posiadali bowiem odpowiednią biegłość. Niektóre narzędzia okazywały się zaskakująco precyzyjne, inne, rozczarowująco wręcz tępe… Nawet wtedy, gdy kierowała nimi wprawna ręka. Nie urodziliśmy się, żeby walczyć w wojnach. Normandia narodziła się z przemocy i ekspansji, ale nie stamtąd wzięliśmy swoje korzenie. My pochodzimy z dorzeczy Lotaryngii, z terenów pogranicza. Tam narodził się Armand Malfoy. Nikt nie wie, co działo się z nim, zanim wstąpił w służbę normańskiego księcia. Wiemy jednak, że to on uczynił go królem. To on uczynił go Zdobywcą. Nie zastanawiałeś się, dlaczego nigdy więcej nie uczestniczyliśmy bezpośrednio w mugolskich konfliktach? Dlaczego sami nie zawalczyliśmy o tron, lecz oddaliśmy go temu, którego zwali Bękartem? Mogliśmy sięgnąć po koronę, a jednak stwarzaliśmy królów, a potem niszczyliśmy nasze własne stworzenie. Sanctimonia vincet semper. "Świętość zawsze zwycięży". Tak brzmi nasze motto, motto Armanda Malfoya, choć częściej zwykliśmy mówić: "czystość zawsze zwycięży". Czystość krwi urosła bowiem w naszych oczach do świętości. A jednak czystość nie ocaliła nas tej nocy. Dotknął nas jednako gniew tych, którzy rzekomo walczą w imię rasowej czystości, jak i tych, których uznajemy za czystości pozbawionych. Cofnąć musimy się więc nie do tego, co czyste, ale do tego, co święte. Do tego, co dla Armanda Malfoya było wartościowszym niż angielski tron, przed którym złożył lenno ze swych ambicji. Do rodziny. Do domu, którego nigdy nie miał. Wiltshire podobno przypomina Lotaryngię. A może raczej zatarte wspomnienie o Lotaryngii, którą zostawił za sobą?

Była taka zapalczywa w swych przekonaniach. Niemal naiwna w swej wierze. Lorraine Malfoy była na swój sposób fanatyczką. Świętość, mówiła, a jej szeroko otwarte oczy błyszczały w ferworze wyznawczyni. Świętą była krew, jaką płynęła w jej żyłach, wierzyła w to ślepo — wierzyła po omacku wręcz — a pierścień Malfoyów na jej palcu był relikwium umacniającym tę wiarę.

Świętym było także jej imię.

Lotaryngia. Lorraine.



Yes, I am a master
Little love caster
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Właścicielka zakładu pogrzebowego
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#5
20.09.2023, 18:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2026, 23:00 przez Lorraine Malfoy.)  

o przeszłości


Dziewica
— Albowiem będziesz kiedyś dla kogoś, tak jak ja jestem dla ciebie teraz. A gdy zwątpisz, wystarczy, że przyjdziesz między groby. — Lorraine kroczyła między nimi pewnie, jak gdyby była tutaj częstym gościem. Znała przecież wszystkie epitafia wyryte na grobach. Znała też wyryte na nich imiona. — Tutaj spoczywają nasi przodkowie — wyszeptała. — Tu kiedyś spoczniesz i ty, gdy Starucha przyniesie ci śmierć. Ale najpierw Dziewica poprowadzi twą rączkę, abyś nauczył się czytać z napisów wyrytych na grobie twej matki. Nieraz za nią zatęsknisz. Ale nie złorzecz wtedy, nie rozpaczaj. A gdy przytulisz się do zimnego nagrobka, sama bogini Matka przygarnie cię do swego łona. Spójrz, powie. Spójrz, ci wszyscy ludzie byli przecież mymi dziećmi. Pokaże ci wszystkich, którzy byli przed tobą. Wszystkich, którzy będą po tobie.

Jedyna córka zubożałego arystokraty z rodu Malfoy, który doprowadził rodzinę na skraj bankructwa, przepuściwszy swoją część majątku zanim jeszcze Lorraine skończyła siedem lat. Choć szlachetnie urodzona, dorastała w biedzie. W domu najważniejszą wartością nie były pieniądze, lecz sztuka. Od najmłodszych lat uczyła się więc gry na fortepianie, kształcąc się pod okiem swojej matki, Mirandy, która zapewniła jej wychowanie i edukację godną dobrze urodzonej panny. Ojciec, Armand, zaszczepił w niej z kolei miłość do poezji, jak i dumę ze swojego pochodzenia. Prawdziwą matką Lorraine była bowiem wila — istota dzika, piękna i nieokiełznana — jedyna, jaką Armand Malfoy kiedykolwiek kochał naprawdę. Nie chcąc jednak sprowadzić na siebie gniewu Mirandy, Lorraine długo tłumiła swoje moce, starając się stać dla niej idealną córką kosztem ujarzmienia wilej natury. Wzrósłszy w cieniu tajemnicy determinującej każdy niemal aspekt jej życia, dopiero w trakcie nauki w Hogwarcie zdołała jako tako wyzwolić się spod wpływu przemocowej matki: w wakacje często podążała za ojcem na Podziemne Ścieżki, które szybko stały się dla niej drugim domem. W wieku piętnastu lat, w tajemnicy przed wszystkimi, wyprowadziła się na Nokturn, opuszczając na dobre ruderę w Little Hangleton, gdzie dorastała. Wciąż zajmowała się jednak muzyką, udzielając w wakacje lekcji gry i śpiewu dzieciom czystej krwi z bogatych domów.



Matka
Nie bez powodu powtarzała przecież w myślach, że jest wilą, nie kobietą. Pozostawała odseparowaną od tej śmiesznej walki między pierwiastkami męskiego i żeńskiego. Wychowana została bowiem przez człowieka, który miał się za boga poezji. Może i był bogiem. W końcu umarł i zmartwychwstał. Nie kwestionowała tego, bo była jego dzieckiem, jego dziedziczką. Boskość musiała więc po nim odziedziczyć tak samo jak odziedziczyła nazwisko. Odziedziczyła po nim przekonanie, że zawsze będzie lepszą, nieważne, że była córką, nie synem, bo to nigdy dla Armanda nie miało znaczenia. Wzrastała w poczuciu wyższości, które jednak nie oddaliło jej od ludzi, lecz do nich przybliżyło. Tak jak bowiem Armand uważał, że ludzie są bliscy bogom, tak Lorraine uważała, że bogowie są bliscy ludziom. Kochała więc jak bogini. Kochała kobiety, kochała mężczyzn. Kochała miłością beznadziejną, pozbawioną złudzeń, a jednak mile łechtaną obietnicami bez pokrycia. Kochała miłością wybaczającą, ale i pełną pogardy wobec dysproporcji, okrutną i nieskończenie czułą zarazem. Taką była właśnie miłość wili. W swej niestałości przypominała płynącą wodę. Przypominała ją także w stałości, bo nie sposób było przecież zmienić jej biegu. Nawet gdy próbowano, rzeka lojalnie powracała do swego koryta. A gdy nie mogła wrócić, wylewała swą miłość na ziemię, która nie mogła wytrzymać jej naporu. Kochała świat równie posesywnie jak bogini kocha owoce swego łona.

Okres ukończenia szkoły zbiegł się w czasie ze śmiercią rodziców Lorraine. Miranda, której Lorraine towarzyszyła aż do ostatniej chwili, zmarła na włochatość serca po wielu latach zmagań z chorobą. Armand natomiast — wierząc, że wypełnił swoje zobowiązania wobec rodu Malfoy — sfingował swoją śmierć, aby móc przenieść się na Podziemne Ścieżki, gdzie na przestrzeni lat zbudował znaczne wpływy, przybrawszy imię Orfeusza — Poety Podziemi. Pogrążona w żałobie Lorraine zdystansowała się wówczas od większości relacji, jakie nawiązała w szkolnej ławie, odizolowując się od wszystkich, za wyjątkiem rodziny. Przez kilka miesięcy pomieszkiwała u krewnych ze strony ojca: w gronie Malfoyów, Lorraine zawsze cieszyła się bowiem opinią doskonałej damy. Wciąż posiada bardzo dobre relacje ze wszystkimi przedstawicielami rodu, chętnie zajmując się dziećmi, jak i towarzysząc starszym krewnym. Jej lojalność wobec rodu Malfoy była jednak równie silna, co potrzeba niezależności. Lorraine, nieprzychylna idei zamążpójścia, postanowiła w pełni poświęcić się religii i służbie ubogim — a przynajmniej w taki sposób przedstawiła swoje racje stryjostwu, pod których opieką pozostawała — nieformalnie, zaczęła bowiem handlować informacjami poufnymi, dzięki wpływom ojca szybko stając się jedną z najważniejszych informatorek w londyńskim półświatku. Chociaż rodzina początkowo nieprzychylnie patrzyła na jej przykrywkę, jaką była praca w zakładzie pogrzebowym na Nokturnie, Lorraine dowiodła, że jest Malfoyom niezbędną: wciąż pozostaje pod zażyłą protekcją rodziny, nieoficjalnie pilnując interesów rodu Malfoy w annałach przestępczego półświatka. A jednak to nie w stronę Malfoy Manor spogląda, gdy mówi o domu. Domem Lorraine Malfoy jest Nokturn. Od sierpnia 1972 roku mieszka na stałe na piętrze zakładu pogrzebowego wraz z małą ghoulką, Fridą, którą przygarnął z ulicy jej brat stryjeczny, Baldwin Malfoy.



Starucha
Nic już tutaj nie ma poza popiołem, chciała powiedzieć Lorraine. Nawet ognie zgasły. Tylko oczy półwili wciąż lśniły płomieniem świec stawianych na ołtarzu bogini podziemia. Była jej kapłanką, czuwającą u brzegów Lete, aby pomóc przeprawić się duszom przez porywistą toń. A może była samą boginią, gotową otulić wodami zapomnienia jak włosami spływającymi kaskadą na wątłe ramiona. Długo ostatnio wpatrywała się w dno położonej w podziemiach studni, która jeszcze do niedawna stanowiła pomost między światem na powierzchni, a tym skrytym w głębinach. Oto był Styks. Kiedyś wystarczyło zanurzyć się w jego wodach, żeby przejść na drugą stronę, przejście zostało jednak przeniesionym. Teraz tylko Lorraine przeglądała się w jego spokojnej tafli jak w zwierciadle. A zwierciadło pokazywało bardzo wiele. To co było. To co jest. A czasem nawet to, co się jeszcze nie wydarzyło. Może dlatego oczy jej zdawały się ostatnio zimniejszymi. Zbyt długo trwała w bezruchu, wpatrzona w wodne zwierciadło. Lorraine Malfoy, biała wiedźma ze Ścieżek, z oczami jak bezdenne studnie.

Chociaż ostatnimi czasy coraz mniej widać ją na salonach, kojarzona jest w świecie wyższych sfer jako jedna z Malfoyów. Pojawia się niemal wyłącznie na rodzinnych uroczystościach, zawsze w otoczeniu kuzynostwa. Wielu zna ją jako utalentowaną pianistkę, przynależącą do elitarnego towarzystwa Muza, gdzie debiutowała z Balladami Chopina w wieku zaledwie piętnastu lat. Najwięcej kojarzy ją jednak z kowenu Whitecroft, to jej twarz nosi bowiem kilka najnowszych fresków wykwitłych na ścianach świątyni. Lorraine opiekuje się tamtejszym chórem, a choć sama śpiewa rzadko, woląc przygrywać innym na chwałę bogini, pomaga w przygotowaniu oprawy liturgicznej mszy i sabatów. Z kultem Matki związana jest od dziecka. Wiara jej zdaje się z wiekiem coraz bardziej żarliwą, zakrawając wręcz o fanatyzm. Od dłuższego czasu, kowen jest jedynym miejscem, w którym można spotkać Lorraine Malfoy, coraz silniej zdążającą w stronę Podziemnych Ścieżek.



— spis wspomnień i snów —
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Właścicielka zakładu pogrzebowego
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#6
20.09.2023, 18:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2026, 21:02 przez Lorraine Malfoy.)  

Wspomnienia i sny


retrospekcje


12 XI 1947 – narodziny Lorraine
1959 – 1966 – nauka w Hogwarcie (Slytherin)
(z) 10 II 1962 (III rok) • Avelina Paxton i Augustus Rookwood, U pana Dumbledore'a w ogródku, Hogwart, cieplarnie
(z) XII 1962 (IV rok) • Brenna Longbottom, Kill them with kindness, Hogwart, skrzydło szpitalne
(z) 18 V 1964 (V rok) • Atreus Bulstrode, Jęcząca Marta, Hogwart
(z) VI 1964 (wakacje po V roku) • Anthony Ian Borgin, Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz, pociąg z Hogwartu
VI 1964 – wyprowadzka z Little Hangleton na Nokturn
10 VI 1965 (VI rok) • Lana Dolohov, Roselyn Greengrass, After women, flowers are the most divine creations, Hogwart, błonia
(z) 12 XI 1965 (VII rok) • Louvain Lestrange, Vivre sa vie, Hogwart, wieża astronomiczna
VII 1966 – śmierć przybranej matki Lorraine, Mirandy Malfoy
(z) 27 VIII 1966 • Anthony Shafiq, God hath given you one face, and you make yourself another, Wyspy Brytyjskie, Wiltshire, Malfoy Manor
VIII 1966 – narodziny "Imperium Sekretów": zatrudnienie w zakładzie pogrzebowym Necronomicon na ulicy Śmiertelnego Nokturnu, będącego przykrywką do tajnej działalności Lorraine, polegającej na handlu informacjami poufnymi
13 XI 1966 • Cain Fawley, Ginę, jak on by ginął, choć zginąć nie może, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 1 VII 1967 • Othello Fawley, Any relic of the dead is precious, Little Hangleton, Mauzoleum Fawleyów
(z) 4 VIII 1967 • Laurence Lestrange, O kapitanie, mój kapitanie!, niemagiczny Londyn, Akademia Munga
28 IX 1970 – Woody mi próbuje opchnąć jakąś trumnę (What's in the booooooox??)
(z) 12 XII 1970 • Nastał czas ciemności, ulica Śmiertelnego Nokturnu
20 XII 1970 • Jahnavi Pandit, Holy hands, like a holy river, Little Hangleton
(z) 5 I 1971 • Desmond Malfoy, Pierwsze ataki "Śmierciożerców", Aleja Horyzontalna i niemagiczny Londyn
(z) 13 III 1971 • I'll ride by and blow ya brains out, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 19 VII 1971 • Baldwin Malfoy, Samson i Dalila, niemagiczny Londyn, National Gallery
12 XII 1971 – w życiu Lorraine i Baldwina pojawia się Frida
(z) 13 II 1972 • Baldwin Malfoy, The Ballad of Malfoy Family, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 22 III 1972 • Pogrzeb Simone Malfoy, Wielka Brytania, Wiltshire, Malfoy Manor
IX 1972 • sen, Trigger warning: przedszkolanki, ulica Śmiertelnego Nokturnu
DATA • KTO, CO, gdzie
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Właścicielka zakładu pogrzebowego
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#7
20.09.2023, 18:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.07.2026, 21:47 przez Lorraine Malfoy.)  

Lato 1972


rozgrywki

Czerwiec 1972

(z) 1 VI 1972 • Sauriel Rookwood i Stanley Andrew Borgin, Dzień dziecka, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 3 VI 1972 • Sauriel Rookwood, The creatures of the night, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 4 VI 1972 • Maeve Chang, Fortuna favet fortibus, ulica Pokątna
(z) 6 VI 1972 • Atreus Bulstrode, Like an open book, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 9 VI 1972 • Ambrosia McKinnon, Maeve Chang, Cat on a hot Knocturn roof, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 13 VI 1972 • Anthony Shafiq, I am nothing in my soul, if not obsessive, Little Hangleton
(z) 16 VI 1972 • Sebastian Macmillan i Alastor Moody, Ktoś się rodzi księdzem, ktoś wilą, a ktoś inny aurorem..., ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 21 VI 1972 • Litha: Krąg ognisk, Wyspy Brytyjskie – posty: 1, 2

• (z) popołudnie, Litha. Uważaj, czego sobie życzysz, Maeve Chang

• (z) noc, Litha. Prawdziwe przeznaczenie Stonehenge – posty: 1, 2, 3

• (z) poza czasem, poza przestrzenią, Litha. Dziewica, Maeve Chang, Sarah Macmillan

(z) ranek, 22 VI 1972 • Atreus Bulstrode, It ended and it left a pearl in my head, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) wieczór, 22 VI 1972 • Light of my life, fire of my loins, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 25 VI 1972 • Umbriel Degenhardt, Gloomy Sunday, ulica Śmiertelnego Nokturnu

Lipiec 1972

(z) 2 VII 1972 • Stanley Andrew Borgin, Kota! Królestwo za kota!, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 5 VII 1972 • Kongres Nowej Piwnicy, ulica Śmiertelnego Nokturnu – posty: 1, 2, 3, 4, 5, 6
(z) 7 VII 1972 • Maeve Chang, That which we call a rose, by any other word would smell as sweet, ulica Śmiertelnego Nokturnu – MIESIĄC MIŁOŚCI: Romeo i Julia
(z) 12 VII 1972 • I'm colder than this home, Wyspy Brytyjskie, dwór Zmarzłoć
(z) 15 VII 1972 • Rodolphus Lestrange, Syn i córka koleżanki twojej starej to też ludzie..., Wyspy Brytyjskie
(z) 17 VII 1972 • Sophie Mulciber, I wanna be an idle teen, I wish I hadn't been so clean, niemagiczny Londyn
(z) 22 VII 1972 • Widowisko randkowe, ulica Pokątna – posty: 1, 2, 3, 4, 5, 6
NIEZACZĘTE: 24 VII 1972 • Everything I'll ever love decayed over the years, Hogsmeade – SUMA PRZYPADKÓW: Zagubiona dziewczynka

Sierpień 1972

(z) wieczór, 1 VIII 1972 • Święto żniw – kiermasz z okazji Lammas, ulica Pokątna – posty: 1, 2, 3, 4, 5, 6
(z) noc, 1 VIII 1972 • Mother, make me a bird of prey, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 5 VIII 1972 • Czarne wesele, Wyspy Brytyjskie – posty: 1, 2, 3, 4, 5, 6
7 VIII 1972 • Oleander Crouch, I'm sick to death of this particular self. I want another, Aleja Horyzontalna
(z) 9 VIII 1972 • Desmond Malfoy, Okruchy śmierci, ulica Śmiertelnego Nokturnu
12 VIII 1972 • Peregrinus Trelawney, The fate's already fucked me sideways, Little Hangleton
(z) 19 VIII 1972 • Victoria Lestrange, Kotom i Szkotom wydaje się, że wszystko im się należy, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 20 VIII 1972 • Wszak wiedza to potęga, Dolina Godryka
(z) 26 VIII 1972 • Jeden wieczór pod Londynem, Wyspy Brytyjskie – posty: 1, 2, 3, 4, 5

• (z) Jeden wieczór pod Londynem. Stół do pokera #1 – posty: 1, 2, 3, 4, 5

(z) 27 VIII 1972 • Sen Nocy Letniej, Hogsmeade – posty: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13

• (z) przechadzka, Sen Nocy Letniej. Feel like I'm the worst, so I always act like I'm the best, Eden Lestrange

28 VIII 1972 • Lorien Crouch, No more dreaming of the dead, as if death itself was undone, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 29 – 30 VIII 1972 • Baldwin Malfoy, Jedną kawę z łyżeczką mugolaka poproszę, ulica Śmiertelnego Nokturnu
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Właścicielka zakładu pogrzebowego
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#8
21.01.2025, 14:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2026, 13:35 przez Lorraine Malfoy.)  

Jesień 1972


rozgrywki

Wrzesień 1972

(z) południe, 1 IX 1972 • Anthony Shafiq, Out of the murderous innocence of the sea, Little Hangleton
3 IX 1972 • Hjalmar Nordgersim, Ku chwale Matki, Dolina Godryka
(z) 4 – 22 IX 1972 • Więc, jak o pięknem, teraz powiedz mi o pracy, ulica Śmiertelnego Nokturnu
4 IX 1972 • Baldwin Malfoy, Armand Malfoy, Kochając, zstąpił do krwi dawniejszej, gdzie gniazduje groza praojców, Podziemne Ścieżki
(z) wieczór, 5 IX 1972 • Baldwin Malfoy, Maeve Chang, Scarlett Mulciber, From my rotten body, flowers shall grow, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) noc, 6 IX 1972 • Baldwin Malfoy, Maeve Chang, Mew, I threw up :'C, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) ranek, 8 IX 1972 • Rodolphus Lestrange, Static, ulica Śmiertelnego Nokturnu
8-9 IX 1972 • Spalona Noc, Wyspy Brytyjskie

• (z) 8 IX 1972, ulica Śmiertelnego Nokturnu: Your faith was strong, but you needed proof

• 8 IX 1972, ulica Śmiertelnego Nokturnu: The kingdom of heaven is within us and around us

• (z) 9 IX 1972, Little Hangleton: And this house just ain't no home, Baldwin Malfoy

(z) ranek, 10 IX 1972 • Anthony Shafiq, ...it is void, niemagiczny Londyn
popołudnie, 10 IX 1972 • Baldwin Malfoy, Scarlett Mulciber, Peregrinus Trelawney, Wielkie sprzątanie, ulica Śmiertelnego Nokturnu
11 IX 1972 • Elliott Malfoy, Malfoy Malfoyowi Malfoyem, Wyspy Brytyjskie
12 IX 1972 • Renigald Malfoy, Bo rodzina jest ważna, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 13 IX 1972 • Josephine Avery, Shadows weaver and leaves sigh, Wyspy Brytyjskie
14 IX 1972 • Baldwin Malfoy, tytuł, Podziemne Ścieżki
17 IX 1972 – Frida z zielonymi włosami, czyli wymiana korespondencyjna z Baldwinem: 1, 2, 3
(z) 17 IX 1972 • Dægberht Flint, Eliksir na bezsenność, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) ranek, 22 IX 1972 • Baldwin Malfoy, Helloise, Równonoc Jesienna – Ołtarz, niemagiczny Londyn – posty: Baldwin, Helloise, Baldwin
(z) wieczór, 22 IX 1972 • Ojcze mój, odkąd umarłeś, znasz obojętność umarłych, Podziemne Ścieżki
(z) noc, 22 IX 1972 • Mabon w Necronomiconie, No mourners, no funerals, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) noc, 22/23 IX 1972 • Wdziej tę suknię, co wtedy, ulica Śmiertelnego Nokturnu
24 IX 1972 • Marcus Malfoy, Baldwin Malfoy, Czcij Ojca swego i Matkę swoją, ulica Śmiertelnego Nokturnu
(z) 26 IX 1972 • Baldwin Malfoy, Tym razem nie dodamy do niczego łyżeczki mugolaka, ulica Śmiertelnego Nokturnu
27 IX 1972 – hot list do Baldwina i picie naleweczki u Heli (oddanie się w niewolę miłości Matki)

Październik 1972

10 X 1972 • Helloise Rowle, Kiedy słońce było bogiem, Ellan Vannin
(z) 15 X 1972 • Urd Nordgesim, Zapachniało powiewem jesieni, Dziurawy Kocioł, ulica Pokątna
(z) 21 X 1972 • Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki, ulica Pokątna
(z) 24/25 X 1972 • Baldwin Malfoy, Błogosławieni niech będą naiwni, osamotnieni w swojej naiwności, Podziemne Ścieżki

Listopad 1972

(z) 30 XI 1972 • Zima na ramiona moje spadła niewinnością białym śniegiem, ulica Śmiertelnego Nokturnu


Wzory:
Kod:
[Sesja data="data" link="link"][u]kto[/u], [i][b]tytuł[/b][/i], gdzie[/Sesja]
Kod:
[tr][td][size=8][b]data 1972[/b] – wymiana korespondencyjna z x: [url=x]1[/url], [url=x]2[/url], [url=x]3[/url], [url=x]4[/url][/size]
[/td][/tr]


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:





  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa