02.08.2023, 20:43 ✶
Bertie cieszył się, że mógł zachować absolutną, błogą nieświadomość co do tego, co właściwie działo się w pokoju Idy i co konkretnie było między Alastorem a Eden. To nie była jego sprawa, a nawet jeśli by była, to pewnie tylko rozbolałaby go od tego wszystkiego głowa, szczególnie że oni to wszystko robili tuż obok nieprzytomnej siostry Moody'ego. Wyprawa po wazon wydawała się więc w pewien sposób zbawienna - nie musiał im dzięki temu przeszkadzać, dając czas na wypowiedzenie pewnych słów, wykonanie potrzebnych gestów i zachowanie przy tym jak największej możliwej dozy prywatności. Wycieczka była też zwyczajnie konieczna, bo Bertie nie zniósł by myśli, że kwiaty które tak pieczołowicie hodował, a potem ścinał dla Idy, tak zwyczajnie miałyby się zmarnować.
Kiedy znalazł jakąś pielęgniarkę, wyraźnie się ucieszył, z miejsca jednak przepraszając ją, że zajmuje jej cenny czas, który powinien należeć do chorych, a nie do niego. Dziewczyna jednak wydawała się nie mieć nic przeciwko, kiedy tylko uświadomiła sobie, że ma przed sobą Bertiego Botta i z radością podała mu pomocną dłoń, nawet szybko radząc sobie z zadaniem i wręczając mu całkiem ładny, szklany wazon. Bott podziękował jej jowialnie, kierując swoje kroki z powrotem w stronę pokoju Idy, w międzyczasie napełniając naczynie wodą i wikłając się w niezobowiązującą rozmowę z rzeczoną pielęgniarką, bo ta zdawała się nad wyraz chętna do odprowadzenia go.
Kiedy nadszedł, dało się słyszeć jego grzeczny śmiech, w odpowiedzi na jakieś słowa pielęgniarki i wesoły chichot. Może nie było to ani miejsce, ani czas do śmiechów, ale Bertie zwyczajnie nie chciał, żeby dziewczynie było przykro. W drzwiach praktycznie minął się z Alastorem, oglądając tylko na niego i wnioskując, że musiał po coś iść, o ile sam mu tego nie powiedział, albo nie zrobiła tego Eden, która wciąż znajdowała się w środku.
- Wróciłem. I to z wazonem - oznajmił jakby nigdy nic, unosząc przedmiot ku górze, by pokazać jej go w pełni. Zaraz też ruszył w kierunku szafki przy łóżku nieprzytomnej kobiety, stawiając na niej wazon i wkładając do niego wcześniej przyniesione kwiaty. Przez chwile poprawiał je, wyraźnie chcąc ładnie je ułożyć, a w końcu pokiwał głową z satysfakcją.
- Co myślisz? - zapytał, rzucając przez ramię w kierunku Lestrange, jednak nie patrząc na nią, wciąż bardziej zajęty bukietem.
Kiedy znalazł jakąś pielęgniarkę, wyraźnie się ucieszył, z miejsca jednak przepraszając ją, że zajmuje jej cenny czas, który powinien należeć do chorych, a nie do niego. Dziewczyna jednak wydawała się nie mieć nic przeciwko, kiedy tylko uświadomiła sobie, że ma przed sobą Bertiego Botta i z radością podała mu pomocną dłoń, nawet szybko radząc sobie z zadaniem i wręczając mu całkiem ładny, szklany wazon. Bott podziękował jej jowialnie, kierując swoje kroki z powrotem w stronę pokoju Idy, w międzyczasie napełniając naczynie wodą i wikłając się w niezobowiązującą rozmowę z rzeczoną pielęgniarką, bo ta zdawała się nad wyraz chętna do odprowadzenia go.
Kiedy nadszedł, dało się słyszeć jego grzeczny śmiech, w odpowiedzi na jakieś słowa pielęgniarki i wesoły chichot. Może nie było to ani miejsce, ani czas do śmiechów, ale Bertie zwyczajnie nie chciał, żeby dziewczynie było przykro. W drzwiach praktycznie minął się z Alastorem, oglądając tylko na niego i wnioskując, że musiał po coś iść, o ile sam mu tego nie powiedział, albo nie zrobiła tego Eden, która wciąż znajdowała się w środku.
- Wróciłem. I to z wazonem - oznajmił jakby nigdy nic, unosząc przedmiot ku górze, by pokazać jej go w pełni. Zaraz też ruszył w kierunku szafki przy łóżku nieprzytomnej kobiety, stawiając na niej wazon i wkładając do niego wcześniej przyniesione kwiaty. Przez chwile poprawiał je, wyraźnie chcąc ładnie je ułożyć, a w końcu pokiwał głową z satysfakcją.
- Co myślisz? - zapytał, rzucając przez ramię w kierunku Lestrange, jednak nie patrząc na nią, wciąż bardziej zajęty bukietem.