• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
1972, Wiosna, 3 maja - Wnętrze kliniki

1972, Wiosna, 3 maja - Wnętrze kliniki
cupcake
I just wanted you to know
That baby, you the best
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#21
02.08.2023, 20:43  ✶  
Bertie cieszył się, że mógł zachować absolutną, błogą nieświadomość co do tego, co właściwie działo się w pokoju Idy i co konkretnie było między Alastorem a Eden. To nie była jego sprawa, a nawet jeśli by była, to pewnie tylko rozbolałaby go od tego wszystkiego głowa, szczególnie że oni to wszystko robili tuż obok nieprzytomnej siostry Moody'ego. Wyprawa po wazon wydawała się więc w pewien sposób zbawienna - nie musiał im dzięki temu przeszkadzać, dając czas na wypowiedzenie pewnych słów, wykonanie potrzebnych gestów i zachowanie przy tym jak największej możliwej dozy prywatności. Wycieczka była też zwyczajnie konieczna, bo Bertie nie zniósł by myśli, że kwiaty które tak pieczołowicie hodował, a potem ścinał dla Idy, tak zwyczajnie miałyby się zmarnować.
Kiedy znalazł jakąś pielęgniarkę, wyraźnie się ucieszył, z miejsca jednak przepraszając ją, że zajmuje jej cenny czas, który powinien należeć do chorych, a nie do niego. Dziewczyna jednak wydawała się nie mieć nic przeciwko, kiedy tylko uświadomiła sobie, że ma przed sobą Bertiego Botta i z radością podała mu pomocną dłoń, nawet szybko radząc sobie z zadaniem i wręczając mu całkiem ładny, szklany wazon. Bott podziękował jej jowialnie, kierując swoje kroki z powrotem w stronę pokoju Idy, w międzyczasie napełniając naczynie wodą i wikłając się w niezobowiązującą rozmowę z rzeczoną pielęgniarką, bo ta zdawała się nad wyraz chętna do odprowadzenia go.
Kiedy nadszedł, dało się słyszeć jego grzeczny śmiech, w odpowiedzi na jakieś słowa pielęgniarki i wesoły chichot. Może nie było to ani miejsce, ani czas do śmiechów, ale Bertie zwyczajnie nie chciał, żeby dziewczynie było przykro. W drzwiach praktycznie minął się z Alastorem, oglądając tylko na niego i wnioskując, że musiał po coś iść, o ile sam mu tego nie powiedział, albo nie zrobiła tego Eden, która wciąż znajdowała się w środku.
- Wróciłem. I to z wazonem - oznajmił jakby nigdy nic, unosząc przedmiot ku górze, by pokazać jej go w pełni. Zaraz też ruszył w kierunku szafki przy łóżku nieprzytomnej kobiety, stawiając na niej wazon i wkładając do niego wcześniej przyniesione kwiaty. Przez chwile poprawiał je, wyraźnie chcąc ładnie je ułożyć, a w końcu pokiwał głową z satysfakcją.
- Co myślisz? - zapytał, rzucając przez ramię w kierunku Lestrange, jednak nie patrząc na nią, wciąż bardziej zajęty bukietem.
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#22
19.08.2023, 00:20  ✶  
Uśmiechnęła się pod nosem, po czym przygryzła wargi i przymknęła oczy, jakby chciała ukryć znaki rozbawienia. Na daremno; kąciki ust były uniesione w górę przez cenną chwilę, tuż po tym, gdy Alek wspomniał o przedszkolance.
Trafił w punkt.
Nie była jednak pewna, czy powinna była doszukiwać się w tym drugiego dna, namiastki przeznaczenia - czy to los maczał palce w doborze partnerek Moody’ego, czy po prostu jego ciotka doskonale wiedziała, że potrzebuje u swojego boku kogoś, kto złapie go za kołnierz na czas, aby nie rzucił się bezmyślnie w ogień?
Błądziła palcami, przeczesując metodycznie jego włosy; zastanawiała się przy tym, czym właściwie dobrze wybrała. Czuła się, jakby przyganiał kocioł garnikowi - męczyła się, próbując go powstrzymać od szlajania się po kniei w poszukiwaniu… cholera wie czego. Martwych? Guza? Odwrócenia uwagi od pędzących nieustannie myśli? Kiedy prawdę powiedziawszy niegłupim pomysłem byłoby, gdyby dała mu tam pójść, a na dodatek do niego dołączyła. Przecież po Williamie słuch zaginął również, prawda? Nie dawał znaków życia, skrzat nie przyprowadził go z polany. Przepadł jak kamień w wodę i jako przykładna żona powinna go szukać, albo chociaż siedzieć w domu i zachodzić w głowę, co mu się mogło stać. Modlić się, żeby żył.
Tymczasem przypomniała sobie o jego istnieniu dopiero wtedy, gdy zobaczyła Alastora. Nawet nie próbowała się doszukać w tym wszystkim sensu - już dawno przestała rozumieć, co nią kierowało. Puściła kierownicę i pozwoliła ją przejąć czemukolwiek, co obecnie nad nią czuwało.
Lub bawiło się nią; różnica bywała subtelna i ciężka do wyczucia.
- Poczekam - odparła w zgodzie z prawdą, bo przecież póki tu siedział, nie ruszyłaby się stąd. No, chyba że by ją wygonił. - Nigdzie nie ucieknie. - Uśmiechnęła się, chcąc dodać mu otuchy żartem, ale poczuła, że to chyba nie czas i miejsce. Westchnęła, nie mając zamiaru przepraszać, ale wciąż czując się na tyle niezręcznie, by na moment uciec wzrokiem.
Spojrzała na niego ponownie dopiero wtedy, gdy poczuła na sobie jego wzrok; błagalne spojrzenie, które poruszyłoby każde serce, nawet tak skamieniałe jak to Eden.
Natomiast towarzyszący mu pocałunek dosłownie nim zatrząsł.
Coś ją ukłuło, gdy został przerwany przez podziękowania - nie była pewna, czy to zawód związany z jego końcem, czy przebłyski wyrzutów sumienia. Cokolwiek to było, zniknęło tak szybko, jak się pojawiło, pozostawiając Eden z ciepłem Moody’ego na swoich ustach.
- Przyjemność po mojej stronie - odparła wreszcie, pozwalając sobie na kilka dodatkowych sekund zwłoki, co nie było do niej podobne. Zwykle nie myślała długo na odpowiedzią, a teraz zdawało się, że potrzebowała dodatkowego oddechu, zanim powie swoje i wyśle go w drogę. Uśmiechnęła się, patrząc, jak opuszcza pokój.
Gdy została sam na sam z Idą, spojrzała na nią badawczo, jakby zgodnie z obietnicą chciała się upewnić, że dziewczyna nigdzie nie zwieje. Dopiero po tym ruszyła w kierunku fotela, na którym jeszcze nie tak dawno siedział Moody, na który opadła z ciężkością, próbując wręcz zatopić się w oparciu. Założyła ręce na piersi i po chwili zaczęła wyglądać na wielce obrażoną, próbując odnaleźć konsensus pomiędzy własnym sercem a rozumem.
Zauważyła, że Bott wparował do środka, ale nie zaszczyciła go powitaniem, a jedynie krótkim spojrzeniem - kiedy zdecydowała, że nie stanowił zagrożenia dla absolutnie nikogo w tym pomieszczeniu, wróciła do własnych myśli. Patrzyła tępo w przestrzeń, nie skupiając się na tym, co robi mężczyzna. Nie była jednak kompletnie nieobecna; gdy w końcu Bertie zadał pytanie, doskonale słyszała każde jego słowo.
- Że postradałam zmysły - odpowiedziała bez większego zastanowienia i dopiero po wypowiedzeniu myśli na głos, powiodła spojrzeniem w kierunku rozmówcy. Zobaczyła wazon z kwiatami, przy których skrzętnie majstrował, niechybnie chcąc je ułożyć w jak najprzyjemniejszy dla oka sposób. - Ach - odezwała się ponownie, unosząc brwi. - Chodzi ci o kwiaty. - Dotarło to do niej dopiero teraz, że pytał o opinię, a nie o to, co siedzi w jej głowie. Mrugnęła kilka razy, próbując skupić się na bukiecie oraz pozbyć się wrażenia, że nic dzisiaj nie robi, tylko się pogrąża.
- Mam być szczera, czy miła? - Zapytała, spoglądając raz na Bertiego, a raz na kwiaty.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#23
28.08.2023, 23:22  ✶  
Jakiś czas później...

Prościej, zapewne, byłoby po prostu opuścić ten szpital i udać się w sobie znaną stronę. Prościej. Naprawdę o wiele prościej – bo nie wymagałoby to przebywania blisko człowieka, do którego z niewiadomych powodów nagle ją niemiłosiernie ciągnęło.
  Bardziej niż przez te wszystkie lata, wbrew całemu rozsądkowi, jaki próbował wykrzyczeć swoje racje gdzieś w łepetynie Mavelle. W sumie nie musiał – wszystko to doskonale wiedziała, wszystko to składało się na powody, dla których w końcu powiedziała „pas”. Z pominięciem jeszcze jednego, dodatkowego, który przechylił wtedy szalę, ale prawda jednak była taka, że…
  … nawet gdyby tamten typ się nie napatoczył, gdyby nie uznała, że jednak serce bije mocniej dla kogoś innego, to i tak nie było już dla nich ratunku. Nie wiedziała, czy Moody zdawał sobie sprawę z tego, ale to już i tak nieważne – ważne, że Bones pamiętała wszystko, co składało się na jej decyzję. Bo czy tego chcieli czy nie, to stopniowo, powoli wzajemnie się niszczyli, a przynajmniej tak to wyglądało we wspomnieniach kobiety.
  Tak, zdecydowanie lepiej się sprawdzali jako kumple niż partnerzy. Mieli swoje dobre chwile, owszem, ale te złe dość dobitnie pokazywały, że na pewne aspekty patrzyli tak bardzo odmiennie, że na dłuższą metę najzwyczajniej w świecie nie dało się tego pogodzić. Na chwilę – to jeszcze. Tyle że Mav spoglądała w przyszłość znacznie dalej i wiedziała, że nie pragnie takiej, jeśli miałaby wyglądać dokładnie jak ówczesna teraźniejszość.
  Ale wbrew temu wszystkiemu nie potrafiła – nie chciała? - tak po prostu opuścić szpitalnych murów. W każdym razie, naprawdę poszła po tę cholerną kawę, nawet jeśli nie zrobiła tego od razu, tylko dopiero po niełatwej rozmowie z Danielle. Gdyby tylko to mogło poczekać… ale nie, już lepiej, by usłyszała prawdę od bliskich jej osób niż od kogoś dość przypadkowego, prawda? A że spośród zgromadzonych w pokoju Moody nie tylko Bones zaznała potrzeby podniesienia stężenia kofeiny w żyłach – spotkanie się w kawodajni było czymś całkiem naturalnym.
  Z początku nie powiedziała żadnego słowa, gdy się na siebie natknęli. A następnie, tak po prostu, wetknęła mu kawę. Bo wzięła więcej niż jedną i to zapewne nie dlatego, że jeden kubek to byłoby za mało. Choć tak po prawdzie – byłoby, w końcu ostatnie dni dawały mocno w kość, nieprawdaż?
***
- Komuś jeszcze kawę? – mruknęła, wparowując do pomieszczenia. Co cztery ręce, to nie dwie, więc łatwiej było – bez bawienia się w jakieś tacki bądź też użerania się z kapryśną magią – zaopatrzyć całą czwórkę w tak niezbędny do życia napój. A nawet jeśli Eden czy Bertie by spasowali, to… żadna w tej chwili różnica.
  Bo bez mrugnięcia okiem, zapewne, mogłaby zaopiekować się „nadprogramowymi” kubkami.
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#24
05.09.2023, 14:10  ✶  
Alastor spróbował się uśmiechnąć.

- Mówisz to tak, jakbyś nie znała mojej siostry.

A późnej był już tylko on na zatłoczonym korytarzu, pamiętający pozbawioną energii twarz Idy, na którą spojrzał przed opuszczeniem pokoju. Wokół niego ludzie, a on znów czuł się sam. Nie, nie sam - samotny ze swoimi myślami, w najgorszym ich wydaniu. Wiedział, że to co robi było głupie, że się nie powinien tak teraz zachowywać. Z drugiej strony... dlaczego nie? Czy istniała jakaś idealna recepta na to, w jaki sposób radzić sobie ze stresem? Czy istniał spis rzeczy, których mu nie wolno. Chociaż minimalne wytyczne postępowania w obliczu tego, że jedna z najważniejszych osób w życiu... nie! Najważniejsza! Najważniejsza osoba w twoim życiu leżała tam nieprzytomna, po części z twojej winy pewnie, bo przecież mogłeś o to wszystko zadbać lepiej. I możliwe, że się miała już z tego snu nigdy nie obudzić.

Co miał tam robić?

Stać i na nią patrzeć? Mówić o niej? Mówić do niej? Czy komuś w takim stanie robiło jakąkolwiek różnicę to, czy się go trzymało za rękę kiedy organizm próbował przywrócić mu świadomość? Nie znał się na tym zupełnie i... Może gdyby był tu sam, albo gdyby przynajmniej był tutaj tylko Bott, to by się na coś takiego potrafił zdobyć, ale nie kiedy wszyscy wchodzili do środka i mu współczuli, obserwowali każdy jego ruch, każde słowo wypowiadane przez drżące usta kogoś, kto nie wiedział, gdzie i jak trzymać dłonie. Poczuł się nagle tak malutki, że dotarło do niego, jak bezmyślni byli ludzie sugerujący, jakoby miał kiedyś przejąć stołek po Harper. Nigdy, przenigdy (!) nie skaże się na egzystowanie w miejscu, gdzie każdy zauważy kiedy dłubie sobie w nosie.

Zanim poszedł po tę kawę, znalazł gdzieś w tym szpitalu jakiś cichszy kąt, gdzie mógł przytulić czołem zimną ścianę i westchnąć głęboko. Jeżeli kiedy znajdą jego zwłoki i widmowidz z Ministerstwa odgrzebie akurat te wspomnienia, to będą mieli na komendzie naprawdę niezręczną sytuację. Jak dobrze, że on sam będzie już gryzł piach. A kiedy się wreszcie ruszył do kantyny, spotkał tam Mavelle.

- Dziękuję.

Ale chciał wziąć też kawę dla Eden i Bertiego, wiec się jeszcze zapytał, gdzie właściwie z tymi kawami idzie. Bezpiecznie założył, że te, które trzymała, mogły być kupione dla kogoś innego. Mylił się. Bones była kolejną osobą, która najwyraźniej zamierzała przy nim siedzieć. I z jednej strony, z tej która po wrzuceniu na pal jej wianka urosła do niebotycznych rozmiarów w jego sercu - cieszył się. Z drugiej - był skonfundowany. Czy się do tej pory nienawidzili? Na pewno nie. Czy się nie lubili? Też nie. Ale coś jednak pomiędzy nimi wisiało i nie pojawiło się tam bez powodu. Było efektem fali gorzkich słów. Czynów, których wolałby nie pamiętać.

Chciałbym z tobą o czymś porozmawiać.

W głowie obracał te słowa z każdej strony. Ostatecznie nie powiedział tego na głos. Może, jeżeli to nie minie, wróci do tego za kilka dni. Może.

Otworzył im drzwi, napierając na nie plecami, klamkę naciskając łokciem. Przytrzymał je tak długo, żeby Mavelle mogła swobodnie wejść do środka. Sam nic do jej wypowiedzi nie dodał. Po prostu puścił te drzwi, stanął na wejściu pomieszczenia patrząc na Idę i napił się z kubka, który trzymał w prawej dłoni.

Po długiej ciszy rzucił tylko jednym pytaniem:

- W Dolinie jest lepiej? - I spojrzał na Botta. Bo w gruncie rzeczy chodziło mu głównie, chociaż nie tylko, o stan jego chaty po tej magicznej wichurze. Te kwiaty wyrwał sam, czy mu w tym pomogli bogowie wyznawani przez kapłanów Whitecroft?


fear is the mind-killer.
cupcake
I just wanted you to know
That baby, you the best
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#25
06.09.2023, 04:58  ✶  
Bertie wzruszył nonszalancko ramionami, jakby taka odpowiedź z jej strony była absolutnie akceptowalna. Może i postradała zmysły, czemu nie - wyglądał jakby ta deklaracja niewiele miała zmienić w jego życiu, a przynajmniej nie tyle, żeby nagle stwierdził że nie jest w stanie przebywać z nią w jednym pomieszczeniu. Więcej, gdyby ktoś go zapytał, to pewnie zadeklarowałby, że w sumie to znał o wiele więcej osób, które wydawały mu się o wiele bardziej... odklejone, niż akurat Eden Lestrange. Potem już tylko pokiwał głowa, wyraźnie zadowolony, że podchwyciła jednak o co faktycznie jej pytał.
- Nie możesz zrobić jednego i drugiego jednocześnie? - zapytał, unosząc brwi w jakimś niemym wyrazie, jakby właśnie składał jej ku temu propozycję. W końcu jednak westchnął - Niech będzie szczerość, przyjmę wszystko - uniósł dłonie w poddańczym geście. Po prawdzie to... nie obchodziło go jej zdanie. Sam był w stanie docenić może nie wątpliwe piękno bukietu, ale przynajmniej jego gest - to właśnie się według niego liczyło tutaj najbardziej.

Siedział na przysuniętym sobie krześle, kiedy wrócili Bones i Alastor. Bertie obrzucił ich szybkim spojrzeniem, mimowolnie sięgając spojrzeniem w bok, w kierunku Eden. Na moment tylko, bo zaraz wrócił do Mavelle, obdarzając ją szerokim, pełnym wdzięczności spojrzeniem.
- Ah, ratujesz mi życie, Mavelle - wyciągnął rękę, przyjmując oferowany napój. Nie chciał się do tego przyznać, ale ledwo trzymał się na nogach. W Dolinie wcale nie było tak bardzo lepiej. - Ah... szkoda gadać - machnął ręką i upił potężny łyk kawy. Nie znaczyło to jednak, że zamierzał milczeć bo po pierwsze, musiał się wyżalić, a po drugie - może nieco jego gadanina pozwoliłaby zająć myśli Moody'emu. Chociaż wątpił, biorąc pod uwagę towarzystwo obu pań. - Zwiało mi dach ze stodoły, przysięgam mam tylko nadzieję, że nikomu nie stała się krzywda, bo część urwało całkiem i na podwórzu zostało parę desek. Inwentarz cały mi się spłoszył i musiałem odławiać kurczaki po sąsiadach. Do tego dwa ule mi zniszczyło, nie wiem co ja z tym zrobię - opadł na krzesło wypompowany, niby zamykając usta, ale wyglądał jakby jego boleści wcale się na tym nie kończyły.
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#26
16.09.2023, 23:55  ✶  
Może nie było tego po Eden widać, ale była niezwykle wdzięczna Bottowi, że zdecydował się nie drążyć. Nie była pewna, czy robił to z grzeczności, czy po prostu uznał, że skoro wychowała się w Malfoy Manor, to ewidentnie musi być co najmniej niespełna rozumu, ale liczył się efekt końcowy. Tak czy siak, cieszyła się, że obydwoje puścili to w niepamięć. Co prawda rozmowa o kwiatkach nie była wymarzonym tematem, niemniej z dwojga złego lepiej w tę stronę.
- Jeśli będę miła, to cię okłamię, jeśli będę szczera, to nie będę miła. Wybierz swoją truciznę - oświadczyła, rozkładając ręce. Potrząsnęła przy tym głową, jakby nie mogła nic więcej dla niego zrobić i jeszcze raz spojrzała na wazon, próbując z całej siły znaleźć w sobie słowa, które choćby zahaczą o złoty środek.
Bertie jednak zdecydował się na szczerość, więc po chwili przestała się męczyć.
- Wyglądają trochę jak niedobitki z wyprzedaży po święcie zmarłych - zaczęła, próbując przybrać jak najbardziej neutralny wyraz twarzy. - Na szczęście czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. - Dodała gwoli otuchy, wiodąc wymownie spojrzeniem najpierw w kierunku nieprzytomnej Idy, a potem z powrotem ku twarzy Botta. Uśmiechnęła się życzliwie, trochę jak do nierozumnego dziecka, po czym odwróciła wzrok w kierunku drzwi.
Jakoś ucieszyła się na widok Mavelle. Nagła zmiana tematu za pomocą przyniesionej kawy ratowała atmosferę - dzięki temu Eden mogła uniknąć niezręcznego milczenia związanego z wielce prawdopodobnym zawodem Bertiego.
- Poproszę - odezwała się błyskawicznie na propozycję, wyciągając rękę błagalnie w kierunku kobiety. Nie podniosła się jednak z fotela. Czekając na napój słuchała bacznie Botta, raz po raz tylko zerkając na Alastora, jakby chciała wybadać, czy lament związany z wichurą faktycznie powinien ją zmartwić.
- Nie można tego jakoś... odbudować? - Zapytała, jakby to była oczywistość. Bez wątpienia rozumiała ból związany ze stratą, było to w końcu bardzo nie na rękę, ale dobra materialne można było odkupić. Kurczaki, jak mniemała, też. Chyba że nawiązał z nimi więź emocjonalną, a pszczoły były mu rodziną, której nigdy nie miał. Wtedy wolała nie komentować, bo znowu musiałby wybierać, czy ma być szczera, czy miła. - Postawienie drewnianej stodoły przecież kosztuje grosze - mruknęła tylko w ramach dopowiedzenia własnego kontekstu. Jeszcze nie była świadoma, że to grosze tylko i wyłącznie z jej perspektywy.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#27
17.09.2023, 19:00  ✶  
Tam, na korytarzu, poza tym pomieszczeniem czuła się jakoś inaczej. Spokojniej, nie wiedzieć dlaczego. Może kwestia tego, że jednak w tym zabieganym tłumie niknęli – bo rannych było sporo, szpital przyjął wielu pacjentów, ofiary Beltane, do tego należy dołożyć ich bliskich i personel biegający w tę i z powrotem… jakoś łatwiej było to odczuć jako „sam na sam”, podczas którego nikt w zasadzie nie przeszkadzał, jeśli nie liczyć przechodzących obok ludzi.
  Tak było dobrze, prawie – niemalże bez słów, bez kłótni, po prostu razem… z gorzkim posmakiem nieprzyjemnego wrażenia, że coś się działo, gdy nie miała go na oku. Ale też: nie miała prawa rościć sobie czegokolwiek w stosunku do Moody’ego; prawo to straciła już dość dawno, w momencie, gdy nakreśliła granicę.
  Bo od tamtej pory już nie było „ich”, a tylko „on” oraz „ja”, dwa odrębne byty, stykające się się częściej lub rzadziej. Nie potrafiące jednak do końca o sobie wzajemnie zapomnieć, a teraz, teraz… teraz niespodziewanie urosło to gigantycznych rozmiarów.
  Ale gdy wrócili do pokoju Idy – znów było jakoś inaczej. Tylko czy powinna się nad tym zastanawiać? W zasadzie, jeśli już, to nie teraz; w tej chwili musiała robić dobrą minę do złej gry, najzwyczajniej w świecie: trzymać się. Bo czas nie stał w miejscu, nie pozwalał na roztrząsanie wszystkiego wciąż i wciąż, raz za razem, w kółko. Nie, musiała być twarda i to nie tylko dla siebie.
  - Proszę bardzo – odparła krótko, posyłając blady uśmiech wpierw Bertiemu, któremu ratowała życie, następnie Eden. Tak, miała dobrą myśl, żeby zatroszczyć się o kubek dla każdego, ale też nie mogła pozbyć się wrażenia, że to może być za mało… najmniejszy problem, zawsze istniała opcja ponownego wypełznięcia na łowy, prawda? W każdym razie, wyglądało na to, że kawą to życie i owszem, ratowała, ale też jako ratowniczka musiała podejść i wręczyć napoje bezpośrednio. Co też uczyniła.
  I tym samym została bez kawy w rękach, więc… pozostawało zbliżyć się do Alastora, żeby odebrać ostatni „wolny” kubek; przecież sama też potrzebowała kawy.
  - Wbrew pozorom to nie takie grosze – mruknęła dość cicho, nie próbując się nawet silić na nadanie głosowi tonu przygany; chyba była zbyt zmęczona na takie lawirowanie. Niemniej, ta kwestia zdecydowanie zależała od punktu siedzenia. Dla jednych grosze, dla innych wydatek nie do przeskoczenia – Ale wszystkie kurczaki udało się odnaleźć? – spytała, zerkając na Botta – Specjalistą od pszczół nie jestem, ale zgaduję, że roje się wyprowadziły? – westchnęła cicho. Wichura przeszła przez Dolinę nie szczędząc chyba nikogo, nawet posiadłości Longbottomów. Choć tyle, że to tylko domek ogrodnika padł ofiarą, a nie główny dom...
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#28
18.09.2023, 09:21  ✶  
Moody podał kubek Mavelle, rozglądając się przy tym po pomieszczeniu dosyć niezręcznie. Ewidentnie nie spodziewał się tego, że weźmie go ona, ale nie powiedział nic, tylko przeczesał palcami roztrzepane włosy i na powrót wbił to zmieszane spojrzenie w swoją siostrę. Wiedział dobrze, że każdy taki niespokojny gest był od razu odczytywany przez wszystkich wokół, bo się nigdy nie umiał w takich rzeczach kryć, ale też bezpiecznie (i zapewne słusznie) założył, że był w tej akurat sytuacji bezpieczny od uszczypliwych komentarzy. Nie istniała lepsza karta do gry niż ta z umierającym obok członkiem bliskiej rodziny.

- Jakaż to ulga, że straty wyceniono na zaledwie 10 knutów. - Ledwie sekundę po tym zaśmiał się, a następnie przygryzł paznokieć kciuka prawej ręki, bo mu się przypomniało jak tragiczna musiała być skala zniszczeń, jak się weźmie pod uwagę całą Dolinę. Nawet jakby rzucił Aurorstwo na rzecz budowlanki, to by tym wszystkim ludziom nie pomógł tak szybko jak trzeba.

Kiedy Bones zapytała, czy Bott znalazł wszystkie swoje kury, Moody się do tego wtrącił, kontynuując jej wypowiedź.

- Nie chcę cię niepokoić, ale medykom podawali rosół.

Dobrze wiedział, że gdyby Ida jedynie udawała sen, to byłby ten dramatyczny moment, w którym przyszłoby jej parsknąć głośno. Ze śmiechu lub irytacji, powód był nieistotny, po prostu by nie wytrzymała, szczególnie po tym jak Eden była kompletnie zdziwiona tak trywialnymi problemami, jak wiatr niszczący komuś szopę i dach lecący w kierunku niewinnych ludzi. Bo to przecież działało jak gra planszowa - płaciłeś pieniądze, a budynek pojawiał się nagle na wyznaczonym polu przeniesiony tam z banku identycznych domków. Niestety młodsza Moody wyglądała tak samo martwo jak wcześniej i nic w jej twarzy nie wskazywało na to, żeby miało się to w ciągu kilku najbliższych chwil zmienić. Alastor czuł w środku siebie naprawdę dziwne napięcie i bardzo chętnie wróciłby do sceny sprzed chwili, kiedy to wszystko co wydarzyło się do tej pory było rozmyte przez fale emocji.

Niestety ta kawa naprawdę go budziła.

- Po tym co widziałem w tej Kniei - zaczął, odrobinę zbyt ponuro jak na to gdzie kierował tę rozmowę - mam wrażenie, że twój brat - a tylko jedna z zebranych tutaj osób posiadała brata - podwoi sumę wpłaconą na kolację z Erikiem, więc może faktycznie niektórych ta odbudowa będzie kosztowała grosze. Ale to wciąż wymaga pracy wielu rąk. Na brodę Merlina - przejechał dłonią po swojej twarzy - ale ona by się uśmiała widząc mnie, Malfoya i ciebie ślizgających się tam w błocie po tym jak wyczuliśmy te pojebane kreatury.


fear is the mind-killer.
cupcake
I just wanted you to know
That baby, you the best
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#29
18.09.2023, 14:34  ✶  
- Eh, to pewnie przez jazdę. Trochę śpieszyłem i mogło je faktycznie rozwiać - odpowiedział na krytykę Eden, spoglądając nieco zawiedzony na zebrany przez siebie bukiet. Z drugiej jednak strony, nie wydawał się w żaden inny sposób przejęty jej komentarzem, na koniec nawet odwzajemniając jej życzliwy uśmiech.
- Można - odpowiedział szybko na wzmiankę o stodole, upijając łyk kawy - Niestety, ostatnie dwa dni były pracowite. Najpierw opanowywanie największych strat, potem przeszukiwanie Kniei. Sama stodoła zeszła nieco na dalszy plan. Nie kosztuje to dużo, ale preferuję rzetelną pracę własnych rąk, przynajmniej jeśli chodzi o moje własne gospodarstwo - wytłumaczył jej cierpliwie. Miała rację, jeśli miałby zatrudnić kogoś do tego, to wcale nie zauważyłby poniesionych kosztów.
- Tak, jestem pewien, że... - zaczął odpowiadać Mavelle, ale zamilkł nagle, marszcząc przy tym brwi w konsternacji, kiedy doszło do niego co powiedział Alastor. Zaczął liczyć, przesuwając kciukiem po paliczkach dłoni i bezgłośnie poruszając wargami. W końcu nabrał gwałtownie powietrze w płuca, łapiąc się za głowę. - Grażynka! Nie znalazłem Grażynki! - oznajmił trwożnym głosem, garbiąc się zaraz na krześle przybity, sącząc przez moment swoją kawę.
- To nie było zabawne. Myślałem że umrę - burknął w stronę Alastora Bertie, ściągając przy tym usta, jakby nieco rozczarowany. Kiedy się wywrócił, życie mu niemal przeleciało przed oczami i jeszcze niezbyt przeszedł nad tym do porządku dziennego. Był rzemieślnikiem, a nie potężnym, zaprawionym w boju wojownikiem jak Alastor i fizycznie, to mógł sobie poradzić co najwyżej z widłami pełnymi gnoju, albo żeliwnym kociołkiem. Walczenie z prawdziwym niebezpieczeństwem nie leżało w jego naturze.
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#30
18.09.2023, 17:05  ✶  
- Dziękuję - zwróciła się do Mavelle, gdy wręczyła jej kawę. Odwzajemniła uśmiech, zdawać by się mogło zwyczajnie grzecznościowo, ale w obliczu obecnej sytuacji zaczynała czuć, że również potrzebowała zastrzyku energii. Gdyby nie ten cały ambaras, prawdopodobnie dawno byłaby już w łóżku, w objęciach Morfeusza (bo przecież nie męża).
Tak, jak była jeszcze w stanie zdławić śmiech w zarodku i jedynie się przelotnie uśmiechnąć, gdy Alastor oszacował straty Botta na tak zawrotną sumę, to kiedy rzucił komentarz o rosole w szpitalnym menu, już nie była w stanie się opanować. Parsknęła śmiechem akurat wtedy, gdy miała się napić; usta miała już przyłożone do kubka, już przechylała go ku sobie i czuła dotyk kawy na czubku języka, po czym usłyszała słowa Alka i musiała wypluć napój z powrotem, żeby się nie zakrztusić. Najpierw wydała z siebie dziwny dźwięk, jakby kaszel połączony ze stłumionym chichotem, potem zaśmiała się raz jeszcze, aż w końcu odchrząknęła, zasłoniwszy usta dłonią.
- Zmiłuj się - rzuciła krótko, posyłając Moody'emu rozbawione spojrzenie. Chciała popatrzeć na niego spod byka, ale nie była w stanie; zaśmiała się pod nosem raz jeszcze, nie umiejąc mieć mu za złe, że robił sobie jaja z pogrzebu. Ktoś musiał, inaczej wszyscy by oszaleli. Westchnęła przeciągle, podnosząc okulary z nosa, by ułożyć je sobie na czubku głowy. Potem przetarła oczy, ale ciężko było ocenić, czy to ze zmęczenia, czy w celu starcia łez, które prawie uroniła z rozbawienia.
Usłyszawszy, że Bott preferuje sam wspinać się po ścianach stodoły i własnoręcznie stawiać nowy dach, od razu przestała się śmiać. Spojrzała znowu na Alastora, jakby był tutaj jedyną osobą, która może jej potwierdzić choćby wyrazem twarzy, że się nie przesłyszała, po czym na moment utkwiła tępo wzrok w bliżej nieokreślonym punkcie. Mogła przysiąc, że po chwili zaczęła słyszeć melodyjkę z cyrku grającą po cichu. Musiała potrząsnąć głową, żeby się jej pozbyć.
- Mhm. No to życzę powodzenia - wydusiła w końcu, nadal wyglądając na nieco skołowaną. - Gdyby to była kwestia braku środków, może bym jakoś pomogła, ale niestety ani stolarka, ani rzetelna praca to nie moje pole ekspertyzy - podsumowała samą siebie niezbyt pochlebnie, uśmiechając się nieco zbyt sztucznie. Następnie założyła nogę na nogę i uniosła kubek z kawą tak, jakby chciała wznieść toast, po czym upiła solidny łyk. Spojrzenie miała takie, jakby naprawdę żałowała, że to nie alkohol.
- Mój brat? - Zapytała Moody'ego, marszcząc brwi. Odkąd tu przyszła, miała wrażenie, że albo zaczyna mieć poważne problemy ze słuchem, albo Beltane rozpoczęło w jej życiu jakąś serię nieśmiesznych skeczów kabaretowych. - Że Elliott? Szlajał się po Knei? W jakim niby celu? - Powiedzieć, że Eden była w ciężkim szoku, to jakby nie powiedzieć nic. - I jeszcze z własnej woli dokłada więcej pieniędzy dla działalności charytatywnej? On się tam poślizgnął na tym błocie i uderzył potylicą w jakiś wystający korzeń? - Lestrange wyglądała na nieziemsko skonfundowaną w tym momencie, bo jakoś nie mogła uwierzyć, że Alek mówi o tym samym bracie bliźniaku, który kilka lat temu próbował ją zabić, a kilka miesięcy przyłożył rękę do śmierci własnej żony. Jakoś jej się to wszystko nie kleiło, ale kto wie, do czego posunie się Elliott, żeby wyrobić sobie dobrą opinię społeczną. A może mu po prostu już zupełnie peron odjechał. Z miłości.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (5910), Bertie Bott (2101), Danielle Longbottom (2710), Eden Lestrange (4021), Mavelle Bones (3293)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa