• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[07.06.1972] – Chodźmy nad wodę, na twoich kolanach zasnę

[07.06.1972] – Chodźmy nad wodę, na twoich kolanach zasnę
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#11
16.10.2023, 21:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.10.2023, 21:49 przez Avelina Paxton.)  

Chciała, aby ta chwila została zamknięta w bańce, aby nie mijała, aby nikt tego nie psuł, aby nikt się nie odzywał. Chciała obserwować jak chmury płyną po niebie i zmieniają kształty. Chciała, aby jego ręka wiecznie głaskała jego bok, aby dłonie bawiły się jej włosami. Był jedyną osobą, która nie denerwowała ją, gdy ich dotykał. Zamknęła oczy. Pragnęła zasnąć, wpaść w ramiona Morfeusza i pozwolić mu zabrać siebie do krainy, która pachnie Augustusem Rookwoodem. Gładziła dłonią jego łydkę nie odzywając się, oddychając powoli i oddając się myślom o nim i o tym, co mogły im dać podjęte inaczej decyzje w przeszłości. Chciałaby móc się cofnąć i coś zmienić. Chciała tyle rzeczy, ale nie mogła ich zrealizować. Powinna skupić się na tym, co było teraz, powinna zrobić, coś co popchnie ją do przodu, a nie zatrzyma w marazmie, we wspomnieniach, w objęciach kogoś, kogo nie mogła mieć.

Gdy zaczął opowiadać o chmurach jej oczy się otworzyły. Wyobraziła go sobie takiego małego, nieporadnego w tej ich posiadłości. Była tam. Cisza jaka tam panowała była okropna. Nie mogłaby mieszkać w takim miejscu, tak ogromnym i przytłaczającym. Lubiła swoje zaciszne małe mieszkanie. Zawsze się tam dużo działo i było ciepło. Lubiła jeździć do swoich dziadków mugoli na wieś, aby spędzać czas na bieganiu po polach i lasach, aby im pomagać w prowadzeniu gospodarstwa, mimo że tego nie rozumiała.

Lubiła to, że nawet w takim momencie potrafił zadbać o swój wygląd, zadbać o to, aby jego ubranie było wyprasowane. Uśmiechnęła się nawet na ten widok. Takie drobne rzeczy naprawdę ją w nim pociągały. Jego małe pierdolnięcia na umyśle, które powodowały, że był tym kim był. Odwróciła się w końcu na plecy, aby spojrzeć na jego twarz, nadal trzymała głowę na jego kolanach. Wyciągnęła dłoń, aby dotknąć jego twarzy, pogładziła jego policzki, przejechała kciukiem po ustach. Westchnęła ciężko.

– Wtedy było łatwiej, ale nie jesteśmy już dziećmi, Augustusie – wyszeptała uśmiechając się delikatnie, niepewnie, smutno. – Nie mogę wiecznie na ciebie czekać, a czekałam odkąd skończyłam szkołę. Liczyłam, że się do mnie odezwiesz, że mnie odnajdziesz, a ty wróciłeś po tylu latach i co teraz? – zapytała cicho.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#12
19.10.2023, 19:51  ✶  
Oddałem się rozmyślaniu o tym, co utraciliśmy. Błądziliśmy spojrzeniami po niebie, będąc tu razem. Gdzieś tam nieopodal ćwierkały ptaki, ale ogólnie było cicho i spokojnie, trochę tak, jak we śnie. Tak nierealnie, a jednak głowa Aveliny faktycznie spoczywała na moich nogach, a ja siedziałem sobie i opowiadałem jakąś pierwszą lepszą historię ze swojego dzieciństwa, trochę głupią, ale tak nie do końca. Pamiętałem, że wtedy czułem się podobnie jak teraz. Spokojny, wyciszony, pozbawiony jakichkolwiek przymiotów stresu.
Uśmiechnąłem się do niej, kiedy na mnie spojrzała i dotknęła mojej twarzy. Czułem każdy jej gest, każdy dotyk. Zamknąłem nawet oczy by jeszcze bardziej się na tym skupić, by to zapamiętać, wchłonąć w stu procentach. Skóra pod jej dotykiem przyjemnie mrowiła, a że dotykała też moich warg, to niechybnie przyszła mi ochota na kolejny całus, a może nawet namiętny pocałunek...? Taki głęboki, dziki, prawdziwy. Jak tam, w tej wodzie.
Otworzyłem oczy, bo jednak odezwała się pierwsza. I właściwie byłem zaskoczony jej wyznaniem. Nie spodziewałem się, że czekała na mnie, szczególnie po jej ostatnich słowach wypowiedzianych wtedy, w ten mój ostatni dzień w Hogwarcie. Tyle razy pragnąłem by to tak nie brzmiało, by się przełamać i ją odnaleźć, by coś zmienić, ale... Myślę, że brakowało mi odwagi. Byłem tak naprawdę nikim, kiedy skończyłem Hogwart. Zaczynałem wszystko od nowa. Głupi smark, ślepo słuchający Ojca.
- Naprawdę na mnie czekałaś? - zapytałem niepewny, bo może jednak śniłem, może jednak to nie była prawda, tylko fikcja mojego umysłu. - Tyle razy wyobrażałem sobie... Ale trzymałem się z dala, bo... Sama wiesz. Właściwie myślałem, że skreśliłaś mnie totalnie ze swojego życia i serio przyszedłem do ciebie tylko i wyłącznie po eliksiry - przyznałem, wzruszając ramionami. Zdawać by się mogło, że miało to miejsce wieki temu, a przecież tak naprawdę wcale nie tak dawno temu. Podobnie jak ten ambaras w pociągu. Przy Avelinie czas leciał zdecydowanie zbyt szybko. Pragnąłem go zatrzymać bądź wydłużyć możliwie jak najbardziej.
Teraz to ja położyłem dłoń na jej policzku, który delikatnie pogładziłem i otuliłem. Smutek wpełzł na moje wargi, ale może mogłem nas ocalić. Potrzebowałem jednakże jeszcze więcej odwagi, jeszcze więcej mocy w sobie by coś zmienić, wyrwać się z tego, co zaplanował mi los, napisać swoją książkę od nowa...? Nie wiem, czy byłem w stanie to zrobić. Bałem się, ale czułem, że dla niej było warto zaryzykować wszystko, bo nigdzie nie bywałem tak spokojny, przynajmniej przez ulotne chwile, jak przy niej. Miała w sobie ogień i cięty język, a jednocześnie była łagodna i ciepła. Zawsze wyobrażałem sobie, jak ją przytulam, jak chowam się w jej ramionach, w jej ciele przed światem.
- Wyjedźmy. Do Stanów albo do Kanady, może gdzieś na drugi koniec świata, do krajów azjatyckich...? - zaproponowałem, zastanawiając się, gdzie mogliśmy mieć lepszy start. Nie miałem pojęcia, czym mógłbym się tam zajmować, ale miałem wykształcenie medyczne, doświadczenie w kostnicy. Raczej poradziłbym sobie. Mogłem też dostosować się do wizji Aveliny i, nie wiem, hodować jakieś pomidory albo co. - Tylko ty i ja. Daleko stąd, gdzie nikt nie będzie miał nad nami kontroli - dodałem, zastanawiając się nad wściekłością Ojca albo Czarnego Pana. Między innymi dlatego wolałem zwiać bardzo daleko. Naprawdę bardzo daleko.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#13
20.10.2023, 19:06  ✶  

Ciepło bijące od ciała Augustusa było przyjemne, dobre; było jej pragnieniem od zawsze i chciała tak trwać w nieskończoność. Obserwowała jak ptaki latają po niebie, jak chmury leniwie suną się po niebie, jak słońce obniża swoją wysokość. Jeszcze parę godzin i będzie zmierzchać, a wtedy zrobi się zimno oraz nieprzyjemnie. Ona będzie musiała wrócić do domu, będzie musiała wejść do zimnego łóżka, a to co wydarzyło się chwilę temu było tylko złudnym wspomnieniem, marą, która zatruła jej umysł nadzieją. Nie chciała czuć tej nadziei, tego jak serce jej pęka, gdy on jej dotykał. Każdy jego gest parzył i zaklinał w niej więcej nadziei, bolesnej i nieprzyjemnej. Chciała, aby w końcu ją pocałował, wziął to, czego mężczyźni chcą od kobiet. Dał jej uniesienie, które spełniłoby i zamknęło to pragnienie na dnie jej serca. I pewnie obudzi się znowu za parę lat, ale wtedy już na pewno będzie za późno. Chciała w głębi serca, aby sprawił, by czuła się brudna, ale i spełniona. Chciała, aby był podłym człowiekiem, aby nie był taki inteligentny, przyjazny, kochany, sprawiający, że na dźwięk jego głosu przechodził jej dreszcz. Próbowała zapamiętać kolor jego oczu, kształt ust, gdy tak się do niej uśmiechał, jego włosy, które lśniły w słońcu i mieniły się ciepłymi barwami. Chciała zapamiętać wszystko, aby sycić oczy do snu.

– A myślisz dlaczego nadal nikogo nie mam? – odpowiedziała mu pytaniem. Nie potrafiła sobie nikogo znaleźć, każdy kto pojawiał się w jej życiu był nieidealny. Czegoś jej w tych relacjach brakowało, ale to mogło też być spowodowane tym, że nie wyleczyła się z Rookwooda, że wmawiała sobie iż on jest tym czego ona pragnie. Zrobiło jej się smutno, że nie przyszedł do niej z innego powodu, ale była głupia myśląc, że była ważną częścią jego życia. Nie przestała jednak się uśmiechać, smutno, ale nadal uśmiech tkwił jej na twarzy. Była naiwna; w końcu on miał żone i dzieci, pewnie ich wszystkich kochał, a to co mówił jej ostatnio było tylko głupią manipulacją, aby ją do łóżka zaciągnąć. Potrzebował wrażeń zapewne przez to, że tyle lat był z jedną kobietą. Chociaż kto wie, czy nie miał więcej takich jak ona, naiwnych i głupich czekających na jakiś znak z niebios, że były dla niego ważne.

Gdy zaczął proponować jej wspólny wyjazd serce znowu zabiło jej szybciej przez głupią nadzieję, która myślała, że to może się udać. Poderwała się w górę i usiadła na jego udach okrakiem, sukienka podsunęła się do góry ukazując jej własne w pełnej krasie; nie przejęła się tym. Pocałowała jego czoło słuchając tego, co jej opowiadał.

– Nie masz pojęcia jak bardzo bym tego chciała, nie masz pojęcia ile bym dała, aby móc z tobą spędzić życie, ale nie możemy – szepnęła mu do ucha, a potem złożyła delikatny pocałunek na jego szyi. – Nie możesz być egoistą, nie możesz zostawić swoich dzieci. Nawet jeśli nie kochasz żony, one nie powinny być karane tym, że ja ciebie kocham – poczuła jak serce złamało się jej na milion kawałków. Pocałowała go w usta zamykając oczy. Dłonie trzymała na jego policzkach.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#14
21.10.2023, 17:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2023, 17:03 przez Augustus Rookwood.)  
Oczy mi niechybnie rozbłysły, gdyż byłem pewien, że zaraz zbliży swoją twarz do mojej, uśmiechnie się szeroko i szepnie mi, że pewnie, że jedziemy, że zostawimy cały nasze światy za sobą by wkroczyć w kompletnie inny, nowy, nasz wspólny, taki powoli budowany, idealny i wymarzony. Uśmiechałem się, prostując się jeszcze bardziej, jeszcze pewniej, kiedy usiadła na mnie, tak odważnie i zarazem niezwykle seksownie, podniecająco. Aż wstrzymałem oddech i niepewnie położyłem swoje dłonie na jej pośladkach. Żeby dotknąć, żeby przytrzymać, żeby nie pozwolić jej uciec. Czułem ciepło jej ud, podobnie jak resztki lawendy, tej, która nie zdążyła się spłukać w stawie.
Tak, pojedziemy razem, we dwoje. Dokładnie tam, gdzie nikt nie będzie miał nad nami kontroli, nie będzie nas znał, nie będzie groził i zastraszał. Tam, gdzie będziemy mogli być swobodnie razem.
I ten całus na moim czole był jakby przypieczętowaniem tego, prawda? Tak bardzo chciałem w ten sposób o tym myśleć. Zostać w tamtej chwili, pięknej bańce. Czemu zawsze musiała mówić mi, że nie możemy, przypominać mi o moich zobowiązaniach wobec rodziny, o moim paskudnym położeniu, w którym już najwyraźniej nie zasługiwałem na szczęśliwe zakończenie.
Przełknąłem z trudem ślinę, czując gulę w gardle. Wszystko mi się wywracało, te wnętrzności... Czułem jak krew odpływała mi z twarzy, jak uśmiech z niej zniknął i pozostawił pustkę, pustkę i ból. Tak bardzo nienawidziłem siebie, jak i tego, co nam zrobiłem. Czemu nie mogłem się ruszyć wcześniej, odszukać ją, odnaleźć, na powrót  przywitać i, nie wiem, tupnąć nogą, powiedzieć, że zostaję...? Ona mnie kochała, czekała na mnie, marzyła o tym, że któregoś dnia staję na jej progu... Nie zrobiłem tego, szedłem ścieżką usłaną mi przez obowiązki i, cóż, teraz właśnie do tych obowiązków powinienem powrócić, skoro były aż tak ważne w moim życiu, skoro tylko one mi pozostawały.
Po prostu wrócić, położyć się spać, jutro rano wstać do pracy... O to chodziło. Sam chciałem jej podziękować, tej mojej Avelinie... właściwie po prostu Avelinie, że mnie sprowadzała do parteru, że nie pozwalała mi się zapomnieć. Powinienem być tym Rookwoodem, którego poznała w Hogwarcie - skoncentrowanym na byciu silnym, bezdusznym, władczym. Tak powinienem, a jednak wszystko się we mnie trzęsło na te myśli, że nie mogłem niczego cofnąć ani zmienić, że musiałem pozostać tam, gdzie byłem bez szansy na lepsze jutro.
Tylko czemu mnie całowała, usilnie trzymając moją twarz w dłoniach. Miałem ochotę zwiać i zamknąć się we własnym świecie, umknąć i może wtulić w Vesperę, bo ona jedna w pełni wiedziała, jakim nieudacznikiem byłem.
- Przepraszam, że nie było mnie wcześniej... i że wróciłem w tym nieodpowiednim momencie... - zacząłem, ale chyba nie byłem w stanie powiedzieć więcej. Gorzki żal zabierał mi powietrze, dusiłem się we własnym ciele, dodatkowo dobijając się jej ciepłem, jej pocałunkami, tak delikatnymi, że pragnąłem tylko więcej i więcej, że pragnąłem płakać i brać ich jeszcze więcej, przytulać się do niej, dotykać w tych wszystkich trudno dostępnych dla zwykłego śmiertelnika miejscach, ale... nie byłem przecież godzien. - Kocham cię, Avelina... Zasługujesz na więcej - szepnąłem, jakby się żegnając? Sam nie wiem, ale pocałowałem ją ponownie w usta, ale tak żarliwie, tak mocno, tak głęboko, że w ułamku sekundy to wszystko złe przestało istnieć i na powrót mogłem być tym Augustusem Szczęśliwym, spełnionym, w ramionach właściwej kobiety.
Miała takie pełne, miękkie wargi. Wciąż nie mogłem przestać myśleć o całowaniu ich i właśnie to robiłem, trzymając ją w swoich ramionach. Była w nich, taka drobna i miękka, ciepła, naturalna. Pasowała by tu być. Czułem, że to było to, że żadne inne miejsce na świecie nie byłoby bardziej odpowiednim niż moje ramiona.
Jakiś dziki pomruk wydobył się z moich płuc, kiedy poderwałem się z ziemi, z nią w ramionach. Obróciłem nas w tańcu kochanków, kładąc ją delikatnie na trawie. Wyglądała prześlicznie, ale nie przyglądałem się temu, skrywając twarz w jej szyi. Jąłem obsypywać ją pocałunkami, rysować mapę ku jej sercu...? Czy może po prostu drogę ucieczki? Nie, nie myślałem o tym, nie myślałem teraz o niczym. Za wyjątkiem głodu, który od lat zbierał się we mnie na myśl o Avelinie.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#15
21.10.2023, 19:17  ✶  

Tak! Chciałaby powiedzieć mu, że tak, jedziemy, zostawimy to. Wyjedziemy gdzieś daleko, może do Polski, w góry. Tam nikt ich nie będzie szukać, tam nikt ich nie znajdzie. Będą mogli zaszyć się małej wsi, ona zajmie się robieniem lekarstw w małej wiosce magicznej. On będzie leczył, zostanie miejscowym lekarzem. Nie będzie to nic wielkiego, nie będą potężni, ale będą razem. Ona urodzi dwójkę dzieci, będą chodzić do tamtej szkoły, uczyć się i może kiedyś na starość wrócą do domu, do Londynu. Jak już nikt nie będzie o nich pamiętał, jak nikt nie będzie ich znał. Będą razem. Chciała mu to powiedzieć, chciała mu to zaproponować. Tak wiele rzeczy chciała, aby się ziściło, ale czuła, że jeśli to zrobią to ona nigdy nie będzie szczęśliwa, to nigdy nie będzie w stanie przestać myśleć o tym, czy jej przyjaciele przeżyli ataki tych, którzy byli tutaj postrachem, czy jego dzieci byłyby bez niego bezpieczne. Nie chciała, aby ich porzucał, aby zostawiał swoją rodzinę dla niej, bo nie była warta tego, aby być tak kochana, aby być tak szczęśliwa kosztem czyjegoś nieszczęścia.

– Proszę, proszę, nie – szepnęła widząc jego smutek, to jak bardzo się zawiódł na jej odpowiedzi. Tak bardzo nie chciała, aby cierpiał. Wolałaby sama cierpieć, aby tylko on był szczęśliwy, ale nie chciała, aby zostawiał swoją rodzinę, aby ich porzucał tutaj na pastwę szemranego losu. Wolałaby już być tą drugą byle nie był tak bardzo smutny. Obcałowała jego twarz prosząc, aby się nie smucił, aby przestał cierpieć. Nie chciała, aby się obwiniał, bo ona również mogła do niego napisać, mogła się z nim wcześniej skontaktować, ale jak wyszła ze szkoły było już za późno, miał żonę to oznaczało jedno, nie kochał Aveliny Paxton. Wolał inną kobietę, piękną, z czystego rodu, a nie jakąś brudną Paxtownówne.

– Ciii… nasze dusze trafiły na nieodpowiedni czas, moment i miejsce – szepnęła, bo głos chciał się jej łamać.

To prawda. Powinni urodzić się kimś innym, w innym świecie, z innymi historiami, które by do siebie pasowały. Nie powinni trafić na ten moment. Był nieodpowiedni, zły i podły dla ich złamanych dusz oraz serc. Każde z nich wybrało złą ścieżkę, która doprowadziła ich do punktu bez wyjścia dla szczęśliwego zakończenia. Jego pocałunek był tak cholernie przyjemny, że z jej ust wydobyło się ciche jęknięcie, którego nie była w stanie powstrzymać. Objęła go odwzajemniając równie żarliwie. Kolejny dźwięk z jej ust wydostał się, gdy ją odwrócił kładąc na trawie, zaczął całował jej szyję, a ona zacisnęła dłonie na jego koszulce czując jak wszystko w niej płonie. Nie mogła wytrzymać, to uczucie było nie do opisania. Tak bardzo go pragnęła, tyle lat, tak długi czas rozłąki i brak dotyku sprawił, że potrzebowała go jak nikogo innego.

– Augustus – szepnęła chcąc spojrzeć mu w twarz. Chcąc zobaczyć emocje, które malują mu się na twarzy. Nie była pewna, czy chce to robić tutaj, w tym miejscu.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#16
22.10.2023, 20:47  ✶  
Nie mogłem uwierzyć, że miałem ją w swoich ramionach, pode mną, taką nieco uwięzioną, ale głównie podnieconą, bo nie wyszarpywała się, wręcz przeciwnie... Nie umykały moim uszom jej piękne jęki, niczym magiczny akompaniament, którego mógłbym słuchać, słuchać i słuchać, a przede wszystkim go wywoływać z jeszcze większą intensywnością, bo to właśnie z powodu mojego dotyku, błądzących palców po jej ciele, a także żarliwych pocałunków, pełnych utęsknienia się on pojawiał, te jęki się pojawiały, westchnienia, przyspieszony oddech i ogólnie ten nasz głód... Taki nienasycony. Mogłem się założyć, że właśnie czułem to samo co ona w równie ogromnym stopniu, bo trwaliśmy spleceni w miłosnym uścisku, ciężko oddychając, a przynajmniej ja ciężko oddychałem. Może nie był aż taki ciężki, bardziej przyspieszony, ale ogólnie roztapiałem się pod naporem jej kobiecego zapachu, zmieszanego z delikatną wonią lawendy.
Przerwałem tylko dlatego że wyszeptała moje imię... Tak pięknie to zrobiła, że usilnie pragnąłem ujrzeć jej twarz. A ja, cóż, byłem zakochany, owładnięty pożądaniem i nadzieją na te lepsze jutro, którego wiedziałem, że nie będzie.
Uśmiechnąłem się, widząc jej roziskrzone oczy, delikatny uśmiech na wargach, zaróżowione policzki. Ach, te pełne usta, te pełne usta zasługiwały na wieczną pieszczotę, więc ponownie ją pocałowałem. Ponownie ten intensywny, głodny sposób, jak gdyby jutra miało nie być i pozostały nam te ostatnie godziny do zachodu słońca.
- Jesteś taka piękna, taka seksowna i... tak mnie kusisz... Tak bardzo chciałbym... - szeptałem, spijając kolejne możliwe słowa, które mogłaby wypowiedzieć, ale nie mówiła, nic nie mówiła, bo ją wciąż obcałowywałem, ale na drobną chwilę przestałem, bo skupiłem się na jej nogach, udach, po których przesunąłem niby to leniwie palcami. Jej sukienka była podwinięta przez to, że na mnie usiadła tak okrakiem, niegrzecznie, jak damie nie przystało, ale była przy tym taka pewna siebie i naturalna... Że na to samo wspomnienie miałem żar w sobie i chęć by brnąć w to dalej, bliżej, namiętniej, głębiej, najgłębiej.
Przesunąłem dłonią wyżej, zahaczając palcem skrawek jej bielizny. Wsunąłem się pod niego dwoma palcami, śledząc jej reakcję, szukając przyzwolenia, pożądania w jej oczach, chęci oddania mi się tu i teraz.
Sam uśmiechałem się zadziornie. Uciekłem, skupiając się tylko i wyłącznie na niej, tu i teraz.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#17
24.10.2023, 19:55  ✶  

Pragnienie. Nie pamiętała, aby kiedykolwiek pragnęła tak jakiegokolwiek mężczyzny. Jego dłonie, dotyk, zapach, pocałunki zgrywały się w cudowną epopeję uczuć. Chciała, aby to trwało wiecznie, nie mijało, nie kończyło się. Chciała czuć jego zapach, ciepło, smak na swoim ciele. Był tak gorący jakby leżała na polanie pełnym słońca. Ręce zarzuciła mu na ramiona, pocałunki odwzajemniała zapominając o tym gdzie jest, co robi i czego nie powinna robić, bo nie wypada. Nie chciała czuć wyrzutów sumienia, że go pragnęła. To on miał żonę, a nie ona, to on miał dzieci, a nie ona. To on powinien czuć wstyd, a nie ona. Ona chciała czuć więcej pragnienia, tego żarliwego uczucia, które powodowały, że jej policzki pulsowały ciepłem, że przez jej podbrzusze przesuwały się fale podniecenia. Czuła, że chciała go więcej i bardziej, czuła, że nie przerwie tego dzisiaj i chciała już nigdy nie żałować. To nie ona jest tutaj winna, to nie ona powinna czuć się jak złoczyńca. Ona tylko brała to, co on chciał jej dać, bez konsekwencji.

Miłość. Czerwona barwa przyjemnych uczuć okraszona czarnym kolorem zdrady i niewłaściwych czynów, których dopuszczał się tutaj Augustus Rookwood. Chciała go kochać bez granic, chciała mu się oddawać każdego dnia zaczynając od dzisiaj. Chciała, aby pokazał jej jak bardzo ją kochał, chciała jego miłości, jego dotyku, słów, które wywoływały dreszcze i jęki. Napinała mięśnie z przyjemności, gdy dotykał ją po jej udach, błądząc po nich palcami jak pianista po klawiszach pianina, każdy jego dotyk powodował, że na jej skórze pojawiały się dreszcze, a to jeszcze bardziej potęgowało jej podniecenie.

Brak granic. Chciała mu się oddać tutaj, cała, gdziekolwiek i o której kolwiek, a jego palce pod jej bielizną spowodowały, że zamarła czekając na to, co chce jej zrobić. Spojrzała w jego oczy czując jeszcze większą falę podniecenia. Oddychała szybko, nierówno delikatnie poruszając się pod nim, bo mrowienie w dole powodowało, że nie mogła wytrzymać. W oczach była lekka obawa, ale zdominowana przez podniecenie, a także chęć przekroczenia granic. Bała się to robić, ponieważ nie chciała być porzucona, nie chciała być zostawiona na pastwę losu, a jednak leżała pod nim, jego dłonie doprowadzały ją do szaleństwa. Czuła jak serce bije jej zbyt szybko, a w uszach szumi krew.

Musiała zdecydować o swoim losie. Poddać się i stoczyć w wir poczucia winy oraz strachu, że zostanie na zawsze sama, czy jednak odsunąć się i jeszcze poczekać. Poznać go lepiej upewnić się, że nie jest tylko zabawką w rękach bogatego Rookwooda. Sprawdzić, czy jest wobec niej uczciwy, czy jest odpowiedni. Wiedziała, że jeszcze poczeka, że jeszcze wytrzyma, ale nie wiedziała, czy on na nią poczeka, czy będzie wystarczająco cierpliwy, czy nie powie jej czegoś podłego, co spowoduje, że poczuje się jak dziwka. Drgnęła nieznacznie na samą myśl o tym, co robiła… Mówił jej, tyle przyjemnych słów, tyle rzeczy, których nie potrafiła objąć umysłem. Słowa, które powodowały, że była bardziej podniecona, ale wątpliwości nie uciekały.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#18
24.10.2023, 21:00  ✶  
Czułem i widziałem, że oboje tego chcemy, że pragniemy pogrążyć się w słodkim zapomnieniu, popłynąć rzeką pożądania i zapomnieć o całym świecie. Drżała pod moim dotykiem z pragnienia, które trawiło również mnie, intensywnie, nienasycalnie. Byłem świadom, że mogłem w tej chwili zsunąć jej majtki, obcałować uda i bezwstydnie wziąć ją tu i teraz dla siebie już na wieczność. I cholernie tego pragnąłem, jak niczego innego na tym świecie. Chciałem być najważniejszy dla niej tę drobną chwilę, czuć bezbrzeżną miłość emanującą od niej tak, jak to miało miejsce w moich snach, ułudnych marach, ale...
Ale...
Ale...
Nie mogłem jej tego zrobić. Nie mogłem udawać, że nie widziałem tej szczypty obawy w jej spojrzeniu, drobnego zawachania się, odsunięcia. Bała się... Może inaczej - obawiała. Zapewne toczyła walkę w swoich myślach pomiędzy pożądaniem a rozwagą, a ja nie chciałem jej odbierać wyboru, nie chciałem być tym, który wyrwie ją gwałtem, bez pełnego pozwolenia. Poza tym to wszystko, to co... To co teraz miało miejsce było przecież tylko unikiem, ucieczką przed odpowiedzialnością i tym, co przyszykował dla mnie los.
Pocałowałem ją jeszcze raz, nieco przedłużając pocałunek, ale nie wyrywając się do przodu niczym dzikie zwierzę. Już bez pomruków i jęków rozkoszy, tylko prosto, naturalnie, pocałunek na pożegnanie. Uśmiechnąłem się do niej z lekkim przeproszeniem, ale nie powiedziałem nic. Poprawiłem gumkę jej majtek, by wróciła swobodnie na swoje miejsce i odepchnąłem się, odsunąłem od niej. Ale nie wstawałem, nie chcąc na nią patrzeć tak z góry. Położyłem się tuż obok na trawie, na drobną chwilę mając przed sobą błękitne, niemalże bezchmurne niebo... Ale zaraz zasłoniłem ten świat prawą dłonią, przecierając palcami oczy. Potrzebowałem chwili by się uspokoić, nieco zmięknąć tam na dole i zebrać myśli. Serce waliło mi jak oszalałe, ale nie było to jakoś niepokojące. Po prostu odrobina stresu.
Wiedziałem, że mogłem ją mieć, kiedy była taka przygwożdżona do ziemi moim ciałem, ale... To była dobra decyzja. Mąciłem nam w głowach. Tak nie powinno być. Zarówno tak miało być lepiej dla mnie, jak i dla niej. Nie chciałem sprawiać jej dodatkowego bólu. Już wystarczająco cierpieliśmy. Tak. Oboje mieliśmy za dużo na głowie przez te nasze niedopowiedzenia, niezrozumienia, dziwne akcje.
Ale nie mogłem przestać myśleć o jej nogach, takich miękkich i gładkich. Miałem w głowie to uczucie, które czułem, wędrując swoją dłonią wyżej i wyżej, że aż żałowałem, że nie przyjrzałem się tej bieliźnie z bliska. Albo że ją niechcący rozerwałem...? Zębami może jeszcze? Hahaha.
Ale to nie byłoby na miejscu. Ogólnie te moje myśli nie były na miejscu tak bardzo, że się zaśmiałem z siebie, kretyna jednego. Miałem myśleć o czymś, co pozwoli ujść mojemu podnieceniu, a ja jedynie się nakręcałem.
- Wybacz... Musimy chwilę poczekać, bo ponosi mnie wyobraźnia - odparłem nieco zawstydzony, ale też rozbawiony. Najwyraźniej hormony szczęścia w końcu zechciały zostać wyprodukowane przez mój organizm. - Masz bardzo seksowne ciało. Nie mogę przestać o tobie myśleć, jakbyś mi podała jakiś eliksir na miłość... Ale ja również nieźle zawróciłem ci w głowie, skoro żaden facet nie miał u ciebie szans - zauważyłem z satysfakcją, uśmiechając się do samego siebie, tak leniwie. Właściwie to czułem się już zmęczony, ale przyjemnie mi się tu leżało. Nawet położyłem ręce pod swoją głowę i spojrzałem w niebo. Byłem teraz trochę jak chłop, co to przerwę sobie zrobił od pracy na roli, hę? Tak naprawdę, to ciekaw byłem, ilu mogło być tych delikwentów w otoczeniu Aveliny. Ciekawe, czy ktoś wciąż się wokół niej kręcił, mając nadzieję na coś więcej?
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#19
01.11.2023, 14:18  ✶  

Oddech nie chciał się jej uspokoić, a myśli biegały galopem po krainie, w której nie było przyzwoitości, gdzie kochała się z nim na trawie, wśród chaszczów jak bezwstydnicy. Chciała nie mieć wstydu, chciała poczuć go w sobie, chciała słyszeć jego podniecony oddech i żarliwe, niespokojne pocałunki, ale nie potrafiła pozbyć się obaw, strachu i wątpliwości, czy postępuje słusznie. Otoczka ich znajomości zawsze była nieodpowiednia, zła, pełna bólu. Chciałaby móc urodzić się kimś odpowiednim dla niego, kimś kto bez przeszkód dałby się ponieść emocjom, kimś kto nie odsunąłby się, gdy jego palce zawędrowały do jej majtek. Tak cholernie chciała, aby dokończył, aby zbrukał jej ciało, sprawił by poczuła się jeszcze bardziej brudna, ale nie mogła, nie mogła wyzbyć się tego cholernego strachu, że to niestosowne, że nie tylko niszczy Augustusa, ale także jego dzieci i żonę, całą rodzinę, cały bagaż jego doświadczeń i całą jego pracę. Gdy ją pocałował z jej ust wydostał się pomruk zadowolenia, odwzajemniła pocałunek, bo potrzebowała go. Zamknęła oczy, gdy tylko się odsunął, gdy tylko poprawił jej ubranie, ale ona nie zrobiła nic. Leżała na tej trawie nie otwierając oczu, pragnąc, aby był to sen nieszczęśliwy i bolesny. Słysząc jak jego oddech nadal jest nie równy, a potem jego śmiech sama się cicho zaśmiała. Spojrzała na niego układając się bokiem, aby móc na niego spojrzeć. Był tak cholernie idealny i przystojny, że nie mogła uwierzyć, że naprawdę ona mu się podoba. Widzą jak walczył z podnieceniem, a ciało zaczynało się uspokajać cicho westchnęła z tęsknotą w oczach. Chciała jego dłoni, ale nie potrafiła zdobić się na odpowiednią ilość odwagi.

– Sam chyba poisz się eliksirami na miłość – odpowiedziała obserwując jego profil, aby móc go zapamiętać, aby wyryć ten dzień w swojej głowie. Zapamiętać jego dotyk, jego dłonie ściskające jej uda, usta całujące jej własne tak żarliwie, że podniecenie samo wracało na tę myśl. Jego słowa i szept ochrypły z podniecenia, dziki i pragnący jej całej. – Może kiedyś nam się uda – szepnęła i odważyła się przysunąć do niego, aby położyć głowę w wgięciu jego barku. Objęła jego tors ręką i zamknęła znowu oczy. Jego zapach działał na nią w przyjemny sposób, w taki, którego nie potrafiła nawet określić w głowie. Czuła się spokojna i bezpieczna.

– Dawno nie mieliśmy szansy na normalną rozmowę. Chyba tylko wtedy w szkole potrafiliśmy rozmawiać bez kłótni – mówiła cicho, spokojnie, próbując opanować swoje myśli i ciało – Zagrajmy w grę, ja zadam ci pytanie, potem ty. Dajmy sobie szansę, aby się poznać – mówiła trochę niepewnie jakby bała się, że to co mówi jest zabrzmi głupio. – Zacznijmy od prostej rzeczy: jaki kolor lubisz? – cicho się zaśmiała, bo było to takie naiwne, takie odwrotne od tego, co jeszcze chwilę temu robili i mówili.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#20
05.11.2023, 01:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2023, 01:54 przez Augustus Rookwood.)  
Znikąd się wzięła lekkość i rozbawienie, mimo że nieźle namieszałem, że brnąłem jeszcze chwilę temu w coś cholernie niedostępnego, mającego wprowadzić mnie w kłopoty i wywołać zapewne niemałe wyrzuty sumienia w moim sercu.
Wbrew opinii Aveliny, wcale nie byłem potworem. Po prostu całe życie pragnąłem czegoś, co znajdowało się poza jej pragnieniami. Goniłem za uznaniem, za chwałą, za wygraną, a teraz... teraz to wszystko zblakło. Wciąż było ważne, bo nie odrzucałem rodziny czy kariery zawodowej, ale pragnąłem czegoś innego, czegoś, co również było bajecznie nieosiągalne, a jednocześnie tak blisko.
Pragnąłem tego, pragnąłem tego tak bardzo, że gotów byłem zaryzykować by czuć się wolnym, spełnionym, niesamowicie zakochanym. Echa marzeń i snów obijały się o moją czaszkę, doprowadzając mnie do szaleństwa. Nie potrafiłem zachować fasonu, wciąż myśląc o pełnych ustach Aveliny, brzmieniu jej głosu, słodkich jęków i tych ogromnych, błyszczących oczu. Z miłością, lśniły miłością, póki nie pojawiła się w nich obawa.
Znowu między nami pojawiało się coś, to coś, co mnie kompletnie niszczyło. Walka, która odbywała się we mnie, w moich emocjach, w mojej głowie i sercu wykańczała mnie totalnie, powodowała zawroty głowy. Pragnąłem jej. Cholera, pragnąłem jej bardzo.
- Ostatnimi czasy zażywam wyłącznie eliksirów od pewnej panny Aveliny Paxton. Znasz może? Taka zadziora straszna - stwierdziłem rozbawiony w najlepsze, odruchowo wyjmując jedną z dłoni spod mojej głowy by zrobić dla niej miejsce na moim barku, otulić ją, przytulić i tak zamrzeć na możliwie jak najdłuższą chwilę. Szczególnie że przybliżyła się do mnie, sama wtuliła i objęła mnie swoją ręką... Musieliśmy wyglądać z lotu ptaka niczym para kochanków, para kochanków, którą nie byliśmy. I to jednocześnie rozpalało i kruszyło moje serce.
Na tę myśl uniosłem na sekundę głowę by cmoknąć ją w czubek głowy. Nie zamierzałem obarczać ją winą za cokolwiek. To było moje ciało, moja głowa pełna wstrętnych myśli i potrzeb. Musiałem sam się z tym zmierzyć. Nie mogłem być egoistą, za którego mnie uważała. Właściwie, to niechybnie nim byłem, skoro się do niej dobierałem, pomimo w tych wszystkich słów... Czy może po prostu byłem słaby? Za słaby by walczyć z własnym ciałem i jego potrzebami?
Wsłuchiwałem się w jej głos. Spokojne, przyciszone słowa kierowane do mnie. Nieoceniające, w żaden sposób nie negatywne. Wspominała i rzucała mi drobne wyzwanie... Było miło. Faktycznie kiedyś potrafiliśmy czasami tak rozmawiać. Wtedy, w środku nocy, na szkolnych korytarzach. Wtedy tego nie doceniałem, póki nie rozstaliśmy się w ten podły sposób w ten najgorszy dzień... w moim życiu.
- Myślałem często o tych przegadanych nocach. Żałuję, że nie pamiętam tych wszystkich słów z tobą wymienionych, obszernych rozmów... Wtedy tego nie doceniałem - odważyłem się jej to powiedzieć. Zauważałem, że mówiłem jej za dużo, zbyt wiele tajemnych myśli, do których tylko i wyłącznie ja miałem dostęp, a potem... potem zapewne miała mnie za to mordować spojrzeniami albo milczeniem, albo wyrzutami. Nie powinienem był, a jednak to wymknęło się spomiędzy moich warg. Nieistotne, w każdym razie, bo miałem dalej niegrzeczne myśli w odpowiedzi na jej pytanie. Kolejny, nieco zduszony śmiech, wyrwał się z mojej piersi, przez co jej głowa musiała się niekontrolowanie unieść wraz z moją klatką.
- Lubię brąz twoich oczu, czerwień twoich ust, biel twoich zębów... Nie bij mnie, ale to moje pierwsze skojarzenie. Czemu malujesz usta w ten wyzywający sposób? - zapytałem ją od razu i od razu też sobie uświadomiłem, że wyczerpywałem pulę pytań na tę kolejkę. No trudno. W sumie byłem ciekaw, co na to odpowie.
I mimowolnie przesunąłem palcem obejmującej ją ręki po jej boku. Delikatnym, kobiecym, bardzo dla mnie dostępnym w tej chwili.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Augustus Rookwood (11168), Avelina Paxton (10050)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa