Za często nie zapuszczałem się w magiczne części Londynu. Głównie, kiedy załatwiałem sprawy służbowe związane z zezwoleniami albo szukałem jakiejś biednej sieroty... Inne, to jedynie te przypadki, kiedy bezczelnie się rozkładaliśmy gdzieś w pobliżu. Tym razem z Little Hangleton przywiał mnie na Pokątną, gdyż liczby się zgadzały i trzeba było odebrać nagrodę, tylko za nic nie mogłem namierzyć tego przybytku, w którym to się odbywało. Przeklęty sprzedawczyk obiecał, że prosta jasna droga, wszystko widoczne, ale jakoś tego nie widziałem.
Musiałem kogoś zapytać, nie było innej drogi, więc poprawiłem co nieco odzienie i ruszyłem optymistycznie do pierwszej lepszej osoby. Jakiejś dziewczyny, wyglądając na całkiem sympatyczną. Uśmiechnąłem się delikatnie by jej może nie przerazić i odchrząknąłem.
- Przepraszam, czy mógłbym zająć chwilę...? Chciałem zapytać o jedno miejsce. Nie mogę go namierzyć spojrzeniem - odparłem, zamierzając się powtórzyć, jeśli wymagałaby tego sytuacja. Bądź co bądź, to ja tak podchodziłem znienacka i zajmowałem zamyśloną głowę. Wzruszyłem bezradnie ramionami, bo nie miałem pojęcia nawet gdzie już szukać tego szyldu. Przeklęte, czarodziejskie uliczki. U mugoli wszystko jaśniej było opisane.